pełen dostęp - Tenisa Stołowego I Ping-Ponga

pełen dostęp – Tenisa Stołowego I Ping-Ponga

pełen dostęp

vol. 34/2012
RADA PROGRAMOWA: Henryk Cimek (UR) – myśl polityczna, Andrzej Furier (US) – stosunki międzynarodowe, Jan Garlicki (UW)
– socjologia polityki, Jan Grosfeld (UKSW) – etyka polityczna, Ryszard Herbut (UWr) – systemy polityczne Europy Zachodniej, Jan Iwanek
(UŚ) – współczesne systemy polityczne, stosunki USA z Ameryką Łacińską, Zbigniew Karpus (UMK) – stosunki międzynarodowe,
Kazimierz Kik (UH-P w Kielcach) – myśl polityczna, systemy polityczne, Barbara Krauz-Mozer (UJ) – metodologia i teoria polityki, Jerzy
Kojkoł (AMW w Gdyni) – polska myśl polityczna, Krzysztof Łabędź (UP im. KEN w Krakowie) – najnowsza historia polityczna, Ewa Maj
(UMCS) – stosunki międzynarodowe, Andrzej Małkiewicz (UZ) – globalizacja, Tomasz Nałęcz (AH im. A. Gieysztora w Pułtusku) –
najnowsza historia Polski, Wiesława Piątkowska-Stepaniak (UO) – komunikacja społeczna, medioznawstwo, Ewa Polak (UG) –
międzynarodowe stosunki gospodarcze, polityka gospodarcza, Eugeniusz Ponczek (UŁ) – teoria polityki, polska myśl polityczna, Jerzy
Sielski (US) – metodologia, teoria polityki, Marek Żyromski (UAM) – systemy polityczne, Jerzy Świeca (Akademia im. J. Długosza
w Częstochowie) – stosunki międzynarodowe, Andrzej Wojtas (UKW) – myśl polityczna, Arkadiusz Żukowski (UWM) – system polityczny
RP, systemy polityczne
MIĘDZYNARODOWA RADA DORADCZA: Flavio Felice (Centro Studie Ricerche, Pontificia Universita Lateranense, Rzym, Włochy),
Mark C. Henrie (Intercollegiate Studies Institute, Wilmington, Delaware, USA); Vit Hlousek (Uniwersytet Masaryka, Brno, Czechy), Lyaila
Ivatova (Kazachski Uniwersytet Państwowy, Ałmaty), Lubomír Kopeček (Uniwersytet Masaryka, Brno, Czechy), Aleksander Lipatow
(Rosyjski Państwowy Uniwersytet Humanistyczny, Moskwa), Mark J. Rozell (George Mason University, Arlington, Virginia, USA), Claes
G. Ryn (Catholic University of America, Washington D.C., USA), Ulrich Schmid (Universität St. Gallen, Szwajcaria), G. Jesus Velasco
(Tarleton State University, Stephenville, Texas, USA), Klaus Ziemer (Fachbereich III, Politikwissenschaft, Universität Trier, Niemcy)
REDAKTOR NACZELNY: Roman Bäcker
ZESPÓŁ REDAKCYJNY: Joanna Marszałek-Kawa (zastępca redaktora naczelnego), Bartłomiej Michalak (sekretarz redakcji), Marta
Dorenda-Zaborowicz (redaktor ds. organizacyjnych), Dariusz Góra-Szopiński (opracowanie bibliografii), Aleksandra Seklecka (korekta
redakcyjna), Beata Stachowiak (redaktor statystyczny), Justyna Brylewska (redaktor językowy)
KOLEGIUM REDAKCYJNE:
Dział komunikowanie polityczne: Dorota Piontek (Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM); Dział metodologia
i teoria polityki: Tomasz Godlewski (Instytut Nauk Politycznych UW), Łukasz Młyńczyk (Instytut Politologii UZ), Beata Słobodzian
(Instytut Politologii UG), Paweł Ścigaj (Instytut Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ); Dział myl polityczna:
Jarosław Nocoń (Instytut Nauk Politycznych UKW), Lech Rubisz (Instytut Politologii UO), Tomasz Sikorski (Instytut Historii i Stosunków
Międzynarodowych US); Dział polityki sektorowe: Małgorzata Kuś (Instytut Nauk Politycznych Akademii im. J. Długosza
w Częstochowie), Robert Radek (Instytut Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UŚ), Katarzyna Kobielska (Instytut Politologii UWr); Dział
stosunki midzynarodowe: Anna Jaroń (Instytut Politologii UKSW), Katarzyna Kącka (Wydział Politologii i Studiów
Międzynarodowych UMK), Stanisław Konopacki (Wydział Studiów Międzynarodowych i Politologicznych UŁ), Katarzyna Marzęda-Młynarska (Wydział Politologii UMCS), Margot Stańczyk-Minkiewicz (Instytut Politologii AMW w Gdyni), Agnieszka Zaremba (Instytut
Nauk Politycznych UH-P w Kielcach), Krzysztof Żarna (Katedra Politologii UR); Dział systemy polityczne: Adam Hołub (Instytut
Nauk Politycznych UWM), Krzysztof Kowalczyk (Instytut Politologii i Europeistyki US), Magdalena Mikołajczyk (Instytut Politologii UP
im. KEN w Krakowie), Jacek Wojnicki (Wydział Nauk Politycznych AH im. A. Gieysztora w Pułtusku)
ADRES REDAKCJI: „Athenaeum. Polskie Studia Politologiczne”, Wydział Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK, ul. Batorego 39L,
87-100 Toruń, e-mail: (email protected); Internet: www.athenaeum.umk.pl
Redaktor techniczny: Paweł Banasiak
Projekt okładki i logo: PMK Design
Korekta: Zespół
Publikacja dofinansowana przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego
© Copyright by the Authors
© Copyright by Wydawnictwo Adam Marszałek
ISSN 1505-2192
Wydawnictwo prowadzi sprzedaż wysyłkową: tel./fax 56 648 50 70, (email protected)
Prenumeratę instytucjonalną można zamawiać w oddziałach firmy Kolporter DP Sp. z o.o. na terenie całego kraju. Informacje pod
numerem infolinii 0801 205 555 lub na stronie internetowej http://sa.kolporter.com.pl
WYDAWNICTWO ADAM MARSZAŁEK, ul. Lubicka 44, 87-100 Toruń,
tel. 56 660 81 60, fax 56 648 50 70, e-mail: (email protected), www.marszalek.com.pl
Drukarnia nr 2, ul. Warszawska 52, 87-148 Łysomice, tel. 56 659 98 96
SPIS TREŚCI
Od redakcji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7
KOMUNIKOWANIE POLITYCZNE
Marta Kasztelan
Prasa polonijna wobec polskiego marca 1968 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Magdalena Szpunar
Wolność słowa jako warunek konieczny dla społecznego funkcjonowania
Internetu. Na przykładzie ACTA i Wikileaks . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Grażyna Piechota, Robert Rajczyk
Media samorządowe jako narzędzie kreacji wizerunku lokalnego lidera
i jego otoczenia (na przykładzie analizy treści publikowanych
w tygodniku samorządowym „Twoje Tychy”) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wojciech Furman
Pseudowydarzenie w public relations i dziennikarstwie . . . . . . . . . . . . . . . .
Krzysztof Obremski
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński . . . . . . . . .
11
26
42
59
72
MYŚL POLITYCZNA
Filip Ilkowski
Wywrotowy darwinizm: teoria imperializmu Thorsteina Veblena . . . . . . 105
Jarosław Macała
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik . . . . . . . . . . . . . . . . . . 125
Sylwester Gaworek
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego . . . . . . . . . . . . . . . 149
4
Spis treści
Kinga Rodkiewicz
Obywatelskie nieposłuszeństwo w etyce Gandhiego i współczesnej
myśli liberalnej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Łukasz Gemziak
Koncepcja Skandosławii Dymitra Lichaczowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Tomasz Madras
Teologia liberalnej demokracji w świetle koncepcji gnozy politycznej
Erica Voegelina . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Przemysław Piotrowski
Liberalny uniwersalizm a modernizacja świata niezachodniego. Punkt
widzenia politologów oraz historyków idei . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Andrzej Gałganek
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych. Tyrania
konstruktu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Andrzej Sepkowski
Zbawienie w postępie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Konrad Hennig
Teologia postępu jako sekularna wizja prowidencjalizmu . . . . . . . . . . . . .
Szymon Niedziela
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość . . . . .
170
185
204
223
239
271
291
305
RECENZJE
Immanuel Wallerstein, The Modern World-System IV: Centrist Liberalism
Triumphant, 1789–1914, University of California Press, Berkeley 2011,
ss. 395 (rec. Michał Bukowski) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 329
Vincent Miller, Understanding Digital Culture, wyd. Sage, London 2011,
ss. 254 (rec. Marta Dorenda-Zaborowicz) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 331
Łukasz Dominiak, Wartość wspólnoty. O filozofii politycznej
komunitaryzmu, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2010, ss. 351 (rec.
Jędrzej Fostiak) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 334
Spis treści
5
M. Chmaj, W. Skrzydło, System wyborczy w Rzeczypospolitej
Polskiej, Wydawnictwo Lex, Warszawa 2011, ss. 182 (rec. Joanna
Marszałek-Kawa) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 338
Danuta Karnowska, Spór o wspólnoty. Idee komunitarystyczne we
współczesnej polskiej myśli politycznej, Wydawnictwo Adam Marszałek,
Toruń 2011, ss. 320 (rec. Joanna Rak) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 342
BIBLIOGRAFIA
Polska bibliografia politologiczna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 353
Wykaz nowo przyznanych stopni naukowych w dziedzinie politologii . . 453
Noty o Autorach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 457
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
OD REDAKCJI
Z SATYSFAKCJĄ ODDAJEMY W PAŃSTWA ręce kolejny, 34. numer kwartalnika
„Athenaeum. Polskie Studia Politologiczne”. Znajdą w nim Państwo dwa działy –
pierwszy z nich dotyczy tematyki komunikowania politycznego, zarówno w jego
teoretycznych, jak i praktycznych aspektach, natomiast drugi poświęcono nieczęsto analizowanym zagadnieniom z zakresu myśli politycznej.
Komunikowanie polityczne w oczywisty sposób wiąże się zarówno z kreowaniem wizerunku polityków, jak i ze społecznym funkcjonowaniem środków
przekazu. Proponujemy Państwu rozważania nad mediami jako narzędziem
tworzenia wizerunku lidera, lecz także nad możliwością jego destrukcji. Warto
w tym kontekście zwrócić uwagę na kategorię „pseudowydarzenia” w public relations i dziennikarstwie, wpływającego na społeczny odbiór treści, prezentowanych
przez media. Ze względu na bieżące wydarzenia szczególnie istotny wydaje się
artykuł poświęcony wolności słowa w kontekście ACTA oraz Wikileaks. Komunikowanie polityczne nie ogranicza się jednak do nowych mediów oraz zagadnień
z pogranicza marketingu politycznego – polecamy również analizę reakcji prasy
polonijnej na wydarzenia polskiego Marca 1968 r.
Znaczna część zróżnicowanego przeglądu koncepcji światowej myśli politycznej,
zawartego w drugiej części tomu, poświęcona jest społeczeństwu liberalnemu,
zarówno postrzeganemu przez pryzmat gnozy politycznej Erica Voegelina, w kontekście jego krytyki u Wilhelma Röpkego, jak i w aspekcie obywatelskiego nieposłuszeństwa we współczesnej myśli liberalnej. Szczególną uwagę zwrócono również
na zagadnienie postępu, podnoszonego do rangi idei, krzewionej zarówno w obrębie świata zachodniego, jak i poza nim. Na „tyranię konstruktu” wskazano również
na płaszczyźnie społecznej teorii stosunków międzynarodowych. Dział uzupełniają
8
Od redakcji
rozważania na temat teorii imperializmu Thorsteina Veblena, geopolityki Friedricha Ratzela oraz koncepcji Skandosławii Dymitra Lichaczowa.
Jak w każdym numerze, przedstawiamy także najświeższe pozycje na polskim
i światowym politologicznym rynku wydawniczym. W niniejszym numerze znajdą
Państwo recenzje najnowszych prac Immanuela Wallersteina, Łukasza Dominiaka,
Danuty Karnowskiej, Vincenta Millera oraz Marka Chmaja i Wiesława Skrzydły.
Życzymy owocnej lektury!
KOMUNIKOWANIE POLITYCZNE
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Marta Kasztelan
PRASA POLONIJNA
WOBEC POLSKIEGO MARCA 1968 ROKU
WYDARZENIA 1968 W POLSCE – począwszy od studenckiej demonstracji 30 stycznia przed pomnikiem Adama Mickiewicza w Warszawie przeciwko zdjęciu przez
cenzurę spektaklu Dziady, poprzez wiec na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego zakończony akcją ZOMO i jednocześnie uruchamiający lawinę buntów
w innych akademickich miastach, aż do kampanii antysemickiej i opuszczenia
w latach 1968–1972 kraju przez 20 tysięcy osób – odbiły się szerokim echem wśród
Polaków przebywających na emigracji1. Bunt potraktowany został jako nadzieja na
poprawę sytuacji w kraju. Podczas gdy w 1956 r. robotnicy sprzeciwili się totalitarnemu reżimowi doprowadzając do, niestety tylko chwilowych, zmian w polityce
Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, tym razem to młodzież ruszyła do walki o wolną
i niepodległą ojczyznę. Był to masowy i spontaniczny bunt młodych ludzi pierwszego pokolenia, które urodziło się i wzrastało w PRL-u.
Zainteresowanie tymi wydarzeniami znalazło odzwierciedlenie w artykułach
i w prasie polskiej wydawanej poza granicami naszego kraju, która zawsze pełniła
ważną rolę w kształtowaniu świadomości Polaków, bardzo często zmuszonych do
opuszczenia kraju z przyczyn politycznych. Analiza zawartości prasy polonijnej
wydawanej w 1968 r., w krajach Europy Zachodniej i Ameryki Północnej i Południowej stała się celem niniejszego artykułu. Tekst ma charakter przeglądowy,
zostały wybrane czasopisma, które wydawane były nieprzerwanie w poszczególnych krajach nie krócej niż dwadzieścia lat – pozwala to bowiem założyć, że ich
osądy nie były przypadkowe i nie wynikały z nieznajomości sytuacji politycznej
w Polsce.
1
Zob. J. Eisler, Marzec 1968, Warszawa 1991, s. 430 i n.
12
Marta Kasztelan
Proces badawczy przebiegał w dwóch etapach. Pierwszy z nich polegał na
wyszukiwaniu artykułów w prasie polonijnej ukazujących się w krajach Europy
Zachodniej, Ameryki Północnej i Ameryki Południowej. W tej fazie badań nastąpiła selekcja materiału – odrzucono krótkie notki prasowe, natomiast dłuższe
teksty poddano dalszej analizie. Poddano też analizie teksty, które wyrażały bezpośrednią opinię społeczeństwa, takie jak na przykład Listy od czytelników. Drugi
etap polegał na analizie semiotycznej zebranego materiału, poza tym zwrócona
została uwaga na dwa elementy: po pierwsze, na miejsce materiału w gazecie, po
drugie, na tytuł czy nagłówek artykułu.
O kryterium wyboru państw, z których zanalizowano periodyki zadecydowała
liczebność polskiej ludności poza Polską w latach 60. XX w. w poszczególnych
krajach. Dlatego też zbadano czasopisma i gazety polskie ukazujące się w Wielkiej
Brytanii, Francji, Republice Federalnej Niemiec oraz Stanach Zjednoczonych,
Kanadzie, Brazylii i Argentynie. W przypadku Wielkiej Brytanii poddano analizie:
„Wiadomości” (ukazujące się w latach 1946–1981), „Myśl Polską” (1941 – do dnia
dzisiejszego), oraz „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” (1944 – do dnia dzisiejszego), Francji: „Kulturę” (1947–2000) i „Narodowiec” (1924–1988). W Republice Federalnej Niemiec wydawano w tym okresie „Ostatnie Wiadomości”
(1946–1973).
Poza Europą ważnymi periodykami były gazety wychodzące w Stanach Zjednoczonych, takie jak: „Dziennik Związkowy” (1908 – do dnia dzisiejszego) i „Dziennik Chicagoski” (1890–1971), ukazujący się w Argentynie „Kurier Polski”
(1957–1977) oraz „Lud” (1920–1986) – czasopismo Polaków w Brazylii. Ponad
pięćdziesiąt lat przetrwała także „Kronika Tygodniowa” ukazująca się w Kanadzie
w latach 1941–1990 jako organ Polskiego Towarzystwa Ludowego.
Postawiony problem badawczy niniejszej analizy brzmi: w jaki sposób prasa
polonijna odnosiła się do wydarzeń marcowych ’68 i w jaki sposób je komentowała
bezpośrednio po zajściach, a następnie czy wyrażała przekonanie, że wydarzenia
te przyczynią się do obalenia w Polsce systemu komunistycznego. Zbadane zostanie także czy prasa ta poświęcała w swoich publikacjach kwestii marcowej dużo
miejsca.
Pierwszym z krajów, którego wydawana prasa polska zostanie przeanalizowana,
jest Wielka Brytania. Londyn był miejscem, w którym po zakończeniu II wojny
światowej zamieszkało najwięcej Polaków. Nie dziwi więc fakt, że można mówić
o fenomenie prasy polonijnej tego miasta i Wielkiej Brytanii. Uznanie przez Wielką
Brytanię rządu Jedności Narodowej w Polsce, odmowa uznawania nadal rządu RP
na uchodźstwie w Londynie i niechęć Anglików do nagłaśniania prawdy o ZSRR,
Prasa polonijna wobec polskiego marca 1968 roku
13
czy nawet o zasługach polskich żołnierzy dla strony alianckiej, pogłębiały poczucie
frustracji prasy polskiej. Zakłamywanie historii Polski i faktów z okresu drugiej
wojny światowej (walk Polaków na frontach światowych, położenia Polaków
w Rosji, więzień i mordów, zwłaszcza sprawy katyńskiej), a także przeinaczanie
dziejów Polski nawet w dawnych wiekach w PRL miały duży wpływ na uprawianie
tematyki tradycji i historii oraz historii literatury przez prasę niepodległościową.
Ta prasa poprzez prenumeratorów i czytelników była łącznikiem z Polakami na
całym świecie. Odgrywała również poważną rolę w procesie adaptacji imigrantów
w kraju osiedlenia, informowała o wszystkim w znanym, polskim języku, budziła
i rozładowywała emocje powodowane uprzedzeniami i stereotypami wobec polskiego uchodźstwa w Anglii. Ze względu na dostęp do wolnej prasy i środków
masowego przekazu w Europie i na świecie, miała większe możliwości niż prasa
krajowa pod względem doboru tematów, przede wszystkim w kwestii PRL2.
Opis i analizę wydarzeń marcowych znaleźć można w „Myśli Polskiej”. Początkowo był to dwutygodnik, potem miesięcznik emigracyjny o charakterze polityczno-kulturalnym poświęcony życiu i kulturze narodu, założony w 1941 r.
w Londynie pod redakcją Wojciecha Wasiutyńskiego. Do roku 1956 za posiadanie
i czytanie pisma groziły ostre represje. W latach 70. „Myśl Polska” była półlegalna
i dostępna w czytelniach bibliotek miejskich. Czasopismo było wówczas organem
emigracyjnym Stronnictwa Narodowego i stanowiło opozycję wobec rządu Rzeczypospolitej na uchodźstwie. Od 1992 r. jest dwutygodnikiem wydawanym
w Warszawie przez środowisko Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego. Redaktorem naczelnym jest Bogusław Kowalski3.
Sięgając do numerów czasopisma z 1968 r. zauważyć można, że już 1 marca
1968 r. gazeta informowała o narastaniu w Polsce fermentu w związku ze zdjęciem
ze sceny Dziadów, jak również o ukaraniu satyryka Janusza Szpotańskiego trzema
latami więzienia za przygotowanie opery ośmieszającej władzę4. W kolejnej „Myśli
Polskiej” z dnia 15 marca 1968 r. znalazła się szczegółowa relacja z demonstracji
studenckich zawierająca krytykę podejścia władzy, która to doprowadziła do
konfliktów wewnętrznych, nie biorąc pod uwagę faktu, że w przypadku ataku ze
2
R. Habielski, Prasa polska w Wielkiej Brytanii1945–70, „Kwartalnik Historii Prasy Polskiej” 1985,
R. 24, nr 3, s. 58.
3
K. Dopierała, „Myśl Polska”, (w:) Encyklopedia polskiej emigracji i Polonii, red. K. Dopierała, t. 3,
K-O, Toruń 2005, s. 275.
4
„Myśl Polska”, 01.03.1968, nr 5, s. 1. W połowie lat 60., powstała opera „Cisi i gęgacze”, ukazująca
atmosferę Warszawy z epoki panowania ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki, nazwanego przez Szpotańskiego Gnomem.
Marta Kasztelan
14
strony innych narodów właśnie młodzież studencka będzie ratować kraj. Pokolenie
68’ jest tym, które w przyszłości przejmie władzę: Władza „nie da okazji do złamania kręgosłupa pokoleniu, które niebawem stanie się pokoleniem rządzącym
w kraju”. Ostrej krytyce poddane są władze komunistyczne, a także oszczercza
i kłamliwa kampania prasowa w Polsce. „Myśl Polska” podjęła też problem brutalnego zachowania milicji w stosunku do manifestujących studentów: „Studenci
maszerowali i krzyczeli, milicja waliła pałkami (…)”5.
Ocena młodzieży walczącej o wolność słowa oraz krytyka brutalnego zachowania władz była w „Myśli Polskiej” jednoznaczna: „(…) prowokacyjna brutalność
władz bezpieczeństwa świadczy raz jeszcze, gdzie leży przyczyna protestów młodzieży i jak ustosunkowuje się partia do żądań poszanowania praworządności
i konstytucji przez nią wprowadzonej do »Polski Ludowej«”6. Według „Myśli Polskiej” wydarzenia marcowe w Polsce stanowią kolejny krok do przełomu, do którego doszło w kraju trzydzieści lat później. Potencjał buntującej się młodzieży to
według Leona Kownackiego nadzieja na zmiany, o czym świadczą słowa artykułu
opublikowanego w majowym numerze czasopisma: „Wypowiedziało ją (walkę –
M. K) młode, powojenne pokolenie polskie starzejącym się, zakrzepłym w sklerozie umysłowej dzierżycielom władzy, pokolenie następców obecnej elity. Ferment
w Rosji, Czechosłowacji, w Polsce jest dziełem młodych. W tej młodzieży tkwić
się zdaje wielki potencjał przemian we współczesnym świecie”7.
„Myśl Polska” podjęła też aspekt wydarzeń marcowych odnosząc się do problemu pokoleniowości. Dokonujący rewolucji to ludzie o zupełnie innym, świeżym
spojrzeniu, będący patriotami, ale nie płytkimi, tak jak przedstawiciele komunistycznej propagandy. W kwietniowym numerze przeczytać można, że „(…)
pokolenie to nie boi się terroru, jak bali się jego poprzednicy, wychowani w okresie stalinowskim i ma głęboką świadomość łączności losów Polski z rozbudową
wolności obywatelskich wewnątrz kraju i z poszanowaniem samodzielności
i godności narodowej na zewnątrz. Tylko młode oczy są zdolne dojrzeć, że jedynie
w tych ramach Polska ma szanse wydobycia się z dzisiejszego stanu stagnacji
i wkroczyć na nowe drogi rozwoju, odpowiadające możliwościom i talentom
narodu polskiego”8. W większości numerów artykuły dotyczące wydarzeń marco-
5
6
7
8
„Myśl Polska”, 15.03.1968, nr 6, s. 3.
Ibidem, s. 4.
L. Kownacki, Bunt młodych, „Myśl Polska”, 01.05.1968, nr 9, s. 1.
Spokój nie panuje w Warszawie, „Myśl Polska”, 1–15.04.1968, nr 7, s. 1.
Prasa polonijna wobec polskiego marca 1968 roku
15
wych znalazły się na pierwszej stronie dwutygodnika – co dowodzi o ważności
problemu dla czasopisma.
Dokładną relację z buntów marcowych przedstawił także londyński „Dziennik
Polski i Dziennik Żołnierza” – gazeta ukazująca się od 1944 r., a od 1959 r. z dodatkiem „Tydzień Polski”, która jest obecnie najstarszym w Europie pismem codziennym Polaków w Wielkiej Brytanii9. Powstała z połączenia „Dziennika Polskiego”
i „Dziennika Żołnierza”, z inicjatywy ministra Stanisława Kota zgodnie z polityką
premiera Stanisława Mikołajczyka. Gazeta ta odegrała bardzo dużą rolę w kształtowaniu świadomości Polaków na obczyźnie. Miała ona personalną łączność
z II Rzeczypospolitą, która posłużyła krytyce jej systemu społeczno-politycznego10.
Również w „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza”, podobnie jak w „Myśli
Polskiej”, tematy marcowe znajdują głównie miejsce na pierwszej stronie.
Pierwszy poświęcony buntom artykuł ukazał się już 11 marca 1968 r., a uwagę
przykuł tytuł umieszczony zaraz pod nagłówkiem gazety: Nie chcemy chleba bez
wolności. Milicja tłumi manifestację młodzieży akademickiej11. Gazeta wyraziła
przerażenie wydarzeniami w Polsce, sposobem potraktowania demonstrujących
przez milicję. Oskarżyła przede wszystkim reżim komunistyczny o sterowanie
środkami masowego przekazu. W numerze z 15 marca 1968 r. zamieściła informację dotyczącą okrojonej relacji z wydarzeń przedstawionych w polskiej telewizji: „Mimo bagatelizującego a chwilami ironicznego komentarza widzowie zobaczyli uciekających w panice ludzi szukających schronienia na stopniach Kościoła
św. Krzyża, zobaczyli milicyjne pałki spadające na pokrwawione głowy, widzieli
jak ‘lokajczuki Moczara’ wciągają pobitych do milicyjnych ciężarówek. Telewidzowie polscy nie słyszeli okrzyku ‘Gestapo!’ – bo głos był z filmu wycięty”12. Przez
kilkanaście kolejnych dni londyński dziennik poświęcał pierwszą stronę na
artykuły związane z sytuacją studentów w Polsce, zamieścił też informację o Wielkiej Manifestacji w Londynie, która odbyła się na znak solidarności z polskimi
studentami13.
9
Etapy kształtowania się „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” omawia Klaudiusz Hrabyk
w pracy Emigracyjny „Dziennik Polski” i „Dziennik Żołnierza”, Warszawa 1982, s. 8–27.
10
M.B. Topolska, J. Sekwański, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, (w:) Encyklopedia polskiej
emigracji…, s. 320.
11
Nie chcemy chleba bez wolności! Milicja tłumi manifestację młodzieży akademickiej, „Dziennik
Polski i Dziennik Żołnierza”, 11.03.1968, nr 61, s. 1.
12
Rezolucja studentów Politechniki Warszawskiej. Reżym przerażony solidarnością młodzieży
polskiej, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, 15.03.1968, nr 65, s. 1.
13
Wielka manifestacja w Londynie, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, 18.03.1968, nr 67, s. 1.
Marta Kasztelan
16
W każdym z artykułów uwydatniona została brutalność milicji i działania
Mieczysława Moczara, który „(…) ściągnął do stolicy rezerwowe oddziały milicji
i zdaniem obserwatorów planuje ‘pokazowe uśmierzenie’ manifestującej młodzieży
warszawskiej”14. „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” uwypuklił też nagonkę na
czołowych polskich intelektualistów, w głównej mierze na Stefana Kisielewskiego
i Pawła Jasienicę. W tym kontekście poddana krytyce została także polska prasa,
która chcąc zyskać uznanie Gomułki wtórowała mu w tych nagonkach. Jako jedna
z głównych gazet wymieniony został „Kurier Polski”, który osiągnął szczyty nieprawości w przypochlebianiu się Władysławowi Gomułce, drukując artykuł Podżegacze. Autor tego artykułu połączył w nim barbarzyński antysemityzm z donosami na intelektualistów, co zdaniem dziennikarza „Dziennika Polskiego
i Dziennika Żołnierza” – Pawła Zaremby, jest tym bardziej obrzydliwe, że „Kurier
Polski” usiłował uchodzić za organ inteligencji niekomunistycznej15.
Jedną z ważniejszych gazet opiniotwórczych ukazujących się w Londynie były
„Wiadomości” – wydawane w latach 1946–1981 przez Mieczysława Grydzewskiego
i Antoniego Bormana. Pismo było kontynuacją „Wiadomości Literackich“ ukazujących się w Warszawie w latach 1924–1939, odnowionych w Paryżu jako „Wiadomości Polskie”, a następnie przeniesionych do Londynu. „Wiadomości” propagowały kraj osiedlenia oraz polonica znajdujące się za granicą; mecenasowały
młodym talentom na emigracji, rozpowszechniały wspaniałą polszczyznę, szczególnie odbijającą od „nowomowy” w Polsce16. Charakteryzowała je także apolityczność i bezstronność. Pismo nie miało w związku z tym „linii” właściwej
pojęciu polityki redakcyjnej17.
W numerach poświęconych manifestacjom studenckim zawarta została jednoznaczna ich ocena. W „Wiadomościach” z 31 marca 1968 r. znalazło się zdjęcie
demonstracji na Uniwersytecie Warszawskim z 8 marca z zaznaczoną grupą tajniaków, która miała za zadanie rozpędzić demonstrujących. Gazeta oceniła działania władz od momentu zakazu wystawiania Dziadów na scenie jako jawną prowokację, której celem było wzmocnienie roli aparatu państwowego, a przede
wszystkim roli Mieczysława Moczara. W rubryce Za kulisami dokonana została
jego ocena: „(…) im bardziej kierownictwo partii polegać musi na brutalnej sile,
14
Ibidem.
P. Zaremba, Nagonka na Pawła Jasienicę, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, 30.03.1968,
nr 78, s. 1.
16
M.B. Topolska, „Wiadomości”, (w:) Encyklopedia polskiej emigracji…, s. 275.
17
R. Habielski, Niezłomni, nieprzejednani. Emigracyjne „Wiadomości” i ich krąg 1940–1981,
Warszawa 1991, s. 7.
15
Prasa polonijna wobec polskiego marca 1968 roku
17
represji i terrorze tym większy wpływ i rola Mieczysława Moczara jako kierownika
aparatu terroru”18. W kolejnym numerze w dodatku „Na Antenie” na pierwszej
stronie znalazł się artykuł, który jeszcze intensywniej podkreślił solidarność Polaków mieszkających za granicą z młodzieżą akademicką, walczącą o najwyższą
wartość: Nie ma chleba bez wolności, nie ma nauki bez wolności. „Wiadomości”
podkreślają niszczenie przez władze kultury polskiej, poprzez pełną kontrolę nad
repertuarem wszystkich tego rodzaju instytucji19.
Jednoznaczny jest także wydźwięk periodyków wydawanych we Francji: gazety
„Narodowiec” i czasopisma „Kultura”. „Narodowiec” ukazywał się w latach 1919–
–1924 w Lille, a następnie w latach 1924–1988 w Lens i stanowił kontynuację
periodyku o tej samej nazwie, wydawanego wcześniej (1909–1919) w Herne
(Niemcy – Westfalia). Redakcja „Narodowca” przeniosła się do Francji wraz
z główną falą polskiej emigracji, a wydawcą czasopisma był Michał Kwiatkowski,
działacz polonijny20. Publikowane w „Narodowcu” artykuły charakteryzowały się
wyważonym stosunkiem do lewicy, do Polski i państwa osiedlenia.
Przez kilkanaście kolejnych dni, począwszy od 10 marca 1968 r. „Narodowiec”
relacjonował skrupulatnie wydarzenia związane z buntem studentów, umieszczając je w centrum uwagi – na pierwszej stronie. O ocenie wydarzeń marcowych
świadczyć mogą tytuły poświęconych im artykułów: Domagając się wolności 5000
studentów warszawskich starło się z milicją; Zemsta reżimu: zwolnieni z pracy, gdyż
ich synowie brali udział w manifestacjach studenckich; Strajk studentów w Polsce;
Reżim urządza dalej kontrmanifestacje; Ludność Warszawy demonstruje na rzecz
studentów, czy Szukanie kozłów ofiarnych. Siedmiu profesorów usunięto ze stanowisk. Miażdżącej krytyce poddana została w „Narodowcu” polska władza, wprowadzenie przez nią cenzury, a także polska prasa, która w fałszywym świetle
przedstawiła przyczyny i przebieg studenckich wystąpień21.
We francuskim dzienniku wielokrotnie podkreślona została ważność demonstracji obejmującej swym zasięgiem całą Polskę22. Surowej krytyce poddany został
Władysław Gomułka i kontrmanifestacje robotników. W artykule z dnia 19 marca
przeczytać można, że „(…) władze komunistyczne urządzają w dalszym ciągu
18
„Wiadomości”, 31.03.1968, nr 13, s. 8.
Nie ma chleba bez wolności, nie ma nauki bez wolności, „Na Antenie”, dodatek do gazety „Wiadomości”, 14–21.04.1968, nr 61, s. 1.
20
W. Eder, „Narodowiec”, (w:) Encyklopedia polskiej emigracji…, s. 298.
21
Trzeci dzień manifestacji w Warszawie. Gwałtowne starcie z milicją, „Narodowiec”, 13.03.1968,
nr 61, s. 1.
22
Manifestacje studenckie rozszerzają się na całą Polskę, „Narodowiec”, 15.03.1968, nr 63, s. 1.
19
Marta Kasztelan
18
zebrania i demonstracje, które mają wykazać, jakoby społeczeństwo starsze nie
solidaryzowało się ze studentami. Jest to oczywiście, fałszem (podkreślenie –
M.K. )”23. W dalszej kolejności „Narodowiec” informuje, że „(…) z nakazu rządu
komórki partyjne w fabrykach i przedsiębiorstwach usługowych organizują
w dalszym ciągu zebrania, rzekomo ‘spontaniczne’, na których delegaci komunistyczni każą im uchwalać rezolucję przeciwko strajkującym studentom”24. Gazeta
podkreśliła, że sytuacja wygląda wręcz odwrotnie – ludność Warszawy demonstruje
na rzecz studentów, poza tym dostarcza strajkującym żywność, a także odpisuje
tekst ich rezolucji25.
„Narodowiec” wskazał nie tylko na solidaryzowanie się środowisk polonijnych
w Europie z manifestującymi studentami, lecz także na fakt, że studenci w innych
krajach ruszyli do manifestacji, co świadczy o większym zasięgu problemu. Artykuły ukazujące się w następnych numerach dotyczyły kwestii antysyjonistycznych
i były pełne ironicznej wymowy w stosunku do osoby Władysława Gomułki, który
„za rozpętanie kampanii antysocjalistycznej” wini Żydów, zapewniając jednocześnie, że nie jest antysemitą, tylko, że zwalcza „syjonizm”26.
Mimo przerażenia sytuacją i postępowaniem władz komunistycznych francuski
dziennik był pełen optymizmu i wierzył w zmianę w komunistycznym kraju, czego
odzwierciedleniem jest między innymi następujące zdanie: „takiego wzburzenia
nie widziano w Polsce od pamiętnych dni 1956 roku”27. Wypowiedź ta może
oznaczać, że Polonia we Francji zauważyła doniosłość buntu oraz desperację
inteligenckiej klasy społecznej, która postanowiła sprzeciwić się reżimowi.
Ważnym periodykiem emigracyjnym we Francji, znanym na całym świecie, był
miesięcznik „Kultura”, wydawany i redagowany przez Jerzego Giedroycia. Pierwszy
numer ukazał się w 1947 r. w Rzymie, jednak od 1948 r. był wydawany w Maisons-Laffitte koło Paryża. Życzeniem Giedroycia było, aby „Kultura” stała się instrumentem oddziaływania nie tylko na czytelnika emigracyjnego, lecz także na krajowego, żeby wpływała na zmianę sytuacji w Polsce poprzez krytykę komunizmu.
Strategia przyjęta przez to pismo przyniosła dość szybko wymierne rezultaty.
23
Strajk studentów w Polsce w Polsce. Reżim urządza dalej kontrmanifestacje, „Narodowiec”,
19.03.1968, nr 66, s. 1.
24
Studenci w Krakowie i Warszawie strajkują dalej, „Narodowiec”, 22.03.1968, nr 69, s. 1.
25
Ludność Warszawy demonstruje na rzecz studentów, „Narodowiec”, 24.03.1968, nr 71, s. 1.
26
Krytykując manifestacje studentów Gomułka atakuje Żydów i zapowiada czystkę w partii,
„Narodowiec”, 21.03.1968, nr 68, s. 1.
27
Manifestacje studentów w Warszawie, „Narodowiec”, 12.03.1968, nr 60, s. 1.
Prasa polonijna wobec polskiego marca 1968 roku
19
„Kultura” skutecznie przekonywała do prezentowanego przez siebie sposobu
myślenia. Do wybitnych współpracowników Giedroycia należeli: Leszek Kołakowski, Czesław Miłosz, Witold Gombrowicz, Gustaw Herling Grudziński. Zgodnie
z wolą Jerzego Giedroycia „Kultura” przestała się ukazywać po jego śmierci. Ostatni
numer wyszedł w październiku 2000 r.
Giedroyć dał wyraz swojemu zainteresowaniu wydarzeniami w 1968 r. w Polsce
między innymi w liście do Witolda Jedlickiego: „Niech mi Pan uwierzy, to jest
początek rewolucji. Trzeba ich podeprzeć m.in. przez uchwały i rezolucje na
Zachodzie, które natychmiast wydam i rzucę na kraj, musi być rozpoczęta zbiórka
na fundusz, zbiórka wśród studentów, jawna i pod kontrolą, by uniknąć jakiegokolwiek cienia tych wszystkich CIA i pochodnych”28. Giedroyć ubolewał jednocześnie nad faktem, że nie ma stałej łączności z grupą Michnika. W numerze czerwcowym umieszczony został apel redakcji dotyczący studentów w Polsce oraz
przekonanie, że gdyby ich akcja nie wygasła zbyt wcześnie, ogarnęłaby w końcu
robotników i doprowadziłaby do przełomu w partii. Gomułka nazwany został
„żandarmem podmywanym z każdym dniem przez Rosjan”29. Ważną rolę odegrało
opublikowanie przez „Kulturę” sprawozdania ze Związku Literatów Polskich. Poza
tym otwarcie potępiała ona kampanię antysemicką rozpętaną przez komunistów.
Redaktor naczelny szukał na Zachodzie uniwersytetów gotowych zaprosić wyrzuconych z pracy naukowców.
Był on jednak pełen nadziei na zmiany w komunistycznym kraju. Wydarzenia
te postrzegał jako szansę zmiany systemu: „Jeśli studentom polskim wolno chwilowo odczuwać gorycz opuszczonych i zdradzonych, to przekonają się wkrótce,
że ich wystąpienie marcowe nie poszło na marne”30. Redaktor naczelny „Kultury”
podkreślał przede wszystkim inicjatywę młodzieży, która ruszyła do walki jako
siła inteligencji. Powołując się na prasę włoską konkludował: „Nawet komuniści
włoscy widzą to, czego nie chcą widzieć ich polscy towarzysze partyjni: pierwsze
uderzenie długiej ‘uspokojonej’ po 56’ roku fali w zmurszały bastion »małej stabilizacji«”31.
W Republice Federalnej Niemiecką gazetą, która w 1968 r. odniosła się do
wydarzeń marcowych w Polsce były „Ostatnie Wiadomości”. Ukazywała się ona
28
A. Friszke, Jerzego Giedroycia praca u podstaw (1956–1976), (w:) Spotkania z paryską „Kulturą”,
red. Z. Kudelski, Warszawa 1995, s. 25.
29
„Kultura” 1968, nr 5/6, s. 3.
30
Ibidem, s. 3–4.
31
„Kultura” 1968, nr 4, s. 82.
Marta Kasztelan
20
w Mannheim-Schönau w Badenii w latach 1946–1973 i stanowiła organ Polskich
Oddziałów Wartowniczych przy Armii Amerykańskiej w Europie. Była pismem
materialnie niezależnym, apolitycznym i w dużym stopniu poświęconym mecenasowaniu kulturze polskiej na emigracji32.
W numerze z 17 marca 1968 r. na pierwszej stronie umieszczony został artykuł
Demonstracje i represje, który jest relacją ze studenckich buntów. Przede wszystkim
podkreślona zostaje odwaga studentów, którzy nie boją się przeciwstawić komunistycznemu państwu, którzy walczą przeciwko pogwałceniu wolności i demokracji. Podjęty zostaje wątek antysyjonistyczny a uznanie, że to Żydzi sieją niepokój
zostaje uznane za absurdalne. Krytyce zostaje poddana prasa krajowa, która
zafałszowuje rzeczywistość będąc sterowaną przez rząd. W „Ostatnich Wiadomościach” zamieszczona jest informacja, że „(…) do tych absurdalnych oskarżeń
(dotyczących Żydów – M.K.) dołącza się prasa partyjna. Wierne reżimowi lewacko-katolickie „Słowo Powszechne” podejrzewa syjonistów o sprowokowanie ostatnich
wypadków, więcej, że to Izrael wraz z NRF usiłuje podminować polityczne kierownictwo w Polsce. Również „Trybuna Ludu” pisze, że przywódcami demonstracji
byli także Żydzi”33. Gazeta uwydatnia także fakt, że bunt ma charakter globalny
i rozprzestrzenił się na wszystkie większe miasta Polski. Temat marcowych buntów
podjęty jest także w wydaniu gazety z 10 kwietnia. Na pierwszej stronie w artykule
Fala czystek w PRL znajdują się informacje o osobach związanych z demonstracjami, które musiały ustąpić ze swoich stanowisk, a także o rodzicach studentów,
którzy zostali zwolnieni z pracy. Poddany krytyce został Władysław Gomułka,
który sieje spustoszenie wśród osób walczących o wolność w komunistycznym
kraju34.
Pełne poparcie dla manifestacji studenckich wykazały też gazety wydawane
w Stanach Zjednoczonych, między innymi „Dziennik Związkowy” i „Dziennik
Chicagoski”. Pierwsze pismo, które wychodzi do dziś wydawane od 15.01.1908 r.
w Chicago było organem ZNP, a następnie od 1944 r. organem Kongresu Polonii
Amerykańskiej. Wspierało opozycję demokratyczną w Polsce35. „Dziennik Chicagoski” wydawany od grudnia 1890 do 1971 r. w Chicago został założony przez
księży zmartwychwstańców i był związany ze Zjednoczeniem Polskim Rzymsko-
32
33
34
35
J. Kowalik, Prasa polska w Niemczech 1945–1971, Toronto 1976, s. 7.
Demonstracje i represje, „Ostatnie Wiadomości”, 17.03.1968, nr 21, s. 1.
Fala czystek w PRL, „Ostatnie Wiadomości”, 10.04.1968, nr 27, s. 1.
K. Dopierała, „Dziennik Związkowy”, (w:) Encyklopedia polskiej emigracji…, s. 460.
Prasa polonijna wobec polskiego marca 1968 roku
21
-Katolickim36. Obie gazety ironicznie skomentowały wyjaśnienia Władysława
Gomułki odnoszące się do syjonistów, nazywając ich „kozłami ofiarnymi” zaistniałej sytuacji. „Dziennik Chicagoski” relacjonował sytuację w Polsce w następujący sposób: „Młodzież Polska domaga się poszanowania Konstytucji. Przekazana
władzom rezolucja zawiera żądanie zagwarantowania swobody wypowiedzi
i zniesienia kontroli prasowej37”. Zamieścił również rysunek odzwierciedlający
sytuację w Polsce, na którym to Gomułka widnieje jako Reżym, a oddziały ORMO
biją pałkami studentów, trzymających w rękach transparent: „Studenci Warszawy,
Krakowa, Poznania, Lublina itd.”38. Dziennik umieścił również poparcie od akademików polskich w Ameryce, którzy solidaryzując się z manifestującymi studentami zapewniają, że prawda o wydarzeniach zostanie przekazana wolnemu światu39.
„Dziennik Związkowy” relacjonował manifestacje i zachowanie służb bezpieczeństwa począwszy od 10 marca 1968 r. dzień po dniu, wyrażając wielkie zaniepokojenie sytuacją w Polsce i postawą Gomułki nazywanego przez gazetę (podobnie jak przez „Dziennik Chicagoski”) Reżymem40. Podkreślona została ignorancja
wykazana przez studentów w stosunku do mów wygłaszanych przez Gomułkę,
z których nic nie wynika i w których zawarte postulaty nie mają odzwierciedlenia
w rzeczywistości41. Miażdżące ostrze krytyki skierowane zostało przeciwko prasie
polskiej, która całość wypadków naświetliła bardzo jednostronnie42. Wszystkie
artykuły dotyczące buntu studentów zarówno „Dziennik Związkowy”, jak i „Dziennik Chicagoski” zamieszczały na pierwszej stronie sygnalizując poprzez to ważność
problemu.
Solidarność z buntującymi się przeciwko reżimowi studentami wykazał także
„Kurier Polski” – Tygodnik niezależny na Amerykę Południową, wydawany
w Buenos Aires, ukazujący się w latach 1957–1976. Nie łączył się on z żadną grupą
emigrantów i nie uznawał polskiego rządu komunistycznego43. Czasopismo na
bieżąco śledziło wydarzenia w Polsce, mające związek z demonstracjami po zdjęciu
36
K. Dopierała, „Dziennik Chicagoski”, (w:) Encyklopedia polskiej emigracji…, s. 320.
Młodzież Polska domaga się poszanowania Konstytucji, „Dziennik Chicagoski”, 15–16.03.1968,
nr 54, s. 1.
38
Ibidem.
39
Akademicy Polscy w Ameryce – w obronie swych Kolegów w kraju, „Dziennik Chicagoski”,
19.03.1968, nr 56, s. 1.
40
Reżym zwolnił 6 Profesorów i B. Ministra, „Dziennik Związkowy”, 26.03.1968, nr 72, s. 1.
41
Studenci ignorują mowę Gomułki, „Dziennik Związkowy”, 21.03.1968, nr 69, s. 1.
42
Burzliwie wiece studentów, „Dziennik Związkowy”, 14.03.1968, nr 63, s. 1.
43
H. Wróbel, „Kurier Polski”, (w:) Encyklopedia polskiej emigracji…, s. 320.
37
Marta Kasztelan
22
Dziadów i po procesie Janusza Szpotańskiego, a następnie już sensu stricto dotyczące buntu studenckiego. W numerze z 14 marca autor artykułu kpił z działania
polskiego rządu pisząc, że „(..) zdarzeniem charakterystycznym dla nastrojów było
przyznanie przez radę wydziałową na Uniwersytecie Warszawskim stypendium za
wyniki w nauce w sumie 2500 złotych studentowi, który został ostatnio skazany
na grzywnę 2500 zł za udział w manifestacji po ostatnim przedstawieniu Dziadów”44. W kolejnym numerze ukazana została solidarność wszystkich studentów.
Zacytowana została oszczercza warszawska prasa, która nazwała wybitnych intelektualistów „wrogami narodu polskiego”. Należą do nich: Antoni Słonimski,
Leszek Kołakowski, Paweł Jasienica i Stefan Kisielewski. Ostra krytyka skierowana
została w kierunku Józefa Kępy – pierwszego sekretarza stołecznej organizacji
partyjnej. „Kurier” nazywa go stołecznym aparatczykiem. Z ironią zacytowane
zostały jego słowa: „zamieszki studenckie były rezultatem procesu, który od kilku
lat miał miejsce na uniwersytecie, gdzie mała, ale zdeterminowana grupa studentów prowadzi akcję negacji i politycznego protestu przeciwko władzom Polski
Ludowej”45.
Czasopismo wskazało na fakt, że manifestacje studenckie mogą być dla Polski
początkiem zmian w zwalczaniu reżimu komunistycznego. „Z wydarzeń w Warszawie wynika, że nawet Moczar zrozumiał, iż rozpędzanie pałkami demonstracji
studenckich wywołałoby przeciwny skutek, i że płomień oburzenia, który ogarnął
całą młodzież akademicką, może łatwo przerzucić się na młodzież robotniczą,
a wówczas bez pomocy wojska nie uda się go ugasić. A wojsko? Świeża jest jeszcze
pamięć wypadków poznańskich, gdzie żołnierze nie chcieli podnieść broni przeciwko robotnikom Cegielskiego”.
Gazeta opublikowała także oświadczenie Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, odnoszące się do wydarzeń marcowych w Polsce. Zamieszczony został także
pełen tekst rezolucji studentów Politechniki Warszawskiej z dnia 13 marca 1968 r.
„Kurier Polski” odniósł się również do osoby Edwarda Gierka solidaryzującego się
w pełni z tępą linią partyjną.
Artykuły i komentarze w wydawanej w Toronto „Kronice Tygodniowej” znacznie odbiegają od artykułów i wzmianek prasowych w wyżej wymienionych gazetach
i czasopismach. „Kronika Tygodniowa” wydawana od 1941 r. jest przykładem tego,
że również pisma sterowane przez władze komunistyczne znajdowały odbiorców
wśród Polonii mieszkającej w Kanadzie. Wrogie elementy zakłóciły pokojową pracę
44
45
Ferment kulturalny w Polsce, „Kurier Polski”, 14.03.1968, nr 550, s. 1.
Studenci w Polsce, „Kurier Polski”, 28.03.1968, nr 552, s. 1.
Prasa polonijna wobec polskiego marca 1968 roku
23
narodu – taki tytuł nosi pierwszy artykuł odnoszący się do manifestacji studenckich. Bazując na ukazujących się w Polsce relacjach wydarzeń marcowych „Kronika” dokonała surowej oceny studenckiego buntu, a przede wszystkim osób
Adama Michnika i Henryka Szlajfera. Wyraźnie sympatyzowała z władzą komunistyczną: „oni to (Michnik i Szlajfer – M.K.) za pieniądze pewnego ośrodka
dyspozycyjnego zakupili po 150 miejsc na każde przedstawienie „Dziadów”. Na
zakupione z góry miejsca sprowadzali różne męty społeczne włącznie ze studentami, którzy w ściśle określonym czasie wywołali na widowni krzyki i hasła o braku
wolności kultury w Polsce”. W tym samym numerze przeczytać można, że „zaczęły
się (8 marca – M.K.) trwające 3 dni chuligańskie wybryki z biciem szyb, rabunkiem
sklepów, demolowaniem kina „Kultura”, kościoła Św. Krzyża itp.”46. Czasopismo
podkreśliło przede wszystkim, że ranni zostali milicjanci, którzy próbowali przerwać te niebezpieczne studenckie wybryki, a następnie, że dzięki pracy służb
bezpieczeństwa mieszkańcy Warszawy mogą spać spokojnie. Końcowy apel
odnoszący się do tak zwanych demonstracji robotników wyraził jednoznacznie
stanowisko aprobujące władzę komunistyczną: „My, mieszkańcy Kanady, jej
obywatele Polscy z urodzenia śledzimy pilnie ostatnie wypadki w kraju, i głosy swe
łączymy ze słusznymi głosami robotników polskich”47. Czasopismo opublikowało
także pełen tekst przemówienia Władysława Gomułki, krytykując inne gazety
i czasopisma za przeinaczanie jego słów48. Szczególną uwagę „Kronika Tygodniowa”
zwróciła na fakt, że młodzież studencka występuje przeciwko państwu, zamiast
okazać mu wdzięczność za możliwość kształcenia49.
Poza krytyką wydarzeń w „Kronice Tygodniowej”, która była jednak czasopismem komunistycznym, dziwić może fakt, że wydawane w Kurytybie w Brazylii
czasopismo „Lud” nie poświęciło w najmniejszym stopniu swojej uwagi wydarzeniom marcowym w Polsce. „Lud” było pismem katolickim wydawanym w latach
1920–1986 jako kontynuacja „Polaka w Brazylii”, redagowanym przez Księży
Misjonarzy Polskich50. Jedynymi opublikowanymi materiałami odnośnie buntów
studenckich w Polsce był trzy listy czytelników: jeden krytykujący zachowanie
młodzieży, która „pragnie wolności, a jej każą się uczyć51”, opublikowany jako
46
Wrogie elementy zakłóciły pokojową pracę narodu, „Kronika Tygodniowa”, 23.03.1968,
nr 12, s. 1.
47
Ibidem, s. 2.
48
W. Gomułka o zajściach w Warszawie, „Kronika Tygodniowa”, 30.03.1968, nr 13, s. 1.
49
Uniwersytety w Polsce – o co chodzi?, „Kronika Tygodniowa”, 6.04.1968, nr 14, s. 1.
50
H. Wróbel, „Lud” (w:) Encyklopedia polskiej emigracji…, s. 320.
51
Z listów do Redakcji: M. Śliwiany, O buncie młodzieży, „Lud”, 10.04.1968, nr 12, s. 7.
Marta Kasztelan
24
riposta na dwa pochwalające bunt studentów sprzeciwiających się władzy komunistycznej52. Dziennikarze „Ludu” nie ustosunkowali się jednak w żaden sposób
do listów, wykazując zupełną ignorancję w tej sprawie.
Protest środowisk wyższych uczelni i niektórych środowisk inteligencji polskiej
był epilogiem ruchu rewizjonistycznego, nadziei na demokratyzację realnego
socjalizmu i ożywienie doktryny marksistowskiej. Marzec 1968 dowiódł, że kto
chce w Polsce cokolwiek zmienić, musi wziąć rozbrat z ideologią i partią komunistyczną53. Groteskową pointą roku pogromu studentów i inteligencji w Polsce, roku
Praskiej Wiosny i interwencji militarnej państw komunistycznych w Czechosłowacji był tryumfalny V Zjazd PZPR w listopadzie 1968 r. Nie oznaczało to jednak,
że trud zaangażowanych w wydarzenia marcowe studentów poszedł na marne,
czego dowodem były kolejne zrywy antykomunistyczne w Polsce.
Analiza prasy polonijnej z 1968 r. wykazuje, że wśród gazet i czasopism polonijnych można było zaobserwować nie zawsze te same tendencje. Periodyki
wydawane w Europie jednogłośnie opowiedziały się po stronie manifestujących
studentów i dokonały ostrej krytyki władzy komunistycznej w Polsce umieszczając
artykuły dotyczące wydarzeń marcowych najczęściej na pierwszych stronach.
Jednak już w Ameryce Północnej głosy były podzielone: o ile dzienniki wydawane
w Stanach Zjednoczonych popierały działania manifestujących i utożsamiały się
ze studentami to komunistyczna „Kronika Tygodniowa” wydawana w Toronto
wyraźnie opowiedziała się po stronie Władysława Gomułki. W Ameryce Południowej problem ten również został potraktowany niejednolicie. „Nowy Kurier”
wydawany w Buenos Aires popierał manifestujących i podkreślał doniosłość racji
studenckiego buntu, ale już katolickie czasopismo „Lud” nawet nie wspomniało
o wydarzeniach marcowych w Polsce. Jednak mimo tych rozbieżności w przeważającej mierze prasa polonijna wspierała buntujących się a środowiska emigrantów
miały w większości świadomość słuszności studentów. Dlatego też przeważająca
część autorów publikowanych artykułów jawnie sprzeciwiała się polityce prowadzonej przez Władysława Gomułkę.
52
Głos czytelników: J. Ficiński, Bunt młodzieży, „Lud”, 27.03.1968, nr 11, s. 7; 3.04.1968, nr 12,
s. 7.
53
A.S. Kowalczyk, Giedroyć i „Kultura”, Wrocław 1999, s. 233.
Prasa polonijna wobec polskiego marca 1968 roku
25
Polish Emigrants’ Press to the March ’68
THE AIM OF the article is to examine the attitude of the Polish emigrants’ press to the
March ‘68 in Poland. The nature of the article is general, the attention is focused on searching periodicals published abroad in 1968, like: „Narodowiec”, „Dziennik Polski i Dziennik
Żołnierza”, „Wiadomości”, or „Dziennik Związkowy” and newspapers like: “Kultura” or
“Myśl Polska”. The conducted research has shown that the majority of the Polish emigrants
living abroad sided with the rebellious students in the communist country. Although there
have been published such the journals like: „Kronika Tygodnika” or „Lud” which criticised
the student activism or evidently outdistanced from what was happening during Polish
People’s Republic times.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Magdalena Szpunar
WOLNOŚĆ SŁOWA JAKO WARUNEK
KONIECZNY DLA SPOŁECZNEGO
FUNKCJONOWANIA INTERNETU
NA PRZYKŁADZIE ACTA I WIKILEAKS
U PODSTAW FUNKCJONOWANIA INTERNETU leży zasada libertarianizmu,
swoboda nieograniczonego artykułowania swoich myśli i przekonań. Internet jest
medium unikalnym, w prosty sposób pozwala wyrażać sprzeciw przeciwko komuś
lub czemuś, ujawniać mechanizmy wielu zakulisowych, nie do końca etycznych
działań1. Coraz częściej medium to staje się narzędziem wyrażania sprzeciwu,
enklawą wolności, w której prawo do wyrażania własnych opinii przynależy każdemu, niezależnie od pozycji społecznej. Jak zauważa Jan van Dijk, niektórzy
Internet określają mianem technologii wolności, bowiem zapewnia on jednostkom
większą wolność wyboru, demokrację bezpośrednią, jednakże należy pamiętać, że
medium to jednocześnie służy do tworzenia centralnych rejestrów, nadzorowania
i kontrolowania2. Jednakże panowanie nad Internetem jest dużo trudniejsze niż
nad środkami masowego przekazu, a rozproszona architektura Internetu umożliwia
tworzenie odpornych na cenzurę przestrzeni dostępnych online3. Jak głosi jedna
z libertariańskich idei – Informacja chce być wolna4. Już w 1983 r. Ithiel de Sola
Pool wskazywał, że tradycyjne formy ochrony informacji, właściwe dla epoki
druku, w wyniku rewolucji informatycznej stają się nieskuteczne5. W epoce domi1
Por. M. Szpunar, Granice wolności słowa w internecie, (w:) Nowe media i komunikacja wizualna,
red. P. Francuz, S. Jędrzejewski, Lublin 2010, s. 107–125.
2
J. van Dijk, Społeczne aspekty nowych mediów, Warszawa 2010, s. 143.
3
Y. Benkler, Bogactwo sieci. Jak produkcja społeczna zmienia rynki i wolność, Warszawa 2008,
s. 281–283.
4
Stwierdzenie to przypisuje się Stewartowi Brandowi, który wygłosił to zdanie podczas pierwszej
Konferencji Hakerskiej w 1984 roku – podaję za: L. Lessig, Wolna kultura, Warszawa 2005, s. 15.
5
L. Lessig, Wolna kultura, Warszawa 2005, s. 15.
Wolność słowa jako warunek konieczny …
27
nacji Internetu jedną z kluczowych kwestii staje się zatem obrona i kontynuacja
mechanizmów wyprowadzonych na gruncie libertarianizmu, które determinują
funkcjonowanie sieci. Informacja w społeczeństwie informacyjnym staje się kluczowym zasobem. Zasobem, który chociaż ma charakter niematerialny, w wielu
przypadkach odgrywa dużo większe znaczenie, niż dobra materialne. Jej fundamentalna rola we współczesnym społeczeństwie pozwala na konstatację, że można
ją dzisiaj zaliczyć w poczet dóbr podstawowych, bowiem stanowi dobro, które nie
posiada swoich ekwiwalentów. Dostęp do informacji, która stała się towarem
w znaczący sposób różnicuje pozycje jednostek w strukturze społecznej.
Celem niniejszego artykułu jest ukazanie roli Internetu w procesie wolności
słowa i demokratyzacji dyskursu. Jednocześnie zwrócono uwagę na kluczową rolę
kulis, w których wydarzenia odbywają się poza zasięgiem wzroku oglądających,
jednakże mimo że dostęp do informacji o nich jest utrudniony, odgrywają kluczową rolę w życiu jednostek i społeczeństw.
Goffmanowska scena znacznie różni się od tego, co możemy zaobserwować
w kulisach, w których to, przeczy się wrażeniom, które wywołuje się w trakcie
oficjalnego przedstawienia. Goffman zauważa, że skoro kulisy ujawniają istotne
tajemnice przedstawienia, naturalne jest to, że ukrywa się ich istnienie i są miejscem niedostępnym dla publiczności6. Tajemnica ze względu na swoje właściwości,
niezwykle intryguje i budzi powszechne zainteresowanie. Radosław Sojak i Daniel
Wincenty zauważają: „Czymże byłoby życie bez wielkich tajemnic i małych sekretów, bez niepewności, intryg, tajnych sprzysiężeń i ukradkowych mrugnięć; bez
małych i wielkich kłamstw, wstydliwych półprawd, niespodzianek i pociągania za
sznurki; bez znaczącego milczenia, figlarnej niepewności, niewiedzy oraz uskrzydlającego poczucia wtajemniczenia”?7. Sposób i forma wprowadzania, ustawy
ACTA8, spotkała się z falą sprzeciwu, szczególnie wśród ludzi młodych, którym do
niedawna przypisywano całkowitą apatię, niezdolność do buntu, refleksji, bierne
godzenie się na to, co się wokół nich dzieje. Wielu młodych ludzi wyszło na ulice,
by protestować przeciwko ograniczeniu dostępu do mediów, które tak mocno
6
E. Goffman, Człowiek w teatrze życia codziennego, Warszawa 1981.
R. Sojak, D. Wincenty, Zagubiona rzeczywistość. O społecznym konstruowaniu niewiedzy,
Warszawa 2005, s. 39.
8
Anti-Counterfeiting Trade Agreement – Umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami
podrabianymi ma na celu wypracowanie międzynarodowych standardów walki z naruszeniami
własności intelektualnej, a konkretne regulacje prawne mają charakter globalny. Warto dodać, że
ACTA ma działać niezależnie od WTO (Światowej Organizacji Handlu), WIPO (Światowej Organizacji Własności Intelektualnej), czy ONZ. 7
Magdalena Szpunar
28
wpisały się w ich codzienność, stanowiąc integralną część ich egzystencji. Falę
oburzenia społecznego nie tylko wywołały same zapisy projektu ustawy, zagrażające podstawowym prawom jednostki, ale także sam sposób, w jaki pracowano nad
ustawą, zakulisowy, półoficjalny, bez koniecznych konsultacji społecznych.
Amerykańska organizacja Electronic Frontier Foundation walcząca o wolności
obywatelskie m.in. prawo do prywatności, anonimowości oraz wolności słowa, już
od 2008 r. przeciwstawiała się pracom nad umową, ze względu na brak publicznego,
otwartego dostępu do materiałów, ale także niezrozumiały i nieuzasadniony
pośpiech9. Organizacja ta wspólnie z Public Knowledge występowały o dostęp do
materiałów związanych z umową, niestety często bezskutecznie10. Działania EFF,
nie były odosobnione. Jawności prac nad ACTA domagały się organizacje i stowarzyszenia, takie jak m.in.: IP Justice, The Consumers Union, Knowledge Ecology
International, Global Trade Watch, Essential Action, The US Public Interest Research Group11, które wystosowały otwarty list sprzeciwu wobec ACTA. W dniu 16
stycznia 2012 r. Fundacja Panoptykon, Internet Society Polska, Fundacja Nowoczesna Polska, Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania i in. wystosowali
list do premiera Donalda Tuska, zwracając uwagę na możliwe konsekwencje
wprowadzenia ACTA, szczególnie naruszające obszar praw podstawowych obywateli, w szczególności użytkowników Internetu. W liście tym zwraca się uwagę, iż
proponowane porozumienie jest zagrożeniem dla takich wartości, jak innowacyjność, czy rozwój gospodarczy. Sygnatariusze zwracają uwagę, iż nie ma przekonywujących dowodów negatywnego wpływu tzw. piractwa na rozwój branży rozrywkowej i innowacyjność usług. Po wtóre, wedle przedstawicieli tychże organizacji
ACTA pozostaje w sprzeczności z zasadami dobrej legislacji i transparentności
procesu tworzenia prawa12.
Na tajny i nieprzejrzysty charakter prac nad ACTA zwracali uwagę europejscy
parlamentarzyści. Dnia 10.03.2010 r. wystosowali rezolucję, domagając się przejrzystości i jawności przygotowywanego porozumienia, a sześć miesięcy później
wystosowali Oświadczenie w sprawie braku przejrzystego procesu i potencjalnie
9
https://www.eff.org/cases/eff-and-public-knowledge-v-ustr
J. Love, Obama Administration Rules Texts of New IPR Agreement are State Secrets, 2009, http://
www.huffingtonpost.com/james-love/obama-administration-rule_b_174450.html
11
D. Kravets, Anti-Counterfeiting Trade Agreement: Fact or Fiction?, 2008, http://www.wired.com/
threatlevel/2008/09/international-i/
12
Pełna treść listu znajduje się pod adresem: http://panoptykon.org/sites/default/files/kprm_
apel_acta.pdf
10
Wolność słowa jako warunek konieczny …
29
budzącej zastrzeżenia treści w odniesieniu do umowy handlowej dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrobionymi (ACTA), które sygnowało niemal 400 członków
Parlamentu UE. Na szczególną uwagę zasługują zapisy, w których postuluje się
o niezwłoczne upublicznienie wszystkich dokumentów odnoszących się do prowadzonych negocjacji, ale także rekomendacje, wedle których usługodawcy
Internetowi nie powinni ponosić odpowiedzialności za dane przekazywane lub
przechowywane w ramach świadczonych przez nich usług. Parlamentarzyści
zwrócili także uwagę, że proponowana umowa nie powinna pośrednio nakładać
obowiązku ujednolicenia unijnego prawa autorskiego, prawa patentowego ani
prawa znaków towarowych, a także nie powinna nakładać ograniczeń na rzetelny
proces sądowy, ani osłabiać praw podstawowych, takich jak wolność słowa i prawo
do prywatności.
Michael Geist, kierownik katedry Internetu i prawa e-commerce Uniwersytetu
w Ottawie, powiedział, iż brak konsultacji, atmosfera tajemnicy i spekulacji, bez
uwzględnienia żadnych konsultacji społecznych jest głęboko niepokojąca. David
Fewer z tej samej uczelni z kolei wskazuje: „Te negocjacje odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Na koniec dnia możemy otrzymać coś, co zostało wynegocjowane,
co stawia nas przed faktem dokonanym, w którym społeczeństwo obywatelskie nie
dostanie szansy krytyki”13.
Mimo sprzeciwu wielu polskich organizacji i fundacji wobec ACTA, przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego uważają, że obawy
i zastrzeżenia zgłaszane pod adresem tej ustawy są nieuzasadnione14. Brak reakcji
ze strony decydentów wywołał serię wirtualnych ataków na ok. 20 polskich stron
rządowych. W sondzie, którą Gazeta.pl zamieściła na swojej stronie 71% (3485
osób) internautów powiedziało, że ataki na strony rządowe to dobra forma protestu, jeśli stanowi jedyny sposób zwrócenia uwagi na ten problem. Jan Zając
i Dominik Batorski przeanalizowali facebookowe profile Nie dla ACTA w Polsce
oraz Komentarz usunięty przez ACTA, do których przyłączyło się ponad 400 000
użytkowników. Ich analizy pokazują, że przeciwnicy ACTA na Facebooku to
głównie mężczyźni 62% na profilu Nie dla ACTA w Polsce i 55% na Komentarz
usunięty przez ACTA. W zbiorowości tej dominują osoby młode – 78% to osoby
13
http://www.canada.com/vancouversun/story.html?id=ae997868–220b-4dae-bf4f-47f6fc96
ce5e&p=1
14
Zob. T. Grynkiewicz, ACTA: Gazeta pyta, Ministerstwo Kultury odpowiada, http://gospodarka.
gazeta.pl/IT/1,69805,11000763,ACTA___Gazeta__pyta__Ministerstwo_Kultury_odpowiada.htm,
odczyt z dn. 20.01.2012.
Magdalena Szpunar
30
poniżej 24 roku życia w przypadku pierwszej strony (z czego 34% stanowi młodzież
w wieku 13–17 lat), w przypadku drugiego fanpage’a więcej, bo aż 83% (z czego
44% to osoby w wieku 13–17 lat). Prawie połowa z tych osób mieszka w Warszawie15. Ci młodzi ludzie, używając narzędzi internetowych, zwoływali się, by w całej
Polsce protestować przeciwko ACTA. Chcieli wyrazić sprzeciw wobec próby
zamachu na jedyną w ich życiu prawdziwie wolną przestrzeń, niezależną od jurysdykcji rodziców, nauczycieli, w której mają szanse swobodnie się realizować.
Jakiekolwiek pokusy, które wiązałyby się z ograniczeniem, czy odebraniem im tej
niepodległej przestrzeni, rodzą naturalną postawę sprzeciwu.
Rys. 1. Mapa planowanych europejskich protestów przeciw ACTA
w lutym 2012 r.
Źródło: http://www.mediarp.pl/acta/mapa-protestow
Guy Debord nasze społeczeństwo określa mianem społeczeństwa spektaklu,
który: „Nie jest dopełnieniem realnego świata, jego dekoracyjną oprawą, ale samym
rdzeniem nierealności realnego społeczeństwa. We wszystkich swych poszczególnych formach – informacji lub propagandzie, reklamie lub bezpośredniej kon15
Protesty przeciw ACTA: Jakie grupy są najbardziej aktywne?, http://www.polskatimes.pl/artykul/499987,protesty-przeciw-acta-jakie-grupy-sa-najbardziej-aktywne,id,t.html, odczyt z dn.
31.01.2012.
Wolność słowa jako warunek konieczny …
31
sumpcji rozrywek – spektakl wyznacza dominujący model życia społecznego”16.
Społeczeństwo spektaklu według Deborda afirmuje pozór, który sprowadza życie
społeczne do poziomu fasady17. Churska-Nowak zauważa: „Rzadko jednak
dostrzega się oddziaływanie przemocy niesiłowej i niefizycznej, podobnie jak nie
dość dokładnie określa się fakt, iż ważne aspekty ładu społecznego tworzone są
symbolicznie, na płaszczyźnie wyobrażeniowej. Tutaj właśnie przebiega granica
między porządkiem narzuconym siłą, porządkiem stanowiącym ujarzmianie,
a porządkiem uzależnionym od rytuału, symbolu, a więc opartym na uwodzeniu”18.
Ulegamy zatem owej ugrzecznionej wizji rzeczywistości, ufamy symbolice ważnych
gestów i istotnych przemówień politycznego imaginarium. Jak ten doskonale
zainscenizowany teatr pełen pustych gestów, połączyć z rewelacjami publikowanymi na Wikileaks, wedle której dyplomacja posługuje się językiem odmiennym
od tego, jaki znamy z telewizyjnych ekranów (Prezydent Francji Nicolas Sarkozy,
określony jako „nagi cesarz” z bajki Andersena, Angela Merkel jako „teflonowa,
mało kreatywna i nieskłonna do ryzyka”, Władimir Putin jako „samiec alfa”19).
Wypowiedzi te bliższe są dyskursowi tabloidów i serwisów plotkarskich niż dyplomacji.
Wielkość stanowiąca immanentną cechę sieci, decyduje o jej znaczeniu i użyteczności, a im jej zasięg jest większy, tym pojawiają się większe trudności w jej
kontrolowaniu i zarządzaniu20. WikiLeaks to witryna powstała w 2006 r. Jak
sugeruje sama nazwa witryny (z angielskiego leak to przeciek) jej działalność opiera
się o możliwości anonimowego publikowania dokumentów rządowych, korporacyjnych, często o charakterze tajnym.
Jak deklarują twórcy strony Wikileaks, powstała ona z myślą o obywatelach
krajów byłego bloku sowieckiego, Afryki Subsaharyjskiej i Bliskiego Wschodu, ale
także przeznaczona jest dla pracowników korporacji. Witryna kojarzona jest
głównie z dwoma nazwiskami Julianem Assange i Danielem Schmitt. Assange,
komentując swoją działalność, określa się mianem posłańca, który musi ujawniać
16
G. Debord, Społeczeństwo spektaklu. Rozważania o społeczeństwie spektaklu, Warszawa
2006, s. 34.
17
Ibidem, s. 36.
18
K. Churska-Nowak, Mity i rytuały w warunkach współczesnej demokracji, (w:) Media światem
człowieka, red. M. Drożdż, I.S. Fiut, Kraków–Kielce 2009, s. 113.
19
Nowe przecieki z Wikileaks, „Polityka”, 20.11.2010, http://www.polityka.pl/swiat/przegladyprasy/1510974,1,nowe-przecieki-z-wikileaks.read
20
Ibidem, s. 139.
Magdalena Szpunar
32
niewygodną prawdę21. Po roku działalności na witrynie zamieszczono ponad
1,2 mln dokumentów22. WikiLeaks była nieznana szerokiemu gronu odbiorców aż
do stycznia 2007 r., kiedy to napisał o niej na stronie Secrecy News Steven Aftergood23, a apogeum medialnego rozgłosu i ogromnej popularności witryny przypada
na listopad 2010, kiedy to portal opublikował poufne wiadomości przesyłane
pomiędzy Departamentem Stanu USA, a ambasadami tego kraju na całym świecie.
Administracja USA jednoznacznie negatywnie oceniła działalność Wikielaks
określając witrynę mianem organizacji terrorystycznej.
Karolina Churska-Nowak pisze: „Sprawowanie władzy jest zawsze inscenizacją
ładu, co potwierdza sens analogii pomiędzy porządkiem politycznym a teatrem.
Każda władza coś przedstawia, inscenizuje, proponuje określony obraz świata,
sprawia, by lud go polubił”24. Wikileaks bezlitośnie obnażyła zakulisowe działania
rządów i dyplomacji. Wiele osób zapoznając się z informacjami opublikowanymi
na tej witrynie uświadomiło sobie fakt, że obraz świata polityki stanowi odprysk
wizji polityki prezentowanej w mass mediach. Ta ewokacja w wielu przypadkach
ma się nijak do rzeczywistości, staje się swoistym baudrillardowskim symulakrem.
Jean Baudrillard konstatuje, że żyjemy dzisiaj, morderczej władzy obrazów, a sam
obraz „pozostaje bez związku z rzeczywistością: jest czystym symulakrem samego
siebie”25. Grażyna Osika zauważa, że brak rozgraniczenia pomiędzy tym, co przedstawione, a tym, co prawdziwe nie ma dla nas znaczenia, bowiem „skoro obraz jest,
nie jest ważne to, czy istnieje rzecz, której jest obrazem”26. Ulegamy narzuconej
przez media rzeczywistości, gdyż zwalnia nas ona z procesu myślenia, oferując
utopijną wizję rzeczywistości. Chcemy wierzyć, że intencje działania rządów,
dyplomacji zawsze są czyste, mające wyłącznie na celu dobro ogółu. Wolimy
wierzyć, że prezentowana wizja rzeczywistości ma rzeczywiście związek z rzeczywistością, a nie stanowi jej symulakr. Funkcjonujemy w społeczeństwie spektaklu,
w którym dominantą życia społecznego stało się odpowiednie kształtowanie
zbiorowego umysłu, formowanie odpowiednich opinii i przekonań.
21
http://www.theaustralian.com.au/in-depth/wikileaks/dont-shoot-messenger-for-revealinguncomfortable-truths/story-fn775xjq-1225967241332, odczyt z dn. 12.03.2011.
22
http://web.archive.org/web/20080216000537/http://www.wikileaks.org/wiki/Wikileaks:About#Wikileaks_has_1.2, odczyt z dn. 17.12.2010.
23
S. Aftergood, Wikileaks and Untraceable Document Disclosure, http://www.fas.org/blog/secrecy/2007/01/wikileaks_and_untraceable_docu.html, odczyt z dn. 17.12.2010.
24
K. Churska-Nowak, Mity i rytuały…, s. 113.
25
J. Baudrillard, Symulakry i symulacja, Warszawa 2005, s. 12.
26
G. Osika, Analiza tożsamości współczesnego człowieka jako „produktu” społeczeństwa spektaklu,
(w:) Media Światem człowieka…, s. 101.
Wolność słowa jako warunek konieczny …
33
Część „rewelacji” pochodzących z dokumentów opublikowanych na Wikileaks,
bynajmniej nieopatrzonych klauzulą „ściśle tajne”, a jedynie „tajne”, „poufne” i „nie
sklasyfikowane”, zostało opublikowanych przez wiodące, opiniotwórcze dzienniki
m.in. „El País” (Hiszpania), „Le Monde” (Francja), „Der Spiegel” (Niemcy), „The
Guardian” (Wielka Brytania), „The New York Times” (Stany Zjednoczone), co
przyczyniło się do ogromnego zainteresowania społeczeństwa witryną. Przez kilka
tygodni ujawnienie „tajnych dokumentów przez WikiLeaks” było wiodącym lejtmotywem wielu tytułów prasowych, ramówek telewizyjnych, nagłówków w internetowych serwisach informacyjnych. Z pewnością istotną rolę w popularności tych
treści odgrywała ich tajność. Już w 1975 r. George Simmel pisał, iż tajność: „niezmiernie wzbogaca życie, gdyż w warunkach pełnej jawności wiele treści życiowych
nie mogłoby się w ogóle pojawić. Dzięki tajności zyskujemy niejako drugi świat,
istniejący obok świata jawnego i silnie nań oddziałujący”27. Owa tajność stanowiła
dla mediów swoisty magnes, dzięki któremu ogniskowali oni uwagę opinii publicznej wokół Wikileaks przez długi czas.
Idea serwisu zasadza się na działalności whistlebolwer’ów28. Dzięki działalności
tych osób, ujawniane są liczne patologie, do których dochodzi w administracji
publicznej, akty korupcji, malwersacje, dzięki czemu opinia publiczna ma możliwość poznania działań zakulisowych wielu spraw. W USA działalność whistlebolwer’ów jest promowana przez takie organizacje, jak National Whistleblower Center,
której celem jest chronienie osób, które informują o wielu dysfunkcjonalnych
działaniach w jednostkach budżetowych i w administracji publicznej. Osoby te,
niejednokrotnie są mobbingowane, bowiem ich działalność jest traktowana analogicznie z donosicielstwem. Mimo że informują one o nieuczciwych praktykach,
nierzetelności, złamaniu prawa, czy kodeksu etycznego obowiązującego w firmie,
a więc w konsekwencji przyczyniają się do usprawnienia działalności firmy, dla
wielu osób są po prostu szpiclami.
Jak deklarują twórcy witryny WikiLeaks, ujawnianie wielu informacji jest
absolutnie bezpieczne, bowiem wyśledzenie, kto jest autorem wpisu jest niemożliwe. Aby maksymalizować poufność i anonimowość autorowi wpisu w witrynie
stosowane są dwa mechanizmy TOR oraz PGP. Mechanizm TOR (ang. The Onion
Router) to wirtualna sieć komputerowa, której celem jest uniemożliwienie analizy
ruchu w Internecie, poprzez zastosowane tzw. trasowania cebulowego, techniki,
27
G. Simmel, Socjologia, Warszawa 1975, s. 412–413.
Whistleblower (z ang.) to osoba „dmuchająca w gwizdek”, a więc taka, która zdradza spisek,
sygnalizuje pewne nieprawidłowości.
28
Magdalena Szpunar
34
która pozwala na wielokrotne szyfrowanie danej wiadomości i przesyłanie jej przez
wiele węzłów zwanych routerami cebulowymi (ang. onion routers)29. PGP z kolei
to (ang. Pretty Good Privacy – Całkiem Niezła Prywatność) to mechanizm wykorzystywany przy szyfrowaniu poczty elektronicznej. PGP pozwala na szyfrowanie
i deszyfrowanie wiadomości, przy jednoczesnej możliwości weryfikowania autentyczności nadawcy, przy wykorzystaniu tzw. sieci zaufania. Sieć zaufania opiera się
o zdecentralizowaną metodę uwierzytelniania osób, w której zaufanie do poszczególnych certyfikatów (osób) budowane jest poprzez sumę podpisów złożonych
przez innych uczestników sieci30. Te dwa mechanizmy, jakkolwiek niedoskonałe,
sprawiają, że dotarcie do autora treści opublikowanych w WikiLeaks, jest niezwykle trudne. Warto zauważyć, że wprowadzanie mechanizmów szyfrowania w Internecie „poza systemem” jest w wielu przypadkach negatywnie odbierane przez rządy
i korporacje, bowiem utrudniają one kontrolowanie treści w tym medium. Na
przykład twórca techniki PGP – Phil Zimmermann został oskarżony przez władze
USA o nielegalne rozpowszechnianie „technologii obronnej”31. Innym sposobem
szyfrowania informacji w Internecie jest steganografia. Opiera się ona na ukrywaniu jednego komunikatu w innym, przez co niezwykle trudne jest jego wykrycie
i zdekodowanie. Niejednokrotnie policja i służby bezpieczeństwa nie wiedzą, gdzie
szukać ukrytego materiału32. Te dobroczynne mechanizmy zapewniające ochronę
prywatności, niestety niejednokrotnie bywają wykorzystywane do niecnych celów
np. przez siatki pedofilskie, czy zwolenników rasizmu. Pionierskim rozwiązaniem
w zakresie cenzurowania treści w Sieci, poprzez tworzenie wspólnych zasobów
i dzielenie się nimi był projekt FreeNet. Jego inicjatorem był Ian Clarke, który
w latach 1999–2000 stworzył aplikację P2P33, która przechowywała fragmenty
publikacji i dostarczała je użytkownikom, stosując zaawansowane algorytmy
szyfrowania informacji. Idea FreeNetu była taka by uniemożliwić agendom rządo-
29
R. Dingledine, N. Syverson, P. Mathewson, Tor: The Second-Generation Onion Router, http://
www.usenix.org/events/sec04/tech/dingledine.html, odczyt z dn. 17.12.2010.
30
http://ipsec.pl/meta/pretty-good-privacy-czyli-kryptografia-publiczna-dla-mas.html, odczyt
z dn. 17.12.2010.
31
J. van Dijk, op.cit., s. 174.
32
Ibidem.
33
P2P (od ang. peer-to-peer równy z równym) – sposób komunikacji w sieci komputerowej.
System ten zapewnia obu stronom komunikacji takie same prawa, co oznacza, iż wymiana danych
jest zawsze prowadzona bez pośrednictwa centralnego serwera. Każdy komputer zatem w takiej sieci
pełni zarówno funkcję klienta, jak i serwera. Często w sieciach P2P użytkownicy przesyłają materiały,
co do których nie ma zgodny właścicieli na ich udostępnianie.
Wolność słowa jako warunek konieczny …
35
wym przeszukującym komputery poznanie zawartości pliku. Treści, podobnie jak
w przypadku TOR-a, w FreeNet były dzielone na małe części i przechowywane na
wielu dyskach użytkowników34.
Rys. 2. Zasady działania sieci TOR
klient
Węzeł TOR
Węzeł
wyjściowy TOR
Węzeł TOR
Węzeł TOR
Serwer
Połączenie szyfrowane
Połączenie nieszyfrowane
Źródło: http://securitymag.pl/routing-cebulowy/
Aby uchronić witrynę Wikileaks od prefabrykowanych dokumentów, spamu,
pornografii, każdy z użytkowników ma możliwość oceny treści dokumentów
i weryfikowania prawdziwości opublikowanych treści. Działanie zbiorowej inteligencji jest w tym przypadku niezwykle skuteczne. Rolę weryfikacyjną pełni również
komisja doradcza, w skład której wchodzą rosyjscy emigranci, reporterzy, analitycy
i kryptografowie. Witryna, której twórcy deklarują, iż stanowią: „niepodlegającą
cenzurze wersję Wikipedii służącą do ujawniania niewykrywalnych przecieków”,
stosują swoistą formę cenzury, wewnętrzną kontrolę treści.
Po ujawnieniu dokumentów z Departamentu Stanu USA pojawiły się kłopoty
z dostępem do strony WikiLeaks. Internauci bardzo szybko poradzili sobie z tym
problemem, który został opisany jako „Efekt Streisand”. Jest to forma internetowego
zjawiska, w którym pod wpływem prób usuwania lub cenzurowania treści dostępnych online np. plików, zdjęć, a także całych stron WWW, internauci przesyłają
sobie te treści, prowadząc do zwiększenia ich popularności. Termin ten pochodzi
od casusu Barbary Streisand, która to w 2003 r. pozwała fotografa Kennetha Adelmana o naruszenie jej prywatności. Powodem sprawy było zdjęcie lotnicze jej
domu, które autor wykonał jako jedno z 12 tysięcy zdjęć, dokumentujących postępującą erozję wybrzeża Kalifornii. Aktorka zażądała 50 mln odszkodowania,
34
Y. Benkler, Bogactwo sieci. Jak produkcja społeczna…, s. 283–284.
Magdalena Szpunar
36
a nagłośnienie sprawy poprzez medialny proces sądowy, przyniosło skutek
odwrotny do zamierzonego, bowiem zdjęcie stało się niezwykle popularne35.
Paradoksalnie ograniczenie, limitowanie dostępu, czy cenzurowanie, prowadzi
jedynie do zwiększenia zainteresowania danym zasobem. Usuwane witryny,
powracają w postaci mirrorów (ang. mirror – lustro), czyli wiernych kopii danej
strony. Mechanizmy te pozwalają obchodzić cenzurę i propagować pewne treści,
mimo prób blokowania dostępu do nich. Rodzimą egzemplifikacją tej sytuacji jest
casus Kamila Durczoka, którego ktoś nagrał, w sytuacji, gdy używa niecenzuralnych słów przed nagraniem Faktów. Film został opublikowany w Internecie
i spotkał się z ostrym sprzeciwem stacji TVN, która próbowała zabronić rozpowszechniania nagrania powołując się na prawa autorskie36. Walka TVN była
nieskuteczna, film bardzo szybko został rozpowszechniony w sieci przez internautów. O ile można zastraszyć jednego blogera, walka z setką internautów jest bezskuteczna.
W debacie nad Wikileaks, która pod koniec 2010 r. zdominowała czołówki
programów informacyjnych, zawłaszczyła niemal wszystkie „jedynki” opiniotwórczych tytułów wydaje się, że zapomniano o zasadniczym fakcie. Wydaje się, że
opinia publiczna a priori założyła, że materiały tajne, ukrywane to materiały
kompromitujące. Tajemnica ułatwia zarządzanie naszymi lękami. Wystarczy, że
ktoś wypowiada frazę: „wiemy o tobie wszystko” i z reguły jesteśmy przekonani, że
osoba wypowiadająca takie słowa, odwołuje się do najmroczniejszych tajemnic
naszego życia. G. Simmel słusznie wskazuje, że „z faktu, że sprawy doniosłe i głębokie otaczane są tajemnicą, bierze się typowo mylne przekonanie, że wszystko,
co tajemnicze, jest zarazem ważne i istotne”37. Jak zauważa M. Foucault: „władza
i wiedza wprost się ze sobą wiążą (…) nie ma relacji władzy bez skorelowanego
z nimi pola wiedzy, ani też wiedzy, która nie zakłada i nie tworzy relacji władzy”38.
Posiadanie dostępu do pewnych informacji, wiedza na jakiś temat, stawia nas na
pozycji uprzywilejowanej względem osoby tej wiedzy pozbawionej. Wiedza ta
ułatwia manipulowanie i wywieranie nacisku na jednostkę. Foucault twierdzi
wręcz, że: „władza nie może być praktykowana bez wiedzy, ani wiedza nie może
35
Zob. A. Greenberg, The Streisand Effect, http://www.forbes.com/2007/05/10/streisand-digg-web-tech-cx_ag_0511streisand.html, odczyt z dn. 17.12.2010.
36
Zob. Internauci podzieleni ws. Durczoka: „Wstyd i skandal” oraz „Nic się nie stało”, http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6279710,Internauci_podzieleni_ws__Durczoka___Wstyd_i_skandal_.html, odczyt z dn. 17.12.2010.
37
G. Simmel, Socjologia, op.cit., s. 416.
38
M. Foucault, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, Warszawa 1998, s. 29.
Wolność słowa jako warunek konieczny …
37
nie płodzić władzy”39 – casus Wikileaks i ACTA doskonale to potwierdza. Tajemnica ujawniona traci swoją moc, zdewaluowana nie jest groźna, przestaje działać
jak straszak, którym można posłużyć się w dowolnej chwili.
Warto zatem zadać sobie pytanie, w jaki sposób informacje zawarte na Wikileaks poszerzają moją wiedzę o otaczającym świecie? Czy zakulisowe rozgrywki
odbywające się na wysokich szczeblach dyplomacji rzeczywiście są tymi, które
naprawdę nurtują opinię publiczną? Czym różnią się informacje dotyczące zachowania polityków w sferze prywatywnej, ich cech osobowości, temperamentu, od
soft newsów, z którymi zapoznać się możemy w serwisach plotkarskich? I pytanie
finalne: do czego ta wiedza jest potrzebna opinii publicznej i co może ona z nią
robić? Jak słusznie zauważa Jan van Dijk, dostęp do informacji jest ważny, ale ważne
jest również to, czy jednostka potrafi z nich skorzystać40. Mimo że w większości
przypadków z wiedzą zdobytą z lektury Wikileaks nie jesteśmy w stanie uczynić
niczego sensownego, zainteresowanie tą witryną potwierdza naszą ogólnoludzką
fascynację zakulisowymi wymiarami życia społecznego. Stąd tak chętnie odwiedzamy serwisy plotkarskie41, dlatego pragniemy osobistej sławy42, dlatego też
chcemy wiedzieć jak rzeczywistość społeczna wygląda „od środka”. Społeczeństwo
zatem – jak twierdzi Churska-Nowak – staje się spektaklem, w którym trudno
odróżnić scenę od widowni, a bez widzów to, co dzieje się na scenie nie mogłoby
się urzeczywistnić43. Po co tworzyć teatr jeśli nie ma oglądających? Autorka twierdzi, że politycy (w tym i dyplomacja) odczuwają silną potrzebę mitologizacji
i rytualizacji swoich zachowań za pomocą gestów, słów, rekwizytów44, Wikileaks
całego tego sztafażu ich pozbawia. Staje się formą, dzięki której maski zostają
bezlitośnie ściągnięte, ukazując prawdziwe oblicze polityków. Takie deprecjonujące
i demaskatorskie działanie z pewnością nie może zyskiwać (i w większości przypadków nie zyskuje) akceptacji decydentów.
39
M. Foucault, Gry Władzy, „Literatura na Świecie” 1988, nr 6, s. 319.
J. van Dijk, op.cit., s. 137.
41
Z badań przeprowadzonych w 2003 r. przez CBOS wynika, iż co trzeci respondent często ogląda
w telewizji programy, które są poświęcone plotkom z życia sławnych ludzi, podobny odsetek badanych deklaruje, iż czyta informacje plotkarskie o sławnych ludziach w prasie – podaję za: K. Biały,
Czy Polacy interesują się plotkami z życia sławnych ludzi? Komunikat CBOS, BS/155/2003.
42
Jak wskazuje W. Godzic, ponad 30% dorosłych Niemców regularnie marzy o sławie, a ponad
40% z nich wierzy, że kiedyś doczeka się „swoich 15 minut” – podaję za: W. Godzic, Znani z tego, że
są znani. Celebryci w kulturze tabloidów, Warszawa 2007, s. 34.
43
K. Churska-Nowak, op.cit., s. 122.
44
Ibidem, s. 123.
40
Magdalena Szpunar
38
Podglądactwo, voyeuryzm staje się sposobem na dotarcie do tajemnic innych.
W przypadku programów typu reality show, czy talk show, poznajemy tajemnice
„ludzi takich jak my”, w przypadku Wikileaks osób pełniących istotne funkcje
publiczne. Jak zauważa Wiesław Godzic: „podglądanie (i jego forma zwulgaryzowana: podglądactwo) jest starym motywem kulturowym (…) Podglądanie,
w opinii Zygmunta Freuda, jest naturalnym pragnieniem człowieka, choć istotnie
może zagrażać jego rozwojowi. Nie ulega więc wątpliwości, że pragnienie podglądania jest w dużym zakresie naturalne i powszechne, jakkolwiek może przejawiać
się w patologicznych odmianach”45. Żyjemy – posiłkując się terminologią Briana
McNaira – w kulturze obnażania. Kultura ta: „często jest pochodną działalności
środków przekazu, w której biorą udział ludzie będący (…) amatorami niemającymi żadnych powodów do sławy, tak zwani zwykli ludzie (…) Kultura obnażania
często angażuje zwykłych ludzi (…) skłania ich do publicznego ujawniania intymnych szczegółów dotyczących ich uczuć i cielesności”46. McNair zauważa, że
w kulturze obnażania nie chodzi wyłącznie o obnażanie rozumiane dosłowne, ale
również o obnażanie metaforyczne, czego doskonałą egzemplifikacją są programy
typu talk-show, czy reality show47. Aby taka kultura mogła egzystować konieczna
jest publiczność, „której członkowie, przynajmniej w pewnym stopniu, są podglądaczami i dla których pozycja widza cudzych zwierzeń jest w miarę wygodna (…)
voyeuryzm jest jedną z klamer spajających telewizję”48. Lubimy mieć dostęp do
kulis wielu spraw, „mrocznych tajemnic”, ciemnych stron funkcjonowania jednostek i struktur. Internet stał się swoistym sezamem, ale także w wielu przypadkach
puszką Pandory, dzięki której zapoznajemy się z zakulisowymi wymiarami życia
społecznego.
Z lektury dokumentów zamieszczonych w Wikileaks wyłania się nieco inny
obraz świata polityki, niż ten, który tworzy telewizyjna hiperrzeczywistość. Politycy, którzy w telewizji ściskają sobie ręce i wymieniają uśmiechy, w rzeczywistości
niejednokrotnie nastają na swoje stanowiska, czy nawet życie. Okazuje się, że
w wielu przypadkach to, co dzieje się za kulisami jest niejednokrotnie ważniejsze,
niż to, co dzieje się w sferze oficjalnej. Dyplomaci z reguły są zręcznymi manipulatorami, a w swoich działaniach kierują się nie tylko interesami swojego państwa,
ale także własnymi sympatiami. Marek Ziółkowski próbując zdefiniować przedmiot
45
W. Godzic, Telewizja i jej gatunki po Wielkim Bracie, Kraków 2004, s. 101–102.
B. McNair, Seks, demokratyzacja pożądania i media, czyli kultura obnażania, Warszawa 2004,
s. 179–180.
47
Ibidem, s. 5.
48
Ibidem, s. 181.
46
Wolność słowa jako warunek konieczny …
39
zainteresowania socjologii kłamstwa pisze: „Narzucają się od razu tytułem przykładu całe dziedziny życia społecznego: polityka, dyplomacja, propaganda, gra
wywiadu i kontrwywiadu”49 (wyróżnienie M.S.).
Działania niejawne, zdaniem Sojaka i Wincentego, spełniają ważne funkcje
społeczne: strukturyzują życie społeczne, konstytuują i utrzymują prywatność,
ułatwiają pozyskiwanie władzy, redukują koszty, budują zaufanie, kreują prestiż,
socjalizują oraz multiplikują tożsamość. W kontekście rozważań nad Wikileaks
warto zatrzymać się nad dwoma z przytoczonych wymiarów: strukturyzacją życia
społecznego i kreowaniem prestiżu. Autorzy zauważają, że dla stworzenia i podtrzymania wewnętrznej hierarchii oraz do ochrony własnych granic konieczne jest
odwoływanie się do tajności i działań niejawnych. Tajność pełni rolę wykluczania,
bowiem do wiedzy o niektórych działaniach jest dostępna jedynie członkom grupy
(w przypadku Wikileaks dyplomatom i osobom z nimi współpracującym), osoby
obce nie mają dostępu do tajemnic. Jednocześnie tajność hierarchizuje, bowiem
osoby o niższych pozycjach w grupie nie mają pełnego dostępu do wiedzy na temat
działań osób na wyższych pozycjach. Po wtóre uczeni wskazują, że tajność i tajemnica mogą pełnić funkcje prestiżowe, ale z pewnym zastrzeżeniem – by móc cieszyć
się się dostępem do jakichś tajemnic, inni muszą być świadomi ich istnienia50.
Tygodnik „Time” pod koniec 2010 r. wybrał człowieka roku, przyznając ten tytuł
twórcy Facebooka Markowi Zuckerbergowi, jednakże internauci w głosowaniu
online tytuł ten przyznali Julianowi Assange (56% głosów uzyskał Assange, a Zuckerberg jedynie 7%). Można konstatować, że Zuckerberg otrzymał ten tytuł za
łączenie ze sobą ludzi, a Assange mógłby ją dostać za podzielenie społeczeństwa,
trudno bowiem wskazać inicjatywę, która tak mocno spolaryzowała społeczeństwo,
jak witryna Wikileaks. Assange został zgłoszony przez norweskiego polityka Snorre
Valena do Pokojowej Nagrody Nobla, jednakże mimo niepodważalnej roli witryny
w demaskowaniu wielu nieetycznych, czy wręcz sprzecznych z prawem działań,
zwycięstwo Asssange w tej kategorii jest uznawane za nierealne ze względu na
kontrowersje związane z autorem. Mimo wielu krytycznych opinii wypowiadanych
pod adresem Assange, warto pamiętać, że witryna ta wznowiła debatę nad kwestiami wolności słowa i cenzurowaniem treści w Internecie. Ile osób, tyle opinii
w kwestii cenzurowania, blokowania, czy też limitowania dostępu do określonych
stron WWW. Praktyka pokazuje, że jakiekolwiek próby ograniczania dostępu do
49
M. Ziółkowski, Wiedza, jednostka, społeczeństwo. Zarys koncepcji socjologii wiedzy, Warszawa
1989, s. 91.
50
R. Sojak, D. Wincenty, op.cit., s. 45–56.
Magdalena Szpunar
40
tego medium skazane są na fiasko, bowiem limitowanie dostępu wywołuje jeszcze
większe zainteresowanie internautów blokowanymi treściami, a w konsekwencji
implikuje skuteczne sposoby obchodzenia cenzury (vide mirrory, czy efekt Streisand). Internet jest jedynie narzędziem, i to od nas – użytkowników zależy w jakim
celu go użyjemy. Odgórne próby kontrolowania, czy sterowania nim godzą w libertariańskie podwaliny Internetu i zawsze budzić będą sprzeciw zbiorowości internautów dla których medium to pozostaje w wielu przypadkach jedynym, gdzie
mogą swobodnie artykułować swoje opinie. Casus ACTA i Wikileaks pokazuje, że
jakiekolwiek próby ograniczania wolności słowa online są skazane na fiasko.
Społeczeństwo, a szczególnie ludzie młodzi traktują Internet jak swoją własną,
niezależną przestrzeń społeczną, dzięki której mogą wyrażać siebie i swój sprzeciw
wobec zastanej rzeczywistości. Swoje rozważania pozwolę sobie spointować słowami Yochaia Benklera: „Wolność zależy od środowiska informacyjnego, w którym
znajdują się (..) jednostki i społeczeństwa (…) Usieciowiona gospodarka informacyjna sprawia, że jednostki lepiej sobie radzą z robieniem rzeczy dla siebie i przez
siebie, a co za tym idzie, są mniej podatne na manipulację ze strony innych, niż
były w ramach kultury środków masowego przekazu”51. Wielość dyskursów funkcjonujących online, nierzadko bezceremonialnych, uczy młodych ludzi otwartości
i tolerancji wobec inności. Czasem przestrzeń online staje się jedynym miejscem,
gdzie starsze pokolenie ma szanse dowiedzieć się, co tak naprawdę myślą młodzi.
Próby zawładnięcia tej przestrzeni przez pokolenie cyfrowych Imigrantów, muszą
i będą się spotykać ze społecznym sprzeciwem tych, dla których Internet to fundamentalne medium wpisane w niemal każdy wymiar ich codzienności.
51
Y. Benkler, op.cit., s. 145.
Wolność słowa jako warunek konieczny …
41
Freedom of Expression
as a Prerequisite for the Social Functioning of the Internet.
For Example ACTA and Wikileaks
THIS ARTICLE APPLIES to issues related to freedom of expression and censorship of the
content available online. As a case study, the author treated the site Wikileaks, which
dominated the top news programs, almost all the ones hijacked influential newspapers in
late 2010. The author argues that the public assumes that the secret, hidden material are
incriminating and the mystery is a phenomenon that facilitates the management of our
fears. Simultaneously, the article drew attention to the fact that attempts to censor, limit,
or filter access to certain websites on the Internet is ineffective, and Internet users are
familiar with effective ways to circumvent blocking mechanisms.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Grażyna Piechota, Robert Rajczyk
MEDIA SAMORZĄDOWE JAKO NARZĘDZIE
KREACJI WIZERUNKU LOKALNEGO LIDERA
I JEGO OTOCZENIA
NA PRZYKŁADZIE ANALIZY TREŚCI PUBLIKOWANYCH W TYGODNIKU
SAMORZĄDOWYM „TWOJE TYCHY”
WSTĘP
SAMORZĄDY, SAME DEKLARUJĄC różne powody , dla których tworzą media
1
samorządowe, sięgają do tego narzędzia komunikowania się z lokalną społecznością
coraz częściej (badania wskazały, iż w latach 90. XX w. i w latach 2000–2003 zainteresowanie tworzeniem mediów było średnio o połowę niższe niż po roku 2003).
Badania przeprowadzone w 2011 r., powołane w zdaniu wcześniejszym, wskazują,
iż wśród badanych miast na prawach powiatu ponad 70% miast posiada media
samorządowe, emitowane w różnych formach (najpopularniejsze to gazeta, kolejno:
portal internetowy i telewizja). Najczęściej łączone jest prowadzenie gazety i portalu
internetowego, choć zdarzały się przypadki, iż w jednym mieście media są emitowane zarówno w formie gazety, portalu internetowego i telewizji. Jako wyjaśnienie
wskazanych we wcześniejszych badaniach tendencji przyjęto wprowadzenie
w 2002 r. bezpośrednich wyborów organów wykonawczych i zwiększanie kompetencji samorządu poprzez przenoszenie coraz większego zakresu zadań do realizacji na szczebel lokalny. Wybory bezpośrednie zaczęły być wiązane z koniecznością
kreacji wizerunku lokalnego polityka, który sprawuje lub ubiega się o władzę.
Dodatkowo ilość zadań do realizacji, które przeniesiono na szczebel lokalny, czyni
1
Współautorka tego artykułu kilka miesięcy wcześniej prowadziła badania ilościowe dotyczące
emisji mediów samorządowych przez miasta na prawach powiatu w Polsce. Część wyników badań,
w których udział wzięło także miasto Tychy, zostało wykorzystanych także w tym artykule. Pełna
treść raportu z badań jest w trakcie recenzji naukowej, planowana publikacja w czasopiśmie naukowym „Studia Medioznawcze”.
Media samorządowe jako narzędzie kreacji wizerunku…
43
z władz samorządowych w istocie organy samodzielnie zarządzające większością
spraw, które determinują poziom życia mieszkańców. Tym samym uzasadnienie
znajdują deklarowane przez samorządy główne powody, dla których emitują media,
tj.: informowanie o planach i podejmowanych przez siebie działaniach czy kreowanie wizerunku władz. Mniejszą uwagą cieszą się takie powody emisji mediów, jak:
włączanie mieszkańców do debaty publicznej i kreacja płaszczyzny do prowadzenia
takiej debaty, wyjaśnianie kontrowersyjnych decyzji, publikacja sprostowań. Ponieważ badania, jakie przeprowadzono wcześniej, i które miały charakter badań ilościowych, ujawniły pewne tendencje w emisji mediów samorządowych, uznano
za interesujące ich kontynuowanie w badaniu jakościowym, przeprowadzonym
metodą analizy treści publikowanych w jednym z wybranych mediów samorządowych. Do badania wybrano medium samorządowe emitowane w Tychach w woj.
śląskim z kilku powodów. Po pierwsze, Tychy były jednym z miast, które wzięły
udział w badaniu ilościowym i szczegółowo wypełniły ankietę w przywołanym już
wcześniej badaniu, która to ankieta pozwoliła na identyfikację danych istotnych
dla kompleksowego przeprowadzenia analizy treści. Po drugie, badający i zarazem
autorzy niniejszego artykułu dobrze znają uwarunkowania wydawania tego medium
samorządowego2. Po trzecie zaś, w Tychach medium samorządowe jest tylko jednym
z dostępnych mediów lokalnych, z których mieszkańcy mogą czerpać informacje
dotyczące ich miasta. Tygodnik „Twoje Tychy” powstał w 2007 r. Rok wcześniej,
głównie na potrzeby prowadzenia kampanii wyborczej w wyborach samorządowych
(które odbyły się w 2006 r.), powstał portal internetowy www.tychy.pl. Oba media
samorządowe są wydawane przez spółkę komunalną, będącą w 99,771% własnością
miasta Tychy, pozostała część udziałów należy do 3 osób fizycznych oraz innych
spółek gminnych3. Spółka posiada radę nadzorczą, w której, jak wynika z ankiety
wypełnionej przez Urząd Miasta Tychy, nie ma pracowników Urzędu Miasta. Celem
emisji mediów, jak w ankiecie wskazano, jest: 1. Chęć informowania o planach
samorządu, 2. Chęć przekazania pełnego uzasadnienia podejmowanych decyzji,
3. Stworzenie mieszkańcom możliwości wypowiadania opinii na forum publicznym.
2
Robert Rajczyk brał udział w tworzeniu medium samorządowego, jako pracownik odpowiedzialny za komunikację społeczną (rzecznik prasowy oraz główny specjalista ds. komunikacji społecznej) w Urzędzie Miasta Tychy od lutego 2007 do czerwca 2008 r. Grażyna Piechota była w okresie
od listopada 2009 do listopada 2010 r. rzecznikiem prasowym Urzędu Miasta w Tychach. Oboje
autorzy złożyli rezygnacje z pracy w Urzędzie Miasta Tychy.
3
Dane dotyczące stanu właścicielskiego spółki, która emituje media samorządowe w Tychach
podano na podstawie ankiety, którą wypełniła w pierwszej połowie 2011 r. Aneta Moczkowska –
doradca Prezydenta Mista Tychy ds. komunikacji społecznej.
44
Grażyna Piechota, Robert Rajczyk
Treści w portalu oraz w tradycyjnym wydaniu gazety są niemal takie same. Portal
zawiera także forum, na którym można zamieszczać komentarze i opinie. Forum
jest monitorowane, monitoring ma charakter prewencyjny, co oznacza, że publikowane są tylko te komentarze, które redakcja uzna za możliwe do opublikowania.
Redaktorem naczelnym mediów samorządowych jest osoba, która nie była pracownikiem Urzędu Miasta, natomiast wcześniej była sekretarzem redakcji, a praktykującym dziennikarzem jest zastępca redaktora naczelnego, wcześniej zatrudniony
jako redaktor naczelny górnośląskiego tygodnika regionalnego „Echo”4. W redakcji
pracuje, jak zadeklarowano w ankiecie, od 6 do 10 pracowników, spółka oprócz
emisji mediów, zajmuje się także inną działalnością. W okresie od 2006 do 2010 r.
na emisję mediów samorządowych miasto wydało łącznie prawie 800 tys. złotych,
co średnio daje kwotę ok. 160 tys. złotych rocznie (miasto w każdym wydaniu
tygodnika „Twoje Tychy” posiada wkładkę przez siebie bezpośrednio finansowaną)5.
„Twoje Tychy” to bezpłatny tygodnik wydawany w 2010 r. w następujących ilościach6: od stycznia do maja – od 15 tys. do 18,5 tys. egzemplarzy, w czerwcu 20 tys.
egz., od lipca do sierpnia – od 10 tys. do 12 tys. egz., od września do grudnia – od
20 tys. do 22 tys. egz. W listopadzie, tj. w miesiącu wyborów7. Jak wskazano w ankiecie, Prezydent Miasta Tychy za pośrednictwem medium samorządowego komunikuje się z mieszkańcami najczęściej, jeśli chodzi o następujące zagadnienia: przekazanie życzeń świątecznych, informowanie o planach działania, wyjaśnianie powodów
podjęcia trudnej decyzji, zachęcenie mieszkańców do wymiany poglądów w konkretnej kwestii dotyczącej miasta. Rzadziej za pośrednictwem medium prezydent
4
Tygodnik „Echo” pozycjonuje się na lokalnym rynku prasowym jako niezależny i publikuje
teksty o krytycznej wymowie względem działań urzędującego prezydenta i jego ekipy. Z-ca redaktora
naczelnego tygodnika „Twoje Tychy” zasilił tą redakcję kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi w 2010 r.
5
W 2009 r. tygodnik „Twoje Tychy” otrzymywał z budżetu miasta największą procentowo część
wydatków, które były przeznaczane na współpracę z mediami. Udział „Twoich Tychów” wynosił
31,44%, „Dziennika Zachodniego” – 3,03%, „Gazety Wyborczej” – 13,6%, „Trybuny Górniczej” –
25,49% i TVP O/Katowice – 26,44%. W 2010 r. udział „Twoich Tychów” wynosił 14,98%, „Dziennika
Zachodniego” – 14,88%, „Gazety Wyborczej” – 19,78%, „Trybuny Górniczej” – 1,81%, TVP O/Katowice – 43,26% , TV „Silesia” – 2,09%.
6
Na podstawie danych ogólnodostępnych Związku Kontroli Dystrybucji, Prasy, www.zkdp.pl,
odczyt z dn. 09.08.2011.
7
Egzemplarze niemal w 100% podlegają rozpowszechnieniu, średnio pozostaje ok. 20 egz.
z każdego wydania. Kolportaż prowadzony jest w formie dystrybucji czynnej oraz biernej. Rozpowszechnianie bierne realizowane jest między innymi w dwóch liniach trolejbusowych, 12 autobusowych, a także we wszystkich jednostkach organizacyjnych UM Tychy oraz w UM Tychy. Żaden inny
periodyk w Tychach nie dysponuje takimi możliwościami dystrybucji.
Media samorządowe jako narzędzie kreacji wizerunku…
45
informuje o bieżącej pracy. W latach 2009–2010 tyskie media samorządowe zorganizowały jeden czat internetowy (w 2010 r. poświęcony miejskim inwestycjom) oraz
1 debatę (w 2010 r. – poświęconą 20-leciu samorządu)8 w siedzibie redakcji, bez
udziału publiczności, z udziałem obecnego i byłych Prezydentów Miasta Tychy.
METODOLOGIA BADAŃ
BADANIA PRZEPROWADZONO W MIESIĄCU lipcu 2011 r. metodą jakościową,
wykorzystując narzędzie analizy treści publikowanych w dwóch wybranych okresach czasu w tygodniku „Twoje Tychy”, wydawanym przez samorządową spółkę
gminną w Tychach9. W badaniach przyjęto hipotezę główną oraz hipotezę dodatkową. Hipoteza główna brzmi, iż wydawana w Tychach, przez samorządową spółkę
gminną, gazeta „Twoje Tychy” nie ma charakteru medium, które wpływa na
budowanie społeczeństwa obywatelskiego w skali lokalnej, a zatem nie przekazuje
mieszkańcom pełnych informacji i nie tworzy płaszczyzny do debaty publicznej,
pomijają bowiem udział w niej osób i organizacji prezentujących inne poglądy, czy
osób będących w opozycji wobec sprawujących władzę. W kontekście tak brzmiącej hipotezy głównej przyjęto hipotezę dodatkową, w której założono, iż badane
medium nie udostępnia swoich łamów dla komunikacji prowadzonej przez inne
lokalnie działające grupy, organizacje i podmioty, zwłaszcza takie, które kontestują
politykę prowadzoną przez władze miasta, albo pozostają w opozycji wobec aktualnie zarządzających miastem. Badaniem objęto dwa okresy: październik i listopad
2010 r. (dwa miesiące trwania kampanii wyborczej przed wyborami, które odbyły
się 21 listopada 2010 r. i które w pierwszej turze wygrał urzędujący, do 2000 r.,
prezydent) oraz marzec i kwiecień 2011 r. (te miesiące wybrano z powodu czasu,
w którym powinna następować promocja organizacji pożytku publicznego
w medium lokalnym, aby wspomóc lokalne o.p.p. w pozyskiwaniu 1% podatku).
8
Badania ilościowe, które przywołano w przypisie 1, wskazały, iż średnio media komercyjne
w analogicznym czasie zorganizowały ponad 8 debat.
9
Spółka gminna, która emituje tygodnik, prowadzi również portal internetowy. W badaniu
skorzystano z wersji elektronicznych tygodnika publikowanych w portalu. Treści publikowane
w portalu w plikach pdf, są tożsame z treściami zamieszczanymi w wersji papierowej gazety. Średni
nakład to ok. 17,5 tys. egzemplarzy, przy czym w okresie od września do grudnia 2010 r. nakład
zwiększono do 20 tys. egzemplarzy, a w miesiącu listopadzie wyniósł on nawet 22 tys. egzemplarzy.
Liczba mieszkańców Tychów na dzień wyborów utrzymywała się na poziomie 127 060 osób, w tym
105 754 wyborców, witryna internetowa Państwowej Komisji Wyborczej – http://wybory2010.pkw.
gov.pl/geo/pl/240000/247701.html#tabs-2, odczyt z dn. 09.08.2011.
Grażyna Piechota, Robert Rajczyk
46
Na stronie internetowej UM Tychy apelowano do mieszkańców, aby ci pozostawiali
swój 1 procent w Tychach. Wydaje się zatem, iż medium samorządowe, jakim jest
gazeta oddawana mieszkańcom bezpłatnie, powinno być wykorzystane do promocji tej idei. Dobór dwóch różnych okresów został dokonany celem porównania
wykorzystania gazety, wydawanej jako medium samorządowego w procesach
komunikacji z mieszkańcami. Przyjmując dwa wybrane okresy, kierowano się
zamiarem odpowiedzi na następujące pytania badawcze: 1. Jakie treści gazeta
publikuje w okresie trwania kampanii wyborczej – czy ogranicza się do promocji
jednego kandydata i jego środowiska politycznego, czy też prezentuje różnych
kandydatów, wszystkim zapewniając taki sam udział na swoich łamach? 2. Czy
gazeta w trakcie trwania kampanii wyborczej dba o pluralizm wypowiedzi na swoich łamach, prezentując informacje z uwzględnieniem różnych opinii i stanowisk,
także tych wyrażanych przez środowisko opozycyjne? 3. Czy gazeta samorządowa,
a więc będąca w pełnej dyspozycji władz miasta, w okresie sprawowania mandatu
angażuje się w ważne dla lokalnej społeczności i jej rozwoju tematy, jak promocja
lokalnie działających organizacji pożytku publicznego w czasie deklarowania
1 procent podatku?10 (władze miasta apelowały do mieszkańców o to, aby wspierać
1 procentem tyskie organizacje). Analiza treści zawartości gazety przebiegała
z uwzględnieniem następujących kryteriów szczegółowych, które wyspecyfikowano
tak, aby w precyzyjny sposób określić, które elementy podczas analizy treści brano
pod uwagę. Analiza dotycząca treści opublikowanych w październiku i listopadzie
2010 r.: 1. Jaka była ogólna liczba wszystkich publikacji dotyczących bezpośrednio
kampanii wyborczej (dotyczy artykułów poświęconych kampanii oraz reklam
wyborczych)? 2. Czy podczas trwania kampanii, na łamach TT prezentowano
programy wyborcze kandydatów na prezydentów – jeśli tak, to których? i kandydatów na radnych – jeśli tak, to których? 3. W ilu przypadkach opublikowano
artykuły dotyczące realizowanych zadań przez prezydenta, jego zastępców oraz
administrację urzędu miasta – chodzi o artykuły zawierające informacje, które nie
są bezpośrednio związane z trwającą kampanią. 4. W ilu z tych artykułów prezydent, albo jego zastępcy i inni urzędnicy samorządowi wypowiadali się bezpośrednio? 5. W ilu przypadkach opublikowano artykuły o działaniach podejmowanych
przez opozycję w związku z trwającą kampanią wyborczą? 6. W ilu przypadkach,
w prezentowaniu działań podejmowanych bezpośrednio przez władze miasta lub
10
W 2011 r. 26 tyskich o.p.p. miało prawo do ubiegania się o 1 procent podatku – na terenie
miasta jest zarejestrowanych łącznie 37 o.p.p., z czego 24 to organizacje lokalne, a pozostałe 13 to
oddziały organizacji działających na szczeblu ogólnopolskim.
Media samorządowe jako narzędzie kreacji wizerunku…
47
administrację samorządu pytano przedstawicieli opozycji o wyrażenie zdania, czy
opinii o podejmowanych działaniach? Analiza dotycząca treści opublikowanych
w marcu i kwietniu 2011 r.: 1. Ile ukazało się artykułów, w których promowano
1 procent podatku? 2. Jakie o.p.p. promowano, jeśli promowano konkretne? 3. Czy
prezydent lub jego zastępcy promowali określone o.p.p.? jeśli tak, to które?
WYNIKI BADAŃ
ANALIZA TREŚCI ARTYKUŁÓW publikowanych w wybranych okresach została
podzielona zgodnie z wyżej wskazanymi dwoma okresami badania. Pierwszy okres
to październik–listopad 2010 r., drugi to marzec – kwiecień 2011 r. W miesiącu
październiku 2010 r. na łamach tygodnika „Twoje Tychy” opublikowano łącznie
29 artykułów dotyczących bieżącej pracy urzędu i realizacji zadań na terenie gminy.
W tych artykułach wypowiedzieli się w 11 przypadkach Prezydent Miasta Tychy
i wiceprezydenci, w 4 przypadkach naczelnicy wydziałów i w 8 przypadkach osoby
zarządzające spółkami gminnymi. Nie publikowano ogłoszeń ani artykułów
dotyczących wprost kampanii wyborczej, w jednym przypadku reklamowano adres
strony internetowej prezydenta11, która obejmowała treści związane z kampanią
wyborczą, także w jednym przypadku ukazał się tekst dotyczący wyborów, nie
zawierał jednak treści odnoszących się bezpośrednio do przebiegu kampanii wyborczej w Tychach oraz felieton redakcyjny12. Zasadniczo nie opublikowano
w analizowanym miesiącu żadnej publikacji zawierającej wypowiedzi, czy opinie
wypowiadane przez opozycję, przywołano jednak w artykule: Nikt nie straci pracy13
propozycje składane przez radnych opozycyjnych, jednak bez ich rozwinięcia,
przywołując składanie tych propozycji jedynie w kontekście utrudniania prac Rady
Miasta. Pomimo obszernego cytowania w artykule wypowiedzi Prezydenta Miasta
Tychy, nie zacytowano ani jednej wypowiedzi kogokolwiek z opozycji14. W dwóch
11
Tygodnik „Twoje Tychy”, 19.10.2010, nr 42/152, s. 1, http://www.tychy.pl/twojetychy/tt_152.
pdf.
12
Tygodnik „Twoje Tychy”, 12.10.2010, nr 41/151, s. 1–3, http://www.tychy.pl/twojetychy/tt_151.
pdf.
13
Tygodnik „Twoje Tychy”, 05.10.2010, nr 40/150, s. 3, http://www.tychy.pl/twojetychy/tt_150.
pdf.
14
W tym czasie wiadomo było, iż liderka opozycji będzie kontrkandydatem urzędującego prezydenta. We wrześniu 2010 r. na łamach Biuletynu Informacyjnego Stowarzyszenia „Tychy Naszą
Małą Ojczyzną” ukazała się deklaracja wraz z zarysem programu wyborczego radnej Barbary Ko-
48
Grażyna Piechota, Robert Rajczyk
październikowych wydaniach tygodnika „Twoje Tychy” ukazały się artykuły
poświęcone kondycji spółek gminnych oraz zarządzaniu tymi spółkami: Czas
inwestycji15 oraz Dobra kondycja16. Artykuły opisywały stan finansów spółek
na podstawie analiz bilansów za 2009 r. oraz efekty zarządzania spółkami. Publikacje były konsekwencją zarówno publikacji dotyczących zarządzania mieniem
gminnym, które ukazywały się w grudnia 2009 r. w biuletynie informacyjnym –
czasopiśmie wydawanym przez opozycyjne wobec władz miasta Stowarzyszenie
„Tychy Naszą Małą Ojczyzną” (dalej: STNMO) oraz zarzutów, które opozycyjni
radni ze STNMO podnosili na sesjach Rady Miasta wobec sposobów zarządzania
spółkami miejskimi, czy powoływania władz w tychże spółkach. W badanym
miesiącu październiku nie ukazały się na łamach „Twoich Tychów” żadne artykuły
poświęcone kwestiom problematycznym czy konfliktowym, które wynikałyby
z działań bądź zaniechań władz miasta, albo też prezentowałyby aktywność innych
aktorów tyskiej sceny politycznej. Artykuły publikowane dotyczyły albo pozytywnie prezentowanej aktywności władz miasta, albo spraw neutralnych, jak kultura,
czy sport. Sporadycznie pojawiające się artykuły o problemach w Tychach były
publikowane, ale wyłącznie w sytuacji, kiedy te problemy nie miały bezpośredniego
związku z funkcjonowaniem administracji samorządowej, np. artykuł z dnia
26.10.2010 r. Szpital na krawędzi? dotyczący kłopotów finansowych szpitala, który
podlega bezpośrednio samorządowi województwa17. W listopadzie, w którym
przeanalizowano cztery wydania „Twoich Tychów”, z czego jedno z wydań ukazało
się już po wyborach (analiza treści tam publikowanych będzie przedmiotem
odrębnej analizy). W tym badanym miesiącu ukazało się 11 artykułów dotyczących
wyborów (także relacji z wydarzeń wyborczych, ale wyłącznie tych, w które był
bezpośrednio zaangażowany prezydent) oraz 3 ogłoszenia wyborcze urzędującego
prezydenta i 7 ogłoszeń kandydatów na radnych z list komitetu wyborczego urzędującego prezydenta Andrzeja Dziuby oraz 1 ogłoszenie kandydata do sejmiku
wojewódzkiego z list Platformy Obywatelskiej, a także 6 ogłoszeń kandydatów z list
niecznej – por. Biuletyn Informacyjny Stowarzyszenia „Tychy Naszą Małą Ojczyzną”, wrzesień 2010,
nr 4 (05), http://www.malaojczyzna.com/uploads/files/Numer_5.pdf
15
Tygodnik „Twoje Tychy”, 12.10.2010, nr 41/151, s. 12, http://www.tychy.pl/twojetychy/tt_151.
pdf
16
Tygodnik „Twoje Tychy”, 05.10.2010, nr 40/150, s. 12, http://www.tychy.pl/twojetychy/tt_150.
pdf
17
Tygodnik „Twoje Tychy”, 26.10.2010, nr 43/153, s. 1, http://www.tychy.pl/twojetychy/tt_153.
pdf
Media samorządowe jako narzędzie kreacji wizerunku…
49
PiS18. Wszystkie ogłoszenia urzędującego prezydenta były publikowane na stronie
trzeciej tygodnika, w dolnej połowie strony, w górnej natomiast zamieszczono
tematy pozytywnie opisujące miasto. W wydaniu „Twoich Tychów”, które zostało
opublikowane 9.11.2010 r. znalazły się także artykuły: Czas na ocenę radnych (s. 1)
oraz 1.460 dni rozmów o mieście (s. 4–5) zawierający podsumowanie pracy Rady
Miasta w okresie kadencji. W artykule zaprezentowano obszerne wypowiedzi
byłego przewodniczącego Rady Miasta (w dniu publikacji artykułu były przewodniczący RM Tychy był zastępcą prezydenta miasta) oraz wówczas i nadal przewodniczącego RM. W tekście nie ukazała się ani jedna wypowiedź przedstawicieli
opozycji, która była aktywna i zorganizowana w Radzie Miasta Tychy w kadencji
2006–2010, składała także własne projekty uchwał. W kolejnym, trzecim numerze
„Twoich Tychów”, który ukazał się na pięć dni przed wyborami19, także reklama
wyborcza prezydenta opublikowana została na 3 stronie gazety, w dolnej połowie,
natomiast w górnej opublikowano artykuł napisany w konwencji instrukcji: „Poradnik wyborcy”. W tym samym wydaniu „Twoich Tychów” zawarto informacje
o aktywności władz miasta: otwarciu wyremontowanego budynku dworca PKP,
zapowiedź budowy aquaparku z wizualizacją obiektu20, zapowiedź inwestycji
w Tyskich Halach Targowych. Opublikowano też tekst Kwiaty pod pomnikiem
o obchodach uroczystości 11 listopada, w którym wymieniono nazwiska prezydenta Andrzeja Dziuby i zastępcy prezydenta Michała Gramatyki oraz przewodniczącego Rady Miasta Zygmunta Marczuka21, pozostali kandydaci do urzędu
prezydenta, którzy brali udział w uroczystości nie zostali wymienieni imiennie.
W wydaniu „Twoich Tychów” z 16.11.2010 r. zawarto także relację z debaty przedwyborczej z udziałem 4 spośród 6 startujących kandydatów. Oprócz zapisu debaty
zawarto jednak też wynik sondy, w której największe poparcie uzyskiwał urzędujący
prezydent (39,07%). Sonda nie była przeprowadzona ani w trakcie ani po debacie
i nie obejmowała oceny kandydatów związanej z debatą, ale pochodziła ze strony
portalu tychy.pl22. W trzech listopadowych wydaniach „Twoich Tychów” do dnia
18
Prezydent miasta, Andrzej Dziuba, już po wygranych wyborach zapowiedział na łamach tygodnika „Twoje Tychy” koalicję z PiS w Radzie Miasta Tychy.
19
Tygodnik „Twoje Tychy”, 16.11.2010, nr 46/156, http://www.tychy.pl/twojetychy/tt_156.pdf.
20
Problem braku aquaparku czy odkrytych basenów na terenie miasta jest od wielu lat podnoszony zarówno przez mieszkańców, jak i opozycję.
21
Michał Gramatyka i Zbigniew Marczuk ubiegali się o mandat radnego, a prezydent Andrzej
Dziuba dodatkowo o reelekcję.
22
Czytelnik, który nie przeczytał dokładnie zapisu obok sondy, mógł ulec wrażeniu, iż prezentuje
ona ocenę samej debaty.
Grażyna Piechota, Robert Rajczyk
50
wyborów nie opublikowano żadnych informacje dotyczących kampanii wyborczej
pozostałych komitetów i programów wyborczych pozostałych kandydatów na
urząd prezydenta. Na łamach tygodnika nie zostały opublikowane żadne ogłoszenia wyborcze innych kandydatów na prezydenta ani też radnych opozycyjnych.
Publikowane ogłoszenia dotyczyły albo kandydatów na radnych KWW prezydenta,
albo radnych nieformalnego koalicjanta wyborczego PiS, ale sam kandydat PiS
w wyborach prezydenckich nie był promowany na łamach tygodnika23. Analizując
trzy przedwyborcze, listopadowe wydania „Twoich Tychów” (przyp. wydawane
w większej niż zazwyczaj liczbie egzemplarzy, bo 22 tys. egzemplarzy) można
stwierdzić, iż w mieście nie toczyła się praktycznie żadna kampania wyborcza,
odbyła się jedna debata i której częściowy zapis udostępniono na łamach gazety
(całą debatę można było prześledzić na portalu internetowym tychy.pl). Nie były
przedmiotem analiz na łamach gazety ani dotychczasowe dokonania władz, ani
opinie opozycji na ten temat, czy jej pomysły zmian w mieście. Poza informacjami
o bieżącej pracy władz miasta, co powodowało obecność prezydenta i jego zastępców na łamach gazety ze sprawami należącymi do tzw. bieżącego zarządzania, albo
obietnic realizacji nowych inwestycji w przyszłości, nie było informacji o tym, co
robią, czy jakie programy wyborcze oferują inni kandydaci. Podobnie z radnymi,
których listy nie znalazły się ani razu, jako prezentacja wszystkich kandydatów
na łamach gazety (jedynie kilku kandydatów PiS i KWW prezydenta Andrzeja
Dziuby pojawiło się w formie reklamy wyborczej). W jednym z listopadowych
wydań „Twoich Tychów”, które ukazało się 09.10.2010 r., zamieszczono artykuł
zatytułowany: Po co dyskutować? Sami zrobimy debatę24, autorstwa Jana Mazurkiewicza, w którym autor analizuje powody, dla których nie odbędzie się debata
wszystkich kandydatów. Artykuł ma formę raczej felietonu, w którym treści
dotyczące faktów mieszają się z opiniami dziennikarza. Tekst artykułu nie zawiera
żadnego wyjaśnienia, które tłumaczyłoby mieszkańcom powody, dla których 4
komitety wyborcze nie chcą brać udziału w debacie i jakie powody kierują kandydatami, że nie chcą takiej debaty podejmować. Z kolei w wydaniu „Twoich Tychów”,
które ukazało się w dn. 23.11.2010 r., po wyborach wygranych po raz pierwszy
w pierwszej turze przez urzędującego prezydenta, z uzyskanym poparciem 55,94%
przy frekwencji 42,92%, ukazał się artykuł ponownie autorstwa Jana Mazurkiewi23
Jednym z liderów tyskich struktur powiatowych PiS jest osoba, która zarządza spółką Śródmieście wydającą tygodnik „Twoje Tychy”.
24
Tygodnik „Twoje Tychy”, 09.11.2010, nr 45/155, s. 4, http://www.tychy.pl/twojetychy/tt_155.
pdf.
Media samorządowe jako narzędzie kreacji wizerunku…
51
cza. Język tekstu sprawia wrażenie prezentacji własnego zdania dziennikarza a nie
treści rzeczowego i merytorycznego artykułu opisującego i podsumowującego
przebieg kampanii. Techniki rzetelnego przygotowywania materiałów dziennikarskich wymagają jednak, aby bezwzględnie oddzielać fakty od opinii. Do artykułu
dodane jest stanowisko ponownie wybranego prezydenta miasta, pominięto jednak
jakąkolwiek wypowiedź kontrkandydatów, którzy wybory przegrali25.
WNIOSKI
TA CZĘŚĆ BADANIA, która dotyczyła analizy treści publikowanych w tygodniku
„Twoje Tychy” w miesiącach październik–listopad 2010 r., czyli w okresie trwania
kampanii wyborczej w wyborach samorządowych, pozwoliła na sformułowanie
kilku wniosków, co do wykorzystania medium samorządowego: 1. Tygodnik stanowi kanał komunikowania się władz samorządowych z mieszkańcami, poprzez
przekazywanie treści jednostronnie formułowanych, bez uwzględnienia opinii, czy
zdań odmiennych, jakie posiada zorganizowana opozycja polityczna w mieście.
Artykuły o charakterze politycznym były pisane w sposób ocenny, bez wyraźnego
oddzielenia faktów od własnych opinii dziennikarza. 2. Podczas trwania kampanii
wyborczej w medium samorządowym nie były prezentowane podejmowane
aktywności przez komitety wyborcze, jeśli prezydent nie był w nie bezpośrednio
zaangażowany i nie dotyczyły one bezpośrednio jego kampanii wyborczej. W tygodniku nie prezentowano żadnych działań wyborczych, które prowadziły inne
komitety wyborcze, nie udostępniono na łamach gazety prezentacji kandydatów
na radnych. Tym samym medium samorządowe nie uczestniczyło w toczącej się
kampanii w sposób, który pozwalałby na prezentowanie wszystkich kandydatów
w wyborach mieszkańcom Tychów, przekazując tym samym istotne dla wyborców
informacje. 3. Zdarzało się, iż treści, które powinny być oznaczone jako reklama
wyborcza, były publikowane jako teksty dziennikarskie mogąc wprowadzać w błąd
czytelników26. W okresie trwania kampanii nie publikowano na łamach gazety
25
Autorzy nie mają wiedzy, czy autor artykułu zwrócił się o wypowiedź do kontrkandydatów czy
też ich wypowiedzi zostały pominięte. W tekście brak zaznaczenia, iż dziennikarz zwrócił się o wypowiedź do kontrkandydatów i otrzymał odmowę.
26
Dotychczas na terenie miasta Tychy nie przeprowadzono badań, które pozwoliłyby na stwierdzenie ilu mieszkańców-czytelników ma świadomość, iż tygodnik „Twoje Tychy” jest wydawany
przez spółkę gminną, co może powodować wątpliwości co do obiektywizmu zamieszczanych tam
materiałów.
52
Grażyna Piechota, Robert Rajczyk
żadnych reklam wyborczych innych niż urzędującego prezydenta, kandydatów
z jego listy wyborczej oraz kandydatów PiS oraz w 1 przypadku kandydata PO,
jednak z list do sejmiku wojewódzkiego. 4. Na łamach tygodnika w okresie 2 miesięcy opublikowano szereg artykułów, które dotyczą działań samorządu, w których
wypowiadają się: osobiście prezydent miasta, jego zastępcy, szefowie spółek
miejskich oraz naczelnicy wydziałów w Urzędzie Miasta Tychy. Nie pojawił się
żaden artykuł, w którym o opinię, zdanie, czy wskazanie kontrpropozycji dziennikarze zwróciliby się do przedstawicieli opozycji w mieście, w jednym z tekstów
przywołano propozycje zgłoszone przez opozycję, jednak bez rozwinięcia tychże
propozycji, czy oddania możliwości wypowiedzenia się przedstawicielom opozycji,
natomiast ze wskazaniem, iż propozycje są nie do przyjęcia. 5. Na okres trwania
kampanii wyborczej, zwłaszcza w jej ostatnim miesiącu zwiększono nakład tygodnika z 20 tys. do 22 tys. egzemplarzy, co może potwierdzać, iż celowo informacje
w listopadowych numerach „Twoich Tychów” były prezentowane w taki sposób,
jaki stwierdzono i opisano w wynikach analizy treści, zaś zwiększając nakład
zamierzano dotrzeć do jak największej liczby odbiorców.
Druga część badań dotyczyła okresu marzec – kwiecień 2011 r. (wybór tego
okresu został uzasadniony w metodologii badań). W tej części badania skoncentrowano się na analizie wykorzystania medium samorządowego do działań promujących kampanię społeczną związaną z przekazywaniem przez mieszkańców
Tychów 1 procent podatku tym organizacjom, które swoją aktywność prowadzą
w mieście. Urząd Miasta Tychy na swojej stronie internetowej zamieścił banner
zachęcający do tego, aby mieszkańcy pozostawiali 1 procent w mieście. Wymieniono w nim tyskie organizacje pożytku publicznego. Wydawałoby się zatem, że
taka idea powinna być kontynuowana przez medium samorządowe, które nie tyle
promując, co informując jakie są organizacje pożytku publicznego w Tychach,
zachęcałyby jednocześnie mieszkańców do deklarowania 1 procenta właśnie
tyskim o.p.p. Tyszanie w 2010 r. należeli do tych mieszkańców woj. śląskiego,
którzy najliczniej przekazali 1 procent podatku organizacjom pożytku publicznego.
W badanych miesiącach przeanalizowano ile ukazało się artykułów poświęconych
1 procentowi podatku i czy artykuły te dotyczyły konkretnej organizacji, czy też
wszystkich organizacji, które miały w 2011 r. prawo do ubiegania się o 1 procent
w Tychach. Przeanalizowano także, czy organizacje w okresie badanym korzystały
z możliwości reklamowania się za pośrednictwem medium samorządowego.
W marcu 2011 r. na łamach gazety ukazał się 1 artykuł poświęcony 1 procentowi
podatku, w którym cytowano przedstawicieli dwóch tyskich organizacji pożytku
publicznego – Hospicjum św. Kaliksta (organizacja od kilku lat buduje dom hospi-
Media samorządowe jako narzędzie kreacji wizerunku…
53
cyjny w Tychach) oraz Komitetu Ochrony Zwierząt. Ponadto w marcu na łamach
„Twoich Tychów” ukazały się jeszcze 3 artykuły poświęcone Hospicjum św. Kaliksta, z czego w 1 artykule zachęcano, aby przekazywać 1 procent na Hospicjum,
w kolejnych 2 artykułach opisywano działalność organizacji a więc de facto promowano Hospicjum. W badanym miesiącu ukazały się także 4 ogłoszenia płatne,
2 wyemitowane przez Hospicjum i 2 przez inną organizację, która nie ma siedziby
w Tychach. Natomiast w kwietniu, kiedy zdecydowanie największa liczba podatników składa zeznania podatkowe, na łamach „Twoich Tychów” nie ukazał się
żaden artykuł poświęcony przekazywaniu 1 procenta. W tym miesiącu ukazał się
1 artykuł ponownie poświęcony aktywności Hospicjum św. Kaliksta, opublikowano
też 4 reklamy Hospicjum oraz 1 reklamę organizacji spoza Tychów27. W kontekście
akcji, którą promowało miasto28, czyli zachęcania mieszkańców do przekazywania
1 procenta organizacjom działającym lokalnie, medium samorządowe skoncentrowało się jedynie na promocji jednej, konkretnej organizacji tj. Hospicjum
św. Kaliksta. Prezes Hospicjum w ostatnich wyborach samorządowych startowała
z list wyborczych urzędującego prezydenta29. Podczas kampanii wyborczej, w Biuletynach Informacyjnych Stowarzyszenia „Inicjatywa Tyska” wykorzystywano
społeczną inicjatywę – budowę hospicjum a także kapitał społeczny, który został
zgromadzony wokół tej inicjatywy, dyskontując go w prowadzonej kampanii
wyborczej. Tym samym można odnieść wrażenie, iż co prawda w mieście trwała
akcja zachęcania mieszkańców do deklarowania przekazania 1 procenta podatku
tyskim organizacjom, ale w medium samorządowym de facto promowano tylko
jedną organizację. W badanym okresie dwóch miesięcy, kiedy zdecydowana większość podatników wypełnia i składa zeznania a zatem także deklaruje swój 1
27
Z danych, które podała Izba Skarbowa w Katowicach w lipcu 2011 r., a więc po zakończeniu
obliczania, jakie kwoty zostaną przekazane na Śląsku i do których organizacji, wynikało, iż mieszkańcy Tychów i powiatu bieruńsko-lędzińskiego przekazali łącznie blisko 3 mln złotych (o prawie
500 tys. więcej, niż rok wcześniej), co średnio dawało kwotę ok. 56 złotych na jedno zeznanie podatkowe. Okazało się, że jak co roku najwyższe kwoty łączne tyszanie przekazali na warszawską organizację – Fundację Dzieciom „Zdążyć z pomocą”, na kolejnym miejscu była tyska organizacja Hospicjum im. św. Kaliksta, która otrzymała łącznie ok. 550 tys. złotych, i była to najwyższa kwota, którą
otrzymała tyska organizacja pożytku publicznego.
28
Akcja „Zostaw 1% w Tychach” była umieszczona na stronie internetowej Urzędu Miasta
w Tychach, w zakładce „Bieżące akcje” pod adresem: http://www.umtychy.pl/aktualnosci.
php?k=0&p=25&a=891&s=879,1042, odczyt z dn. 30.07.2011.
29
Komitet Wyborczy Wyborców Prezydenta Andrzeja Dziuby, lista nr 25, Okręg nr 3, Pozycja 3,
Sieczka Wiesława uzyskała 198 głosów, za: Strona internetowa Państwowej Komisji Wyborczej, http://
wybory2010.pkw.gov.pl/geo/pl/240000/247701-k-2c9682212b43a7f4012b577f78631575.html?komitet=2c9682212b43a7f4012b577f78631575&wyniki=1, odczyt z dn. 09.08.2011.
Grażyna Piechota, Robert Rajczyk
54
procent, w tygodniku „Twoje Tychy” napisano kilka artykułów, z czego wszystkie
dotyczyły aktywności tylko jednej tyskiej organizacji. Można oczywiście zakładać,
że inne organizacje w tych dwóch miesiącach nie realizowały żadnych działań,
które mogłyby stać się przedmiotem medialnej analizy, jednak na łamach tygodnika
nie zaprezentowano, poza wymienieniem w marcowym artykule nazw tyskich
organizacji, żadnych dodatkowych informacji o ich działalności.
PODSUMOWANIE
ANALIZA TREŚCI OPUBLIKOWANYCH w tygodniku „Twoje Tychy” w dwóch
okresach – kampanii wyborczej oraz podczas sprawowania mandatu, kiedy realizowana była konkretna kampania społeczna – wskazała nadużycia w wykorzystaniu medium samorządowego, wydawanego przez spółkę komunalną, która
w ponad 99% należy do miasta. Badane okresy wskazały, iż medium samorządowe
w istocie służyło do promocji lokalnego polityka, który sprawuje władzę, i jego
otoczenia. Na łamach tygodnika nie były publikowane treści, które dotyczyłyby
aktywności podejmowanych przez opozycję. W badanej realizacji prowadzonej
przez miasto kampanii „Zostaw 1% podatku w Tychach”, w medium samorządowym praktycznie promowano jedną organizację, której liderka jest powiązana
politycznie z władzami miasta, biorąc udział w wyborach samorządowych i wykorzystując wypracowany wizerunek działacza społecznego do celów politycznych.
Nasuwa się również wniosek, iż tyskie medium samorządowe nie spełnia tych
kryteriów, które w teorii wskazuje się jako wymagane dla mediów funkcjonujących
lokalnie – budowania płaszczyzny do debaty poprzez prezentowanie odmiennych
poglądów, które miałyby charakter aktywizacyjny dla lokalnej wspólnoty. Dzięki
pluralizmowi w prezentowaniu poglądów przedstawiciele wspólnoty uzyskują
prawo i możliwość debaty nad priorytetami w rozwoju lokalnym30. Analizując
zawartość treści opublikowanych w tygodniku samorządowym w dwóch wybranych okresach, można odnieść wrażenie, iż w mieście nie istnieją inne ośrodki
kształtowania opinii, które prezentowałyby odmienne poglądy na proces zarządzania miastem, co więcej, Tychy są miastem, w których nie ma problemów, jakie
należałoby poddać debacie publicznej, bo o tych problemach w medium samorządowym nie można znaleźć informacji, chyba że rozwiązywanie problemów leży
30
G. Piechota, /Nie/ład komunikacyjny w demokracji lokalnej. Komunikowanie polityczne w budowaniu lokalnego społeczeństwa obywatelskiego, Katowice 2011, s. 78 i n.
Media samorządowe jako narzędzie kreacji wizerunku…
55
w kompetencji innych podmiotów, niezwiązanych z lokalną władzą samorządową.
Reasumując wyniki badania można stwierdzić, iż medium samorządowe
w Tychach, które w ponad 99% należy do miasta jest w istocie narzędziem wykorzystywanym do budowania wizerunku prezydenta i jego otoczenia. Dbałość
o wizerunek prezydenta oraz promowanie własnej działalności eliminuje z medium
samorządowego podmioty, które nie podzielają pozytywnej opinii co do realizowanej polityki, czy też ją otwarcie krytykują a także powoduje, że wszelkie informacje, które mogłyby podważyć dobry wizerunek władz nie są przedmiotem
zainteresowania. Medium samorządowe zatem stanowi nośnik jednostronnej
informacji i komunikacji władz miasta. Komunikacja zaś stanowi jeden z elementów plebiscytyzacji polityki31. Politycy zdają sobie sprawę z wagi popularności, toteż
w przypadku polityki wyróżnia się dwa obszary – pierwszy: rzeczywisty, w którym
realizowane są wyzwania co do rozwiązywania problemów i drugi: dbałość o wizerunek, popularność, akceptację otoczenia; najbliższego – polityków z tego samego
ugrupowania politycznego oraz szeroko rozumianego otoczenia32. Jak pisze
E. Nowak, z plebiscytyzacją jest związana konieczność permanentnej legitymizacji
polityka do sprawowania władzy, która w okresach niewyborczych dokonywana
jest przez media. W istocie zatem proces ten bazuje na kompetencjach komunikacyjnych polityka33. Problemem jednak pozostaje sytuacja, gdzie legitymizacja
polityka, która powinna być uzyskiwana działaniami komunikacyjnymi opartymi
o realizowaną politykę i zdolność do budowania dialogu z otoczeniem także tym
niepopierającym priorytetów realizowanych działań, w istocie jest manipulowaniem opinią publiczną, która nie posiada wystarczających kompetencji albo też
zainteresowania w tym, aby skutecznie przeciwdziałać jednostronnym informacjom
publikowanym dzięki nadużyciom mediów samorządowych. Tym samym takie
media pozwalają politykom lokalnym na komunikowanie się z otoczeniem, które
pozbawione jest obiektywnej i pełnej prezentacji faktów, co wynika z władztwa nad
mediami spoczywającym w rękach lokalnego polityka. Taki stan uzasadnia stawiane postulaty likwidacji mediów samorządowych, jako mediów dzięki którym
31
Coraz częściej zdarza się, że oba te pojęcia: polityka i komunikacja są utożsamiane, choć już
w latach 60. XX w. Deutsch twierdził, iż rządzenie jest przede wszystkim kwestią komunikowania,
por. K.W. Deutsch, The Nerves of Government. Model of Political Communication and Control, New
York 1963.
32
H.M. Kepplinger, Demontaż polityki w społeczeństwie informacyjnym, Kraków 2007.
33
E. Nowak, Plebiscytyzacja polityki – media i opinia publiczna jako źródła legitymizacji władzy,
(w:) Władza i przywództwo polityczne w demokracji, red. E. Nowak, D. Litwin-Lewandowska, Lublin
2010.
Grażyna Piechota, Robert Rajczyk
56
dochodzi do propagandy i manipulowania informacją a także eliminowania
udziału w debacie publicznej osób posiadających inne poglądy czy wyrażających
odmienne opinie. Michał Kulesza, podczas konferencji w Krakowie w 2009 r.
podkreślał rolę mediów samorządowych, w sytuacji, kiedy na gruncie lokalnym
nie działają inne komercyjne media lokalne34. Taką działalność samorządu wówczas
można byłoby uznać za istotną z punktu widzenia zapewnienia mieszkańcom
właściwego dostępu do informacji. Pogląd wygłoszony przez Michała Kuleszę nie
spotkał się z aprobatą Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Izby Wydawców
Prasy, które podkreślały, iż co prawda media lokalne mają istotne znaczenie
dla budowania społeczeństwa obywatelskiego, powinny jednak także pełnić funkcje kontrolne wobec władzy, a jak zaznaczały HFPC i IWP najczęściej tak się nie
dzieje. I trudno wyobrażać sobie, iż będzie inaczej, skoro media samorządowe, jak
wykazało i to badanie oraz przywołane we wstępie wyniki badań ilościowych
przeprowadzonych przez współautorkę artykułu, są w pełni kontrolowane przez
władze samorządowe. Wydaje się, że teza o bezstronności mediów samorządowych
stanowi określenie pewnego punktu idealnego, w którym zgodnie z poglądem
profesora Kuleszy mieszkańcy mają prawo do informacji i otrzymywania jej
od samorządu, z drugiej jednak strony, badania zaprezentowały praktyczny wymiar
roli mediów samorządowych – roli opisanej przez samych przedstawicieli samorządu, jako narzędzie kreowania wizerunku lokalnych władz. Należy stwierdzić
także, iż społeczności lokalne potwierdzają swoją słabość obywatelską pozwalając
władzy lokalnej na emisję mediów za pieniądze publiczne, w których informacja
ma charakter jednostronny i służy raczej celom wizerunkowym i propagandowym
niż rzeczywistemu budowaniu wspólnoty lokalnej i jej informowaniu oraz aktywizowaniu wokół lokalnych spraw. Podkreślane w literaturze zadania, które
powinny być realizowane przez media samorządowe w sferach: informacyjnej,
aktywizacyjnej, budowania poczucia wspólnoty, integracji migrantów, czy promowania postaw obywatelskich wśród mieszkańców, nie są przez tyskie medium
samorządowe realizowane. Reasumując powyższe rozważania oraz sformułowane
wnioski należy stwierdzić także, iż obszar funkcjonowania mediów samorządowych należy do tego, który wraz z rozwojem samorządności oraz ciągłym zwiększaniem się zależności pomiędzy polityką a procesami komunikacji i współpracy
z mediami, powinien być przedmiotem badań pogłębionych, także jeśli chodzi
o badanie poziomu wiedzy mieszkańców czerpiących informacje z konkretnych
34
W Tychach, oprócz tygodnika samorządowego, są wydawane dwa komercyjne tygodniki –
„Echo” oraz dodatek lokalny do „Dziennika Zachodniego”.
Media samorządowe jako narzędzie kreacji wizerunku…
57
źródeł. Innymi słowy, należałoby badania koncentrować nie tylko na samej analizie treści mediów samorządowych czy zasadach współpracy pomiędzy lokalnymi
politykami a mediami, ale też na analizie zachowań mieszkańców, a w określonych
okresach także decyzji wyborców będących pochodną procesów komunikacji
i źródeł, z których głosujący czerpią informacje podejmując decyzje polityczne.
58
Grażyna Piechota, Robert Rajczyk
Local Authorities’ Media as a Method
of Creating the Local Leader’s and His Supporting Group Public
Image (Analising the Content of Local Autorities’
Weekly Magazine „Twoje Tychy”)
THE ARTICLE CONCERNS the usage of weekly magazine “Twoje Tychy” in two months
period of electoral campaign before the local elections in 2010 and in two months period
during the media event “Zostaw 1% podatku w Tychach” in spring 2011. According to the
analysis, the weekly magazine’s content mostly consists of the mayor’s description of his
public activity or his political allies or supporters in local NGOs. One of them, the chairwoman of non-governmental organisation, took part in local elections as a candidate of
mayor’s electoral committee. Then in spring 2011, her NGO has been being promoted in
“Twoje Tychy” in intensively way. Although the Tychy town is over 99% shareholder of the
company – a publisher of “Twoje Tychy”, there is any widely-opened debate about the
important local issues in magazine. Either names nor ideas of the his political opponents
are not even being mentioned.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Wojciech Furman
PSEUDOWYDARZENIE
W PUBLIC RELATIONS I DZIENNIKARSTWIE
D.J. BOORSTIN OKREŚLIŁ PSEUDOWYDARZENIA w sposób dający podstawę do
utożsamienia ich z podstawowymi technikami public relations, jakie zmierzają do
wywarcia wpływu na treść publikacji dziennikarskich. Spróbujmy sprawdzić, czy
współcześnie rzeczywiście tak jest.
POJĘCIE
PSEUDOWYDARZENIA
PSEUDOWYDARZENIE PSEUDO-EVENT POJAWIŁO się w tytule wydanej po raz
pierwszy w 1961 r. pracy, której autorem jest Daniel J. Boorstin. Na początku swego
dzieła wyliczył on następujące cechy pseudowydarzenia: (1) nie jest spontaniczne,
lecz zaplanowane, dodane, wzniecone – nie jest to na przykład katastrofa, lecz
wywiad; (2) jego celem jest spowodowanie przekazu medialnego, dlatego zostało
zaaranżowane w sposób wygodny dla zrelacjonowania w mediach; (3) jego sukces
daje się zmierzyć zasięgiem przekazów medialnych; (4) stosunki czasowe (time
relations) są w nim często fikcyjne lub sztuczne, doniesienie zostało sporządzone
w celu późniejszego wykorzystania i napisane tak, jakby zdarzenie już miało
miejsce; (5) od pytania „czy to prawda?” ważniejsze jest pytanie „czy to interesujące?”; (6) jego stosunek do rzeczywistej sytuacji jest dwuznaczny (ambiguous) i ta
dwuznaczność nadaje wartość pseudowydarzeniu: w doniesieniu o wypadku ważne
jest samo zdarzenie i jego konsekwencje, natomiast w wywiadzie ważne jest pytanie o motywy wypowiadającej się osoby i dociekanie znaczenia tej wypowiedzi;
(7) pseudowydarzenie zostało zamierzone jako samospełniająca się przepowiednia,
Wojciech Furman
60
na przykład uroczyste obchody rocznicy działalności hotelu mają świadczyć, że
hotel ten jest renomowaną instytucją1.
Oprócz wspomnianych wywiadów i komunikatów dla mediów za typowe
pseudowydarzenia Boorstin uznał publiczne przemówienia przygotowane przez
sztab doradców, konferencje prasowe, telewizyjne pojedynki kandydatów w wyborach, teleturnieje oraz przecieki do mediów. Większość z nich służy budowaniu
popularności polityków, nawet jeśli zawierają werbalną krytykę. Pseudowydarzenia
stanowią podstawę dla kolejnych pseudowydarzeń i spekulacji.
Pseudowydarzenie w rozumieniu Boorstina jest bardziej żywe niż skromna
rzeczywistość. Składa się na to osiem przyczyn: (a) pseudowydarzenie jest bardziej
dramatyczne, debata telewizyjna została starannie zaplanowana, co różni ją od
spontanicznej wymiany opinii czy pojedynczych wypowiedzi; (b) uczestnicy
pseudowydarzenia zostali tak dobrani, aby relacja w mediach była żywa i interesująca; (c) pseudowydarzenie może być powtarzane, co wzmacnia jego oddziaływanie; (d) przygotowanie pseudowydarzenia jest kosztowne, dlatego zapowiada
się je wcześniej, aby nikt go nie przeoczył; (e) pseudowydarzenie zostało zaplanowane jako łatwo zrozumiałe, dlatego jest bardziej przekonujące od rzeczywistego
wydarzenia; (f) pseudowydarzenie jest łatwe do oglądania, odbywa się o dogodnej
porze i stanowi dobry temat rozmów; (g) znajomość pseudowydarzeń cechuje
osobę dobrze poinformowaną; (h) pseudowydarzenia rozpowszechniają się
w postępie geometrycznym2.
W dalszych partiach swego dzieła Boorstin rozszerzył pojęcie pseudowydarzenia.
Celebryta znany z tego, że jest znany został określony jako ludzki przypadek pseudowydarzenia. Atrakcje organizowane dla turystów i udające rzeczywiste obyczaje
tubylców – to też pseudowydarzenia. Filmy dla masowej publiczności, oparte na
schematycznie uproszczonych wątkach, dające powierzchowne i szybko zapominane, choć mocne przeżycia – to obrazy, które w świecie wartości są tym, czym jest
pseudowydarzenie w świecie faktów3. Znajdujemy tu zatem nawiązanie do wielu
wątków XX-wiecznej krytyki kultury masowej, jakie są znane z innych dzieł4.
1
2
3
4
D.J. Boorstin, The Image. A Guide to Pseudo-Events in America, New York 1992, s. 11–12.
Ibidem, s. 39–40.
Ibidem, s. 185.
Na przykład Kultura masowa, red. C. Miłosz, Kraków 2002.
Pseudowydarzenie w public relations i dziennikarstwie
61
PSEUDOWYDARZENIE
JAKO TECHNIKA PUBLIC RELATIONS
Większość wymienionych powyżej przykładów pseudowydarzeń – poza przeciekami – jest znana jako techniki public relations (PR). Rozumiemy tu działania
PR jako komunikowanie się organizacji z jej otoczeniem podejmowane w celu
regulowania wzajemnych stosunków, zyskania akredytacji otoczenia lub zdyskredytowania konkurentów organizacji, odpowiedzenia na potrzeby poznawcze
otoczenia oraz wywarcia korzystnego wrażenia na otoczeniu, co pomaga organizacji w osiąganiu jej partykularnych celów. Przekazy PR opierają się na obiektywnie przedstawionych faktach, aktualnych lub mających aktualne znaczenie,
ukształtowanych i ułożonych w narrację na podstawie wyobrażenia o partykularnym interesie organizacji5.
Spróbujmy odnieść się do kolejnych cech pseudowydarzenia z punktu widzenia
wiedzy o PR. Cecha wymieniona jako (1) odsyła do istoty działań PR. Klasyfikacja,
jaką zaproponowali Grunig i Hunt pozwala określić takie działanie jako zgodne
z modelem komunikowania asymetrycznego6. Polega ono na stosowaniu perswazji przez nadawcę przekazów, przy uwzględnianiu postaw i poglądów odbiorców.
Przekaz opiera się na obiektywnie przedstawionych faktach. Celem nadawcy jest
skłonienie racjonalnie myślących odbiorców do zrozumienia punktu widzenia
nadawcy i przyjęcia jego argumentów. Dla zwrócenia uwagi odbiorców, dla wyrazistego przedstawienia swoich racji oraz dla wywarcia zamierzonego wpływu na
odbiorców (czyli dla uzyskania fortunności swych wypowiedzi performatywnych –
jeśli użyć języka J. Austina7) nadawca nie ogranicza się jednak do rzeczowego
przedstawienia argumentów. Byłoby to tylko działanie PR wedle modelu informacji publicznej lub komunikowania symetrycznego. Komunikowanie asymetryczne
w PR wymaga dodatkowego wzmocnienia przekazu.
Przykładem może być jedno z pierwszych wydarzeń zainscenizowanych dla
mediów, czyli akcja „Pochodnie wolności”, której autorem był Edward Bernays.
W niedzielę wielkanocną 1922 r. Piątą Aleją w centrum Nowego Jorku przeszła
grupa kobiet, które demonstracyjnie paliły papierosy. Nie wystarczyło tłumaczyć,
że dążenia do emancypacji kobiet są słuszne – należało trafić na pierwsze strony
5
Piszę o tym szerzej w Dominacja czy prozumienie? Związki między dziennikarstwem a public
relations, Rzeszów 2009, s. 123–124.
6
J.E. Grunig, T. Hunt, Managing Public Relations, New York 1984, s. 37–41
7
J. Austin, Mówienie i poznawanie. Rozprawy i wykłady filozoficzne, Warszawa 1993, s. 637.
62
Wojciech Furman
gazet, wywołać skandal i oburzenie w całym kraju, a przy okazji wesprzeć partykularny interes producenta papierosów Lucky Strike. To, co wyglądało na spontaniczną manifestację, było wydarzeniem zaplanowanym dla mediów8. Przyznawał
sam Bernays, choć w jego czasach działania PR zgodne z modelem komunikowania asymetrycznego określano jako propagandę i przypisywano jej większe niż
współcześnie możliwości oddziaływania: „Modern propaganda is a consistent,
enduring effort to create or shape events to influence the relations of the public to
an enterprise, idea or group”9.
W akcji „Pochodnie wolności” daje się wyróżnić wszystkie osiem powodów,
zacytowanych powyżej za Boorstinem, dla których wydarzenie zaplanowane
i przygotowane jest bardziej poruszające od zwykłego wydarzenia.
Ten przykład potwierdza, że każde działanie jest równocześnie wywieraniem
wrażenia na otoczeniu przez działającego aktora, a każde komunikowanie (lokucja)
jest równocześnie działaniem (illokucją), potencjalnie powodującą pewien skutek
(perlokucja). W przypadku pseudowydarzenia zamiar wywarcia wrażenia i osiągnięcia skutku jest wyraźny.
Cecha pseudowydarzenia przedstawiona jako (2) oznacza działania zmierzające
do zdobycia rezonansu medialnego dla poczynań aktora politycznego. Są to polityczne media relations, stanowiące część PR. Skuteczne prowadzenie takich działań
wymaga dostosowania się przez aktora do logiki mediów, o czym będzie mowa
w kolejnym punkcie.
Cecha (3) czyli uznanie zasięgu przekazów za miarę powodzenia działań wskazuje na model rozgłosu, stanowiący jeden z czterech modeli PR wedle wspomnianej już koncepcji Gruniga i Hunta. Model rozgłosu (press agentry/publicity) został
ukształtowany jeszcze w XIX w.10 Polegał na przyciąganiu uwagi gawiedzi przez
spektakularne imprezy (specjalizował się w nich cyrk Barnuma) oraz na zasypywaniu ówczesnej prasy popularnej relacjami z tych imprez i opowieściami zawierającymi sporą dozę fikcji. Miarą skuteczności działań była liczba odbiorców tych
niekoniecznie obiektywnych informacji i częściowo zmyślonych opowieści. Za
współczesny odpowiednik takiego postępowania, prowadzącego do medialnego
rozgłosu, należy uznać soft news w mediach popularnych, w tym zwłaszcza donie8
Opis akcji wg H. Avenarius, Public Relations. Die Grundform der gesellschaftlichen Kommunikation, Darmstadt 2000, s. 1–2.
9
E. Bernays, Propaganda, New York 2005, s. 52. Nowoczesna propaganda jest spójnym, trwałym
działaniem na rzecz tworzenia lub kształtowania wydarzeń w celu wpłynięcia na stosunek publiczności do przedsiębiorstwa, idei lub grupy.
10
J.E. Grunig, T. Hunt, op.cit., s. 27–30.
Pseudowydarzenie w public relations i dziennikarstwie
63
sienia dotyczące celebrytów11. Balansowanie na granicy prawdy i fałszu oraz
wprowadzanie królestwa dwuznaczności Wiesław Godzic określił jako jedną z cech
wyróżniających media popularne12.
Cecha (4) wynikała z ówczesnego poziomu techniki medialnej i straciła na
znaczeniu razem z rozpowszechnieniem elektronicznych relacji na żywo. Zachowała się tylko w śladowej postaci jako udostępnianie dziennikarzom tekstów
ważnych przemówień pod warunkiem embargo, czyli zobowiązania do nierozpowszechniania treści tych tekstów zanim nie zostaną wygłoszone publicznie. Cecha
(5) dotyczy dziennikarskich kryteriów selekcji materiałów, o czym wspomnimy
w następnym punkcie. Cecha (6), czyli dociekanie znaczenia zdarzeń lub wypowiedzi, dotyczy dziennikarstwa interpretującego, w tym spinu i kontrspinu, co
również zostanie rozpatrzone w dalszym ciągu naszych rozważań.
Natomiast cecha (7), czyli wydarzenie zaplanowane jako samospełniająca się
przepowiednia, odnosi się teorematu Thomasa: Rzecz uznana przez ludzi za realną
powoduje realne następstwa13. Pseudowydarzenie byłoby zatem potwierdzeniem
słuszności tego teorematu pod warunkiem, że odbiorcy przekazu uznają go za
wiarygodny; lub też – mówiąc językiem J. Austina – że wypowiedź performatywna
okaże się udana.
Wspomniane przez Boorstina jako przykłady pseudowydarzeń wywiady z politykami, komunikaty dla mediów, publiczne wystąpienia i konferencje prasowe
zaliczamy bez trudu do technik PR. Wątpliwości może budzić przeciekanie do
mediów obiektywnie przedstawionych faktów, a także rozpowszechnianie i publikowanie poglądów, pogłosek i plotek.
Niepewna wiadomość o wydarzeniu to pogląd lub prognoza (jeśli nadawca
wskazuje na wątpliwą wartość logiczną przekazu) albo też pogłoska lub plotka (jeśli
brak takiego zastrzeżenia)14. Odróżniamy tu pogłoskę (rumour) jako wiadomość
niepewną i trudną do zweryfikowania, lecz mającą potencjalne duże znaczenie
polityczne lub gospodarcze od plotki (gossip), którą Colin Seymour-Ure określił
jako trywialną i przynoszącą wzajemne korzyści formę interakcji społecznej15.
11
Potwierdza to, powołując się na Boorstina, W. Godzic, Znani z tego, że są znani. Celebryci
w kulturze tabloidów, Warszawa 2007, s. 44 i n.
12
Ibidem, s. 69.
13
P. Sztompka, Socjologia. Analiza społeczeństwa, Kraków 2002, s. 251.
14
Pogląd dotyczy faktów, o której prawdziwości lub fałszywości nie jesteśmy w stanie orzec
(L. Kołakowski, Wśród znajomych, Kraków 2004, s. 31–32).
15
C. Seymour-Ure, Prime Ministers and the Media. Issues of Power and Control, Oxford 2003,
64
Wojciech Furman
Plotki dotyczą zatem takich specyficznych pseudowydarzeń, które zaliczymy do
sfery działania wspomnianych wyżej mediów popularnych.
Więcej uwagi wymagają natomiast pogłoski i prognozy (speculations). Prognoza
jest rodzajem poglądu, a od pogłoski różni ją osoba nadawcy: znana w przypadku
prognozy lub skryta w przypadku pogłoski. Pogłoski oraz prognozy mają duże
znaczenie i opierają się na niepewnych wiadomościach, które w danej sytuacji są
niemożliwe do zweryfikowania, lecz być może zostaną potwierdzone lub obalone
w przyszłości. Rozróżnienie pogłoski i prognozy pozwala bliżej określić tak zwane
czarne PR. Będą to przekazy stanowiące specyficzny rodzaj pogłosek: pochodzące
od skrytego nadawcy, o niemożliwej do zweryfikowania treści, sporządzone w celu
zaszkodzenia czyjejś reputacji, czyli z wyraźnym zamiarem fortunności przekazu.
Zamiast ogólnikowego „przecieku” będziemy zatem mówili o (1) ujawnianiu
obiektywnie przedstawionych faktów; (2) publikowaniu poglądów i prognoz;
(3) rozpowszechnianiu pogłosek lub (4) rozpowszechnianiu plotek. Tylko rozpowszechnianie pogłosek i plotek daje się określić jako publikacja o pseudowydarzeniach.
W porównaniu do dwóch wymienionych powyżej modeli PR wg Gruniga
i Hunta (rozgłos i komunikowanie asymetryczne) dwa pozostałe modele przedstawiają się skromnie. Model informacji publicznej realizują przekazy oparte na
obiektywnie przedstawionych faktach. Fakty te zostały dobrane, zinterpretowane
i ocenione z partykularnego punktu widzenia organizacji prowadzącej działania
PR, lecz nie dążącej do celów komercyjnych ani politycznych. Natomiast model
komunikowania symetrycznego zakłada wzajemną wymianę przekazów oraz
gotowość przyjęcia racjonalnych argumentów partnera dyskusji16. Obie strony
zachowują przy tym warunki prawomocności swych wypowiedzi: prawdziwość
zdań w sensie logicznym, słuszność norm działania, adekwatność standardów
wartościowania, szczerość ekspresji, zrozumiałość przekazów17. Cechy te eliminują
pseudowydarzenia z działań PR prowadzonych zgodnie z modelem informacji
publicznej i modelem komunikowania symetrycznego.
s. 204. Identyczne rozróżnienie plotki i pogłoski znajdujemy w J.B. Thompson, Skandal polityczny.
Władza i jawność w epoce medialnej, Warszawa 2010, s. 42–45.
16
Dialog wymaga nie tylko dobrej woli obu partnerów – gotowości do widzenia w tym drugim
partnera właśnie, a nie śmiertelnego wroga, którego wszelkimi środkami zniszczyć należy – ale także
pewnego stopnia niepewności z obu stron (L. Kołakowski, Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania,
Kraków 2009, s. 78).
17
Roszczenia do prawomocności wg J. Habermas, Teoria działania komunikacyjnego, t. 1, Warszawa 1999, s. 55.
Pseudowydarzenie w public relations i dziennikarstwie
65
Tabela 1. Pseudowydarzenia z perspektywy PR
Weryfikacja treści
Źródło i rodzaj przekazu
Źródło
znane
możliwa
niemożliwa
przekaz
zwykły
• Informacja publiczna
• Komunikowanie symetryczne (dyskusja)
• Pogląd
• Prognoza
przekaz
wzmocniony
• Komunikowanie asymetryczne (perswazja)
• Soft news
• Pogląd
• Prognoza
Źródło nieznane
• Plotka
• Pogłoska, w tym czarne PR
Pseudowydarzenia zostały zacienione
Źródło: opracowanie własne.
Z punktu widzenia PR należy wyróżnić sześć typów przekazów o pseudowydarzeniach, zacienionych w tabeli 1: (1) komunikowanie asymetryczne o zaplanowanych bądź zrealizowanych wydarzeniach, dokonywane z naciskiem na wywarcie
zamierzonego wpływu na odbiorców; (2) dążenie do rozgłosu czyli współczesne
soft news; (3) rozpowszechnianie poglądów; (4) rozpowszechnianie prognoz;
(5) pogłoski, w tym czarne PR; (6) rozpowszechnianie plotek.
Poglądy i prognozy występują w tabeli 1 dwukrotnie, ponieważ mogą mieć
postać zarówno przekazu zwykłego, jak też przekazu wzmocnionego. Różnica
między obydwoma rodzajami przekazów jest wprawdzie subtelna, lecz dostrzegalna. Można ją określić na przykładzie różnicy pomiędzy rzeczową, liczbową
prognozą wyników gospodarczych a pochlebnym bądź krytycznym komentowaniem tego spodziewanego przebiegu wydarzeń.
PSEUDOWYDARZENIE JAKO PODSTAWA PUBLIKACJI
DZIENNIKARSKIEJ
DZIENNIKARSTWO POLEGA NA sporządzaniu przekazów opartych o obiektywnie
przedstawione fakty, aktualne lub mające aktualne znaczenie. Podstawą kształtowania, selekcji, oceny i interpretacji tych faktów jest interes docelowej grupy odbiorców
(w przypadku nadawcy stronniczego) lub szerzej – interes społeczny (w przypadku
nadawcy mieszczącego się w głównym nurcie publikacji medialnych).
Zgodnie z uwagą Bernarda Manina, zacytowaną przez Jürgena Habermasa we
wstępie do drugiego wydania jego dzieła o przemianach sfery publicznej „źro-
Wojciech Furman
66
dłem prawomocności (decyzji politycznych) nie jest predeterminowana wola
jednostek, lecz raczej proces jej formowania, to znaczy deliberacja sama w sobie.
Prawomocna decyzja nie reprezentuje woli wszystkich, lecz jest rezultatem
deliberacji wszystkich”18.
Traktujemy tu przekazy dziennikarskie jako udział w deliberacji różnych grup
społecznych, prowadzącej do wypracowania tymczasowej postaci dobra wspólnego.
Różni je to od przekazów PR, formułowanych wedle wyobrażenia o interesie
partykularnym.
Z punktu widzenia dziennikarstwa wstępnie określimy tworzenie pseudowydarzeń bądź jako powiększanie puli wydarzeń, z której następnie zostaną wybrane
fakty do przedstawienia w mediach, bądź też jako nadawanie wydarzeniom postaci
bardziej żywej, atrakcyjnej i łatwej do zrozumienia. Informowanie to wszak nadawanie formy, czyli czerpanie z masy wydarzeń i tworzenie z nich informacji. Istnieją
kryteria dziennikarskiej selekcji faktów, na przykład Wolfgang Donsbach wyróżnił
kryteria pierwotne (wartość informacji, linia redakcyjna, cele komercyjne wydawcy,
pozycja i autorytet źródła informacji) oraz kryteria wtórne (motywy zawodowe
dziennikarza, jego wyobrażenie o roli społecznej, pozycja w społeczeństwie, kompetencje zawodowe, zasady etyczne, wewnętrzne procedury redakcyjne)19.
Zrozumieniu okoliczności, które sprzyjały kształtowaniu się pseudowydarzeń,
mogą służyć spostrzeżenia, jakie poczynił Colin Seymour-Ure obserwując ewolucję sfery komunikowania politycznego w Wielkiej Brytanii. Aż do lat 60. XX w.
istniała tam stosunkowo nieliczna grupa korespondentów parlamentarnych, zajmujących się informowaniem o przebiegu pracy parlamentu. Stosunki tych
korespondentów z politykami opierały się na wzajemnym zaufaniu. Na życzenie
polityków ich wypowiedzi były publikowane jako pochodzące z „wysoko postawionego źródła”, lecz bez podawania nazwisk20. Czytelnicy ufali rzetelności
dziennikarzy, przynajmniej tych pracujących dla quality papers.
Zmianę przyniosło upowszechnienie telewizji. Wykształcił się wówczas dualny
system dostępnych dla wszystkich dziennikarzy konferencji prasowych oraz nieoficjalnych briefingów, odbywanych – jak dawniej – w atmosferze zaufania. Podczas
transmitowanych na żywo konferencji prasowych i wywiadów polityk przemawia
wprost do publiczności. Może w ten sposób wiele zyskać, ale też ryzykuje wpadkę
18
J. Habermas, Strukturalne przeobrażena sfery publicznej, Warszawa 2008, s. 34–35.
W. Donsbach, Journalist, (w:) Das Fischer Lexikon. Publizistik Massenkomunikation, red.
E. Noelle-Neumann, W. Schulz, J. Wilke, Frankfurt 2002, s. 109.
20
C. Seymour-Ure, , op.cit., s. 181.
19
Pseudowydarzenie w public relations i dziennikarstwie
67
i utratę zaufania. Aby zminimalizować to ryzyko, konferencje prasowe i inne
wystąpienia publiczne bywają do pewnego stopnia inscenizowane. Każda ze stron
może się mniej lub bardziej starannie przygotować do konferencji i wywiadu oraz
uzyskać większe lub mniejsze efekty. Efekty te zależą od wielu czynników i tylko
po części poddają się kontroli każdej ze stron.
Seymour-Ure wymienił cztery typy konferencji prasowych: rutynowe, stanowiące kulminację rokowań, przedstawiające gorące wiadomości, przeglądowe
(stocktaking)21. Typ pierwszy i czwarty są szczególnie podatne na to, aby zamiast
przekazywania istotnych wiadomości służyć przede wszystkim demonstrowaniu
zalet i zasług osób sprawujących władzę, co daje podstawę do zaliczenia tych
konferencji do pseudowydarzeń.
Brian McNair wyróżnił trzy typy wywiadów z politykami: (1) krótka, liczona
bardziej w sekundach niż minutach wypowiedź stanowiąca reakcję polityka na
wydarzenie; (2) umówiony i wstępnie przygotowany wywiad, wskazujący na
możliwe implikacje określonego wydarzenia; (3) długa rozmowa (set-piece), podczas której znaczący polityk przedstawia dziennikarzowi o uznanej pozycji zawodowej swoją wizję rzeczywistości i ogólne koncepcje polityczne22.
Zarówno konferencja prasowa, jak i wywiad są dla dziennikarzy sposobami
zbierania materiałów, a wywiad jest ponadto gatunkiem dziennikarskim; dla
specjalistów PR są to natomiast sprawdzone techniki działania. Nabrały znaczenia
i rozwinęły się wraz z możliwością relacjonowania wydarzeń na żywo.
W latach 80. XX w. w brytyjskim słowniku politycznym pojawił się termin
spinning, na oznaczenie działań specjalisty PR mających na celu selekcjonowanie,
ocenianie i interpretowanie przekazywanych mediom informacji. Sposoby na
spinning to częściowe, niedokładne informowanie, narzucona ocena i interpretacja,
a nawet rodzaj manipulacji23. Spin doctor dba o wyciszenie znaczeń pojmowanych
jako niekorzystne dla swego klienta oraz o nagłośnienie znaczeń korzystnych24. Do
znaczeń niekorzystnych zaliczymy rozpowszechnianie pogłosek oraz szerzej –
czarne PR. Polskie doświadczenie pozwala uzupełnić ten zestaw technik o oświadczenia, korygujące nieprzemyślane wypowiedzi polityka:
21
Ibidem, s. 176.
B. McNair, Journalism and Democracy. An evaluation of the political public sphere, London 2000,
s. 86–88.
23
C. Seymour-Ure, op.cit., s. 151. W polskim języku potocznym określimy spin jako nawijanie
lub odwracanie kota ogonem.
24
B. McNair, op.cit., s. 125.
22
68
Wojciech Furman
„Lech Wałęsa dał się poznać jako mówca, który podczas szerszego objaśniania
swoich idei stosuje obrazowe chwyty stylistyczne. Robi to po części dla ubarwienia
języka, a po części dla satysfakcji dziennikarzy, mogących go dzięki temu lepiej
cytować i komentować. Niestety, część żurnalistów posuwa się ostatnio zbyt daleko
w interpretowaniu albo wręcz przeinaczaniu jego wypowiedzi, co nie zmienia faktu,
że gromy zbiera on. Kiedy Lech Wałęsa mówi o »wojnie politycznej« w elitach
władzy, mając na myśli konieczność przebijania się do nich ze świeżymi głowami
i pomysłami, jego antagoniści tendencyjnie zaczynają krzyczeć, że »Wałęsa wypowiada wojnę rządowi«. Z kolei gdy używa słowa »siekiera«, mówiąc o potrzebie
twardego tępienia wszelkiego typu nadużyć i cwaniactwa, rozlegają się lamenty, iż
robi zamach na demokrację niczym Piłsudski w 1926 r.”25.
Spin oznacza działania PR prowadzone na najwyższym znanym dotychczas
poziomie gry polityków i dziennikarzy, jaka zmierza do kontrolowania dyskursu.
Na poziomie podstawowym były to działania rzecznika prasowego, który spełniał
dla dziennikarzy funkcje usługowe: udostępniał komunikaty prasowe i teksty
przemówień polityków, ułatwiał kontakty i pomagał w zbieraniu materiałów. Były
to działania PR zgodne z modelem informowania publicznego, a o żadnych pseudowydarzeniach nie mogło być mowy.
Poziom średni to działania PR zgodne z modelem komunikowania asymetrycznego: przygotowane wywiady, konferencje prasowe, telewizyjne pojedynki kandydatów, akcje i imprezy. Są w znacznej części przedstawiane na żywo i konkurują o uwagę
odbiorców. Znaczenia nabrał atrakcyjny sposób prezentacji, uproszczona i łatwo
zrozumiała treść, skuteczne wywarcie wpływu na odbiorców. Równolegle, zwłaszcza
w mediach popularnych, stosowane jest dążenie do rozgłosu: soft news, półprawdy,
plotki. Są to wszystko pseudowydarzenia z zestawu przedstawionego przez Boorstina.
Czasami pojawiają się również przykłady komunikowania symetrycznego w postaci
długiej rozmowy autorytetów politycznych z uznanymi dziennikarzami, służącej
poważnej refleksji i odbywanej w atmosferze wzajemnego szacunku.
Poziom najwyższy to spin specjalistów PR, czyli wyrafinowane techniki komunikowania asymetrycznego, oraz kontrspin wytrawnych dziennikarzy26. Obejmuje
informowanie, ale także wypytywania i interpretowanie. Dociekliwe, czasem nawet
bezczelne pytania dziennikarzy pozwalają przebić się przez otoczkę spinu. Agresywny
25
Oświadczenie sekretarza Lecha Wałęsy z 17 maja 1990 r., jakie przytoczył J. Kurski, Wódz,
Warszawa 1991, s. 63–64.
26
Przykładowe wyliczenie technik spinu (jednoznaczna interpretacja, nasycenie przekazami,
życzliwy kontekst, dodatkowe elementy) i kontrspinu (lekceważenie, negatywizm, sportowy charakter,
interpretacja) podaję w: W. Furman, Dominacja czy porozumienie…, s. 156–158.
Pseudowydarzenie w public relations i dziennikarstwie
69
wywiad, wnikliwy komentarz lub dziennikarstwo śledcze dają odbiorcom szansę
oporu wobec natrętnych działań PR, prowadzonych profesjonalnie przez spin doctors.
„Interpretation (…) is an intelligible journalistic adaptation to an environment
which is highly competitive, information-rich and intensively manipulated by
political actors (…) In a world of spin and intensified news management, political
commentary is the best counter-spin we have”27.
Dodajmy, że interakcja specjalistów PR i dziennikarzy może zachodzić na
wszystkich trzech poziomach równocześnie. Z punktu widzenia dziennikarstwa
można wstępnie wskazać na tylko dwa typy wydarzeń.
Typ pierwszy spełnia dziennikarskie kryteria selekcji dla założonej, liczniejszej
lub mniej licznej grupy docelowej odbiorców. Przykładem może być okrągła
rocznica działalności miejscowego dealera samochodów „Volvo”, obchodzona
w siedzibie firmy z udziałem grupy przedsiębiorców z regionu oraz wokalistki Kory,
a następnie zrelacjonowana wieloma barwnymi zdjęciami w dziale „Towarzyskie
zdarzenia” regionalnego dwumiesięcznika zatytułowanego skromnie „VIP Biznes
& Styl”28. Podobnie dla dziennikarza nie jest pseudowydarzeniem wywiad (odbywany na żywo lub w postaci dłuższej rozmowy), konferencja prasowa, telewizyjny
pojedynek kandydatów, ogłoszenie prognozy, impreza czy akcja. Każda z tych
technik daje okazję do gry aktorów politycznych, specjalistów PR i dziennikarzy
odbywanej na poziomie średnim lub wysokim i prowadzonej w ramach socjotechniki integracji, w znaczeniu, jakie nadał temu pojęciu Piotr Pawełczyk29.
Typ drugi jest pseudowydarzeniem: wyraża partykularny interes nadawcy i tylko
symuluje spełnianie kryteriów dziennikarskiej selekcji. Będzie to np. rutynowa lub
przeglądowa impreza, konferencja prasowa albo treść rutynowego komunikatu dla
mediów. Są to przypadki, w których organizacja prowadząca działania PR nie ma
wiele do powiedzenia, ale jednak mówi, dążąc do zyskania rezonansu medialnego.
Taki podział oznacza ścisłe powiązanie treści przekazu dziennikarskiego z założonymi potrzebami poznawczymi grupy docelowej. Na przykład soft news raz
będzie doniesieniem istotnym, a raz – pozornym, tylko w zależności od spodziewanych oczekiwań grupy docelowej. Natomiast na pograniczu wydarzeń o zna-
27
B. McNair, op.cit., s. 82–83. „Interpretacja (…) jest inteligentnym dziennikarskim adaptowaniem się do środowiska, które jest wysoce konkurencyjne, bogate w informacje oraz intensywnie
manipulowane przez aktorów politycznych (…) W świecie spinu i intensywnego zarządzania informacją komentarz polityczny jest najlepszą formą kontrspinu, jaką posiadamy”.
28
„VIP Biznes & Styl” 2009, nr 6, s. 104.
29
P. Pawełczyk, Socjotechniczne aspekty gry politycznej, Poznań 2000, s. 178–181.
Wojciech Furman
70
czeniu rzeczywistym lub pozorowanym należy usytuować tymczasowo niemożliwą
do zweryfikowania plotkę, pogłoskę i spin.
Tabela 2. Pseudowydarzenia z perspektywy dziennikarstwa
Poziom interakcji
specjalistów PR
i dziennikarzy
Poziom
podstawowy
Działania PR, w tym działania spełniające dziennikarskie
kryteria selekcji
rzeczywiste znaczenie
wydarzeń
pozorowanie znaczenia, powiększanie puli wydarzeń
• Informacja publiczna,
usługa dla dziennikarzy
—
Działania
dziennikarskie
• Popyt na usługi
• Plotka
Poziom średni (po- • Komunikowanie
ziom podstawowy
asymetryczne (komunikat, konferencja prasowa,
plus dodatkowe
impreza – stanowiące
elementy)
kulminację lub dotycząca
gorących wydarzeń)
• Komunikowanie symetryczne (dyskusja)
• Komunikowanie
• Popyt, selekcja,
asymetryczne (komunikat,
odpór
konferencja prasowa,
impreza – rutynowe lub
przeglądowe)
• Pogłoska
Poziom wysoki
(poziom średni
plus dodatkowe
elementy)
• Spin
• Kontrspin
Pseudowydarzenia zostały zacienione
Źródło: opracowanie własne.
WNIOSKI
Wyniki rozważań, jakie zostały skrótowo przedstawione w obu tabelach, dają
podstawę do sformułowania dwóch wniosków. Pierwszy z nich mówi o przydatności pojęcia pseudowydarzenia jako podstawy do analizowania działań PR oraz
działań dziennikarskich. Wniosek drugi wskazuje, że pseudowydarzenia stanowią
tylko część zestawu technik PR oraz dają podstawę tylko części materiałów, z jakich
tworzą swoje publikacje dziennikarze. Udział pseudowydarzeń będzie zapewne
różny w przypadku różnych podmiotów prowadzących działania PR oraz w różnych rodzajach mediów, w tym na przykład w mediach poważnych lub popularnych. Określenie tych proporcji wymaga bardziej szczegółowych badań.
Pseudowydarzenie w public relations i dziennikarstwie
71
Pseudo-event
in Public Relations and Journalism
PSEUDOEVENTS, AS DESCRIBED half a century ago by D.J. Boorstin, should be identified
with key techniques of public relations, which influence the content of journalists’ messages. The aim of the article is to examine if this can be confirmed contemporarily. As
a result, two conclusions were reached. The first one states that the term of pseudo-event
remains useful as a base to investigate the acitivities of public relations and the ones of
journalists. The second conclusion underlines that pseudo-events constitute only a part of
contemporary public relations techniques and supply only a part of materials used by
journalists nowadays.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Krzysztof Obremski
AUTODESTRUKCJA WIZERUNKU POLITYKA:
PREZYDENT LECH KACZYŃSKI
Precyzyjne zdefiniowanie pojęcia „wizerunek (image) polityczny”
jest zadaniem niełatwym. Najczęściej wskazuje się na konieczność
określania wizerunku w opozycji do realności, ale już funkcje
wizerunku identyfikowane są odmiennie1.
Marzena Cichosz
CHOCIAŻ MATERIA POWOLI gasnących sporów o prezydenturę Lecha Kaczyńskiego jest polityczna, to materia sporna posiada naturę także quasi-religijną:
„wyznawcy” i „ateiści” wypowiadają się coraz rzadziej, a tym samym (poniekąd
automatycznie) również i ciszej. Dialogi między nimi (podobnie jak dialogi wierzących i niewierzących) pozostają raczej sekwencją monologów niż dochodzeniem
do wspólnych czy tylko podobnych stanowisk. Oczywiście dla „wyznawców”
o jakiejkolwiek „autodestrukcji” wizerunku prezydenta Lecha Kaczyńskiego
w ogóle nie może być mowy (co innego destrukcja znamienna dla wrogich mu
mediów masowych), „ateiści” zaś ową „autodestrukcję” uznają za – mówiąc słowami
Jarosława Kaczyńskiego – „oczywistą oczywistość”. Piszący te słowa nie skrywa, że
określa siebie jako kogoś zachowującego krytyczny dystans do IV RP – taka
postawa pozwala mu ostrzej dostrzec to, co dla zwolenników braci Kaczyńskich
oraz PiS pozostanie z trudem dostrzeżone czy też będzie w ogóle niedostrzegalne.
Smoleńska katastrofa, uroczystości pogrzebowe, kampania prezydencka 2010 r.
i poniekąd dosłownie walka o krzyż na Krakowskim Przedmieściu – te cztery
wydarzenia sprawiły, że spór o Lecha Kaczyńskiego stał się tak intensywny, jak
1
M. Cichosz, (Auto)kreacja wizerunku polityka na przykładzie wyborów prezydenckich
w III RP, Toruń 2004, s. 60.
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
73
nigdy wcześniej, tj. w okresie jego prezydentury. Wyłoniły się – najogólniej – trzy
strony:
– apologeci (por. Hołd katyński2 oraz Lech i Maria Kaczyńscy. Całe życie dla
Polski3 plus okolicznościowy numer „Frondy”4 oraz film Ewy Stankiewicz
Solidarni 2010);
– krytycy (Janusz Palikot oraz np. nie tak radykalna jak on Żałoba Krytyki
Politycznej)5;
– stosunkowo nieme „centrum” (przyjmujące, że postać Lecha Kaczyńskiego
nie była jednoznaczna, a jego prezydenturę charakteryzują mocne i słabe
strony)6.
Oczywiście trudno o wskazanie ostrych granic, czego przykładem choćby
książka Daleko od Wawelu: tytuł brzmi lekko krytycznie, we Wstępie odautorska
deklaracja zachowania przynajmniej pewnego obiektywizmu7, w Zakończeniu
ocena zdecydowanie krytyczna8.
Może dziwić, że jedna postać wywołuje skrajnie przeciwne oceny, np. w odpowiedziach na pytanie o to, „kto ma krew na rękach?”, jedni twierdzą (za Joachimem
Brudzińskim): Donald Tusk – drudzy twierdzą (za Januszem Palikotem): Lech
Kaczyński. Ta biegunowość nie powinna dziwić tak w kontekście myśli sofistów:
„Twierdzimy, że jedynie od opinii zależy, co uznaje się za szlachetne, a co za
haniebne. (…) Dobro samo polega na opinii, opinie zaś są bardzo różne i wielka
2
Hołd katyński, red. L. Sosnowski, Kraków 2010; Hołd katyński 2, red. L. Sosnowski, Kraków
2011.
3
Lech i Maria Kaczyńscy. Całe życie dla Polski, red. R. Feluś, Warszawa 2010.
4
„Fronda” 2010, nr 55.
5
Żałoba, Warszawa 2010.
6
Ta wieloznaczność postaci nawet w oczach współpracowników Lecha Kaczyńskiego sprawia,
że ewentualny monument okazuje się przedsięwzięciem spornym, ponieważ byłemu prezydentowi
politycy „budują” aż dziewięć pomników, w tym nawet jeden jest stawiany przez platformerski rząd:
„Czasy tamtej prezydentury ekipa Tuska musi traktować z nostalgią. Eksperci od PR robili wszystko,
by pokazać, że rząd chce jak najlepiej, ale na przeszkodzie stoi kłótliwy, wiecznie niezadowolony,
skłonny do psucia prezydent. (…) Lech Kaczyński dawał rządowi dobre alibi”. M. Majewski, P. Reszka,
Dziewięć pomników prezydenta, „Tygodnik Powszechny” 2010, nr 48, s. 13.
7
„Książka nie ukazuje pomnikowego Lecha Kaczyńskiego, a polityka pełnego sprzeczności, takiego, jakim widzieliśmy go przed 10 kwietnia”. M. Majewski, P. Reszka, Daleko od Wawelu, Warszawa
20010, s. 9.
8
„Pod koniec kadencji Polacy nie uważali już prezydenta za człowieka idei, ale za polityka kłótliwego i nieskutecznego. Co gorsza, oceniali, że on – oczytany profesor prawa – nie wyróżnia się
inteligencją”. Ibidem, s. 263.
Krzysztof Obremski
74
jest rozbieżność mniemań ludzkich”9, jak też klasycznej teorii retorycznej (która
pochwałę i naganę ujmowała jako „symetryczne” gatunki wymowy pokazowej)10
czy też jeszcze starożytnej praktyki11 bądź choćby kontrowersji, jakie w Polsce
niegdyś wywoływał Józef Piłsudski bądź ostatnio (tj. podczas kampanii prezydenckiej 2010 r.) Edward Gierek jako komunistyczny patriota (w wypowiedzi Jarosława
Kaczyńskiego). Toczyły się spory nawet o Jana Pawła II: z jednej strony „Sancto
subito!”, z drugiej zaś krytyczne głosy np. byłych księży Stanisława Obirka i Tadeusza Bartosia (co więcej, niektórzy Polacy nosili koszulki z napisem „Nie płakałem
po papieżu”).
Jak to w ogóle możliwe, że Lech Kaczyński wywołuje biegunowo odmienne
postawy i nimi determinowane oceny? Wyjaśnienie ich „symetryczności” poniekąd
kryje się w dawnej teorii retorycznej, już Arystoteles w Retoryce twierdził: „Nagana
opiera się bowiem na przeciwieństwach pochwały”12. Później, na przełomie
V i VI w., dawna teoria retoryczna o pochwale i naganie jako gatunkach wymowy
pokazowej (demonstratywnej) piórem Pryscjana z Cezarei tak ową „symetryczność” zwerbalizowała: „Należy też wiedzieć, że pochwała i nagana są wyrażone tym
samym stylem (eodemque genere), przedstawiającym (demonstrativo) (…). Punkty
zaś wykorzystywane przy układaniu pochwały i nagany są następujące: narodowość, jak Latyńczyk, Grek; obywatelstwo, jak mieszkaniec Rzymu, mieszkaniec
Aten; ród, jak Emilanus, Almeonida. (…) Będziesz też chwalił albo ganił biorąc
pod uwagę okoliczności zewnętrzne, to jest takie, jak: krewni, przyjaciele, zasoby
pieniężne, rodzina, majątek itp. Dalej uwzględniasz lata życia: czy żył długo, czy
9
Słowa Protagorasa za: Filozofia starożytna Grecji i Rzymu, oprac. J. Legowicz, Warszawa 1968,
s. 115.
10
Ich genologiczny status (dwóch gatunków współtworzących rodzaj zwany wymową pokazową)
nakazuje pisać o nich w liczbie pojedynczej.
11
O podobnym skrajnym przeciwieństwie ocen Filipa Macedońskiego: K. Obremski, Manipulacja? Między faktami biografii a filologią (Aftoniosa „Pochwała Tukidydesa” i „Nagana Filipa”), „Znaczenia. Kultura. Komunikacja. Społeczeństwo. Półrocznik” 2010, nr 3.
12
Arystoteles, Retoryka, (w:) Arystoteles, Retoryka. Poetyka, tłum., wstęp, oprac. H. Podbielski,
Warszawa 1988, s. 111. „(W wymowie pokazowej, którą współtworzą pochwała i nagana) Ze względu
na taką alternatywę („zacny, znakomity” – „haniebny, niemoralny”) mowę epideiktyczną można
uważać także za pewną mowę „stron” (…); pochwała naprzeciw nagany, nagana naprzeciw pochwały,
analogicznie do mowy sądowej i doradczej. Mówca reprezentuje przecież przed publicznością wybrany układ alternatywny jak również swoją „stronę”, dla której właśnie chce publikę pozyskać albo
już wcześniej pozyskaną uroczyście utwierdzić w przekonaniu”. H. Lausberg, Retoryka literacka,
Podstawy wiedzy o literaturze, tłum., oprac., wstęp A. Gorzkowski, Bydgoszcz 2002, s. 57–58 (§ 61.3).
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
75
krótko; obie te okoliczności dostarczają bowiem okazji do pochwały albo nagany”13.
Tę jeszcze starożytną „symetryczność” pochwały i nagany potwierdza spór o Lecha
Kaczyńskiego, tyle że (rzecz jasna) punkty jego biografii będą już w poważnym
zakresie odmienne14.
1. „SYMETRYCZNOŚĆ” POCHWAŁY I NAGANY
PONIEWAŻ „WYZNAWCY” EKSPONUJĄ życie rodzinne prezydenckiej pary, zaś
„krytycy” materii osobistej nie podejmują, w imię komplementarności argumentów pro i contra czuję się może nawet zobowiązany, aby tej materii nie pominąć, tj.
pragnę, aby i ona stała się przedmiotem faktycznie dwustronnej argumentacji.
Toteż będę „gorszy” niż lustrator (wszak w przeważającej opinii uczestników sporu
o lustrację dane drażliwe powinny zostać zatajone) i złamię zasady poprawności
politycznej czy może nawet zwykłej ludzkiej przyzwoitości, tzn. nie dochowam
wierności zasadzie „o umarłych tylko dobrze” i tym samym (w trybie nieuniknionym) zranię pamięć o było nie było do niedawna jednak pierwszym obywatelu
III Rzeczpospolitej. Zarazem poprzestanę na elitarnym poziomie sporu o Lecha
Kaczyńskiego, poziom egalitarny wydaje mi się niedostępny porównywaniu,
ponieważ nie znajduję jakościowej ekwiwalencji między apologetycznymi wypowiedziami osób gromadzących się na Krakowskim Przedmieściu (film „Solidarni
2010”) a skrajnie krytycznymi np. żartami z Internetu.
Lech Kaczyński jawi się jako postać diametralnie oceniana: „wódz i mąż stanu”15
versus „beznadziejny prezydent”16. Poniekąd aż trudno uwierzyć, aby adwersarze
13
Pryscjan z Cezarei, Ćwiczenia wstępne. Przekład z Hermogenesa, tłum. H. Matyja, (w:) Źródła
wiedzy teoretycznoliterackiej w dawnej Polsce. Średniowiecze – renesans – barok, wstęp, wybór, oprac.
M. Cytowska, T. Michałowska, Warszawa 1999, s. 110–111.
14
Nie miejsce tu, by porównywać starożytne i współczesne punkty pochwały czy nagany. O tych
ostatnich por. M. Cichosz, op.cit., s. 62–65.
15
Takim tytułem został opatrzony jeden z rozdziałów albumu: Lech i Maria Kaczyńscy. Całe życie
dla Polski.
16
„Kaczyński był beznadziejnym prezydentem, szkodził Polsce, i to Miłosz zamiast niego powinien leżeć na Wawelu. Może to miara polskiej głupoty, że pochowaliśmy tam Kaczyńskiego, a zasługującego na to wieszcza wysłaliśmy do kościoła trochę mniejszej rangi”. Cham czy mecenas kultury?
Rozmowa D. Subotko z J. Palikotem, „Gazeta Wyborcza” 2010, nr 177, s. 10. Mniej kulturalny był
Lech Wałęsa: „Bo tego durnia mamy za prezydenta” (wypowiedź dla TVN24 z dn. 16.2.2007).
76
Krzysztof Obremski
wypowiadali się o tej samej osobie17. Głębsze niż tylko wstępne zrozumienie biegunowo przeciwnych ocen Lecha Kaczyńskiego wymaga wniknięcia w jego biografię jako w materię, która jawi się czymś dwakroć może nawet arbitralnym:
pewne jej elementy są pomijane bądź eksponowane, a nawet bezdyskusyjny fakt
(strzały na granicy z Osetią) może stać się przedmiotem tak odmiennych interpretacji, jak ta ówczesnego Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego („Jaka
wizyta, taki zamach, bo z trzydziestu metrów nie trafić w samochód, to trzeba
ślepego snajpera”) i ta anonimowej postaci na Krakowskim Przedmieściu, która
w filmie „Solidarni 2010” wspomina o „ostrzale moździerzowym”.
Najogólniej można mówić o czymś w rodzaju coraz wyrazistszej amplitudy ocen
Lecha Kaczyńskiego. Otóż o ile patriotyczni rodzice i dzieciństwo braci Kaczyńskich nie wywołują jakiegoś poważniejszego sporu, to przeciwnie rzecz się ma
z ostatnim doczesnym faktem biografii: pogrzeb na Wawelu jednym jawi się jako
prawdziwie królewska apoteoza prezydenckiej pary, dla drugich hołdem nadmiernym czy może nawet profanacją wawelskiej katedry.
Jeśli patriotyzm rodziców i lata dziecięce braci Kaczyńskich na ogół nie wywołują jakiegoś poważniejszego sporu, to przede wszystkim dlatego, że bodaj tylko
trzy punkty mogą jawić się jako materia dyskusyjna:
– jedynie połowiczna powstańcza tradycja rodzinna, tzn. tylko ojciec uczestniczył w powstaniu warszawskim – matka co prawda była sanitariuszką
w Szarych Szeregach, ale tuż przed dniem wybuchu powstania została przez
rodzinę wywieziona z Warszawy;
– pierwszy na świat przyszedł Jarosław, kwadrans później Lech – byłaby to
zapowiedź późniejszych relacji między bliźniakami, najkrócej zwerbalizowanych słynnymi słowami zwycięzcy kampanii prezydenckiej „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania”?;
– o ile status Żoliborza jako „dobrej” dzielnicy Warszawy nie bywa przedmiotem dyskusji (Jarosław Kaczyński przeciwstawił żoliborskie ogrody gdań-
17
Problem biegunowo przeciwnych ocen polityka nie jest oczywiście jakakolwiek polską specjalnością – by poprzestać na jednym zagranicznym przykładzie: Jean-Marie Le Pen. „Przez jednych
postrzegany jest jako genialny i charyzmatyczny przywódca, zdolny skutecznie kierować nie tylko
partią, ale i państwem, „angażujący się w politykę nie ze względu na korzyści materialne, ale z patriotyzmu i miłości do Francji”. Inni natomiast postrzegają go jako: „żądnego władzy ksenofoba,
niebezpiecznego dla przyszłości Europy”. Nie ulega wątpliwości, że lider Frontu Narodowego jest
osobą kontrowersyjną”. A. Kazanecka, Kreowanie wizerunku polityka podczas kampanii prezydenckiej
na przykładzie Jean-Marie Le Pena, (w:) Kształtowanie wizerunku, red. B. Ociepka, Wrocław 2005,
s. 117.
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
77
skiemu podwórku Donalda Tuska), to już można zapytać, czy Żoliborz
dzieciństwa braci Kaczyńskich przynajmniej w pewnym zakresie jednak nie
wpisuje się w taką aurę tej dzielnicy, jaką w świadomości przynajmniej
części Polaków pozostawił Jacek Kuroń?
Także lata studiów prawniczych Lecha Kaczyńskiego na Uniwersytecie Warszawskim nie wywołują kontrowersji, już wówczas jawi się jako ktoś, kto nie skrywa
swojej patriotycznej postawy18. Jednak o eksponowany w kampanii prezydenckiej
2005 r. fakt, że Lech Kaczyński jest profesorem prawa, nieco można pospierać się:
jako doktor habilitowany został profesorem UKSW, a więc profesorem uczelnianym
(w środowisku nauczycieli akademickich osoba zatrudniona na tym stanowisku
bywa pogardliwie zwana „profesorem podwórkowym”). Gwoli sprawiedliwości:
tej działalności opozycyjnej Lecha Kaczyńskiego, która pozostawała uwarunkowana również jego prawniczym wykształceniem (KOR, WZZ, „Solidarność”) nikt
nie kwestionuje, tym bardziej, że jako specjalista w zakresie prawa pracy stawał się
kimś bezcennym dla robotników i niezależnego ruchu związkowego. Jednak jako
autor jednej książki, tj. Renty socjalnej (Gdańsk 1989), prawnik Lech Kaczyński19
choćby z mediewistą Bronisławem Geremkiem nawet równać się nie może.
Działalność związkowa Lecha Kaczyńskiego (począwszy od współpracy z KOR
i WZZ po jawną i podziemną Solidarność) wiąże się z pytaniem o historyczne
znaczenie tejże działalności. Tu należy przywołać jednoznacznie pochwalne świadectwo Jarosława Kurskiego: „Leszek Kaczyński to człowiek ogromnej pracowitości, wiedzy i niepospolitej inteligencji. Całymi dniami przesiaduje w swoim
zadymionym biurze, paląc papierosa za papierosem. Prowadząc rozmowę jest nią
tak pochłonięty, że nie zawsze zdąży się zaciągnąć, gdyż pecik staje się tak krótki,
że przypala mu palce. Strzepując popiół, nigdy nie trafia do popielniczki. Zsuwając
się w kucki z fotela, mówi mądre i ciekawe rzeczy zawsze cicho i niewyraźnie.
18
„Studentem był dobrym, choć jego koledzy z tych lat wspominają, że potrafił zabłysnąć prawdziwie studencką fantazją. Gdy jakiś wykład robił się wyjątkowo nudny, prowadzeni przez Lecha
studenci opuszczali salę ukradkiem przez okno i szli do restauracji Harenda na wino. Ale nie za te
ucieczki nie dawano mu szans na karierę akademicką. Powód był inny – Leszek nie należał do
Związku Młodzieży Socjalistycznej. Po dyplomie nie dostał się na aplikację sądową i prokuratorską”.
Lech i Maria Kaczyńscy…, s. 8. Mniejsza już o to, czy jeśli Lech Kaczyński „studentem był (tylko!)
dobrym”, to powinien myśleć o „karierze akademickiej”?
19
„W Lucieniu (na seminariach organizowanych w ośrodku prezydenckim) prawnicy gościli
często, również tacy, którzy uchodzili w oczach opinii publicznej za surowych krytyków Prezydenta.
Tam dyskutowali z Lechem Kaczyński i spierali się z nim w przyjaznej atmosferze, zupełnie inaczej
– dodam od siebie – niż czynili to w wypowiedziach publicznych”. R. Legutko, Polacy wiedzieli bardzo
mało, (w:) Hołd katyński, s. 6.
Krzysztof Obremski
78
Jest wiceprzewodniczącym związku, ale za to jego pierwszym mózgiem. Strajk
Kaczyńskiego położyłby „Solidarność” na łopatki. Polityka to jego żywioł, podobnie jak i brata Jarosława”20.
Zastanawiające, że w toczonym szczególnie intensywnie po 10 kwietnia 2010 r.
sporze o Lecha Kaczyńskiego pamięta się o braciach jako tych, którzy wpadli na
pomysł, aby ZSL i SD zmieniły koalicjanta (i PZPR zastąpiły OKP)21, ale niewiele
znajduję śladów pamięci o innym jakże istotnym dla Polski fakcie, gdzie byli
postaciami pierwszoplanowymi, tj. o tzw. „wojnie na górze” (o namówienie do niej
oskarżył ich Lech Wałęsa). Tę „wojnę” pozytywnie oceniają zwolennicy PC,
odmiennie środowiska genetycznie wywodzące się czy tylko ideowo związane
z ROAD.
Polityka prezydenta Lecha Kaczyńskiego kształtowała i dalej kształtuje biegunowo odmienne oceny. Kiedy zawetował ustawę reformującą służbę zdrowia,
wówczas dla jednych był obrońcą ludzi niezamożnych, dla drugich – hamulcowym
reform rządu. Podobnie w polityce zagranicznej:
– późne podpisanie Traktatu Lizbońskiego jedni interpretowali jako uwarunkowane zasadnym eurosceptycyzmem, inni – jako bezpodstawne ośmieszanie Polski;
– Tbilisi i antyrosyjskie przemówienie było słuchane jako „imponująca
demonstracja potencjału politycznego krajów Europy Środkowo-Wschodniej” lub jako „dziecinne pobrzękiwanie szabelką”;
– nocna podróż w stronę granicy Osetii i strzały karabinowe jednych skłoniły
do podziwu dla nieustraszonej postawy Lecha Kaczyńskiego podczas
zamachu na niego, najsłynniejszą krytyczną ocenę zwerbalizował Bronisław
Komorowski;
– stosunki z Litwą można traktować jako sukces (strategiczne partnerstwo
i kupno przez Orlen rafinerii w Możejkach) lub klęskę (od lat problemy
w stosunkach polsko-litewskich pozostają nieprzezwyciężone, np. rozebranie torów kolejowych, którymi Orlen, po odcięciu przez Rosję dostaw ropy,
zamierzał sprowadzać ją z łotewskiego portu Renge; jesienią 2011 r. strajk
szkolny mniejszości polskiej i dotąd (14.09.2011) daremne rozmowy wiceministrów oświaty);
20
J. Kurski, Wódz, Warszawa 1991, s. 17.
„Tego dnia (17 sierpnia (1989)) odbywało się posiedzenie Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, na którym Jarek referował sprawę koalicji »Solidarność” – ZSL – SD«”. Ibidem, s. 85.
21
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
79
– nawet pośmiertne uhonorowanie przez Litwę Lecha Kaczyńskiego jawi się
zarazem jego zwycięstwem i klęską, tj. w Wilnie został upamiętniony nazwą
ulicy: „Lecho Kaczynskio22”.
Także ostatnia podróż do Katynia i pogrzeb na Wawelu wywoływały skrajnie
przeciwne opinie:
– motywy podróży: patriotyczna misja czy ekspresja zazdrości o spotkanie
Tuska z Putinem?;
– kto ma krew na rękach: premier (Joachim Brudziński) czy prezydent (Janusz
Palikot)?;
– Wawel jest odpowiednim miejscem wiecznego spoczynku? – dla jednych
oczywista oczywistość (gdzieżby indziej?), dla drugich przynajmniej kontrowersja (Andrzej Wajda)23;
– w Hołdzie katyńskim znajdziemy „Modlitwę, pozdrowienie i błogosławieństwo” Benedykta XVI, a w Internecie znalazłem takie słowa papieskich
kondolencji: „Pozdraaawiam was ciuule”.
Prawdziwie królewski pogrzeb na Wawelu nie zakończył bynajmniej sporu
o Lecha Kaczyńskiego, gdyż od razu rozpoczęła się walka o pamięć, której najostrzejszym wyrazem były wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu. Dotąd
podobno Polską rządziły dwie trumny, Piłsudskiego i Dmowskiego, odtąd, tj. od
10 kwietnia 2010 r., władzę przejmuje trumna Lecha Kaczyńskiego? Zaś pośmiertne
panowanie nad polską pamięcią historyczną staje się całkiem realną władzą?
Przecież pokonany w wyborach prezydenckich Jarosław Kaczyński zdołał przynajmniej do czasu zablokować decyzję zwycięzcy Bronisława Komorowskiego
o przeniesieniu krzyża. Rok później po owych wydarzeniach (latem 2011 r.) trudno
przypuszczać, aby ubiegłoroczne panowanie nad polską pamięcią historyczną było
władzą sięgającą dalej niż pierwsze społeczne emocje po smoleńskiej katastrofie.
Obrońcy krzyża (katolicy bardziej pobożni od Kościoła?) walczyli o pozostawienie go na Krakowskim Przedmieściu, ale (jak to wynika z badań przeprowadzonych przez toruńskiego socjologa Piotra Siudę) medialne doniesienia
o rozmiarze żałoby na portalach okazały się przesadzone, ponieważ wśród użytkowników Facebooka i Naszej–klasy więcej osób wyrażało niezadowolenie z żałoby
22
„Trudno o większą ironię: oto upamiętnienie staje się policzkiem dla uhonorowanej postaci”.
J. Giziński, Dziękujemy ci, Litwo, „Newsweek Polska” 2010, nr 36, s. 64.
23
W owych dniach pogrzebu można było usłyszeć taki dowcip: dlaczego Lech Kaczyński został
pochowany w krypcie wawelskiej? – aby Marszałek zawsze pod ręką miał zimnego Lecha; już nie
mówiąc o tym, co znalazłem w Internecie: „Spieprzaj dziadu z Wawelu!”).
Krzysztof Obremski
80
niż sam żal24. Inna sprawa, że portale to nie to medium, które przede wszystkim
pozwala określić status Lecha Kaczyńskiego – niepodobna bowiem zignorować
mediów o. Tadeusza Rydzyka.
Było nie było historyczny przywódca „Solidarności” i pierwszy Prezydent III RP
Lech Wałęsa jawi się jako trudny punkt biografii Lecha Kaczyńskiego – z jednej
strony podjęta z nim współpraca (po uwolnieniu go z Arłarmowa) niejako nobilituje, ale też kompromituje (vide demonstracyjne palenie przez czołowych działaczy PC kukły „Bolka”). Problem ma trzy poziomy:
– ściśle polityczny: PC25;
– personalny: zgodnie z belwederskim powiedzeniem „kto z Mieciem wojuje,
ten od Miecia ginie” tenże „kamerdyner” versus „kapciowy” Mieczysław
Wachowski26 wyeliminował (w języku Lecha Wałęsy: wykolegował) braci
Kaczyńskich;
– emocjonalny: „W wywiadzie dla „Arcanów” Lech Kaczyński opowiadał
o Lechu Wałęsie jako o swoim uczniu w stoczni. Mówił, że było tam wielu
robotników, że oni często byli bardzo lotni intelektualnie i tylko przypadek,
struktura wykształcenia PRL-u powodowała, że ci ludzie nie byli na uniwersytetach. Na ich tle Wałęsa zupełnie się nie wyróżniał i cechowało go
tylko to, że zamiast myśleć o tym, jak się czegoś nauczyć, raczej myślał
o tym, jak opluć swojego majstra albo ukraść mu kombinerki. Lech Kaczyński jest dla Wałęsy takim majstrem, któremu trzeba przyłożyć, i któremu się
po prostu nie wybacza”27.
24
M. Czarnecki, Internauci po katastrofie Tu-154: niezadowolenie z żałoby, „Gazeta Wyborcza.
Toruń” 2010, nr 176 (6994), s. 4–5.
25
„Wałęsa okazał się lojalnym partnerem naszej koncepcji (podziału obozu Solidarności na dwa
przeciwstawne bloki polityczne) tylko przez sześć tygodni. Potem zabiegał o to, aby (Porozumienie)
Centrum nie stało się poważną siłą”. Wypowiedź L. Kaczyńskiego, (w:) J. Kurski, Wódz – przedostatni
rozdział, „Gazeta Wyborcza” 1992, nr 95, s. 10.
26
Zwany tak, ponieważ zmęczonemu Lechowi Wałęsie to on podsuwał kapcie.
27
Lech Kaczyński prowadził ponowoczesne powstanie. Rozmowa P. Pałki ze Z. Krasnodębskim,
(w:) Hołd katyński, s. 144–145 (słowa pytania P. Pałki do Z. Krasnodębskiego). Niejako pięknym za
nadobne „uczeń” odpłacił „majstrowi” po wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na Zjeździe „Solidarności, świętującej trzydziestolecie podpisania porozumień sierpniowych: kiedy prezes PiS przeciwstawił swego brata doradcom strajkujących stoczniowców jako tego, który sprzeciwił się kapitulanckiej postawie Bronisława Geremka i tym samym w sierpniu 1980 r. znacząco wpłynął na bieg historii
Polski, wówczas Lech Wałęsa określił ówczesny status Lecha Kaczyńskiego jako osoby wręcz marginalnej. W kontekście owego sporu o to, kto kim wtedy był, przypomniano zdjęcie strony związ-
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
81
Ten jakby gordyjski węzeł argumentów politycznych, personalnych i emocjonalnych charakteryzuje nie tylko prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, ale również
czas po jego śmierci (spór o Wawel jako miejsce wiecznego spoczynku oraz konflikt
o krzyż postawiony na Krakowskim Przedmieściu).
2. TRZY BRZUSZKI
I JEDNO BRZUCHO PREZYDENTÓW III RP28
Z PERSPEKTYWY CZASU, TJ. po 10 kwietnia 2010 r., stan pewnej „symetryczności”
pochwały i nagany Lecha Kaczyńskiego jawi się jako stan argumentacyjnej „równowagi” – tym samym jeszcze istotniejsze będą fakty, działania i okoliczności dziś
zdawałoby się już tylko drugo- czy wręcz trzeciorzędne, jak np. wzrost: nieprzypadkowo dla George’a Busha problemem był powitalny uścisk dłoni z Johnem
Kerry (kiedy stawali twarzą w twarz, trudno nie zobaczyć, jak kandydaci na Prezydenta USA różnili się wzrostem), a i podczas konwencji wyborczej PiS w Sali
Kongresowej iluminację na jej sklepieniu wykorzystano, aby w ciemnościach
mównicę zamienić na niższą29 (Ludwik Dorn i Jarosław Kaczyński przy tej samej
mównicy? – jeden musiałby wyglądać komicznie).
kowej po podpisaniu porozumień: w pierwszym rzędzie obok Lecha Wałęsy siedzą Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek, zaś Lecha Kaczyńskiego można dostrzec w czwartym (przedostatnim)
rzędzie („Gazeta Wyborcza” 2010, nr 206 (7024), s. 2). Z kolei „Rzeczpospolita”, jako ilustrację artykułu Piotra Semki, Sprawa Lecha K., czyli cień Orwella nad Wisłą, opublikowała inne zdjęcie, opatrzone informacją: „Narada strajkowych doradców: Lecha Kaczyńskiego i Jadwigi Staniszkis
z członkami prezydium MKS (…)”. „Rzeczpospolita” 2010, nr 213, s. P22). Na tymże zdjęciu Lech
Wałęsa to postać drugoplanowa. „Styl pracy »na telefon« (Mieczysława Wachowskiego) może
skończyć się źle dla banku (NBP) i samej pani prezes (Hanny Gronkiewicz-Waltz), która zresztą już
powiedziała, że prezydent ma wyjątkowy instynkt prawny. Ja nie odmawiam Wałęsie wielkiego instynktu politycznego, ale prawnego – nie ma w ogóle, nawet jednej dziesiątej promila. On w ogóle
nie rozumie tego zjawiska, jakim jest prawo”. Wypowiedź L. Kaczyńskiego, (w:) J. Kurski, Wódz –
przedostatni rozdział, s. 12.
28
Abstrahuję od postaci Wojciecha Jaruzelskiego i sporów o status polityczno-ustrojowy jego
prezydentury.
29
Moim źródłem tej informacji o wizerunkowej zamianie mównic jest pewien pracownik toruńskiej firmy, która obsługiwała konwencję wyborczą PiS. Krzysztof Obremski
82
Przynajmniej jedno porównanie z Aleksandrem Kwaśniewskim wypada na
niekorzyść Lecha Kaczyńskiego30, ponieważ tamten co prawda z różnymi efektami,
ale jednak nie skrywał, że walczy z nadwagą (bywało, że skutecznie!)31, ten zaś
niezmiennie pozostawał poprzedzany widocznym brzuszkiem, ale można było
odnieść wrażenie, że takiego problemu prezydenckiego image’u dla niego samego
i jego obozu w ogóle nie ma. O ile niski wzrost jest „obiektywny”, tzn. został dany
przez Boga (według wierzących) czy naturę (według niewierzących), to sylwetka,
wyłączywszy problemy zdrowotne32, zależy już od samego polityka: Nikolas Sarkozy biega, więc jest szczupły (mniejsza o buty na wysokim podbiciu), na wesele
córki Bill Clinton schudł dziewięć kilogramów. A Lech Wałęsa? – także o niskim
wzrostem i z pokaźnym brzuszkiem pierwszym przywódcy „Solidarności” złośliwie
i przewrotnie dziś można by powiedzieć: „trzeci bliźniak”. Tzn. szczupły przywódca
Sierpnia 80’ stał się brzuszkowatym prezydentem niskiego wzrostu, ale nikt go
w latach jego prezydentury (o ile mi wiadomo) „kurduplem” nie nazwał. Wyjaśnienie tej różnicy kryje się również w okresie dziesięciu lat prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego pomiędzy prezydenturami Lechów: to okres intensyfikacji
przemian cywilizacyjnych po transformacji 1989 r. Jak kotlet schabowy i golonka
powoli odchodzą czy już nawet raczej odeszły w niesławie jako przyczyny „mięśnia
piwnego”, tak wzorem brzucha mężczyzny, nie tylko kulturysty, powoli staje się
„tarka” czy „kaloryfer”33. W kontekście tej przemiany polskich postaw wobec ciała
Lech Kaczyński mógłby czuć się skrzywdzoną ofiarą ewolucji czy może nawet
rewolucji obyczajowej: co jeszcze Lechowi Wałęsie upiekło się, jemu już nie. Cóż
30
„(…) Aleksander Kwaśniewski jest wybitnym, sprawnym politykiem i swe cele osiągnął. Także
dzięki wytworzeniu dobrej atmosfery, do której przyczyniły się bardzo mu przyjazne media, w których nigdy nie było widać, że prezydent Kwaśniewski jest niskim człowiekiem ze skłonnością do tycia
i problemami alkoholowymi”. Lech Kaczyński prowadził ponowoczesne powstanie. Rozmowa P. Pałki
ze Z. Krasnodębskim, „Fronda” 2010, nr 55, s. 141. Gwoli prawdy: to, że nad grobami w Charkowie
Aleksander Kwaśniewski był po prostu pijany, zostało co prawda przemilczane przez TVP – ale nie
przez TVN (Polsat? – przyznaję: nie pamiętam).
31
„5 miesięcy restrykcyjnej diety pozwoliło w 2005 r. Aleksandrowi Kwaśniewskiemu zrzucić
15 kilogramów. W równie spektakularny sposób polityk lewicy schudł 10 lat wcześniej, gdy pierwszy
raz walczył o prezydenturę”. Polityczny lifting, „Newsweek Polska” 2010, nr 36, s. 6. Także jesienią
2011 r., tj. zgodnie z kalendarzem wyborczym, były prezydent wręcz wyszczuplał.
32
Na marginesie: „Poronogrubas” Ryszard Kalisz to ofiara błędu lekarskiego sprzed lat, ponieważ
ten wyczynowy kajakarz po (błędnej) diagnozie lekarskiej porzucił treningi…
33
Wówczas jeszcze nie było nie tylko np. takich książek, jak: Biologia atrakcyjności człowieka, red.
B. Pawłowski, Warszawa 2009 czy M. Čabrić i L. Pokrywka, Piękno ciała, Warszawa 2010, ale również
świadomości społecznej związanej z otyłością jako zagrożeniem zdrowotnym.
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
83
mówić o tym, że nad wizerunkowo fatalnym występem Lecha Wałęsy podczas
rocznicowych uroczystości obalenia muru berlińskiego (dyskusyjny ubiór, niedorzeczna wypowiedź, „popaprane” przewrócenie pierwszej kostki wielkiego domina)
media polskie miłosiernie spuściły kurtynę milczenia – Lechowi Kaczyńskiemu
raczej niczego nie darowano.
A co z Aleksandrem Kwaśniewskim? Wzrost podobny, poza okresem kampanii
wyborczej problem obwodu w pasie ten sam. Jednak dwukrotnie wybrany prezydent potrafił tańczyć, śpiewać czy zagrać w piłkę nożną – Lech Kaczyński co najwyżej spacerował z pieskami po prezydenckim ogrodzie34, bądź uwolnił karpia35,
ale nawet choćby ze sportem wędkarskim nic wspólnego to nie miało (po prostu
był miłośnikiem zwierząt). Właśnie ze sportem wiąże się bodaj największa wpadka
medialna. Otóż aby ocieplić swój wizerunek, Lech Kaczyński pojawił się na trybunie stadionu piłkarskiego jako zwykły kibic z dużym biało-czerwonym szalikiem
– wyraźna nieautentyczność sytuacji, uwarunkowana sztucznością pierwszego
kibica RP, sprawiła, że stał się postacią tragikomiczną (gdyż zagubioną). Znamienne: zdjęcia prezydenta kibicującego piłkarzom nie znajdziemy w Lech i Maria
Kaczyńscy. Całe życie dla Polski. Mogę jedynie domniemywać, dlaczego zostało
niewykorzystane: nie dość, że pierwszy obywatel RP stwarza wrażenie żałosne (jest
nieco zagubiony?), to jeszcze prowokuje porównanie z Donaldem Tuskiem, o którym trudno powiedzieć, czemu mocniej oddał serce (kibicowaniu czy strzelaniu
34
Jeden z piesków pozostawał wizerunkową kompromitacją: „Tytus był kompletnie niewychowany. Kiedy wychodził na przechadzkę z Pałacu, prezydenccy urzędnicy informowali się nawzajem:
»Bestia w ogrodzie!«. Tytus był łącznikiem z dawnym normalnym życiem, które zmieniło się w sprawowanie urzędu. Był więc nietykalny, cieszył się absolutną wolnością. Łapał za nogawki, kąsał nieważne, czy ministra, czy oficera BOR-u. Nie przepuszczał nawet właścicielowi. Kaczyńskiemu głupio
się było przyznać, że szarpie go własny pies. Opowiadał więc lekarzowi bajki. Na przykład, że zaczepił
nogawką o ogrodzenie. Choć domowe zwierzę zawsze »dobrze robi« politykowi (jak mówią fachowcy
od PR-u, »ociepla wizerunek«, ludzie bliscy Kaczyńskiemu niechętnie rozmawiali o Tytusie: »Co mam
wam powiedzieć? Że prezydent nie radzi sobie z terierem? Zaraz zapytalibyście: ‚A z Polską sobie
radzi?’«– mówił jeden z jego współpracowników”. M. Majewski, P. Reszka, Daleko od Wawelu, s. 12.
Powstrzymując się przed (nad?)interpretacją, zauważę, że Hołdzie katyńskim 2 zobaczymy zdjęcie
prezydenckiej pary z dużym psem (bez kagańca), Lech Kaczyński głaszcze go – to Śliniak z telewizyjnego serialu „Rodzina zastępcza”.
35
Lech i Maria Kaczyńscy…, s. 72–73. Opis zdjęcia: „Przed Wigilią 2006 roku Lech Kaczyński
wziął przykład z zachodnich polityków i symbolicznie uwolnił karpia”. Ibidem, s. 73. George Bush
ułaskawiał indyka i biegał po parku – polski prezydent w parku jedynie wypuścił karpia.
84
Krzysztof Obremski
bramek), a który nawet potrafił zaniedbać swój państwowy obowiązek (opuścił
posiedzenie Sejmu), aby pograć w piłkę nożną.
Oczywiście głównym podłożem antypatii „łże-elit” czy też „wykształciuchów”
do Lecha Kaczyńskiego nie było połączenie niskiego wzrostu i wyraźnego brzuszka.
Jeśli taka korelacja wizerunkowych antywalorów pozostawała jedynie potencjalna
w kontekście wszystkich trzech pierwszych prezydentów IV RP (abstrahując od
Wojciecha Jaruzelskiego), aktualna zaś stała się dopiero po wyborze Lecha Kaczyńskiego, to dlatego, że on sam nie skrywał swego krytycznego dystansu do elit
intelektualnych (w jego przekonaniu) wpierw związanych z PRL, później zaś
z III RP (znamienne opóźnianie wręczenia nominacji profesorskich z powodu
agenturalnej przeszłości pewnej części profesury)36. Nawet jeśli Lech Wałęsa
poprzestał na wykształceniu zaledwie zawodowym, zaś w walce wyborczej Aleksander Kwaśniewski był przedstawiany jako magister, którym nie był, to ci dwaj
prezydenci swoje brzuszki i niski wzrost jakby przesłaniali walorami, których Lech
Kaczyński nie posiadał: za pierwszym stała pamięć o jego przywódczej roli w „Solidarności”, drugiego chronił medialny urok osobisty.
Chociaż „katastrofa smoleńska sprawiła, że zobaczyliśmy rzeczywistość, że nie
liczy się wzrost, krawat, język angielski z oksfordzkim akcentem, że to nie są rzeczy
najważniejsze”37, to również sam Zdzisław Krasnodębski przyznaje, że wizerunek
medialny Lecha Kaczyńskiego nie był sukcesem pałacu prezydenckiego, a i Jarosław Kaczyński to potwierdza38. W tym niepowodzeniu pewne znaczenie miało
również to wszystko, co łączy się z porównywaniem ciał Prezydentów III RP:
36
O zasadności tego dystansu przekonuje np. historia polskiej historiografii: „Nie ulega dzisiaj
wątpliwości bezpośrednia stymulacja przez służby specjalne PRLu przynajmniej części tych (późnoromantycznych) poglądów wyrażanych m.in. w polskiej historiografii. Dysponujemy materiałem
źródłowym pozwalającym nam takie przykłady opisywać”. J. Wenta, Rozważań o miejscu historycznego
romantyzmu ciąg dalszy, (w:) Recepcja kultury średniowiecznej w humanistyce, red. K. Obremski,
J. Wenta, Toruń 2010, s. 36.
37
Z. Krasnodębski, op.cit., s. 151.
38
„Polityczna poprawność w obozie PiS nakazuje jednak mówić o tej książce ( Łukasza Warzechy
Ostatni wywiad) jako o czystym i szczerym, niezmanipulowanym przez wrogie media portrecie
prezydenta. Zresztą podczas spotkania autorskiego z udziałem samego Jarosława Kaczyńskiego
kwestia „Lech Kaczyński a media” postawiona została jako najważniejsze (sic!). Toczono spór, czy
prezydent postąpił właściwie, odmawiając poddania się wymogom medialnej demokracji i zabiegom
speców od wizerunku. Punktem wyjścia tych dyskusji było założenie, że gdyby Polacy znali prezydenta takiego, jakim był naprawdę, zostałby on doceniony także za życia. Teza to dyskusyjna, a potoczny stereotyp, że media zohydziły prezydenta, skupiając się na nieistotnych w gruncie rzeczy
detalach (jak sprawa Huberta H. bądź lapsusy z „Borubarem” i „Irasiadem”) – nieprawdziwy. (…)”.
R. Kalukin, Walka o Lecha, „Wprost” 2010, nr 48, s. 26–27.
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
Lech Wałęsa
Aleksander Kwaśniewski
Lech Kaczyński
Bronisław Komorowski
85
Wzrost:
Sylwetka:
Sport:
Wizerunek:
niski
niski
niski
średni
z brzuszkiem
z brzuszkiem
z brzuszkiem
brzucho!
łowi ryby, gra w pingponga*
potrafi kopać piłkę i tańczyć
zagubiony kibic
pływa żaglówką
nieco dodatni
dodatni
nieco ujemny
?**
* Przed prezydenturą grywał w piłkę nożną – jako bramkarz: J. Kurski, Wódz, s. 97.
** Jak pokazał jeden z tabloidów: gdzieś na Mazurach prezydent elekt siedzi przy sterze żaglówki,
a jego żona płynie (z kotwicą w ręku) do brzegu. Ta zdawałoby się bezdyskusyjna wpadka wizerunkowa (patriarchalna?) wcale bezdyskusyjna nie jest: wiadomo, że Anna Komorowska dobrze i namiętnie pływa, zaś Bronisław Komorowski…?
Ten w III RP dotąd jedyny ujemny wizerunek prezydenta nie jest bynajmniej
uwarunkowany wyłącznie językiem ciała, zarazem być może ma ono tym większe
znaczenie, im bardziej zrównoważone są pochwały i nagany Lecha Kaczyńskiego.
Zarazem wraz z może nawet rewolucyjnymi przemianami cywilizacyjnymi (najzwięźlej: od „mięśnia piwnego” do płaskiego brzucha) zaniedbanie sylwetki
w Polsce dwudziestu lat po transformacji ustrojowej wywołuje krytyczne czy tylko
zdystansowane reakcje.
Oceny przypisywane Lechowi Kaczyńskiemu przypominały stan chwiejnej
równowagi: diametralnie przeciwne wypowiedzi polityków stawały się analogiczne
do ostrych podziałów wśród wyborców. Owa „symetryczność” pochwały
i nagany sprawiała, że w postrzeganiu prezydenta przez jego przeciwników materia
drugo- czy nawet trzeciorzędna (jaką politykom z pałacu prezydenckiego zapewne
wydawało się ciało pierwszego obywatela RP) stawała się (podświadomie? raczej:
kulturowo?) tym ważniejsza. Również uwzględnienie upływu dwóch dziesięcioleci
(transformacja ustrojowa była bowiem również początkiem transformacji kulinarno-zdrowotno-estetycznej) choćby tylko cząstkowo wyjaśnia, dlaczego o Lechu
Wałęsie nikt „kurdupel” nie powiedział, chociaż po wywołaniu tzw. wojny na górze
wrogów mu nie brakowało. Ponadto lata prezydentury jednego i drugiego Lecha
to dwie nieco inne epoki mediów jako czwartej władzy: przynajmniej jedna
poważna wpadka medialna pierwszemu prezydentowi przytrafiła się39, wówczas
39
„Mój (Jacka Merkla) sprzeciw budzi też sposób reprezentowania Polski przez Wałęsę w rozmowie z prezydentem Jelcynem. Gdy wreszcie, jako jednemu z ostatnich przywódców w Europie,
»udało mu się« dodzwonić do prezydenta Rosji, oczom milionów telewidzów ukazał się spocony
Wałęsa, w koszuli z podwiniętymi rękawami, poluzowanym krawatem, z rozłożoną na biurku gazetą,
z Wachowskim krążącym za fotelem, podsuwającym jakieś »nie cierpiące zwłoki« papiery do podpisu.
Otóż elementarna grzeczność także wobec własnych obywateli, wymaga, aby transmitowana przez
TV oficjalna i arcyważna rozmowa miała minimum znaleźnej oprawy”. Wypowiedź J. Merkla, (w:)
86
Krzysztof Obremski
jednak powaga zagrożenia tłumiła wizerunkową zawartość przekazu, a „Szkła
kontaktowego” jeszcze nie było40.
Wybory prezydenckie 2010 r. wygrał Bronisław Komorowski: jak unaoczniły to
zdjęcia z wypoczynku prezydenckiej pary na żaglówce, jego brzucho jest może
nawet większe niż suma brzuszków wszystkich trzech wcześniejszych Prezydentów
III RP. Tyle że wzrost „Bronka wpadki Komorowskiego” nie pozwala o „człapaku”41
powiedzieć „kurdupel”. Wraz intensyfikacją przemian cywilizacyjnych, tj. zwrotem
Polaków od schabowego czy golonki w stronę zdrowej żywności i „tarki” czy
„kaloryfera” zamiast „mięśnia piwnego”, dodatkowo będą maleć szanse na zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego i w walce z Bronisławem Komorowskim (wyższy
wzrost), i z Donaldem Tuskiem (wyższy wzrost oraz zdecydowanie szczupła sylwetka). Natomiast Lech Kaczyński będzie wiódł życie po życiu, w którym niski
wzrost i widoczny brzuszek z czasem będą coraz słabiej pamiętane, ich dziś tymczasem bodaj tylko marginalny status zapewne zostanie wyzerowany – jego
wizerunek będzie z pewnością kształtowany przez dwa symbole (to one jako takie
„mają zdolność ewokowania sensów wtórnych, bogatszych i daleko wykraczających
poza proste przedstawienie”)42, poniekąd uniezależnione od czasu z jego mocą
zapominania o przeszłości: 1) Katyń jako cel ostatniej podróży i 2) Wawel jako
miejsce wiecznego spoczynku43. Czy po opublikowaniu raportu komisji Jerzego
Millera (29.07.2011) można przyjąć, że wyniki śledztwa w sprawie katastrofy
smoleńskiej nie potwierdziły hipotezy o bezpośredniej lub pośredniej presji preJ. Kurski, Wódz – przedostatni…, s. 12. Już jako kompromitujące Prezydenta RP wypowiedzi traktuję
jego słowa o tym, że w Paryżu był niewyspany (ponieważ to miasto miłości, a żona…), zaś w Londynie łóżko było tak wielkie, że nie mógł znaleźć żony.
40
Znamienne, że przynajmniej umiarkowanie zrozumiała wypowiedź Lecha Wałęsy podczas
kluczowego momentu uroczystości w dwudziestą rocznicę obalenia muru berlińskiego (popchnięcie
pierwszej kostki symbolicznego domina) raczej nie jest wypominana mu nawet przez jego wrogów.
41
„Bronek wpadka Komorowski” i „człapak” – tak podczas walki wyborczej o prezydenturę
zwolennicy PiS mówili o Marszałku Sejmu.
42
E. Musiałowska, Budowanie wizerunku poprzez symbole, (w:) Kształtowanie wizerunku, red.
B. Ociepka, Wrocław 2005, s. 56.
43
Jak za życia, tak też po śmierci Lech Kaczyński okazuje się postacią „symetryczną”: naprzeciwko
Wawelu, po interwencyjnym artykule w „Rzeczpospolitej”, została zdjęta reklama „zimnego Lecha”
i zawisła reklama… drinka energetycznego „O żyj i zwyciężaj” (litera „O” to logo produktu). Znamienne jest polemika: „O ile w przypadku Lecha można było przypuszczać, że to zbieg okoliczności
czy pomyłka, to teraz jest to prowokacja. (…) Trzeba olać gnojków, którzy wykorzystują ludzką śmierć
dla celów zarobkowych” (eurodeputowany PiS Marek Migalski) – „Niedługo dojdzie do tego, że
wszystko, co zawiśnie pod Wawelem, będzie interpretowane jako prowokacja” (przedstawiciel producenta napoju Dominik Doliński). B. Strzelczyk, Co może wisieć pod Wawelem, „Gazeta Wyborcza”
2010, nr 182 (7000), s. 2.
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
87
zydenta na pilotów (ta mogłaby znacząco ograniczyć siłę i zakres oddziaływania
obydwu symboli)? Dziś niepodobna definitywnie odpowiedzieć.
Co zaś z bezdyskusyjnym przecież brzuchem Bronisława Komorowskiego?
Ostatnie dni przed zaprzysiężeniem spędził w Budzie Ruskiej, gdzie – jak donosiła
prasa kolorowa – „urządził żonie gorące imieniny”. Co więcej: „(…) prezydent dał
się sfotografować z gołą klatą, dużym brzuchem i w mokrych majtach. Rozumiemy,
że pomysłem prezydenta na zdobycie popularności jest pokazanie ludowi, że głowa
państwa ma defekty, jak przeciętny Polak. Rozumiemy, ale to chyba jednak operacja zbyt szokowa”44. Zapewne w porównaniu z brzuszkiem Lecha Kaczyńskiego
brzuch Bronisława Komorowskiego to już brzucho, ale istotna różnica między tymi
prezydentami wiąże się z tym, że tylko ten drugi ma ową „klatę” i jest mężczyzną
średniego wzrostu (czy można powiedzieć postawnym? – vide Andrzej Olechowski?). Jednak te wszystkie fakty wizerunkowe (zróżnicowany wzrost i trzy brzuszki
oraz brzucho czterech Prezydentów III RP) powinny zostać skorelowane nie tylko
z dwiema zmiennymi (jakie znaczenie mają zależnie od płci i statusu społecznego
osób je oceniających?), lecz również z pewną tendencją wręcz światową: w ankiecie dotyczącej „najbardziej pożądanej perfekcyjnie zbudowanej części ciała mężczyzn” na pierwszym miejscu znalazł się właśnie brzuch (w USA 73% odpowiedzi,
zaś w piętnastu krajach świata 69% dopowiedzi). Tak więc brzuszki i brzucho
pierwszych czterech Prezydentów III RP nie wpisują się w światową tendencję, co
poniekąd wyjaśnia polska tradycja: „Przedstawiciele innych nacji mieli przede
wszystkim klatki piersiowe, ramiona, bary, umięśnione łydki i uda. Mieli też
genitalia, a brzuch spełniał rolę pośrednią, i niesamoistną. U Sarmatów nastąpiło
coś w rodzaju autonomizacji brzucha, przypadła mu w udziale ważna funkcja, stał
się nosicielem dostojeństwa w sensie przenośnym, przez swą majestatyczność,
i w sensie dosłownym, jako miejsce, na którym wiązało się pas i przy którym
wieszało szablę – atrybut stanu”45. Oczywiście można w kontekście niskiego wzrostu i widocznego brzuszka przywoływać postać Napoleona – ten jednak pochodzi
z innej epoki: tak silnie patriarchalnej, że standardy estetyczne męskich postaci
pozostawały co najwyżej umiarkowanie obowiązujące. Dlatego współcześnie każde
porównywanie się z nim pozostanie anachroniczne, a porównywanemu grozi
śmiesznością…
44
T. Sekielski, Prezydent z gołą klatą, „Newsweek Polska” 2010, nr 34, s. 9.
T. Chrzanowski, Ciało sarmackie, (w:) T. Chrzanowski, Wędrówki po Sarmacji Europejskiej.
Eseje o sztuce i kulturze staropolskiej, Kraków 1988, s. 233.
45
Krzysztof Obremski
88
3. WIZERUNKOWE VARIA
BEZDYSKUSYJNIE: LECH KACZYŃSKI był mężczyzną niskiego wzrostu. Co dla
apologetów nie było jakimkolwiek problemem: „człowiek wielkiego serca i umysłu
choć skromnej postury” (Z. Krasnodębski). Zaś dla krytyków stawało się materią
może nawet szyderstwa: „Prezydent może być niski, ale nie mały” (R. Sikorski).
Zresztą nie sam wzrost jawi jako ważny problem medialnego wizerunku Lecha
Kaczyńskiego, istotne pozostawało bowiem to, że ów niski wzrost łączył się z wyraźnym brzuszkiem, co dawało szczególnie komiczny efekt wówczas, kiedy na twarzy
prezydenta pojawiała się mina męża stanu czy głównodowodzącego polską armią46
(w takich sytuacjach pucołowatość może ośmieszać). Nawet pozowane zdjęcie
w pałacowym wnętrzu47 unaocznia wizerunkową ułomność: siedzący w fotelu Lech
Kaczyński założył nogę na nogę i tym samym problem niskiego wzrostu został
poniekąd pomniejszony – cóż z tego, skoro zapięta na wszystkie guziki marynarka
swymi fałdami eksponuje to, co powinno zostać jeśli nie ukryte, to przynajmniej
pomniejszone, tzn. eksponuje całkiem duży brzuszek mężczyzny skromnej postury.
Powstaje efekt tragikomiczny: majestat Rzeczpospolitej uosobiony w jej prezydencie
versus nadęty grubasek, rozparty na fotelu niczym na tronie; co więcej: marynarka
„nie leży” na opiętym nią brzuszku, a lśniący but na prawej nodze (wyeksponowany,
jako najbliższy obiektywu, na pierwszym planie) „kłóci się” z niepodciągniętą
powyżej kostki skarpetką. Wzorem krawieckiej troski o wizerunek mogliby być dwaj
pierwsi Prezydenci III RP: Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski nosili garnitury
szyte przez krawca zwanego „architektem sylwetek”48.
Niski wzrost bez brzuszka (Nicolas Sarkozy) czy też niski wzrost połączony
z wyraźnym brzuszkiem (Lech Kaczyński) same sobą jeszcze nie rozstrzygają
o wizerunku polityka, jeśli jednak odegrały pewną, choćby trzeciorzędną rolę
w kształtowaniu ocen „kurdupla”49, to przede wszystkim dlatego, że on sam, prywatnie może faktycznie miły i uroczy, publicznie nieraz sam szkodził swojemu
46
Lech i Maria Kaczyńscy…, s. 66.
Ibidem, s. 63.
48
„Dobry krawiec – a Turbasowie (Józef i jego syn) niewątpliwie takimi krawcami są – może
cudownie oszukać. Ich garnitur wyszczupla nawet o 15 kilogramów, podwyższa czy poszerza w ramionach”. B. Piłat, Turbasa – architekt sylwetek, „Gazeta Wyborcza” 2010, nr 184 (7002), s. 25.
49
„Największe znaczenie (dla wizerunku) mają jednak cechy osobiste lidera politycznego i to
zarówno cechy jego wyglądu, jak i cechy charakteru. Wśród cech zewnętrznych nabywca zwraca
uwagę na wiek, wygląd – strój, fryzurę, wzrost, wygląd twarzy, sylwetkę (wagę) oraz głos. Ich znaczenie
podkreśla określenie »kanały komunikacji niewerbalnej«” – pierwszym kanałem jest ogólny wygląd
polityka, istotne jest pierwsze wrażenie, jakie robi on na odbiorcach. Drugim kanałem komunikacji
47
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
89
wizerunkowi50. Co jeszcze ważniejsze: w stanie chwiejnej równowagi między
pochwałą a naganą tym istotniejszy staje się nie prywatny, lecz medialny wizerunek
Lecha Kaczyńskiego. To, że był on – mówiąc eufemistycznie – umiarkowany,
potwierdzają nawet najbliżsi współpracownicy prezydenta. A przecież pierwszy
poważny sygnał kłopotów z wizerunkiem pojawił się dostatecznie wcześnie, tj.
podczas kampanii prezydenckiej 2005 r., kiedy niejako w odpowiedzi na wizerunek
regularnie grającego w piłkę nożną Donalda Tuska Lech Kaczyński zjechał do
śląskiej kopalni: na zdjęciu51 zobaczymy mężczyznę z dość widocznym brzuszkiem.
Kogoś wizerunkowo niedopracowanego – takie wrażenie można odnieść, kiedy
patrzymy od góry:
– niezapięty dolny guzik roboczej kurtki raczej nie sprawia wrażenia artystycznego i tym samym medialnie pozytywnego nieporządku;
– spod kurtki zwisa bodaj koniec paska spodni (zwisa kompromitująco:
niczym męskie przyrodzenie?);
– lewa nogawka spodni w całości jest wpuszczona w gumowiec, druga jedynie
połowicznie, co może sprawiać wrażenie choćby niedbałości czy nawet
niechlujstwa, a może i zagubienia w robotniczym środowisku.
Po prostu w kopalni zabrakło Marii Kaczyńskiej?
Zarazem tylko uważny (czy też seksistowski?) czytelnik okolicznościowych
albumów może zauważyć, że rok urodzin Pierwszej Damy zostaje pomijany milczeniem: jedynie zdjęcia prezydenckiej pary „mówią” o pewnej różnicy wieku
między starszą żoną a młodszym mężem – różnicy w polskiej tradycji dotąd na
ogół raczej nieakceptowanej. Co więcej, pewien szczegół jej wyglądu (nos) sprawiał, że mówiono o niej Pinokina. Troska Pierwszej Damy o Pierwszego Obywatela
RP bywała niedźwiedzią przysługą medialną, szczególnie reklamówka z kanapkami
przed odlotem do USA mogła kompromitować.
W okolicznościowym wydawnictwie albumowym Lech i Maria Kaczyńscy. Całe
życie dla Polski nie znalazłem tego plakatu, jaki był wykorzystany w kampanii
prezydenckiej 2005 r.: Lech Kaczyński z żoną, córką, jej mężem i wnuczką. Jednym
słowem: tradycyjna rodzina trzypokoleniowa. Tymczasem między ową kampanią
jest sposób ubierania się polityków, trzecim – języka ciała i wyraz twarzy, a czwartym – sposób
mówienia”, M. Cichosz, op.cit., s. 64.
50
Por. M. Mazur, Negatywna telewizyjna reklama polityczna. Doświadczenia amerykańskie
i polskie, (w:) Kampania wyborcza: marketingowe aspekty komunikowania politycznego, red.
B. Ostrowska-Dobek, Wrocław 2005.
51
Lech i Maria Kaczyńscy…, s. 70.
90
Krzysztof Obremski
a katastrofą smoleńską w życiu osobistym córki prezydenta zaszły poważne zmiany:
rozwód, ponowne małżeństwo (z synem gdańskiego działacza SLD) i druga córka.
Te wydarzenia, pewnym znakiem zapytania opatrujące postać Lecha Kaczyńskiego
jako strażnika tradycyjnych wartości rodzinnych, są przemilczane w pośmiertnych
publikacjach. Kto nie pamięta tamtego plakatu i przede wszystkim rodziny wykorzystywanej jako argument w walce o głosy wyborców, ten… po prostu nie pamięta.
Trudno powiedzieć, czy Lech Kaczyński czuł się osobiście skrzywdzony niekorzystnymi dla niego wynikami porównań z innymi Prezydentami III RP, ale
z pewnością takie poczucie krzywdy daje się wyraźnie poznać w wypowiedziach
osób blisko z nim związanych, np.: „(Lech Kaczyński) w ciągu ostatnich trzech lat
najbardziej wyśmiewany i poniewierany człowiek w państwie. Śmiano się z niego
za wszystko: za niski wzrost (choć nigdy tego nie wytykano Wałęsie), za nieznajomość języków obcych (choć to samo nie raziło u Tuska czy Komorowskiego), za
różne gafy w rodzaju źle zawiązanego szalika (choć znacznie poważniejsze wpadki
Kwaśniewskiego, jak ta nad grobami pomordowanych w Charkowie, przemilczano
i tuszowano)”52. Faktycznie: przeciwnie niż Lechowi Kaczyńskiemu – niskiego
wzrostu Lechowi Wałęsie nie wytykano. Prawdę mówiąc obydwaj prezydenci
niekiedy wyglądali trochę komicznie: niskiego wzrostu i z brzuszkami53, ale jako
najwyżsi zwierzchnicy polskiej armii przybierali marsowe miny mężów stanu.
Wcześniej tragikomicznie wyglądał gen. Wojciech Jaruzelski: dorosły dzieciuch
ogłosił wprowadzenie stanu wojennego.
Nieznajomość języków obcych? To nie Donald Tusk ani Bronisław Komorowski,
lecz właśnie Lech Kaczyński był samodzielnym pracownikiem naukowo-dydaktycznym i tym samym to jego powinnością (wręcz zawodową) pozostawała znajomość przynajmniej jednego języka obcego. Kiedy Donald Tusk został premierem,
bezzwłocznie zaczął uczyć się języka angielskiego i po podpisaniu układu o tarczy
antyrakietowej przemówił do sekretarz stanu USA po angielsku; w wewnątrzpartyjnych prawyborach Bronisław Komorowski wyjaśnił Radosławowi Sikorskiemu,
dlaczego nie zna angielskiego (kiedy jeden studiował w Anglii, drugi siedział
w polskim więzieniu). Zaś w kontaktach międzynarodowych głowa państwa Lech
Kaczyński bez tłumacza pozostawał niemy (wyłączywszy rozmówców znających
język polski, np. Litwinów).
52
G. Górny, 10.4.10, „Fronda” 2010, nr 55, s. 20. Paradoksalnie: (rzekomo?) wrogi Lechowi
Kaczyńskiemu TVN nie skrywał skandalu, jakim był w Charkowie pijany Aleksander
Kwaśniewski.
53
Bodaj pierwszym, który otyłość wykorzystał jako bardzo mocny argument w sporze politycznym, był Stefan Niesiołowski: „pornogrubas” (o Ryszardzie Kaliszu).
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
91
Gwoli wierności faktom: Lech Kaczyński, rzekoma ofiara jakoby wrogich jej
mediów, jedynie sobie samemu zawdzięcza trzy poważne wpadki wizerunkowe,
nieporównywalnie istotniejsze niż językowe potknięcia (trener Benhałer czy
bramkarz Borubar, już nie mówiąc o imieniu policyjnego psa „Irasiad”), a nawet
wcześniejsze impulsywne „Spieprzaj, dziadu!”54 (które w jednych wywoływało
sympatię, w innych zaś pewien niesmak). Dwie wpadki nastąpiły w samej Brukseli.
Pierwsza to nagłośniony mikrofonem szept „małpa w czerwonym” (o dziennikarce
TVN Indze Rosińskiej). Drugą było tryumfalne uderzenie w ramię Donalda Tuska,
kiedy wbrew stanowisku rządu prezydent przyleciał wyczarterowanym samolotem
na szczyt premierów państw UE i pojawił się na sali obrad. Doprawdy chamska
była trzecia wpadka profesora pochodzącego z żoliborskiej inteligencji: kiedy po
podpisaniu umowy o tarczy antyrakietowej Donald Tusk po angielsku przemówił
do sekretarz stanu USA, Lech Kaczyński zaczął się głośno z tego czy też z niego
śmiać – chociaż sam żadnych języków obcych nie znał choćby na tyle, aby nawet
w jedynie towarzyskiej konwersacji obejść się bez pomocy tłumacza.
Wśród ofiar katastrofy smoleńskiej był również prezydent Ryszard Kaczorowski.
Wysoki, postawny i siwy. Zarazem z jego polityczną biografią nie tylko Lechowi
Kaczyńskiemu równać się niepodobna. Wizerunkowe porównywanie obydwu
prezydentów jako uosobienia majestatu Rzeczpospolitej byłoby jednoznacznie
wymowne55, jednak (nie)wiedza historyczna Polaków determinuje w zasadzie
jedynie potencjalny status takiego porównywania56. Oczywiście wszystkim trzem
54
„(Lech) Kaczyński stracił część poparcia (nieznaczną jednak) podczas kampanii wyborczej
2002 r., gdy zdenerwowany na ulicy krzyknął do irytującego go mężczyzny niesławne »Spieprzaj,
dziadu!«. Zachwiał się tu z trudem wypracowywany wizerunek Kaczyńskiego jako człowieka opanowanego (również w sytuacjach stresowych), kulturalnego i szanującego innych. Błąd drobny, choć
z marketingowego punktu widzenia fatalny – profesjonaliście politycznemu, za jakiego z pewnością
chciał uchodzić ówczesny lider PiS-u, utrata zimnej krwi w sytuacji prowadzenia kampanii wyborczej
nie powinna w ogóle się przydarzyć (choć wpadka ta nie przeszkodziła mu zdobyć najwyższego
urzędu stolicy)”. M. Jeziński, Wizerunek polityczny jako element strategii wyborczej, (w:) Kampania
wyborcza: marketingowe aspekty komunikowania politycznego, red. B. Dobek-Ostrowska, Wrocław
2005, s. 119–120.
55
Mniejsza nawet o szlacheckie pochodzenie Ryszarda Kaczorowskiego (herb Jelita), istotniejsza
działalność polityczna (najkrócej): komendant Szarych Szeregów w Białymstoku; aresztowany przez
NKWD i skazany na karę śmierci; ta zamieniona na Kołymę; jako żołnierz II Korpusu walczył pod
Monte Cassino; w latach 1989–1990 Prezydent RP na Uchodźstwie.
56
O ile Polakom Paryż jeszcze jakoś kojarzy się z „Kulturą”, to już Londyn jako centrum polityczne
powojennej emigracji pozostaje w jego głębokim cieniu – znamienne, że przekazanie insygniów
prezydenckich II Rzeczpospolitej (1990) niejako wyparowało z pamięci historycznej Polaków i jedynie katastrofa smoleńska na krótko przypomniała im o powojennej emigracji politycznej jako
Rzeczpospolitej na emigracji.
92
Krzysztof Obremski
prezydentom (dodawszy Lecha Wałęsę) przyszło żyć w tak nieporównywalnych
okolicznościach historycznych, że jakiekolwiek porównywania powinny pozostawać świadomie ograniczane nieprzekładalnością trzech jakże różnych życiowych
„tu i teraz” (Białystok – Kołyma – Monte Cassino – Londyn; Gdańsk – Sztokholm
i Nobel – Pałac Prezydencki; Żoliborz – Trójmiasto – Pałac Prezydencki), a jednak
wyłącznie to Ryszard Kaczorowski pozostanie najpiękniejszym dziedzicem tradycji patriotycznej. W kontekście jego biografii eksponowanie zaangażowania
rodziców braci Kaczyńskich w podziemne harcerstwo wydaje się może nawet
niestosowne.
Mniejsza o motywy już kilkuletniego przymierza o. Tadeusza Rydzyka i Jarosława Kaczyńskiego. Zrazem ich wspólne głosy sprawiają, że jako kustosz pamięci
brata i bratowej prezes PiS okazuje się kimś koniunkturalnym i w ten sposób
podważa tak zdawałoby się bezgraniczną więź bliźniaków, jak też rzekomo znamienny dla polskiej tradycji narodowej szacunek dla kobiet. Brak uzewnętrznionej
reakcji braci na wypowiedź o „czarownicy” Marii Kaczyńskiej mógł być dyplomatyczny i pragmatyczny, ale wizerunkowo wątpliwy. Tak czy inaczej, jednak o ile
Jarosław zyskuje głosy radiomaryjnego elektoratu, o tyle wszyscy troje wizerunkowo nieco tracą jako ci, którzy milcząco przełknęli znieważenie było nie było
pierwszej damy. Ostatecznie „beza” i „czarownica” to słowa nieporównywalne jako
formy werbalnej zniewagi.
Jesienią 2010 r. czytelnicy „Wprost” mogli przeczytać Wojnę o Lecha: „Oto
narodowy bohater, poniżony za życia, wyśmiewany z powodu błahych słabości,
zaznaje zasłużonej wielkości po bohaterskiej śmierci na ołtarzu Ojczyzny. Ten
romantyczny schemat to czytelna metafora całego polskiego losu, opisywanego
przez wieszczów narodowych. Nośna, w jakiejś mierze docierająca nawet do
inteligencji, z reguły przecież wyczulonej na fałszywe tropy mitologii”57. Z tych
słów wyłania się wręcz szkolny bohater romantyczny: przeciwko Rosji walczący
za „waszą i naszą wolność” (lot do Gruzji i zacieśnienie współpracy z Litwą), jak
też niemal osamotniony w sprzeciwie58 wobec coraz mocniej zintegrowanej
Europy (nieprzypadkowo spośród europejskich polityków bliski mu pozostawał
eurosceptyczny Vaclav Klaus); zarazem pokonany tak przez Unię Europejską
57
R. Kalukin, Wojna o Lecha, „Wprost”, 28.11.2010, s. 26. Szerzej o Lechu Kaczyńskim w kontekście mesjanizmu: K. Obremski, Trzy ułamki tradycji: polski mesjanizm 2011 r. (w druku).
58
„To, co najbardziej ceniłem w Lechu Kaczyńskim, to właśnie taka odporność, głęboka dzielność
człowieka, który na polu bitwy ideowej był atakowany, ośmieszany, izolowany jako polityk i człowiek,
a mimo wszystko trwał przy swoim i mówił to, co uważał”. Lech Kaczyński prowadził ponowoczesne
powstanie. Rozmowa P. Pałki ze Z. Krasnodębskim, „Fronda” 2010, nr 55, s. 122.
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
93
(podpisał Traktat Lizboński), później zaś, już pośmiertnie, również przez krajową
„nierzeczywistość” PO (zwycięstwo Bronisława Komorowskiego nad Jarosławem
Kaczyńskim).
Dla apologetów Lecha Kaczyńskiego romantyczny mesjanizm nie pozostał
materią wyłącznie historyczną – przeciwnie, stał się bowiem elementem jak najbardziej współczesnej polemiki politycznej: „Mickiewicz i Słowacki przypominani
w swych istotnych dziełach i ideach okazują się po wiekach nadal najlepszą na
»salon« odtrutką, a ich widzenie polskiego posłannictwa dziejowego wydaje się
świeże i odkrywcze także w czasach wyziębienia, skarlenia i niskiego praktycyzmu
współczesnej Europy, czasach całkowicie przeciwnych w nastroju epoce »gorączki
ludów«, która wydała naszych wieszczów”59. Takie postrzeganie przeciwieństwa
między wywyższanym prezydentem a zwycięskimi nad nim siłami zagranicznymi
oraz krajowymi (jako opozycję głównie werbalną) można uznać za poniekąd
anachroniczne – tzn. podstawą pochwały Lecha Kaczyńskiego pozostają idee
formułowane jedynie słowami, podczas gdy współczesna kultura staje się coraz
wyraziściej kulturą idei formułowanych obrazami. Właśnie jako postrzegany
naocznie bohater (post?)romantyczny Lech Kaczyński ujawnia iluzoryczność
działań swych już pośmiertnych apologetów: dla starszych pokoleń Polaków
naocznymi postaciami bohaterów romantycznych mogą być Gustaw Holoubek
(„Dziady” Kazimierza Dejmka i Marzec 1968) czy Piotr Nardelli („Kordian” Adama
Hanuszkiewicza i zwykła drabina malarska jako Mont Blanc), dla młodszych będą
Artur Żmijewski i Gustaw Holoubek („Lawa” Tadeusza Konwickiego). Z nikim
spośród tych aktorów Lech Kaczyński równać się nie może. Niczym! Wszyscy trzej:
młodzi (wyłączywszy Holoubka w „Lawie”), przynajmniej średniego wzrostu
i szczupli versus mężczyzna już przynajmniej w średnim wieku, niskiego wzrostu,
o nieco pyzatej twarzy i wyraźnym brzuszku. Dlatego kreowanie go na bohatera
(post?)romantycznego jest wizerunkowym strzałem w płot. Tym bardziej, że sama
tradycja romantyczna po dwóch dziesięcioleciach znów niepodległej Rzeczpospolitej staje się coraz wyraziściej anachroniczna.
Ponadto, niezależnie od przeciwieństwa między wyobrażeniami o bohaterze
romantycznym a cielesną realnością Lecha Kaczyńskiego, dla młodszych pokoleń
Polaków, które szkołę wspominają krytycznie (jeśli już nie jako instytucję opresji
społecznej, to jako Gombrowiczowskie „Słowacki wielkim poetą był”), wpisywanie
Lecha Kaczyńskiego w tradycję romantyczną wydaje się niedźwiedzią przysługą
59
R.A. Ziemkiewicz, Szlachetna obsesja wolności, „Rzeczpospolita. Plus Minus” 2010, nr 118,
s. A16.
Krzysztof Obremski
94
jego apologetów – staje się bowiem mumifikacją prezydenta i powierzeniem
pamięci o nim jedynie starszym pokoleniom (czyli tylko tym, dla których tradycja
romantyczna jest czymś więcej, niż wyłącznie szkolnym obowiązkiem).
4. AKTOR POLITYCZNY –
AUTODESTRUKCJA WIZERUNKU – MEDIA MASOWE
JUŻ SAMO ZDAWAŁOBY się proste rozróżnienie (zbiorowi aktorzy sceny politycznej versus indywidualni aktorzy polityczni60) okaże się dyskusyjne, kiedy odniesiemy je do Lecha Kaczyńskiego… i niejako siłą rzeczy również do Jarosława.
Materia to tym trudniejsza, że drogi życiowe bliźniaków biegły na ogół niejako
równolegle, ale sam prezydent nie skrywał, że pozostawał pod wpływem brata. Tak
słowa „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania”, jak też konsultacja telefoniczna
prezydenta prowadzącego negocjacje w Brukseli z bratem pozostałym w kraju
mogły kojarzyć się Polakom przynajmniej z tym, co za rządów AWS określano jako
„kierowanie z tylnego siedzenia” (Jerzy Buzek – Marian Krzaklewski), jeśli nie
jeszcze gorzej (przewodnia rola PZPR: rząd rządzi – partia kieruje). W każdym
razie żaden z poprzednich Prezydentów III Rzeczpospolitej tak otwarcie, jak Lech
Kaczyński, nie ujawniał swego uzależnienia od osób czy też sił politycznych, ponad
którymi przynajmniej powinien pozostawać (szczególnie w kontekście przepołowienia elektoratu podzielonego między PiS a PO). Paradoksalnie: brat bliźniak był
wewnętrznie sprzeczną siłą, tzn. zarazem „podniósł” na najwyższy urząd polityczny, ale „wyniósłszy” – zarazem dyskredytował. Nawet jeśli Lech i Jarosław
niekiedy różnili się, to odmienne stanowiska nie były otwarcie werbalizowane,
toteż ich jednogłos szkodził wizerunkowi prezydenta, ponieważ ten powinien być
osobą – można powiedzieć – samoistną. Owszem, Lech Wałęsa miał „kapciowego”
Mieczysława Wachowskiego, Aleksander Kwaśniewski nie wyrzekł się SLD, ale
jedno i drugie pozostawało nieporównywalne z uzależnieniem od prezesa
PiS. Powstała sytuacja paradoksalna i zarazem wizerunkowo negatywna: zdobywszy główną rolę na polskiej scenie politycznie, zwycięzca prezydenckich wyborów
dobrowolnie ją przynajmniej ograniczył, a może nawet wyrzekł się jej. Po zwycięskich wyborach prezydent jako główny przywódca polityczny pozostał tym, kim
60
B. Dobek-Ostrowska, Media masowe i aktorzy polityczni w świetle studiów nad komunikowaniem politycznym, Wrocław 2004, s. 183–222.
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
95
był wcześniej: nie tyle przywódcą czy choćby współprzywódcą, ile wykonawcą61
(pamiętne „Panie prezesie, melduje wykonanie zadania”). Jeśli w wymiarze symbolicznym ojcobójstwo jest warunkiem koniecznym stania się mężczyzną, to –
analogicznie – Lech Kaczyński nie stał się prezydentem wyzwolonym spod wpływu
bliźniaka62. Zarazem pewnych zależności Polacy po prostu nie lubią: z podobną
pogardą czy też tylko lekceważeniem o zniewolonym żoną mężu mówią „pantoflarz”, jak też o pewnym znanym mi księdzu proboszczu, którego parafią rządzi
jego matka.
Jeśli wizerunek polityka jest determinowany zarówno przez cechy jego wyglądu
zewnętrznego, jak też cechy osobowości, a również przez te czynniki, które ukształtowały jego osobowość63, wówczas przyjdzie stwierdzić, że akurat te pierwsze (tj.
cechy wyglądu zewnętrznego) nie były atutem zwycięzcy poprzednich wyborów
prezydenckich. Tym bardziej, że oficjalne obowiązki głowy państwa jakby siłą
rzeczy nie sprzyjały pojawianiu się z uśmiechem na twarzy, zaś marsowa mina
mężczyzny niskiego wzrostu, ale z wyraźnym brzuszkiem mogła wywoływać
wrażenie tragikomiczne. Co gorsza, nadąsana mina pierwszego obywatela stała się
przedmiotem żartów internautów.
Wręcz wizerunkowym golem samobójczym było i samo odwołanie spotkania
trójkąta weimarskiego w reakcji na „kartofla” z niemieckiego pisma satyrycznego,
i przede wszystkim obyczajowo niegodne uzasadnienie tegoż odwołania (przywódca ma prawo chorować i nie skrywać tego – od prezydenta Reagana do prezydenta Chaveza – ale ujawnienie reakcji emocjonalnej w postaci problemów układu
trawienno-wydalniczego kompromituje może nawet straszniej niż problemy
alkoholowe prezydenta Jelcyna: wódka to, przynajmniej w polskich realiach, ludzka
rzecz, ale nerwicowa reakcja na satyryczne szyderstwo to już coś przynajmniej
niepoważnego, jeśli nie ośmieszającego). Zarazem kompromitującym przejawem
godnościowego nadęcia było oczekiwanie na reakcję niemieckiego rządu – unaoczniające jeszcze pokomunistyczne pojmowanie relacji między władzą polityczną
a mediami (czwarta władza ręcznie kierowana?!). Co więcej: gdyby przywódcy
USA, Wielkiej Brytanii oraz Francji podobnie obrażająco się reagowali na satyryczne rysunki, jakakolwiek współpraca euroatlantycka pozostawałaby trwale
sparaliżowana.
61
O kategoriach członków elit politycznych: B. Dobek-Ostrowska, Komunikowanie polityczne
i publiczne. Podręcznik akademicki, Warszawa 2006, s. 178.
62
Znamienne, że stosunkowo wcześnie relacje między prezydentem Komorowskim a premierem
Tuskiem stały się – niczym za rządów SLD – nieco „szorstką przyjaźnią”.
63
M. Cichosz, op.cit., s. 62.
96
Krzysztof Obremski
Autodestrukcja wizerunku Lecha Kaczyńskiego unaocznia następstwa niekoherencji między komponentami wizerunku politycznego. Z jednej strony zdawałoby się bezdyskusyjnie pozytywne przecież czynniki, które ukształtowały jego
osobowość (pochodzenie społeczne: inteligenckie; rodzina: patriotyczna; zawód:
prawnik; wykształcenie więcej niż wyższe: doktor habilitowany zatrudniony na
stanowisku profesora nadzwyczajnego; doświadczenie polityczne: współpracownik
WZZ, wiceprzewodniczący KK NSZZ „Solidarność”, prezes NIK, prezydent Warszawy). Z drugiej strony zaś co najwyżej umiarkowanie reprezentatywny wygląd
zewnętrzny (posturą bliższy Lecha Wałęsy niż Aleksandra Kwaśniewskiego, już
o Ryszardzie Kaczorowskim nawet nie wspominając!) oraz taka postawa, która
jednym jawiła się jako godność osobista, drugim zaś jako nadęcie, małostkowość
czy przynajmniej nadwrażliwość. Vide dysproporcja między jedynie satyrycznym
„kartoflem” na łamach niemieckiego czasopisma a międzynarodowym curiosum,
jakim było odwołanie dla Polski przecież ważnego spotkania trójkąta weimarskiego
jedynie z powodu urażonej godności osobistej. Państwo polskie zostało podporządkowane osobistym kompleksom prezydenta? – ponieważ „kartofel” trafił
w czułe miejsce prezydenckiego autowizerunku? Właśnie skrajna reakcja na
jedynie satyrycznego (ale niemieckiego!) „kartofla” wydaje się potwierdzeniem
tego, że sam Lech Kaczyński był świadom negatywnej wartości swego ciała jako
tzw. „kanału komunikacji niewerbalnej”. Zaś urażona godność osobista (a może
nawet pycha?)64 przeważyła nad trzeźwą kalkulacją polityczną, która podpowiedziałaby, że słabe punkty wizerunku medialnego powinny być neutralizowane, nie
zaś eksponowane własną reakcją na medialne strzały w dziesiątkę? Jeśli o Reaganie
mówiono, że jest teflonowym prezydentem (ponieważ nic do niego nie mogło
przykleić się), to Lech Kaczyński jawi się jako jego wizerunkowe zaprzeczenie:
Amerykanin był aktorem i związkowcem, Polak tylko związkowcem…
Jednak „kartofel” jako przykład autodestrukcyjnego wyeksponowania akurat
tego, co w medialnym wizerunku przywódcy powinno pozostawać starannie
64
Wyrazy bliskoznaczne jako nośniki przeciwnych wartości były dobrze znane już klasycznej
praktyce i teorii retorycznej: „Zarówno w przypadku pochwały, jak i nagany należy przyjąć za
identyczne z istniejącymi cechami te, które są im pokrewne i np. podejrzliwego nazwać „zimnym”
i „intrygantem”, prostolinijnego – „uczciwym”, niedrażliwego „uprzejmym” i podobnie w każdym
przypadku wśród cech pokrewnych wybierać najbardziej pochlebną i np. człowieka gniewliwego
i niezrównoważonego nazwać szczerym, zarozumiałego – dostojnym i czcigodnym”. Arystoteles,
Retoryka, (w:) Arystoteles, Retoryka. Poetyka, tłum., wstęp, oprac., H. Podbielski, Warszawa 1968,
s. 107–108 (1367a 35–1367b 5; księga I, rozdz. 9). Tak więc Lech Kaczyński byłby „szczery” oraz
„dostojny i czcigodny”? – w nagannym wymiarze tych słów!
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
97
wyretuszowane, w kontekście relacji sprzężenia zwrotnego między bliźniakami
będzie jedynie czymś akcydentalnym. Fundamentalny status należy bowiem
przypisać nie skrywanemu uzależnieniu Prezydenta RP od prezesa PiS. Jeśli
bowiem przyjąć, że istnieją cztery wymiary pożądanych dla przywódcy cech
charakteru65 i(!) wszystkie one są konstytutywne, wówczas braterskie samoograniczenie zdolności przywódczych prezydenta na rzecz starszego o piętnaście minut
Jarosława sprawia, że głowa państwa sama siebie uczyniła figurantem. Oczywiście
i w tej materii spór między zwolennikami i przeciwnikami braci Kaczyńskich
pozostanie bez uzgodnienia wspólnej opinii: dla pierwszych telefon prezydenta
podczas negocjacji w Brukseli do prezesa PiS będzie zacną konsultacją polityczną,
dla drugich – nagannym partyjniactwem. Jeśli jednak wśród cech wymaganych od
przywódcy jako polityka na pierwszym miejscu jest wymieniona „umiejętność
posiadania własnego zdania”66, to przeciwnikom PiS znak zapytania nad tym
walorem prezydenta Lecha Kaczyńskiego wydaje się czymś zasadnym – natomiast
zwolennikom tej partii kwestionowanie zdolności przywódczych młodszego
bliźniaka będzie czymś niedorzecznym, gdyż mogliby wskazać tu coś tak pozytywnego, jak np. kulturę demokratyczną głowy państwa i odrzucenie pokusy prezydenckiej dyktatury.
Dla Lecha Kaczyńskiego powstała sytuacja dwakroć przynajmniej trudna: nie
dość, że podejmowanie decyzji politycznych mogło jawić się jako proces swoiście
kolektywny (oprócz wpływu brata i matki należy pamiętać o znaczeniu choćby
Elżbiety Jakubiak czy innych kobiet z obozu prezydenckiego), to jeszcze takie
samoograniczenie prezydenckiej władzy sprzyjało krytycznej postawie mediów
masowych. Jeśli te stanowią przedłużenie działalności wszystkich typów elit politycznych, są dla nich nawet „tlenem rozgłosu” (B. McNair)67, to nieskrywane
przecież napięcie między pałacem prezydenckim a poważną częścią polskiej
czwartej władzy (szczególnie „Gazetą Wyborczą” oraz TVN) niejako siłą rzeczy
zwracało się przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu.
65
„P. Pierce wyróżnił cztery wymiary pożądanych dla przywódcy cech charakteru: – zdolności
przywódcze, na które składają się umiejętność sprawowania przywództwa, uzyskiwania szacunku
i zdolność inspirowania podwładnych; – kompetencja, czyli umiejętność ciężkiej pracy, inteligencja
i wiedza; – integralność wewnętrzna kandydata wynikająca z jego uczciwości, przyzwoitości, moralności oraz dawania dobrego przykładu; – empatia, to znaczy umiejętność wczuwania się w problemy innych, mile usposobienie, zdolność wyrażania współczucia”. M. Cichosz, op.cit., s. 64; podkr.
aut. – K.O. 66
Ibidem.
67
B. Dobek-Ostrowska, Media masowe…, s. 189.
Krzysztof Obremski
98
Przyjąwszy, że wypracowane przez partie strategie funkcjonalne (tj. strategia
komunikacyjna i strategia marketingowa) opierają się na szerokim wykorzystaniu
mediów masowych, wówczas będziemy musieli stwierdzić, że PiS i wywodzący się
z niego prezydent niejako sami wyrzekli się poważnej części owych mediów (vide
„trzeci bliźniak” Ludwik Dorn i jego „łże-elity”). Może nawet niepodobna bezstronnie orzec, jak to było: której ze stron należy przypisać odpowiedzialność za
może nawet wrogie relacje między nimi? Warto jednak zauważyć, że stan medialnej rzeczy za prezydentury „Bronisława wpadki Komorowskiego” ma się inaczej:
nawet toast wzniesiony kieliszkiem szampana stojącym przed królową Zofią (król
Gustaw błyskawicznie podsunął jej swój kieliszek) czy błędy ortograficzne w tekście
kondolencji dla Japonii nie zyskały rozgłosu medialnego porównywalnego z językowymi potknięciami Lecha Kaczyńskiego. Można powiedzieć, że: taką ulgową
taryfą media masowe potwierdziły swą antypisowską stronniczość (lub) nowy obóz
prezydencki swą odmienną postawą wobec mediów (ogólnie pozytywną – bez
selekcji na przyjazne i wrogie) wypracował takie relacje z nimi, że proporcje
między tym, co istotne, a tym, co atrakcyjne jedynie medialnie zostają zachowane.
W oczach uważnego i zarazem krytycznego obserwatora działań prezydenta
Lecha Kaczyńskiego niejako może nawet narzucała się niespójność „wysokiej”
komunikacji werbalnej i „niskiej” komunikacji niewerbalnej, a ta niekoherencja
znacząco obniżała jakość wizerunku głowy państwa. Oto polityk jawnie wyznający
wiarę katolicką (ta zaś nakazuje zachować szacunek dla każdej osoby) i jako profesor prawa niejako siłą rzeczy skazany na powagę godną najwyższego urzędu
w państwie raz zachował się wręcz grubiańsko (kiedy nieskrywanym śmiechem
czy nawet rechotem skwitował wystąpienie Tuska przed amerykańską sekretarz
stanu)68, raz zaś (i to w Brukseli podczas szczytu premierów UE) zwycięsko klepnął
Tuska w ramię niczym koleś kolesia w atmosferze stuprocentowego spoufalenia
się69. Takie dwukrotne na arenie międzynarodowej poniżenie premiera polskiego
rządu przez Prezydenta RP jest zaprzeczeniem tak elementarnego wychowania, jak
też norm polskiej kohabitacji (dotąd „szorstka przyjaźń” pozostawała nieprzekra68
Przyjmijmy, że śmiech (rechot?) należy do komunikacji niewerbalnej. Przemawia za tym to,
że parajęzyk („grupa sygnałów niewerbalnych obejmujących cechy wokalne głosu, jak ton, barwa,
wysokość, natężenie, głośność, modulacja, tempo mówienia, oraz interferencje głosowe, czyli
wzajemne oddziaływanie na siebie dwu lub więcej cech głosu oraz wszelkie dźwięki pozajęzykowe”)
należy do komunikowania niewerbalnego. B. Dobek-Ostrowska, Komunikowanie polityczne…,
s. 281.
69
Inna sprawa, że prywatnie obydwaj politycy mogli przyjacielsko pić wino, ale publicznie łączyła
ich przyjaźń bardziej „szorstka” niż ta między Leszkiem Millerem i Aleksandrem Kwaśniewskim.
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
99
czalną granicą). Ta sprzeczność między komunikacją werbalną i komunikacją
niewerbalną (w zasadzie dostrzegalną tylko dla tych, którzy finał wizyty amerykańskiej sekretarz stanu znali w przekazie audiowizualnym, a finał sporu o obecność prezydenta na szczycie premierów państw UE widzieli na telewizyjnych czy
też internetowych monitorach) mogła znacząco wpłynąć na wizerunek prezydenta:
„osoby, które komunikują się w sposób niespójny, są postrzegane jako niewiarygodne, nieprecyzyjne i dwulicowe”70.
Jedno i drugie wydarzenie (szyderczy śmiech i tryumfalne uderzenie w ramię
zwyciężonego przeciwnika) to nie tylko podważenie spójności przekazu werbalnego i przekazu niewerbalnego, wiąże się bowiem również z czymś tak poważnym,
jak „autodestrukcja autoprezentacji”: zapewne w tych dwóch chwilach Lech
Kaczyński zatracił kontrolę nad wywieranym przez siebie samego wrażeniem. Co
gorsza: zaprzeczył wcześniej wypracowywanemu wizerunkowi męża stanu. Tymczasem wizerunek powinien pozostawać nieustannie kontrolowany71 – tym bardziej, że wcześniej już coś kompromitującego się przydarzyło72.
Jawny i ostry konflikt głowy państwa i szefa rządu pozwala opatrzyć znakiem
zapytania motywy decyzji o ostatniej wizycie Lecha Kaczyńskiego: kierowała nim
„wysoka” konieczność oddania hołdu ofiarom katyńskiej zbrodni (patriotyczny
imperatyw wewnętrzny) czy jedynie „niska” zawiść o spotkanie Tuska z Putinem
(przewyższenie symbolicznego spotkania rosyjskiego premiera imponującym
składem prezydenckiej delegacji)? Niestety, najważniejsza (gdyż samego prezydenta) odpowiedź już nie będzie znana, co z kolei nie sprzyja komunikacyjnej
spójności73.
70
D.G. Leathers, Komunikacja niewerbalna, Warszawa 2007, s. 325.
Por. M. Jeziński, op.cit., s. 116.
72
„Kaczyński stracił część poparcia (nieznaczną jednak) podczas kampanii wyborczej 2002 r.,
gdy zdenerwowany na ulicy krzyknął do irytującego go mężczyzny niesławne „Spieprzaj, dziadu!”.
Zachwiał się tu z trudem wypracowywany wizerunek Kaczyńskiego jako człowieka opanowanego
(również w sytuacjach stresowych), kulturalnego i szanującego innych. Błąd drobny, choć z marketingowego punktu widzenia fatalny – profesjonaliście politycznemu, za jakiego z pewnością chciał
uchodzić ówczesny lider PiS-u, utrata zimnej krwi w sytuacji prowadzenia kampanii wyborczej nie
powinna się w ogóle przydarzyć (choć wpadka ta nie przeszkodziła mu zdobyć najwyższego urzędu
stolicy”. Ibidem, s. 119–120. Gwoli ścisłości: czy kiedykolwiek Lech Kaczyński faktycznie był liderem
partii swojego brata?
73
„Odpowiadanie na przekazy, które zawierają niespójne czy też wzajemnie wykluczające się
znaczenia jest niezbyt wdzięcznym zadaniem. Osoba dekodująca musi brać odpowiedzialność za
przypisywane nadawcy przekazu intencje, podczas gdy rzeczywiste zamiary pozostają w najlepszym
wypadku niejasne, a w najgorszym niemożliwe do ustalenia, a także musi ona zadecydować, które
ze sprzecznych znaczeń jest najbardziej wiarygodne i dlaczego. Musi również być przygotowana na
71
100
Krzysztof Obremski
Jeśli „Kompetencje komunikacyjne pozwalają dystansować konkurentów
w walce politycznej i mają olbrzymie znaczenie w zmediatyzowanym świecie
polityki”74, wówczas przyjdzie stwierdzić, że owe kompetencje nie były mocną
stroną ani samego Lecha Kaczyńskiego, ani jego współpracowników. Co tym
dziwniejsze, że przecież wśród nich był np. Maciej Łopiński. W miarę pełne wyjaśnienie wszystkich czynników, które współkształtowały medialną przegraną Lecha
Kaczyńskiego (oczywiście tę przedśmiertną) być może nastąpi wówczas, kiedy jego
współpracownicy zaczną współobwiniać siebie za wizerunkowe niepowodzenia.
Tymczasem można przypuszczać, że wśród owych czynników należy wskazać ten:
generacyjnie obóz prezydencki nawet jeśli nie w całości, to w dominującej części
należał do epoki jeszcze sprzed mediów elektronicznych – vide znamienne słowa
Jarosława Kaczyńskiego: „Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek
siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem
i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota” (wypowiedź prezesa PiS dla portalu
pis.org.pl). Autodestrukcyjny dla partii status tej wypowiedzi jej prezesa to coś
znacznie bardziej poważnego niż jedynie obraza internautów, a przynajmniej ich
poważnej części. Oto bowiem kiedy w Polsce kampania wyborcza powoli staje się
postmodernizacyjna (tj. znamienna dla ery techniki cyfrowej), przywódca polityczny było nie było jednej z dwóch głównych partii przynajmniej mentalnie
pozostał w kampanii modernizacyjnej (tj. znamiennej dla ery telewizji). Ta arcymedialna wpadka prezesa PiS pośrednio potwierdza zasadę, że „najważniejsza
decyzja kandydata nie dotyczy sfery poglądów w jakiejś kwestii, lecz wyboru
doradcy do spraw mediów”75.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że autodestrukcja wizerunku Lecha Kaczyńskiego
była uwarunkowana między innymi również zignorowaniem tego, co w XXI w.
powinno być oczywistą oczywistością: „Dwa silne ogniwa komunikowania politycznego, jakim są autorzy polityczni i media masowe, na skutek mediatyzacji
polityki żyją w komunikacyjnej symbiozie, co oznacza, że wzajemnie się potrzebują
i od ich relacji zależeć będzie rozwój i powodzenie każdego z nich”76. W pluralito, iż etycznie odpowiedzialna i uczciwa odpowiedź na niespójny przekaz może wymagać bezpośredniego sprowokowania nadawcy przekazu, aby wyjaśnił niespójność obecną w jego przekazie”.
D.G. Leathers, op.cit., s. 325.
74
B. Dobek-Ostrowska, Media masowe…, s. 205.
75
F. Luntz, Candidates, Consultants and Campaigns, Oxford 1988, s. 72 (cyt. za: R. Wiszniowski,
Reklama polityczna a komunikowanie masowe, (w:) Studia z teorii komunikowania masowego, red.
B. Dobek-Ostrowska, Wrocław 1999, s. 92.
76
B. Dobek-Ostrowska, Media masowe…, s. 210.
Autodestrukcja wizerunku polityka: prezydent Lech Kaczyński
101
stycznym państwie niejako siłą rzeczy obydwa ogniwa są wewnętrznie zróżnicowane, nic więc dziwnego w tym, że w przypadku PiS można mówić o symbiozie
jedynie z mediami o. Tadeusza Rydzyka (vide podpisanie umowy koalicyjnej
PiS – Samoobrona – LPR). Symbiozie jednak poniekąd sprzężonej z nieskrywaną
wrogością wobec innych mediów – o szerszym zasięgu oddziaływania.
Można zaryzykować najogólniejsze twierdzenie: wizerunkowa konstrukcja męża
stanu Lecha Kaczyńskiego zawaliła się z powodu medialnej autodestrukcji. Być
może nawet nieuniknionej, ponieważ „Media rządzą obecnością i widocznością
aktorów politycznych na scenie politycznej”77, a komunikacja niewerbalna, będąca
fundamentem wizerunku polityka78, wiąże się z dążeniem do tego, aby medialnie
znikomo korzystne czy tym bardziej wręcz wizerunkowo niekorzystne cechy
fizyczne aktora politycznego były właśnie wizerunkowo neutralizowane. Tymczasem szczególnie jako osoba postrzegana wzrokiem Lech Kaczyński zdawał się
eksponować problemy z wagą ciała, tym poważniejsze, że także wzrost nie był jego
atutem (vide Helmuth Kohl: co prawda z dużym brzuchem, ale zarazem wysoki
i… potrafiący zgrabnie kopnąć piłkę nożną – mimo tego nawet on poddał się
kuracji odchudzającej). Jeśli Lech Kaczyński jednak odniósł nad mediami, już tylko
pośmiertne, zwycięstwo, to pozostanie ono uwarunkowane tragiczną śmiercią
i wyjątkowym miejscem pochowania.
77
78
Ibidem, s. 226.
Ibidem, s. 254.
102
Krzysztof Obremski
Autodestruction of Politician’s Image.
President Lech Kaczyński
EVEN IF LECH Wałęsa has stopped at vocational education and Aleksander Kwaśniewski
was presented as master, which he wasn’t, they both covered their short growth and tummy
by values, which Lech Kaczyński hasn’t got. Wałęsa was remembered as leader in
,,Solidarność”, Kwaśniewski had media charm. Not only short growth is important issue of
media image of Lecha Kaczyński – it connects to clearly seen tummy, which was especially
comic when on presidents face appeared expressions of statesman or Chief of the Polish
Army (in such situations a chubby face can be ridiculous). A wrong move for his image
was the appeal meeting The Weimar Triangle and morally unworthy justification of that
cancellation. It may be assumed that: the image construction of the President Lech
Kaczyński collapsed because of media autodestruction.
MYŚL POLITYCZNA
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Filip Ilkowski
WYWROTOWY DARWINIZM:
TEORIA IMPERIALIZMU THORSTEINA VEBLENA
AMERYKAŃSKI SOCJOLOG CHARLES Wright Mills określił Thorsteina Veblena
jako „najlepszego krytyka Ameryki, jakiego wyprodukowała Ameryka”1. Niewątpliwie Veblen to jeden z najoryginalniejszych amerykańskich myślicieli. Niestety,
w języku polskim ukazała się tylko jedna jego praca: Teoria klasy próżniaczej.
Oprócz tego znany jest on w Polsce czytelnikom podręczników do ekonomii
z powodu „efektu Veblena” – sytuacji, w której popyt na określone dobra rośnie
wraz ze wzrostem ich ceny2. Tymczasem ten Amerykanin pochodzenia norweskiego był wnikliwym krytykiem współczesnego mu społeczeństwa, w którym,
jego zdaniem, kultura pieniężna oparta na egoizmie i niosąca nowe tchnienie dla
„klasy próżniaczej” tłumiła opartą na instynkcie pracy kulturę przemysłową.
Stworzył on także pojęcie „nieobecnego posiadania” – usankcjonowanego panującym prawem i obyczajem3 – dotyczące sytuacji, w której właściciel z racji posia1
C. Wright Mills, The Theory of the Leisure Class, Nowy Jork 1953, s. vi.
Zo. S. Karwala, Efekt Veblena, Nowy Sącz 2007, http://mentoring.com.pl/Efekt_Veblena.pdf.
3
Panujące prawa i obyczaje Veblen nazywał „instytucją społeczną” mającą zasadniczy wpływ na
funkcjonowanie społeczeństwa. Instytucje społeczne pochodzą z dawnych czasów zmieniając się na
zasadzie darwinowskiej selekcji naturalnej. Fascynacja Darwinem i próby dostosowania jego odkryć
do życia społecznego przybierała, z dzisiejszej perspektywy, wręcz zabawne formy – np. wyrażany
przez Veblena w Teorii klasy próżniaczej pogląd, że długowłosi blondyni są bardziej od innych skłonni
do działalności łupieżczej. Wpływ darwinizmu w połączeniu z dominującymi poglądami współczesnych mu czasów widać także w znaczeniu przywiązywanemu przez Veblena do kwestii biologicznie
ukształtowanych ras. Na przykład w książce na temat imperialnych Niemiec (T. Veblen, Imperial
Germany and Industrial Revolution, Kitchener 2003) pierwszą część oraz pierwszy z dodatków stanowią wywody o rasowych korzeniach germańskiego ludu. Pisząc o rozwoju Japonii twierdził natomiast, że rasa nie odróżnia rozwoju Japończyków od ludzi „zachodnich” dodając, że korzenie rasowe
Japończyków tworzyły się podobnie do ludów Europy Północnej. Podobne poglądy prowadziły go
– choć rzadko – na bardzo grząski grunt. Twierdził np., że w przeciwieństwie do Japończyków „obcy
2
106
Filip Ilkowski
danego majątku dysponuje nadwyżką dochodu niepochodzącą z wkładu jego pracy
i niewiążącą się z jego uczestnictwem w procesie produkcji. Przybierając skrajnie
zdehumanizowaną formę w postaci korporacji i systemu kredytowego, wpływać
miało ono na stałe „sabotowanie” produkcji – obniżanie mocy produkcyjnych
w celu uzyskania odpowiednio wysokiego poziomu cen.
T. Veblen zajmował się także problemem imperializmu. Jego podejście znajduje
się gdzieś na styku innych teorii dotyczących tego zjawiska. Sam autor pisząc
w 1917 r. Badania o naturze pokoju i warunkach jego utrzymania powoływał się na
inspirację tekstem Do wiecznego pokoju Immanuela Kanta, świadomie nawiązując
w tytule do słów oświeceniowego mistrza4. Bardziej interesujące jest jednak połączenie tez, które możemy odnaleźć u autorów mających na imperializm poglądy
daleko odmienne. Odnajdziemy w jego pismach zarówno poglądy poprzedzające
tezy postawione przez Josepha Schumpetera5, podejście bardzo bliskie analizie
Johna Atkinsona Hobsona6, jak i momenty pokrewne z wizją autorów mieszczących się w tradycji marksistowskiej7. To wszystko wkomponowane w ramy darwinizmu tworzyło interesujacą, choć nie zawsze wybuchową mieszankę.
T. Veblen – tak, jak w 1919 r. J. Schumpeter – pęd ku wojnom uznawał za atawizm odziedziczony z przeszłości. W wydanej w 1899 r. Teorii klasy próżniaczej
pisał, że „rozwinięte społeczeństwa przemysłowe przestają współzawodniczyć ze
sobą o zdobycie środków utrzymania lub prawo do istnienia – z wyjątkiem sytuacji,
w których łupieżcze skłonności klas rządzących podtrzymują tradycje wojny
i podboju”8. W takim społeczeństwie panować ma przekonanie, że „idealnym
typem charakteru odznacza się człowiek działający na rzecz pokoju, wzajemnego
porozumienia i rozwoju gospodarczego, a nie hołdujący egoizmowi, sile, fałszowi
i zasadzie panowania”9. Jednak w urzeczywistnieniu tego ideału przeszkadza fakt,
rasowo nosicielom zachodniej kultury Murzyni, Polinezyjczycy i mieszkańcy Indii Wschodnich (…)
nie byli w stanie wprowadzić czegokolwiek w stylu praktycznie działającego układu z zachodnim
systemem efektywności mechanicznej i kontroli ekonomicznej”. T. Veblen, The Opportunity of Japan,
„The Journal of Race Development” 1915, t. 6, nr 1, s. 30–31, http://libweb.uoregon.edu/ec/e-asia/
read/veblen-japan.pdf.
4
T. Veblen, An Inquiry into Nature of Peace and Terms of its Perpetuation, Nowy Jork 1919, s. 2.
5
J. Schumperer, Sociology of Imperialism, (w:) Imperialism and Social Classes, New York 1955.
6
J.A. Hobson, Imperialism: A Study, Ann Arbor 1965.
7
Zob. R. Hilferding, Kapitał finansowy: studium o najnowszym rozwoju kapitalizmu, Warszawa
1958; W. Lenin, Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu, (w:) Dzieła wszystkie, t. 27, Warszawa 1987; N. Bucharin, Imperializm a gospodarka światowa, Warszawa 1934.
8
T. Veblen, Teoria klasy próżniaczej, Warszawa 2008, s. 190.
9
Ibidem, s. 303.
Wywrotowy darwinizm: teoria imperializmu Thorsteina Veblena
107
że styl życia klasy próżniaczej „sprzyja przetrwaniu cech okresu barbarzyńskiego,
głównie wprawdzie w quasi-pokojowej czy mieszczańskiej postaci, lecz częściowo
również wariantu związanego z kulturą łupieżczą”10. Pogląd ten pojawiał się także
w jego późniejszych tekstach. W 1904 r., w Teorii Przedsiębiorstwa Biznesowego,
Veblen twierdził więc, że „czysty wynik dzisiejszego powrotu do wojennego rzemiosła bez wątpienia można określić jako przygotowanie do cofnięcia się do
narodowego ideału służalczego statusu i instytucji o charakterze despotycznym”11.
Natomiast w napisanej już po I wojnie światowej (1923 r.) książce pt. Nieobecne
posiadanie – przedsiębiorstwo biznesowe w obecnych czasach: przypadek Ameryki
formułował on te poglądy jeszcze dosadniej pisząc, że „imperializm jest polityką
dynastyczną pod nowym imieniem prowadzoną w interesie nieobecnych posiadaczy zamiast nieobecnych książąt”12. Jego zdaniem, wojna współcześnie przyczyniać
się miała do marnotrawstwa potencjału tkwiącego w produkcji przemysłowej – nie
tylko dlatego, że produkcja broni i amunicji jest marnotrawstwem samym w sobie,
ale ponieważ gospodarka wojenna deformuje cały przemysł kierując go na mniej
produktywne tory. Co więcej, wojna umacniać miała w społeczeństwie archaiczne
cechy stojące w sprzeczności z cywilizacją przemysłową. Niezależnie więc od
„nominalnego stosunku zysków i strat w sensie zwanym „fortunami wojennymi”
bilans konsekwencji będzie w większej części taki sam: konsekwencje te nie mogą
być inne niż powstrzymanie cywilizacji zachodniej w tych aspektach, w których
jest cywilizowana i zachodnia”13.
Jednak pogląd o atawistycznym charakterze imperializmu, inaczej niż u Schumpetera, połączony jest tu z radykalną krytyką społeczną. Z jednej strony darwinizm
społeczny połączony z wiarą w moc technologii pozwalała Veblenowi na pewien
optymizm co do odległej przyszłości. Pisał on więc, iż „selektywna eliminacja
konserwatywnych elementów w dłuższej perspektywie pozostawi każde następujące po sobie pokolenie wspólnoty mniej łupieżczym i o mniej skłonnym do
rywalizacji charakterze, mniej dobrze wyposażonym w zdolność prowadzenia życia
pod panowaniem służalczych instytucji odpowiadających militarnemu reżimo10
Ibidem, s. 201. Veblen dzielił historię na okresy dzikości, barbarzyństwa i nowoczesności.
Pierwszy charakteryzować miała pokojowa kultura dzikości, drugi kultura łupieżcza poprzedzająca
quasi-pokojowe stadium wytwórczości (niewolnictwo, poddaństwo), trzeci pokojowe stadium wytwórczości z rywalizującymi kulturami pieniężną i przemysłową.
11
T. Veblen, Theory of Business Enterprise, Clifton New Jersey 1975, s. 398.
12
T. Veblen, Absentee Ownership, Business Enterprise in Recent Times: The Case of America, New
Brunswick 1997, s. 35.
13
T. Veblen, Imperial Germany…, s. 104.
108
Filip Ilkowski
wi”14. Ta „selektywna eliminacja” bywała rozumiana przez Veblena całkiem
dosłownie. Rozważał on więc wpływ wojen na eliminacje najbardziej skłonnych
do walki typów ludzi (którzy jednocześnie mają najmniejszą wartość z punktu
widzenia przemysłu) wykazując przy tym umiarkowany optymizm. Choć
powszechny pobór ogranicza selekcję ludzi o wojennych upodobaniach, to inaczej,
jak pisał, rzecz ma się z kastą oficerską. A jak wiadomo, przynajmniej zdaniem
T. Veblena, oficerowie nie tylko mają skłonność ku wojnom, ale także są „dżentelmenami, w różnym sensie tego słowa, a dżentelmeni mają ogólnie niską wartość
przemysłową”15.
Pojawiały się jednak i poważniejsze argumenty. Na przykładzie Niemiec i Japonii Veblen sformułował pogląd, że imperialne państwo, choć nie może istnieć bez
systemu przemysłowego, w dłużej perspektywie nie może też istnieć wraz z nim,
ponieważ „system przemysłowy w dłuższej perspektywie podkopuje podstawy
państwa”16. Wskazywał także na nieuchronne obumieranie niepasujących do
nowoczesnego systemu przemysłowego nawyków myślowych o autokratycznym
rodowodzie mające prowadzić m. in. do „konsekwentnej dezintegracji podstaw
biurokracji”17. Jednak w bliższym czasie uznawał on, że nad „selektywnym kształtowaniem animuszu wspólnoty znacznie przeważa trend przeciwny, nadany przez
dyscyplinę zaabsorbowania wojną”18. Owszem, imperializm to dziedzictwo despotyzmu książąt, ale we współczesnym społeczeństwie znalazł on pożywny grunt do
dalszego rozwijania skrzydeł. Jak pisał Veblen: „Od czasu, gdy książęcy pomazańcy
przestali przedstawiać interesujące motywy do podżegania i mobilizacji międzynarodowej zawiści, mężowie stanu znaleźli substytut w pogoni interesów biznesowych. (…) Tak, jak niegdyś na wezwanie książęcych pomazańców, tak teraz na
wezwanie przyjaznej biznesowi polityki imperialistycznej obywatel narodu nie ma
żadnych praw, których politycy narodu zobowiązani są przestrzegać, za wyjątkiem
praw własnościowych identyfikowanych z transakcjami biznesowymi na wielką
14
Idem, Theory…, s. 397.
Idem, Imperial Germany…, s. 107.
16
Ibidem, s. 105. To samo dotyczy przykładu japońskiego: „Czy to dobrze czy źle, życie w warunkach narzuconych przez nowoczesny system przemysłowy oraz nowoczesny system cen, przedsiębiorstwa biznesowego i konkurencyjnego zarabiania i wydawania, który zawsze idzie z nim
w parze, w długiej perspektywie jest nie do pogodzenia ze średniowiecznymi skłonnościami. Tak
więc gdy tylko jej (Japonii) ludność przyjmie zachodni poziom nauki i techniki i zasymiluje jej duchowy kontekst Duch Starej Japonii zostanie tym samym zniszczony”. T. Veblen, The Opportunity of
Japan, s. 28.
17
Idem, Imperial Germany…, s. 92.
18
Idem, Theory…, s. 397.
15
Wywrotowy darwinizm: teoria imperializmu Thorsteina Veblena
109
skalę. Tak więc wspólnoty demokratyczne cofnęły się na dawne tory nietolerancji,
przymusu i ukrytych machinacji należącej do państwowej sztuki czasów despotyzmu i łupieżczości z Bożej Łaski”19. Bieżąca „polityka wojny i zbrojeń” była więc
jego zdaniem „skrajnym wyrazem polityki biznesowej”20, pierwsza wojna światowa
„wyrosła z konfliktu interesów nieobecnych (posiadaczy)”, pokój natomiast „został
wynegocjowany po to, by je ustabilizować”21.
W innym miejscu Veblen twierdził jednak, że rozpędzona machina wojny
i narodowych animozji może stać się celem samym w sobie, któremu interesy
świata biznesu muszą się podporządkować. Według niego relacje między współczesnymi interesami a odziedziczonymi z przeszłości prawami i obyczajami są więc
bardziej zawiłe. Cel i środek mogą zamieniać się rolami. W tej hybrydzie nie ma
jednej strony determinującej. Biznes może więc inwestować w przedsięwzięcie,
które tylko pozornie jest opłacalne i może nawet – wraz z wyczerpaniem lub
upadkiem państwa – przynieść mu zagładę. Mimo to, na pewnym etapie nie może
się z niego wycofać. Powtórka „karnawału wojny i polityki” prowadzących do
narodowego bankructwa, jakie miał miejsce w Europie w szesnastym i siedemnastym wieku, nie była więc wykluczona. Skutki „dyscypliny wojny i zbrojeń” były
bowiem według niego niezależne od tego, czy wypływały z interesów dynastycznych czy biznesowych. Jak pisał: „W każdym przypadku przyjmuje (ona) postać
dynastyczną i wzmacnia temperament, ideały i zwyczaje instytucjonalne odpowiednie dla dynastycznego systemu polityki. Im bardziej się rozwija, tym bardziej
czyni z interesów biznesowych bardziej środek niż cel”22. Także w swojej analizie
imperialnych Niemiec Veblen zwracał uwagę na fakt podporządkowania gospodarczej prosperity osadzonym w polityce dynastycznej celom budowy imperium.
Utworzenie samowystarczalnej wspólnoty gospodarczej przedkładano jego zdaniem nad swobodny rozwój najbardziej efektywnego przemysłu, ponieważ oznaczałaby on zależność gospodarczą od innych krajów i tym samym postawienie się
19
Idem, Absentee…, s. 31.
Idem, Theory…, s. 292.
21
Idem, Absentee…, s. 3.
22
Idem, Theory…, s. 300. Wydaje się, że o ile zasadniczy pogląd autora w tej sprawie nie ulega
zmianie, to w rozłożeniu akcentów widać u niego ewolucję. W 1904 r. pisał on, że „gdy polityka
przedsięwzięcia wojennego podjęta jest początkowo dla celów biznesowych, przywiązanie to
stopniowo zwraca się od interesów biznesowych ku interesom wojennym i dynastycznym, jak widzimy to w historii imperializmu Niemiec i Anglii” (idem, Theory…, s. 394). Dziedzictwo przeszłości
ma więc górować nad interesami teraźniejszości. W 1923 r. autor, wraz z wypracowaną teorią nieobecnego posiadania, dużo większy nacisk kładzie już na współczesne interesy klasy nieobecnych
posiadaczy.
20
110
Filip Ilkowski
w znacznie gorszej sytuacji w czasie wojny23. W tym przypadku sprawa była dla
niego zupełnie jasna – interesy państwa stoją przed wszystkimi innymi: „Państwo,
w sensie spójnej siły wojennej, jest stawiane jako pierwszy interes społeczności,
wobec którego wszelkie inne interesy muszą się ugiąć aż do momentu, w którym
staną się użyteczne dla celów państwa. Inne interesy niż polityczno-militarne są
dobre i uzasadnione o tyle, o ile pomagają lub co najwyżej nie są bezużyteczne dla
tego stałego celu działania”24.
Nie zmienia to faktu, że, według Veblena, współczesne mu działania na rzecz
wojny i pokoju trzeba było postrzegać przez pryzmat interesów grup biznesowych.
Każda wojna ma się zakończyć określonym rodzajem pokoju, który zawsze może
być podważony przez nową wojnę – jeśli tylko przyniesie ona pokój na dogodniejszych warunkach. Jak pisał: „Międzynarodowe stosunki biznesowe (…) dążą do
pokoju. Oczywiście, w tym sensie, że wymuszają pacyfikację opornych barbarzyńców i prowadzą do sporów między narodami cywilizowanymi o rewizję warunków
pokoju. Gdy nowoczesny rząd idzie na wojnę dla celów handlowych, czyni to, aby
ponownie ustanowić pokój na warunkach bardziej lukratywnych dla własnych
biznesmenów”25. Warto podkreślić, że w tej biznesowej rywalizacji „pacyfikacja
opornych barbarzyńców”, czyli współczesna autorowi polityka kolonialna, jest
tylko pochodną, a nie jej główną treścią. Na przykładzie Niemiec Veblen rozważał
stosunek rozwoju przemysłu do polityki „budowy imperium” twierdząc nawet, że
„istnieje część prawdy w twierdzeniu, że „sukces materialny niemieckiego ludu
w czasie ery imperialnej został osiągnięty nie z powodu rozszerzania imperialnego
państwa, ale pomimo niego”26. Jednak chociaż generalnie dążenie do budowy
samowystarczalnego społeczeństwa przemysłowego musiało obniżać przemysłową
efektywność (w porównaniu do uczestnictwa w systemie międzynarodowym na
zasadach wolnego handlu), to na pewnych polach spuścizna tradycyjnej polityki
dynastycznej pozwolić miała na przezwyciężenie trudności rozwoju27. Sam kolo23
Idem, Imperial Germany…, s. 70.
Ibidem, s. 83.
25
Idem, Theory…, s. 296. T. Veblen wskazywał także na to, jak w czasie wojny dochodzi do
„transferu posiadania” w związku z emisją wojennych papierów wartościowych. Zob. idem Imperial
Germany…, s. 106.
26
Idem, Imperial Germany…, s. 73.
27
T. Veblen wskazywał jakie znaczenie miało państwo dla rozbudowy niemieckiej gospodarki:
dróg, kolei, floty i samego przemysłu, jak również w integrowaniu różnych grup społecznych z imperialnymi celami państwa (zarówno wielkich posiadaczy ziemskich, jak i robotników). Swoją rolę
w propagowaniu „niemiecczyzny” odgrywał także system edukacyjny. Na podstawie tej pracy widać
ewidentnie, że w 1915 r. Veblen dużo większą rolę przykładał do „dynastycznej polityki imperium”,
24
Wywrotowy darwinizm: teoria imperializmu Thorsteina Veblena
111
nializm jako domniemane narzędzie rozwoju gospodarczego imperium traktowany
był jednak przez Veblena z dużą rezerwą. Choć pisał on o poszukiwaniach rynków
zbytu jako jednym z motywów niemieckiej polityki kolonialnej, gdy „efektywny
wzrost rynków zagranicznych nie dotrzymywał tempa rosnącej zdolności produkcyjnej”28, to generalnie – w czym widać wpływ analiz Hobsona – uznawał, że „ruch
w przedsiębiorstwach kolonialnych jest jednym z najmniej pochlebnych i najmniej
dochodowych rozdziałów polityki imperialnej”29. I, jak dodawał, niemieccy mężowie stanu nie nauczyli się w tym względzie z doświadczeń brytyjskich tego, że
„kolonia nie może służyć jako dynastyczna posiadłość i jednocześnie znaleźć drogę
do wspólnoty przemysłowej oraz uczestniczyć w światowym handlu”30.
Veblen bliski był więc poglądom Hobsona o wpływie określonych grup społecznych, mających z tego konkretne zyski, na prowadzenie polityki imperialistycznej.
Szczególną rolę miały tu odgrywać osoby zaangażowane w handel zagraniczny,
paradoksalnie mocno przywiązane do „polityki narodowej”, gdyż „celem każdego
handlowca jest monopol”, a także biznesmeni konkurujący z zagranicznym przemysłem31. W latach dwudziestych zradykalizował on swoje poglądy w tym względzie wprowadzając znacznie szersze pojęcie „nieobecnych posiadaczy”, tym samym
daleko wykraczając poza hobsonowską wizję. Nieobecne posiadanie polegało
zdaniem Veblena na „uzyskaniu prawnej własności pewnego źródła dochodów za
koszt mniejszy niż jego wartość oparta o zdolność do kapitalizacji (…), własności
środków przekraczającą możliwości ich osobistego i bez pomocy innych używania
przez posiadacza”32. Najstarszym rodzajem nieobecnego posiadania jest pożyczanie na procent. W tym układzie to osoba zadłużona wytwarza realnie jakąś wartość,
a pożyczkodawca otrzymuje „coś za nic”. Drugą jego formą jest praca najemna.
Inaczej niż w przypadku dawnego rzemiosła właściciel nie tworzy w tym przypadku
która mogła być „kosztowna i nieprzynosząca zysków” (Ibidem, s. 84, 86) niż do interesów biznesowych. Imperializm, przynajmniej na przykładzie Niemiec, miał być kontynuacją dawnej polityki
państwowej, a nie wynikiem nowoczesnej gry interesów. W wydanym osiem lat później Nieobecnym
posiadaniu pogląd ten ulega daleko idącej modyfikacji.
28
Ibidem, s. 79.
29
Ibidem, s. 72.
30
Ibidem.
31
Idem, An Inquiry…, s. 38–39. Podobnie jak Hobson, Veblen zwracał także uwagę na fakt, że
same zbrojenia są dodatkową atrakcją dla biznesmenów, ponieważ same w sobie mogą stanowić
dobry biznes. Jak pisze: „Wielkie interesy biznesowe tym bardziej mają tendencję do przychylnego
spoglądania na rozszerzanie zbrojeń i przedsięwzięć wojennych, odkąd zdobycze pieniężne przypadają im, a ciężar pieniężny spada głównie na resztę społeczności.” (Idem, Theory…, s. 297). Autor
określa jednak te powody mianem „drugorzędnych” i wspomina o nich tylko w przypisie.
32
Idem, Absentee…, s. 12.
112
Filip Ilkowski
żadnych dóbr. Od tego są inni, do których nie należą owoce ich własnej pracy.
Właściciel zarabia tylko dlatego, że jest właścicielem. W procesie tworzenia jest
nieobecny. Według Veblena właśnie poprzez te dwa sposoby – kredyt i pracę
najemną – nieobecne posiadanie utorowało sobie drogę do nowoczesnego społeczeństwa przemysłowego i zdominowało współczesną gospodarkę33. Główny
podział społeczny miał więc, jego zdaniem, miejsce nie między posiadającymi
a nieposiadającymi, ale między tymi, „którzy posiadają więcej niż osobiście mogą
zużyć, a tymi, którzy mają palące potrzeby używania więcej niż posiadają”, inaczej
mówiąc „linie klasowe przebiegają między nieobecnymi posiadaczami a podległą
im populacją”34. Jeśli współczesny imperializm polegać ma na konflikcie interesów
nieobecnych posiadaczy, analiza Veblena zbliża się więc do koncepcji marksistowskiej z jej postrzeganiem imperializmu jako rzeczywistości nowoczesnego kapitalizmu napędzanej interesami nie tylko poszczególnych grup, ale całej klasy
panującej. Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, Veblen rozwiewał je mówiąc, że
współcześnie każde biznesowe przedsięwzięcie jest nieuchronnie związane z nieobecnym posiadaniem. A z tego wynikać miało, że „każda „administracja biznesowa” jest „administracją wielkiego biznesu”. Jego zdaniem władze konstytucyjne
demokratycznych wspólnot tworzyły więc w praktyce „Sowiet Delegatów Biznesmenów”, którego miłym przywilejem była ochrona i poszerzanie „szczególnych
przywilejów krajowych nieobecnych posiadaczy”35.
Bliskość ujęcia veblenowskiego i marksistowskiego nakazuje jednak zaznaczyć
podstawową między nimi różnicę36. Według Veblena nieobecne posiadanie nie jest
33
Ibidem, s. 50.
Ibidem, s. 6, 9.
35
Ibidem, s. 37. Na marginesie warto wspomnieć, że Veblen bardzo nisko oceniał wartość inwestorów dla społeczeństwa. Jak pisał: „W praktyce żadna klasa czy warunki ludzi w nowoczesnej
wspólnocie – z możliwym wyjątkiem polityków i kleru – nie może mieć mniejszego wkładu w zakres
wiedzy technologicznej wspólnoty niż wielcy posiadacze inwestowanego bogactwa” (Idem, An Inquiry…, s. 130).
36
Generalnie Veblen rzadko powoływał się na Marksa. Z jednej strony uznawał on wartość
marksizmu pisząc, że „nie ma systemu teorii ekonomicznej bardziej logicznego niż ten Marksa”,
z drugiej jednak krytykował go jako lewicową formę heglizmu stawianego na równi niemiecką
z myślą romantyczną. W swoim ogólnie sympatyzującym eseju o teorii Marksa krytykował on, podobnie jak liberalni ekonomiści jego czasu, marksowską teorię wartości i przypisywaną (niesłusznie)
autorowi Kapitału tezę o postępującym absolutnym ubożeniu robotników. Krytyka Veblena prowadzona była jednak głównie z pozycji pozytywistycznych. Marksizm uznawał on za niebazujący na
faktach naukowo weryfikowalnych i nieustannie przeciwstawiał „niemieckich romantyków”, Marksa
i Hegla, naukowej teorii Darwina (ciekawie analizując przy tym politykę niemieckiej socjaldemokracji, która miała być jego zdaniem coraz bliższa darwinizmowi i „narodowemu socjalizmowi”,
34
Wywrotowy darwinizm: teoria imperializmu Thorsteina Veblena
113
nieuchronną cechą kapitalizmu. Imperializm także nie jest ani najwyższym, ani
żadnym innym stadium kapitalizmu. Autor ten w ogóle bardzo wstrzemięźliwie
operuje pojęciem kapitalizmu37, a gdy już to robi, jego definicja znacznie odbiega
od marksistowskiej. Jak pisał w 1904 r.: „Ramy materialne nowoczesnej cywilizacji
stanowi system przemysłowy, a siłą kierowniczą, która ożywia te ramy, jest przedsiębiorstwo biznesowe. (…) Ta nowoczesna organizacja ekonomiczna jest tak
zwanym »systemem kapitalistycznym« lub »nowoczesnym systemem przemysłowym«. Jej charakterystycznymi cechami – a tym samym siłami, dzięki którym
dominuje nad nowoczesną kulturą – miały być »proces maszynowy i inwestycje
dla zysku«”38. „Tak zwany kapitalizm” był więc dla Veblena zarówno systemem
maszynowej produkcji, który uznawał za pozytywne rozwiązanie dla ludzkości,
jak i systemem pędu ku zyskom, który uznawał za paraliżującą narośl. Był więc
ramą dla sprzeczności współistniejących zjawisk, walki dwóch kultur, od których
zależy przyszłość organizacji społecznej. Imperializm można więc było, jego zdaniem, uznać za dowód, chwilowego przynajmniej, triumfu zarówno biznesu nad
produkcją, jak i przeszłości nad przyszłością. „Kapitalizm” to dla nich tylko arena
walki.
a coraz dalsza od rewolucyjnego „neoheglowskiego marksizmu”). Co charakterystyczne, Veblen z co
najmniej równym uznaniem wypowiadał się o ekonomicznych koncepcjach „socjalisty z katedry”
Gustava von Schmollera. W swojej napisanej w 1901 r. recenzji Zarysu powszechnej nauki o gospodarce
ludowej tegoż autora Veblen z aprobatą pisał, że „praca profesora Schmollera, czym różni się od innych
prac ekonomicznych jego klasy, celuje w darwinistycznym podejściu do pochodzenia, rozwoju,
trwania i różnorodności instytucji, gdy instytucje te mają związek z aspektem ekonomicznym życia
czy to jako przyczyna czy jako skutek”. I jak dodaje, „jego uderzające i charakterystyczne wartości
leżą w podjętym kierunku postdarwinowskiej, niezobowiązującej teorii pochodzenia i rozwoju gatunków w instytucjach”. Veblen krytykował Schmollera jedynie za nie zawsze konsekwentne stosowanie tej teorii. Zob. T. Veblen, The Socialist Economics of Karl Marx and His Followers, „The Quarterly
Journal of Economics” 1906, cz. 1, t. 20, cz. 2; idem, Gustav Schmoller’s Economics, „The Quarterly
Journal of Economics” 1901, vol. 16, nr 1, s. 69–93.
37
Np. w 1917 r. T. Veblen jasno oponował przeciw nazywaniu obecnych rządów kapitalistycznymi: „termin ten jest nieodpowiedni, gdyż nie dotyka ludzkiego aspektu sprawy, a instytucje takie, jak
rządowe urzędy, nie są w końcu niczym innym niż niczym innym niż zwyczajowymi drogami
i środkami ludzkiego zachowania” (idem, An Inquiry…, s. 72). „Kapitalistyczny” znaczył ówcześnie
dla T. Veblena tyle co „biznesowy”, a „biznesowy” był współczesną wersją „dżentelmeńskiego”. Także
„klasa interesów biznesowych” to tyle co klasa „kapitału” i „dżentelmenów”. Dlatego niezrozumiała
jest teza S. Edgell i J. Townshend, że T. Veblen „uznawał imperializm za międzynarodowy wymiar
kapitalizmu”. Zob.: S. Edgell, J. Townshend, John Hobson, Thorstein Veblen and the Phenomenon of
Imperialism: Finance Capital, Patriotism and War, „American Journal of Economics and Sociology”
1992, t. 51, nr 4, s. 409.
38
T. Veblen, Theory…, s. 1.
114
Filip Ilkowski
Powróćmy do pokrewieństwa z myślą Hobsona. Powołując się na jego książkę
o imperializmie Veblen obwiniał wojenne tendencje o umacnianie w społeczeństwie „barbarzyńskich cnót podporządkowania i autorytetu na rozkaz”, łącząc to
z własną wizją okiełznania nowoczesnego przemysłu przez archaiczne zwyczaje.
Jak pisał: „Uczynienie zwyczaju z wojennego, łupieżczego sposobu życia jest najsilniejszym czynnikiem dyscyplinującym mogącym przeciwdziałać wulgaryzacji
nowoczesnego życia przez pokojowy przemysł i proces maszynowy oraz zrehabilitować będące w rozkładzie poczucie statusu i zróżnicowanego dostojeństwa.
Wojna, z jej naciskiem na podporządkowanie i panowanie oraz podkreślanie
gradacji honoru i dostojeństwa związanego z organizacją militarną, zawsze okazywała się efektywną szkołą barbarzyńskiego sposobu myślenia”39. Pewna kwestia
znacznie oddalała jednak Veblena od Hobsona – bezwzględna krytyka patriotyzmu
ze strony tego pierwszego. Krytyka ta znów przypominała sposób argumentacji
Schumpetera, prowadząc jednak do wniosków podobnych do tych wyciąganych
przez marksistów. Tak, jak imperializm, także patriotyzm postrzegany był przez
Veblena jako dziedzictwo przeszłości. Dziedzictwo współcześnie umocowane przez
system nawyków myślowych – praw i obyczajów – czyli wspomnianych już veblenowskich instytucji społecznych.
Patriotyzm, co do którego autorowi nigdy nie brakowało gorzkich określeń40,
rodzić się miał przez setki ponurych lat tworzenia integralności narodowej drogą
nienawiści i intryg, działań książąt ogłoszonych namaszczonymi przez Boga
suwerenami. Ta „suwerenność” to zdaniem Veblena pojęcie z zakresu „metafizyki
teologicznej, zgodnie z którą osoba suwerena natchniona jest jakimś rodzajem
pozamaterialnej wyższości z boskiego nadania”41. Gdy monarchie ustąpiły miejsca
demokratycznym wspólnotom ten metafizyczno-teologiczny atrybut przeniesiono
z indywidualnej osoby księcia na grupowe ciało narodu. Praktyczna realizacja
namaszczenia suwerennością pozostałą jednak niezmienna: „Demokratyczne
korporacje polityków narodowych kontynuują działania na polu wojny i polityki
(…) poprzez używanie tych samych środków i metod co politycy dynastyczni
czasów tworzenia państw”42. Tak jak w czasach dynastycznych suwerenność narodowa wyrażać się więc miała w zdolności prowadzenia wojny, samostanowieniu
39
Ibidem, s. 393.
Na przykład: „Patriotyzm jest spornej barwy i znajduje swój pełen wyraz w niczym innym jak
tylko wojennym przedsięwzięciu. Jego najwyższym i ostatecznym apelem jest apel o śmierć, szkody,
utrudnienia i zniszczenia po drugiej stronie”. Idem, An Inquiry…, s. 24.
41
Idem, Absentee…, s. 26.
42
Ibidem, s. 25.
40
Wywrotowy darwinizm: teoria imperializmu Thorsteina Veblena
115
w zakresie wojny i polityki. Gdy odrzucimy rzeczy drugorzędne, pozostają tylko
ramy instytucjonalne dla „mobilizacji siły i oszustw przeciw światu zewnętrznemu
oraz podporządkowanie pod groźbą kar własnej podległej populacji”43. Zmienia
się tylko forma, ale treść patriotyzmu monarchów i patriotyzmu narodu (czasem
wciąż umacnianego szlachetną krwią choćby Habsburgów czy Hohenzollernów)
jest zdaniem Veblena równie ponura. Jak wyrażał swoją niechęć wobec narodowej
ideologii: „Narodzony w nikczemności i poczęty w grzechu duch nacjonalizmu
nigdy nie zaprzestał deformować ludzkich instytucji tak, aby służyły waśniom
i rozpaczy. (…) Narodowy tłumny rozum próżności, strachu, nienawiści, pogardy
i służalczości wciąż przekształca lojalnego obywatela w użyteczne narzędzie przeciwnika, czy uczucia te dotyczą namaszczonej osoby suwerena czy też magicznej
nazwy republiki”44.
Jego zdaniem, patriotyzm, podobnie jak imperializm, znalazł we współczesnych
czasach nową pożywkę dla własnych sił witalnych. Nieobecne posiadanie jest tym,
co podtrzymuje narodową wspólnotę. „Ostatecznie, naród pozostaje” – jak twierdził – „łupieżczym organizmem, (…) stowarzyszeniem ludzi połączonych interesem wspólnoty w otrzymaniu czegoś za nic drogą siły i oszustwa”45. Korzyści z tej
„łupieżczej” działalności nie są jednak, zdaniem Veblena, równo dzielone. Ba,
niektórzy do tego interesu tylko dopłacają. Hasła o interesie narodowym to bowiem
wygodna przykrywka ukrywająca interes klasowy rządzących. Motyw ten pojawiał
się w wielu pracach Veblena. Pisząc np. artykuł o „szansach Japonii” na samym
początku wyjaśniał, że nie ma na myśli szans japońskiego ludu, ale japońskiego
państwa, a „w tej sytuacji, jak w wielu innych, korzyści dla ludności kraju w żadnym
odczuwalnym stopniu nie współgrają z tymi dla jej kierownictwa”46. W książce
o imperialnych Niemczech twierdził, że „patriotyzm w stylu sportowym” jest
koniecznością właśnie dlatego, iż ludność Niemiec nie ma materialnego interesu
43
Ibidem, s. 442
Ibidem, s. 39. Jednocześnie jednak T. Veblen uznawał, że patriotyzm wyrasta – a raczej żeruje
– na rzeczywistych różnicach „kulturowych” (cudzysłów za Veblenem), czyli odziedziczonych
z przeszłości różnicach w „konsumpcji czasu i dóbr”. Jego zdaniem np. Niemcy i Brytyjczycy różnią
się w tym względzie, gdyż wartości i konwenanse tych pierwszych wszczepione zostały „przez bardziej
archaiczną fazę cywilizacji materialnej”. Te różnice wykorzystywane są przez ludzi mających interes
w powstawaniu „animozji patriotycznych”: „Najzdolniejsi dynastyczni mężowie stanu i najsprytniejsi
stratedzy komercyjnego patriotyzmu byliby bezsilni w doprowadzeniu do międzynarodowej rzezi
między cywilizowanymi ludźmi gdyby nie quasi-moralna animozja wyrastająca z takich niezgodności
»kulturowych«”. (T. Veblen, Imperial Germany…, s. 55).
45
Idem, Absentee…, s. 442.
46
Idem, The Opportunity of Japan, s. 23.
44
116
Filip Ilkowski
w imperialnej polityce wojny47. Dwa lata później pisał on, że materialne interesy
– w nadziei na które ludzie idą na wojnę, związane np. z rozwojem handlu czy
rozszerzeniem terytorium – służą jedynie „wojennym i dynastycznym ambicjom
panów narodu”. Mogą także „poszerzać interesy trzymających posady (office-holders)”, a szczególnie „pewnych grup biznesowych”. Dla zwykłego człowieka oznaczają natomiast tylko „rosnące rachunki wydatków rządowych i prawdopodobny
wzrost kosztów utrzymania”48. Warto podkreślić, że dotyczyć to miało także
zamorskich interesów kolonialnych, będących udziałem tych samych wąskich grup,
podczas gdy zwykły człowiek pozostawać miał „outsiderem we wszystkim poza
płaceniem rachunków”49. W 1923 r. jeszcze dobitniej pisał on, że w rzeczywistości
„granice narodowe nie dzielą już nic innego poza narodowymi grupami określonych interesów, a te określone interesy są dość jednoznacznie interesami nieobecnych posiadaczy. Narodowa rywalizacja jest użyteczna dla tych określonych interesów. Stąd gorączkowa nagłość, z którą władze konstytucyjne i szacowni
obywatele troszczą się o rozpalanie animozji narodowych i karanie maruderów
w tym względzie”50.
Według Veblena imperializm był więc ściśle związany z patriotyzmem. Współczesna ekonomia, ale także rozwój technologii przemysłowej, dodawać miała
narodowej rywalizacji dodatkowego impetu. Jego zdaniem „w obecnych czasach,
z powodu dzisiejszego poziomu sztuki przemysłowej, (…) narodowa pogoń za
celami wojennymi i politycznymi stała się w zasadzie jednostronną gonitwą za
niezarobionymi dochodami drogą zastraszania i intryg”51. W istocie, jego zdaniem,
nawet na poziomie pojęć oba zjawiska były bardzo blisko siebie. Jak pisał: „Imperializm można również, kolokwialnie, nazwać narodową korupcją. W większości
przybiera dwie formy korupcji: oficjalne zarobki (Brzemię Białego Człowieka), jak
47
Idem, Imperial Germany…, s. 101.
Idem, An Inquiry…, s. 20.
49
Godny uwagi jest fakt, że zdaniem autora zasada ta dotyczyła także pozamilitarnych prób
„preferowania” własnego narodu np. poprzez cła ochronne i preferencyjne prawo nawigacyjne
(Ibidem, s. 21). Zawsze zyski nielicznych idą w parze z brzemieniem niesionym przez wielu. Jak pisze
T. Veblen: „Narodowa samowystarczalność może być osiągnięta tylko poprzez pewien poziom izolacji
ekonomicznej, a taka polityka izolacji łączy w sobie pewien poziom zubożenia i zmniejszenia efektywności, ale także czyni naród bardziej gotowym na przedsięwzięcia wojenne w takiej skali, na jaką
pozwoli zmniejszona efektywność” (Ibidem, s. 35). O tym, że Veblen był zwolennikiem wolnego
handlu i uważał go za warunek pokoju, jednoznacznie świadczył także pogląd, że „neutralizacja
handlu międzynarodowego, czy też zniesienie wszelkiej dyskryminacji w handlu, jest początkiem
mądrości w odniesieniu do podtrzymania pokoju” (ibidem, s. 88).
50
Idem, Absentee…, s. 6.
51
Ibidem, s. 442.
48
Wywrotowy darwinizm: teoria imperializmu Thorsteina Veblena
117
w koloniach korony brytyjskiej i amerykańskich terytoriach zależnych, oraz specjalne koncesje i ryzykowne targi w postaci handlu, kredytów i inwestycji, jak np.
interesy brytyjskie w Afryce i Mezopotamii czy amerykańskie transakcje w Nikaragui i Haiti”52.
Imperializm, według Veblena, nie ograniczał się jednak do relacji między krajami gospodarczo rozwiniętymi a nierozwiniętymi. Walka o zyski ze strony nieobecnych posiadaczy przekładać się miała na konflikty między samymi mocarstwami – co, oczywiście, trudno było negować po doświadczeniu I wojny światowej.
Jej przyczyny nie przestały jednak istnieć po zakończeniu działań zbrojnych.
Veblen pisał więc, że „cywilizowana ludzkość wciąż podzielona jest między sobą
w łupieżczej walce o uzyskanie czegoś za nic kosztem każdego, kogo (ta walka)
dotyczy, która zawsze prowadzi do wzajemnej porażki na koszt podległej populacji”53. Autor nie hierarchizował jednak w żaden sposób różnych rodzajów konfliktów między państwami. Nie wiemy, czy pierwotny i nadrzędny jest konflikt między
„krajami cywilizowanymi” czy też formalne i nieformalne podboje kolonialne.
Krytyka patriotyzmu dla T. Veblena oznaczała także krytykę ruchów narodowowyzwoleńczych. Ich celem było bowiem, w jego mniemaniu, wpisanie się
w system państw na tych samych zasadach wojennej łupieżczości opartej o narodową jedność. Przykłady państw powstałych po I wojnie światowej były najlepszą
ilustracją tej tezy. „Rzeczywistość tego »samostanowienia narodów«, które tak
głęboko zaprzątnęło uczuciami troskliwych ludzi, zawsze prowadzi do samostanowienia w zakresie awantur wojennych, machlojek politycznych i powiększania
terytorialnego. Świadczą o tym nowe stanowiące o sobie narody: Polska, Czechosłowacja, Jugosławia”54. Wydaje się, że na ten pogląd Veblena wpływało nie tylko
potępienie patriotyzmu, ale także wiara w system produkcji przemysłowej ocierająca się o determinizm technologiczny. Współczesny poziom techniki oznaczał
według niego, że wszelkie narodowe twory – z granicami państwowymi na czele
– są paraliżującym moce produkcyjne archaizmem55. „Granice narodowe są barie52
Ibidem, s. 442.
Ibidem, s. 29. Co ciekawe, T. Veblen używał nie tylko powszechnego w jego czasach pojęcia
„cywilizowanej ludzkości”, ale także – w odniesieniu do tej samej grupy krajów – bardziej archaicznego pojęcia „świata chrześcijańskiego” (Christiandom).
54
Ibidem, s. 439.
55
Choć T. Veblen opisywał na przykładzie Brytanii, że nawet technologia przemysłowa może
czasem przewrotnie oznaczać powrót do świata polityki dynastycznej. O ile bowiem izolacja Brytanii
oznaczała, że „dominującym tonem codziennego życia był przemysł i handel, nie polityka dynastyczna i wojna”, to rozwój nowoczesnej nauki i przemysłu uczynił taką izolację niemożliwą. Dla tego kraju
paradoksalnie oznaczało to powrót do polityki międzynarodowej w stylu arystokratycznym. Jak
53
118
Filip Ilkowski
rami dla przemysłu”56. Patriotyzm miał więc tak pasować do „systemu kulturalnego
i technologicznego nowoczesnego świata”, jak „kurz w oczach i piasek w łożyskach”57. Jak pisał: „Żadne izolowane przedsięwzięcie przemysłowe i żadna izolowana
aktywność kulturalna nie jest samowystarczalna w całej rozciągłości systemu
przemysłowego świata chrześcijańskiego. A każdy poziom zamierzonej izolacji jest
natychmiast i automatycznie karany odpowiednim poziomem nieudolności
w ramach niewzruszonego działania systemu przemysłowego w wielkiej skali, który
bezstronnie wpływa na to co blisko i na to co daleko. W tym nowym przemysłowym porządku rzeczy narodowe twory, ich granice i funkcjonariusze, jawią się
jako obcy aparat zniekształceń i obstrukcji zatrudniony w celu podtrzymania
animozji i tworzenia opóźnień, dziur i tarć”58. Jego zdaniem, należało więc jak
najszybciej pozbyć się wszelkich państwowych atrybutów kontroli gospodarczej59
– ceł, subwencji, umów handlowych – jak i samych paszportów czy obsługi konsularnej. Pojawianie się nowych państw stało, oczywiście, w sprzeczności z tym
ideałem niezmąconego wykorzystania technologii produkcyjnej ludzkości. A że
Veblen nie proponował żadnej spójnej wizji politycznej dochodzenia do tego
ideału, przeciwstawiał się wszystkiemu, co do niego nie pasuje.
Charakterystyczna dla Veblena abstrakcyjna negacja z jeszcze większą siłą
zderzyła się jednak z największym konkretem, który przyszło mu przeżyć – I wojną
zgryźliwie zauważył Veblen: „Nowoczesna technologia tym samym odcięła się od gleby, na której
wyrosła, a z której czerpała siły dla zmiany kształtu biegu historii”. Idem, Theory…, s. 305–306.
56
Idem, An Inquiry…, s. 109.
57
Ibidem, s. 26.
58
Idem, Absentee…, s. 441.
59
Warto wspomnieć, że antypaństwowość T. Veblena dotyczyła także sfery gospodarczej i sięgała
nie tylko do argumentów pokrewnych myśli marksistowskiej, ale i liberalnej. W książce o imperialnych Niemczech autor pisał np., że „we wspólnej harmonii ze służalczą dyscypliną w armii idzie
rządkowa polityka kurateli nad klasą pracowniczą w postaci usług szpitalnych, uprawnień ubezpieczeniowych i emerytalnych itp.” Jego zdaniem „długotrwałe konsekwencje takiej polityki kurateli
trudno przewidzieć, ale wśród tych konsekwencji zapewne znajdzie się bardziej pasywna zależność
zwykłego człowieka od kierującego autorytetu rządu i jego biurokratycznej maszynerii wraz z malejącą inicjatywą i duchem autonomii oraz wzrost pewnej zaprzysięgłej lojalności dla panującego domu”.
Niemieccy robotnicy mieli być przy tym predystynowani do tej „kurateli” i jej efektów, z powodu
doświadczenia przeszłości i dyscypliny określonej przez wielki przemysł kierowany w interesie biznesu powodujących „indywidualną bezsilność” i niemożliwość podjęcia niezależnej wspólnej akcji
we własnym interesie (Idem, Imperial Germany…, s. 96–97). Poglądy T. Veblena w tej materii bliskie
są krytyce efektów zależności od państwowej biurokracji opisanej przez A. de Toqueville’a, choć
bezpośrednio są prawdopodobnie wynikiem wpływu liberalnego pozytywisty H. Spencera. Zob.
B. Semmel, The Liberal Ideal and the Demons of Empire: Theories of Imperialism from Adam Smith to
Lenin, Baltimore–Londyn 1993, s. 125.
Wywrotowy darwinizm: teoria imperializmu Thorsteina Veblena
119
światową. Dla Veblena nie istniał żaden ludzki podmiot, mogący zmienić świat
oparty na imperializmie. Nie była nim ani klasa pracownicza, ani żadna inna grupa
społeczna. Wiele pisał on o konieczności zmian, ale nie wiadomo było, kto i dlaczego miałby tych zmian dokonać. Pęd ku zyskom i wojnie Veblen mógł więc
inteligentnie potępiać, lecz pozostawiał nam niewiele więcej niż liczenie na ich
przyszłe zanegowanie przez rozwój technologii. Kiedy jednak pojawiła się Wielka
Wojna tu i teraz, T. Veblen nie mógł udać się do żadnej innej instancji zaprowadzającej pokój poza istniejącymi w ramach tak krytycznie ocenianego współczesnego systemu. Uderzające jest, że w wydanych w lutym 1917 r., tuż przed wybuchem rewolucji w Rosji, Badaniach o naturze pokoju i warunkach jego utrzymania
autor nawet słowem nie wspomniał o możliwości podobnego wybuchu społecznego. Jeśli chodzi o bardziej interesujące go Niemcy, rozważał możliwość pozbycia
się przez zwykłych ludzi imperialnego establiszmentu, natychmiast jednak
odrzucając tę wersję jako nierealistyczną. Jak pisał: „Takie oczekiwania bez wątpienia niedoceniałyby sił dawnych zwyczajów i zawierałyby także błędne rozumienie
psychologicznego zakresu wojennego doświadczenia. Lud niemiecki nie ma
w istocie żadnych mogących się rozwinąć przesłanek niezależności i samodzielności kierowania, a bez nich skuteczny zwrot przeciw dynastycznej władzy nie może
mieć miejsca”60. Paradoksalnie półtora roku po opublikowaniu tych słów w Niemczech wybuchła rewolucja61.
Gdy kwestia obalenia klas rządzących we wszystkich prowadzących wojnę
krajach nie była brana pod uwagę, pojawiła się pokusa poszukiwania pokoju przez
popieranie „lepszych” rządzących przeciw „gorszym”. Veblen nie był entuzjastą
takiego rozwiązania i pozostał krytyczny wobec wszelkich współczesnych mu
60
T. Veblen, An Inquiry…, s. 114.
Tym co odróżnia T. Veblena od myślicieli marksistowskich jego czasów, jest też fakt, że on sam
nie angażuje się w działalność polityczną prowadząc spokojny żywot uniwersyteckiego profesora –
choć nie ukrywał on swych politycznych sympatii np. wobec amerykańskich syndykalistów
z IWW. Co ciekawe, T. Veblen z sympatią odniósł się także do rosyjskich bolszewików i to w czasie
ich wielkiej demonizacji w USA. Jak pisał: „Interesy, które starszym mężom stanu leżą na sercu, to
głównie interesy handlu, inwestycji i narodowej integralności, a poza tym uporządkowany system
praw i obyczajów oraz przyjaznej biznesowi działalności prowadzonej w cieniu tych interesów handlu,
inwestycji i narodowej integralności. I ci starsi mężowie stanu, będąc poważanymi dżentelmenami,
i będąc wierni własnemu chlebowi, jasno widzą, że rosyjski bolszewizm jest zagrożeniem dla wszystkich najlepszych interesów ludzkości (…). Pierwszą intencją i konsekwentnym celem bolszewików
jest zagrożenie prywatnym interesom własności i przywileju. (…) Bolszewik to zwykły człowiek,
który zadał sobie pytanie: »Co mam do stracenia?« i wyszedł z odpowiedzią: »Nic«. A starsi mężowie
stanu są zajęci przygotowaniami do rozwiania tej słabej nadziei”. Idem, Bolshevism is a menace – to
whom?, „The Dial”, 22.02.1919, t. LXVI, s. 174–179.
61
120
Filip Ilkowski
państw pisząc choćby, że „pokój ustanowiony przez państwo (…) ma z konieczności naturę zawieszenia broni”. „Jeżeli pokój ma zostać utrzymany, musi to
nastąpić bez względu na działania rządu – pomimo państwa, raczej niż dzięki jego
uprzejmości. Państwo, rząd mogą być co najwyżej instrumentami do zaprowadzenia pokoju, nie do jego utrzymania”62. W utrzymanie pokoju, jeśli obecny porządek
już po wojnie nie ulegnie zmianie, też nie wierzył, twierdząc, iż „wybór leży między
dwoma alternatywami: albo system cen i związane z nim przedsiębiorstwo biznesowe ustąpią i odejdą albo pokojowe narody zachowają swój osobliwy system
prawa i porządku za cenę powrotu na wojenną ścieżkę pozwalając swym właścicielom na ochronę prawa własności dzięki sile zbrojnej”63. Aby jednak „pokojowe
narody” mogły w ogóle dojść do tego punktu i utworzyć ligę państw neutralnych
(w której „duch narodowy” ostatecznie się rozpłynąć się miał po postulowanej
przez autora „neutralizacji obywatelstwa”64) należy, twierdził Veblen, wyeliminować
zagrożenie pochodzące ze strony „państw dynastycznych”, przede wszystkim
Niemiec, które w przeciwieństwie do Brytanii i Francji nie uczyniły zwrotu w kierunku „wspólnot narodowych”65. Pęd ku wojnom był bowiem, jego zdaniem,
bardziej związany z imperiami dynastycznymi niż z demokratycznymi republikami
i miał u tych pierwszych bardziej ofensywny charakter66. Już na początku I wojny
światowej Veblen wyraził pogląd, że państwa w różnym stopniu pozbyły się dziedzictwa imperialnej przeszłości, a co z tego wynika dążą do wojny z różnym
natężeniem i w różnym stopniu są za nią odpowiedzialne. Analizując pozycję
Niemiec w tym czasie twierdził on więc: „Milcząco uznaje się (…), że splot okoliczności uczynił odwołanie się do wojny nieuchronnym, a szczególnie dla Niemiec
wojna została uznana za nieuchronną. Gdyby nie było imperialnych Niemiec
włączonych w układ narodów, to wynik w dłuższej perspektywie mógłby nie być
62
Idem, An Inquiry…, s. 14.
Ibidem, s. 146.
64
Ibidem, s. 89. Nadejście postulowanej pokojowej wspólnoty nie uznawał on za wolne od problemów. Z jednej strony wierzył, że wraz ze zniesieniem granic narodowych zniknie patriotyzm (który
podtrzymywany miał być przez strach przed obcą agresją), z drugiej jednak wciąż istniejący system
„kapitalistycznego sabotażu” w odniesieniu do „utrzymania cen i stopy zysku” przy spodziewanej
gospodarczej prosperity będzie w jeszcze większym stopniu niż wcześniej akumulował bogactwo
w rękach nielicznych. Autorowi pozostaje nadzieja, że taki stan rzeczy także będzie w mniejszym
stopniu tolerowany. Zob. ibidem, s. 134, 137.
65
Ibidem, s. 49.
66
Monarchia konstytucyjna, jako że pozostaje monarchią, także jest „zagrożeniem dla pokoju
światowego”, więc ją także należy wyeliminować jako formę rządów. Jednak jej eliminacja nie jest tak
pilna, jak „imperiów dynastycznych”. Zob. ibidem, s. 119.
63
Wywrotowy darwinizm: teoria imperializmu Thorsteina Veblena
121
zasadniczo inny, jeśli chodzi o ostateczne losy Europy w zakresie pokoju i wojny,
jednak włączając Niemcy nie ma tu miejsca na wątpliwości (…)”67. Dwa lata
później jego sądy były jeszcze ostrzejsze – o pokojowym porządku nie może być
mowy, jeśli nie wyeliminuje się państw do niego niepasujących. Dowodząc fundamentalnej różnicy nie tylko między charakterem państw, ale i społeczeństw Niemiec i Brytanii, Veblen posunął się nawet do porównania podobnych, jego zdaniem,
wojny francusko-pruskiej i wojny burskiej, stawiając tezę, że ludność Niemiec
wykazywała w czasie „swojej” wojny entuzjazm, a ludność Brytanii – nie68. Idąc
dalej uznawał także, że brytyjski kolonializm w Indiach byłby łagodniejszy
w porównaniu od ewentualnego niemieckiego wyzyskiwania krajów ościennych,
a rząd USA, nawet podbijając Filipiny, mimo wszystko odpowiadał przed amerykańską opinią publiczną, czego nie można powiedzieć o rządzie niemieckim69. Jaki
z tego wniosek? „Ewidentnie, w obecności tych dwóch imperialnych mocarstw
(Niemiec i Japonii), wszelkie porozumienie pokojowe będzie miało niepewny grunt
(…) Istnieją dwie oczywiste alternatywny, z których żadna nie obiecuje łatwej drogi
wyjścia z kłopotów, w których znajdzie się światowy pokój przez ich obecność:
podporządkowanie się ich zwierzchnictwu albo eliminacja tych dwóch mocarstw”70. Veblen nie był patriotą, więc poważnie rozpatrywał obie opcje, uznając
jednak, że dla pokoju światowego korzystniejsza będzie ta druga. Eliminacja
dynastycznych mocarstw oznaczać miała ich bezwarunkową kapitulację i przymusowe rozmontowanie dynastycznych struktur państwa. Jednak, ponieważ podstawą
nowej pokojowej ligi miała być Wspólnota Brytyjska i USA, Veblen przewidywał,
że taka ingerencja spowoduje opór nie tylko klas rządzących w dynastycznych
mocarstwach, ale i ich ludności. Bez niej jednak, jak twierdził, pokoju nie da się
osiągnąć. Postulował przy tym, aby po zniesieniu imperialnej władzy, podległe jej
wcześniej narody włączyły się do pokojowej ligi na równych warunkach. Zniszczenie „niemieckiego militaryzmu” miało więc zostać przeprowadzone „bez krzywdy
dla niemieckiego ludu”. Zniesione miały być wszelkie formy dyskryminacji han67
T. Veblen, Imperial Germany…, s. 100.
Idem, An Inquiry…, s. 50. Teza ta jest podwójnie błędna. Po pierwsze, wojnę francusko-pruską,
przynajmniej formalnie rozpoczętą przez Francję i niosącą m.in. zjednoczenie Niemiec przez Prusy
trudno porównywać do czysto kolonialnej wojny toczonej przez Brytyjczyków tysiące kilometrów
od własnego kraju; po drugie, jak pisał J.A. Hobson, wojna burska wiązała się z powszechnym „imperialistycznym” entuzjazmem w Brytanii. Zob. J.A. Hobson, Imperialism: A Study, s. 206–216.
69
Idem, An Inquiry…, s. 55, 57. Generalnie T. Veblen dla potrzeb własnej argumentacji w 1917 r.
pomniejszał znaczenie wojen kolonialnych toczonych przez Brytanię i USA, konkretnie wojny
burskiej i wojny amerykańsko-hiszpańskiej, nazywając je „epizodami” (ibidem, s. 87).
70
Ibidem, s. 42.
68
122
Filip Ilkowski
dlowej przeciw Niemcom, a długi wojenne równo podzielone na wszystkich
członków ligi. Co więcej, „nie ma powodu, by zakładać, że w warunkach przyszłego
reżimu neutralności nie powstaną żadne tego typu (tj. zakładające osadnictwo, typu
Australii i Nowej Zelandii) niemieckie kolonie instalowane przez taką ligę pokojową”71! Veblen nie miał więc z pewnością na myśli potraktowania pokonanych
Niemiec w stylu narzuconego po I wojnie światowej traktatu wersalskiego. Jego
ideałem był „pokój bez zwycięstwa”, a celem nie „zwycięstwo walczących po
stronie Ententy, ale porażka niemieckiej imperialnej koalicji”72.
Problem w tym, że jeśli neguje się możliwość zadania tej porażki z innej strony –
z rąk własnego buntującego się społeczeństwa – to musi ona oznaczać zwycięstwo
konkurencyjnego mocarstwa. Charakterystyczne jest, że pisząc o państwach
dynastycznych Veblen pisał głównie o Niemczech. Drugim krajem, pojawiającym
się obok Niemiec, była Japonia, traktowana przy tym dużo bardziej ulgowo73.
O carskiej Rosji ledwie wspominał. Raz, mimochodem, wymieniona była także
Hiszpania. Trudno powiedzieć, dlaczego akurat porażka Niemiec, a nie np. Rosji,
miała być warunkiem drogi do pokoju, czy dlaczego niemiecki imperializm był
bardziej ekspansywny od hiszpańskiego, skoro ten drugi kraj miał nawet więcej
cech „państwa dynastycznego”. Ktoś mógłby powiedzieć, że wskazując na Niemcy
i Japonię T. Veblen proroczo przewidział drogę do II wojny światowej, oraz że
wymieniając te dwa państwa uniknął jednoznacznego opowiedzenia się po jednej
stronie w wojnie lat 1914–1918 (Japonia walczyła po stronie ententy). Czy jednak
faktycznie można uznać za przyczynę – a szczególnie za główną przyczynę – niemieckiej czy japońskiej ekspansji w pierwszej połowie XX w. dziedzictwo dynastycznej przeszłości? Dlaczego więc do tej ekspansji nie przyłączyły się Hiszpania
czy Grecja? Co ciekawe, przy swym antypatriotyzmie T. Veblen uznawał Stany
71
Ibidem, s. 107, 112. Choć Veblen jasno mówił, że taki kolonializm może polegać tylko na
tworzeniu niezależnych od metropolii „wolnych wspólnot kolonizatorów”, uderzający jest fakt braku
refleksji nad losem ludności tubylczej.
72
Ibidem, s. 111.
73
W opublikowanym w 1915 r., czyli już w czasie I wojny światowej, tekście pt. Szanse Japonii
T. Veblen daleki był od alarmistycznych wezwań o konieczności wyeliminowania „systemu dynastycznego” tego kraju jako warunku światowego pokoju. Miejscami artykuł przypomina dobre rady
dla japońskich rządzących na wykorzystanie w porę swej szansy – porę zakreśloną zdaniem autora
z jednej strony przejęciem zachodniej techniki, a drugiej niewyzbyciem się jeszcze (nieuchronnym
w dłuższej perspektywie) tradycyjnego „ducha dawnej Japonii”. Jak pisał: „Szanse Japonii leżą wewnątrz tego interwału. (…) Oznacza to również, że dla (imperialistycznie) skutecznej sprawy, rząd
imperialny musi użyć wszystkich dostępnych sił, bez żadnych zastrzeżeń, w jeden szalony pęd, ponieważ z natury rzeczy żadna druga szansa tego typu się nie pojawi”. Idem, Opportunity of Japan,
s. 37–38.
Wywrotowy darwinizm: teoria imperializmu Thorsteina Veblena
123
Zjednoczone za, przynajmniej potencjalnie, najbardziej demokratyczne mocarstwo, które – co ma w kontekście wojny jednoznaczną wymowę – nie powinno
prowadzić „przestarzałej” polityki izolacji74. Może więc wymienianie Japonii jako
drugiego po Niemczech kraju niepasującego do pokojowej wizji świata można
zrozumieć, gdy przypomnimy, iż właśnie Japonia była głównym konkurentem USA
w walce o wpływy na Pacyfiku i w Azji Wschodniej?
W czasie wojny Veblen znacznie, choć nie bez oporów, ograniczył więc swoją
krytykę panującego systemu szukając rozwiązania dla imperializmu wewnątrz jego
granic. Jak słusznie pisali Stephen Edgell i Jules Townshend, jego alternatywnym
remedium było obalenie „państwa narodowego i systemu cen, choć nie miał programu, aby ten cel osiągnąć”75. W desperackiej sytuacji zwrócił się więc ku „realistycznemu” programowi znajdując punkt podparcia wśród tzw. mocarstw demokratycznych. T. Veblen nie stał się jednak nigdy ich admiratorem. Gdy wojenna
gorączka ustąpiła, a potrzeba pokoju stała się mniej paląca, powrócił zarówno do
zdecydowanej krytyki rzeczywistości, jak i abstrakcyjnych wyobrażeń o możliwości jej przeobrażenia. Jak pisał niedługo po zakończeniu wojny: „Kwestia zachowania czy odrzucenia instytucji narodowych i ich granic, we wszystkim co dotyczy
stosunków ekonomicznych wspólnoty z zagranicą, staje się w efekcie szczegółem
spodziewanego konfliktu między prywatnym interesem a zwykłym człowiekiem,
(konfliktu) z którego wyłoni się Nowy Porządek”76.
74
Idem, An Inquiry…, s. 97. Co ciekawe, kiedy USA przystąpiło do wojny w 1917 r. biuro informacji amerykańskiego rządu zalecało gazetom drukowanie fragmentów ksiażki Veblena o imperialnych Niemczech, w celu umocnienia antyniemieckiej propagandy, mimo że sama książka została
objęta zakazem wysyłki przez amerykańską pocztę na podstawie ustawy o szpiegostwie! Patrz:
B. Semmel, The Liberal Ideal…, s. 122–123.
75
S. Edgell, J. Townshend, John Hobson, Thorstein Veblen…, s. 417.
76
T. Veblen, Essays in our Changing Order, Nowy Jork 1964, s. 390, za: ibidem, s. 415.
124
Filip Ilkowski
Subversive Darwinism:
Thorstein Veblen’s Theory of Imperialism
THORSTEIN VEBLEN IS one of the most interesting American thinkers, but his theories
are hardly known in Poland. As an important critic of the modern society and author of
various concepts in sociology and political science he is worth to be subject of deeper
analysis. This article shows Veblen’s theory of imperialism in the light of his wider view of
society. With its affinity to both liberal and Marxist theories Veblen’s one – with all its
idiosyncrasies and contradictions – is an original attempt to explain modern drive for wars.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Jarosław Macała
FRIEDRICH RATZEL JAKO TWÓRCA
NIEMIECKIEJ GEOPOLITIK
Motto:
An der Schwelle des deutschen Űberganges aus der europäischen zur Weltgeltung stehend, hat er selbsttätigen Anteil auf
diesem Aufstieg genommen
Karl Haushofer
NIEMCY DO 1945 R. stworzyli całą szkołę badań nad związkiem polityki z przestrzenią, wraz z obrazującym go zasobem pojęć. Friedrich Ratzel, szwedzki germanofil Rudolf Kjellèn oraz Karl Haushofer wyznaczali najważniejsze etapy jej
rozwoju1. Takie terminy zaś, jak: Weltmacht, Mitteleuropa, Groβraum, Lebensraum,
Volk ohne Raum czy Raumsinn tworzyły jej kościec, choć szczególnie w Polsce
kojarzący się złowrogo, bowiem łączony z brutalną agresją i okupacją nazistowską.
To zresztą skutecznie na wiele lat blokowało polskie badania nad niemiecką geopolityką. Stan ten systematycznie się poprawia, ale obszary słabo u nas spenetrowane badawczo w tej dziedzinie są liczne. Dlatego warto odwołać się do niektórych
myśli osoby uchodzącej za ojca niemieckiej geopolityki (choć nie używał tego
terminu), którego dokonania wydają się od lat niedoceniane w naszym kraju2.
1
Zob. jedną z najnowszych publikacji na ten temat: S. Costachie, N. Damian, Ratzel and the
German Geopolitical School – the inception of culture as an essential element and factor in the Political
Geography, „Revista Romana de Geografie Politica” 2010, nr 2, s. 298–307.
2
K. Haushofer, Friedrich Ratzel 1844–1904, (w:) Die groβen Deutchen. Neue Deutsche Biographie,
t. IV, red. W. Andreas, W. von Scholz, Berlin 1936, s. 200–214; F. Ebeling, Geopolitik. Karl Haushofer
und seine Raumwissenschaft 1919–1945, Berlin 1994, s. 46–48.
126
Jarosław Macała
1. PODSTAWY TEORII FRIEDRICHA RATZELA
JEDNYM Z NAJBARDZIEJ WPŁYWOWYCH autorów charakterystycznego dla
Niemiec do 1945 r. sposobu analizy związku polityki i państwa z przestrzenią stał
się wybitny geograf F. Ratzel (1844–1904), twórca antropogeografii i geografii
politycznej. Obok tego uchodzi za świetnego etnografa i jednego z luminarzy
antropologii, zwłaszcza teorii dyfuzjonizmu kulturowego. Rozległość naukowych
zainteresowań oraz nietuzinkowa pracowitość zaowocowały znaczną liczbą publikacji – wg Karla Haushofera dorobek naukowy F. Ratzela obejmował ponad 1240
prac. Niewątpliwie ocena tak wielkiej spuścizny naukowej jest trudna i niejednoznaczna3. Dotyczy to również przewijających się w wielu jego publikacjach rozważań nad relacjami między środowiskiem geograficznym a państwem i polityką4.
W naukowym życiu oraz dorobku F. Ratzela widać rozległe wpływy i afiliacje
naukowe oraz ideowe, które trudno wymienić i podsumować w tak krótkim szkicu.
W jego twórczości zaznaczał się mocny wpływ typowego dla epoki pozytywizmu
i ewolucjonizmu (szczególnie Karola Darwina oraz Augusta Comte’a czy Herberta
Spencera), choć stosunek do nich ulegał zmianom. Często też interpretował
poglądy swych niemieckich poprzedników badających relacje człowieka z przestrzenią.
Dla potrzeb niniejszych rozważań trzeba podkreślić, iż od inspirującego wielu
niemieckich myślicieli XIX w. Johanna Gottfrieda von Herdera przejął ideę symbiotycznego związku i dopasowania się człowieka do środowiska naturalnego, którą
uczynił centralnym punktem oraz podstawą swej antropogeografii. Za Herderem
zatem ujmował rodzaj ludzki jako całość, a jego historię traktował jako ściśle
związaną z ziemią, bo ludzkość, wg twórcy geografii politycznej, została stworzona
na ziemi i była jej częścią. Narody dla Herdera i Ratzela to naturalne organizmy,
odzwierciedlające dynamikę przyrody, które rodzą się, rozwijają i więdną, co
koreluje z postępami kultury. Tyle że Herder w dopasowaniu się poszczególnych
3
M. Bassin, Friedrich Ratzel 1844–1904, (w:) Geographers bibliographical studies, red. T.W. Freeman, London 1987, s. 123–130; S.B. Cohen, Geopolitics. The Geography of International Relations,
wyd. II, Lanham 2009, s. 13; L. Moczulski, Geopolityka. Potęga w czasie i przestrzeni, wyd. I, Warszawa
1999, s. 9; K. Haushofer, Friedrich Ratzel als raum – und volkspolitischer Gestalter, (w:) F. Ratzel, Erdenmacht und Völkerschicksal. Eine Auswahl aus seinen Werken, oprac. K. Haushofer, wyd. II, Stuttgart
1941, s. XIII. 4
Warto wymienić przynajmniej kilka podstawowych prac Ratzela z zakresu tej problematyki:
Anthropogeographie, cz. 1 (pierwsze wydanie w 1882 r.), cz. 2 (1891); Völkerkunde, t. 1–3 (1885–1888);
Politische Geographie (1897); Das Meer als Quelle der Völkergröβe (1900); Der Lebensraum (1901).
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
127
narodów oraz tworzonych przez nie państw do swego miejsca na ziemi widział
podstawę harmonii i pokoju, a twórca antropogeografii raczej zwracał uwagę na
wynikającą stąd walkę o przestrzeń. Ratzel też wyraźnie mówił o prymacie biologizmu w ludzkich działaniach, a nie o woli Opatrzności5.
Wielokroć wyrażał się też z uznaniem o dorobku wybitnego niemieckiego
geografa Karla Rittera, kontynuatora idei Herdera, którego traktował nieraz jako
wzór badacza geografii. Wpływ jego na Ratzela zaznaczał się nie tylko w warstwie
rozwinięcia koncepcji herderowskich, ale też w pełnej aprobacie dla przekonania,
że każde zjawisko z życia człowieka rozwija się w przestrzeni i w czasie. To zaś
oznaczało dla bohatera tego szkicu tłumaczenie zmian w historii oraz kondycji
psychofizycznej i kulturalnej narodów przyczynami natury geograficznej. Ratzel
korzystał również z ogromnej liczby faktów szczegółowych dotyczących życia
poszczególnych narodów w różnych warunkach geograficznych, które zgromadził
Ritter. Sceptyczny stosunek cechował natomiast relację Ratzela wobec teleologicznych koncepcji K. Rittera, szczególnie wobec interpretacji fideistycznych6.
W twórczości Ratzela można wg Józefa Babicza wyróżnić trzy okresy, zresztą
nakładające się częściowo na siebie: biologiczny, antropogeograficzno-etnograficzny oraz przyrodniczo-filozoficzny. W pierwszej fazie naukowych dociekań
widać wyraźnie jego zoologiczne zainteresowania i znaczny wpływ nań poglądów
Karola Darwina oraz rozwijającego jego idee ewolucjonizmu na gruncie niemieckim Ernsta Haeckla (skądinąd twórcy dziś tak często używanego pojęcia „ekologia”). W stosunku do Darwina z uznaniem odniósł się do jego fundamentalnej
teorii ewolucji, zwracając uwagę i rozwijając w swoich pracach takie jej elementy,
jak: zmienność, dziedziczność, walka o byt. Z dużą dozą krytycyzmu odnosił się
zaś do teorii doboru naturalnego. Szczególnie walkę o byt (jako walkę o przestrzeń)
Ratzel podniósł do rangi najważniejszego prawa rozwoju narodów i państw. Od
Haeckla natomiast przejął systematykę roślin i zwierząt oraz tezę o jedności
wszystkich żywych istot, co musiało wpływać na postrzeganie człowieka jako
elementu przyrody, która rządzi jego życiem. Zatem oddziaływuje też na wspólnoty
ludzi, jak naród czy państwo.
W kolejnym odcinku jego naukowej aktywności powstają najważniejsze prace
geograficzne, na które znaczny wpływ wywarła myśl Moritza Wagnera. Twórca
5
Przestrzeń i polityka. Z dziejów niemieckiej myśli politycznej, wybór i oprac. A. Wolff-Powęska
i E. Schulz, Poznań 2000, s. 19, 140–147; J.G. Herder, Myśli o filozofii dziejów (wybór), Warszawa 2000,
s. 21–26.
6
F. Ratzel, Anthropogeographie, Erster Teil: Grundzüge der Anwendung der Erdkunde auf die
Geschichte, wyd. IV, Stuttgart 1921, s. 66–68.
128
Jarosław Macała
antropogeografii potwierdzał, że najważniejsze jej tezy wynikają z poglądów
Wagnera oraz z nim je konsultował. W pracach F. Ratzela uwidoczniło się szczególnie twierdzenie Wagnera o zmienności form organicznych pod wpływem
środowiska. Dla potrzeby wyjaśnienia tego stanu rzeczy przejął wagnerowską
teorię o migracji (w dużo mniejszym zakresie izolacji) organizmów, która miała
wyjaśniać przyczyny owej odmienności. M. Wagner uznał, że dotyczy ona także
ludzi, co aprobował Ratzel7.
Stąd nacisk twórcy geografii człowieka na ruch dziejowy, który w jego ocenie
wpływał na zróżnicowanie organizmów biologicznych oraz ludzi. Dla niego: „Życie
jest więc przede wszystkim wewnętrznym faktem organizmu. Lecz wewnętrzny
proces życia jest stałym źródłem ruchu zewnętrznego. Każde zwiększenie masy
organicznej, każdy wzrost, każde rozmnożenie oznacza ruch przestrzenny i każdy
ruch jest pokonaniem przestrzeni”8. W jego ocenie związane z tym ruchem prawo
migracji (Migrationsgesetzt) odgrywało najważniejszą rolę w historii ludzkości,
ściśle związane z aktywnością biologiczną, właściwą samemu życiu, a nie społeczną.
W swojej historiozofii F. Ratzel podkreślał, że przeszłość to ciągłe ruchy ludzi, jak
fale przypływu i odpływu, które kanalizuje, przyspiesza lub utrudnia środowisko
(ukształtowanie powierzchni, sieć rzeczna, dostęp do morza, klimat itd.), a nie
przemiany społeczne czy polityczne. To losy wędrówek mas ludzkich, które
wywarły decydujący wpływ na kulturę, religię, politykę, gospodarkę itd.
W badaniach naukowych F. Ratzel udowadniał, iż w ciągu dziejów ludzie odchodząc od wspólnego pnia (uralte Gemeinschaft) stale migrowali oraz różnicowali
się. Oczywiście inne były motywacje, możliwości oraz następstwa ruchów migracyjnych (wewnętrznych i zewnętrznych) u ludów koczowniczych, a inne wśród
nowoczesnych narodów Europy Zachodniej ostatnich dekad XIX w., dużo bardziej
związanych z własnym terytorium9.
W ocenie Ratzela początkowo w historii nastąpił etap rozprzestrzenienia oraz
dyferencjacji narodów, by prowadzić do ponownego ich zespolenia w przyszłości
wskutek migracji oraz związanych z postępami komunikacji coraz szerszych
kontaktów. Tym sposobem funkcjonowały przenikanie, zapożyczanie oraz konfrontacja wzorców kulturowych, nawet u narodów odległych od siebie geograficznie. Widział w tym zjawisko nieprzypadkowe, potwierdzające występującą u niego
7
F. Ratzel, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 124.
Idem, Der Lebensraum. Eine biogeographische Studie, Darmstadt 1901, s. 12–13.
9
A.K. Paluch, Mistrzowie antropologii społecznej. Rzecz o rozwoju teorii antropologicznej, Warszawa 1990, s. 75.
8
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
129
jedność ludzkości jako takiej. Te ustalenia stały się podstawą jego teorii dyfuzji
kulturowej, dominującej nad procesami jej partykularyzacji. Podczas, gdy współczesna mu nauka była raczej zdominowana przez zwolenników ewolucjonizmu
poszczególnych kultur10.
Wreszcie w trzecim okresie, w ostatnich latach życia, wybitny geograf i przyrodnik podejmował problemy dużo bardziej skomplikowane oraz abstrakcyjne. Zajmował się problemem życia i jego rozwoju w czasie i przestrzeni oraz ich znaczenia w życiu narodów. W jego rozważaniach ziemia oraz życie na niej zostały
potraktowane jako jedna i organiczna całość11. Stąd antropogeografia wg Ratzela
to nauka w obrębie nauk przyrodniczych, traktująca o wzajemnych stosunkach
między ziemią a rozwijającym się na niej życiem w wymiarze planetarnym. Te
relacje winny zostać w wyniku procesu badawczego ujęte w formę typowych dla
pozytywizmu fundamentalnych praw, adekwatnych także dla całego świata przyrody. One wg niego stanowić miały o naukowości dyscypliny oraz jej centralnym
miejscu w naukach o człowieku12.
W tym miejscu trzeba się krótko odnieść do ważnego i skomplikowanego
problemu oceny dorobku naukowego F. Ratzela. W literaturze na ogół podnosi się,
iż szczególną uwagę poświęcał badaniu wpływu czynników geograficznych (tożsamych z przyrodniczymi) na człowieka, a poprzez niego na życie narodów
i państw. Natomiast zależność odwrotna pojawiała się rzadziej, choć czasem bardzo
dobitnie13. Świadczy o tym choćby podtytuł jednej z jego najważniejszych prac
Anthropogeographie brzmi: Grundzüge der Anwendung der Erdkunde auf die
Geschichte.
Mniejszą rolę w dziejowych przemianach przypisywał okolicznościom
wewnętrznym, tkwiącym w samym człowieku, choćby zmianom psychicznym czy
duchowym. Wreszcie w wymiarze ludzkich wspólnot czynnikom rasowym, kulturowym, społecznym, religijnym, politycznym itd., których bogactwo i zróżnicowanie były dlań w znacznym stopniu konsekwencją wpływów środowiska.
Niezbyt silnie dostrzegał możliwości dużo bardziej skomplikowanego i bogatszego uzasadniania ludzkich działań w aspekcie choćby autonomicznego wpływu
10
F. Ratzel, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 123–131; Świat człowieka – świat kultury. Antologia
tekstów klasycznej antropologii, wybór i red. E. Nowicka, M. Głowacka-Grajper, Warszawa 2007, s. 24.
11
F. Ratzel, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 149; J. Babicz, Nauka o ludach Fryderyka Ratzla,
Wrocław 1962, s. 22–38, 51–60.
12
F. Ratzel, Erdenmacht und Völkerschicksal..,s. 5–6; idem, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 49,
59, 61–63.
13
Zob. idem, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 26–41.
130
Jarosław Macała
czynników tożsamościowych, kulturowych, społecznych czy ekonomicznych na
procesy migracji ludzi, na procesy poszerzania czy zmniejszania przestrzeni.
Wreszcie na to, że rywalizacja o przestrzeń może być konsekwencją sterowanych
i stymulowanych przez rządzących zjawisk politycznych, a nie biologicznej walki
o byt. W konsekwencji dla Ratzela historię, teraźniejszość i przyszłość narodu
i państwa w znacznej mierze determinuje geografia. Dlatego to nie historia czy
szerzej humanistyka, ale antropogeografia jako część biogeografii w jego mniemaniu powinna odgrywać najważniejszą rolę w badaniu człowieka.
Stąd F. Ratzel stał się dla wielu badaczy jednym z najwybitniejszych przedstawicieli determinizmu geograficznego, na co nie brakuje dowodów w jego pismach.
Wypada wspomnieć, iż do popularyzacji tego poglądu w jakiejś mierze przyczyniły
się szeroko znane w krajach anglosaskich chyba zbyt jednostronnie interpretujące
dokonania niemieckiego geografa dzieła jego uczennicy Ellen Churchill Semple14
oraz kolejnych przedstawicieli niemieckiej Geopolitik. Często próbujących łączyć
poglądy Ratzela z własnymi teoriami15.
Warto wszakże zastrzec, że również można w jego bogatej spuściźnie znaleźć
podstawy dla ocen kwestionujących determinizm geograficzny twórcy antropogeografii. Czynią tak niektórzy geografowie, a przede wszystkim badacze antropologii. Dla tych ostatnich ugruntowana w myśli Ratzela teoria dyfuzjonizmu kulturowego potwierdzała odrzucanie przez niego determinizmu geograficznego16. Dla
geografów dowodem może być choćby teza, że „im bardziej bierny jest naród, tym
bardziej zależny jest od przyrody, tym silniej oddziaływuje ona na niego. Im
natomiast jest czynniejszy i zdolniejszy, tym bardziej uwalnia się od wpływów
otoczenia przyrodniczego, a nawet kroczy – jak my to dostrzegamy u ludów
o wysokim poziomie rozwoju kultury – do daleko posuniętego jej opanowania”17.
W tym cytacie wyraźnie widać rolę czynników wolicjonalnych w życiu człowieka,
bardziej pasującą do indeterminizmu geograficznego.
Rozwijając powyższą myśl Ratzel dowodził, że całe dzieje człowieka i narodów
to dynamiczny proces rozwoju kultury, która była owocem zmagania się ludzi
14
Szczególnie warto zwrócić uwagę na wydaną 100 lat temu jej książkę Influences of Geographic
Environment on the Basis of Ratzel‘s System of Anthropo-Geography, http://www.gutenberg.org/files/15293/15293-h/15293-h.htm, odczyt z dn. 16.10.2011.
15
G.J. Ashworth, L.M. Ashworth, Ratzel and the British Empire: imperialism and the illusions of
state power, s. 1–2 (tekst w formacie pdf dostępny w Internecie).
16
Zob. The Dictionary of Human Geography, red. R.J. Johnston, wyd. IV, Malden-Blackwell
2000, s. 27.
17
Cyt. za: J. Babicz, op.cit., s. 75–76.
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
131
z przyrodą: der Kampf mit der Natur. Na tym tle niemiecki geograf dokonał systematyzacji narodów: Naturvölker-Kulturvölker. Te pierwsze, uważał za silnie zależne
od środowiska, czyli żyjące „pod przymusem natury”. Nie oznaczało to wszakże
braku kultury w ogóle. Natomiast jej rozwój wzbogacał związki człowieka z naturą.
Stąd za wyższe uważał te drugie narody, które w wyniku postępu kultury zrozumiały prawa rządzące przyrodą. Dlatego pogłębiły i umocniły swoje związki ze
środowiskiem18.
Niektórym narodom Zachodu pozwoliło to aktywnie wykorzystywać swe
możliwości, wpływać na środowisko dla własnych korzyści. Symbolem w jego
epoce stało się uzależnienie rozwoju gospodarczego od eksploatacji bogactw
naturalnych, np. węgla kamiennego czy rudy żelaza. Z drugiej strony, poprzez siłę
i zdolności narodów Zachodu w wyniku postępu ekonomicznego rosły ich możliwości ekspansji terytorialnej oraz stymulowania migracji, choćby w poszukiwaniu
nowych terenów dla osadnictwa oraz bogactw naturalnych19.
Ten ostatni fragment sygnalizował mocne zainteresowanie Ratzela sferą polityki,
a nie tylko zamykanie się w dociekaniach naukowych. Żyjąc w epoce wielkich
przeobrażeń społeczno-ekonomicznych oraz kulturowych w Europie i na świecie,
w dobie triumfującego imperializmu i nacjonalizmu oraz szeroko rozumianej
ekspansji mocarstw przekładał wnioski ze swej argumentacji naukowej na język
politycznych diagnoz i celów. Przede wszystkim z perspektywy umocnienia mocarstwowej pozycji Niemiec w Europie i w świecie.
2. PAŃSTWO I NARÓD ORAZ ICH ZNACZENIE
F. RATZEL POSŁUGIWAŁ SIĘ organiczną wizją państwa, w czym można dostrzec
wpływy np. Herberta Spencera. Definiował je bowiem jako „organizm tak powiązany z określoną częścią powierzchni ziemi, że jego właściwości składają się
z właściwości narodu i terytorium”. Dla niego „państwo jest formą rozprzestrzeniania się życia ludzi na powierzchni ziemi” i znajdowało się pod jej samodzielnym
wpływem, jak całe życie20. Z tym że dla Ratzela ziemia stanowiła czynnik podstawowy i pierwotny, dlatego odciskała na historii państwa wyraźniejszy wpływ niż
18
J. Babicz, op.cit., s. 96–97; S. Costachie, N. Damian, op.cit., s. 299–300.
J. Babicz, op.cit., s. 72–75.
20
F. Ratzel, Politische Geographie oder Geographie der Staaten, der Verkehres und des Krieges,
wyd. II, München–Berlin 1903, s. 3–6.
19
132
Jarosław Macała
dzieje zamieszkującego ją społeczeństwa, które podlegało dużo szybszym przemianom. Zatem na państwo i jego historię patrzył przede wszystkim przez pryzmat
kategorii geograficznych (położenie, wielkość, granice, ukształtowanie terytorium,
klimat itd.), w mniejszym zakresie społecznych, ekonomicznych czy kulturowych.
Traktowanymi jako przemiany warunkowane wpływami środowiska21.
Skoro istotą organizmu państwowego była relacja wobec ziemi, to wpływała ona
na każdy aspekt jego życia. Innymi słowy, dążenia polityczne państwa są w dużej
mierze wypadkową jego geograficznego położenia oraz związanych z nim uwarunkowań. Dlatego, jeśli terytorium państwa jest wartością ograniczoną, statyczną,
to konfrontował się z nim nieustannie mobilny czynnik ludzki, czyli także dążenia
polityczne. Szczególnie istotna na tym tle była dynamika i witalność procesów
życiowych i wynikających z tego ruchów ludności, przebiegających na określonym
obszarze. Oczywiście charakterystyka położenia geograficznego mogła te ruchy
ułatwiać lub hamować22.
Podstawowym i fundamentalnym zadaniem państwa było w jego ocenie strzeżenie własnej przestrzeni przed atakiem z zewnątrz. Z tego choćby wynikał dla
niego prymat państwa nad jednostką, która zachowując sporą dozę wolności
i swobody winna w swoim życiu mieć na względzie przed wszystkim dobro wspólnoty. W jego ocenie, to uwarunkowania przestrzenne w historii w największym
stopniu decydowały o podziale zadań i funkcjach poszczególnych części organizmu
politycznego, o ich wewnętrznej hierarchii, powiązaniach i zależnościach. Dalej,
o sposobie organizacji państwa (np. podziale terytorialnym), także o tym, jaki
posiadało ustrój polityczny. Wreszcie przestrzeń, położenie geograficzne, ale też
świadomość i umiejętności narodu wywierały ogromny wpływ na sposób gospodarowania oraz rozwój ekonomiczny.
Zasadniczą cechą i podstawą rozgraniczenia państw stawała się dla niego przestrzeń (terytorium), a nie narodowość, język czy religia itd. Współgrało zresztą
z jego admiracją państw wielkoprzestrzennych czy imperiów, które pod władzą
polityczną dominującego narodu jednoczyły ludzi o różnym pochodzeniu, religii,
kulturze, poziomie życia czy nawet rasie. Należało je zawsze traktować łącznie
z terytorium, nad którym sprawują kontrolę23.
21
Integrated Models in Geography, red. R.J. Chorney, P. Haggett, Worcester–London 1967, s. 517.
F. Ratzel, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 45–46, 73–74, 148–165; idem, Erdenmacht und
Völkerschicksal…, s. 10–20.
23
Idem, Politische Geographie…, s. 3–6; A. Gyorgy, Geopolitics. The New German Science, Berkeley–Los Angeles 1944, s. 152–153; A. Dugin, Osnowy gieopolitiki, s. 19, http://www.rutnikjournal.
narod.ru/zip/Dugin.Geopolitika.pdf, odczyt z dn. 02.04.2010; H.D. Schulz, Die deutsche Geographie
22
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
133
Istotą współczesnego dla niego zróżnicowania politycznego były państwa narodowe, które stanowiły podstawę podziału świata oraz politycznej rywalizacji
o przestrzeń. Naród (Volk) Ratzel rozumiał w tym wypadku jako organicznie
i hierarchicznie zorganizowaną wspólnotę, złożoną z mniejszych grup społecznych,
którą łączyło pokrewieństwo, język, kultura oraz wspólne terytorium, czyli związek
przestrzenny. Narody dla Ratzela to naturalne organizmy, które rodzą się, rozwijają
i więdną, co koreluje z postępami kultury.
Rozwój kultury w ocenie Ratzela wiązał naród coraz bardziej z zajmowaną
przezeń przestrzenią, albowiem traktował go jako nieodłącznie związany z walką
człowieka z przyrodą w celu zaspokojenia jego potrzeb, przede wszystkim materialnych. Niewątpliwie organizm polityczny ułatwiał rozprzestrzenianie cech
kulturowych w obrębie jednego narodu i ich sprawniejsze przekazywanie innym
narodom24.
Skoro sensem ludzkiego życia był nieustanny ruch, to uważał, iż „każda ludzka
wspólnota jest w walce ze światem zewnętrznym i sama ze sobą o niezależny byt”.
W tej walce rywalizują ze sobą czynniki łączące ludzi, jak: państwo, społeczeństwo,
religia, sztuka, umiejętności z silniejszymi elementami, czyli: dostosowaniem się
do środowiska, migracjami oraz instynktami wojennymi25. Nierówne oddziaływanie tych komponentów wiodło do podziału narodów, ich selekcji na bardziej czy
mniej rozwinięte.
3. LEBENSRAUM
ORGANIZM PAŃSTWOWY ZAJMOWANY przez naród, tak jak biologiczny, do
przetrwania potrzebuje „pożywienia”, a zatem ziemi i bogactw naturalnych z nią
związanych. Do analizy tego zjawiska Ratzel stworzył pojęcie przestrzeni życiowej
(der Lebensraum) i wprowadził je do naukowej debaty. Tłumaczył, że każda przestrzeń miała określoną „pojemność”, czyli możliwość wyżywienia oraz zapewnienia bezpieczeństwa dla zamieszkującej jej populacji. Każda zmiana we wzroście
zaludnienia, w przyroście naturalnym (ruch wewnętrzny) zmieniała w jego opinii
stosunek do terytorium zajmowanego przez naród. „Rosnąca na tej samej przeim 19. Jahrhundert und die Lehre Friedrich Ratzels, (w:) Geopolitik. Grenzgänge im Zeitgeist, t. 1.1.:
1890 bis 1945, red. I. Diekmann, P. Krüger, J.H. Schoeps, Potsdam 2000, s. 63–64.
24
F. Ratzel, Das Meer als Quelle der Völkergröße. Eine politisch-geographische Studie, wyd. II,
München–Berlin 1911, s. 39.
25
Idem, Politische Geographie…, s. 22; idem, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 75.
134
Jarosław Macała
strzeni liczebność narodu pomnaża nici łączące naród z ziemią, które stają się
źródłami wciąż rozwijającymi i powiększającymi siłę narodu”. Widział związek
między gęstością zaludnienia a rozwojem kultury, który wpływał na silniejsze więzi
społeczne oraz przyspieszał rozwój gospodarki. Wreszcie formował i odnawiał
ducha państwa26.
Dla twórcy geografii politycznej opanowanie możliwie wielkiego terytorium stanowiło podstawowy cel polityki, który nazwał „prawem rosnących przestrzeni”,
bowiem bez niego nie ma rozwoju narodu i wielkości państw27. Ratzel ujął powyższe
zasady w siedem praw rozwoju państwa, które wg niego miały charakter naukowy:
„1) przestrzeń państwa poszerza się wraz z ekspansją ludności, mającą tę samą
kulturę,
2) terytorialny wzrost następuje za innymi aspektami rozwoju państwa,
3) państwo rośnie przez wchłanianie mniejszych jednostek politycznych,
4) granica jest peryferyjnym organem państwa, który odzwierciedla jego siłę
i rozwój, stąd nie jest ona stała,
5) państwa w trakcie rozwoju szukają terenów nadających się do wchłonięcia,
6) kierunek ekspansji przesuwa się od państw bardziej do słabiej rozwiniętych
cywilizacyjnie,
7) dążenie do ekspansji terytorialnej rośnie w miarę poszerzania się obszaru”28.
Dziś łatwo podważyć „naukowy charakter” każdego z tych praw, które dosyć
dobrze pokazywały nie tylko najważniejsze tendencje myśli Ratzela, ale też swoisty
klimat ostatnich dekad XIX w. Jednak trzeba je potraktować jako jedną z pierwszych tak szerokich prób konceptualizacji zależności między przestrzenią a polityką. Skądinąd niektóre z tych zasad nie wytrzymywały krytyki już w czasach
Ratzela. Wystarczyło się posłużyć przywoływanymi przez niego przykładami
z historii, aby pokazać błędne założenie zawarte w szóstym prawie rozwoju państwa. Na jego podstawie trudno byłoby wytłumaczyć np. podbój świata śródziemnomorskiego przez Rzym czy powstanie państwa mongolskiego. Dużo bardziej
natomiast odpowiadało ono burzliwej w jego czasach ekspansji kolonialnej
mocarstw europejskich.
26
F. Ratzel, Politische Geographie…, s. 7–8, 10; idem, Anthropogeographie. Erster Teil…, s. 84,
153–155; idem, Der Lebensraum…, s. 3–5, 12–13, 37–38, 44–45.
27
A. Wolff-Powęska, Doktryna geopolityki w Niemczech, Poznań 1979, s. 88–92; P. Eberhardt,
Geneza i rozwój niemieckiej doktryny Lebensraumu, „Przegląd Geograficzny” 2008, nr 2, s. 176,
179–180.
28
S. Otok, Geografia polityczna. Geopolityka – Państwo – Ekopolityka, wyd. 6, Warszawa 2001,
s. 10; L. Moczulski, op.cit., s. 9.
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
135
Zgodnie z zasadą socjaldarwinizmu niemiecki geograf przekonywał, iż przestrzeń stanowi przedmiot wrogiej rywalizacji państw (der Kampf um Raum), które
ciągle rozpychały się, to broniąc swego terytorium, to próbując zdobyć nowe
obszary. Przestrzeń staje się dla niego kategorią polityczną, a nie tylko geograficzną.
Zdobycie przez państwo jak największego obszaru do życia (Lebensraumu) było
podstawowym prawem natury i historii, prawem najsilniejszego organizmu, jak
u zwierząt. Podbudowywała to argumentacja Ratzela, który głosił, iż w świecie
walki narodów o byt wszyscy są dla siebie wrogami: „Podobnie jak walka o byt
w gruncie rzeczy jest zawsze walką o przestrzeń, tak i walkach między narodami
chodzi w większości li tylko o przestrzeń; stąd też we wszystkich wojnach w nowszej historii nagrodą dla zwycięzcy jest lub miała być przestrzeń”29.
Dlatego wyjście poza własne państwo, to dziejowa konieczność, albowiem na
zbyt małym terytorium naród nie potrafi przetrwać i obumiera. W przebiegu tych
ruchów migracyjnych najpełniej w ocenie Ratzela wyrażał się związek człowieka
z przestrzenią i stanowił on podstawę wszelkiej polityki. Każdy proces wzrostu
narodu wymagał przecież zaangażowania tworzonego przezeń państwa. Więcej,
tylko ono gwarantowało bezpieczeństwo i rozwój30.
Celem prawidłowej polityki państwa winno być zatem zapewnienie rosnącemu
narodowi przyszłości, czyli przestrzeni życiowej. Oczywiście pod warunkiem, że
posiada odpowiednie możliwości zagospodarowania i wykorzystania tej przestrzeni. Stąd rządzący winni dążyć do dalekosiężnej polityki, która musiała dobrze
interpretować historię i na jej podstawie wyznaczać odpowiednie cele przestrzenne.
Na tym miała polegać „polityka, która zapewnia wzrastającemu narodowi niezastąpiony grunt na przyszłość”. Stąd jego ocena, że walka o przestrzeń życiową jest
warunkiem postępu oraz rozkwitu we wszystkich dziedzinach: „Konflikty o bogactwa ziemi są siłą napędową życia narodów”31.
Wielkość narodu w jego ocenie korelowała w prosty sposób z wielkością przestrzeni, którą zajmuje. Trudno się dziwić admiracji niemieckiego geografa dla
wielkich mocarstw, a lekceważenia dla małych, słabych państw, traktowanych jako
formy przejściowe, jako pole rywalizacji silnych o przestrzeń. To właśnie wśród
średnich i małych państw jego zdaniem występuje najwięcej konfliktów zbrojnych,
29
30
31
Przestrzeń i polityka…, op.cit., s. 47, 234, 241.
F. Ratzel, Erdenmacht und Völkerschicksal…, s. 26.
Idem, Politische Geographie…, s. 11, 36–37.
136
Jarosław Macała
bo im państwa stają się większe tym trudniej prowadzić wojnę, choćby z powodu
trudności komunikacyjnych. Nazywał to obawą przestrzeni (Raumscheu)32.
Dla niego stanem pożądanym byłby taki, w którym dominowałyby na świecie
silne organizmy polityczne, albowiem darwinowska „konkurencja” stawała się
walką o byt. Jednak słabsze narody niekoniecznie musiały w niej bezpowrotnie
zginąć, choć i takie przypadki pokazywał na przykładach z historii. Mogły też
podporządkować się mocniejszym narodom i państwom, poddając się wynikającym z tego przemianom, procesom dyfuzji i regresji. Przecież walka o przestrzeń
miała mieć charakter ewolucyjny, falowy, czynny i bierny na przemian, od form
małoprzestrzennych do wielkoprzestrzennych i z powrotem. Od przekazywania
do odbierania sobie przestrzeni nawzajem przez państwa. Tak samo państwa
ewoluują – rodzą się, rozwijają się, umierają, odradzają się wraz z towarzyszącym
tym procesom przemianom własnej przestrzeni, jak przyroda. Organizacje polityczne ulegają też cyklicznym fazom rozwoju od form prostych do bardziej złożonych, albowiem posiadaną przestrzenią warunkowane były procesy kulturowe,
polityczne, społeczne, ekonomiczne33.
Wydaje się, iż w wielkoprzestrzennych organizmach politycznych siłą dla Ratzela
stawała się ich różnorodność, wynikająca z wielości sposobów relacji człowieka
z naturą. Wewnątrz tych wielkich organizmów politycznych (pojmowanych imperialnie), istniała jednak możliwość zachowania przez podporządkowane narodowi
rządzącemu inne nacje swej tożsamości, języka, religii czy elementów kultury.
Uznawały dominację polityczną, kulturową, gospodarczą innego narodu, ale też
mogły korzystać z przenikania odeń lepszych i wyższych wzorców cywilizacyjnych.
Co więcej, narody w obrębie większych jednostek politycznych, zmienione kulturowo i etnicznie, mogły wykorzystać ich osłabienie, utratę zdolności do poszerzania własnej przestrzeni i stopniowy uwiąd, by uzyskać własne państwo i własną
przestrzeń do istnienia. W ten sposób można zinterpretować przywoływane przez
twórcę geografii politycznej przykłady budowy i rozpadu imperiów z historii:
Babilon, Persja, Chiny, państwo Aleksandra Wielkiego, Rzym, państwo karolińskie,
imperium mongolskie.
Tak rozumiane państwa albo imperia wielkoprzestrzenne można nazwać, używając dzisiejszego języka, strukturami multikulturowymi. Dla niego pojęcie
32
Przestrzeń i polityka…, op.cit., s. 244.
F. Ratzel, Anthropogeographie. Erster Teil…, s. 153–157; A. Wolff-Powęska, Doktryna geopolityki…, s. 85; G. Tokarz, Przestrzeń a człowiek – ujęcie socjobiologiczne, (w:) Z badań nad geografią
polityczną i gospodarczą, red. T. Dembowski, M. Sienkiewicz, Wrocław 2008, s. 34–35.
33
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
137
Lebensraumu stanowiło raczej próbę zracjonalizowania powstania oraz sposobów
istnienia tak różnorodnej wielkiej przestrzeni. Wykazując dużo więcej wspólnego
z ideą imperium brytyjskiego, niż z nazistowskim Neue Ordnung.
Powyższe rozważania oddawały dosyć dobrze klimat czasów, w których żył
Ratzel. Okresu imperializmu oraz nacjonalizmu, ekspansji wielkich mocarstw,
burzliwych przemian społeczno-ekonomicznych. Współgrały to z tezami niemieckiego nacjonalizmu, którego celem miał być nowy podział świata między mocarstwa europejskie i znalezienie dla Niemiec „miejsca pod słońcem”. Niekoniecznie
jednak musiało to oznaczać tylko wojnę, grabież, zbrodnie czy eksterminację
słabszych narodów, jak w jednostronnych i uproszczonych interpretacjach przedstawiali myśl Ratzela jego następcy, szczególnie z kręgu nazistowskich prominentów czy nadgorliwi krytycy niemieckiej Geopolitik34.
Stosunek twórcy antropogeografii do wojny jako narzędzia zdobywania Lebensraumu nie był chyba tak jednoznaczny, jak to się prezentuje w literaturze. Wojna
dla niego z reguły była warunkowana przestrzennie i wyrażała gwałtowne i potężne
ruchy mas ludzkich z własnego obszaru w głąb ziemi innych narodów przy użyciu
przemocy. Zazwyczaj kończyło ją zawarcie pokoju i nowa delimitacja terytoriów
walczących stron. Przecząca jednak stabilności granic politycznych, albowiem
wyjaśniająca tylko na jakiś czas konflikty między narodami35.
Niemniej Ratzel nieraz pisał o „pokojowym ruchu”, czyli spokojnej migracji
narodów, a zatem niekoniecznie w formie zbrojnej. Dotyczyło to jednak prędzej
sytuacji, kiedy ludzi na określonym obszarze było stosunkowo mało, a terenów
słabo zasiedlonych sporo. Podobnie rzecz mogła wyglądać, kiedy migracja odbywała się na tereny zamieszkałe przez narody o dużo niższym poziomie kultury.
Warto tutaj wspomnieć o ekspansji kulturowej, duchowej, gospodarczej itd., które
stanowiły przygotowanie do ekspansji terytorialnej. Mogły występować autonomicznie, albo też poprzedzać napór militarny. Formy ekspansji przeplatały się
z sobą, czasem w określonej sekwencji, np. ekspansja gospodarcza z reguły poprzedzała polityczną.
Posługując się przykładami z historii oceniał też, że wojna często prowadziła do
licznych ofiar i zniszczeń materialnych. W innym wymiarze mogła wieść do
34
A. Dorpalen, The World of General Haushofer. Geopolitics in Action, New York 1942, reprint
1966, s. 58–61; E.A. Walsh, Total Power. A footnote to History, Garden City–New York 1948, s. 4–13;
G.J. Ashworth, L.M. Ashworth, Ratzel and the British Empire…, s. 2–3; tekst w formacie pdf dostępny
w Internecie.
35
F. Ratzel, Erdenmacht und Völkerschicksal…, s. 122; H.D. Schulz, Die deutsche Geographie im
19…, s. 77.
138
Jarosław Macała
despotyzmu państwa. Kolejnym zagrożeniem było doprowadzenie do rozziewu
między elitami a społeczeństwem i w rezultacie do zatracenia wspólnego rozumienia przestrzeni. Następstwem tego było m.in. prowadzenie przez rządzących
konfliktów zbrojnych bez względu na koszty i zyski, co z reguły państwo osłabiało
albo wiodło do jego upadku36.
Z drugiej strony, trudno sobie wyobrazić walkę mocarstw o przestrzeń życiową
u schyłku XIX w. bez wojny. Tym bardziej, że w jego przekonaniu, „wojny w największym stopniu oddziaływują na cały naród”. Uświadamiają mu, jakie najwyższe
dobra może stracić, jeśli nie będzie się bronić. W tym wypadku wojna stawała się
czynnikiem spajającym państwo i wyrabiającym poczucie wspólnoty i jedności
w narodzie. Wreszcie instrumentem rozwoju myśli ludzkiej oraz postępu technicznego. W znanym cytacie Ratzel mówił w tym duchu o wojnie jako o praktycznej
szkole dla narodów w walce o przestrzeń, która uczyła je przechodzenia od małego
do dużego rozumienia przestrzeni. Pisał dalej o „eksperymencie”, który wyjaśniał
także relacje między państwem a posiadanym przez niego obszarem.
W ocenie Ratzela, wspartej tezami Carla von Clausewitza „każda współczesna
wojna miała ten cel, ażeby wydrzeć przeciwnikowi możliwość rozporządzania
własnym terytorium”. Jednak wojna może mieć różne cele przestrzenne i metody,
niekoniecznie prowadzące do pełnego zniszczenia wroga, a tylko do odebrania mu
części terytorium i przesunięcia własnych granic. Wtedy przegrany, ażeby utrzymać
się przy życiu jako organizm, musiał oddać część własnego obszaru i sparaliżować
próby rewanżu ze strony własnego narodu. Natomiast w wyniku wojny rdzenia
państwa prowadziła do jego upadku37.
Każda przestrzeń życiowa miała swoje granice. Państwo powinno dążyć do
zdobycia takiej przestrzeni, żeby osiągnąć jej granice naturalne, ograniczyć liczbę
sąsiadów, tworząc autarkiczny i nieodstępny dla wrogów obszar. W historii wg
Ratzela funkcjonowały różne typy rozgraniczenia państw, ale z reguły nie miały
one trwałego charakteru. W walce o przestrzeń stale przeciwstawiały się sobie siły
wewnętrzne i zewnętrzne, a także napięcia między rdzeniem terytorium a jego
obszarami granicznymi. Granica była dla niego „peryferyjnym organem obszaru
państwowego, gospodarczego i narodowego”. Dostrzegał różne rodzaje granic
(narodowe, państwowe, kulturowe), lecz wszystkie uważał za płynne i zmienne
w historii, odzwierciedlały bowiem dynamizm i siłę narodów oraz państw w okre-
36
37
F. Ratzel, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 44, 82–83, 88–90, 158–159.
Idem, Politische Geographie…, s. 37–38, 371–373; idem, Das Meer…, s. 80.
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
139
ślonym czasie38. Dlatego oceniał, iż „w całym wytyczaniu granic jest coś symbolicznego, pozornego”. Stanowią one też swego rodzaju barierę przed procesami
migracji narodów, albowiem „wyciszają ruchy narodów”. Tymczasem w ciągu
dziejów Europy niestabilne okazały granice polityczne czy kulturowe, co dowodziło
jego zdaniem roli i skali migracji ludów w dziejach Starego Kontynentu oraz
względności „sztucznych” granic. Za kluczowe uważał trwałe granice naturalne
(morza, rzeki, góry), co sugerowało, że najlepszym rozwiązaniem byłoby pokrywanie się granic naturalnych z innymi typami rozgraniczenia państw39.
4. POŁOŻENIE PAŃSTWA
Kolejnym podstawowym kryterium oceny państwa było dla niego szeroko
rozumiane położenie geograficzne (die Lage), które oceniał jako najważniejszą
właściwość geograficzną, przynajmniej równą przestrzeni. Wyróżniał w położeniu
trzy podstawowe kategorie:
A) Przede wszystkim skupiał się na wielkości i formie obszaru państwa, kształcie terytorium, jego rozciągłości itd. Wymieniał tutaj położenie własne (naturalne
– lądowe, górskie, nizinne, stepowe, wyspiarskie). Zwracał uwagę na położenie
rdzenia państwa (np. doliny Nilu w starożytnym Egipcie) oraz najważniejszych
ośrodków politycznych, gospodarczych, czy kulturalnych. Miało to swoje znaczenie dla siły państwa, ale też ewentualnego zagrożenia przez wrogów lub możliwości ekspansji na zewnątrz.
B) Dalej, położenie obejmowało przynależność do jakiejś większej jednostki
geograficznej, części świata czy części kontynentu, np. typu klimatu, odległości od
morza, sąsiedztwa rzek czy gór. Włączał doń również czynniki, na które w jego
ocenie wpływała geografia – kultura i pozycja polityczna. Można w tym miejscu
wspomnieć o Europie, w której wyróżniał trzy historyczne regiony antropogeograficzne: obszar cywilizacji grecko-rzymskiej w basenie Morza Śródziemnego; region
na północ od Alp, zdominowany przez cywilizację germańską oraz tereny wschodniej Europy, kontrolowane przez Słowian.
C) Współoddziaływanie z obszarami sąsiednimi. Warto tutaj zwrócić uwagę
na analizowane przez niego położenie względem centrum danej cywilizacji oraz
38
F. Ratzel, Der Lebensraum…, s. 63–67; idem, Erdenmacht und Völkerschicksal…, s. 33–37,
156–159.
39
Przestrzeń i polityka…, op.cit., s. 245–251; F. Ratzel, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 169–179.
140
Jarosław Macała
innych państw i narodów (np. centralne, peryferyjne), co mogło wpływać na
potencjalne możliwości rozwoju kultury, ale też obrony oraz poszerzenia terytorium40.
Nie miał wątpliwości, że między położeniem geograficznym państwa a możliwościami jego trwania i rozwoju występuje sprzężenie zwrotne w czasie i przestrzeni. Przecież położenie to z jednej strony czynnik stosunkowo stały w życiu
narodu i państwa, z drugiej leżący u podstaw ruchu dziejowego. Ratzel oceniał, że
położenie naturalne określonego terytorium: charakter rzeźby terenu, sieć rzeczna,
klimat itd. w przeważającej mierze utrudniały bądź ułatwiały budowę silnego
państwa, choć rozwój kultury i techniki pozwalał w pewnej mierze ograniczyć
niedostatki położenia geograficznego.
Przekonywał, iż każdy rozwój państwa zależy od rozszerzania przestrzeni, ale
punktem wyjścia do tego jest zawsze położenie: „to naturalne położenie zawsze
podporządkowuje sobie przestrzeń, którą w ostateczności pochłania; ta kolejność
ujawnia się w równym stopniu podczas dalszego wzrostu, jak i podczas kurczenia
się państw”. Wg niego zróżnicowanie przestrzeni i położenia poszczególnych
narodów stanowiło nieustanne źródło napięć i rywalizacji. Im te różnice były
większe, tym większe stawały się napięcia, które miały je wyrównać.
Dlatego najbardziej korzystne było dla niego takie położenie czy terytorium,
które możliwie najpełniej pobudzałyby ludzi do działania. Ważna była tutaj aktywność narodu, która stała w prostej relacji do jego świadomości geograficznej.
Ratzel sądził, iż „położenie koryguje przecenianie lub niedocenianie przestrzeni”,
a także można je „łatwiej i szybciej wykorzystać niż przestrzeń”41.
Analizował obszernie wpływy różnych czynników związanych z położeniem
geograficznym na siłę państwa. Dla przykładu, usytuowanie nad morzem wpływało
na otwartość narodów, ułatwiało migrację, wymianę, handel, ale też morze stanowiło barierę dla ekspansji czy rozwoju, wreszcie czynnik napięcia między krajami.
Niewątpliwe były dla niego odmienne zależności między położeniem a siłą państwa
wśród narodów mieszkających na obszarach lądowych, górskich, stepowych itd.
Walka z naturą przynosiła inne skutki w warunkach narodów morskich, inne wśród
tych związanych z lądem.
Klimat wpływał na ludzi we wszystkich zamieszkałych miejscach na świecie.
W jego ocenie oddziaływał bezpośrednio na ducha oraz mentalność człowieka
i narodów, które musiały się do niego dopasować. Klimat wpływał też pośrednio
40
41
F. Ratzel, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 137–146; S. Costachie, N. Damian, op.cit., s. 302.
Przestrzeń i polityka…, op.cit., s. 228–229.
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
141
na mniej lub bardziej korzystne warunki życia (np. gospodarcze) dla nich, hamował lub przyspieszał procesy migracyjne. Na przykładach współczesnych mocarstw
przekonywał, iż w klimacie umiarkowanym ludzie (głównie biali) wykazywali
sporą energię duchową i polityczną oraz zdolności gospodarcze, co przekładało się
na umiejętności ekspansji i budowy wielkoprzestrzennych organizmów politycznych: Wielkiej Brytanii, USA, Rosji. Zresztą rdzeń tych państw był w jego ocenie
bardziej na północ, w klimacie jeszcze chłodniejszym. Gorzej oceniał podobne
możliwości w klimacie bardzo ciepłym lub bardzo zimnym, gdzie energia narodów
była mniejsza, osłabiana większą zależnością od czynników środowiskowych. Stąd
skierowana raczej na utrzymanie się przy życiu42.
5. RAUMSINN
TRZECIM ISTOTNYM ELEMENTEM w życiu każdego narodu oraz tworzonego
przezeń państwa, obok kategorii geograficznych (położenia i przestrzeni), był wg
Ratzela wspomniany już wyżej czynnik ludzkiej świadomości, wyrażany najpełniej
przez Raumsinn (zazwyczaj w literaturze termin ten nie jest tłumaczony i używany
jako nazwa własna). To swego rodzaju świadomość geograficzna narodu, umiejętność wewnętrznego pobudzania migracji i ekspansji. Wreszcie zdolność do
wykorzystania oraz zagospodarowania i zadomowienia się w swojej przestrzeni,
co wpływało na refleksję nad jej zróżnicowaniem oraz ograniczeniami, położeniem,
wielkością i granicami. Przejawiała się w polityce, kulturze, gospodarce itd43.
Raumsinn stanowił w jego ocenie fundament patriotyzmu, a zatem dążenia do
trwania oraz wielkości narodu. Biologizm ratzelowskich koncepcji ujawniał się
i w tym terminie, gdyż traktował go jako cechę wrodzoną każdego narodu, wynikającą też z jego kultury i historii. Dominowały w nim czynniki instynktowne,
irracjonalne. Można go nazwać też swego rodzaju mistyczną i subiektywną komunikacją narodu z zajmowaną przestrzenią. Dlatego w tej świadomości wyrażała się
wolność wyboru: skala dążenia każdego narodu do poszerzenia własnego terytorium, do walki o przestrzeń44.
42
F. Ratzel, Anthropogeographie. Erster Teil…, s. 137–148, 207–220; idem, Das Meer…, s. 39–42;
idem, Erdenmacht und Völkerschicksal…, s. 23, 38–73, 133–134.
43
Idem, Anthropogeographie, Erster Teil…, s. 162–163.
44
Idem, Politische Geographie…, s. 9.
142
Jarosław Macała
W ślad za tym przekonywał, iż naród (a także tworzone przezeń państwo)
posiada swój oryginalny Raumsinn: „Każdy mierzy wielkość przestrzeni swobodą
ruchów oraz stopniem jej wykorzystania, wraz z nią rośnie lub zmniejsza się siła
duchowej percepcji.” Dalej przekonywał, że „każde doniosłe działanie historyczne
wymaga, by uprzednio zrozumieć znaczenie przestrzeni i siły koniecznej do jej
pokonania; i tak element przestrzeni zawiera się w wielkości historycznej”45.
Ratzel rozumiał, że Raumsinn bywał różny: jednym ludziom pozwala lepiej
wykorzystać czynniki geograficzne i własne zasoby kosztem innych ludzi, o niższej
świadomości geograficznej oraz poziomie kultury. Położenie i terytorium państwa
stanowiły w tym wypadku szczególny kapitał, którego uruchomienie zależało od
duchowych i materialnych umiejętności narodu46. Zatem ludzie mają możliwość
rozmaitego wykorzystania możliwości geograficznych, będących do ich dyspozycji,
co siłą rzeczy bardzo ograniczało wymowę ratzelowskiego determinizmu geograficznego, albo wręcz stawiało go pod znakiem zapytania. Ten czynnik wolicjonalny
jeszcze mocniej eksponowali kolejni przedstawiciele niemieckiej Geopolitik47.
W ocenie twórcy geografii politycznej narody mają małe lub wielkie poczucie
przestrzeni, na której żyją i chcą żyć: „Wielka przestrzeń wymaga odważnej ekspansji, mała zaś skłania do nieśmiałego ściśnięcia. Każdy mierzy wielkość przestrzeni swobodą ruchów oraz stopniem jej wykorzystania, wraz nią rośnie lub
zmniejsza się siła duchowej percepcji”. Pisał też: „Wielkość przestrzeni, o której
myślimy i którą politycznie planujemy, zależy od przestrzeni, na której żyjemy.
Dlatego istnieją wielkie i małe pojęcia przestrzeni. Pojęcie przestrzeni rośnie lub
maleje wraz z przestrzenią, na której żyjemy”. Jednak bez odpowiedniego Raumsinn
trudno sobie wyobrazić stworzenie wielkiej politycznej potęgi. Trudno się dziwić,
iż w jego ocenie wiedza geograficzna i etnograficzna miała praktyczne zastosowanie. Stanowiła polityczną siłę, pozwalającą planować i prowadzić program wzrostu
przestrzennego państwa.
W przypadku państwa, dla jego rozwoju kluczowe znaczenie miało to, żeby
polityka wyrażała swoistego ducha państwa albo jego duchową indywidualność.
Wyrastała ona i rozwijała się zawsze na konkretnej ziemi, która staje się dla niej
punktem odniesienia, gdyż każda polityczna forma szukała odpowiedniego połączenia z przestrzenią. Jeśli tak nie było, to wiodło do upadku państwa. Dlatego
45
Przestrzeń i polityka…, op.cit., s. 229–230, 240–241.
F. Ratzel, Die Vereiningten Staaten von Amerika, t. II: Politische – und Wirtschafs-Geographie,
wyd. II, München 1893, s. V. 47
J. Macała, „Raumsinn” jako kategoria w klasycznej geopolityce niemieckiej, (w:) Więzi, red.
E. Bartkowiak, A. Dobrychłop, P. Prüfer, Zielona Góra 2010, s. 241–251.
46
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
143
szczególnie troszczył się to, żeby odpowiednia świadomość geograficzna funkcjonowała wśród politycznych elit, wielkich wodzów czy przywódców narodu, albowiem „każde doniosłe działanie historyczne wymaga, by uprzednio zrozumieć
znaczenie przestrzeni i siły koniecznej do jej pokonania; i tak element przestrzeni
zawiera się w wielkości historycznej. (…) Zrozumienie możliwości przestrzennych
robi z bohatera polityka”48.
Przekonywał, że państwo było bardziej zwarte, kiedy jego ideami był przejęty
cały naród: „Najsilniejszymi państwami są takie, w których idee polityczne wypełniają organizm państwowy we wszystkich jego częściach”49. Uwypuklał w tym
zakresie wychowawczą i wzorotwórczą rolę elit, które winny formować (choćby
w szkole) w narodzie taki Raumsinn, by korelował z tendencjami przywódców do
powiększania przestrzeni politycznej (die Schule des Raumes): „Każdy naród należy
wychowywać od przechodzenia do mniejszego do większego rozumienia przestrzeni, a każdy od nowa, przy czym powrót od jednego rozumienia do drugiego
zawsze może nastąpić”50.
Ważne, żeby każde działanie na rzeczy zdobywania przestrzeni życiowej stawało
się celem całego narodu, co wzmacnia jego skuteczność. Ta więź czy poczucie
przestrzeni funkcjonujące w danym narodzie, a także związane z tym tendencje
do wysuwania i sankcjonowania swych praw do określonego terytorium oraz
dążenia do naturalnych granic wpływały na prawomocność i poparcie opinii
publicznej dla rządzących państwem, jeśli trafnie odgadują oni poczucie przestrzeni w narodzie. Ułatwiają też mobilizację polityczną, ekonomiczną, militarną
i kulturową całego narodu. Wzrost terytorialny państwa w jego ocenie z reguły
łagodzi również napięcia i problemy wewnętrzne, wpływa również na optymistyczny charakter zamieszkujących je narodów51.
Zdolność rozumienia i pokonywania przestrzeni były dla niego cechami narodowymi. W ślad za tym wyróżniał trzy sposoby zdobywania przestrzeni, powtarzające się w historii: „1) Zdolność pokonywania przestrzeni posiadają władcy,
brak jej u mas – Francuzi. 2) Zdolność pokonywania przestrzeni występuje silniej
u mas niż u przywódców – Hiszpanie. 3) Zarówno masy, jak i przywódca są równie
dobrze przygotowani do wykonania zadania, jakie stawia przed nimi pokonywanie
48
F. Ratzel, Politische Geographie…, s. 9–10, 24, 32; idem, Anthropogeographie. Erster Teil…,
s. 160–163; idem, Erdenmacht und Völkerschicksal…, s. 128–129; Przestrzeń i polityka…, op.cit.,
s. 230–231.
49
F. Ratzel, Politische Geographie…, s. 8.
50
Przestrzeń i polityka…, op.cit., s. 231.
51
C. Jean, Geopolityka, Wrocław 2003, s. 62–63, 125; Przestrzeń i polityka…, op.cit., s. 242–243.
144
Jarosław Macała
przestrzeni – Angloceltowie z Wysp Brytyjskich”52. Z tego wynika, iż szczególnie
cenił Anglosasów: budowę Imperium Brytyjskiego oraz ekspansję na zachód
i kolonizację kontynentu ze strony mieszkańców USA, choć niebezkrytycznie.
Podziwiał imperialny Raumsinn wiodący do ekspansji terytorialnej i stworzenia
wielkoprzestrzennych organizmów politycznych. Łączył go z narodową wolą
panowania nad coraz większym obszarem, która to idea jako cel polityczny odnawiała świadomość i duszę narodu, gwarantowała jego optymizm, rozmach, trwałość i rozwój. Zaś prawidłowo ugruntowana wychowawczo w całym narodzie
stanowiła podstawowy przekaz kulturowy z pokolenia na pokolenie53.
6. DROGA NIEMIEC DO ŚWIATOWEJ POTĘGI
DLA RATZELA WALKA o przestrzeń oraz wynikające z niej sformułowane przezeń
„prawo rosnących przestrzeni” było fundamentem polityki światowej, czyli rywalizacji na przełomie XIX/XX w. europejskich mocarstw o prymat w świecie. Wedle
jego oceny kluczem statusu Weltmacht było połączenie potęgi lądowej i oceanicznej, ich wzajemna komplementarność i wspieranie bezpieczeństwa państwa.
Przywoływał tutaj przykład Imperium Romanum, które w jego ocenie stanowiło
udaną przez wieki próbę łączenia potęgi morskiej z kontynentalną. Negatywne zaś
odniesienia do historii dotyczyły upadku antycznych Aten, które jako mocarstwo
morskie musiały w końcu w wojnie peloponeskiej ulec typowo lądowej potędze
Sparty. Wreszcie odwoływał się do czasów jemu dużo bliższych, do wojen napoleońskich, kiedy przez lata panował strategiczny pat: Francja nie mogła pokonać
mocarstwa morskiego – Anglii, zaś Albion nie był w stanie rozbić potęgi Napoleona
na kontynencie europejskim54.
Domagał się zdobycia pozycji światowego mocarstwa przez II Rzeszę. Osiągnięcie statusu Weltmacht wymagało jednak radykalnych zmian w ówczesnym położeniu Niemiec, które swą siłę udowodniły w skutecznym procesie zjednoczenia
państwa rozbitego przez wieki politycznie: „Nawet, gdy rozpadnie się przestrzeń
polityczna, którą niegdyś zdobyto w tym wielkim zamyśle, pozostanie idea jej
52
Przestrzeń i polityka…, op.cit., s. 229, 232, 237.
F. Ratzel, Politische Geographie…, s. 8–9, 188, 617; H.D. Schulz, Die deutsche Geographie im
19…, s. 74; G.J. Ashworth, L.M. Ashworth, Ratzel and the British Empire…, s. 3–4, tekst w formacie
pdf dostępny w Internecie.
54
F. Ratzel, Das Meer…, s. 40–41, 73–76; idem, Erdenmacht und Völkerschicksal…, s. 176–177;
H.D. Schulz, Die deutsche Geographie im 19…, s. 74–75.
53
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
145
wielkości; często po wiekach wydobywa się ją z królestwa politycznych ideałów,
by ją zaszczepić żywemu dążeniu politycznemu jako nowe wyobrażenie o przestrzeni, a następnie tak urzeczywistnić, jak tego uczy najnowsza historia Niemiec
i Włoch”55.
Powstanie w 1871 r. nowej Rzeszy zaburzyło dotychczasowy układ sił w Europie,
a nowy winien w ocenie Ratzela odzwierciedlać aspiracje Niemiec do zajęcia
bardziej znaczącej pozycji. Dlatego w swych analizach podkreślał trudne położenie
Niemiec, rosnących ludnościowo i duszących się na małej przestrzeni, ograniczanych z jednej strony przez narody słowiańskie, z drugiej przez narody romańskie.
Przekonywał, iż silne i zwycięskie Niemcy mają prawo do znaczącego miejsca
w Europie i świecie, należnego im ze względu na rosnącą ludność, wysoką kulturę
i cywilizację. Twierdził, iż wpływało to na niemiecki Raumsinn. To on uświadamiał
narodowi niemieckiemu ciasnotę jego przestrzeni, co wymagało jej rozszerzenia.
Mobilizował elity oraz masy do misji – walki o Lebensraum (ziemię i surowce),
niezbędną dla przetrwania oraz rozwoju narodu niemieckiego. Taka świadomość
geograficzna stymulowała wewnętrzną spoistość oraz jedność narodu56.
Ze względu na swoje centralne położenie w Europie Niemcy w opinii Ratzela
były zdolne do rozszerzenia swej przestrzeni we wszystkich kierunkach. Celem
było ugruntowanie ich dominacji na Starym Kontynencie. Jako niemiecki
Groβraum i Lebensraum widział głównie centralną i południową Europę z wyraźnie zarysowanymi granicami naturalnymi na północy, zachodzie i południu (Morze
Północne, Ren i Adriatyk), ale otwartymi na wschodzie, co uzasadniało jego zdaniem niemiecką ekspansję w tym kierunku. Głównie tam są jeszcze stosunkowo
słabo zaludnione i mało rozwinięte cywilizacyjnie obszary, których mieszkające
tam narody nie potrafią wykorzystać. Niemcy mogliby z korzyścią dla siebie
zagospodarować, tworząc pod własną dominacją polityczną oraz kulturową organizm z różnych narodów. W ten sposób II Rzesza kontrolowałaby obszar między
Renem, Dunajem a Wisłą wraz z ich dorzeczami i ujściami, dominując w Europie,
skracając granice oraz zmniejszając zgodnie z jego zaleceniem liczbę sąsiadów.
Wtedy osiągnęłaby bezpieczeństwo polityczne oraz ekonomiczne. Nawiązywał
w sposób czytelny do rozwijanej od lat koncepcji Mitteleuropy, zdominowanej
przez Niemcy, a uzasadnianej podobieństwem przestrzeni, krajobrazu, klimatu,
55
Przestrzeń i polityka…, op.cit., s. 230.
H. Palma, A Geopolitica de Ratzel, La Blanche e Kjellen da I Grande Guerra, http://www.journaldefesa.com.pt/conteudos/view_txt.asp?id=373, odczyt z dn. 05.04.2010; Przestrzeń i polityka…,
op.cit., s. 45.
56
146
Jarosław Macała
pochodzenia ludności. Tyle, że kształt jego koncepcji, mimo ewidentnie nacjonalistycznego wydźwięku, nie miał tak wiele wspólnego z późniejszą polityką III Rzeszy, jak sugerowało to i sugeruje wielu badaczy.
Jednak dla Ratzela kluczem statusu Weltmacht było wspomniane połączenie
potęgi lądowej i morskiej (Seemacht). W tej ostatniej kwestii Niemcy miały w jego
ocenie wiele do nadrobienia. Stąd domagał się szerokiego otwarcia Niemiec na
morze, budowy silnej floty wojennej i handlowej oraz podbojów kolonialnych,
ugruntowujących ich pozycję przede wszystkim w Afryce. Było to konsekwencją
jego przekonania, że mocarstwo światowe, którym winny stać się Niemcy, musiało
mieć interesy na całym świecie. Stąd nie mogło się obejść bez floty i kolonii57.
7. ZAKOŃCZENIE
F. RATZEL STWORZYŁ W ZNACZNEJ mierze podstawową aparaturę myślową
i pojęciową dla niemieckiej Geopolitik nawet, jeśli później ją modyfikowano czy
kwestionowano. Wniósł też ogromny i bezsprzeczny wkład w powstanie i rozwój
geografii politycznej oraz geopolityki. Jego teorie były kontrowersyjne oraz obarczone piętnem czasów, w których żył. Jednak te okoliczności nie mogą prowadzić
do dyskwalifikacji wszystkich jego naukowych dociekań58.
Wydaje się, że część dokonań Ratzela została tendencyjnie zinterpretowana
(choćby przez R. Kjellèna czy K. Haushofera i jego środowisko) oraz wykorzystana
w niecnych celach w polityce niemieckiej59. Przyjęła się jego organiczna teoria
państwa wraz z nieustanną walką organizmów politycznych o byt, w mniejszym
zakresie geograficzny determinizm, który w skrajnym wariancie został zakwestionowany przez nazistów w imię Raumanpassungsart. Segment wielkoprzestrzenny
myślenia Ratzela został rychło zinterpretowany przez następców jako naturalny
i brutalny pęd Niemiec do poszerzenia swej przestrzeni życiowej kosztem innych
57
F. Ratzel, Das Meer…, s. 24–27, 37; idem, Erdenmacht und Völkerschicksal…, s. 176–177;
K. Haushofer, Friedrich Ratzel…, op.cit., s. 205–206; A. Wolff-Powęska, Doktryna geopolityki…,
s. 92–95; Przestrzeń i polityka…, s. 46; P. Eberhardt, Geneza niemieckiej koncepcji Mitteleuropy,
„Przegląd Geograficzny” 2005, nr 4, s. 463–466.
58
M. Blacksell, Geografia polityczna, Warszawa 2008, s. 17–18.
59
Zob. choćby jednostronną ocenę dorobku twórcy geografii politycznej i powiązanie go z celami
polityki Trzeciej Rzeszy: K. Haushofer, Friedrich Ratzel als raum – und volkspolitischer Gestalter, (w:)
F. Ratzel, Erdenmacht und Völkerschicksal…, s. IX–XXVII; G.J. Ashworth, L.M. Ashworth, Ratzel and
the British Empire…, s. 2.
Friedrich Ratzel jako twórca niemieckiej Geopolitik
147
narodów. Coraz mniej miał wspólnego z kalkulacjami geopolitycznymi, a coraz
więcej z czynnikami wolicjonalnymi i decyzją polityczną. Jednostronnie, płytko
i wulgarnie interpretowana ratzelowska filozofia walki o przestrzeń, podparta
politycznym rasizmem stała się szczególnie agresywna i zbrodnicza w Trzeciej
Rzeszy, ale za to trudno winić zmarłego w 1904 r. geografa60.
60
H.D. Schulz, Die deutsche Geographie im 19…, s. 80–84; A. Dorpalen, op.cit., s. 58–61;
E.A. Walsh, op.cit., s. 4–13.
148
Jarosław Macała
Friedrich Ratzel as the Creator of the German Geopolitik
FRIEDRICH RATZEL / 1844–1904 / was prominent geographer and ethnographer, creator
of human geography and political geography. It is careful him for father of German geopolitics also. According to him man be dependent on from geographical environment,
which exerts decisive influence on his working. He called state organism on which they
had influenced working the most strongly geographical factors: territory, position as well
as Raumsinn. Political organisms according to Ratzel steels fight about existence, that is
about living /vital/ space / Lebensraum /, without which they can not survive. This influences on their policy, economy, culture. Ideas Ratzels interpreted one-sidedly as well as his
successors used particularly Karl Haushofer. The leaders of Nazism used in their policy the
German geographer’s thought particularly roughly.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Sylwester Gaworek
WILHELMA RÖPKEGO KRYTYKA
SPOŁECZEŃSTWA LIBERALNEGO
WSTĘP
OD PONAD TRZYDZIESTU lat, głównie w Stanach Zjednoczonych, toczy się
ożywiona debata tzw. komunitarian z liberałami, wywołana opublikowaniem
w 1971 r. książki Johna Rawlsa A Theory of Justice, w której została przedstawiona
odwołująca się do teorii umowy społecznej koncepcja „sprawiedliwości jako
bezstronności” (justice as fairness)1. Komunitarianie, do których zwykło się zaliczać
między innymi takich myślicieli, jak Charles Taylor, Michael Walzer, Michael
Sandel, Amitai Etzioni, Robert Bellah czy Alasdair MacIntyre, w odpowiedzi na
kontraktualistyczną teorię Rawlsa wskazują na destrukcyjny wpływ, jaki praktyczna
realizacja zasad proceduralnego liberalizmu lub podobnych koncepcji, abstrahujących w punkcie wyjścia od społecznego kontekstu życia jednostek i dezawuujących pojęcie dobra wspólnego, wywiera na sposób funkcjonowania wysoko rozwiniętych społeczeństw2.
Niewielu komunitarian wie jednak, że na długo przed narodzinami ich sporu
z liberałami, w kręgu niemieckiego ordoliberalizmu3 pojawił się myśliciel, który
1
Zob. J. Rawls, A theory of Justice, Cambridge 1971; wyd. pol.: Teoria sprawiedliwości, Warszawa
2009.
2
Na temat debaty komunitarian z liberałami zob. W. Kymlicka, Komunitaryzm, (w:) Współczesna
filozofia polityczna, tł. A. Pawelec, Warszawa 2009, s. 259–345.
3
Ordoliberalizm to doktryna społeczno-polityczna, która ukształtowała się w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku w kręgu niemieckich uczonych o poglądach neoliberalnych (tzw.
szkoła freiburska), skupionych wokół profesora Waltera Euckena na uniwersytecie we Fryburgu.
Oprócz Wilhelma Röpkego należeli do tego grona między innymi: Franz Böhm, Aleksander Rüstow,
a także Ludwig Erhard i Alfred Müller-Armack. Ich działalność naukowa była odpowiedzią na
problemy, jakie ujawniły się w związku z wielkim kryzysem gospodarczym (1929–1933), dojściem
150
Sylwester Gaworek
poddał bardzo ostrej krytyce niektóre założenia klasycznego liberalizmu i ukazał
negatywne konsekwencje dogmatycznej aplikacji tej doktryny politycznej do
rzeczywistości życia społecznego. Użyte przez niego argumenty pod pewnymi
względami przypominają te, do których odwołują się komunitarianie, krytykując
liberalizm proceduralny. Myślicielem tym był Wilhelm Röpke – wybitny niemiecki
ekonomista, socjolog i filozof, jeden z promotorów tzw. społecznej gospodarki
rynkowej (soziale Marktwirtschaft), autor wielu prac z zakresu ekonomii i filozofii
polityki. Mimo znaczącego dorobku naukowego i publicystycznego, był on myślicielem raczej niedocenianym za życia, obecnie zaś wydaje się nieco zapomniany,
jego bowiem życie, pisma i zawarte w nich poglądy są stosunkowo mało znane
szerszej publiczności, nawet w jego ojczystym kraju4.
do władzy Hitlera (1933) i groźbą ekspansji komunizmu po zakończeniu II wojny światowej. Na temat
genezy i głównych założeń doktryny ordoliberalizmu zob. m.in.: AA. VV., Il liberalismo delle regole.
Genesi ed eredità dell’economia sociale di mercato, red. F. Forte, F. Felice, Rubbettino 2010. R. Blum,
Soziale Marktwirtschaft. Wirtschaftspolitik zwischen Neoliberalismus und Ordoliberalismus, Tübingen
1969; E.W. Dürr, Ordoliberalismus und Sozialpolitik. Wesen und Ziele des Ordoliberalismus, Winterthur
1954; L. Einaudi, La civitas humana di Wilhelm Röpke, (w:) L. Einaudi, Economia di concorrenza e
capitalismo storico. La terza via fra i secoli XVIII e XIX, „Rivista di storia economica” 1942, nr 2;
L. Erhard, A. Müller-Armack, Soziale Marktwirtschaft, Ordnung der Zukunft, Franfurt am M.–Berlin–
–Wien 1972; N. Goldschmidt, Der Streit um das Soziale in der Marktwirtschaft, Köln 2007 (wyd. pol.:
Spór o element społeczny gospodarki rynkowej, „Raporty Fundacji Konrada Adenauera w Polsce” 2008,
nr 7); T. Juszczak, Ordoliberalizm. Historia niemieckiego cudu gospodarczego, Warszawa 2010; A.J. Nicholls, Freedom with Responsibility: The Social Market Economy in Germany, 1918–1963, Oxford 1994;
H.M. Oliver, German Neoliberalism, „Quarterly Journal of Economics” 1960, LXXIV, s. 117–149;
T.G. Pszczółkowski, Ordoliberalizm. Społeczno-polityczna i gospodarcza doktryna neoliberalizmu
w RFN, Warszawa–Kraków 1990; R. Skarzyński, Państwo i społeczna gospodarka rynkowa. Główne
idee polityczne ordoliberalizmu, Warszawa 1994. Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza praca Nilsa
Goldschmidta.
4
Dopiero stosunkowo niedawno, prawie 40 lat po śmierci Wilhelma Röpkego, jego życie i twórczość doczekały się w Niemczech swojego pierwszego, krytycznego opracowania: zob. H.J. Hennecke,
Wilhelm Röpke. Ein Leben in der Brandung, Stuttgart 2005. Natomiast badaniami nad myślą Röpke’ego
i jej propagowaniem zajmuje się Wilhelm Röpke Institut (zob.: http://roepke-institut.hwwi.net)
utworzony przy Das Hamburgische WeltWirtschaftsInstitut (HWWI) w 2007 r. W Polsce natomiast
myśl Wilhelma Röpkego jest stosunkowo mało znana – jak do tej pory ukazało się tylko jedno tłumaczenie jednej z jego książek, chodzi mianowicie o Die Gesellschaftskrisis der Gegenwart, która pod
tytułem Kryzys społeczny czasów obecnych została opublikowana 25 lat temu w drugim obiegu nakładem wydawnictwa Oficyna Liberałów. Wśród prac poświęconych życiu i myśli Wilhelma Röpkego,
poza wspomnianą już książką Henneckego, należy wymienić: S. Gregg, Wilhelm Röpke’s Political
Economy, Northampton 2010; H. Peukert, Das sozialökonomische Werk Wilhelm Röpkes, Franfurt am
Main 1992; H. Rieter, J Zweynert, „Wort und Wirkung”. Wilhelm Röpkes Bedeutung Für Die Gegenwart,
Marburg 2010; S.H. Skwiercz, Der dritte Weg im Denken von Wilhelm Röpke, Würzburg 1988; J. Zmirak, Wilhelm Ropke: Swiss Localist, Global Economist, Intercollegiate Studies Institute 2001.
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego
151
Krytyka liberalizmu, uprawianego w duchu leseferyzmu, nie oznacza bynajmniej,
że on sam był wrogiem idei liberalnych, wprost przeciwnie – Wilhelm Röpke
zawsze należał do gorących zwolenników własności prywatnej i gospodarki wolnorynkowej. O jego zasadniczym identyfikowaniu się z liberalizmem, oprócz
książek i artykułów, świadczy również fakt, że był on jednym z członków założycieli
The Mont Pelerin Society – elitarnej międzynarodowej organizacji powstałej
z inicjatywy Friedricha Hayeka zrzeszającej wielu wybitnych ekonomistów, filozofów, historyków, prawników i socjologów (wśród założycieli byli między innymi
Karl Popper, Ludwig von Mises, Milton Friedman), którzy znani byli ze swojego
zaangażowania na rzecz propagowania idei wolnego rynku i tzw. społeczeństwa
otwartego. Wilhelm Röpke pełnił w latach 1960–1962 funkcję prezesa tej organizacji. Jednak jego poglądy, zwłaszcza te, które rozwijał pod koniec życia, miały rys
silnie konserwatywny, czym dość wyraźnie różnił się od innych członków Stowarzyszenia Mont Pelerin, zwłaszcza od poglądów Friedricha Hayeka. Hayek był
bowiem przekonany o możliwości wytworzenia się „spontanicznego ładu” społecznego i gospodarczego wskutek działalności jednostek, o ile ich aktywność nie
napotka na żadne zewnętrzne przeszkody, a więc o ile pozwoli się im na nieskrępowane dokonywanie samodzielnych wyborów. Dla Röpkego takie przekonanie
było czystą iluzją. Według niego brak silnych więzi pomiędzy jednostkami i,
w konsekwencji, odrzucenie wspólnych norm etycznych musi prowadzić do napięć
społecznych, a w końcu do anarchii, ta zaś grozi pojawieniem się systemów totalitarnych, w których „ład” nie jest bynajmniej ładem wynikającym z respektowania
praw natury, lecz co najwyżej jest formą z zewnątrz narzuconego reżimu podważającego jednostkową wolność5.
W polemice zarówno z liberalizmem klasycznym, jak i neoliberalizmem ekonomistów skupionych w tzw. Szkole Austriackiej (takich np. jak Friedrich Hayek czy
5
Por. J. Bartyzel, Przedmowa, (w:) T. Juszczak, op.cit., s. 7–14. Profesor Bartyzel przytacza za filozofem Frederickiem D. Wilhelmsenem ciekawą anegdotę, opowiadaną zresztą przez samego
Röpkego, która dobrze ilustruje różnicę między jego poglądami a stanowiskiem Hayeka: „Obaj
ekonomiści przechadzali się po ogrodach warzywno-owocowych, które uprawiali pracownicy pewnej
szwajcarskiej fabryki. Röpke zwrócił uwagę swojego kolegi na to, jak piękno i jedność z naturą były
możliwe dzięki tym ludziom oraz że ta uprawa, jakkolwiek skromna, dodaje coś cennego do ich życia.
Hayek odpowiedział mu gderliwie: «Ależ weź pod uwagę stracone godziny, które ci ludzie mogliby
spędzić w fabryce!»”. Komentarz Wilhelmsena jest następujący: „Czysty fanatyzm ideologiczny!
Fanatyzm liberalno-kapitalistyczny! Fanatyzm zwolennika wolnego rynku bez ograniczeń (…) Röpke,
tak samo jak Hayek, był zwolennikiem wolnego rynku, ale nie wynosił go do rangi absolutu”
(F.D. Wilhelmsen, Los saberes políticos, Ediciones Scire, Colección De Regno 2, Barcelona 2006, s. 62).
152
Sylwester Gaworek
Ludwig von Mises)6, Wilhelm Röpke, podobnie jak wielu innych przedstawicieli
niemieckiego ordoliberalizmu (choć zdecydowanie najmocniej), podkreślał społeczną naturę człowieka, akcentując zwłaszcza niezastąpioną rolę wspólnoty
w życiu jednostki, a także wagę tradycji, obyczajów i religii, których wartość była
kwestionowana przez większość zwolenników klasycznego liberalizmu pozostających pod urokiem oświeceniowego racjonalizmu. Röpke, niejako à rebours, bardzo
zdecydowanie bronił ich wartości, ukazując wiele negatywnych, wręcz destrukcyjnych zjawisk, które ujawniają się w społeczeństwie w wyniku jej umniejszania czy
nawet całkowitego jej zanegowania. Ze względu na stałe podkreślanie znaczenia
wspólnoty w życiu jednostek z jednej strony i krytykę egoistycznego indywidualizmu z drugiej Wilhelm Röpke może być poniekąd uznany za prekursora idei
komunitariańskich. Gdyby dziś żył, z całą pewnością w sporze komunitarian
z liberałami, stanąłby zdecydowanie po stronie tych pierwszych7.
6
Na temat wpływu poglądów przedstawicieli Szkoły Austriackiej na myśl Röpkego zob. R.M. Ebeling, The Limits of Economic Policy: The Austrian Economists and the German Ordo Liberals, (w:) The
Age of Economists: From Adam Smith to Milton Friedman, red. R.M. Ebeling, Hillsdale, Mich. 1999,
s. 145–66.
7
Krytyka skrajnego liberalizmu umniejszającego lub zgoła kwestionującego społeczny wymiar
egzystencji człowieka nie czyniła z Röpkego automatycznie zwolennika kolektywizmu, przeciwnie,
kolektywizm, którego najbardziej zwyrodniałą emanację społeczno-gospodarczą widział Röpke
w niemieckim nazizmie i sowieckim komunizmie, były dla niego najgorszymi z możliwych zaprzeczeń wolnościowych aspiracji człowieka. Głoszony przez niego ideał państwa wspólnotowego (genossischer Staat) nie ma nic wspólnego z totalitarnym systemem władzy, który – jego zdaniem – każda
forma kolektywizmu wcześniej czy później generuje (zob. W. Röpke, Die Krise des Kollektivismus,
München 1947). Z kolei krytyka socjalizmu jako systemu alternatywnego wobec kapitalizmu bardzo
często inspirowana jest w pismach Röpkego „liberalną” interpretacją Ewangelii. Taka interpretacja
jest, według niego, dominantą Katolickiej Nauki Społecznej, na którą Röpke, choć z wyznania protestant, chętnie i często się powołuje (zob. idem, Il Vengelo non è socjalista. Scritti su etica cristiana
e libertà economica, red. C. Lottieri, Rubbettino, Catanzaro–Bergamo 2006; idem, Liberalism and
Christianity, „Commonweal” 1947, nr 18, s. 329; idem, Commento all’Enciclica Mater et Magistra,
Roma 1962). Jako zdecydowany antysocjalista Röpke, choć przede wszystkim krytykuje leseferystyczne podejście w gospodarce, równie mocno odrzuca wszelkie teorie ekonomiczne, które w interwencjonizmie państwowym widzą panaceum na rozwiązanie problemów gospodarczych. O antyetatystycznym nastawieniu Röpkego świadczy chociażby jego polemika z poglądami Johna
Maynarda Keynesa (zob. idem, Keynes Revisited, „National Review” 1963, nr 26, s. 239–41; Idem, The
Economics of Full Employment, (w:) The Critics of Keynesian Economics, red. H. Hazlitt, Princeton
1960, s. 362–85).
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego
153
1. DIAGNOSTYCZNE I TERAPEUTYCZNE SKŁADNIKI MYŚLI
WILHELMA RÖPKEGO
MYŚL SPOŁECZNOPOLITYCZNA WILHELMA Röpkego zawiera dwa komponenty:
negatywny i pozytywny. Pierwszy polega na ukazaniu głębokiego kryzysu, jaki
dotknął społeczeństwa zachodnie kształtowane przez zasady skrajnego liberalizmu,
natomiast drugi to propozycja kompleksowych działań, przede wszystkim polityczno-ekonomicznych, o charakterze zarówno prewencyjnym, jak i doraźnym,
których celem miałoby być przezwyciężenie owego kryzysu. Pierwszy z tych
składników ma więc charakter typowo diagnostyczny, drugi zaś – wyraźnie terapeutyczny8.
Zdaniem Röpkego poddanie społeczeństw zachodnich kuracji jest niezbędne,
jeśli chce się zahamować proces ich postępującej dezintegracji. Proces ten, który
doprowadził do kryzysu gospodarczego lat 30., jest według Röpkego zjawiskiem
wyjątkowo niebezpiecznym, ponieważ wytwarza głęboko niestabilną sytuację
społeczną, która staje się następnie usprawiedliwieniem dla totalitarnych metod
rządzenia. W XX w. metody te z dużym powodzeniem realizowane były w dwóch
skrajnie kolektywistycznych systemach – w komunizmie i narodowym socjalizmie9.
W dużej mierze to właśnie sprzeciw wobec tych dwóch totalitaryzmów znajduje
się u źródeł krytyki liberalizmu klasycznego, jaką w swych pismach przeprowadza
Wilhelm Röpke. Uważa on bowiem, że kryzys społeczeństwa, ujawniający się
w najważniejszych sferach życia publicznego, będący produktem realizowania
zasad skrajnego liberalizmu, stawia jednostkę ludzką w bardzo trudnym położeniu,
pozbawia ją bowiem naturalnych oparć, dzięki którym możliwy jest jej w pełni
integralny, osobowy rozwój. Społeczeństwo, które w państwie nowożytnym wyło8
„Dieses Buch („Dieses Buch” to Die Gesellschaftskrisis der Gegenwart: przyp. autora – S.G.) ist
das Ergebnis der Gedanken, die sich ein Nationalökonom über den Krankheitszustand unserer zivilisierten Welt und über den Weg zu ihrer Heilung gemach hat” (W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis
der Gegenwart, Zurych 1942, s. 7). Röpke uważał, że Die Gesellschaftskrisis der Gegenwart to zaledwie
wstęp do bardziej wnikliwej analizy kryzysu zachodniej cywilizacji i do przedstawienia bardziej
szczegółowej terapii, która z takiej analizy miałaby wyniknąć. Bardziej obszerne i wszechstronne
opracowanie, zawierające taką diagnozę i terapię, w formie jednego odrębnego studium jednak nie
powstało. Powstało natomiast kilka innych publikacji, takich jak Civitas Humana. Grundfragen der
Gesellschafts – und Wirtschaftsreform czy Internationale Ordnung, w których idee zawarte w książce
Die Gesellschaftskrisis der Gegenwart zostały pogłębione i rozwinięte.
9
O tym, czym był narodowy socjalizm, sam Röpke – jako rodowity Niemiec – mógł się przekonać
osobiście, choć tylko przez krótki czas, gdyż po publicznym wyrażeniu sprzeciwu wobec ideologii
nazistowskiej został poniekąd zmuszony do opuszczenia Trzeciej Rzeszy. Zob. W. Röpke, End of an
Era?, (w:) Against the Tide, Chicago1969, s. 79–98.
154
Sylwester Gaworek
niło się po ponad stu latach wcielania w życie liberalnego paradygmatu, jest –
według Röpkego – społeczeństwem jednostek coraz bardziej wyobcowanych
i coraz bardziej egzystencjalnie zdezorientowanych, zagubionych, a więc łatwo
podatnych na wszelkiego typu manipulacje i zabiegi socjotechniczne. Zbrodnie
komunizmu i nazizmu, których Röpke był poniekąd świadkiem jako uważny
obserwator zjawisk społecznych zachodzących w świecie, tylko wyostrzyły jego
krytykę liberalizmu, bo choć sam liberalizm nie był wprost odpowiedzialny za
powstanie tych zbrodniczych systemów władzy, to jednak, zdaniem Röpkego,
dogmatyczne stosowanie zasad skrajnego, leseferystycznego liberalizmu spowodowało ową niestabilność społeczną, która stała się pożywką dla ideologii totalitarnych.
Wilhelm Röpke słusznie zauważa, że zanim zaproponuje się społeczeństwu
trafną kurację, należałoby najpierw ustalić, z jaką chorobą faktycznie mamy do
czynienia, a zwłaszcza jakie są jej przyczyny: „bez trafnej diagnozy – pisze nasz
myśliciel – nie może być bowiem mowy o rokującej powodzenie terapii”10. Röpke
wskazuje na cztery główne obszary życia ludzkiego, w których kryzys społeczny
uwidacznia się z największą siłą: moralność publiczna, kultura, relacje międzyludzkie oraz funkcjonowanie elit, do których zalicza przede wszystkim ludzi sprawujących władzę. Spróbujmy nieco bliżej przyjrzeć się tej bardzo krytycznej diagnozie liberalnego społeczeństwa, jaką w swoich publikacjach, a zwłaszcza w książce
Die Gesellschaftskrisis der Gegenwart, postawił Wilhelm Röpke, i która wydaje się
w dużym stopniu aktualna także dzisiaj, co może u niektórych wzbudzić niemałe
zdziwienie, jeśli tylko uświadomią sobie fakt, że od śmierci niemieckiego myśliciela
minęło już ponad czterdzieści lat.
2. HISTORYCZNE I IDEOWE PRZYCZYNY KRYZYSU
2.1. Negatywne skutki rewolucji francuskiej
ZDANIEM RÖPKEGO KRYZYS cywilizacji zachodniej jest wynikiem pewnego
historycznego procesu, o charakterze zarówno politycznym, jak i duchowym, który
korzeniami sięga epoki Renesansu, a swoje największe natężenie osiągnął pod
koniec XVIII w. i w całym XIX w. Najdonioślejsze w skutkach etapy tego procesu
10
„Ohne rechte Diagnose kann es auch hier keine erfolgversprechende Therapie geben…”,
W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis…, s. 13.
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego
155
widzi Röpke w dwóch rewolucjach: politycznej, której początek dała rewolucja
francuska, oraz ekonomicznej, która wyraziła się przede wszystkim w zjawisku
gwałtownej industrializacji. Obie te rewolucje są owocem specyficznego klimatu
społecznego, jaki wytworzył się pod wpływem oddziaływania nurtów emancypacyjnych, do których Röpke zaliczył renesansowy humanizm, reformację, racjonalizm oświeceniowy, indywidualizm, liberalizm i nowożytną kulturę Zachodu11.
Jednak, zdaniem Röpkego, to przede wszystkim dzięki rewolucji francuskiej
dokonał się największy w dziejach przełom tak w strukturze nowożytnego społeczeństwa, jak i w społecznej świadomości12.
Niemiecki myśliciel krytykuje wszelkie idealizujące interpretacje rewolucji
francuskiej, które każą widzieć w tym wydarzeniu milowy krok, jaki ludzkość
uczyniła na drodze społecznego postępu i wyzwalania się z pęt feudalizmu i religijnego obskurantyzmu. Docenia on, że rewolucja francuska była potężną próbą
wyeliminowania, pod sztandarami równości i wolności, różnych form niesprawiedliwości społecznej. Jednakże, zdaniem Röpkego, bardzo szybko ujawniła się
zasadnicza ambiwalencja samej rewolucji – z jednej bowiem strony faktycznie była
ona zrywem wolnościowym, z drugiej zaś szybko okazała się „humanitarną katastrofą, społecznym paraliżem, anarchią, zniszczeniem porządku, destrukcją, walką
prymitywnych instynktów”13, co w efekcie doprowadziło do wyniesienia na szczyty
władzy ludzi prymitywnych, moralnie zdegenerowanych – różnej maści „neuropatów” i „mętów”14. Zwalczając rozmaite formy ucisku, rewolucja francuska, pod
wpływem czystego racjonalizmu, poszła jednak za daleko i zanegowała jakiekolwiek wartości społeczeństwa przedrewolucyjnego, odrzucając i niszcząc także to,
co w nim było ważne i wartościowe, co było owocem tradycji i wyrazem mądrości
pokoleń. Doprowadziło to w konsekwencji do anarchii, a ta z kolei do despotyzmu15. Chcąc zniszczyć struktury wyzysku, rewolucja zwalczała wszelką społeczną
hierarchię, jako formę nierówności, zapominając, że stratyfikacja społeczna jest
niezbędną zasadą konstrukcji każdego zdrowego społeczeństwa. W konsekwencji,
11
„Die beiden Revolutionen, di politische und ökonomische, hängen begreiflicherweise aufs
engste miteinander zusammen und entspringen gemeinsam dem soziologischen Klima, wie es sich
durch die geistige Emanzipationsbewegung der Neuzeit von der Renaissance über Humanismus,
Reformation, Rationalismus, Individualismus und Liberalismus bis zur modernen abendländischen
Kultur gestaltet hat”. Idem, Die Gesellschaftskrisis.., s. 63.
12
Ibidem.
13
Ibidem, s. 70.
14
Autor używa tu dosadnego sformułowania francuskiego „la Crapule” – zob. ibidem.
15
Zob. ibidem, s. 71.
156
Sylwester Gaworek
według Röpkego, twórcom nowego społeczeństwa nie udało się stworzenie syntezy
wolności i ładu, gdyż w imię porewolucyjnego porządku szybko zanegowali oni
wolność, choć to właśnie w jej imię wzniecili rewolucyjny przewrót16.
Röpke uważa ponadto, że rewolucja francuska, ów „zatruty” owoc racjonalistycznego myślenia, negatywnie zaciążyła na demokracji i liberalizmie europejskim. Jej zwolennicy i apologeci, zarażeni kantowskim „wirusem” czystego racjonalizmu i heglowską „koniecznością dziejową”, traktują społeczeństwo jako swoisty
produkt inżynierii społecznej, która jest wyrazem postępu zrywającego więzy
z irracjonalną, ciemną przeszłością. Stąd stopniowe kwestionowanie w dziedzictwie
europejskim tego wszystkiego, co nie jest produktem „czystego rozumu”, lecz jest
zrodzone z wiary lub jest wyrazem tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Tymczasem zupełnie inny charakter, zdaniem Röpkego, mają idee liberalne
i demokratyczne realizowane na przykład w Ameryce, w której Oświecenie nie
miało charakteru antyreligijnego i nie było wrogo nastawione do tradycji17.
2.2. Bezdroża oświeceniowego racjonalizmu i liberalizmu
ZDANIEM RÖPKEGO U PODSTAW wszelkich wypaczeń dziewiętnastowiecznego
kapitalizmu, rozumianego jako efekt zastosowania w praktyce klasycznych idei
liberalnych, znajduje się racjonalizm oświeceniowy, który Röpke odróżnia od
racjonalizmu właściwego. Ten ostatni „jest pojmowaniem świata za pomocą
instrumentu krytycznego rozumu, badającego przyczyny, podstawy i motywy”18.
Racjonalizm oświeceniowy natomiast, który swój najbardziej dogmatyczny wyraz
znalazł najpierw w filozofii Kanta, a następnie w systemie Hegla, jest nie tyle
narzędziem poznawania świata, ile raczej narzędziem jego konstruowania19. Taki
racjonalizm, który Röpke nazywa również hiperracjonalizmem, jest – jego zdaniem
– czystą fikcją. Paradoksalnie stanowi w gruncie rzeczy wyraz swoistego irracjonalizmu, jest bowiem przejawem zrodzonych z pychy dążeń, pragnień i marzeń20.
Wiadomo zaś, że dążenia, pragnienia czy marzenia to nie sfera poznania, lecz woli,
16
Zob. ibidem.
Zob. ibidem, s. 74–75.
18
„Rationalismus kann nämlich erstens das Begreifen der Welt mit dem Instrument des kritischen, nach Ursachen, Gründen und Motiven forschenden Verstandes bedeuten”. Ibidem, s. 80.
19
„Zwietens kann er besagen, daß man dem sozialen Geschehen «vernünftige» Motive unterlegt,
d. h. das Instrument der Weltbetrachtung mit der Welt selbst identifiziert”. Ibidem.
20
Zob. ibidem.
17
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego
157
a zatem sfera irracjonalna. Racjonalizm oświeceniowy jest w gruncie rzeczy „nadużyciem rozumu” (Mißbrauch des Verstandes)21. Z takim nadużyciem zawsze mamy
do czynienia wtedy, gdy przypisuje się rozumowi zadania, których realizacja nie
należy do jego kompetencji, przekraczają one bowiem jego naturalne możliwości.
Tego typu racjonalizm jest wyrazem pewnej tendencji, która często objawia się
w ludzkich dążeniach i poglądach. Chodzi tu o pewien radykalny aprioryzm
i absolutyzm, który całkowicie abstrahuje od empirycznie stwierdzalnych faktów
ludzkiej egzystencji, ignorując wszelkie życiowe uwarunkowania, widząc w nich
jedynie ograniczenia dla niepohamowanych roszczeń ludzkiego rozumu22.
To, co w największym stopniu przyczyniło się do zejścia racjonalizmu na
manowce, to, zdaniem Röpkego, hipermatematyczne myślenie, pod które najmocniejsze podwaliny dał Kartezjusz. Rodzi ono zniekształcony obraz świata, gdyż
redukuje bogatą rzeczywistość do wymiarów jedynie kwantytatywnych, a przecież
wiele aspektów ludzkiej rzeczywistości nie da się ująć w kategoriach jedynie matematycznych lub czysto mechanistycznych. W dziedzinie nauk społeczno-politycznych tego typu zagalopowanie się racjonalizmu doprowadziło do zgubnego przekonania, że życie społeczne da się zorganizować według postulatów czystego
rozumu, bez uwzględniania konieczności istnienia wspólnot, hierarchii i autorytetu. Tego typu racjonalistyczny republikanizm, konsekwentnie realizowany,
prowadzi ostatecznie do swego samounicestwienia, dostarcza bowiem filozoficznego uzasadnienia dla istnienia poglądów wrogich demokracji i dla postaw
radykalnie antyliberalnych. Racjonalizm i liberalizm, pojmowane w sposób
„czysty”, oznaczają bowiem brak przekonań i bezwyznaniowość, swoistą światopoglądową bezstronność. Jednak tego typu bezstronność oznacza zarazem radykalną tolerancję dla wszelkich propozycji ustrojowych, także tych antyliberalnych
i antydemokratycznych23.
Ponadto, zdaniem Röpkego, klasyczny liberalizm, zakładając samosterowność
gospodarki opartej na wolnej konkurencji, wierząc w magiczną moc „niewidzialnej ręki” wolnego rynku, grzeszy naiwnym racjonalizmem, który ignoruje szereg
pozarynkowych czynników wywierających wpływ na życie ekonomiczne do tego
stopnia, że mogą rozwój gospodarczy utrudnić i sprowadzić na manowce. Klasyczny liberalizm nie bierze bowiem pod uwagę faktu, że działalność gospodarcza
musi być prowadzona w odpowiednich ramach prawnych i instytucjonalnych,
21
22
23
Zob. ibidem.
Por. W. Röpke, Kryzys społeczny…, s. 60–61.
Zob. idem, Die Gesellschaftskrisis…, s. 84.
158
Sylwester Gaworek
w przeciwnym wypadku łatwo się degeneruje i wytwarza formy patologiczne:
wyzysk pracowników, powstawanie monopoli i karteli, panowanie oligarchów.
Przytoczmy kolejny fragment z książki Röpkego, w którym krytykuje on leseferyzm
i charakterystyczną dla niego naiwną wiarę w samosterowność gospodarki wolnorynkowej:
Sława ekonomicznego liberalizmu pozostałaby rzeczywiście niesplamiona,
gdyby on również nie popadł w racjonalizm, coraz bardziej tracąc z oczu konieczne
społeczne granice i warunki, jakie należy postawić gospodarce rynkowej. Zupełnie
poważnie mniemano, że konkurencją sterowana gospodarka stanowi jakiś na sobie
samym polegający kosmos, jakiś ordre naturel, który wystarczy uwolnić od wszelkich zakusów z zewnątrz, by pewnie stał na własnych nogach. Ponieważ kierują
nią w sposób cudowny owa „niewidzialna ręka”, o której mówi Adam Smith (…),
więc na ludzi spada w stosunku do niej negatywne tylko zadanie usuwać jej z drogi
wszelkie przeszkody – laissez faire, laissez passer. Przypisywano więc tym samym
gospodarce rynkowej, iż jest społecznie autonomiczna i lekceważono te pozagospodarcze założenia i warunki, które zachowane być muszą, jeśli ma ona funkcjonować. W charakterystycznej dla epoki Oświecenia wierze brano za twór przyrody
coś, co w rzeczywistości jest tylko wysoce ułomnym sztucznym produktem
cywilizacji. Stąd zasadnicza skłonność, by żadnych granic wolności gospodarczej
nie uznawać i by tu także bujać w bezwarunkowości i absolutyzmie, niechętnie
tylko i z czystej słabości czyniąc ustępstwa tam, gdzie niewygodna rzeczywistość
koniecznie się tego domagała. Nie chciano widzieć, że gospodarka rynkowa
potrzebuje mocnych moralno-politycznych-instytucjonalnych ram (pewnego
minimum kupieckiej uczciwości w interesach, silnego państwa, rozsądnej „policji
rynkowej”, dobrze przemyślanego i do ustroju gospodarczego dostosowanego
prawa), jeśli nie ma zginąć i zarazem przez nieokiełznaną gospodarkę grup interesu
rozsadzić społeczeństwa jako całość24.
Röpke podkreśla również, że całkowicie błędnym jest przekonanie, iż wolna
gospodarka nie potrzebuje zasad etycznych jako swej aksjologicznej podstawy.
Apelując do egoizmu jednostek – twierdzi Röpke – nie można spodziewać się, że
ów egoizm popchnie ludzi do pokoju, przyzwoitości i innych cnót obywatelskich.
Gospodarka zakłada więc obecność tzw. rezerw moralnych, które istnieją poza
sferą gospodarczą jako obiektywne wartości. Röpke uważał za racjonalistyczną
przesadę absolutyzowanie zasady konkurencji wyprowadzanej z egoizmu jednostek, która z zatomizowanego indywiduum czyniła podstawę rozwoju ekonomicz24
W. Röpke, Kryzys społeczny…, s. 63.
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego
159
nego, a w takich naturalnych wspólnotach, jak rodzina, sąsiedztwo, zrzeszenia
zawodowe, naród, wspólnoty religijne widziała jedynie uciążliwe więzy, krępujące
swobodę jednostek dążących do pełnej autonomii. Ignorowanie przez liberalizm
ekonomiczny społecznej natury człowieka prowadzi w konsekwencji do powstania
takich form ludzkiej egzystencji, które stają się wręcz antyhumanitarne i przeciwko
którym sami ludzie w końcu się buntują25.
3. SFERY KRYZYSU
3.1. Kryzys moralny
WEDŁUG RÖPKEGO KRYZYS moralny cywilizacji zachodniej znajduje swój wyraz
przede wszystkim w tym, że jednostka, coraz bardziej ogałacana z takich oparć, jak
wspólnota, tradycja czy religia, nie umie już odczytywać obiektywnych wartości,
które w dokonywaniu różnych wyborów powinny stanowić dla niej niezachwiany
punkt odniesienia, co więcej – zostało podważone samo istnienie takich wartości,
w wyniku czego to właśnie jednostka została promowana na ich autonomicznego
twórcę i jedyne źródło. Ten etyczny subiektywizm prowadzi jednak do moralnego
relatywizmu. Wilhelm Röpke wskazuje na dwie główne przyczyny takiego stanu
rzeczy.
Pierwsza bierze się stąd, że liberalizm klasyczny w wielu nowoczesnych społeczeństwach zachodnich doprowadził, jeśli nie do zniszczenia, to przynajmniej do
bardzo poważnego osłabienia roli małych wspólnot. Skutkiem tego procesu,
intensyfikującego się wprost proporcjonalnie do gwałtownego i często niekontrolowanego rozwoju industrializacji i urbanizacji, było wykorzenienie jednostek z ich
25
„Der rationalistischen Übertreibung des vom Egoismus des einzelnen aus gehenden Konkurrenzprinzips entsprach die soziologische Blindheit, mit der man das freischwebende, atomisierte
Individuum zur Grundlage der Wirtschaft mach te und die unentbehrlichen Bindungskräfte der
Familie und der natürlichen Gemeinschaften (der Nachbarschaft, der Gemeinde, der Berufs u. a.)
als lästige Fesseln empfand. Damit gelangte man zu jenem bedenklichen Individualismus, der sich
schließlich als gesellschatszerstörend erwiesen hat und einen an sich richtigen Gedanken so sehr
diskrieditierte, daß dem Aufkommen des noch weit gefährlicheren Kollektivismus Vorschub geleistet
wurde. Damit hängt es nun ferner zusammen, daß jener ökonomische Liberalismus als echtes Kind
des Rationalismus souverän die vitalen und anthropologischen Gegebenheiten (podkreśl. S.G.) ignorierte, die der Entfaltung des kapitalistischen Industrialismus Grenzen ziehen, wenn man den
Menschen nicht eine Existenzform aufzwingen will, gegen die sie, weil ihrer Natur zuwiderlaufend,
schließlich rebellieren”. W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis…, s. 86–87.
160
Sylwester Gaworek
naturalnych środowisk, które stanowiły miejsce zyskiwania własnej tożsamości
i orientacji moralnej. Dla Röpkego tego rodzaju wykorzenienie jest zjawiskiem
bardzo groźnym, ponieważ prowadzi ono do „utraty pamięci”26, czyli do praktycznego zakwestionowania mądrości i doświadczenia przeszłych pokoleń. Ten zanik
pamięci o tym, co jeszcze do niedawna stanowiło kapitał społeczny, kulturowy
i duchowy tradycyjnych wspólnot, spowodował w efekcie całkowitą dezorientację
jednostek, ich zagubienie, skutkujące poważnymi konsekwencjami we współżyciu
z innymi ludźmi. Chodzi tu zwłaszcza o takie negatywne następstwa, jak przedmiotowe traktowanie innych osób, zachowania skrajnie egoistyczne, a nawet
agresywne, które pojawiają się szczególnie wtedy, gdy drugi człowiek nie jest
widziany jako ktoś bliski, ktoś z kim łączą mnie wielorakie więzy i z którym powinienem współpracować dla dobra wspólnego, lecz jako ktoś obcy, a przede wszystkim jako potencjalny konkurent w dostępie do dóbr i stanowisk, a więc jako ktoś,
kto zagraża mojej społecznej pozycji.
Najpoważniejszy w skutkach jest oczywiście kryzys rodziny, którą Röpke określa jako „podstawę zdrowego człowieczeństwa”27. Nie waha się mówić wręcz
o upadku rodziny (Verfall der Familie), który ma daleko idące konsekwencje, jako
że rodzina jest naturalnym polem działania kobiety, miejscem wychowania dzieci,
a przede wszystkim podstawową i najbardziej autentyczną wspólnotą, która stanowi pierwotną bazę dla wspólnot wyższego rzędu28. Upadek rodziny zasadniczo
polega na tym, że przestaje ona być prawdziwą wspólnotą życzliwie traktujących
się osób, a staje się jedynie spółdzielnią konsumpcyjną (Konsumgemeinschaft),
miejscem zaspokajania prymitywnych przyjemności (Vergnügungsgemeinschaft),
grupą ludzi, których łączy wspólne zamieszkanie pod jednym adresem, który na
dodatek w każdej chwili można zmienić, na przykład poprzez rozwód. Nade
wszystko przestaje być ona miejscem wychowania, przekazywania wartości, i to
coraz częściej dlatego, że w ogóle nie rodzą się w niej dzieci, a jeśli nawet się rodzą,
26
Röpke nie używa co prawda terminu „wspólnoty pamięci” (community of memory), którym
posługują się przedstawiciele komunitarianizmu (zob. R.N. Bellah, R. Madsen, W.M. Sullivan, A Swidler, S.M. Tipton, Habits of the Heart, Los Angeles–London 1996, rozdz. 6), lecz przyznaje im taką
samą rolę w kształtowaniu tożsamości moralnej jednostek jak myśliciele komunitarianistyczni.
27
„Am allerernstesten dürfte der Verfall der Familie sein, der mit der allgemeinen pathologischen
Entwicklung einhergeht und besonders deutlich beweist, wie sehr sie die elementarsten Bedingungen
gesunden Menschentums und einer wohlgefügten Gesellschaft angreift”. W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis…, s. 31).
28
Por. idem, Civitas Humana. Grundfragen der Gesellschafts – und Wirtschaftsreform, Zurych
1945, s. 240.
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego
161
to są później źle wychowywane – nie indywidualnie, lecz jedynie „sumarycznie”
(summarische Erziehung), czyli bez uwzględnienia indywidualnych potrzeb dzieci29.
Z braku czasu rodzicie coraz częściej zrzekają się zadania wychowania dzieci na
rzecz publicznych instytucji wychowawczych i edukacyjnych, te natomiast realizują
bardzo jednostronny, w niewielkim tylko stopniu zróżnicowany program wychowawczy.
Druga przyczyna moralnego kryzysu to wciąż postępujący i pogłębiający się
proces sekularyzacji życia społecznego. Wyraża się on przede wszystkim w stopniowym ograniczaniu obecności religii w sferze publicznej, a zwłaszcza religii
chrześcijańskiej. Z tego powodu takie pojęcia jak postęp, racjonalizm, wolność
i humanitaryzm stają się coraz bardziej zeświecczone i tracą swoje ostateczne
ugruntowanie:
Chrześcijański element, który dominował w tej masie, poddany jednak został
od początku czasów nowożytnych ciągłemu procesowi sekularyzacji (Verweltlichungsprozess), aż w końcu siła wiary, która zrazu jeszcze świadomie, a potem
podświadomie odżywiała zeświecczone pojęcia postępu, racjonalizmu, wolności
i humanitaryzmu, wreszcie wygasła, przez co i same owe pojęcia z wolna zostały
doprowadzone do martwoty, jako że nie zatroszczono się o inne podstawowe
źródła wiary i pewności30.
Zdaniem Röpkego sekularyzacja doprowadziła do niemal całkowitego zużycia
duchowych i kulturalnych rezerw Zachodu. Proces ten, mający różne nasilenie
w różnych krajach, prowadzi w konsekwencji do coraz większej próżni aksjologicznej i duchowej. Co ciekawe, Röpke zauważa, że rzecznicy sekularyzmu oskarżają za ten stan właśnie chrześcijaństwo. Powołują się oni na Nietzschego, który
pisał: „płacić nam przychodzi za to, żeśmy przez dwa tysiące lat byli chrześcijanami”31. Oznacza to, że to chrześcijaństwo jest odpowiedzialne za to, że przez dwa
tysiące lat nie potrafiło związać ludzi ze sobą, pozostawiając po sobie społeczną
próżnię. Tym samym więc, pisze Röpke, „nie morderca, lecz mordowany jest
winien”32. Jest to, według niego, przejaw antyreligijnego radykalizmu i antychrześcijańskich uprzedzeń. Tymczasem jest oczywistą prawdą historyczną, że to właśnie
chrześcijaństwo, „było niegdyś jedną z najpotężniejszych sił kształtujących naszą
kulturę i że bez niego nie jest ona nawet do pomyślenia”33. Z uznania tej historycz29
30
31
32
33
Zob. W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis…, s. 31.
Idem, Kryzys społeczny…, s. 21.
Idem, Die Gesellschaftskrisis…, s. 19.
Ibidem.
Ibidem.
162
Sylwester Gaworek
nej prawdy powinno wynikać pozytywne nastawienie do chrześcijaństwa, jako
podstawy naszej kultury i tożsamości, w przeciwnym wypadku byłoby to wyrazem
braku poczucia odpowiedzialności za własną kulturę34. Röpke ostrzega, że kultura
zachodnia, stopniowo pozbawiana swych duchowych podstaw, coraz bardziej
stawać się będzie kulturą jałową i w konsekwencji antyhumanistyczną, prawdziwy
humanizm jest bowiem nie do pomyślenia, gdy zanegowana zostanie chrześcijańska wizja człowieka, w której przecież tak mocno podkreśla się przyrodzoną
godność każdej osoby ludzkiej i jej niezbywalne prawo do samostanowienia.
3.2. Kryzys kultury
KRYZYS, BĘDĄCY EFEKTEM odrzucenia tradycyjnych wartości, na których opierało się dotychczasowe życie społeczne, jest, zdaniem Röpkego, najbardziej
widoczny w kulturze. Przejawia się on z jednej strony w nadmiernym wirtuozowaniu i estetyzowaniu, czyli uprawianiu sztuki pozbawionej treściowego przekazu,
sztuki sformalizowanej, „sztuki dla sztuki” (L’art pour l’art)35, a z drugiej – w zaniku
stylu, w hołdowaniu złym gustom, co prowadzi do swoistego dowartościowania
kiczu, a więc upowszechnienia kultury niskiej36. Znajduje on także wyraz w braku
respektu dla języka, zarówno tego mówionego, jak i pisanego. Wyraża się to we
wszechobecnej wulgaryzacji ludzkiej mowy, a także w zubożaniu językowego
patrymonium przez ciągłe wypieranie ze skarbnicy językowej słów pochodzenia
ludowo-regionalnego i zastępowanie ich albo mową „papierową”, zuniformizowaną, sztucznie przeintelektualizowaną, pełną pustych, wytartych frazesów, albo
mową prostacką, „slangową”, niszczącą bogactwo języka wyrażające się chociażby
w różnorodności dialektów, gwar i narzeczy37.
Szczególnie mocno kryzys kultury zaznacza się w nauce. Przejawia się on
w dominacji pozytywistycznej koncepcji nauki, wedle której tylko takie stwierdze34
„Aus dieser Erkenntnis scheint sich uns das Minimum an Christentumsbejahung zu ergeben,
das mit unserer Kulturverantwortung vereinbar ist” (Ibidem). Niestety, to oczywiste, zdawałoby się,
przekonanie w późniejszych czasach zostało z większą jeszcze mocą i determinacją zakwestionowanie
przez architektów nowego ładu europejskiego, czego dowodem jest choćby projekt nowej Konstytucji
Europejskiej kwestionującej tradycję judeo-chrześcijańską jako źródło tożsamości europejskiej, czy
werdykty Europejskiego Trybunału w Strasburgu kwestionujące zasadność obecności symbol religii
chrześcijańskiej w miejscach użyteczności publicznej.
35
Por. W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis…, s. 20.
36
Por. ibidem, s. 18.
37
Por. ibidem, s. 56–57.
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego
163
nia zasługują na nazwę naukowych, które są wypowiedziami empirycznie weryfikowalnymi i wolnymi od wszelkich nieempirycznych założeń. Inne zdania, jeśli
nie są wypowiedziami o faktach empirycznych, mają jedynie charakter wartościujący, są ekspresją uczuć i nastawień, i dlatego mają charakter jedynie ideologiczny38.
Choć nie wprost Röpke wyraźnie nawiązuje tu do neopozytywizmu Koła Wiedeńskiego, którego przedstawiciele, tacy jak Carnap, Neurath czy Schlick, deprecjonowali zdania o charakterze religijnym, metafizycznym bądź etycznym, zdania te
bowiem są – w ich przekonaniu – pozbawione sensu poznawczego, bo wykraczają
poza doświadczenie. Rudolf Carnap, główny teoretyk Koła Wiedeńskiego, uważał
na przykład, że twierdzenia metafizyki nie mają charakteru asertywnego, lecz
jedynie ekspresywny, tzn. wyrażają jedynie stany uczuciowe. Z tego powodu nie są
ani prawdziwe ani fałszywe, ponieważ niczego nie stwierdzają39. Röpke bardzo
mocno sprzeciwia się redukowaniu dyscyplin naukowych jedynie do nauk formalnych i czysto empirycznych. Krytykuje również uprawianie nauki poza wszelkim
horyzontem etycznym. Jego zdaniem naukowcy nie mogą abstrahować od praw
moralnych, którym powinni podlegać, „nauka bowiem, gdy brak jej sumienia,
prowadzi do ruiny duszy”40.
38
Według Röpkego autonomia definiująca naukę, rozumiana jako brak wszelkich założeń,
w sensie całkowitej niezależności uczonego od subiektywnych warunków, jest czystą i szkodliwą
iluzją. Jego zdaniem należy się jedynie domagać tego, by uczony zdawał sobie sprawę ze swoich
pozanaukowych uwarunkowań. Jednak tego typu założenia nie tylko że nie niszczą autonomii nauki,
ale są jej wręcz potrzebne, choć sam Röpke tego właściwie nie uzasadnia (zob. W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis …, 53); por. także: W. Röpke, A value Judgment on value Judgments, „Revue de la Faculté
des Sciences Economiques de l’Université d’Istanbul” 1942, nr 1. Röpke występuje tu jako krytyk
oświeceniowego paradygmatu, głoszącego ideał poznania czysto rozumowego, wolnego od przesądów. Jest on w tej krytyce prekursorem teorii hermeneutycznych, głoszonych chociażby przez Gadamera, który wyraźnie stwierdzał, że absolutna wolność od przed-sądów (Vor-Urteil) nie jest w nauce
ani pożądana, ani w ogóle możliwa. Zob. H.G. Gadamer, Prawda i Metoda, Warszawa 2007,
s. 381–387.
39
Zob. Rudolf Carnap, Filozofia jako analiza języka nauki, Warszawa 1969.
40
W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis…, s. 21. Röpke cytuje tu powiedzenie Rabelaise’go: „science
sans conscience n’est que ruine de l’ame” (zob. François Rabelais, Pantagruel, (w:) Tout ce qui existe
de ses œuvres François Rabelais, éd. Garnier 1884, t. VIII, s. 131). W świetle wielu najnowszych dylematów etycznych, związanych chociażby z rozwojem genetyki, postulaty Röpkego wydają się jak
najbardziej słuszne, można przecież wskazać wiele takich przykładów, gdy brak odpowiednich regulacji etycznych odnoszących się do badań naukowych zagraża samym podstawom ludzkiej
egzystencji.
164
Sylwester Gaworek
3.3. Kryzys relacji społecznych
ZDROWE SPOŁECZEŃSTWO POSIADA prawdziwą zhierarchizowaną strukturę
z warstwami pośrednimi, dzięki czemu każdy zna swoje miejsce w społeczeństwie.
W takim społeczeństwie ważne są wspólnoty: rodzina, wspólnoty sąsiedzkie,
naród, gmina, wspólnoty religijne, wspólnoty zawodowe. Tymczasem liberalizm
doprowadził do upadku wspólnot, do zaniku więzów społecznych, do swoistego
„rozplecenia” (Entflechtung) i atomizacji społecznej. W efekcie społeczeństwo
przestało być zorganizowaną całością, lecz stało się bezkształtną masą, uległo
procesowi, który Röpke nazywa „umasowieniem” (Vermassung)41.
W wyniku tego procesu umasowienia społeczeństwo staje się agregatem osamotnionych i oderwanych od siebie osobników. Relacje między nimi są wyłącznie
zewnętrzne i mechaniczne. Ludzie bardziej niż sąsiadami, przyjaciółmi, obywatelami, członkami wspólnoty stają się kupującymi, sprzedającymi, konsumentami,
wyborcami, płatnikami podatków – stają się więc jedynie tymi, którzy pełnią jakąś
funkcję. To, co łączy jednostki, a lepiej powiedzieć: co styka je ze sobą, na przykład
konsumpcja, rynek, masowe zaopatrzenie (vide: centra handlowe) – to pseudointegracja. Prawdziwa integracja zakłada bowiem powstawanie więzów bliskości,
ciepło bezpośrednich stosunków, posiadanie świadomości swojego początku, którą
dają wspólnoty pamięci. Oznacza to powstanie społeczeństwa niezintegrowanego,
anonimowego, zatomizowanego42. W takim społeczeństwie, w którym człowiek to
41
Analizując proces „umasowienia”, Röpke odwołuje się do poglądów zawartych w książce Ortegi
y Gasseta Bunt mas, choć nieco inne znaczenie nadaje terminowi „masa”. Por. W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis…, s. 23). Dla Röpkego masa to zbiór jednostek wykorzenionych pozostających ze sobą
w relacjach jedynie przestrzennych, mechanicznych i funkcjonalnych. Według Ortegi y Gasseta „masa
to zbiór osób nie wyróżniających się niczym szczególnym (…). Masy to «ludzie przeciętni». To zbiór
ludzi niewyróżniających się niczym od innych, będących jedynie powtórzeniem typu biologicznego”
(J. Ortega y Gasset, Bunt mas, tł. Piotr Niklewicz, Warszawa 2008, s. 10). Obaj autorzy są natomiast
zgodni co do głównej przyczyny zjawiska umasowienia, a jest nią dekonstrukcja tradycyjnej struktury
społeczeństwa dokonująca się w wyniku postępującej urbanizacji i aglomeryzacji: „Osoby składające
się obecnie na owe tłumy istniały również wcześniej, ale nie jako tłum. Rozproszone po świecie,
samotne bądź w małych grupkach, wiodły żywot oddzielny, niezależny, jak gdyby w pewnej odległości
od innych. Każda taka osoba czy grupka zajmowały własne miejsce bądź to na wsi, bądź w miasteczku, bądź w dzielnicy dużego miasta”. J. Ortega y Gasset, op.cit., s. 10.
42
„Chorobę, która ogarnęła społeczeństwa krajów Zachodu i od przeszło stu lat robi zastraszające
postępy, charakteryzuje burzący strukturę społeczną proces rozkruszenia i zbrylenia, dla oznaczenia
którego ukuto termin „umasowienie” (…). Zdrowe społeczeństwo posiada prawdziwą „strukturę”
z wieloma warstwami pośrednimi; wykazuje ono z konieczności budowę hierarchiczną, w której to
budowie każdy ma szczęście wiedzieć, gdzie jest jego miejsce. Społeczeństwo takie opiera się na
zrzeszającym działaniu organicznych wspólnot przepojonych ludzkim ciepłem, jak sąsiedztwo, ro-
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego
165
„homo insipiens gregarius” (w przeciwieństwie do homo sapiens), czyli człowiek
stadny43, jednostki ludzkie pozbawione są historii i tożsamości, tracą swoją prawdziwą indywidualność i stają się zupełnie bez wyrazu. Pseudointegracja oznacza
ich „sprasowanie” w bezkształtne bryły, amorficzne twory masowe, które stanowią
przyjazną glebę dla masowych instynktów i emocji.
Do procesu społecznego umasowienia przyczyniły się również takie zjawiska,
jak: gwałtowny przyrost ludności, szybki rozwój mechanizacji pracy, nadmierna
instytucjonalizacja i coraz większa centralizacja. W efekcie powstają miasta-olbrzymy, wielkie okręgi przemysłowe, życie gospodarcze jest bardzo niestabilne,
pogłębia się materialistyczny tryb życia, rozwija się masowa produkcja dóbr.
Gwałtownie też rośnie mobilność ludzi, którzy w poszukiwaniu pracy są zmuszeni
do nieustannego zmieniania miejsca zamieszkania, w wyniku czego następuje
proces wielokrotnego wykorzenienia44. Prowadzi to do zjawiska, które Röpke
nazywa „proletaryzacją” (Proletarisierung)45. Jej znamionami są zależność ekonomiczna robotników, czyli ich materialna niesamowystarczalność, skoszarowanie,
oraz obcość w stosunku do przyrody. Życie ludzi cechuję anonimowość i „dojutrkowość”. Powstaje w ten sposób niemal nieludzka forma egzystencji, która pozbawia człowieka tych warunków, które są potrzebne do zgodnego z naturą, normalnego życia i do godnej pracy46.
3.4. Kryzys władzy i autorytetu
SPOŁECZEŃSTWO WYŁANIAJĄCE SIĘ po latach wdrażania modelu czysto liberalnego ma charakter bardzo niestabilny. Dlatego na czele społeczeństwa stają
ludzie umiejący grać na emocjach, którzy są pozbawieni legitymizacji do sprawowania kierownictwa: „Równolegle do pseudointegracji społeczeństwa masowego
dzina, gmina, kościół, zawód. Nasze tymczasem społeczeństwo oddaliło się w ciągu ostatnich stu lat
od tego ideału i rozbiło się na kupy oderwanych osobników, którzy jako ludzie są osamotnienie
i izolowani, ale za to w charakterze li tylko pełniących jakąś funkcję – stłoczeni jak termity” (W. Röpke,
Kryzys społeczny…, s. 24–25; por. idem, Civitas Humana, op.cit., s. 241–242).
43
Zob. ibidem.
44
Współcześnie o niestabilności społecznej, która jest skutkiem mobilności ludzi (geograficznej,
społecznej, małżeńskiej, politycznej) pisał chociażby Michael Walzer w swojej książce Politics and
Passion: Toward a More Egalitarian Liberalism, New Haven 2006); zob.: M. Walzer, Polityka i namiętność. O bardziej egalitarny liberalizm, tł. H. Jankowska, Warszawa 2006, s. 213–221.
45
Zob. W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis…, s. 30.
46
Por. idem, Kryzys społeczny…, s. 28.
Sylwester Gaworek
166
kształtuje się jego pseudokierownictwo. Państwo, kultura i społeczeństwo opanowane zostają przez ludzi, którym brak jest legitymacji do prawdziwego duchowego
przewodnictwa”47. Przywódcy nie posiadają dystansu do tak zmasowanego społeczeństwa, gdyż sami do niego mentalnie należą. Nie są prawdziwą elitą, lecz
poniekąd produktem społeczeństwa masowego. Zdobywają oni władzę dzięki
sztuce oczarowywania tłumów i manipulowania emocjami ludzi. Cechy człowieka
stadnego, który doszedł do władzy to: „płaskie” wykształcenie, zarozumiałość
i przemądrzałość, roszczenie do bycia kimś wyjątkowym oraz brak cech budzących
respekt48. Takie osoby, choć mają władzę, nie są jednak prawdziwym autorytetami,
nie stanowią prawdziwej elity społeczeństwa.
Jednostki obdarzone prawdziwym autorytetem, a właściwie ich reakcje, zachowania i postawy, powinny stanowić swego rodzaju „obronne odruchy społeczeństwa”. Tak jak zanieczyszczony, zainfekowany organizm ludzki broni się przed
inwazją groźnych wirusów poprzez swój system immunologiczny, uaktywniając
mechanizmy obronne, dzięki którym identyfikuje i likwiduje elementy patogenne,
tak również i społeczeństwo winno posiadać swój własny system odpornościowy
reagujący na różnego typu patologie i zagrożenia49.
Autorytet nie jest bowiem po to, by przypodobać się ludziom, sprzyjając ich
niskim gustom, lecz powinien reagować na zagrożenia i patologie. Powinien stać
na straży wartości obiektywnych. Musi reagować, gdy rzecz dotyczy tego, co
wykracza poza kompetencje jednostki, co nie może być zależne od jej swobodnego
uznania. W niektórych kwestiach nie można dywagować ani być niejednoznacznym. Gdy społeczeństwo nie jest zdolne do obronnych refleksów, to wówczas musi
pojawić się kryzys moralny, kryzys prawny czy choćby tylko kryzys dobrego smaku.
Wówczas konsekwencją jest nihilizm, bo skoro nie ma potępienia pewnych postaw,
to znaczy że w zasadzie wszystko wolno: wolno obrażać uczucia religijne, można
łamać wszelkie granice moralne, pozwalać sobie niemal na wszystko.
Są dwa rodzaje odruchów, czyli dwie możliwe reakcje społeczne, do których
powinna skłaniać postawa prawdziwych autorytetów: respekt, czyli uznanie dla
tego, co się aktualnie dzieje, lub oburzenie, czyli zdecydowany brak akceptacji.
Społeczeństwo powinno wiedzieć „przed czym zdjąć kapelusz, a przed czym
z obrzydzeniem się odwracać”50. Upadek autorytetów prowadzi do relatywizmu,
47
48
49
50
Ibidem, s. 25.
Zob. ibidem.
Zob. ibidem, s. 26.
Ibidem.
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego
167
do zakwestionowania obiektywnych norm, a bez nich społeczeństwo nie może
dobrze funkcjonować. Röpke mocno podkreśla, że gdy zamiast zdecydowanego
napiętnowania zła, pojawia się racjonalizacja, przysłowiowe owijanie w bawełnę,
uświęcanie środków celem, cynizm, flirt z niemoralnością, wówczas mamy do
czynienia z totalnym upadkiem. Wobec zła nie można zachować obojętności,
bo – jak pisał Lichtenberg, na którego Röpke wprost się powołuje – „gdzie umiarkowanie jest błędem, tam obojętność jest zbrodnią”51.
ZAKOŃCZENIE
SPOŁECZEŃSTWO, KTÓRE WYŁONIŁO się jako efekt wdrażania w życie idei
skrajnie liberalnych, nie jest, zdaniem Wilhelma Röpkego, społeczeństwem zdrowym, lecz coraz bardziej przekształca się w amorficzny zbiór jednostek, które łączą
jedynie więzy mechaniczne i przygodne. Za liberalną filozofią polityczną odpowiedzialną za ten stan rzeczy kryje się określona antropologia, która widzi w człowieku przede wszystkim konsumenta i wytwórcę dóbr, ignorując tak ważne
wymiary jego egzystencji, jak religia, rodzina, naród, moralność. Röpke zdecydowanie odrzuca tego typu jednostronną koncepcję antropologiczną, czym różni się
od wielu innych współczesnych myślicieli, którzy bardzo często w swojej analizie
kryzysu cywilizacyjnego wydają się, jeśli nie ignorować całkowicie, to przynajmniej
mocno umniejszać wspólnotowy i duchowy wymiar ludzkiej egzystencji. Za tą
fundamentalną różnicą poglądów kryje się znacznie głębszy spór, który od dawna,
zwłaszcza po opublikowaniu Umowy społecznej Jeana-Jacquesa Rousseau, toczy się
w obszarze myśli politycznej. Chodzi tu o pytanie dotyczące źródeł niesprawiedliwości społecznej: czy należy ich szukać jedynie w instytucjach życia społecznego,
czy także w człowieku? Myślenie liberalne, tak często odwołujące się do oświeceniowej idei postępu, wyraźnie wierzy w możliwość zaprojektowania takiego modelu
społecznego, którego realizacja zapewniłby warunki owego postępu. Zdaniem
Röpkego tego typu modele grzeszą naiwnym optymizmem antropologicznym,
ignorując prawdziwą naturę ludzkiego bytu. Tymczasem człowiek, wbrew tym
poglądom, nie jest bynajmniej istotą doskonałą, bez skazy, któremu wystarczy
jedynie stworzyć odpowiednie warunki ekonomiczne, by mógł realizować swoje
wyłącznie indywidualne cele i w ten sposób osiągnąć upragnione szczęście. Nie
samym bowiem chlebem żyje człowiek. Röpke często o tym przypomina, chociażby
51
Ibidem, s. 27.
168
Sylwester Gaworek
w jednej ze swoich książek o dość wymownym tytule: Jenseits von Angebot und
Nachfrage52.
Deprecjonowanie czy wręcz kwestionowanie społecznej natury człowieka jest,
zdaniem Röpkego, największym błędem liberalizmu klasycznego, który siłę napędową życia człowieka widzi nie w pragnieniu szczęścia, które jest owocem doświadczenia miłości, a więc owocem przyjaznego obcowania z bliźnim, lecz w dążeniu
do satysfakcji, która rodzi się wówczas, gdy egoistyczne potrzeby i dążenia zostają
zaspokojone. Dlatego obrona tradycyjnych wspólnot, zwłaszcza takich jak rodzina,
to również – według Röpkego – obrona wolności człowieka, który pozbawiony
swego naturalnego środowiska rozwoju, łatwo ulega egzystencjalnemu zagubieniu
i aksjologicznej dezorientacji. W takim wypadku jego wolność staje się czystą
iluzją, przekształcając się ostatecznie w jakiś rodzaj zakamuflowanej niewoli.
Używając języka współczesnej debaty filozoficznej, do której nawiązaliśmy na
początku naszego artykułu, należałoby zatem powiedzieć, że dla Röpkego nie istnieje wybór pomiędzy liberalizmem a komunitarianizmem, pomiędzy jednostką
a wspólnotą, gdyż prawdziwy liberał musi w gruncie uznać, że droga do sprawiedliwego społeczeństwa wiedzie nie przez dezawuowanie wspólnotowego i duchowego wymiaru egzystencji człowieka, lecz przeciwnie – przez jego dowartościowanie – a wszystko to po to, by państwo ponownie stało się prawdziwą „wspólnotą
wspólnot”. Wymaga to stałego uwypuklania, także w refleksji politycznej, tej
prawdy, o której między innymi pisał współczesny Röpkemu francuski myśliciel
– Gabriel Marcel, że mianowicie ważniejsze jest w życiu człowieka, by „bardziej
być, niż więcej mieć”. Człowiek bowiem, tylko żyjąc wśród innych, w zintegrowanym społeczeństwie, poświęcając się dla innych, może znaleźć także swój osobisty
cel życiowy, którego realizacja nie będzie kolidowała z działaniem na rzecz dobra
wspólnego53.
52
53
Zob. W. Röpke, Jenseits von Angebot und Nachfrage, Berno 1958.
Por. idem, Maß und Mitte, Zurych 1950, s. 19.
Wilhelma Röpkego krytyka społeczeństwa liberalnego
169
Wilhelm Röpke and His Criticism of the Liberal Society
IN THE 30’S and 40’s of the 20th century neo-liberal German scientists (the so-called the
Freiburg School), gathered around professor Walter Eucken, developed a socio-political
doctrine called ordoliberalism. From this circle came a thinker who strongly criticized
some assumptions of classical liberalism and exposed the negative consequences of the
dogmatic application of this doctrine to the reality of social life. His name was Wilhelm
Röpke – a prominent German economist, sociologist and philosopher. This article is about
his diagnosis of crisis in modern society – understood as a result of implementing the
extreme liberal principles. This crisis puts human individuals in a very difficult position,
because it deprives them of their natural support which can facilitate their personal development. In order to overcome the crisis proper conditions for individuals need to be created. Only then can they live according to their true nature which is fundamentally social.
This means a constant appreciation of the social sense of human existence because only
within a community can a human being acquire an appropriate life orientation, especially
a moral one. Also, a person so formed may become a participant in the market game with
no fear of getting lost in unbridled consumerism.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Kinga Rodkiewicz
OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO W ETYCE
GANDHIEGO I WSPÓŁCZESNEJ MYŚLI
LIBERALNEJ
MOHANDAS KARAMCHAND GANDHI znany jest na całym świecie jako Mahatma
Gandhi, co znaczy „Wielki Duchem”. Po raz pierwszy został tak nazwany przez
indyjskiego pisarza i poetę Rabindranatha Tangore dwa lata przed swoim powrotem do ojczyzny z Afryki Południowej, to jest w 1913 r. Filozof, pisarz, reformator,
mówca, ojciec narodu – opierając się na zasadach, w które wierzył, poprowadził
Indie do niepodległości. Fascynował i nadal fascynuje przede wszystkim tym, że
w odróżnieniu od ówczesnych mu polityków zasady moralne przekładał nad
praktykę. „Niezwykłość tego człowieka polegała nie tyle na przemyśleniach teoretycznych, w których szedł tak za tradycją hinduską, jak i współczesnymi myślicielami europejskimi, ale na zgodności życia z wyznawanym ideałem”1. Odziany
w ręcznie utkaną bawełnianą szatę, bosy – budził autorytet i porywał za sobą masy.
„Nie będąc ani hindusem, ani politykiem czy też mistykiem, kupcem, braminem,
wojownikiem, był tym wszystkim naraz, był Indiami”2.
Gandhi wierzył, że obywatelskie nieposłuszeństwo, obok satjagrahy3 i ahim1
J. Kieniewicz, Historia Indii, Wrocław 2003, s. 591.
C. Clement, Gandhi – mocarz wolności, Wrocław 1994, s. 69.
3
Satjagraha – podążanie za Prawdą. Terminem tym Gandhi zaczął się posługiwać już w 1906 r.,
walcząc w Afryce Południowej o prawa dla imigrantów. Podkreślał jednak, że choć termin jest nowy,
to samo pojęcie sięga czasów najdawniejszych. I tak bohaterowie sanskryckich dzieł: Rama – bohater
Ramajanu, Bhiszma i Prahlad – bohaterowie Mahabharaty, określani są w nich jako ci, „którzy
trzymają się prawdy”. Swoje piętno wywarły także na Gandhim inne źródła, mianowicie Kazanie na
Górze Chrystusa, dzieła Tołstoja czy Thoreau. Odpowiedź na pytanie, czym jest podążanie za Prawdą,
pada wielokrotnie z ust Mahatmy, choćby na kartach „Autobiografii”: „Skuteczne poszukiwanie
prawdy jest równoznaczne z całkowitym wyzwoleniem się z podwójnej zależności – zarówno z miłości, jak i nienawiści, ze szczęścia i z uczucia niedoli”. Wielokrotnie też Gandhi zwracał uwagę, że
istoty satjagrahy nie da się do końca przełożyć na słowa. „Nie można w pełni opisać słońca, choćby
2
Obywatelskie nieposłuszeństwo w etyce Gandhiego…
171
sy4, doprowadzi Indie do niepodległości. Sądził, iż jest to prawo przysługujące
każdemu obywatelowi bez względu na system polityczny, w którym przyszło mu
funkcjonować. Wypowiedzenie posłuszeństwa prawu obserwujemy także współcześnie. Czy rację należy przyznać twierdzeniu Vinita Haksara: „Prawo do obywatelskiego nieposłuszeństwa nie stanowi panaceum na wszystko, co złe, ale poprawnie zinterpretowane może pomóc w uczynieniu systemu prawnego bardziej
sprawiedliwym i stabilnym”5. Aczkolwiek dzisiejsi liberałowie, tacy jak John Rawls,
Ronald Dworkin czy Joseph Raz, nieco odmiennie od Gandhiego interpretują
prawo do obywatelskiego nieposłuszeństwa, chociaż większość z nich podziela
pogląd Haksara: „iż błędem byłoby wykorzenienie obywatelskiego nieposłuszeństwa z liberalnej demokracji”6. Celem artykułu jest wykazanie podstawowych
podobieństw oraz różnic w postrzeganiu obywatelskiego nieposłuszeństwa przez
Gandhiego i współczesnych liberałów.
Walka przeciw złu – według Gandhiego – musi przebiegać bez rozlewu krwi
i nienawiści. Do dziś badacze7 zastanawiają się nad fenomenem Gandhiego, który
nie dysponując pieniędzmi, nie mając dobrego pochodzenia, koneksji, zdołał
przekonać do siebie swych współobywateli, ale także ówczesną elitę intelektualną.
Szacunek budził także wśród Brytyjczyków, z którymi wielokrotnie pertraktował,
walcząc w interesie swych współbraci. Lord Reading, który od 1921 r. pełnił
w Indiach funkcję wicekróla, opisał swemu synowi w liście postać Mahatmy.
Fragment listu przytacza Ija Lazari-Pawłowska: „Budzi zaufanie dzięki szczerości,
się miało tysiące języków Schesnagi, tak samo nie można przedstawić w pełni słońca satjagrahy. Stale
widzimy przed sobą słońce, a jednak niewiele o nim wiemy – niewiele też wiemy o słońcu satjagrahy”.
Zob. D.G. Tendulkar, Mahatma: life of Mohandas Karamchand Gandhi, Bombaj 1954, s. 261–62, za:
R.N. Iyer, The moral and political though of Mahatma Gandhi, Oxford 1978, s. 285.
4
Ahimsa – (himsa – gwałt, zło, krzywda; przedrostek „a” oznacza przeczenie), czyli działanie bez
użycia przemocy, i satjagraha – podążanie za Prawdą. Z pojęciem ahimsy Gandhi zetknął się wielokrotnie, gdyż występuje ono i pełni ważną rolę w wielkich religiach Wschodu, to jest buddyzmie,
hinduizmie, dżaninizmie. Dla niego zaś wypływała ona z poczucia szacunku dla wszystkich istot
żywych. W 1916 r. Gandhi w gazecie „Modern Review” wyjaśnia, jak należy pojmować ahimsę.
Wskazuję na negatywną i pozytywną definicję pojęcia. W swej negatywnej konotacji ahimsa znaczy
tyle co niezdawanie ran w sensie psychicznym i fizycznym wszystkiemu, co żyje. Drugi – pozytywny
aspekt ahimsy – opiera się na wielkiej miłości, dobroduszności. „Jeśli jestem wyznawcą ahimsy, muszę
kochać mojego wroga lub obcego dla mnie, tak jakby był źle czyniącym moim ojcem lub synem. Ta
aktywna ahimsa koniecznie uwzględnia prawdę i brak poczucia strachu.
5
V. Haksar, The Right To Civil Disobedience, „Osgoode Hall Law Journal” 2003, nr 41, s. 408.
6
Tamże, s. 420.
7
Por. V. Lal, The Mother in the ‘Father of the Nation, „A Journal of Women and Society”, listopad–
grudzień 1995, nr 91; J. Brown, Gandhi: Prisoner of Hope, Yale 1990; D. Keer, Mahatma Gandhi: Political Saint and Unarmed Prophet, Bombaj 1973.
172
Kinga Rodkiewicz
która z niego promieniuje. (…) Trwa on niezłomnie przy swoich etycznych przekonaniach, a jego wiara, że niestosowanie gwałtu i okazywanie życzliwości dadzą
Indiom niepodległość i pozwolą oprzeć się brytyjskiemu rządowi, graniczy z fanatyzmem. Jego religijne i moralne poglądy są godne szacunku, reprezentują niewątpliwie poziom niezwykle wysoki (…)”8.
Całe życie Gandhiego było podporządkowane zasadom moralnym, które – jak
wierzył – obowiązują także w świecie polityki. Wskazówki etyczne, które głosił,
odnosiły się do stosunków międzyludzkich z jednej strony, z drugiej zaś miały
zbliżać do samodoskonałości.
Ojciec narodu indyjskiego wierzył, że obywatelskie nieposłuszeństwo, obejmujące marsze, pikiety, niepłacenie podatków, odmowę stosowania się do obowiązującego prawa, jest koniecznym sprzeciwem wobec występującego zła. „Każdy naród
i każda jednostka mają prawo, a nawet obowiązek występować przeciwko wyrządzanej im krzywdzie”9. Opór wobec niesprawiedliwości, również tej wynikającej
z prawa czy systemu politycznego, ma być sposobem na zmianę sytuacji. „Jeżeli
chodzi o dziedzinę polityki, to naród powinien występować przeciwko złu zawartemu w niesprawiedliwych ustawach. W wypadku gdy mimo petycji skierowanych
do prawodawcy i podobnych zabiegów nie udało się usunąć zła, pozostają – jeśli
nie chcemy pogodzić się ze złem – tylko dwie drogi: albo siłą zmusić władze do
ustępstwa, albo łamać prawo i ponosić za to karę”10.
Istotę biernego oporu opisał Gandhi już w 1909 r. w książce zatytułowanej Hind
Swaraj or Indian Home Rule. Pisze w niej: „Bierny opór jest wspaniałym orężem,
zawsze nadającym się do zastosowania. Płyną z niego dobrodziejstwa i dla tego,
który go używa, i dla strony przeciwnej. Bez przelewu kropli krwi osiąga największe sukcesy”11. Zastosowanie siły duszy – jak nazywa Gandhi metodę biernego
oporu – to sprzeciw wobec przepisu prawa, który sprzeczny jest z wewnętrznym
głosem sumienia.
Rawls z kolei wpisał obywatelskie nieposłuszeństwo w sformułowaną przez
siebie teorię sprawiedliwości, która opiera się na dwóch zasadach: 1) „każda osoba
ma mieć równe prawo do jak najszerszej podstawowej wolności możliwej do
pogodzenia z podobną wolnością dla innych; 2) nierówności społeczne i ekonomiczne mają być tak ułożone, by (a) można się było rozsądnie spodziewać, że
8
L. Fisher, The essential Gandhi. His life, work and ideas, Nowy Jork 1983, s. 163, za: I. Lazari-Pawłowska, Gandhi, Warszawa 1967, s. 26.
9
I. Lazari-Pawłowska, Etyka Gandhiego, Warszawa 1965, s. 12.
10
Eadem, Gandhi, Warszawa 1967, s. 96–97.
11
M.K. Gandhi, Hind Swaraj or Indian Rule, za: I. Lazari-Pawłowska, Gandhi, Warszawa 1967, s. 89.
Obywatelskie nieposłuszeństwo w etyce Gandhiego…
173
będzie to z korzyścią dla każdego; i (b) wiązały się z pozycjami i urzędami na równi
dla wszystkich otwartymi”12. Pierwsza z nich, będąca zasadą demokratycznej
równości, jest nadrzędna w stosunku do kolejnej, zajmującej się kwestiami ekonomicznymi (zasada dyferencji i równości szans).
W tak sformułowanej, zdroworozsądkowej teorii sprawiedliwości istotą obywatelskiego nieposłuszeństwa jest dla niego: „działanie otwarte, polityczne, negujące
przemoc, świadomie łamiące pewne nakazy. Celem bywa zmiana jakiegoś prawa
lub postanowienia władz”13. Obywatelskie nieposłuszeństwo skierowane jest bezpośrednio przeciwko naruszanemu prawu i ma za zadanie dążenie do jego zmiany.
Nie jest ono wymierzone przeciwko całemu systemowi prawa, ale występuje często
przeciwko jednemu aktowi: ustawie bądź rozporządzeniu, które w odczuciu obywateli godzą w ich prawa bądź przywileje. Celem, który pozostaje do osiągnięcia,
jest zmiana prawa – w czasie akcji civil disobiedience naturalne jest – żeby nie
powiedzieć konieczne – łamanie przepisów prawnych.
Rawls zwraca uwagę, że istnieje zasadnicza różnica między działaniem mającym
podstawy we własnym sumieniu obywateli a samym obywatelskim nieposłuszeństwem. Protest wypływający z własnego sumienia jest działaniem bardziej prywatnym niż politycznym. Istnieją jednak sytuacje, w których może on mieć pewne
polityczne konsekwencje. Dzieje się tak np., gdy protestuje się w miejscu pracy.
Protest mający za podstawę nakaz własnego sumienia może być obywatelskim
nieposłuszeństwem, jeżeli tylko spełnia pozostałe warunki, o których pisał Rawls.
O świadomym łamaniu pewnych przepisów prawnych pisze także R.G. Apressyan,
rozumiejąc obywatelskie nieposłuszeństwo jako: „czasowe, publiczne oraz demonstracyjne zawieszenie powszechnie akceptowanych norm społecznych oraz regulacji odwołujące się do wyższej umowy społecznej w kontekście codziennego oraz
zwyczajowego posłuszeństwa prawu”14. Zwraca uwagę, podobnie jak Rawls, iż jest
to działanie czasowe, które nie wynika z buntu skierowanego wobec całego systemu
obowiązującego prawa, a jedynie wobec konkretnego zapisu bądź normy. Ponadto
jest to działanie o charakterze akcydentalnym, które w żadnej mierze nie podważa
autorytetu prawa, gdyż zwyczajowo aktywiści są posłuszni pozostałym zapisom
prawnym. Podobne stanowisko przyjmuje W. Modzelewski, który pisze: „Obywatelskie nieposłuszeństwo, jeżeli to pojęcie ma być pożyteczne, musi oznaczać nie
12
J. Rawls, Teoria sprawiedliwości, Warszawa 2010, s. 3.
Idem, Liberalizm polityczny, Londyn 2003, s. 45.
14
R.G. Apressyan, Civil Disobedience – in Political Theory and Social Practice (John Rawls and
Mohandas Gandhi), Delhi 1981, http://www.mkgandhi.org/articles/civil%20disob..htm, odczyt z dn.
28.04.2009.
13
174
Kinga Rodkiewicz
tyle kwestionowanie całego porządku prawno-politycznego jako systemu, lecz
czynne niepodporządkowanie się jakimś wybranym przepisom prawa, praktykom
czy decyzjom władz państwowych”15.
Prawo, któremu się wypowiada posłuszeństwo, powinno być bądź niemoralne,
bądź niezgodne z konstytucją, bądź też sprzeczne z prawem naturalnym czy też
boskim. Tego zdania jest J.G. Murphy, który wymienia ów warunek jako jeden
z trzech koniecznych, by uznawać dane działanie za akt obywatelskiego nieposłuszeństwa. Twierdzi on, iż czyn musi pozostawać w sprzeczności z obowiązującymi
normami prawa, ale uzasadnienie działania w przekonaniu osób go podejmujących
usprawiedliwia owo nieposłuszeństwo16.
Jednak nie istnieją nigdzie spisane reguły, normy czy okoliczności, które jasno
wskazywałyby, kiedy i gdzie należy zastosować obywatelskie nieposłuszeństwo. Ale
pewnym jest, że prawo do jego stosowania ma każdy człowiek: występując przeciwko władcy czy też systemowi. Aczkolwiek opierać się ono powinno przede
wszystkim na dyscyplinie, szczerości, gotowości do samopoświęcenia i braku
przemocy. W innym wypadku działania nie mogą być nazywane inaczej jak procesem destrukcyjnym. Człowiek sam musi podjąć decyzję, kierując się głosem
sumienia. Stając jak sędzia, decyduje, które reguły prawa są dla niego niesprawiedliwe i poniżające. Niemniej Gandhi zwraca uwagę, iż istnieją także pewne prawa
absolutnie święte, których nie można łamać w żadnych okolicznościach, np. prawo
do życia.
Rawls, podobnie jak Gandhi, dopuszcza stosowanie obywatelskiego nieposłuszeństwa w każdym systemie politycznym, również w państwie demokratycznym.
Gdy pojawia się niesprawiedliwa norma prawna, jest ona tożsama z pogwałceniem
czyichś praw. Powstaje wówczas dylemat obowiązku obrony praw zapisanych
w konstytucji wobec osób pokrzywdzonych przez niesprawiedliwy zapis prawny.
Dla niego, podobnie jak dla Raza, po wypełnieniu pewnych kryteriów i w określonych warunkach obywatelskie nieposłuszeństwo jest działaniem dopuszczalnym.
I choć powstaje oczywisty konflikt pomiędzy przestrzeganiem umowy społecznej
z jednej strony a poczuciem sprawiedliwości z drugiej, to jednak warto walczyć
z niesprawiedliwością.
15
W. Modzelewski, Walka bez użycia przemocy. Metody i idee, Warszawa 1986, s. 47–48.
Por. J.G. Murphy, Introduction, (w:) Civil Disobedience and Violence, Belmont 1971, s. 1, za:
R. Skrzypiec, W poszukiwaniu sprawiedliwości. Obywatelskie nieposłuszeństwo – filozofia i działanie,
Kraków 1999, s. 31.
16
Obywatelskie nieposłuszeństwo w etyce Gandhiego…
175
W demokratycznym społeczeństwie obywatel decydujący się na sprzeciw wobec
prawa w duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa podważa prawo powszechnie
akceptowane przez większość. Największą trudnością jest jednak to, że każda ze
stron zaangażowana w jakiś sposób w obywatelskie nieposłuszeństwo może posiadać inne spojrzenie na sprawiedliwość. Aczkolwiek Rawls przywołuje niezbędne
w jego opinii warunki umożliwiające usprawiedliwienie działań łamiących prawo.
Analizie należy poddać kilka czynników, które miały znaczący wpływ na wybór
obywatelskiego nieposłuszeństwa. Innymi słowy na plan pierwszy wysuwa się tutaj
motywacja, która stała u podstaw działania. Każde nieposłuszeństwo wobec prawa
musi wypływać z wewnętrznego przekonania o słuszności podjętego działania.
„Chociaż jednak każda osoba musi sama za siebie zdecydować, czy warunki usprawiedliwiają obywatelskie nieposłuszeństwo, to nie wynika z tego, że chodzi o postanowienie według własnego widzimisię. To nie przez wzgląd na nasze osobiste
interesy ani nasze wąsko pojęte lojalności polityczne winniśmy podejmować
decyzję. Obywatel, aby działać autonomicznie i odpowiedzialnie, musi troszczyć się
o zasady polityczne leżące u podstaw konstytucji i kierujące jej interpretacją. Musi
starać się ocenić, jak te zasady powinny być stosowane w istniejących warunkach”17.
Zdaniem Rawlsa sięgnięcie do obywatelskiego nieposłuszeństwa powinno być
aktem ostatecznym, gdy wcześniej podejmowane próby zawiodły. Owe wcześniejsze działania powinny być oczywiście przeprowadzane zgodnie z prawem. Jednakże, jak zwraca uwagę Brownlee, obywatel, czy też grupa obywateli, może mieć
wątpliwości, czy wykorzystał już wszystkie dostępne legalnie metody oraz czy nie
powinien działać, wykorzystując je nadal, licząc, że kiedyś przyniosą pożądany
efekt. Na tę wątpliwość znajduje odpowiedź Rawls: „Jeśli poprzednie działania
pokazały, że większość jest niewzruszona i apatyczna, to dalsze próby można
rozsądnie uznać za bezowocne oraz być przeświadczonym, iż obywatelskie nieposłuszeństwo jest ostatecznym środkiem”18.
W państwach demokratycznych obywatelskie nieposłuszeństwo jest niekiedy
utożsamiane z działaniami opozycji. „Obywatelskie nieposłuszeństwo jest formą
demokratycznej opozycji. Obywatelskie nieposłuszeństwo jest oparte z pewnością
na społecznym modelu, który zwykle bywa nazywany – za Henrykiem Bergsonem
i Karlem Popperem – otwartym społeczeństwem”19. W krajach rozwiniętej demo17
J. Rawls, Teoria sprawiedliwości, Warszawa 1994, s. 526.
K. Brownlee, Civil disobedience, (w:) Stanford Encyclopedia of Philosophy, red. S. Anderson,
http://plato.stanford.edu/entries/civil-disobedience, odczyt z dn. 12.04.2009.
19
R.G. Apressyan, op.cit.
18
176
Kinga Rodkiewicz
kracji obserwujemy obecnie społeczeństwa obywatelskie, które niekiedy, powołując się na wyższe racje moralne, stosują nieposłuszeństwo obywatelskie. Do
wyznaczników społeczeństwa obywatelskiego należy zaliczyć:
1) „Status podmiotowy jednostek będący formalnym tytułem do swobodnego
zawierania między nimi umów, wypowiadania własnych opinii i poglądów,
stowarzyszania się według osobistych zainteresowań, potrzeb i interesów;
(…) na podstawie prawnie zagwarantowanego statusu mogą one brać udział
w sprawowaniu i kontroli władzy oraz podejmować inne formy aktywności
politycznej i publicznej z zamiarem manifestowania swojej podmiotowości
(…);
2) sieć autonomicznych instytucji społecznych, zrzeszeń i stowarzyszeń będących wyrazem dobrowolnych porozumień obywateli, ich dążenia do
zaspokojenia własnych interesów, samostanowienia i samorealizacji (aspekt
instytucjonalny); powstanie i rozwój tej sieci jest wyrazem urzeczywistniania przez społeczeństwo obywatelskie zasady reprezentacji, samorządności
i pluralizmu;
3) określony poziom świadomości moralno-politycznej, której poszczególne
wyznaczniki składają się na wzorce kultury obywatelskiej. Należą do nich:
tolerancja, poszanowanie zasad prawa, poczucie odpowiedzialności i lojalności wobec wspólnoty, okazywanie wzajemnego szacunku, taktu i zaufania
(aspekt aksjonormatywny)”20.
Rawls widzi obywatelskie nieposłuszeństwo jako dopełnienie konstytucyjnej
demokracji. Aczkolwiek jego zastosowanie prowadzi do konfliktu obowiązków.
„W demokratycznym społeczeństwie obywatelska decyzja o nieposłuszeństwie
prowadzi do konfliktu obowiązków, prawo do obrony czyjejś wolności i sprzeciwienie się niesprawiedliwości pozostaje w sprzeczności z obowiązkiem przestrzegania praw zaakceptowanych przez ustawodawczą większość”21. Jednak ów dylemat
każdy obywatel rozstrzyga samodzielnie według własnej wiedzy, poczucia sprawiedliwości, wrażliwości.
Podjąwszy decyzję o działaniu w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa,
konieczna jest, zdaniem Gandhiego, gotowość przyjęcia kary. „Obywatelskie nieposłuszeństwo jest przerażającym synonimem cierpienia”22 – napisze Gandhi na
20
K. Dziubka, L.M. Nijakowski, B. Schlachta, Idee i ideologie we współczesnym świecie, Warszawa
2008, s. 236.
21
R.G. Apressyan, op.cit.
22
„Young India”, kwiecień 1926, za: R.N. Iyer, op.cit., s. 278.
Obywatelskie nieposłuszeństwo w etyce Gandhiego…
177
łamach tygodnika „Young India” w kwietniu 1926 r. W opinii Mahatmy osoba
wtrącana do więzienia za pogwałcenie bądź niezastosowanie się do prawa powinna
przyjąć karę godnie. Pozwoli to odróżnić ją od pospolitego przestępcy. Dobrowolne
poddanie się karze „robi wrażenie zarówno na oponentach, jak i na społeczeństwie
w całości oraz pomaga promować prawdę poprzez zaangażowanie wszystkich stron
w dialektyczne poszukiwanie prawdy”23.
Odmienne stanowisko odnajdujemy w myśli liberalnej. W przeciwieństwie do
Gandhiego liberałowie akcentują to, że nieposłuszni powinni domagać się złagodzenia kary bądź zupełnego odstąpienia od jej wymierzenia24.
Dla lepszego zrozumienia samego pojęcia Gandhi przestawił różnice występujące pomiędzy cywilnym nieposłuszeństwem a jego kryminalną odmianą25.
Zasadniczą i pierwszą różnicę stanowi sam cel. Mianowicie obywatelskie nieposłuszeństwo nigdy nie dąży do zaprowadzenia jakiejkolwiek formy anarchii,
w przeciwieństwie do jego odmiany kryminalnej. Co równie istotne, w przypadku
obywatelskiego nieposłuszeństwa więzi się osobę za jej przekonania, natomiast
w drugim przypadku państwo siłą wtrąca do więzienia – inaczej narażone byłoby
na rozpad. Po trzecie, stosować obywatelskie nieposłuszeństwo można jedynie bez
użycia jakiejkolwiek formy przemocy, rozumianej jako: „spowodowanie obrażeń
cielesnych lub śmierci, podlegać jej – ex definitione – mogą zatem tylko i wyłącznie
ludzie (działanie mające na celu zniszczenie mienia, pogwałcenie prawa etc. przemocą nie jest)”26.
Gandhi uważał walkę bez używania przemocy za pewnego rodzaju credo: „Walka
bez przemocy jest moim wyznaniem wiary, oddechem mojego życia. Jednakże
zawsze przedstawiałem ją nie tylko jako wyznanie wiary, lecz jako metodę polityczną mającą rozwiązać problemy polityczne. Możliwe, że jest to metoda nowa,
nie traci przez to jednak swego politycznego charakteru”27. Zwraca na to uwagę
także Arun Gandhi – piąty wnuk Gandhiego, do 2008 r. dyrektor Instytutu Nieużywania Przemocy im. Gandhiego. Podkreślał on, iż walka bez użycia przemocy
to nie tylko nakaz moralny, ale także konieczność. „Chociaż Mahatma Gandhi
23
V. Haksar, The Right To Civil Disobedience, „Osgoode Hall Law Journal” 2003, nr 41, s. 412.
Por. ibidem, s. 413.
25
„Young India”, styczeń 1922, za: N.R. Iyer, op.cit., s. 277.
26
G. Sharp, Polityka działań bezprzemocowych. Opracowanie na potrzeby Szkoły Umiejętności
przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka na podstawie: G. Sharp, The Politics of Nonviolent Action,
s. 4, za: R. Skrzypiec, op.cit., s. 48.
27
S. Panter-Brick, Gandhi contre Machiavel, Paryż 1963, s. 36, za: J.-M. Muller, Strategia politycznego działania bez stosowania przemocy, Warszawa 1984, s. 18.
24
178
Kinga Rodkiewicz
podkreślał potrzebę duchowości w praktyce niestosowania przemocy, nie był to
dla niego jedyny powód tego, dlaczego wierzył, że nieużywanie przemocy musi być
sposobem na życie. Dla Gandhiego życie bez przemocy było praktyczną koniecznością”28. I chociaż – jak zwracają uwagę Thomas Weber i Robert J. Burrowes –
metody oparte na przemocy wydają się bardziej skuteczne i łatwiejsze, to jednak
metody nieodwołujące się do przemocy mogą być skuteczną bronią w osiąganiu
celów. Wśród powodów, dla których metody nonviolence mogą mieć zastosowanie,
autorzy wskazują na kilka zasadniczych: „Jest to »broń« dostępna dla każdego,
przerywa koło przemocy i kontrprzemoc, pozostawia otwartą możliwość zmiany,
zapewnia uwagę mediów (…) i jest najpewniejszą drogą zdobycia publicznej
sympatii”29.
Herngern z kolei podkreśla, iż przy wyborze metod nonviolence mamy do
czynienia z dwojakiego rodzaju argumentami, mianowicie etycznymi i praktycznymi. W ostatecznej decyzji wyboru metod działania przeważać powinny argumenty o charakterze praktycznym – metody powinny odnosić zamierzony skutek.
Herngern jednoznacznie odrzuca zastosowanie jakiejkolwiek formy przemocy,
twierdząc, iż „rzecznicy obywatelskiego nieposłuszeństwa, którzy dążą do kombinacji oporu obywatelskiego bez użycia przemocy i oporu na niej opartego, musieli
źle zrozumieć to pierwsze główne założenie nieposłuszeństwa”30.
Kampania obywatelskiego nieposłuszeństwa ciągnęła się w Indiach całe lata
dwudzieste, ale najbardziej znany jej epizod to tak zwany marsz solny. W 1930 r.
Gandhi zwrócił się z pisemną prośbą do lorda Readinga, by ten złagodził system
podatkowy, który godził przede wszystkim w chłopów. Wśród podatków największą uciążliwością charakteryzował się podatek solny. Gdy petycja nie odnosi żadnego rezultatu, Gandhi rozpoczyna 11 marca 1930 r. masową akcję obywatelskiego
nieposłuszeństwa. Wraz z kilkudziesięcioma zwolennikami wyrusza nad brzeg
morza, by tam uwarzyć grudkę soli, łamiąc w ten sposób brytyjski monopol na ów
towar. Każdego dnia marszu przyłączają się do nich kolejni zwolennicy. Gdy marsz
dociera do celu, na wybrzeże w Dandi, pochód ma już kilka tysięcy osób. Po
odmówieniu modlitw wydobyto grudkę soli z wody morskiej. Odtąd używając
prostych narzędzi, hinduscy chłopi warzyli małe ilości soli, by potem pod groźbą
kar sprzedawać je na lokalnych rynkach. Akcja satjagrahy przyniosła znakomity
28
A. Gandhi, Nonviolence – The Only Hope, http://www.gandhiinstitute.net/NonviolenceTheOnlyHope.pdf , odczyt z dn. 13.05.2010.
29
T. Weber, R.J. Burrowes, Nonviolence: An Introduction, http://www.nonviolenceinternational.
net/seasia/whatis/book.php, odczyt z dn. 12.02.2010.
30
P. Herngern, Podstawy obywatelskiego nieposłuszeństwa, Kraków 1997, s. 27.
Obywatelskie nieposłuszeństwo w etyce Gandhiego…
179
rezultat, między innymi dlatego, że pokazała społeczeństwu hinduskiemu, że
metody walki bez gwałtu mogą przynosić rezultaty. „Zakończenie akcji satjagrahy
wtedy tylko może być uznane za pomyślne, kiedy uczyni jej uczestników mocniejszymi na duchu, niż byli na początku”31. Gandhi, zapytany raz, co zrobiłby, stojąc
na czele rządu i mając do czynienia z ludźmi, którzy walczą, stosując obywatelskie
nieposłuszeństwo, odpowiedział, że powitałby ich i nazwał najlepszymi znawcami
konstytucji. Następnie uczyniłby z nich swych doradców, których zadanie polegać
miałoby na wytykaniu błędów i wskazywaniu właściwej drogi32.
Zastosowanie obywatelskiego nieposłuszeństwa wymaga odpowiedniej świadomości społecznej: zrozumienia sensu i celu w metodach walki bez przelewu krwi.
Niekiedy na skutek niezrozumienia owych ideałów lub też zachwiania wiary w ich
skuteczności dochodzić może do użycia siły. W marcu 1919 r. pod wpływem władz
brytyjskich uchwalone zostają tak zwane ustawy Rowlatta. Na ich mocy wyraźnemu ograniczeniu podlegają prawa obywatelskie Hindusów. Odtąd władze
kolonialne, zgodnie z prawem, mogły dokonywać aresztowań bez nakazu sądowego, a także zabraniać organizowania demonstracji. Gandhi wezwał więc społeczeństwo hinduskie do masowego hartalu, czyli strajku; wkrótce założył także
stowarzyszenie Satjagraha Saba. Jego członkowie zobowiązywali się do walki
z krzywdzącym prawem, używając tylko i wyłącznie metody nonviolence. Najwięcej zwolenników owej metody zamieszkiwało północną prowincję – Pendżab –
„krainę pięciu rzek”. Liczne demonstracje, marsze, pikiety spowodowały gwałtowną
reakcję władz brytyjskich. W pierwszej kolejności wysiedlono Kitchlewa i Satyapala
– znanych i cenionych przywódców antybrytyjskiego oporu. Działania władz
kolonialnych dały jednak następny powód do jeszcze liczniejszych wystąpień.
Około 30 tysięcy demonstrantów zebrało się w centrum miasta 10 kwietnia, by
pod budynkiem zarządu miejskiego domagać się powrotu przywódców. Tym razem
jednak władza postanowiła dać manifestującym nauczkę. Pojawiły się policja
i wojsko. Rozpoczęła się walka, w której zginęło kilku Anglików, a misjonarka
została pobita. W tym samym dniu w mieście zostaje wprowadzony stan wyjątkowy, sprowadzone zostają posiłki wojskowe pod dowództwem generała Dyera,
który dwa dni później ogłasza zakaz zebrań i demonstracji. Nie do wszystkich
jednak ów zakaz dotarł. 13 kwietnia przypadało święto Baisakhi – święto zbiorów,
najważniejszy dzień dla Sikhów. Uroczystości przebiegały głównie przy Świątyni
Złotej w Amritsarze. Zgromadziły około 20 tysięcy ludzi, którzy przyszli, by świę31
32
M.K. Gandhi, Autobiografia, czyli dzieje moich poszukiwań Prawdy, Warszawa 1974, s. 491.
Por. „Young India”, styczeń 1920, za: N.R. Iyer, op.cit., s. 286.
180
Kinga Rodkiewicz
tować. Wówczas generał Dyer wydał rozkaz otoczenia placu. Wojsko odcięło
wszystkie drogi ucieczki, zajmując nawet pozycje w ogrodach amritsarskich,
następnie rozpoczęło ostrzał. „Według nieoficjalnych obliczeń zabito wówczas
około tysiąca osób, a dwa razy tyle raniono. Oficjalne zaś cyfry mówiły o ponad
300 zabitych i 1 200 rannych”33.
W odpowiedzi na wydarzenia w Amritsarze coraz częściej dochodziło do
łamania zasad ahimsy – nieużywania gwałtu. Niszczono sklepy, zrywano druty
telegraficzne, niszczono linie kolejowe, zamordowano także urzędnika państwowego w Viramgan. Na wiecu w Czaupati Gandhi jeszcze raz podkreśla obowiązek
zastosowania zasad nieużywania przemocy: „Satjagraha jest zasadniczo bronią
ludzi prawych. Satjagraha wzywa do nieposługiwania się gwałtem i przemocą
i jeżeli ludność nie będzie stosowała się do tego wezwania zarówno w myślach, jak
w słowach i czynach, będę musiał zrezygnować z prowadzenia tej akcji”34. Po
zapoznaniu się z sytuacją na miejscu zdarzenia w Ahmadabadzie kampania biernego oporu zostaje zawieszona, a Gandhi nazywa ją: „pomyłką himalajską”. Okazało
się bowiem, że obywatelskie nieposłuszeństwo mogą wcielać w życie jedynie ci,
którzy zostali na taką kampanię w odpowiedni sposób przygotowani.
Na konieczność dojrzałości „nieposłusznych” zwraca także uwagę Ruben
G. Apressyan w referacie wygłoszonym w 1981 r. w Institute of Gandhian Studies:
„To, co Gandhi nazywa »pomyłką wielką jak Himalaje«, opierało się na decyzji
o rozpoczęciu kampanii obywatelskiego nieposłuszeństwa z ludźmi, którzy nie byli
przygotowani na taką kampanię duchowo i politycznie. Tylko osoba posłuszna
zasadzie praw jest zdolna do oceny, które prawo jest właściwe i sprawiedliwe,
a które niewłaściwe i niesprawiedliwe. Tak więc obywatelskie nieposłuszeństwo
powinno wypływać nie tylko z sensu protestu przeciwko niesprawiedliwości, ale
głównie z szacunku dla sprawiedliwości”35.
Liberałowie, tacy jak Rawls – podobnie jak Gandhi – zwracają uwagę na fakt
konieczności rozróżnienia pomiędzy posiadaniem prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa a rozsądnym korzystaniem z niego. Zatem tylko sprawiedliwy
powód oraz własne przekonanie może uzasadniać niepodporządkowanie się
zapisom prawa. Gdy założony cel obywatel jest w stanie osiągnąć bez łamania
prawa, odwoływanie się do obywatelskiego nieposłuszeństwa nie jest zasadne i nie
może być usprawiedliwione. Uznanie obywatelskiego nieposłuszeństwa za dopusz33
34
35
J. Warda, Mahatma Gandhi. Przywódca Indii, Warszawa 1968, s. 66.
M.K. Gandhi, Autobiografia…, s. 521.
R.G. Apressyan, op.cit.
Obywatelskie nieposłuszeństwo w etyce Gandhiego…
181
czalne niesie ze sobą konieczność tolerancji wobec zachowań sprzecznych z prawem. Owa pobłażliwość sądów, jak i opinii publicznej, może wypływać z kilku
przesłanek. Po pierwsze, działania w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa są
zawsze jawne – najczęściej władze są informowane o motywach danego działania.
Co więcej, niejednokrotnie mamy do czynienia z działaniami zbiorowymi, a więc
osoby dopuszczające się obywatelskiego nieposłuszeństwa działają w imieniu
poszanowania jedności określonej grupy. Warto także zauważyć, iż owa pobłażliwość może wynikać z przekonania, że sprzeciw wobec prawa może być słusznym
środkiem do osiągnięcia zamierzonego, w zamyśle sprawiedliwego i słusznego celu.
Całkowita tolerancja jednak wobec braku poszanowania prowadzić może do
wypaczenia idei obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jak bowiem podkreślał Gandhi,
a za nim choćby Raz, owe działania mają charakter akcydentalny i wymagają
poniesienia konsekwencji wynikających z braku poszanowania prawa. „Całkowita
tolerancja obywatelskiego nieposłuszeństwa ogólnie doprowadziłaby do jego
śmierci, jako że oznaczałaby, iż nieposłuszni nie byliby w stanie demonstrować ich
szczerości poprzez swoją gotowość poddania się karze”36.
Zdaniem Haksara w przypadku obywatelskiego nieposłuszeństwa konieczna jest
quasi-tolerancja. Oznacza to, że w niektórych przypadkach stosujący obywatelskie
nieposłuszeństwo będą mogli uniknąć kary. Jednakże quasi-tolerancja nie determinuje traktowania obywatelskiego nieposłuszeństwa w kategoriach quasi-prawa.
Gandhi, a za nim Rawls i Dworkin, akcentuje fakt posiadania przez każdego
człowieka prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa, nawet w liberalnych demokracjach37.
PODSUMOWANIE
ZAŁOŻEŃ FILOZOFICZNYCH GANDHIEGO
ETYCY ZWRACAJĄ UWAGĘ, że filozofia głoszona przez Gandhiego zawierała wiele
elementów nowych. Jako pierwszy przywódca wielkiego narodu miał odwagę
głosić zasadę ahimsy, która miała odnosić się także do działań na polu polityki.
36
V. Haksar, op.cit., s. 421.
Odmienne stanowisko zajmuje Raz, który dowodzi, że w liberalnych demokracjach obywatel
nie powinien posiadać prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Ustrój demokratyczny bowiem
wyposaża obywatela w szeroki zakres metod zgodnych z prawem, których użycie może skutecznie
prowadzić do określonego celu. Zatem obywatelskie nieposłuszeństwo w liberalnej demokracji traci
rację bytu. Zob. szerzej J. Raz, Autorytet Prawa, Warszawa 2000; V. Haksar, op.cit.
37
182
Kinga Rodkiewicz
Zasada wzajemnego poszanowania i życzliwości obecna była w kulturze ludzi od
czasów najdawniejszych, ale nikt przed Gandhim nie wykorzystał jej jako środka
prowadzącego do osiągania celów politycznych. „Wolno, gdy się działa we własnym
imieniu, wielkodusznie przebaczać, wolno liczyć się w działaniu z interesami
przeciwnika, oszczędzając mu cierpień nawet kosztem własnego cierpienia. Nikt
jednak przed Gandhim nie ośmielał się kierować tymi samymi zasadami wtedy,
gdy występował jako polityk stojący na straży interesów własnego kraju, w szczególności jako przywódca narodu walczącego o wolność”38. Kampania obywatelskiego nieposłuszeństwa przeprowadzona w zgodzie z zasadami ahimsy i satjagrahy
doprowadziła Indie do niepodległości.
To podejście – bezwarunkowego oparcia się na zasadach moralnych – zjednywało mu szacunek i poważanie również wśród przeciwników politycznych. Mimo
że uznawał niewielkie odstępstwa od zasad, które głosił, w zależności od konkretnej sytuacji niektóre z nich traktował jako absolutnie obowiązujące. Zalicza się do
nich zakaz podsycania nienawiści, stosowania kary śmierci, dopuszczania tortur
lub zmuszania do składania fałszywych zeznań, stosowania odpowiedzialności
grupowej czy też segregacji i dyskryminacji rasowej39.
Krytycy jego filozofii zarzucali mu występowanie sprzeczności w jego zasadach
moralnych oraz to, że sam się do nich nie stosuje. Ale już za życia sam Gandhi daje
odpowiedź na owe zarzuty: „Bynajmniej mi na tym nie zależy, abym się wydawał
konsekwentny. Nie pragnę zachować zgodności ze swoimi poprzednimi wypowiedziami, lecz pragnę być w zgodzie z Prawdą, tak jak mi się ona w danej chwili
przedstawia”40. Sam Mahatma narażał się na ostrze krytyki także dlatego, że
pozwolił, by jego prywatne życie całkowicie zespolić z działalnością publiczną.
Każdą decyzję – zarówno tę dotyczącą spraw rodzinnych, jak i państwowych –
podawał do wiadomości publicznej. „Mówią, że należę do wszystkich… Zgoda.
Ale w tym wypadku należy mnie przyjmować ze wszystkimi moimi wadami.
Jestem poszukiwaczem prawdy. Uważam swoje doświadczenia za o wiele ważniejsze od najlepiej wyekwipowanej wyprawy w Himalaje”41.
W stolicy Indii – Delhi – na ścianie Muzeum Mahatmy Gandhiego zostało
umieszczone zdanie, które sam wypowiedział Ojciec Narodu: „Życie moje było
38
39
40
41
I. Lazari-Pawłowska, Etyka Gandhiego…, s. 248.
Ibidem, s. 198.
Ibidem, s. 17.
C. Clement, op.cit., s. 66.
Obywatelskie nieposłuszeństwo w etyce Gandhiego…
183
otwartą księgą. Nie mam tajemnic”. I właśnie tym brakiem tajemnic narażał się na
krytykę swych przeciwników, którzy komentowali każde jego działanie.
Współcześnie liberałowie, tacy jak Rawls, Dworkin czy Raz, interpretują obywatelskie nieposłuszeństwo jako stały element systemów politycznych. Dla Rawlsa
i Dworkina, podobnie jak dla Gandhiego, „nieposłuszni” mają prawo do obywatelskiego nieposłuszeństwa również w państwach liberalnej demokracji. Sprzeciw
wobec prawa wynikający z przekonań moralnych i mający u podstaw sprawiedliwy
powód nie tylko zasługuje na tolerancję ogółu, ale i szacunek. Obywatelskie nieposłuszeństwo bowiem – zdaniem owych liberałów – pozwala na ewoluowanie
systemu politycznego w kierunku większej sprawiedliwości. Działania bezprzemocowe o charakterze obywatelskiego nieposłuszeństwa nie powinny być tłumione
przez państwo, gdyż podejmujący je wyrażają zgodę na sankcje prawne za występowanie wbrew prawu. W opozycji do Rawlsa i Dworkina występuje Raz, który
dowodzi, że w systemie demokracji liberalnej obywatelskie nieposłuszeństwo traci
rację bytu ze względu na szeroki zakres dostępnych legalnych metod działania.
Co więcej, liberałowie opowiadają się za usprawiedliwieniem łamania zapisów
prawa w sytuacji wypełnienia określonych warunków, z których na plan pierwszy
wysuwa się wewnętrzna motywacja, tj. sprawiedliwy powód. Dla Gandhiego
oczywistym był fakt sprzeciwu wobec niesprawiedliwości. Za Thoreau przekonuje:
„W takim państwie, w którym rząd niesprawiedliwie więzi ludzi, jedynym miejscem dla sprawiedliwego człowieka jest też więzienie”42.
Odmiennie od Gandhiego dzisiejsza myśl liberalna domaga się pobłażliwości
systemu sądowego oraz opinii publicznej dla działań w duchu civil disobedience.
U źródeł oporu wobec prawa leżą bowiem zupełnie odmienne przesłanki aniżeli
te, które determinują działania pospolitych przestępców. Gandhi z kolei udowadniał, iż gotowość przyjęcia kary jest niezbędnym elementem sprzeciwu wobec
prawa.
42
H.D. Thoreau, Obywatelskie nieposłuszeństwo, Poznań 2006, s. 37.
184
Kinga Rodkiewicz
Civil Disobedience
in Ghandi’s Ethics and Contemporary Liberal Thought
MAHATMA GANDHI USED to say that he didn’t create anything new because the rules he
propagated were “as old as the hills”. The features of behaviour, which were named later by
Henry David Thoreau as civil disobedience, can be found in each epoch and in almost
every country all over the world. Gandhi is called “the master of freedom” thanks to the
rules he followed during his whole life – ahimsa (to do no harm) and satjagraha (holding
on to truth). To those principles he conformed his political activity and private life. According to him, only people who decide to follow the Truth and reject violence are able to use
civil disobedience as a tool of some changes. Nonviolence methods – noncooperation,
marches, protests, boycotts, public speeches and many more led India to freedom. Gandhi’s
strong belief in civil disobedience as a tool of moral fight against the enemy brought the
success. Today’s liberals like Rawls and Dworkin strongly believe that there should be
a place for civil disobedience in liberal democracy. According to them, nonviolent acting
against law is a great tool for not only an opposition but also for an ordinary citizen in
changing a political system to be much more just.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Łukasz Gemziak
KONCEPCJA SKANDOSŁAWII
DYMITRA LICHACZOWA
CZYM JEST SKANDOSŁAWIA?
KONIEC XX W. był okresem obfitującym w znaczące przemiany o charakterze
społeczno-politycznym, w dużej mierze związane z upadkiem zimnowojennego
porządku. Wraz z rozpadem Związku Radzieckiego dobiegła końca pewna epoka,
która tym samym dała asumpt do rozważań nad dalszymi losami społeczeństwa
i kultury rosyjskiej.
Odpowiedzi dotyczącej przyszłości Rosji starał się udzielić również Dymitr
Lichaczow, rosyjski literaturoznawca i badacz kultury, który zaproponował ciekawe spojrzenie na kulturę, historię oraz geografię swojego kraju1. Jego koncepcja, określająca Rosję mianem Skandosławii2, próbuje na nowo zinterpretować
szereg faktów dotyczących rosyjskiej, czy też ruskiej przeszłości. Zadaniem, jakie
stawia przed sobą Lichaczow, wydaje się być uwolnienie swojej ojczyzny od
szeregu utartych, lecz nieprawdziwych poglądów, przywrócenie jej należnego
miejsca w kulturze europejskiej oraz zerwanie z poczuciem misji, szczególnej roli,
1
A. de Lazari, V Goněc, Skandosławia, (w:) Idee w Rosji. Leksykon rosyjsko-polsko-angielski, red.
A. de Lazari, t. 2, Łódź 1999, s. 296.
2
Dymitr Lichaczow trzon swojej koncepcji zaprezentował po raz pierwszy w 1989 r. na konferencji
bizantynistów w Moskwie, gdzie wystąpił z wykładem Историческое самосознание и культура
России. Podstawę dla przeanalizowania fundamentalnych założeń idei Skandosławii stanowią trzy
artykuły opublikowane przez Lichaczowa na łamach czasopisma „Новый мир”: О русской
интелигенции (nr 2, 1993, s. 3–9); Нельзя уйти от самих себя. Историческое самосознание
и культура России (nr 6, 1994, s. 113–120) oraz Культура как целостная среда (nr 8, 1994, s. 3–8)
Przejawy takiego spojrzenia na kwestię rosyjskiej historii, kultury i geografii można zauważyć również
we wcześniejszych pracach autora dotyczących literatury, historii i kultury Rusi (Rosji). Wydaje się, iż
w tej materii nie sposób oddzielić prac badawczych od jego publicystyki.
186
Łukasz Gemziak
jaką ma do spełnienia ten kraj. Spojrzenie na historię, geografię oraz kulturę przez
pryzmat Skandosławii ma doprowadzić do przewartościowania rozmaitych
kwestii, co w efekcie skutkować będzie nowym, nie determinowanym żadnymi
irracjonalnymi czynnikami podejściem do zagadnienia przyszłości narodu
rosyjskiego. Lichaczow tłumaczy teraźniejszość odwołując się do przeszłości,
projektując zarazem przyszłość.
Koncepcja Skandosławii przedstawia spójną wizję rzeczywistości, która spełnia
określone funkcje. Lichaczow pokazuje, że dla rozwoju Rosji najważniejsza była
oś Północ – Południe, nie zaś dominująca w intelektualnej tradycji tego kraju oś
Wschód – Zachód. Położenie pomiędzy Europą a Azją jest tylko geograficzne, czy
wręcz „kartograficzne”3. Skandosławia, czy Skandobizancjum, natomiast to termin
odpowiedni dla scharakteryzowania losów rosyjskiej kultury i historii.
Cel stawiany przez Lichaczowa jest jednak szerszy. Przeciwstawia się on ideom,
które nie tylko wypaczają, bądź mylnie interpretują fakty dotyczące przeszłości
Rosji, lecz także przyczyniają się do rozwoju nacjonalizmu. Szczególnie dużo
miejsca poświęca eurazjatyzmowi, który ze względu na swoje nacjonalistyczne
podłoże oraz popularność we współczesnej Rosji jest szczególnie niebezpieczny.
Idea Skandosławii proponuje racjonalne podejście do kwestii historii Rosji,
zgodnie z którym kraj ten jest postrzegany jako zwykły podmiot polityczny.
Porzucona zostaje perspektywa misjonistyczna, charakterystyczna np. dla eurazjatyzmu4.
Kolejnym celem Skandosławii jest próba przeanalizowania i uporania się z rosyjskimi kompleksami wobec Zachodu. Lichaczow pojmuje kulturę swojego kraju
jako część dziedzictwa europejskiego, zaś wpływ Wschodu stanowi tylko niewielki
ułamek tożsamości rosyjskiej5. Autor podąża tu ścieżką wyznaczoną przez okcydentalistów, przy czym czyni to w sposób oryginalny: wykazując znaczenie
wpływów z Północy i Południa – które de facto mają charakter europejski.
Kluczem do zrozumienia koncepcji Skandosawii jest jej odpowiednie umiejscowienie w tradycji rosyjskiej myśli społeczno-politycznej. Wykazanie, że analizowana idea – zarówno w swoim proeuropejskim nastawieniu, jak i przez odwołania
do pojęć, wypracowanych w opozycji do tradycji słowianofilskiej (czy raczej sło-
3
4
5
Д. Лихачев, Культура…, s. 7.
I. Massaka, Eurazjatyzm. Z dziejów rosyjskiego misjonizmu, Wrocław 2001, s. 14.
Д. Лихачев, Культура…, s. 7.
Koncepcja Skandosławii Dymitra Lichaczowa
187
wianofilizujacej)6 – znajduje się w okcydentalistycznym paradygmacie myśli
rosyjskiej, stanowi cel niniejszego artykułu.
NORMALNE SPOJRZENIE7, CZYLI PÓŁNOC – POŁUDNIE
JAK ZAUWAŻA YIFU Tuan, przestrzeń jest abstrakcyjnym terminem określającym
złożony zespół pojęć. Ludzie poszczególnych kultur różnią się sposobem klasyfikowania świata, wartościami, jakie przypisują jego częściom. Podstawowe zasady
organizacji przestrzennej wynikają z postawy i struktury ludzkiego ciała oraz
relacji między ludźmi8. Umiejscowienie przez Lichaczowa Rosji między kulturami
Północy a Południa, jest oryginalne, nie stanowi jednak zupełnego novum, zarówno
w rosyjskim, jak i szerszym, europejskim kontekście.
Dla mieszkańców Grecji świat dzielił się na dwie nieprzenikalne części: grecką
i barbarzyńską. Część barbarzyńska, północna, uznawana była za obszar gorszy,
mniej ludzki9. W odróżnieniu od greckiej wizji świata koncepcja Lichaczowa nie
opiera się na dwóch przeciwstawnych kulturach. Rosja nie jest ani Północą ani
Południem. Stanowi efekt zmieszania się wpływów tych dwóch cywilizacji. Opozycja Północ – Południe była równie ważna w starożytnym Rzymie, jednakże limes
stanowiąc wyraźną granicę pomiędzy dwoma światami, nie był tak nieprzenikniony. Wynikało to z zainteresowania Rzymian towarami znajdującymi się poza
Cesarstwem10. W pewnym sensie kontynuatorami greckich oraz rzymskich koncepcji podziału świata byli także historiografowie bizantyjscy oraz średniowieczni
6
Takie rozumienie okcydentalizmu (jako prozachodniej orientacji intelektualnej oraz nurtu
w myśli rosyjskiej z lat czterdziestych XIX w.) proponuje Ernest Wyciszkiewicz. Zob. E. Wyciszkiewicz, Współczesna Rosja wobec Zachodu, Łódź 2003, s. 16. O pojęciach kluczowych dla myśli okcydentalistycznej w jej klasycznej wersji zob. В. Щукин, Русское западничество. Генезис – сущность
– историческая роль, Łódź 2001, s. 139–145.
7
Dymitr Lichaczow proponuje normalne spojrzenie na sprawy Rosji: „Jestem zwolennikiem normalnego spojrzenia na Rosję (…). Myślę, że czytelnik w końcu zrozumie czym jest takie»„normalne
spojrzenie«, w jakich cechach rosyjskiego charakteru narodowego zostały ukryte prawdziwe przyczyny
naszej teraźniejszej, tragicznej sytuacji”. Zob. idem, Нельзя уйти от…, s. 113. (Wszystkie tłumaczenia
cytowanych fragmentów artykułów Lichaczowa zostały wykonane przeze mnie – Ł.G. )
8
Y. -F. Tuan, Przestrzeń i miejsce, tłum. A. Morawińska, Warszawa 1987, s. 51.
9
H. Samsonowicz, Północ – Południe, Wrocław 1999, s. 7. Autor zaznacza, że podział na część
grecką i barbarzyńską – południową i północną – nie jest pełną wizją greckiego świata. Uproszczona
koncepcja starożytnego greckiego świata zawierała w sobie trzy części: Grecję, świat kultur obcych
(Asyria, Egipt, później Persja) oraz barbarzyńców.
10
Ibidem, s. 16–17.
188
Łukasz Gemziak
z Półwyspu Apenińskiego i Iberyjskiego11. Wszystkie te idee miały pośredni wpływ
na ukształtowanie się poglądów Lichaczowa. Niewątpliwą rolę w tym procesie
odegrała także teoria normańska. Za jej twórców uważani są uczeni niemieccy
z XVIII w.: Gottlieb Bayer, Gerard Müller oraz August Schlözer. Wszyscy przebywali w Rosji i prowadzili tam swoje badania12. Według nich państwo ruskie
powstało w wyniku działania czynników zewnętrznych. Skandynawscy Waregowie
zostali uznani za twórców podstaw organizacyjnych księstwa kijowskiego. Do
argumentów świadczących na korzyść teorii należy zaliczyć skandynawskie pochodzenie imion pierwszych książąt klanu Rurykowiczów13, znajdującą się w Powieści
minionych lat wzmiankę o zaproszeniu skandynawskiego władcy Ruryka na ziemie
słowiańskie oraz tezę o pochodzeniu nazwy Ruś14.
Jeden ze wspomnianych uczonych niemieckich, Schlözer, zasłynął przede
wszystkim jako badacz staroruskich latopisów, zaś jego najbardziej znanym dziełem
jest Nestor. Ruskie latopisy w języku starosłowiańskim, zebrane, przetłumaczone
i objaśnione15. Schlözer zwrócił uwagę, iż mnich Nestor, domniemany autor Powieści lat minionych, opisuje w swoich latopisach plemiona zamieszkujące Ruś, dla
których pojawienie się monarchy i przyjęcie chrześcijaństwa było kluczowym
czynnikiem podnoszącym poziom wykształcenia oraz pomagającym lepiej zorganizować społeczeństwo16. Niemiecki uczony podkreślił znaczenie wpływu Bizan11
A. de Lazari, V. Goněc, op.cit., s. 298.
L. Bazylow, Historia Rosji, Wrocław 1975, s. 23. To właśnie ci uczeni wprowadzili kwestię
normańską do badań nad historią kształtowania się Rusi. Rosyjski historyk Wsiewołod Mierkułow
zwraca jednak uwagę na fakt, że zagadnienie normańsko-ruskich stosunków pojawiło się w niemieckiej historiografii już pół wieku przed sporami wokół wyników badań zaprezentowanych przez
Müllera i pozostałych twórców teorii normańskiej. Podkreśla również, że kwestia ta pozostaje w Rosji
praktycznie niezbadana. Zob. В. Меркулов, Варяго-русский вопрос в немецкой историографии
первой половины XVIII в., „Мир истории” 2002, nr 7, http://www.historia.ru/2002/07/merkulov.
htm, odczyt z dn. 10.03.2010.
13
Por. Wikingowie rządzili Rusią tysiąc lat temu. Wywiad z profesorem Władysławem Duczko,
„Dziennik Polska Europa Świat”, 29.01.2007, s. 36–37; А. Кузьмин, Древнерусские имена и их
параллели, (w:) idem, Откуда есть пошла Русская земля, t. 2, Москва 1986, s. 639–654.
14
W opozycji do tej teorii ukształtowała się koncepcja antynormańska o zupełnie przeciwnych
tezach. Teoria ta podkreśla dominującą rolę Słowian w procesie tworzenia państwa ruskiego. W skrajnych przypadkach negowała jakąkolwiek obecność Waregów na ziemiach ruskich. Obydwie teorie
niejednokrotnie były wykorzystywane do celów politycznych czy też ideologicznych.
15
Praca ta powstała w języku niemieckim, jej tytuł w języku rosyjskim brzmi: Нестор. Русские
летописи на древнеславянском языке, сличенные, переведенные и объясненные А. Шлецером.
16
С. Соловьев, Шлецер и антиисторическое направление, http://author-smsolovyov.ru/index.
php?wh=p00042&pg=1, odczyt z dn. 03.03.2011. Artykuł pojawił się po raz pierwszy w czasopiśmie
„Русский вестник” 1857, nr 3–4, s. 431–480.
12
Koncepcja Skandosławii Dymitra Lichaczowa
189
cjum oraz zgodził się z Nestorową wizją czynnika normańskiego w historii Rusi.
W ten sposób kraj ten można postrzegać jako czerpiący z dwóch kultur, dwóch
cywilizacji: północnej – normańskiej oraz południowej – bizantyjskiej. Do kontynuatorów badań Schlözera należeli m.in. Mikołaj Polewoj oraz Sergiusz Sołowjow.
Historykiem czerpiącym z dokonań badacza staroruskich latopisów był również
Mikołaj Karamzin. Jego monumentalne dzieło Historia państwa rosyjskiego spotkało się z szerokim odzewem ze strony społeczeństwa rosyjskiego XIX w.
Lichaczow zwracając uwagę na wpływy, jakim podlegało kształtujące się państwo
ruskie, podkreśla znaczenie pogańskiej kultury Skandynawii oraz jej oddziaływanie na ustrój państwowy Rusi, który w XI–XIII w. stanowił wspólną władzę księcia
i wiecu ludowego17. Taka forma rządów powstała na skutek połączenia charakterystycznej dla ludów północnogermańskich drużyn książęcych z odwiecznie
funkcjonującym na Rusi wiecem18. Lichaczow zaznacza, iż nie może być mowy
o stworzeniu przez Waregów państwa ruskiego, gdyż ziemie szwedzkie jeszcze
w XIII w. nie miały charakteru państwa w pełnym tego słowa znaczeniu, stanowiły
jedynie grupę dość luźno powiązanych ze sobą organizacji protopaństwowych
połączonych osobą króla19. Waregowie nie mogli zatem przekazać czegoś, czego
sami nie posiadali, mogli jednak wywrzeć wpływ na kształtowanie się państwa
ruskiego.
Twórca idei Skandosławii powołuje się na legendę o zaproszeniu władcy normańskiego na ziemie ruskie20. Zwraca również uwagę na fakt, że zaproszenia
dokonały plemiona słowiańskie razem z ugrofińskimi. Lichaczow podkreśla w ten
sposób wielokulturowość tych terenów i zaznacza, że ówczesną Ruś należy określić
mianem Skandosławii z powodu faktu łączenia w sobie najważniejszych ówczesnych kultur regionu. Wymienia także pięć zasadniczych kierunków kulturowego
wpływu oddziałujących na Słowian Wschodnich (Bizancjum, Bułgaria, Skandynawia, Finowie i ludy stepowe)21.
17
Próbę wspólnego ujęcia kwestii ustroju polityczno-społecznego plemion germańskich i słowiańskich podejmuje Karol Modzelewski, nawiązując do badań Reinharda Wenskusa, który postulował uznanie plemion celtyckich, germańskich, słowiańskich i bałtyckich za jeden krąg kulturowy.
Zob. K. Modzelewski, Barbarzyńska Europa, Warszawa 2004, s. 12.
18
Д. Лихачев, Нельзя уйти от…, s. 114.
19
Ibidem.
20
O innych źródłach dotyczących wpływu normańskiego zob. W. Duczko, Ruś Wikingów. Historia
obecności Skandynawów we wczesnośredniowiecznej Europie Wschodniej, tłum. N. Kreczmar, Warszawa 2006, s. 17–54.
21
Zob. Д. Лихачев, Поэтика древнерусской литературы, Москва 1979, s. 6–13; idem,
Развитие русской литературы X-XVII веков. Эпохи и стили, Ленинград 1987, s. 38–39.
190
Łukasz Gemziak
Koncepcja Skandosławii w znacznej części akceptuje założenia teorii normańskiej, co niesie za sobą określone skutki. Podstawowym z nich jest niechęć do
postrzegania Rosji jako zamkniętego na inne kultury (poza narzuconą przez
Tataro-Mongołów kulturę wschodnią) kraju. Sprzeciwia się tym samym postrzeganiu Rosji jako tworu czysto słowiańskiego, na poziomie ideologicznym zaś
występuje przeciwko nacjonalizmowi. Lichaczow bowiem nie jest tylko zdystansowanym historykiem, lecz interpretuje dzieje i szuka w nich sensu, odchodząc
przeto od klasycznie pojmowanej nauki na rzecz ustaleń o charakterze historiozoficznym. Zarówno więc zwolennicy, jak i przeciwnicy teorii normańskiej nie
uniknęli pewnych ideologicznych uwikłań22.
Najważniejszy wpływ z Południa na Ruś Kijowską wywarł przyjęty w 988 roku
chrzest z Bizancjum. Nie oznacza to, że wcześniejsze kontakty nie istniały. Miały
jednak charakter przede wszystkim handlowy, z czasem dopiero poszerzając swój
zakres o inne dziedziny życia, przy czym, wraz z umacnianiem się Rusi, nie zawsze
miały charakter pokojowy23.
Chrystianizacja Księstwa Kijowskiego przeprowadzona przez Włodzimierza
Wielkiego za pośrednictwem Konstantynopola była decyzją pragmatyczną. Jednolita religia monoteistyczna stwarzała lepsze warunki do rozwoju państwa niż
niespójne i różnorodne wierzenia pogańskie. Wraz z chrześcijaństwem na tereny
Rusi Kijowskiej zawędrowała nowa kultura materialna, obyczaje i światopogląd.
Michaił Heller zauważa, że chrześcijaństwo nałożyło się na istniejącą, stosunkowo
słabo rozwiniętą polityczną i społeczną strukturę Rusi Kijowskiej, dając jej prócz
religii model systemu organizacji państwa24.
22
Benedyk Zientara pisze: „Patriotyczni i nacjonalistyczni historycy rosyjscy nie mogli znieść
myśli o założeniu państwa w drodze podboju i kwestionowali wartość źródeł, mówiących o normańskim pochodzeniu dynastii, grupy rządzącej, elementów ustroju, prawa, kultury”. B. Zientara, Dawna
Rosja. Despotyzm i demokracja, Warszawa 1995, s. 21. Cyt. za: E. Wyciszkiewicz, op.cit., s. 13. Teoria
normańska wzbudzała także wiele emocji wśród historyków radzieckich. Zob.: Д. Авдусин,
Неонорманистские измышления буржуазных историков, „Вопросы Истории” 1953, nr 12,
s. 114–120; idem, Современный антинорманизм, „Вопросы Истории” 1988, nr 7, s. 23–34;
И. Дубов, Спорные вопросы этнической истории северо-восточной Руси IX–XIII веков,
„Вопросы Истории” 1990, nr 5, s. 15–27.
23
L. Bazylow, op.cit., s. 24.
24
M. Heller, Historia imperium rosyjskiego, tłum. E. Melech, T. Kaczmarek, Warszawa 2005, s. 33.
Koncepcja Skandosławii Dymitra Lichaczowa
191
ŻADNEJ SZCZEGÓLNEJ MISJI ROSJA NIE MIAŁA
I NIE MA DO SPEŁNIENIA!25
KOLEJNYM KROKIEM W DRODZE do racjonalnego odbierania historii jest uświadomienie Rosjanom, w jaki sposób cechy narodu rosyjskiego determinowały
i determinują ich rzeczywistość. Jedną z kategorii mitologii narodowej, która nie
ma jednoznacznego odpowiednika w rzeczywistości jest pojęcie „duszy rosyjskiej”,
określające typowe dla Rosjan cechy charakteru26, nadając im interpretację
mistyczną27. Za jedną z najważniejszych przyczyn złożoności dziejów ojczyzny
Lichaczow uważa niespójne, pełne sprzeczności zachowanie Rosjan: „Krzyżują się
w nim (w rosyjskim charakterze narodowym – Ł.G.) (…) religijność ze skrajną
bezbożnością, (…) praktycyzm z zupełną bezradnością wobec okoliczności
zewnętrznych, gościnność z wrogim usposobieniem wobec ludzi, narodowe
samoopluwanie z szowinizmem, nieumiejętność walczenia z niespodziewanie
pojawiającymi się znakomitymi przejawami niezłomnej waleczności”28.
Sprzeczność nie jest jedyną cechą, która determinuje rosyjską historię. Inne
z nich to: brak litości, skłonność do poświęceń oraz do zajmowania skrajnych
pozycji. To właśnie radykalność postaw połączona z całkowitą łatwowiernością
spowodowała pojawienie się w historii rosyjskiej wielu samozwańców oraz doprowadziła do zwycięstwa bolszewików.
Jednakże Lichaczow walczy przede wszystkim z misjonizmem. Idea Moskwy –
Trzeciego Rzymu, stworzona przez ihumena Filoteusza na początku XVI w., stanowi archetyp rosyjskiego nacjonalizmu. Twierdzenie, że Bóg nagrodził Świętą
Ruś oraz powierzył jej obronę prawowiernej religii chrześcijańskiej, czyli Prawosławia29, legło u podstaw poczucia misji, jaką naród rosyjski ma do spełnienia.
I mimo że przez wieki cel tej misji nieustannie się zmieniał, nierzadko podporząd25
Śródtytuł został zaczerpnięty z artykułu Lichaczowa. Zob. Д. Лихачев, Нельзя уйти
от…, s. 119.
26
W. Szczukin, Dusza rosyjska, (w:) Idee w…, t. 2, s. 276. Kwestia duszy rosyjskiej jest popularnym
przedmiotem badań. Zobacz np. A. Walicki, Filozofia prawa rosyjskiego liberalizmu, Warszawa 1995,
s. 17–26. (Autor omawia tę kwestię w kontekście rosyjskiej tradycji prawniczej.); Dusza polska i rosyjska. Od Adama Mickiewicza i Aleksandra Puszkina do Czesława Miłosza i Aleksandra Sołżenicyna,
red. A. de Lazari, Warszawa 2004; Dusza polska i rosyjska. Spojrzenie współczesne, red. A. de Lazari,
R. Bäcker, Łódź 2003.
27
W. Szczukin, Dusza…, s. 278.
28
Д. Лихачев, Нельзя уйти от…, s. 119.
29
A. de Lazari, Czy Moskwa będzie Trzecim Rzymem. Studia o nacjonalizmie rosyjskim, Katowice
1995, s. 9.
192
Łukasz Gemziak
kowując się interesom imperialnym, to jednak świadomość jej istnienia ukształtowała rosyjski sposób pojmowania rzeczywistości30.
Lichaczow sprzeciwia się misjonistycznej interpretacji tragicznych wydarzeń
XX w., które odcisnęły swoje piętno także na ludności rosyjskiej: „Rosja wypełnia
swoją misję – ostrzec świat przed zgubnością sztucznych, państwowych i społecznych, tworów; pokazać nierealność a nawet katastroficzność socjalizmu, w stosunku
do którego nadzieję żywili »postępowi« ludzie, szczególnie w XIX w. To nieprawdopodobne! Nie wierzę nawet w jedną setną, jedną tysięczną część dobroczynności takiej »misji«”31.
Misjonizm stanowi jeszcze jeden stereotyp, któremu uległo społeczeństwo
rosyjskie. Wypełnianie tego typu zadań nie stanowi obowiązku Rosjanina, choć
z drugiej strony uzasadnia jego postępowanie. Lichaczow jest pewien, że Rosja nie
miała i nie ma do spełnienie żadnej szczególnej misji. Jako zwolennik racjonalizmu,
nie zgadza się na to aby wiara, bądź wyobrażenie decydowały o losach jego ojczyzny. Misja nie istnieje, a Rosjanie powinni przestać się usprawiedliwiać. W misjonizmie zawierają się niemal wszystkie cechy kształtujące charakter narodowy
Rosjan. Również on składa się z przeciwieństw. Z jednej strony mamy do czynienia
z chęcią poświęcenia się dla innych; z drugiej zaś, powodowane poczuciem przynależności do wyjątkowej, wybranej grupy, daje o sobie znać poczucie wyższości,
które silnie wiąże się z nacjonalizmem. Koncepcja Skandosławii neguje misjonizm,
gdyż uważa go za ważną składową nacjonalizmu rosyjskiego.
Lichaczow świadomie nie podejmuje bezpośredniej walki z postawami nacjonalistycznymi, doskonale zdając sobie sprawę z ich różnorodności. Przeciwstawienie się misjonizmowi jest celowym zabiegiem, który uderza w podstawy tego typu
ideologii. Strategia ta jest uzasadniona, gdyż jak zauważa Andrzej de Lazari: „Tym,
co łączy nacjonalizm rosyjski, jest swoista interpretacja historii, odnajdywanie
w niej »dowodów« dla uzasadnienia tezy o szczególnym posłannictwie My-narodu,
My-państwa lub My-narodu-religii w zbawieniu świata lub zaprowadzenia w nim
»sprawiedliwego«, rosyjskiego, porządku”32.
Jedynym współczesnym nacjonalizmem rosyjskim, którego znaczenie akcentuje
Lichaczow jest eurazjatyzm. Czyni to zapewne z powodu jego wzrastającej popularności oraz „geograficznej konkurencyjności” wobec Skandosławii.
30
O wpływie koncepcji Moskwy – Trzeciego Rzymu na inne idee rosyjskie zob. ibidem, s. 9–17.
Д. Лихачев, Нельзя уйти от…, s. 118–119.
32
A. de Lazari, Współczesny nacjonalizm rosyjski i prawosławie, „Acta Universitatis Nicolai Copernici. Nauki Humanistyczno-Społeczne, Studia Rosjoznawcze” 1996, nr 3, z. 310, s. 56.
31
Koncepcja Skandosławii Dymitra Lichaczowa
193
W kontekście krytyki rosyjskiego misjonizmu ważną rolę odgrywa odmienna
interpretacja faktów związanych z powstaniem idei Moskwy – Trzeciego Rzymu.
Lichaczow, uważa iż stworzenie koncepcji agresywnego moskiewskiego imperializmu w Pskowie, który nie podlegał wówczas Moskwie, jest co najmniej dziwne.
Cesarz bizantyjski był jedynym na świecie zwierzchnikiem Cerkwi. Wobec upadku
Konstantynopola rosyjskiej Cerkwi potrzebny był inny protektor. Został nim
władca moskiewski, gdyż wówczas nie istniał jakikolwiek inny monarcha prawosławny. Scedowanie władzy nad Kościołem prawosławnym na cara to naturalny
efekt ówczesnych wyobrażeń o jedności wyznawców prawosławia33. Przeto nie
mogło być mowy o imperialistyczno-misjonistycznych pobudkach. Lichaczow
zauważa, że analizowana doktryna nie uzyskała uznania w oczach XVI-wiecznych
władców Rosji. Dopiero późniejsze stulecia przyniosły jej przyjęcie. Jednocześnie,
wymowa tej koncepcji nabrała szerszego, politycznego wymiaru34 i zdeterminowała
pojmowanie własnej tożsamości przez Rosjan.
Ukazanie rosyjskiego charakteru narodowego nie jest zadaniem prostym. Sami
Rosjanie niejednokrotnie spierają się o zestaw cech, które można by uznać za
charakterystyczne dla nich samych35. Termin „charakter narodowy” używany jest
częściej jako metafora niż kategoria badawcza, gdyż zawiera zbyt wiele przeszkód
natury teoretyczno-metodologicznej, by mógł być pożyteczny poznawczo36. Nie
świadczy to bynajmniej o zupełnej nieprzydatności tego pojęcia. Rosyjski charakter narodowy uważać można bowiem za część zaprogramowania kulturowego.
Również Lichaczow jest świadomy tego, że tożsamość danego narodu nie zawsze
jest determinowana przez czynniki w pełni racjonalne i mające największy wpływ
na ludzkie zachowanie oraz świadomość. Lichaczow podejmuje ryzykowną próbę
ukazania Rosjanom zupełnie niezauważonych przez nich cech charakteru, szczególnie zaś wyróżnia łatwowierność. Czasami występuje ona w formie ufności,
innym zaś razem doprowadza do stworzenia niepoważnych planów ekonomicznego i państwowego wybawienia37. Podobnie jak większość istotnych cech narodu
rosyjskiego łatwowierność oparta jest na sprzeczności. Lichaczow zauważa jednak,
33
Д. Лихачев, Нельзя уйти от…, s. 116.
Ibidem.
35
Książką, która w ostatnich latach wzbudziła w tej kwestii najwięcej emocji jest Encyklopedia
duszy rosyjskiej Wiktora Jerofiejewa. Zob. W. Jerofiejew, Encyklopedia duszy rosyjskiej: romans z encyklopedią, tłum. A. de Lazari, Warszawa 2004.
36
S. Bednarek, Charakter narodowy w koncepcjach i badaniach współczesnej humanistyki, Wrocław 1980, s. 3.
37
Д. Лихачев, Нельзя уйти от…, s. 119.
34
194
Łukasz Gemziak
że cecha ta o wiele częściej występuje w swoim pejoratywnym wariancie: „(Łatwowierność – Ł.G. ) to wiara w los występująca w formie nieufności do samego siebie
i wiara w swoje przeznaczenie. (…) Czasami to wiara w obcokrajowców, a czasami
szukanie w tychże obcokrajowcach sprawców wszystkich nieszczęść. (…) Oni
(Rosjanie – Ł.G. ) gotowi są głodować, cierpieć, a nawet iść na samospalenie (…)
dla swojej wiary, swoich przekonań, dla idei”38.
Zwraca uwagę fakt połączenia łatwowierności z innymi cechami rosyjskiego
charakteru narodowego. Wiara w przeznaczenie wskazuje na chęć poszukiwania
usprawiedliwień dla swoich czynów, zrzucanie odpowiedzialności za swoje postępowanie, swoistą „ucieczkę od wolności”39. Rosjanin z łatwością daje się zniewolić
wszelkim poglądom i ideom, od razu zajmując skrajne stanowisko. Takie postępowanie można tłumaczyć chęcią zrzucenia z siebie ciężaru samodzielnych decyzji.
Z drugiej strony, pokusa stabilnego umiejscowienia się w niejednoznacznym
moralnie świecie również odgrywa tu ważną rolę.
Warto podkreślić, że analizowana kwestia współgra z innymi zjawiskami, na
które zwrócono uwagę w idei Skandosławii. Poczucie misji, sprzeczność zachowań,
czy też specyficzna rosyjska łatwowierność, wskazują na poszukiwanie wyjaśnień
dla rzeczywistości w czynnikach nieracjonalnych, wszystko to zaś uwalnia Rosjan
od bezpośredniej odpowiedzialności za losy swojego kraju.
Próba uświadomienia rodakom ich specyficznego podejścia do rzeczywistości
i – w efekcie – do przyszłości, nie byłaby pełna gdyby nie zawierała w sobie choć
podstawowych wskazówek dotyczących możliwości zmiany zasad rządzących
mentalnością rosyjską. Lichaczow stwierdza: „Sami musimy odpowiadać za nasze
teraźniejsze położenie, jesteśmy odpowiedzialni wobec historii i nie powinniśmy
zrzucać wszystkiego na naszych, zasługujących na wszelki szacunek i cześć, przodków. Rzecz jasna musimy brać pod uwagę także ciężkie skutki dyktatury komunistycznej”40.
38
Ibidem, s. 119–120.
Używam tego wyrażenia w nawiązaniu do książki Ericha Fromma, który opisał psychologiczne
i społeczne aspekty rezygnacji z niezależności swojego „ja” na rzecz instytucji, bądź zdarzeń wywierających wpływ na istotę ludzką. Zob. E. Fromm, Ucieczka od wolności, tłum. O. Ziemilska, A. Ziemilski, Warszawa 2008. Co ciekawe, podobne zjawisko, za pomocą Legendy o Wielkim Inkwizytorze,
opisał już wcześniej Fiodor Dostojewski, poruszając problem ludzkiej skłonności do poszukiwania
autorytetu, władcy, kogoś na kogo można scedować swoją wolność. Zob. F. Dostojewski, Bracia
Karamazow, tłum. W. Wireński, Kraków 2009.
40
Д. Лихачев, Нельзя уйти от…, s. 120.
39
Koncepcja Skandosławii Dymitra Lichaczowa
195
Silnie zaakcentowana odpowiedzialność za własne czyny wiąże się z przypisaniem historii daleko mniejszej roli, niż zwykli to czynić Rosjanie. Wyolbrzymianie
negatywnego wpływu uwarunkowań historycznych nic nie pomoże, gdyż to my,
Rosjanie, podejmujemy decyzje o własnych losach, jesteśmy odpowiedzialni za to
co nas spotyka – argumentuje Lichaczow. Dodaje przy tym, że odpowiedzialność
jest ściśle połączona z wolnością41.
Niezgoda na kierowanie się fałszywymi wyobrażeniami o rosyjskiej kulturze
i historii, nie oznacza bynajmniej odłączenia się od rosyjskich tradycji. Skandosławia nie burzy bowiem rosyjskiej historii, lecz pragnie aby Rosjanie opierali się na
niezakłamanych faktach i tradycjach, gdyż tylko to uczyni ich naprawdę wolnymi.
Lichaczow zdaje sobie sprawę ze skomplikowanej tożsamości Rosjanina, która
nasycona wieloma wykluczającymi się czynnikami, prowadzi do powstania twierdzenia o niemożliwości racjonalnego zrozumienia Rosji. Zauważa jednak, że
przewartościowanie niektórych sądów może zmienić samych Rosjan i ich rzeczywistość. Odpowiedzialność i wolność, niemal od początku konstytuujące okcydentalistyczny paradygmat myślenia, podobnie jak zrozumienie rzeczywistych kulturowo-geograficznych uwarunkowań wpływających na Rosję, ma doprowadzić do
stworzenia normalnego kraju.
SKANDOSŁAWIA CZY EURAZJA?
POSTAWY NACJONALISTYCZNE UWYDATNIAJĄ się w ideologii eurazjatyzmu,
będącej jednym z nurtów myśli politycznej powstałym w kręgach emigracji rosyjskiej w okresie międzywojennym. Ruch eurazjatycki, wraz z upadkiem ZSRR,
powrócił jako alternatywa dla zużytej ideologii komunistycznej i ma obecnie
w Rosji wielu zwolenników42. Według twórcy eurazjatyzmu Nikołaja Trubeckiego,
kultura Rosji nie jest ani kulturą europejską, ani jedną z kultur azjatyckich, ani też
mechanicznym połączeniem elementów różnych kultur. Jest specyficzną kulturą
posiadającą nie mniejszą wartość i znaczenie historyczne, niż kultura europejska
41
Ibidem.
I. Massaka, Poszukiwanie korzeni eurazjatyzmu: „Scytowie”, „Acta Universitatis Nicolai Copernici. Nauki Humanistyczno-Społeczne, Studia Rosjoznawcze” 1999, nr 4, z. 332, s. 41. Zob. eadem,
Eurazjatyzm: z dziejów…, Wrocław 2001.
42
196
Łukasz Gemziak
i azjatycka. Należy ją rozumieć jako kulturę środka – przeciwstawiającą się kulturze Europy i Azji – kulturę eurazjatycką43.
Wpływ na odmienne stanowiska – prezentowane przez Lichaczowa oraz eurazjatów – w kwestii rosyjskiej kultury ma interpretacja znaczenia epoki jarzma
tatarskiego. Ryszard Paradowski uważa, że okres ten stanowi początek dramatu
rosyjskiej świadomości narodowej44. Eurazjaci dokonali przewartościowania
dziedzictwa wschodniego i uznali je za pełnoprawny, a nawet fundamentalny
element kultury rosyjskiej. Lichaczow zaś, wskazując na niewielkie kulturotwórcze
znaczenie najazdu Tataro-Mongołów sytuuje się w opozycji do tego poglądu.
Zarówno Skandosławia, jak i eurazjatyzm ściśle wiążą geograficzne umiejscowienie Rosji ze znaczeniem wpływów kulturowych. Zwolennicy eurazjatyzmu
sytuowali Rosję pomiędzy Wschodem a Zachodem45, Europą a Azją, nadając jej
jednocześnie miano osobnego kontynentu. Twierdzili, że specyficzne położenie
Rosji łączy się z zestawem cech charakteru, jakimi dysponują Rosjanie. Z kolei
Lichaczow uważa, że jeśli spojrzeć na Rosję z Zachodu, to znajduje się ona na
Wschodzie lub między Wschodem i Zachodem. Jednak przecież dla Francuzów
Wschodem były Niemcy, a dla Niemców – Polska. Względność geograficznych
ustaleń sugeruje, że należy odbierać Rosję przez pryzmat jej dorobku kulturowego,
który w przeważającej większości jest elementem kultury europejskiej46. Eurazjatyzm, analizując geograficzne położenie Rosji, wnioskuje o jej kulturze, z kolei
Skandosławia, biorąc pod uwagę charakter rosyjskiej kultury, umiejscawia Rosję
w zupełnie innej przestrzeni, rezygnując z „kartograficznego” spojrzenia. Obydwie
koncepcje przeciwstawiają się sobie, gdyż ich założenia stanowią kontynuację
starego sporu pomiędzy słowianofilami a okcydentalistami. Eurazjatyzm nie jest
bezpośrednim spadkobiercą słowianofilstwa, należy raczej do szerszego, antyokcydentalistycznego, ruchu. Tym niemniej ma wiele wspólnego z tradycjami intelektualnymi, których przedstawicielami byli Iwan Kirejewski, Aleksy Chomiakow
czy Konstanty Aksakow. Zwolennicy Eurazji, podobnie jak słowianofile, „wyrzu43
A. de Lazari, O mentalnościowych korzeniach eurazjatyzmu, (w:) Między Europą a Azją: idea
Rosji – Eurazji, red. S. Grzybowski, Toruń 1998, s. 112. De Lazari podkreśla niejednorodność poglądów eurazjatów, zwracając uwagę na fakt, że dla części z nich kultura Rosji-Eurazji jest całkowicie
samoistna, a dla innych – stanowi połączenie kultury Wschodu i Zachodu. Zob. idem, Czy Moskwa
będzie…, s. 49.
44
R. Paradowski, Eurazjatyckie imperium Rosji, Toruń 2001, s. 103–104.
45
R. Bäcker, Eurazjatyzm: zarys dziejów organizacyjnych i ewolucji myśli politycznej, „Acta
Universitatis Nicolai Copernici. Nauki Humanistyczno-Społeczne, Studia Rosjoznawcze” 1999, nr 4,
z. 332, s. 34.
46
Д. Лихачев, Культура…, s. 7.
Koncepcja Skandosławii Dymitra Lichaczowa
197
cają” Rosję z Europy47, lecz podkreślając fundamentalne znaczenie czynnika azjatyckiego posuwają się o krok dalej w krytyce Europy Zachodniej. Obie koncepcje
określały społeczeństwo Zachodu jako pozbawione duchowości i tkwiące na
drodze do samozagłady48. Słowianofilska krytyka Europy, będąca krytyką cywilizacji kapitalistycznej49, w sposób podobny do eurazjatów akcentuje najważniejsze,
odmienne cechy Rosji. Naród rosyjski w rozumieniu zwolenników eurazjatyzmu,
neguje znaczenie wartości utylitarnych, nastawiony jest na „poszukiwanie Prawdy
i Sprawiedliwości”50. Z kolei pojawiająca się wśród eurazjatów chęć budowy nowego
Imperium Rosyjskiego (po upadku ZSRR)51, nawiązuje do panslawistycznej idei
zewnętrznej ekspansji państwowości rosyjskiej52.
Wskazane związki eurazjatyzmu z tradycją antyokcydentalistyczną umiejscawiają tę ideologię w opozycji wobec Skandosławii. Stanowisko zaproponowane
przez Lichaczowa jest kontynuacją okcydentalistycznego pojmowania Rosji. W tym
kontekście krytyka określonych zachowań i postaw Rosjan, a także odmienna
interpretacja faktów historycznych i kulturowych staje się bardziej zrozumiała.
Próba udowodnienia europejskości Rosji prowadzi do zanegowania eurazjatyckiej
wizji tego kraju.
W szerszej płaszczyźnie konfliktu okcydentalizmu z antyokcydentalizmem
ujawnia się jeszcze jeden wymiar sporu – stosunek do tożsamości kolektywnej.
Wolność i odpowiedzialność wydają się być pochodnymi indywidualizmu i swoją
rzeczywistą wartość osiągają w wymiarze jednostkowym. Sam Lichaczow za
główny czynnik rozwoju historii uważa indywidualną wolę swobodnej jednostki53.
Tymczasem tradycja antyokcydentalizmu uwypukla wartości kolektywne. Kategoria „soborowości” stworzona przez Chomiakowa, czy też wspominany misjonizm
rosyjski nie podkreślają znaczenia jednostki. Jak zauważa A. de Lazari: „Rosjanie
od dawna, krytykując kulturę Zachodu, egoistycznemu, zachodniemu Ja wręcz
tradycyjnie przeciwstawiali My: My-prawosławie, My-wspólnota gminna, My-naród, My-klasa robotnicza etc., by wreszcie doprowadzić do całkowitego zniewolenia jednostki w My-państwie-narodzie sowieckim”54.
47
48
49
50
51
52
53
54
A. de Lazari, V Goněc, op.cit., s. 298.
R. Paradowski, op.cit., s. 246.
A. Walicki, Rosyjska filozofia…, s. 163.
R. Paradowski, op.cit., s. 240.
Por. A. de Lazari, Czy Moskwa będzie…, s. 55.
A. Walicki, Rosyjska filozofia…, s. 170.
А. Запесоцкий, Културология Дмитрия Лихачева, Санкт-Петербург 2007, s. 147.
A. de Lazari, Czy Moskwa…, s. 108.
198
Łukasz Gemziak
ROSJA JEST CZĘŚCIĄ EUROPY
POJĘCIE KULTURY JEST jednym z najbardziej złożonych i wieloznacznych terminów w naukach społecznych55. Lichaczow konstatuje, że wielu ludzi rozumie to
pojęcie w sposób bardzo wąski, traktując oddzielnie poszczególne jego przejawy.
Kulturę zaś należy rozumieć jako zjawisko jednolite, które czyni z ludzi zamieszkujących dany obszar naród. W skład tego pojęcia zawsze wchodziły i powinny
wchodzić religia, nauka, wykształcenie oraz moralne normy zachowania. Jeśli
ludzie nie mają jednolitej, historycznej i kulturowej przeszłości, to nieuchronnie
pojawi się pokusa, aby usprawiedliwić swoją państwową spójność wszelkiego
rodzaju koncepcjami totalitarnymi56. Tymczasem kultura musi być zwartą całością,
a jej źródła nie powinny budzić żadnych wątpliwości.
W tym kontekście szczególnej wagi nabiera troska o ciągłość wspomnianych
zjawisk. Jak zauważa Lichaczow: „Śmiertelnym grzechem narodu jest sprzedaż
wartości kulturowych, oddanie ich pod zastaw (…). Kulturowymi wartościami
nie może rozporządzać ani rząd, ani parlament, ani (…) żyjący obecnie ludzie,
ponieważ nie należą one do jednej generacji, lecz są także własnością przyszłych
pokoleń”57.
Należy brać pod uwagę wszelkie, nawet najbardziej marginalne aspekty kultury.
Utrata choćby najmniejszej części może mieć istotny wpływ na całość i – w efekcie
– doprowadzić do zgubnej w skutkach utraty równowagi58.
Podstawowymi zjawiskami mogącymi powodować zagrożenie dla kultury są:
odrzucanie własnej wartości jako narodu, pogardliwy stosunek do osiągnięć
swojej tradycji, wrogość wobec wykształconej warstwy społeczeństwa, będącej
twórcą i nosicielem kultury wysokiej, oraz to, co przejawia się w wulgarnym
i prostackim nacjonalizmie. Czynniki te stanowią przejaw narodowych kompleksów59, związane są bezpośrednio ze sprzecznością w rosyjskim charakterze narodowym. Jednoczesna pogarda dla własnych dokonań oraz poczucie wyjątkowego
znaczenia Rosji znów mogą się okazać groźne. Z jednej strony, mamy do czynienia
z negowaniem własnej tradycji, spuścizny kulturalnej; z drugiej zaś – negatywnie
oceniane są wartości, jakie niosą za sobą odmienne kultury. Tymczasem zamknię55
Zob. M. Nizioł, Dylematy kulturowe międzynarodowej roli Rosji, Lublin 2004, s. 13–14;
W. Burszta, Antropologia kultury: tematy, teorie, interpretacje, Poznań 1998, s. 35.
56
Д. Лихачев, Культура…, s. 3.
57
Ibidem, s. 3–4.
58
Ibidem, s. 4.
59
Ibidem, s. 8.
Koncepcja Skandosławii Dymitra Lichaczowa
199
cie własnej sfery kulturowej na kontakt z tradycjami innych narodów prowadzi do
jej obumarcia.
Umowne granice nie stanowią przeszkód dla wartości, które konstytuują kulturę
i dlatego Lichaczow dokonuje porównania między europejską a rosyjską spuścizną
kulturową. Zaliczenie kultury rosyjskiej do europejskiego kręgu kulturowego
odbywa się poprzez wykazanie kluczowych podobieństw oraz wspólnych korzeni60.
Podstawową zasadą kultury europejskiej jest jej uniwersalność. Oprócz charakterystycznych dla siebie zjawisk przyswoiła ona także wartości innych kręgów kulturowych, które okazały się mieć charakter ogólnoludzki. Zdaniem Lichaczowa
otwartość na inne kultury, nieoznaczająca bynajmniej ich bezrefleksyjnej akceptacji, stanowi czynnik niezbędny dla istnienia i rozwoju prawdziwej, wielkiej kultury.
Stanowi o jej uniwersalności61. Takie zjawisko charakterystyczne jest dla Europy,
a ściślej Europy Zachodniej, która zawiera w sobie elementy wszystkich kultur
przeszłości i teraźniejszości: kultury antycznej, islamu, Bliskiego Wschodu, buddyzmu oraz innych62.
Również kultura rosyjska ma uniwersalny i ogólnoludzki charakter. Świadczą
o tym jej silne związki z kulturą europejską. Podczas formowania się zrębów kultury rosyjskiej wpływ czynników wschodnich był dość znikomy63, zarówno
w sferze kultury, jak również biorąc pod uwagę aspekty geograficzne, ideologiczne,
kulturowe oraz mentalnościowe.
Nikłe znaczenie Wschodu nie świadczy o tym, że Rosjanie odrzucili spuściznę
kulturową, jaką otrzymali z Azji. Była ona po prostu niezbyt znacząca i mało
inspirująca. Z kolei tak ważna dla kultury europejskiej uniwersalność, nie była obca
kulturze rosyjskiej i odgrywała w jej funkcjonowaniu istotną rolę. Przykładem
mogą być badania naukowe prowadzone w przedrewolucyjnej Carskiej Akademii
Nauk, która mimo niewielkiej liczby członków, osiągała znaczące wyniki w tak
różnorodnych dziedzinach, jak: turkologia, arabistyka, sinologia, japonistyka,
60
Na temat europejskich początków kultury Rusi zob. D. Piekarska-Winkler, Wspólnota kultur
wschodniosłowiańskich. Z badań Dymitra Lichaczowa nad europejskimi źródłami kultury dawnej Rusi,
„Przegląd Humanistyczny” 2009, nr 4, s. 25–31.
61
„Uniwersalizm” rozumiany jako otwartość na wartości innych kultur, życzliwy do nich stosunek
jest – wg Lichaczowa – jedną z trzech podstawowych cech kultury europejskiej, która wywodzi się
z chrześcijaństwa (obok koncepcji osoby ludzkiej i dążenia do wolności). Powyższe zasady formułują
również kulturę rosyjską, gdyż ta jest częścią dorobku europejskiego. Zob. А. Запесоцкий, op.cit.,
s. 209.
62
Д. Лихачев, Культура…, s. 7.
63
Ibidem, s. 7.
200
Łukasz Gemziak
afrykanistyka, indologia64. Zainteresowanie różnymi kulturami świadczy o otwartości i chęci poznania innych zjawisk, gdyż tylko poznanie może prowadzić do
wzajemnego zrozumienia, a w efekcie do wzbogacenia własnej kultury.
Wartością ogólnoludzką jest również chrześcijaństwo, które stanowi o wspólnych korzeniach Europy i Rosji. Obronę religii chrześcijańskiej przez naród
rosyjski Lichaczow pojmuje także jako walkę o europejskie wartości kulturowe65.
Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że problem schizmy wschodniej oraz wielowiekowe konflikty różnicujące chrześcijaństwo prawosławne i katolickie – również
posiadające niebagatelny potencjał kulturotwórczy – zostały pominięte.
Idea Skandosławii podejmuje walkę ze stereotypem ubogiej i zacofanej kultury
rosyjskiej. Lichaczow, wskazując na liczne przykłady świadczące o bogactwie
języka, obyczajów, literatury i sztuki, przekonuje, że swoim rozmachem kulturowa
spuścizna Rosji dorównuje spuściźnie krajów europejskich. Uważa, że przeświadczenie o niskim poziomie kultury rosyjskiej jest skutkiem 75 lat władzy komunistycznej66. W tym okresie wymazywano ze świadomości Rosjan część kultury
związanej z tradycją chrześcijańską.
Koncepcja Skandosławii podkreśla również znaczenie inteligencji dla rozwoju
Rosji, wskazując jednocześnie silne związki tej grupy społecznej z kulturą Europy
Zachodniej. Lichaczow zaznacza, że nie wszystkie osoby zajmujące się pracą
umysłową można zaliczyć do grona inteligentów67, zaś cechą wyróżniającą tej grupy
jest wolność traktowana jak kategoria moralna. Istnieje tylko jeden czynnik, któremu podporządkowuje się inteligent – jest to jego własne sumienie68. Wysokie
standardy moralne nie uległy zachwianiu nawet podczas wieloletniego procesu
walki z inteligencją, jaki podjęła władza komunistyczna. Lichaczow podając liczne
przykłady męstwa i wytrwałości, stara się przywrócić inteligencji należne jej
miejsce w świadomości społecznej. W tym wypadku zanegowane zostaje przekonanie o podporządkowaniu się i biernemu współuczestnictwu inteligencji rosyjskiej
64
Ibidem, s. 8.
Idem, О русской интеллигенции, „Новый мир” 1993, nr 2, s. 6.
66
Idem, Культура… s. 6.
67
Lichaczow odwołuje się do terminu stworzonego przez Aleksandra Sołżenicyna. Wyraźnie
zaznacza różnicę pomiędzy „wykształceńcami” a prawdziwymi inteligentami. Na ten temat zob.:
A. Солженицын, Oбрaзованщина, (w:) idem, Публицистика. В трех томах, t. 1, Ярославль 1995,
s. 87–132. Warto nadmienić, że w języku polskim termin ten został przetłumaczony jako „wyształciuch” (przez Romana Zimanda) oraz jako „wykształceniec” (przez Andrzeja de Lazari). Zob.
P. Głuszkowski, Antyrosja. Historyczne wizje Aleksandra Sołżenicyna. Próba polskiego odczytania,
Warszawa 2008, s. 75.
68
Д. Лихачев, О русской…, s. 4.
65
Koncepcja Skandosławii Dymitra Lichaczowa
201
w okrutnych wydarzeniach jakie miały miejsce po 1917 r. Lichaczow podejmuje
walkę ze stereotypem „zgniłej inteligencji”, gdyż zauważa, że tę grupę ludzi próbuje
się oderwać od Rosji, w niemal identyczny sposób, jak Rosję od Europy.
Inteligencja rosyjska wykształcona według zachodnioeuropejskiego modelu
stanowi najbardziej twórczy element państwa rosyjskiego. Jednak nieprzychylna
jej władza sowiecka, oraz osoby, które podporządkowały się istniejącej sytuacji,
używały argumentu o oderwaniu tej grupy społecznej od reszty społeczeństwa.
Lichaczow zauważa, że argument ten we współczesnej Rosji mogą podnieść wszyscy, którzy negują europejskie korzenie kraju. W przeciwnym bowiem razie,
zachodnioeuropejski typ wykształcenia inteligentów jest oczywistym skutkiem
przynależności Rosji do kręgu kultury europejskiej69. Takiemu stanowisku zdecydowanie przeciwstawiają się zwolennicy tradycji antyokcydentalistycznej, gdyż to
właśnie w ramach tego nurtu myśli rosyjskiej, pojawił się pogląd o zeuropeizowanej, „oderwanej od gleby” najlepiej wykształconej grupie społecznej. Źródła takich
poglądów można odnaleźć już u słowianofilów, dla których wykształcona warstwa
społeczeństwa, właśnie ze względu na swoje wykształcenie – w przeciwieństwie do
prostego ludu – przestała być częścią narodu rosyjskiego70. Spór o „rosyjskość”
inteligencji po raz kolejny przenosi nas więc na płaszczyznę konfliktu o istotę samej
Rosji. Jeśli ta – jak utrzymuje Lichaczow – ma charakter europejski, to problem
„oderwania od gleby” nie istnieje. Rosja i Europa należą bowiem do tego samego
kręgu kulturowego.
ZAKOŃCZENIE
KLUCZEM DO ZROZUMIENIA zmian proponowanych przez Lichaczowa jest
umiejscowienie postulowanych przez niego rozwiązań i sposobu widzenia rzeczywistości w okcydentalistycznym paradygmacie myślenia. W tej tradycji jednostka
dysponuje wolnością i posiada moc zmiany otaczającego świata. Lichaczow stara
się uzmysłowić to czytelnikom, mówiąc, że losy narodu nie różnią się zasadniczo
od losów pojedynczego człowieka, gdyż to poszczególni ludzie kreują podmioty
polityczne71. Postulowane przez niego racjonalizm oraz odpowiedzialność także
stanowią o okcydentalistycznej proweniencji idei Skandosławii. Pozwalają one
69
70
71
Ibidem, s. 8.
A. de Lazari, W kręgu Fiodora Dostojewskiego. Poczwiennictwo, Łódź 2000, s. 48.
Д. Лихачев, Нельзя уйти от…, s. 119.
202
Łukasz Gemziak
korzystać z wolności, niewypaczonej przez irracjonalną i niezdolną do samorefleksji, nierzadko zrzucającą winę na innych, samowolę.
Sprzeciw wobec nacjonalistycznych przejawów myśli rosyjskiej również świadczy o okcydentalistycznych zapatrywaniach Lichaczowa. Z jednej strony, nacjonalizm nie znajduje oparcia w racjonalizmie, z drugiej zaś – stanowi przeciwieństwo
postulowanego przez Skandosławię przenikania się kultur oraz szacunku dla
innych wartości. W okcydentalistycznym paradygmacie należy umieścić również
stosunek Lichaczowa do Europy, który wyraża się w podkreślaniu znaczenia
wpływów tego kontynentu na rozwój Rosji i w konstatowaniu niewielkiego znaczenia Azji w tym właśnie procesie.
Koncepcja Skandosławii postuluje wprowadzenie zmian o charakterze mentalnościowym. W tym celu Lichaczow wykazuje błędy w interpretowaniu rozmaitych
faktów, które legły u podstaw tradycji rosyjskiej, rozumianej jako zestaw wartości
będących dla Rosjan podstawą własnej tożsamości. Poprzez reinterpretację oraz
wykazanie nieracjonalności konstytuuje się nowy zestaw rosyjskich cech narodowych, nowy punkt odniesienia, zmieniona – a raczej ulepszona, gdyż Lichaczow
wydobywa z niej tylko wartościowe, z punktu widzenia okcydentalizmu, aspekty –
tradycja.
Odważne i bezkompromisowe głoszenie swoich poglądów oraz sprzeciw wobec
idei nacjonalistycznych, świadczy o etosie rosyjskiego inteligenta, który szczerze
wierzy w swoją utopijną wizję przyszłości Rosji i nie rezygnuje z głoszenia własnych
przekonań, nie bacząc na to, jak bardzo miałyby one być niepopularne. Lichaczow
nie szuka łatwych dróg wyjścia z obecnej sytuacji, zdecydowanie obstaje przy
swoim i zdaje się, niezależnie od okoliczności, powtarzać za Lwem Tołstojem: „Nie
mogę milczeć”!
Koncepcja Skandosławii Dymitra Lichaczowa
203
The idea of Scandoslavia of Dmitry Likhachev
THE AUTHOR OF this article focuses on an interesting approach to Russian history, culture
and geography, which was put forward by Dmitry Likhachev. According to Likhachev, the
fact that Russia is located between the North and the South is by far more important than
that it lies between the East and the West. Thus, it is more natural to identify Russia as
Scandoslavia rather than as Eurasia.
This approach affects Likhachev’s other outlooks. He criticizes the ideology of Eurasianism and tries to explain certain facts from Russian history (in particular those which shaped
the Russian mentality) in a new way. The author of this article demonstrates that the idea
of Scandoslavia is strongly connected with the Westernizers’ movement, a Russian intellectual movement from the 19th century, and that Likhachev’s views are part of the Westernizers’ tradition in Russia’s intellectual history.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Tomasz Madras
TEOLOGIA LIBERALNEJ DEMOKRACJI
W ŚWIETLE KONCEPCJI GNOZY POLITYCZNEJ
ERICA VOEGELINA
1. WSTĘP
PRAKTYKA POLITYCZNA PAŃSTW europejskich oraz tych, które zostały założone
przez społeczeństwa wywodzące się z Europy, jest obrazem tryumfu pewnego
projektu ustrojowego, który nazywa się najczęściej liberalną demokracją. Państwa
demokratyczne różnią się między sobą pod wieloma względami: rozdziałem
kompetencji pomiędzy różne organy władzy, konstytucyjnym usytuowaniem głowy
państwa, sposobem kreacji gabinetu rządowego, czy wreszcie ustrojem gospodarczym. Mimo to, w porównaniu z innymi formacjami ustrojowymi, wykazują
znaczną homogeniczność, której, w zasadzie, nikt nie podważa. Zadaniem niniejszego artykułu jest odpowiedź na pytanie, czy do analizy demokracji liberalnej
można wykorzystać aparat pojęciowy wprowadzony przez Erica Voegelina dla
opisu gnostycyzmu. W istocie przedmiotem rozważań jest więc również sama
gnostyckość liberalnej demokracji. Sam autor Order and history wymieniał liberalizm wśród współczesnych przejawów gnozy politycznej, chociaż więcej uwagi
poświęcał XX-wiecznym totalitaryzmom.
Liberalna demokracja jest, jak sama nazwa wskazuje, odmianą demokracji.
Samo to pojęcie oznacza dosłownie władzę (kratos) ludu (demos) i liczy już sobie
około dwóch i pół tysiąca lat. Owa „demokracja etymologiczna”, jak to ujął Giovanni Sartori, posiada różne desygnaty w zależności od rozumienia pojęcia ludu.
Autor Teorii demokracji wymienia więc sześć interpretacji:
1. Lud w znaczeniu dosłownie wszyscy.
2. Lud w znaczeniu nieokreślona duża część, bardzo wielu.
3. Lud w znaczeniu klasy niższe.
4. Lud jako nierozdzielny byt, jako organiczna całość.
Teologia liberalnej demokracji…
205
5. Lud jako większa część wyrażona poprzez zasadę absolutnej większości.
6. Lud jako większa część wyrażona poprzez zasadę ograniczonej większości.
Tę ostatnią interpretację Sartori uważał za najlepszą. „A zatem przy powtórnym
spojrzeniu – warto zacytować – zasada ograniczonej większości okazuje się być
właściwą, demokratyczną zasadą demokracji”. Zaletą tej koncepcji jest bowiem to,
że wedle niej żadna większość nie może mieć absolutnych praw. W efekcie, jak
twierdzi Sartori, prowadzi ona do rozumienia demokracji jako systemu rządów
większości ograniczonych prawami mniejszości1.
Przez demokrację liberalną należy rozumieć taki typ demokracji, który wytworzył się w Europie i Ameryce Północnej (choć występuje też sporadycznie w innych
regionach świata) i odznacza się pewnymi cechami wyróżniającymi. Większość
analityków wymienia procedury mające zapewniać wolność procesu wyborczego,
rozszerzając katalog instytucji demokratycznych o inne, niezwiązane bezpośrednio
z wyborami, ale sprzyjające zasadzie „rządów większości ograniczonych prawami
mniejszości”. Korzystając z enumeracji innego słynnego teoretyka demokracji,
Roberta Dahla, można wymienić:
– zasadę rządu przedstawicielskiego,
– wolne wybory,
– powszechne prawa wyborcze,
– wolność słowa,
– dostęp do informacji,
– swobodę zrzeszeń2.
Dahl nazwał współczesną demokrację poliarchią uznając, że ta nazwa pozwala
odseparować realne systemy polityczne od idei władzy ludu, której przecież nie
realizują zupełnie i dosłownie. Podaje przy tym jej dwie zasadnicze cechy:
powszechność praw obywatelskich, oraz możliwość obalania w głosowaniu najważniejszych dostojników rządowych. Według Dahla poliarchia może rozwinąć
się w jakimś państwie wtedy, gdy spełnia ono określone warunki. Przede wszystkim
musi w nim istnieć nowoczesne, dynamiczne społeczeństwo pluralistyczne. Dahl
skłania się jednak do tezy, że powstawanie takich społeczeństw to naturalna droga
rozwoju cywilizacyjnego, a to pozwala mieć nadzieję, że zasięg ich występowania
będzie się zwiększał3. Do patronów demokracji liberalnej należy zaliczyć, oprócz
1
G. Sartori, Teoria demokracji, przeł. P. Amsterdamski, D. Grinberg, Warszawa 2008, s. 39.
R. Dahl, Demokracja i jej krytycy, przeł. S. Amsterdamski, Kraków 1995, s. 310–311. Podobnie
na przykład: Ch. Tilly, Demokracja, Warszawa 2008, s. 20–21.
3
R. Dahl, op.cit., s. 366.
2
206
Tomasz Madras
Johna Locke’a, Johna Stuarta Milla i amerykańskich Ojców Założycieli, również
Jana Jakuba Rousseau. Osoba tego ostatniego jest kontrowersyjna i nie wzbudza
sympatii wśród większości współczesnych liberałów, ale to on w czasach nowożytnych najdobitniej sformułował zasadę suwerenności ludu, bez której demokracja
współczesna nie mogłaby być taką, jaka jest.
W niniejszym artykule liberalizm potraktowany jest jako obowiązująca doktryna
polityczna współczesnych poliarchii. Założenie to musi być obwarowane istotnym
zastrzeżeniem. Współczesna filozofia liberalizmu, wielowątkowa, pełna dyskusji
i sporów w swoim obrębie, odchodzi od oświeceniowej pewności co do swojej
absolutnej racji moralnej w relacjach z innymi formacjami cywilizacyjnymi. Jest
to wpływ Nietzscheańskiego postmodernizmu. Dobrym przykładem zwrotu
w stronę pluralizmu prawdy jest twórczość Johna Graya, autora koncepcji liberalizmu modus vivendi. Nowinki te (liczą sobie ledwie jedno, czy dwa pokolenia) nie
przedostały się jeszcze do świadomości mas. Mamy więc do czynienia z rozdwojeniem, a raczej wyprzedzeniem praktyki politycznej przez refleksję filozoficzną.
Dyskurs polityczny liberalnej demokracji wciąż opiera się na legitymizującej mocy
koncepcji praw człowieka i, ewentualnie, utylitaryzmu. Ciekawą analizą tego zjawiska jest niedawno wydana książka Stanisława Filipowicza pod znamiennym
tytułem Demokracja. O władzy iluzji w królestwie rozumu4.
Pod pojęciem teologii liberalnej demokracji rozumiem zespół przekonań rozpowszechniony we współczesnych społeczeństwach Zachodu, dotyczących źródeł
i istoty ładu politycznego, który przyjmuje postać poglądów religijnych. Nie jest to
teologia w chrześcijańskim rozumieniu tego słowa. Nie jest też „teologią etymologiczną”, ponieważ nie traktuje o bogu. Z religijnego punktu widzenia jest więc
uzurpatorską karykaturą teologii. Mimo to przekonania te zachowują strukturę
nauki o bogu, przy radykalnym zeświecczeniu jej treści. Hierofanie, czyli objawienia sacrum w świecie myśli, dotyczą zawsze osób, bytów i zjawisk wyjątkowych,
otoczonych czcią i w jakiś sposób niedostępnych empiryczno-racjonalnemu
poznaniu. Według Voegelina życie społeczności ludzkich może być zrozumiałe
wyłącznie wtedy, gdy pojmuje się je podwójnym kontekście ludzkiego doświadczenia świata i Boga. Społeczeństwa zeświecczone mogą formalnie realizować
4
S. Filipowicz, Demokracja. O władzy iluzji w królestwie rozumu, Warszawa 2009. Z pozycji
jednoznacznie krytycznych traktuje o pojęciowej fikcji liberalizmu dużo starsze dzieło Alasdair
MacIntyre’a After Virtue: A. MacIntyre, Dziedzictwo Cnoty, Warszawa 1996.
Teologia liberalnej demokracji…
207
zasadę rozdziału Kościoła i państwa, ale w wymiarze symbolicznym zachowują
elementy teologiczne, tyle że zimmanentyzowane5.
Gnoza (gnosis) jest to wiedza o transcendentnym bogu, porządku świata i zbawieniu człowieka. Wiedzę tę zdobywa się przez wtajemniczenie, lub wewnętrzną
iluminację, a efektem tego jest podział na tych, którzy wiedzą i na tych, którzy nie
wiedzą – z natury swej gnoza jest elitarystyczna. Historycznie rzecz biorąc zjawisko
wierzeń gnostyckich jest niemal tak stare, jak chrześcijaństwo. Gnostycy funkcjonowali często jako ruchy heretyckie wyłamujące się z ortodoksji chrześcijańskiej.
Zasadniczym założeniem gnostyków była teza o zniewoleniu człowieka w doczesnym kosmosie i doketyzm, czyli traktowanie ciała jako więzienia dla ducha
(pneume; stąd ludzie oświeceni, posiadacze wiedzy prawdziwej, nosili miano
pneumatyków), z którego należało się uwolnić6. W Kościele zachodnim gnoza
pojawiła się ponownie u schyłku średniowiecza za przyczyną mistycznej i millenarystycznej myśli Joachima z Fiore (zm. 1202), znanego przede wszystkim z tezy,
że po epokach Ojca i Syna nadejdzie trzecia epoka, Ducha, w której – w historii
doczesnej – wypełni się Królestwo Boże na ziemi. Eric Voegelin dostrzegł w pewnych współczesnych ideologiach i ruchach społecznych współczesną formę gnostycyzmu. Współcześni kontynuatorzy błędu Joachima różnią się jednak znacznie
od kolegów sprzed wieków. Według Voegelina jakościową zmianą w dziejach gnozy
była radykalna immanentyzacja eschatologicznych pragnień człowieka. Nowożytne
przejawy gnozy to immanentyzacja teologiczna (przykłady Kanta i Condorceta),
aksjologiczna (More i jego Utopia) i aktywistyczna (Comte, Marks i ich współcześni epigoni), a do ruchów gnostyckich Voegelin zalicza m.in. progresywizm,
pozytywizm, psychoanalizę, komunizm i faszyzm7. W Nowej nauce polityki Voegelin pisze: „nawet pobieżna znajomość Joachimowych symboli, ich późniejszych
odmian i połączeń z polityczną apokalipsą Trzeciego Rzymu, wyraźnie pokazuje,
że nowa eschatologia głęboko wpłynęła na strukturę współczesnej polityki. To
dzięki niej ukształtowała się symbolika, za pomocą której zachodnie społeczeństwa
5
E. Voegelin, The political religions, (w:) E. Voegelin, Modernity without restraint, Columbia–
–London 2000, s. 70. W pracy pt. The political religions Voegelin przedstawia nazizm i faszyzm jako
przykłady zeświecczonych religii politycznych. Hitlera porównuje do Abrahama w tym sensie, że jak
Abraham przekazywał prawdę Boga narodowi wybranemu, tak Hitler miał doskonały sposób reprezentować wolę i ducha narodu niemieckiego: „Führer jest punktem, w którym duch ludu objawia się
w historycznej rzeczywistości” (ibidem, s. 65).
6
K. Rudolph, Gnoza, Kraków 2003, s. 60.
7
E. Voegelin, Ersatz Religion, (w:) E. Voegelin, Modernity without…, s. 299.
208
Tomasz Madras
odczytują sens swojej egzystencji, a zwolennicy jednej z wersji wyznaczają sposób
artykulacji wewnętrznej społeczeństw, jak też całej światowej sceny politycznej”8.
2. POZYTYWIZM, LIBERALIZM I GNOZA
JEDNYM Z GŁÓWNYCH WROGÓW cywilizacji europejskiej w ostatnich wiekach
był, według Voegelina, szeroko rozumiany pozytywizm. Do niego mają się zaliczać
nurty współczesnej myśli politycznej i filozoficznej: utylitaryzm, liberalizm, pragmatyzm i marksizm. Winą pozytywizmu była wspomniana wcześniej radykalna
immanentyzacja chrześcijańskiego eschatonu. Comte i jego naśladowcy (często
nieświadomi swojego podobieństwa) odrzucili transcendencję jako część świata
prawdziwego. XIX-wieczna myśl uznała wierzenia religijne za przejawy niedojrzałości człowieka. Sposobem wyzwolenia się z duchowej niepełnoletności miała być
nauka oparta o metodologię przyrodniczą i matematyczną. W ten sposób przewrotnie powtórzone zostało wezwanie Immanuela Kanta do wyjścia człowieka
z niepełnoletności. W trakcie tego procesu fizyka miała zastąpić teologię. Chrześcijaństwo jawiło się pozytywistom jako wstydliwy atawizm, który kiedyś potrzebny
był ludzkości do w miarę znośnego bytowania w tajemniczym, niezrozumiałym
świecie. W miarę rozwoju dziejów nauki wiedza ludzka rosła, zmniejszając coraz
bardziej zapotrzebowanie na metafizyczne wyjaśnianie. Po wiekach dziecięctwa
ludzkości pozostały religijne systemy aksjologiczne, których oczywiście pozytywiści chcieli się pozbyć. Co istotne, reakcja metafizyków była utożsamiana z walczącą
grupą interesu, na którą składały się klasy uprzywilejowane, relikt feudalizmu.
Pozytywizm był więc doktryną o konkretnych celach politycznych i znajdował
artykulację w liberalizmie i socjalizmie9.
Istotną cechą pozytywistycznej rewolty było jej strukturalne zakorzenienie
w tradycji chrześcijańskiej. Doktryna i związane z nią ruchy polityczne dziedziczyły
8
E. Voegelin, Nowa nauka polityki, przeł. P. Śpiewak, Warszawa 1992, s. 112. Dokładne omówienie
istoty koncepcji gnozy politycznej E. Voegelina nie jest celem niniejszego artykułu; ciekawe pozycje
prezentujące myśl polityczną autora Order and History to np.: R. Legutko, Eric Voegelin: polityka
i transcendencja, „Znak” 1985, nr 9–10, s. 126–146; R. Skarzyński, Koncepcja gnozy Erica Voegelina,
(w:) Gnoza polityczna, red. J. Skoczyński, Kraków 1998, s. 29–37; A. Wielomski, Filozofia polityczna
Erica Voegelina, „Arcana” 1999, nr 29, s. 134–155; M. Zimniak-Hałajko, J. Hałajko, Przygody gnozy
według Erica Voegelina, „Przegląd Filozoficzny” 2003, nr 2, s. 88–100; M.J. Czarnecki, Człowiek wobec
świata. Gnoza nowożytna Erica Voegelina a gnostycyzm antyczny – próba porównania, „Dialogi Polityczne” 2007, nr 8, s. 155–166.
9
R. Legutko, op.cit., s. 128–130.
Teologia liberalnej demokracji…
209
chrześcijańską koncepcję zbawienia. W nowej, zeświecczonej wersji doskonałość
miała być jednak dostępna w „tym świecie”, innego wszak nie było. Życie ludzkie,
w chrześcijaństwie zawsze podporządkowane celowi zewnętrznemu wobec tego
świata, miało udoskonalić się hic et nunc dzięki wysiłkowi intelektualnemu samej
ludzkości. Nowa nauka, wyposażona w pozytywistyczne instrumentarium, miała
zastąpić wiarę. „Śmierć Boga – pisał Voegelin – jest kardynalnym celem Gnozy,
zarówno antycznej, jak i nowoczesnej”10.
Gnoza aktywistyczna, której przejawem według Voegelina jest pozytywizm,
zawiera w sobie połączenie dwóch immanentyzacji: teleologicznej i aksjologicznej.
Po pierwsze, umieszcza cel wszelkich ludzkich zabiegów w świecie doczesnym,
czyli na osi czasu znanej nam z codziennego doświadczenia. Bez względu na
kształt, jaki miałoby przyjąć ostateczne spełnienie, ma ono należeć do porządku
dziejów ludzkości. W jakimś sensie należy do historii, tyle że do tej jej części, która
jest jeszcze przed nami. Optymizm co do możliwości poznawczych człowieka już
Kantowi i Condorcetowi podpowiadał, że tuż-tuż, niemal w zasięgu ręki, znajduje
się chwila tryumfu ludzkiego rozumu nad własną, dziecięcą niedoskonałością. Po
drugie, aksjologiczny komponent gnozy podpowiadał pozytywistom, że owocem
intelektualnej przemiany ludzkości będzie społeczeństwo racjonalne i doskonale
harmonijne. Zniesione zostanie brzemię egzystencji: wojny, ubóstwo, choroby,
konieczność pracy i tym podobne. W konsekwencji powyższych założeń logiczny
wniosek Comte’a brzmiał następująco: doskonałość, czyli racjonalnie zarządzane
społeczeństwo przemysłowe, można i należy osiągnąć za pomocą przemian gospodarczych, społecznych i politycznych11.
Klasyczny liberalizm Voegelin umieszcza w porządku chronologicznym jako
jeden z momentów poprzedzających powstanie systemów totalitarnych, które są
najdoskonalszą realizacją gnostyckiego projektu Postępu. Liberałowie przyczynili
się do immanentyzacji życia społecznego we wszystkich jego przejawach, czego
efektem jest bliska im idea samozbawienia. Jakkolwiek różne odmiany liberalizmu
przyjmowały odmienne wizje racjonalnej autokreacji (Kantowska autonomia,
utylitaryzm Benthama i Milla, Teoria sprawiedliwości Rawlsa, ideologia wolnego
rynku neoliberałów – żeby wymienić tylko te najważniejsze), wszystkie obiecywały
skuteczność samozbawczych wysiłków. W efekcie, paradoksalnie, liberalizm jednocześnie przyczynił się do niesłychanego przyśpieszenia rozwoju cywilizacyjnego
10
E. Voegelin, Science, politics, and gnosticism, (w:) E. Voegelin, Modernity without…,
s. 247–248.
11
E. Voegelin, Ersatz Religion, s. 300.
210
Tomasz Madras
Zachodu i do jego upadku. „Jeżeli nie zrozumiemy, na czym polegają owe doświadczenia stanowiące żywy rdzeń immanentystycznej eschatologii – pisze autor Nowej
nauki polityki – nie będziemy w stanie uchwycić wewnętrznej logiki rozwoju
zachodniej myśli politycznej, od średniowiecznego immanentyzmu poprzez
humanizm, oświecenie, progresywizm, liberalizm, pozytywizm do marksizmu.
Intelektualne symbole, tworzone w różnych odmianach gnostyckiej spekulacji,
często wchodzą ze sobą w konflikty, a poszczególne typy gnostyków będą się
wzajemnie zwalczać. Łatwo sobie wyobrazić, jak będzie oburzony humanistyczny
liberał, gdy się dowie, że jego immanentystyczna teoria znajduje się tylko o krok
od marksizmu”12.
W potocznym rozumieniu polityki istnieje błędne przekonanie, że we współczesnym modelu systemu politycznego cywilizacji Zachodu, nazwanego we
wstępie demokracją liberalną, lud zastąpił dawnych monarchów, jako najwyższych
władców. W praktyce znalazł się raczej na miejscu zarezerwowanym wcześniej dla
Boga, choć oczywiście milczy na ten temat doczesny ustawodawca. Na poziomie
prawa konstytucyjnego suwerenem, najwyższym władcą, określa się lud, albo
naród. W konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza się, że władza zwierzchnia należy do narodu (art. 4 ust. 1). Samo pojęcie suwerena zawdzięczamy, przede
wszystkim, Jeanowi Bodinowi, autorowi koncepcji suwerenności monarchii,
naczelnemu ideologowi nowożytnego absolutyzmu monarszego. Suwerenność
ludu, pozorne przeciwieństwo zamysłu Bodina, to dzieło J.J. Rousseau. Wyszedł
on z apriorycznego założenia o powszechnej równości i naturalnej wolności jednostki ludzkiej i wyciągnął z niego logiczny wniosek, że nikt nie może podlegać
władzy, na którą się nie zgadza (zwraca uwagę czas teraźniejszy: żadna umowa
wczorajsza, czy przedwieczna, nie mają zastosowania tu i teraz). Autor Umowy
społecznej potraktował jednak społeczeństwo jako wspólnotę, a nie amalgamat
niezależnych jednostek, co odpowiada czwartej z kolei interpretacji ludu w klasyfikacji Sartoriego. To różni Rousseau od pierwszych liberałów, z patronem
Johnem Locke’iem na czele, ponieważ ci kładli nacisk na wolność negatywną
człowieka. Mimo że Rousseau proponował kolektywistyczną wersję wolności
i równości, sama idea suwerenności ludu wywarła potężny wpływ na „postępową”
myśl polityczną13.
Zajęcie miejsca Boga przez lud w strukturze teologii politycznej nowoczesności
zauważono już dawno. Argumenty przemawiające za tym można podzielić na
12
13
E. Voegelin, Nowa nauka…, s. 118. Por. A. Wielomski, op.cit., s. 147.
Zob. J. Bodin, Sześć ksiąg o rzeczypospolitej; J.J. Rousseau, Umowa społeczna…
Teologia liberalnej demokracji…
211
negatywne i pozytywne. Po pierwsze, rzekomy konstytucyjny suweren nie rządzi
bezpośrednio i ma bardzo ograniczony wpływ na władzę przy zastosowaniu procedury wyborczej. W większości państw Zachodu elity rządzące wykazują dużą
odporność na zamach ze strony nowych sił politycznych i rozmnażają się głównie
przez kooptację14. Po drugie, do ludu kierowane są inwokacje współczesnego
dyskursu politycznego. Wola ludu, narodu, albo społeczeństwa stała się źródłem
legitymacji ładu politycznego i ostatecznym argumentem w sporach o aksjologię.
Indywidualnie rozumiane prawa człowieka dają każdemu uprawnienie do swobodnej artykulacji swojej wersji doxa, która nie może być oceniana i hierarchizowana wobec innych według racjonalnych kryteriów. Zamiast nich pozostaje wiara
w demokratyczną procedurę, jako najlepszy z możliwych sposób odczytania woli
ludu na podstawie aktów indywidualnych. „W ramach kultury liberalnej – pisze
Tomasz Żyro w Woli politycznej – wyrażenie przekonania i wynikające z niego
działanie są aktem dobrowolnym w czystej postaci, aktem, który czyni człowieka
wolnym w danej chwili, zrywając więzy, jakie usiłują wokół niego zadzierzgnąć
idee i systemy, uczynki i prawa, skłonności, cnoty, i ostatecznie etyka. (…) W decyzjach politycznych, ale i w sposobie funkcjonowania instytucji politycznych, nacisk
położony jest nie na cel, ale na czysty wybór. Decyduje wola. Wolny wybór dla
wolnego wyboru – taka definicja wolności w sposób oczywisty wyklucza zagadnienie dobra jako celu ludzkiego życia i aktywności obywatela. Wola staje się
esencją podmiotowości”15. Podważanie boskości ludu stało się bluźnierstwem.
Trudno sobie wyobrazić, żeby jakikolwiek poważny polityk demokratyczny przyznał się do wątpliwości co do zasady suwerenności ludu. Dyskurs demokracji nie
akceptuje refleksji nad metapolitycznym fundamentem. Można zauważyć analogię
do systemów religijnych, które również bywają nieskłonne do otwartej dyskusji
nad prawdziwością wiary.
14
Trudno w tym miejscu przeprowadzać szczegółowy wywód dowodowy, łatwo natomiast podać
przykłady polityków i całych ugrupowań politycznych, które po dotkliwym upadku w ciągu kilku lat
otrzymywały ponownie zaufanie wyborców, mimo że w okresie pomiędzy klęską a odrodzeniem nie
dokonały niczego szczególnego. Spektakularne przykłady polskie to dzieje SdRP – spadkobierczyni
PZPR, albo upadek i „zmartwychwstanie” Jerzego Buzka, który w ostatnich wyborach do Parlamentu
Europejskiego uzyskał najwyższe poparcie spośród wszystkich kandydatów z całego kraju.
15
T. Żyro, Wola polityczna. Siedem prób z filozofii praktycznej, Warszawa 2008, s. 506–507.
212
Tomasz Madras
3. GNOZA LIBERALNEJ DEMOKRACJI
Czy stan intelektu współczesnych teoretyków i praktyków liberalnej demokracji
odpowiada Voegelinowskiej koncepcji gnozy politycznej, a oni sami zasługują na
miano gnostyków? Sześć cech gnostycyzmu wymienił Voegelin. Są to:
1. Radykalne niezadowolenie gnostyków z zastanej sytuacji.
2. Wiara, że niedoskonałość świata zastanego wynika z faktu, że jest on źle
zorganizowany. Gnostycy odrzucają hipotezę o niedoskonałości człowieka,
zatem wina nieadekwatności musi leżeć po stronie kosmosu.
3. Wiara w możliwość zbawienia od zła świata.
4. Przekonanie, że porządek bytu będzie mógł ulec zmianie w procesie historycznym.
5. Wiara w to, że zmiana porządku bytu przynależy do możliwości działania
ludzkiego, a zatem samozbawczy akt może dokonać się wysiłkiem człowieka.
6. Przekonanie, że wiedza (gnosis) jest narzędziem, dzięki któremu dokonane
zostanie zbawienie ludzkości od zła tego świata. Wiedza ta jest centralnym
punktem całego systemu gnostyckiego16.
Liberalizm klasyczny rozwinął się jako ruch kontestacji zastanego porządku.
W czasach praojca doktryny, Johna Locke’a, przeciwnikiem liberalizmu była
monarchia absolutna. Dwa traktaty o rządzie zostały napisane jako polemika
z Patriarchą Roberta Filmera, który w czasach Stuartów był naczelnym ideologiem
królewskiego iure divine (divine right). Szczególnie wojowniczą postać zyskał
liberalizm w XIX w., pod wpływem, z jednej strony francuskiego racjonalizmu,
z drugiej – utylitaryzmu. Bentham i James Mill nie wątpili w konieczność zmieniania stosunków społecznych i politycznych. Dzisiejszemu obserwatorowi
dostrzeżenie radykalizmu liberałów utrudnia jednak odruchowe porównywanie
go z młodszym ruchem socjalistycznym, który przejął pałeczkę w sztafecie awangardy postępu. Liberalizm współczesny posiada większą dozę zadowolenia z tego,
co jest. Ze względu na dominującą pozycję oznacza to zadowolenie z samego siebie.
Skrajnym przykładem tego stanowiska jest teza F. Fukuyamy o końcu historii – ta
miała już nie potrzebować dalszego ciągu, ponieważ udało się społeczeństwom
Zachodu wypracować optymalny model współżycia społecznego, oparty na demokratycznych procedurach wyboru władzy i liberalnych prawach jednostkowych.
Model ten miał zostać przyjęty przez cały cywilizowany świat17. Bez względu na
16
17
E. Voegelin, Ersatz Religion, … s. 297–298.
F. Fukuyama, Koniec historii, przeł. T. Bieroń, Warszawa 1996, s. 81.
Teologia liberalnej demokracji…
213
różnego typu obawy, progresywistyczny duch zmusza współczesny dyskurs polityczny do poszukiwania kolejnych zadań cywilizacyjnych do realizacji. W języku
mainstreamu polityki dominują, wskazane przez Voegelina jako gnostyckie,
postulaty świata bez wojen, powszechnego zlikwidowania ubóstwa, nakarmienia
tych części globu, które dotykane są regularnie klęskami głodu etc.
Liberalizm ma korzenie oświeceniowe i dziedziczy typowy dla tej epoki optymizm antropologiczny. Przekonanie o dobrej naturze człowieka wspólne było tak
różnym myślicielom, jak Locke, Kant i (nieliberał) Rousseau, chociaż wyciągali
z niego różne wnioski. W każdym przypadku liberał (i demokratyczny liberał),
zetknąwszy się z dysonansem ludzkich pragnień i realnego świata skłonny będzie
raczej stwierdzić, że to świat wymaga zmiany, a nie człowiek – pokory. Przypomnijmy najstarszą z wielkich oświeceniowych koncepcji umowy społecznej:
według Locke’a ludzie mogli żyć ze sobą w zgodzie i pokoju w stanie natury,
ponieważ wykazywali naturalną skłonność do sprawiedliwości w kontaktach
wzajemnych. Nie zmusiła ich do zawiązania społeczeństwa żadna „wojna wszystkich ze wszystkimi”, ale raczej racjonalna analiza korzyści, jakie daje wspólne
podporządkowanie się władzy, która rozsądzałaby spory18.
Przekonanie liberałów, że porządek bytu będzie mógł ulec zmianie w procesie
historycznym wynika z jednej strony z antropologii, z drugiej, z radykalnej immanentyzacji światopoglądu. Współcześni ideolodzy liberalnej demokracji, z wyjątkiem oczywiście tych, którzy przeszli na stanowisko postmodernistyczne, postulują
dwa typy rozwiązań. Pierwszy z nich to liberalizm ekonomiczny, czyli postulat
radykalnego uwolnienia rynków od mechanizmów kontroli państwowej. Druga
droga wiąże się z formacjami politycznymi socjaldemokracji i socjalliberalizmu,
proponującymi zachowanie welfare state. Abstrahując od praktycznych efektów
obu projektów, można stwierdzić, że oba są równie immanentystyczne.
Wiara w możliwość naprawy zła tego świata, przynajmniej w jego spektakularnych przejawach, zdaje się nie opuszczać klasy politycznej Zachodu. Jest raczej tym
mocniejsza, im mniejsze możliwości mają jego kraje, a w szczególności Unia
Europejska, do realizacji misji cywilizacyjnych. Słabnąca cywilizacja Zachodu nie
wyrzeka się swojej misji cywilizacyjnej, co widać na przykład w działaniach Stanów
Zjednoczonych Ameryki w Iraku i Afganistanie. Krytycy lewicowi twierdzą, że
aktywność ta służy wyłącznie realizacji interesów ekonomicznych, ale nie tłumaczy
to ambitnych, nawet jak na standardy mocarstwa amerykańskiego, projektów
demokratyzacji społeczeństw azjatyckich. Bez względu na to, czy bierze się z głę18
J. Locke, Dwa traktaty o rządzie, Warszawa 1992, s. 175.
214
Tomasz Madras
bokiego przekonania o powinności moralnej, czy nie, Amerykanie, szczególnie
w czasach rządów Busha juniora, zdawali się być przekonani o uniwersalnej skuteczności liberalnej demokracji19. W Teorii demokracji Sartoriego autor jednoznacznie opowiada się za demokracją liberalną jako jedyną właściwą. Jest to
postawa znamienna. Według Sartoriego „liberalizm ograniczył absolutną i dowolną
władzę, przełamał rozpacz wyrażoną w pytaniu: kto kontroluje rządzących? i uwolnił ludzi od strachu przed Księciem; w rzeczywistości, wybawił ich również od
rabunku i strachu (strachu przed siłą, rzecz jasna). Liberalizm pod jeszcze jednym
względem odniósł unikatowy sukces: jest to jedyny plan działań w historii, który
celom zapewnił środki”20.
Przekonanie o tym, że wiedza jest narzędziem, dzięki któremu dokonane zostanie zbawienie ludzkości od zła tego świata, jest ostatnią, szóstą cechą gnostycyzmu.
Współczesny dyskurs polityczny zachowuje ostrożność w traktowaniu wiedzy
naukowej jako absolutnego przewodnika w działaniu politycznym. Liberałowie
starają się nawet tym odróżniać od socjalistów (i socjaldemokratów), że ich doktryna, jak twierdzą, jest mniej „ideologiczna” (co ma znaczyć, że nie jest racjonalistyczną utopią, w przeciwieństwie do socjalizmu). Wiąże się to z niemalejącym
autorytetem Tocqueville’a, przestrzegającego przed Rozumem (przez duże „R”),
który może zaszkodzić zdrowemu rozsądkowi. Sartori, powołując się właśnie na
argumenty autora O demokracji w Ameryce, proponuje rozróżnienie demokracji
empirycznej (anglosaskiej) i racjonalnej (francuskiej), z których ta druga, gorsza,
wiąże się z wiarą w abstrakcyjne idee. „Wydaje się natomiast – czytamy w dziele
Tocqueville’a – że we Francji upodobanie do idei ogólnych przerodziło się w nieokiełznaną namiętność, nieustannie domagającą się zaspokojenia. Ledwie rano
otworzę oczy, dowiaduję się, że odkryto właśnie jakieś ogólne i odwieczne prawo,
o którym dotąd nie słyszałem. Byle pisarzyna nie zadowala się odkrywaniem praw
tyczących ogromnego kraju i jest bardzo z siebie niekontent, jeśli nie wygłosi
poglądu na temat rodzaju ludzkiego w ogólności”21. Efektem błędu racjonalności
jest, według Sartoriego, wiara, że rządzić musi parlament wybrany w wyborach
proporcjonalnych, jako reprezentacja ludu/narodu, a rząd ma być tylko jego
19
Na ile amerykańscy neokonserwatyści są konserwatystami, a na ile liberałami, można spierać
się długo. W każdym razie drugie pokolenie tego środowiska, częściowo związane było z administracją Busha, która z całą pewnością nie próbowała restaurować w zdobytym Bagdadzie żadnej tradycyjnej formy ustrojowej tamtejszych ludów. Neokonserwatystą był wymieniany wcześniej Fukuyama,
jednocześnie będący jednym z ważniejszych teoretyków i propagatorów liberalnej demokracji.
20
G. Sartori, op.cit., s. 469.
21
A. de Tocqueville, O demokracji w Ameryce, przeł. B. Janicka i M. Król, Warszawa 2005, s. 406.
Teologia liberalnej demokracji…
215
egzekutywą22. Z drugiej strony liberalizm „od zawsze” obawiał się czynników
irracjonalnych w polityce, które utożsamiał z konserwatyzmem lub totalitaryzmem.
Za przykład może służyć Karl Popper. Autor koncepcji społeczeństwa otwartego
świadomie proponuje racjonalizm oparty na „irracjonalnej wierze w rozum”, tzn.
racjonalizm jako aksjomat23. Zagrożeniem rozsądnej nieufności wobec racjonalistycznej abstrakcji może być też, paradoksalnie, brak zaufania do polityki w ogóle.
Szczególnie jest to przypadłość młodych demokracji, nieposiadających dojrzałej
i doświadczonej elity politycznej. Objawem zjawiska jest polityczna skuteczność
hasła „nie róbmy polityki…” W ten sposób, nieco tylnymi drzwiami, powraca
Marksowski ideał zniesienia państwa i władzy politycznej.
Podsumowując powyższe rozważania, można wskazać główne tropy do dalszych
badań nad ewentualną gnostycką naturą liberalizmu pojmowanego jako doktryna
legitymizująca liberalną demokrację. Zwolennicy liberalnej demokracji, mniej lub
bardziej związani z doktryną polityczną liberalizmu, wykazują główne cechy
wskazane przez Voegelina jako gnostyckie, choć w kilku przypadkach tylko w ograniczony sposób. Przede wszystkim tylko umiarkowanie zgłaszają niezadowolenie
ze status quo, a także nie stawiają wprost tezy, że wiedza jest narzędziem melioryzacji ludzkości. Zwraca na to uwagę Ryszard Legutko w artykule z 1999 r.: „Podstawą do odrzucenia tezy Voegelina – pisze Legutko – jest pogląd, iż liberalizm, jak
żaden inny kierunek polityczny, jest pozbawiony przesłania o zbawczej roli wiedzy,
a zwłaszcza zbawczej roli liberalnych idei. Jest on w swej istocie – jak twierdzą jego
zwolennicy – raczej minimalistyczny w swych wymaganiach wobec świata, człowieka, czy instytucji, a nie maksymalistyczny”24. Mimo to umieszczenie przez
Voegelina liberalizmu wśród współczesnych ruchów gnostyckich jest zasadne
przynajmniej o tyle, że zgadza się z przyjętą przez niego siatką pojęciową, a przede
wszystkim z jego rozumieniem zjawiska gnostycyzmu. Liberalizm demokratyczny
z pewnością wierzy, że sens aktywności politycznej jednostek i organizacji ludzkich
polega na naprawianiu zła tego świata. W sobie samym widzi też nadzieję na
realizację tego zamierzenia. I liberalizm, i idea demokratyczna, wyrosły ze sprzeciwu wobec zastanej rzeczywistości i projekt liberalno-demokratyczny dziedziczy
ten aktywizm po XIX-wiecznych przodkach. Nie ma jednak, na własne szczęście,
dynamiki dawnych radykałów.
22
G. Sartori, op.cit., s. 74–77.
K. Popper, Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie, t. 2, przeł. H. Krahelska, Warszawa 2007, s. 292.
24
R. Legutko, Gnoza polityczna: Besançon i Voegelin, (w:) Gnoza polityczna, red. J. Skoczyński,
Kraków 1999, s. 26.
23
216
Tomasz Madras
Kolejną płaszczyzną myśli gnostyckiej jest symbolika stosowana przez gnostyków do opisu rzeczywistości. Jest ona być może ważniejsza od samego światopoglądu. Symbolika nowoczesnego gnostyka ma według Voegelina źródła w teologii
Joachima z Fiore. Joachimowa koncepcja zawiera cztery następujące symbole:
Trzecie Królestwo – epoka następująca po dwóch wcześniejszych, a mająca przynieść duchowe spełnienie ludzkości; Dux e Babilone, symbol wodza, przywódcy
trzeciej epoki, takiego, jakim był Chrystus dla drugiej, w epoce sekularyzacji
przyjmującego postać nadczłowieka jako uniwersalnego symbolu człowieka zwyciężającego niedoskonałość natury; prorok – trzeci symbol, oznaczający tego, który
przygotowuje ludzkość do przyjęcia wiedzy prawdziwej, z Joachimem jako protoplastą, którego nieświadomie naśladują współcześni intelektualiści; braterstwo
autonomicznych osób – symbol czwarty, urzeczywistniany w momencie tryumfu
trzeciego królestwa, w postaci zsekularyzowanej objawiający się w demokratycznej
wierze w suwerenność ludu i Marksowskiej wizji zaniku państwa i polityki.
Wszystkie symbole Joachima z Fiore stanowią, według Voegelina, artykulację
cywilizacyjnych ambicji człowieka Zachodu. Jest to swego rodzaju bunt przeciwko
brakowi sensu doczesności. Chrześcijańska teologia wymaga zgody na nierówny
dualizm rzeczywistości doczesnej i rzeczywistości transcendentnej, z których ta
pierwsza, jak sama nazwa wskazuje, jest niedoskonała, bo tymczasowa. Historia
nie posiada więc immanentnego sensu, czyli eidosu. Ten istnieje tylko jako zbawienie, spełnia się poza naturą. „Joachimowy dux – pisze autor Nowej nauki
polityki – powstaje z napięcia pomiędzy rozwijającą się cywilizacją a ideą upadku,
podczas gdy Platoński król powstaje z napięcia pomiędzy rzeczywistym politycznym upadkiem a nową substancją duchową. W konsekwencji Joachimowa wizja
znajduje swoje wypełnienie w reprezentantach cywilizacyjnej dumy i wyznawcach
immanentnej doskonałości społeczeństwa, od postępowców z XVIII w., przez
Comte’a, Marksa i Milla, aż do Lenina i Hitlera. Tymczasem Platońska wizja
znajduje swoje wypełnienie w postępującym duchowym porządkowaniu nieuporządkowanego świata, przez figurę Aleksandra, przez soteriologiczne panowanie
wieku hellenistycznego, imperialnego porządku rzymskiego i przez Chrystusa”25.
Współczesna, radykalnie zsekularyzowana polityka, posługuje się wciąż Joachimową strukturą symboli. Najbardziej radykalną realizacją gnostyckich postulatów
był komunizm, który z założenia miał polegać na gwałtownej (dokonanej za
pomocą przemocy fizycznej) przebudowie społeczeństw i konstrukcji nowego,
25
E. Voegelin, Platon, przeł. A. Legutko-Dybowska, Warszawa 2009, s. 246.
Teologia liberalnej demokracji…
217
ostatecznego ładu26. Liberalizm, doktryna wymieniana przez Voegelina jako jedna
z łagodniejszych form nowoczesnej gnozy, w bardziej umiarkowany i zawoalowany
sposób posługuje się też gnostycką symboliką. „Trzecie Królestwo” nie oznacza już
dosłownego końca państwa, ale przybiera postać postpolityki, w której funkcje
podmiotów politycznych są ograniczone do zadań administracyjnych. Przynajmniej pozornie spory polityczne przestają dotyczyć etycznych fundamentów ładu
politycznego. Wąskie ramy dyskursu wyznacza jedna dominująca ideologia, a jej
sukces jest tym bardziej wyraźny, im bardziej szerzy się wiara w to, że nie jest ona
ideologią. Jest to świat z wizji Fukuyamy, który pisał: „W ostatnich latach wyraźnie
zwycięża pogląd o wyższości liberalnej demokracji, która kolejno pokonała rywalizujące z nią monarchię dziedziczną, faszyzm i w końcu komunizm, nad innymi
ustrojami politycznymi. Co więcej, może ona wyznaczyć »ostatnią fazę ideologicznej ewolucji ludzkości«, a tym samym ukonstytuować »ostateczną formę rządu«,
która stanowić będzie rzeczywisty »koniec historii’«. Tylko liberalna demokracja
nie jest obciążona fundamentalnymi wadami, sprzecznościami wewnętrznymi, oraz
niedostatkiem racjonalności, czyli tym, co wiodło dawne ustroje do nieuchronnego
upadku”27. Należy jednak zastrzec, że zjawisko postmodernizmu przynajmniej
werbalnie przełamuje trynitarny podział, który u Joachima miał postać epok Ojca,
Syna i Ducha, a u Comte’a teologii, metafizyki i nauki. Jest to efekt autorefleksji
kontynuatorów projektu oświeceniowego, którzy dostrzegli porażkę przynajmniej
co do racjonalnego wytłumaczenia moralności28.
W systemie liberalnej demokracji szczególne znaczenie ma symbol ludu. Zgodnie ze wskazaniami liberałów należałoby go pojmować jako zbiorowość autonomicznych jednostek, ale w praktyce dyskursu politycznego nie da się uniknąć
pojmowania narodu, ludu, czy też społeczeństwa, jako istoty zbiorowej. Jest to
integralny element tradycji demokratycznej, której ojcem chrzestnym jest J.J. Rousseau, o czym była mowa wyżej. Przekonanie o tym, że lud jest jedynym źródłem
władzy, oddaje Konstytucja RP w cytowanym już ustępie 1. artykułu 4., który mówi
o władzy zwierzchniej należącej do Narodu. W tym sformułowaniu brzmi echo
Umowy społecznej. „Twierdzę – pisał Rousseau – że od zwierzchnictwa, polegającego jedynie na sprawowaniu woli powszechniej, nie można odstąpić i że zwierzchnik, będący istotą zbiorową, może być reprezentowany tylko przez siebie samego”29.
26
27
28
29
Ibidem, s. 113.
F. Fukuyama, Koniec historii…, s. 9.
Porównaj np.: S. Filipowicz, Demokracja. O władzy iluzji w królestwie rozumu, Warszawa 2007.
J.J. Rousseau, Umowa społeczna, przeł. A. Peretiatkowicz, Kęty 2009, s. 26.
218
Tomasz Madras
Tak rozumiana wspólnota wolnych i równych obywateli odpowiada czwartemu
symbolowi Joachima z Fiore.
W demokratycznym ideale samoświadomego społeczeństwa pojawia się zrekonstruowana wizja nadczłowieka (superman), pełniącego funkcję wodza nowego
eonu. „Jako główne typy nadczłowieka – pisał Voegelin – możemy wyróżnić progresywistycznego nadczłowieka Condorceta, (który nawet wierzył w wieczne życie
ziemskie), pozytywistycznego nadczłowieka Comte’a, komunistycznego nadczłowieka Marksa i Dionizyjskiego nadczłowieka Nietzschego”30. Cechą wspólną
wszystkich typów jest uniwersalność wyróżnionej osoby, która nie jest ograniczona
do konkretnej jednostki, ale stanowi, w pewnym sensie, nowy gatunek człowieka.
Cechy nadnaturalne, czyli przełamujące dyktat przyrodzonych ułomności istoty
ludzkiej, mają być dostępne dla wielu, choć niekoniecznie dla mas. Mimo elitarności (która zresztą była szczególną cechą gnostyków starożytności) nawet Nietzscheański nadczłowiek nie miał imienia i nazwiska – jego idea nie urzeczywistniała się
w konkretniej osobie, ale była oznaczeniem typu. Co więcej, typ ten miał dopiero
pojawić się, po przezwyciężeniu etyki niewolników. W sytuacji, w której liberalno-demokratyczni gnostycy pokonali najbardziej radykalne formy gnozy aktywistycznej, wyartykułowane w XX-wiecznych totalitaryzmach, objawia się istota liberalizmu jako gnostyckiej herezji w odmianie progresywistycznej. Lud, stanowiący
centrum etyki demokratycznej, ma na drodze ewolucyjnego samodoskonalenia
osiągnąć stan całkowitej autonomii.
Radykalna immanentyzacja chrześcijańskiego eschatonu owocuje wizjami raju
na Ziemi, który ma sobie sam stworzyć człowiek. Lud, jako autonomiczna wspólnota wolnych i równych, staje się zbiorowym nadczłowiekiem. Ludzkość uzyskuje
więc status istoty boskiej. Wszelkie decyzje moralne mają być przejawem woli
człowieka. Zespół przekonań składających się na doktrynę nowoczesnej poliarchii
wypełnia pustkę po odrzuconej teologii chrześcijańskiej. Zgodnie z interpretacją
Voegelina gnoza, w postaci liberalizmu, staje się teologią polityczną społeczeństw
Zachodu. „Przy całym bogactwie odmian – czytamy w Nowej nauce polityki –
gnostyckie doświadczenie jest rdzeniem przebóstwienia człowieka, ponieważ
człowiek, który sięga po to doświadczenie, nadaje sobie boskie znamiona i tym
samym zastępuje wiarę w sensie chrześcijańskim silniejszym uczestnictwem
w boskości”31.
30
31
E. Voegelin, Ersatz Religion, s. 303.
Idem, Nowa nauka polityki, s. 117–118.
Teologia liberalnej demokracji…
219
4. ZAKOŃCZENIE
Voegelinowska analiza współczesnych przejawów gnozy politycznej skupiona
była, przede wszystkim, na komunizmie i nazizmie. Zbrodnie Lenina, Stalina
i Hitlera stanowiły według niego logiczną konsekwencję gnostyckiego typu myślenia. Wcześniej, w XVIII i XIX w., racjonaliści, pozytywiści i liberałowie odrzucili
transcendentny wymiar rzeczywistości. W nowej teologii politycznej centralne
miejsce zajął człowiek, który po „śmierci Boga” miał być jedynym prawodawcą
świata. Na poziomie systemów politycznych artykulacją nowej wiary jest demokracja, czyli, według formuły Lincolna, „rządu ludu, dla ludu i przez lud”.
Współczesne społeczeństwa Zachodu zorganizowane są, korzystając z nomenklatury Dahla, w poliarchie, czyli systemy demokracji liberalnej. Praktyków
i teoretyków nowego porządku charakteryzuje, między innymi, przekonanie o tym,
że jest to format najlepszy z możliwych, a być może nawet, że stanowi finalny
produkt poszukiwań ustroju idealnego na przestrzeni dziejów. Mimo optymizmu
apologetów władzy oświeconego ludu przekonania te nie dają się racjonalnie
wytłumaczyć bez sięgnięcia do pewnych niewytłumaczalnych aksjomatów, z czego
zdawał sobie sprawę już Popper. W związku z tym interesująca może być propozycja Voegelina, który cały szereg współczesnych ruchów i doktryn politycznych,
łącznie z szeroko rozumianym liberalizmem, traktuje jako objawy choroby ducha
współczesnej Europy. W jego interpretacji uczniowie Kanta, Comte’a i Milla są
kolejnym pokoleniem butowników przeciw rzeczywistości. Po dokonaniu immanentyzacji starej, chrześcijańskiej soteriologii, uciekając przed pustką świata bez
bogów, próbują oni nadać historii sens. Prowadzi to do tego, że starają się zbudować
świat doskonały. Zastrzec trzeba, że nie wszyscy, których Voegelin zdemaskował
jako gnostyków, robią to z równym pośpiechem i przekonaniem.
Chociaż współczesna myśl liberalna straciła wiele z optymizmu Benthama
i Milla, nie może uciec przed swoim przeznaczeniem. W interpretacji autora Order
and history jej fundamentalnym założeniem jest realizacja samozbawienia człowieka. Towarzyszyć mu powinno zniesienie polityki, koniec historii, kres ideologii,
czy też inaczej wyobrażone zwycięstwo nad niepewnością, które od zarania dziejów
towarzyszy ludziom jako istotom społecznym. Po odrzuceniu transcendencji
przekonania polityczne wbrew intencjom gnostyków zachowują jednak charakter
quasi-religijny, a efektem tego jest dominacja symbolu ludu, jako zbiorowego
übermenscha, czy też, mówiąc za Dostojewskim, człowieka-boga. Efekt osiągnięty
przez gnostyków nie jest zgodny z ich oczekiwaniami. Z jednej strony powoduje
to narastające zwątpienie w szeregach intelektualistów. Z drugiej strony skutkuje
Tomasz Madras
220
to, na poziomie praktycznych działań politycznych, rosnącym dystansem pomiędzy
demokratyczną mitologią i rzeczywistością. Język współczesnych polityków staje
się coraz bardziej czarodziejski. „Trudności – pisze Voegelin – będą pokonywane
za pomocą magicznych operacji w świecie snu, takich jak: potępienie przeciwnika
za niemoralność, deklaracja własnych intencji, odwołanie się do opinii ludzkości,
nazywanie wroga agresorem, zakazanie wojen, podjęcie propagandy na rzecz
pokoju światowego czy światowego rządu i tak dalej. Tego rodzaju intelektualne
i moralne zepsucie sprawia, że społeczeństwa zaczyna ogarniać niesamowita,
upiorna aura szpitala dla obłąkanych, czego doświadczamy obecnie w czasach
kryzysu Zachodu”32. Przykładem fatalnych efektów stosowania pseudomagicznych
formułek zamiast politycznego działania jest reakcja mocarstw zachodnich na
dojście Hitlera do władzy w Niemczech. Im bardziej politycy liberalno-demokratyczni zabiegali o pokój, tym bardziej nieuchronna stawała się katastrofa wojny
totalnej. „Prehistoria drugiej wojny światowej – czytamy – stawia nas przed
poważnym pytaniem, czy aby gnostycki sen na tyle nie skorumpował społeczeństw
zachodnich, iż niemożliwe jest już uprawianie racjonalnej polityki i wojna pozostała jedynym środkiem radzenia sobie z brakiem równowagi egzystencjalnych
sił”33. Voegelin przestrzegał przed niebezpieczeństwem powtórzenia się okropności wojny, jeśli politycy nie nauczą się przedkładać rzeczywistość nad sen. Pacyfizm,
zmierzający przecież do miłego wszystkim celu unikania konfliktów, jest praktyką
magiczną w tym sensie, że polega na przemienianiu świata materialnego za pomocą
słownych deklaracji. Polega na zamykaniu oczu na realną równowagę sił politycznych, a przez to utrudnia racjonalne działanie, które może faktycznie służyć
zachowywaniu pokoju o tyle, o ile jest to możliwe.
Voegelin nie potępił demokracji. Jego rozważania nie dotyczą bezpośrednio
ustrojów, i w tym podobny jest do wielu konserwatystów (a także niektórych
klasycznych liberałów). Bez względu na formę ustrojową zagrożeniem dla ludzkiej
egzystencji jest antyrealizm immanentystycznego gnostycyzmu. Opanowanie
społeczeństw przez myślenie magiczne może nastąpić w każdym ustroju, choć nie
znaczy to, że konstytucje nie mają znaczenia. Prawo i kultura polityczna są jednak
raczej objawem, niż przyczyną choroby duszy. Voegelin, jeśli już zajmował się
analizą XX-wiecznych ideologii, poświęcał czas głównie totalitaryzmom. Wielokrotnie przypominał, że wśród gnostyckich herezji znajduje się również liberalizm,
ale nie on był głównym wrogiem wolności w połowie XX w. W zakończeniu Nowej
32
33
Ibidem, s. 155–156.
Ibidem, s. 157.
Teologia liberalnej demokracji…
221
nauki polityki znajduje się też ważna uwaga odnosząca się do demokracji, a przynajmniej do jednej z jej postaci. „W tej sytuacji – czytamy – gdy demokracje
amerykańska i angielska poprzez swoje instytucje najpełniej wyrażają prawdę
duszy, a jednocześnie na poziomie egzystencjalnym są najpotężniejszymi mocarstwami, istnieje promyk nadziei. Potrzebny jest jednak olbrzymi wysiłek, by ten
promyk rozwinął się w płomień, by ograniczyć gnostycką chorobę i odbudować
siły cywilizacyjne. Na razie ich los nie uległ jeszcze rozstrzygnięciu”34. Voegelin
dopuszczał istnienie demokracji. Prawdopodobnie jednak współczesną demokrację liberalną przełomu XX i XXI w., z jej materializmem, świeckością, odrzuceniem
etyki absolutnej i formalną wszechwładzą ciał ustawodawczych uznałby za kolejny
etap upadku i rozkładu europejskiego projektu cywilizacyjnego.
34
Ibidem, s. 170.
222
Tomasz Madras
The Theology of Liberal Democracy in the Light of Eric Voegelin’s
Conception of Political Gnosis
ACCORDING TO ERIC Voegelin’s theory modern Gnosticism is characterized by radical
immanentisation of eschatological desires of man. The vitality of the varied secular projections of self-salvation of the mankind which take a form of political doctrines is one of the
consequence. The liberal-democratic system is one of such visions. However, despite the
intentions of Gnostics, political beliefs retain the quasi-religious character after the rejection of transcendence, and, by Voegelin’s, liberalism is one of the manifestations of Gnosticism.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Przemysław Piotrowski
LIBERALNY UNIWERSALIZM
A MODERNIZACJA ŚWIATA NIEZACHODNIEGO
PUNKT WIDZENIA POLITOLOGÓW ORAZ HISTORYKÓW IDEI
HUNTINGTON I BRZEZIŃSKI, CZYLI KONFRONTACJA
KULTUROWEGO PLURALIZMU I UNIWERSALIZMU
PO UPADKU KOMUNIZMU i przyspieszeniu procesu globalizacji F. Fukujama
przedstawił swą popularną prognozę nieuchronnego podboju świata przez wzorce
cywilizacyjne zrodzone po obu stronach północnego Atlantyku. Niezachodnie
społeczeństwa miały – jego zdaniem – ochoczo przystąpić do terminowania
u swych zachodnich mistrzów, ponieważ znikły wszelkie ku temu przeszkody
natury geopolitycznej czy ideologicznej1. Nie był to jednak jedyny punkt widzenia.
Od początku towarzyszyły mu bowiem głosy mitygujące uniwersalistyczny zapał
okcydentalistów. Pojawiły się nawet takie, że to raczej Zachód od Wchodu uczyć
się powinien, a nie odwrotnie. Jadwiga Staniszkis – powodowana fascynacją sukcesami gospodarczej modernizacji, a jeszcze bardziej historycznym dziedzictwem
starych kultur Azji – przekonuje dziś na przykład, iż Stany Zjednoczone, a zwłaszcza Europa chcąc sprostać wyzwaniom niesionym przez globalizację wydają się
wręcz skazane na czerpanie z cywilizacyjnego dorobku Dalekiego Wschodu2.
S.P. Huntington zaś już w początkach poprzedniej dekady zauważył, iż – zważyw1
F. Fukujama, Koniec historii, przeł. T. Bieroń, M. Wichrowski, Poznań 1996, s. 72–87.
Owa szczególnie dla współczesnych społeczeństw atrakcyjna wartość azjatyckiej tradycji dotyczy
– jej zdaniem – m.in. edukacji opartej na logice wielowartościowej i skutkującej stylem myślenia
obytym z paradoksem i antynomią. Styl ów ma leżeć u podstaw zdolności opanowania sztuki
funkcjonowania w – charakterystycznych dla żywiołu globalizacji – warunkach zwiększonego ryzyka
i niepewności oraz częstego obcowania z racjonalnością odmiennych, egzotycznych kultur. Styl
pozwalający odkryć i oswoić logikę chaosu. J. Staniszkis, O władzy i bezsilności, Kraków 2006,
s. 39–42, 74.
2
224
Przemysław Piotrowski
szy choćby na sukces ekonomiczny oraz kondycję moralną społeczeństw tamtego
regionu – uniwersalizm azjatycki, konfucjański, autorytarny i komunitarystyczny,
wydaje się co najmniej równie uzasadniony jak indywidualistyczny uniwersalizm
zachodniego liberalizmu3.
Huntington polemizował z wizją narodzin uniwersalnej cywilizacji. Szczególnie
z przekonaniem, iż nieuchronnym skutkiem cywilizacyjnej (ekonomiczno-technologicznej) modernizacji niezachodniego świata będzie jego kulturowa okcydentalizacja (westernizacja). W tym celu wyodrębnił dwie różne strategie modernizacji. Jedną z nich określił mianem kemalizmu4, nawiązując do klasycznego programu
forsownego unowocześnienia nieeuropejskiego państwa i gospodarki, który ściśle
wiązał się z konsekwentnym przejęciem zachodniej kultury i obyczajowości. Nazwa
tej strategii nawiązywała do eksperymentu zainicjowanego u progu XX stulecia
przez tureckiego przywódcę Mustafę Kemala Paszę.
Kemalizmowi Huntington przeciwstawił tzw. reformizm, czyli strategię modernizacji połączoną z dążeniem do zachowania własnej tradycji i tożsamości kulturowej. Ów drugi sposób przezwyciężania zapóźnień cywilizacyjnego rozwoju stał
się doświadczeniem m.in. Japonii, Chin, Singapuru czy Arabii Saudyjskiej. I co
istotne – potwierdził tam swoją skuteczność. Amerykański uczony przywołał
również przykład spektakularnej klęski kemalizmu w Iranie, gdzie społeczeństwo
zbuntowało się przeciw forsownej okcydentalizacji dokonywanej przez reżim Rezy
Pahlawiego i ostatecznie obrało drogę reformizmu. W sposób mniej gwałtowny,
ale równie konsekwentny kemalizm został też – jego zdaniem – odrzucony przez
m.in. Malezję czy Indonezję oraz przez znakomitą część krajów muzułmańskich.
Huntington – uogólniając sens owych przypadków – postawił stanowczą tezę:
przyszłość procesu modernizacji niezachodniego świata należy do strategii reformizmu, nie kemalizmu5. Modernizacja – jego zdaniem – nie musi koniecznie
oznaczać westernizacji. Niezachodnie społeczeństwa mogą podążać drogą nowo3
S.P. Huntington, Zderzenie cywilizacji, przeł. H. Jankowska, Warszawa 2004, s. 161–172. Huntingtona koncepcja zderzenia cywilizacji długo była przedmiotem surowej krytyki i drwin. Pełniejsze
prawo obywatelstwa w zachodnich środowiskach opiniotwórczych zyskała dopiero po wydarzeniach
z 11 września 2001 r. Zob. H. James, Globalization, empire and natural law, „International Affairs”
2008, nr 3 (84), s. 434–435.
4
Toynbee określał to mianem herodianizmu (A.J. Toynbee, Cywilizacja w czasie próby, przeł.
W. Madej, Warszawa 1991, s. 133–138), co Huntington zresztą odnotowuje.
5
Huntington akcentuje opłakane skutki kemalizmu na przykładzie Turcji oraz Rosji, która
również stosowała kemalistyczny sposób modernizacji: jego rezultatem jest – cechująca zarówno
Turków, jak i Rosjan – patologia swoistej kulturowej schizofrenii, stan rozdwojonego poczucia
przynależności cywilizacyjnej – tej która jest przedmiotem aspiracji oraz tej, którą zamierzano od-
Liberalny uniwersalizm a modernizacja świata niezachodniego
225
czesności nie odrzucając własnej kultury i nie przyjmując hurtem zachodnich
wartości, instytucji i zwyczajów. Co więcej – przekonywał, iż modernizacja nie
tylko nie musi osłabiać, ale wręcz z reguły umacnia niezachodnie kultury. Świat
staje się coraz bardziej nowoczesny i coraz mniej zachodni6.
Dotyczy to zresztą – zdaniem autora Zderzeń cywilizacji – nie tylko tożsamości
kulturowej, ale również postaw religijnych: rozwój cywilizacyjny (ekonomiczno-technologiczny) skutkuje dewesternizacją, lecz również desekularyzacją. Postępy
nowoczesności nie dość, że – wbrew zgodnemu z weberowskim prawidłem
doświadczeniu narodów europejskich – nie powodują zeświecczenia niezachodnich społeczeństw, to nawet wyraźnie sprzyjają ich religijnemu odrodzeniu (czyli
desekularyzacji). Amerykański uczony zauważa ponadto, iż procesem sprzyjającym
renesansowi własnej, historycznej tożsamości kulturowej społeczeństw niezachodnich, jest również ich demokratyzacja, która nie dokonuje się w duchu europejskim
czy amerykańskim. Innymi słowy – proces modernizacji oraz demokratyzacji tych
zbiorowości niesie ze sobą ich dewesternizację (i desekularyzację), lecz także
odwodzi je od liberalizmu. (Tamtejsze bowiem demokracje mają z liberalizmem
związek zazwyczaj ograniczony a często śladowy.) Czyli od specyficznie zachodniej – a więc jedynie lokalnej – nie zaś uniwersalnej formuły rządów ludu. Zdaniem
Huntingtona, liberalnej demokracji – wbrew prognozom F. Fukujamy7 – bynajmniej nie jest pisany sukces w społeczeństwach spoza euroatlantyckiego kręgu
cywilizacyjnego. Co najwyżej w paru wyjątkach, które to jedynie potwierdzą ogólną
regułę8.
Polemika Huntingtona z hipotezą modernizacyjną – czyli przekonaniem, iż
w ślad za technologicznym i gospodarczym rozwojem niezachodnich społeczeństw
nieuchronnie podąża zachodnia kultura i zachodnia wolność – oparta jest na
jeszcze jednym argumencie. Dotyczy on koncepcji wewnętrznej struktury nowoczesnej cywilizacji Zachodu. Jego zdaniem jest to struktura hybrydalna. Związki
między tym co w niej nowoczesne, a tym co specyficznie zachodnie (tzn. zachodnia kultura oraz zachodnia wolność) są raczej przypadkowe. Innymi słowy – autor
rzucić. Amerykański uczony obie nacje nazywa społeczeństwami na rozdrożu. S.P. Huntington,
Zderzenie cywilizacji, op.cit., s. 226–244, 253–254.
6
Ibidem, s. 77–115.
7
A prawdę powiedziawszy – proroctwom, których podstawą jest nie tylko heglowska idea końca
historii, ale również argumentacja z gruntu metafizyczna: zwycięstwo liberalizmu jest – zdaniem
Fukujamy – globalnie nieuchronne bo ufundowane na samej naturze człowieka, ten bowiem jest
z natury homo liberalis. F. Fukujama, Koniec historii, op.cit., s. 86–87.
8
S.P. Huntington, op.cit., s. 138–157.
226
Przemysław Piotrowski
Zderzeń cywilizacji daje wyraz przekonaniu, iż Zachód to nie to samo, co nowoczesność. Nie jest z nią identyczny. Istniał zanim ona powstała. Uzyskał swą kulturową i polityczną tożsamość na długo przedtem zanim stał się nowoczesny, czyli
przed XVII i XVIII stuleciem9.
Jednym ze zwolenników hipotezy modernizacyjnej, a tym samym – polemistów
Huntingtona jest Z. Brzeziński. Były prezydencki doradca podziela przekonanie
Fukujamy, iż liberalna demokracja jest – na dłuższą metę i niezależnie od wszystkich lokalnych lub przejściowych zawirowań bądź regresów – nieuchronną konsekwencją cywilizacyjnej modernizacji10. Z nią się wiąże, i z niej ostatecznie
wynika. Dotyczy to – w jego przekonaniu – m.in. również tych krajów muzułmańskich, które obecnie przeżywają entuzjazm islamskiego odrodzenia, a więc ruchu
o antyzachodnim zazwyczaj obliczu. Demokracja w tych społeczeństwach istotnie – przyznaje – ma niewiele wspólnego demokracją liberalną. Z reguły przybiera
9
Huntington, op.cit., s. 97–105. Tezę o hybrydalności nowoczesnej cywilizacji Zachodu podziela
również D. Bell. Jego zdaniem relacja pomiędzy kulturową i społeczno-ekonomiczną strukturą cywilizacji dotyka „najbardziej skomplikowanego problemu socjologii”. Autor ów wyróżnia dwie
koncepcje w tym względzie. Jedna – podzielana m.in. przez Hegla, Marksa i Webera – zakłada jedność,
harmonię i ścisłe związki obu sfer. Druga – z którą on sam się utożsamia – przyjmuje, że owe związki
są raczej luźne, a obiema dziedzinami rządzą odmienne zasady. Społeczeństwo – innymi słowy – nie
jest wg niej integralną całością. Ta druga koncepcja – twierdzi Bell – jest adekwatna do sytuacji
współczesnej. W sferze techniczno-gospodarczej dzisiejszego zachodniego społeczeństwa panuje
duch mieszczańskiej samodyscypliny, w jego zaś kulturze – obowiązuje jej dyskredytacja. Innymi
słowy – obie te dziedziny znajdują się w aksjologicznym konflikcie. Moralny perfekcjonizm mieszczanina miał skapitulować pod presją jego artystycznej kontestacji, zdegradowany przez nią do statusu
kołtuńskiego oportunizmu, który przed majestatem i wzniosłością wolnego ducha mógł się jedynie
kajać za swą małoduszność. W efekcie mieszczanin (czyli kupiec, czyli przedsiębiorca) nie ma już
dziś własnej kultury ani artystycznej, ani intelektualnej. Protestancka etyka z jej samodyscypliną oraz
oświeceniowy racjonalizm niemal zupełnie wyparowały z zachodniej kultury i nie odgrywają w niej
już znaczącej roli. Koncepcję hybrydalności nowoczesnej cywilizacji zachodu – acz w wielu aspektach
odmienną – podzielają również A. Gehlen i Z. Bauman. Przekonania o hybrydalności nowoczesnej
cywilizacji zachodniej nie podziela zaś wielu entuzjastów modernizacji postkomunistycznego
Wschodu połączonej z pryncypialną jego okcydentalizacją. Wśród tych, którzy w debacie toczonej
w Polsce zaznaczyli swe stanowisko w interesujący sposób znajdowali się m.in. J. Lewandowski oraz
B. Łagowski. Zob. D. Bell, Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, przeł. S. Amsterdamski, Warszawa
1994, s. 42–47, 68, 72; A. Gehlen, O kulturowej krystalizacji, przeł. D. Raczkiewicz-Karłowicz, (w:)
Konserwatyzm. Projekt teoretyczny, red. B. Markiewicz, Warszawa 1995, s. 13–18; Z. Bauman, Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna, przeł. J. Bauman, Warszawa 1995, s. 22–23;
J. Lewandowski, Czy i jaka centroprawica, „Przegląd Polityczny” 1992, nr 3, s. 8–9; B. Łagowski, Liberalna kontrrewolucja, Warszawa 1994, s. 139–141.
10
Fukujama akcentuje swe przywiązanie do tzw. modernistycznej teorii demokratyzacji w jednej
ze swych ostatnich książek. F. Fukujama, Ameryka na rozdrożu, przeł. R. Staniecki, Poznań 2006,
s. 57–59.
Liberalny uniwersalizm a modernizacja świata niezachodniego
227
postać plebiscytowego populizmu. Mimo to jednak – twierdzi – sukces politycznego
liberalizmu jest tam nieuchronny właśnie wskutek cywilizacyjnej modernizacji.
Jego czynnikiem jest dążenie – zabiegających o wzrost swej potęgi – islamskich
państw do wykorzystania nowoczesnych technologii oraz wpływ ogólnoświatowych środków komunikacji i masowego kształcenia, którym islamski antyliberalizm nie będzie w stanie się oprzeć. Nawiasem mówiąc – zdaniem Brzezińskiego,
a wbrew opinii Huntingtona – muzułmańskie nacje nie przejawiają jakiejś fundamentalnej (wypływającej z sedna ich historycznej i religijnej tożsamości) wrogości
wobec nowoczesnej cywilizacji Zachodu. Ich niechęć do Zachodu, zwłaszcza USA
wynika z konkretnych urazów politycznych – irańskiej pamięci o wspieraniu
Szacha, arabskiego gniewu z powodu kwestii palestyńskiej, czy obaw Pakistańczyków o amerykańskie sympatie w stosunku do Indii11.
Modernizacyjny argument liberalnego uniwersalizmu Brzezińskiego to jedno.
Jego okcydentalizm legitymuje się ponadto przekonaniem pozostającym w nieco
luźniejszym z nim związku. Oto sama kultura Zachodu – wzięta w abstrakcji od
technologicznych gadżetów – wyłącznie mocą atrakcyjności znajdujących się w jej
centrum wzorców osobowych (wychowawczych) niechybnie – jak przekonuje były
prezydencki doradca – uwiedzie niezachodnią resztę świata. Innymi słowy – prognozowana przez Huntingtona, kulturowa dewesternizacja niezachodniego świata
jako następstwo jego modernizacji i demokratyzacji, wcale nie jest – zdaniem
Brzezińskiego – taka oczywista. Przeciwnie – należy spodziewać się właśnie jego
istotnej okcydentalizacji w duchu liberalnym i indywidualistycznym. Najściślej
rzecz biorąc – wskazane jest przewidywać jego amerykanizację. Bo to amerykańska,
nie europejska kultura wydaje się być dziś najbardziej prawowitym (a w każdym
razie najbardziej krzepkim wiarą we własne siły i własne posłannictwo) dziedzicem
zachodniego, liberalnego uniwersalizmu. Były doradca precyzuje: chodzi o amerykańską kulturę masową, o produkty amerykańskiego przemysłu muzycznego
i filmowego, które kształtują aspiracje niemal całego młodego pokolenia na świecie.
Wobec tego procesu amerykanizacji, zwłaszcza wśród młodzieży, bezsilne są – jak
podkreśla – nawet tak dumne ze swej tradycji i mocnej tożsamości kultury, jak
francuska, czy japońska12.
Wbrew obiekcjom moralistów i estetów, amerykanizacja kultur i obyczajów
nieamerykańskiej części świata nie musi – zdaniem Brzezińskiego – skutkować
11
12
Z. Brzeziński, Wybór. Dominacja czy przywództwo, przeł. B. Pietrzyk, Kraków 2004, s. 66–79.
Ibidem, s. 202–212.
228
Przemysław Piotrowski
powstawaniem tożsamości wyłącznie płytkich i przelotnych13. Zmienia ona
powierzchowne gusta i obyczaje, ale w końcu również życie wewnętrzne coraz
większej części ludzkości. Zwykła (powiedzielibyśmy – komercyjna jedynie)
atrakcyjność, ale również – jak przekonuje nasz autor – moc kreowania przez nią
silnych tożsamości bierze się stąd, że amerykańska pop kultura wyrasta z założeń
amerykańskiej demokracji: reprezentuje ideały egalitaryzmu, indywidualizmu,
samorealizacji, innowacyjności czy kreatywności. Innymi słowy – wbrew jej krytykom – nie jest ona uosobieniem hedonizmu, konsumeryzmu czy wąskiego
komercjalizmu (materializmu), lecz zawiera głębokie przesłanie duchowe i polityczne. W związku z tym jej dyskredytacja jest po pierwsze jałowa – bo nie towarzyszy jej propozycja żadnej atrakcyjnej alternatywy ideowej; a po drugie – bezsilna,
skazana na społeczną izolację, bo nie pójdzie za nią młodzież i masy przekonane
do dobrodziejstw cywilizacyjnej modernizacji. Jej krytycy – przyznaje Brzeziński
– mają rację, że amerykanizacja ma swoją ciemną stronę – kulturową homogenizację. Jednak w ostatecznym bilansie jej wady nie wydają się ceną zbyt wysoką za
związane z nią dobrodziejstwa w postaci triumfu zasady wolności wyboru (amerykanizacja dokonuje się wszak spontanicznie) oraz bezprecedensowego, cywilizacyjnego awansu mas. Oprzeć się jej bowiem mogą – podobnie jak szeroko
pojętej modernizacji i urbanizacji – jedynie społeczeństwa bardzo tradycyjne,
przeważnie wiejskie. Ostatecznie więc – zdaniem Brzezińskiego – nie tylko dzięki
atrakcyjności nowych zachodnich technologii, lecz również dzięki amerykańskim
„eksperymentom społecznym i kulturalnym”, które inspirują „światową rewolucję
kulturalną”, Ameryka dokonuje „kulturowego uwiedzenia świata”14. Zatem jesteśmy
światkami narodzin „pierwszej ogólnoświatowej cywilizacji”, albo „nowej światowej kultury”.
13
14
Tak właśnie twierdzi Huntington, idem, op.cit., s. 77–83.
Z. Brzeziński, op.cit., s. 202–212.
Liberalny uniwersalizm a modernizacja świata niezachodniego
229
DYLEMATY RACJONALIZMU
I UNIWERWALIZMU KONCEPCJI BRZEZIŃSKIEGO
Uniwersalizm Brzezińskiego daje świadectwo wiary Amerykanów w ich globalne
i historyczne posłannictwo. Stanowi wyraz potęgi jedynego dziś supermocarstwa
oraz pewności siebie jego obywateli. Prowokuje więc do krytyki. Jednym z jej
powodów jest koncepcja doniosłej cywilizacyjnej misji jaką Brzeziński przypisuje
amerykańskiej kulturze popularnej. Koncepcja ta nosi bowiem wyraźne znamiona
kulturowego populizmu, niezależnie od jego zapewnień, iż nie chodzi mu o jej
aspekt hedonistyczny, lecz głębokie humanistyczne przesłanie amerykańskiego
stylu życia.
Innego rodzaju wątpliwości biorą się stąd, iż opozycja Brzezińskiego wobec
Huntingtona – oraz (szerzej rzecz ujmując) romantycznej szkoły kulturowego
pluralizmu – doktrynalnie sytuuje go w obozie entuzjastów oświeceniowego
racjonalizmu. Były doradca prezydencki – już choćby jako zwolennik teorii modernizacyjnej – podziela wiarę epoki świateł, zgodnie z którą postęp naukowo-technologiczny oraz rozwój gospodarczy są naturalnym sojusznikiem wolności
i indywidualizmu. Tu właśnie tkwi problem, nad którym wielu współczesnym
liberałom trudno przejść do porządku dziennego. W ich bowiem głębokim przekonaniu racjonalistyczne dziedzictwo oświecenia skompromitowało się z tego
właśnie powodu, że sprzeniewierzyło się swym ideałom wolnościowym.
Krytyka demoliberalnego uniwersalizmu przeprowadzona przez Huntingtona
jest osadzona w tradycji – wg określenia I. Berlina – romantycznego kontroświecenia. Dziś wielu jej zwolenników nosi miano postmodernistów. Jeden z nich –
brytyjski filozof polityki J. Gray – zaprzecza (podobnie jak Huntington) by kraje
niezachodnie skazane były na powielanie wartości, obyczajów i instytucji współczesnych zachodnich społeczeństw, ponieważ nie ma podstaw sądzić, iż proces ich
modernizacji musi skutkować ich okcydentalizacją. Klasycznym tego przykładem
jest Japonia, a nowszym – kraje islamskie. Wbrew oświeceniowej idei postępu ku
uniwersalnej cywilizacji, instalowanie instytucji wolnorynkowych nie musi iść
w parze z adaptacją „weberowskiej racjonalności”. Amerykańska koncepcja globalnego upowszechnienia indywidualistycznych instytucji rynkowych napotka na
opór realiów obyczajowych. Zanim się załamie może przynieść innym kulturom
niepowetowane szkody. W przekonaniu Gray’a identyfikacja modernizacji i okcydentalizacji jest po prostu przejawem kulturowego imperializmu Zachodu. W dzisiejszych realiach – przede wszystkim przejawem ekspansji amerykanizmu, z jego
naiwną, bezkrytyczną wiarą w bezdyskusyjną atrakcyjność oświeceniowego
230
Przemysław Piotrowski
racjonalizmu. Wbrew szkole interpretowania upadku ładu sowieckiego jako
triumfu „demokratycznego kapitalizmu” 1989 r. był – jego zdaniem – w istocie
spektakularną klęską wybitnie zachodniej ideologii oświeceniowej. „Trudno sobie
wyobrazić bardziej złudną perspektywę historyczną niż ta – twierdzi Gray –
w ramach której upadek radzieckiego systemu doprowadza, na modłę Fukujamy,
do uniwersalnego przyjęcia zachodnich wartości”15.
Zdaniem J. Gray’a – żywy w naszych praktykach, instytucjach oraz w naszym
współczesnym sposobie życia – liberalizm stoi w głębokiej opozycji do oświeceniowego racjonalizmu. Intelektualne dziedzictwo wieku świateł przez swój doktrynerski uniwersalizm oraz technokratyzm, jest co najwyżej powodem tego, iż
liberalizm – podobnie jak marksizm – nieustannie wyradza się w ideologię16.
Również mentor Gray’a – I. Berlin traktuje spuściznę XVIII w. jako „przebrzmiałą”,
czyli po prostu anachroniczną. Uważa, że mija się ona z liberalną ideą pluralizmu
wartości, a poza tym traktuje wolność instrumentalnie – jako środek wiodący do
cnót i szczęścia17.
Kolejny postmodernista, Z. Bauman – nawiązując do T. Adorna i M. Horkheimera – stoi (podobnie jak J. Gray) na stanowisku, że oświecenie jako postawa
intelektualna poniosło całkowitą klęskę. Zwłaszcza jako tyleż arogancka co karkołomna próba „pozbycia się niepewności siebie.” Jej grzechem fundamentalnym jest
kult rozumu nowożytnej filozofii i nauki. Znalazła on swoje odzwierciedlenie
w ekspansji struktur władzy i ambitnych, technokratycznych zapędów nowożytnego państwa, które potraktowało ład cywilizacyjny zgodnie z regułami inżynierii
społecznej. Dziedzictwo oświecenia to tym samym dziedzictwo nowoczesnej
tyranii albo tyranii nowoczesności. Do tego stopnia, że – jak to wyraża Bauman
– „narodowi socjaliści nie musieli się trudzić wynajdywaniem nowoczesnej sztuki
wprowadzania ładu w życie”. Jednym słowem, nowożytno-oświeceniowa nowoczesność jest antyliberalna, albo co najmniej w tym względzie ambiwalentna. Jej dzieje
oscylowały pomiędzy wolnością i ludobójstwem. Mimo to jednak owa antyliberalna
nowoczesność wciąż żyje w „niespełnionych oczekiwaniach (…) i w gorliwości
15
J. Gray, Po liberalizmie, przeł. P. Maciejko, P. Rymarczyk, Warszawa 2001, s. 259, 293–296, 368,
449–451, 490–493.
16
Ibidem, s. 7–8, 45–46, 47–48, 261–266, 301–307.
17
I. Berlin, Zmysł rzeczywistości, przeł. M. Filipczuk, Poznań 2002, s. 106. Trzeba zastrzec, że
Berlin nie zajmuje stanowiska jednoznacznie oświeceniowemu racjonalizmowi wrogiego; do czegoś
co określa jako „humanistyczną psychologię mieszczańskiej cywilizacji” odnosi się z sympatią,
zwłaszcza w kontraście do tego, co uznaje za nihilistyczny wątek romantycznej rewolucji, zob. idem,
Cztery eseje o wolności, przeł. H. Bartoszewicz, Warszawa 1994, s. 67, 73–74.
Liberalny uniwersalizm a modernizacja świata niezachodniego
231
historycznie spóźnionych naśladowców”18. Podobnie jak fascynowała XIX-wieczną
wschodnioeuropejską inteligencję, która „upajała się w szczególności polityczną
władzą nowoczesnego państwa. Potrzeba jej było bowiem potężnej dźwigni, by
wnieść zacofane społeczeństwa Wschodu na wyżyny ideału”.
Amerykański postmodernista, R. Rorty podzielając obawy T. Adorno oraz
M. Horkheimera o to, iż liberalizm nie zdoła przeżyć kompromitacji oświecenia,
odwołał się do J. Dewey’a, J. Rawlsa i M. Oakeshotta, którzy mieli kierować się ideą
„pozbycia się oświeceniowego racjonalizmu i zachowania oświeceniowego liberalizmu.” Najwyraźniej bezdyskusyjny defekt racjonalizmu nie usprawiedliwia
jeszcze – zdaniem Rorty’ego – zupełnego odrzucenia dziedzictwa oświeceniowego.
W żadnej jednak mierze nie stanowi to okoliczności łagodzącej dla oświeceniowego
racjonalizmu, który w jego przekonaniu – zgodnie ze stanowiskiem pierwszego
pokolenia szkoły frankfurckiej oraz Baumana i Gray’a – pozostaje śmiertelnym
wrogiem liberalnej wolności19.
NA OBRONĘ UNIWERSALISTYCZNEJ wiary Brzezińskiego przemawia jednak fakt,
że pryncypialnej krytyki oświeceniowego racjonalizmu nie podzielają wszyscy
liberałowie. Oprócz zapamiętałych wrogów, dziedzictwo epoki świateł ma wśród
nich swoich zdecydowanych obrońców. Współczesnym ich klasykiem był K. Popper, który zakwestionował potępienie oświeceniowej tradycji za jej ideowe związki
z jakobińską czy bolszewicką tyranią. Kluczowe – jak twierdzi – nie jest tu doświadczenie tamtego, motywowanego ideologicznie terroru, lecz dodatni bilans dwóch
ostatnich stuleci dziejów liberalnego Zachodu. Oświecenie jest więc w istocie
liberalne, a liberalizm – wbrew głosom romantycznego kontroświecenia – utraciłby
swą ideową tożsamość bez oświeceniowych korzeni20.
Również zdaniem S. Holmesa, oświeceniowy racjonalizm i nauka są bratnimi
duszami liberalizmu. Wbrew stanowisku M. Heideggera nauce nie można – twier-
18
Z. Bauman, op.cit., s. 32–33, 37, 45, 50, 76–77, 313. Podobnego ducha dyskredytacji technokratycznego oblicza oświecenia odnajdziemy np. u M. Heidegerra, aczkolwiek Heidegger, podobnie jak
wcześniej Nietzsche, nie ujmuje tego z pozycji afirmacji dziedzictwa liberalnego, z którym się raczej
nie identyfikuje, idem, Czas światoobrazu, przeł. K. Wolicki, (w:) idem, Budować, mieszkać, myśleć,
Warszawa 1977, s. 130, 144, 147 oraz idem, Nauka i namysł, przeł. M.J. Siemek, (w:) idem, Budować,
mieszkać, myśleć, op.cit., s. 268–269.
19
R. Rorty, Przygodność, ironia, solidarność, przeł. J. Popowski, Warszawa 1996, s. 89–90.
20
K. Popper, W poszukiwaniu lepszego świata, przeł. A. Malinowski, Warszawa 1997, s. 161–162,
170–173, 238–239.
232
Przemysław Piotrowski
dzi – zarzucić aroganckiej deifikacji człowieka. Niesprawiedliwe wobec niej są
oskarżenia o prometejską pychę. Przeciwnie – tradycja wieku świateł podkreślała
znaczenie granic wiedzy i rozumu. „Arogancję przypisuje się natomiast słusznie
– twierdzi Holmes – religijnym marionetkom, uważającym się za dysponentów
niezwykłej mądrości. (…) Nie Gallileusz i nie Newton każe ludziom przyporządkować sobie przyrodę, lecz Pismo Święte”. Fałszywe – podkreśla – są zwrócone przez
M. Foucaulta, pod adresem intelektualnego dziedzictwa XVIII w., oskarżenia
o inspirację wymyślnych i nieludzkich tortur nad umysłowo chorymi. Bezpodstawne jest również utożsamianie przez C. Schmitta, J. Maistre’a i L. Bonalda,
tradycji oświeceniowej z jakobińskim terrorem. Nastąpił on bowiem po klęsce
liberałów. Nastał nie wskutek oświecenia, lecz jego zbyt płytkiego zakorzenienia
w umysłach21.
W opinii B. Russela w światopoglądzie liberalnym rzecz polega nie na tym, jakie
poglądy się wyznaje, lecz na tym, jak się to czyni. Czymś na miejscu jest tu podejście wolne od dogmatyzmu, czyli właściwe postawie badawczej w nauce. Naukowy
pogląd na świat jest więc intelektualnym odpowiednikiem liberalizmu w dziedzinie praktycznej. Kanonicznym wszak liberałem był i jest J. Locke – prekursor
bujnego, nowożytnego rozwoju empirycznej epistemologii22.
Nawet entuzjasta romantycznej tradycji duchowej – Ch. Taylor usiłuje ocalić
przed pochopnym potępieniem nie tylko (jak Rorty) oświeceniową tradycję wolności, ale również doniosłość oświeceniowego kultu naukowego rozumu. Dokonuje
w tym celu rozróżnienia pomiędzy technokratyczną częścią spuścizny wieku
świateł oraz tą, która pod postacią naukowej racjonalności stanowi jedną z fundamentalnych – jak twierdzi – źródeł duchowych naszej (w tym również liberalnej)
współczesności23. Taylor nie stawia tym samym liberalizmu i oświecenia w jednoznacznej wobec siebie opozycji.
W sukurs koncepcji Brzezińskiego przychodzi też – polemiczna wobec radykalnego pluralizmu kulturowego – apologia zachodniego uniwersalizmu, dokonana
21
S. Holmes, Anatomia atyliberalizmu, przeł. J. Szacki, Kraków 1998, s. 333–340. Godne uwagi,
że jest to krytyka kontroświecenia i antyliberalizmu, skierowana jednocześnie przeciw luminarzom
tradycji prawicowej (Schmitt, Bonald, Maistre), jak i intelektualnej lewicy (Foucault, Heidegger;
nawiasem mówiąc, Heidegger jest przez Holmsa identyfikowany jako myśliciel prawicowy).
22
B. Russel identyfikuje liberalizm z nauką i oświeceniem w opozycji do platonizmu, niemieckiego idealizmu, zwłaszcza Hegla oraz szeroko pojętego romantycznego antyliberalizmu. B. Russel,
Szkice niepopularne, przeł. H. Jankowska, Warszawa 1997, s. 34.
23
Ch. Taylor, Źródła podmiotowości, przeł. M. Gruszczyński, O. Latek, A. Lipszyc, A. Michalak,
A. Rostkowska, M. Rychter, Ł. Sommer, Warszawa 2001, s. 910–911, 918–920.
Liberalny uniwersalizm a modernizacja świata niezachodniego
233
z pozycji afirmacji oświeceniowego racjonalizmu. Entuzjasta dziedzictwa wieku
świateł oraz procesu okcydentalizacji – wspomniany tu już K. Popper za owocny
punkt wyjścia i swego rodzaju duchowy patronat tego procesu uważał starożytne,
helleńskie doświadczenie zderzenia kultur, które nie stało się zarzewiem konfliktu
i destrukcji, lecz czynnikiem inspiracji i rozwoju. Legło ono u podstaw historycznej ciągłości i kulturowej uniwersalizacji trwającej po dziś dzień: dziedzictwo
Greków zostało przejęte przez Rzymian, Arabów, renesansową Europę i w ten
sposób stało się dziedzictwem zachodnim, „cywilizacją Europy i Ameryki, która
w wyniku dalszych zderzeń przekształca wszystkie inne kultury na ziemi”24.
Podobnie jak Popper rozumuje E. Gellner. Postmoderniści – twierdzi – uważają,
że prawda polega na równości wszystkich kultur. Zaprzeczają by którakolwiek
z nich miała prawowity tytuł do interpretacji bądź osądu innych wg własnych
kryteriów. Świat jednak, wbrew nim – przekonuje Gellner – nie jest symetryczny.
Cechuje go zasadnicza asymetria. Trudno się wprawdzie upierać, czy na pewno
istnieje wielokulturowa moralność. Nie ma jednak wątpliwości, że jesteśmy
w posiadaniu uniwersalnej wiedzy wykraczającej zarówno poza kulturę, jak i poza
moralność. Chodzi o kanon poznawczy nowożytnej nauki, o oświeceniowy racjonalizm, które są przeobrażoną, ale prawowitą postacią dziedzictwa duchowego
procesu zapoczątkowanego przed dwu i pół tysiącami lat, w tak zwanej erze osi25.
Przedtem – być może rzeczywiście – świat wyglądał tak, jak to sobie wyobraża
relatywista-postmodernista: składały się nań „wspólnoty symetryczne” z własnym,
nieprzekładalnym idiomem rodzimych rytuałów i mitów. Jednak potem nastała
era osi. Pojawiły się kultury charakteryzujące się napięciem pomiędzy autorytatywną w społeczeństwie aksjologią oraz transcendentnymi miarami, które przyznały sobie prawo do jej osądzania oraz rozciągania swej uniwersalnej jurysdykcji
poza granice wspólnoty, państwa itd. Przełom epoki osi polegał – zdaniem Gellnera – na tym, iż „wąż nierelatywizmu wdarł się do ogrodu Edenu”. Dziedzictwo
tamtego przewrotu jest do dziś wiążące. Społeczna emancypacja nowego typu
religii przetarła szlaki niezależnej społecznie prawdy naukowej. Spośród kultur
24
K. Popper, op.cit., s. 139–140.
Okres między 800 a 300 r. p.n.e., kiedy to w różnych kręgach cywilizacyjnych i bez wyraźnego
wzajemnego wpływu dokonał się istotny duchowy oraz intelektualny przełom, dzięki dziedzictwu
jaki pozostawili po sobie w Chinach Konfucjusz i Lao-Tse, w Indiach – Budda, w Iranie – Zoroaster,
w Izraelu – prorocy, w Grecji – filozofowie i tragicy. Jako pierwszy posłużył się pojęciem ery osi
K. Jaspers (zob. R. Rudziński, Jaspers, Warszawa 1978, s. 259–268). Naśladowali go w tym względzie
m.in. E. Voegelin (Nowa nauka polityki, przeł. P. Śpiewak, Warszawa 1992, s. 63–64) oraz R. Nisbet,
(Przesądy, przeł. M. Szczubiałka, Warszawa 1998, s. 277–283).
25
234
Przemysław Piotrowski
„po-osiowych”, właśnie Zachód był tą, w której szczególną rolę odegrała idea
uniwersalności prawdy. Tu też narodziła się świecka postać tej idei. „Racjonalizm
w innej formie kontynuował ideę monoteizmu. (…) Najbardziej zaś uderzające
w naszym świecie jest to, że prawdziwe, ponadkulturowe poznanie naprawdę istnieje. Choć wywodzi się z jednej kultury, jest gorliwie adaptowane przez wszystkie
inne”26. Wbrew postmodernistom wykluczającym istnienie uniwersalnie ważnej
wiedzy, jesteśmy dziedzicami wypracowanego przez oświecenie kanonu powszechnie przyjmowanych reguł naukowego poznania. „Modne obecnie – jak twierdzi
– ich wypieranie się jest logicznie niedorzeczne i naganne moralnie”27.
Argumenty obrońców wolnościowego dziedzictwa wieku świateł wydają się
neutralizować ciężar oskarżeń kierowanych przez radykalnych pluralistów pod
adresem racjonalizmu i uniwersalizmu koncepcji Brzezińskiego (oraz – szerzej –
zwolennikom hipotezy modernizacyjnej). Mimo to, najbardziej nawet misterne
rozróżnienia Poppera czy Taylora, nie unieważniają do końca obaw przed wynaturzeniem oświeceniowego racjonalizmu w patologiczną postać (technokratycznej
tyranii) instrumentalnego rozumu. Ponadto pomiędzy uniwersalizmem Brzezińskiego oraz Gellnera zachodzi znacząca różnica. Ten pierwszy dotyczy moralnej
idei indywidualizmu homo faber oraz jest związany z mocną wykładnią hipotezy
modernistycznej. Drugi zaś ma charakter głównie teoriopoznawczy, a nie etyczny
oraz nie implikuje tej mocnej wykładni. Wobec tego, uniwersalizm Brzezińskiego
– z punktu widzenia oskarżeń pluralistów – może jednak budzić obawy o to, iż
stanie się inspiracją lub usprawiedliwieniem praktyk kulturowego imperializmu.
Co więcej – koncepcja Brzezińskiego rodzi wątpliwości dotyczące wiarygodności obecnego w niej uniwersalizmu. Przypomnijmy, iż kluczowy argument Gellnera
przeciw radykalnym pluralistom, sprowadza się do tezy o nieodwracalności uniwersalizmu: „Wąż nierelatywizmu – twierdzi przecież – wkradł się do ogrodu
Edenu”. Innymi słowy – nie ma powrotu do relatywistycznego stanu dzieciństwa.
Rzecz istotna, że zdaniem Gellnera ów rozstrzygający i nieodwołalny wyrok nieodwracalności zapadł bynajmniej nie dopiero w skutek oszałamiających sukcesów
nowożytnej nauki, lecz dużo wcześniej – w tzw. epoce osi.
Wskazanie przez Gellnera na owo pradawne dziedzictwo uniwersalizmu można
uznać za zręczne posunięcie polemiczne. Spycha ono bowiem radykalnych pluralistów na niewygodną pozycję nietzscheańskiego odrzucenia całej (sięgającej aż po
26
E. Gellner, Postmodernizm, rozum i religia, przeł. M. Kowalczyk, Warszawa 1997, s. 69, 73–74,
77–78, 92, 102.
27
Ibidem, s. 117–119.
Liberalny uniwersalizm a modernizacja świata niezachodniego
235
Sokratesa) tradycji zachodniego racjonalizmu jako odwiecznego źródła fałszywych
ideologii, czyli deformacji człowieka i jego kultury.
Ów erystyczny manewr Gellnera ma też inną jeszcze właściwość. (Trudno
powiedzieć – czy zgodną z jego intencjami). Oto odwołanie się do intelektualnej
rewolucji osi czasów, co – w naszej, śródziemnomorskiej stronie świata – oznacza
sięganie do tradycji monoteizmu oraz greckiej metafizyki, przypomina o pewnej
– istotnej dla zagadnienia kulturowego uniwersalizmu – kwestii. Autorzy posługujący się kategorią osi czasów akcentują bowiem, iż odkryto wówczas indywidualność jednostki. Podkreślają jednak zarazem, że dokonało się to wraz z przezwyciężeniem immanentyzmu duchowości i religii mitologicznych „bogów żyjących
w szczelinach bytu”. Akcentują, iż wydarzyło się coś co – w żargonie platoników
– nosi miano otwarcia się na radykalną, ponadhistoryczną transcendencję. Wyrażając to zaś w manierze perypatetyckiej – odkryto wówczas, iż „natura jest starsza
od tradycji”28. Innymi słowy – będący dziedzictwem tamtej rewolucji indywidualizm nie miał postaci antropocentrycznej. Był natomiast w mocnym tego słowa
znaczeniu teocentryczny albo kosmocentryczny oraz wynikał w istotnym sensie
– jak to określił E. Voegelin – z „okrycia duszy jako zmysłu transcendencji”29.
Kiedy Gellner mówi o nieodwracalności uniwersalizmu, wskazując zarazem, iż
jest on nieprzedawnionym dziedzictwem osi czasów, to siłą rzeczy uzmysławia, że
idea kulturowego, czy cywilizacyjnego uniwersalizmu została w sposób źródłowy
sformułowana w języku transcendencji (albo w kategoriach metafizycznego pojęcia natury wykraczającej poza każdą historyczną tradycję). Podobne zaś spostrzeżenie wprawia w nastrój zwątpienia w wiarygodność uniwersalizmu, który ów
metafizyczny język odrzuca. Nie jest to bez znaczenia dla wartości koncepcji
Brzezińskiego, która będąc definiowana przez mocną wykładnię hipotezy modernizacyjnej oraz apologię indywidualizmu homo faber, to właśnie odrzucenie
uosabia. Jeśli zaś tak jest w istocie, to konflikt pomiędzy oświeceniowym uniwersalizmem Brzezińskiego, a radykalnym pluralizmem kulturowym postmodernistów,
takich jak J. Gray czy Z. Bauman, można uznać za kłótnię w jednej ideowej
rodzinie. Jednym z płynących stąd wniosków może być zaś taki, iż koniecznym
warunkiem wiarygodności prób przeciwstawienia się doktrynie radykalnego
28
29
L. Strauss, Prawo naturalne w świetle historii, przeł. T. Górski, Warszawa 1969, s. 88.
E. Voegelin, op.cit., s. 64–72.
236
Przemysław Piotrowski
pluralizmu kulturowego musiałby być powrót do języka ponadhistorycznej natury
i transcendencji30.
UWAGI KOŃCOWE
Proces globalizacji po 1989 r. przyspieszył i nabrał rozmachu. Niesie ze sobą
zjawiska nowe, które czekają dopiero na swoje teoretyczne kwalifikacje. Niezależnie jednak od tego, widać iż nic nowego pod słońcem: próby jego zrozumienia
uwikłane są w klasyczne spory ideowe. W dywagacjach dotyczących uniwersalizmu
współczesnej cywilizacji zachodniej padają argumenty starych i znajdujących się
we wciąż nieprzedawnionym konflikcie szkół. Romantycy walczą tu ze spadkobiercami tradycji oświeceniowego racjonalizmu. Inaczej mówiąc: racje pluralistów
ścierają się z argumentami uniwersalistów31.
30
W sprawie związków pomiędzy stanowiskami kulturowego uniwersalizmu oraz klasycznej
metafizyki (czy chrześcijańskiej teologii) godna przypomnienia jest opcja L. Kołakowskiego. A raczej
dwie opcje. Pierwszą z nich można określić mianem kulturowego uniwersalizmu, bez metafizycznych
przesłanek, tzn. bez przekonania, iż uniwersalne wartości zostały stworzone przez Boga, lub że są
prawomocne w sensie platońskim: jest ono w pełni zgodne z uznaniem historycznego pochodzenia
wszystkich wartości; podpowiada tylko, że w pewnych istotnych obszarach kultury istnieje ciągłość
w czasie i mamy do czynienia z uniwersalnością w sensie niezależności od różnic społecznych czy
etnicznych. Druga z tych opcji zasługuje na miano kulturowego uniwersalizmu z metafizyczną
podbudową. „Do jakiego stopnia – pyta Kołakowski – odległe lub już wygasłe cywilizacje są nam
dostępne? Wyobrażamy sobie, że poza dziedziną instynktów istnieje ogólno-ludzki fundament porozumienia na przekór rozmaitości kulturalnej, że mamy udział w czymś co nie podlega zapominaniu.
Innymi słowy odczuwamy pokusę przypuszczenia, że sam fakt naszej wiary i jej ciągłość potwierdza
jej treść – mianowicie przekonanie o niezmiennej i nieprzygodnej naturze tego, co trwałe w dziejach
logosu i etosu historycznego. Trudno nam pomyśleć, że wiara ta mogłaby trwać nieprzerwanie,
gdybyśmy nie uczestniczyli naprawdę w dziedzinie transcendentalnej. Udowodnić tego oczywiście
nie można. Bez tej wiary jednak ludzkość jaką znamy nie mogłaby przetrwać, a sama ta wiara byłaby
bezsilna, gdyby ją traktować jako użyteczną fikcję, a nie jako wynik rzeczywistego odniesienia do
tego, co niezmienne”. (Zob. L. Kołakowski, Reprodukcja i zapominanie, (w:) idem, Czy diabeł może
być zbawiony i 27 innych kazań, Londyn 1984, s. 81–82; idem, Neutralność i wartości akademickie,
(w:) idem, Moje słuszne poglądy na wszystko, Kraków 2000, s. 145). Również R. Legutko twierdzi, iż
pomiędzy zdolnością danej kultury do procesów integracji, uniwersalizacji oraz zachowania historycznej ciągłości a jej przekonaniem do metafizycznej idei harmonii wszechświata, istnieje istotny
związek (zob. R. Legutko, Ideowe dylematy kultury narodowej, (w:) idem, O czasach chytrych i prawdach pozornych, Kraków 1999, s. 180–186).
31
Niniejsza próba zasygnalizowania kształtu teoretycznego kontekstu sporu o perspektywy
modernizacji społeczeństw niezachodniego świata wyeksponowała właśnie stanowiska racjonalizmu
oświeceniowego oraz romantycznego pluralizmu. Nie znaczy to jednak, iż są to jedyne głosy zasługujące na uwagę w kontekście sporów o perspektywy modernizacji niezachodniego świata. Intere-
Liberalny uniwersalizm a modernizacja świata niezachodniego
237
Separacja nowoczesnej cywilizacji od zachodniej wolności ma dziś wielu zwolenników. Jednak łatwość z jaką dokonał jej Huntington nie wydaje się być niewinna. Dopóki bowiem nowoczesność definiujemy przez technokratyczną tyranię,
decyzja taka posiada silne racje. Jeśli jednak przystaniemy na proponowaną przez
Ch. Taylora dystynkcję pomiędzy patologią rozumu naukowego, a tym, co w nim
od patologii dalekie i co stanowi jedno z fundamentalnych źródeł duchowych
naszej współczesności, to sprawa się komplikuje. Podobnie rzecz się ma z oświeceniowym projektem lepszego świata, który – owszem, jak przyznaje to K. Popper – inspirował jakobinów i bolszewików, ale zarazem miał też swój niekwestionowany, pozytywny udział w procesie budowania porządków politycznych
społeczeństw liberalnego Zachodu ostatnich dwóch stuleci.
Racjonalistyczny uniwersalizm nie jest wolny od doktrynalnych słabości. Jednak
w bardzo różnym stopniu. Świadczy o tym choćby odmienność jaka zachodzi
pomiędzy – obecną w refleksji Z. Brzezińskiego – apologią atrakcyjności amerykańskiego homo faber oraz tezą E. Gellnera o istnieniu ponadkulturowej i nieodpartej siły naukowej racjonalności. Wniosek stąd taki, że konsekwentni pluraliści
ze szkoły romantycznej – owszem – niejednokrotnie mają prawo przypisywać sobie
zasługi w walce o ochronę dziedzictwa niepowtarzalnych tożsamości kulturowych
przed arogancją technokratów czy imperializmem uniwersalistów. Często jednak
ich aspirowanie do podobnych zasług nie wydają się być zasadne. Co więcej – ich
pluralistyczna desperacja bywa fatalna w skutkach, ponieważ potrafią oni kwestionować istnienie realnych tożsamości kulturowych, takich jak na przykład jak
cywilizacja europejska32. Innymi słowy – ignorują oni prawdę o tym, iż sednem
każdej kultury jest trud scalania różnych – często skonfliktowanych ze sobą – wątków odziedziczonej historycznej spuścizny33.
sujące wydaje się również opcja, której przedstawiciele dystansują się od sporu oświeceniowców
i romantyków zarzucając mu nieprzejednanie i jałowość oraz upatrując przyczynę tego w nominalistycznym odrzuceniu dziedzictwa metafizycznego realizmu albo – inaczej rzecz ujmując – w odrzuceniu uniwersalizmu i racjonalizmu klasycznej filozofii greckiej. Należą do nich np. L. Strauss,
C. Schmitt, czy A. MacIntyre.
32
Klasycznym tego przykładem stanowisko I. Berlina w jego tekście Oryginalność Machiavellego,
zob. „Literatura na Świecie” 1986, nr 6 (179), s. 252–267. Warto zauważyć, iż radykalni pluraliści
lekceważą wówczas różnicę pomiędzy – jak to określił J. Szacki – przedmiotowym (czyli całością
historycznego dziedzictwa) oraz podmiotowym (czyli tylko tą częścią historycznego dziedzictwa,
które stało się przedmiotem selekcji przez kolejne pokolenia) pojęciem tradycji. Zob. J. Szacki, Tradycja, Warszawa 1971, s. 124–154.
33
J. Oretega y Gasset, Wokół Gallileusza, przeł. E. Burska, Warszawa 1993, s. 101. H.J. Bernan
wyraża ową prawdę o trudzie scalania – przedstawiając koncepcję genezy zachodniej tożsamości
kulturowej w postaci tzw. rewolucji papieskiej – w sposób następujący: „Zachód to ani Grecja, ani
238
Przemysław Piotrowski
The liberal universalism and the modernization
of the non-western world
AN OBJECT OF the present reflection is the process of the globalization, the modernization
and universalistic pretensions of the western liberalism, after the year 1989. Especially the
fact, that the discussion about this problems is entangled into the ancient contest among
the romantic pluralism and the Enlightenment universalism. The beginning of our considerations is the collation of the Huntington’s pluralistic tenet and the Brzeziński’s universalistic tenet. Then are introduced voices of critics of the western, liberal universalism, that
is to say – the standpoints of I. Berlin, J. Gray, Z. Bauman and R. Rorty. Their critics refers
first of all the Enlightenment rationalism, as the ideological source of the cultural imperialism and political tyranny. The defence of the liberal universalism is based onto the
rehabilitation of Enlightenment rationalism as the essence and legitimate foundation of
the western liberalism. Among defenders there are founds K. Popper, B. Russel, S. Holmes,
Ch. Taylor and chiefly E. Gellner. Parenthetically of one of arguments of the latter, the
author of the present text pays attention on the meaning of the rehabilitation of the classical metaphysics (with her categories of the nature and the transcendence) in the polemics
of universalists with pluralists. A most general intention of the author of this text, is the
exhibition, that the political science reflection on the subject the globalization is considerably related with the philosophical problems of the culture identity of the civilization of
Occident.
Rzym, ani Izrael, lecz ludy Europy Zachodniej, szukające inspiracji w greckich, rzymskich i hebrajskich tekstach oraz reinterpretujące je w sposób, który wprawiłby w osłupienie ich autorów. (…)
Kultura hebrajska nie mogłaby zaakceptować greckiej filozofii czy prawa rzymskiego. Kultura grecka
nie dałaby się pogodzić ani z prawem rzymskim, ani z hebrajską teologią. Kultura Rzymu nie tolerowałaby hebrajskiej teologii i przeciwstawiałaby się w wielu kwestiach greckiej filozofii. A jednak
w końcu XI i początkach XII w. Zachód wszystko to asymilował, a zarazem – nieuchronnie przekształcał”. Idem, Prawo i rewolucja, przeł. S. Amsterdamski, Warszawa 1995, s. 17.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Andrzej Gałganek
NOMADZI W SPOŁECZNEJ HISTORII
STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH
TYRANIA KONSTRUKTU
WPROWADZENIE. SPOŁECZNA TEORIA STOSUNKÓW
MIĘDZYNARODOWYCH
W OSTATNIO OPUBLIKOWANYCH ARTYKUŁACH objaśnialiśmy dychotomizację
„międzynarodowości” i „wewnętrzności” i wskazywaliśmy sposoby jej przezwyciężenia1. Efektem tych konceptualizacji jest konstrukcja teoretycznego narzędzia
w formie społecznej teorii stosunków międzynarodowych, opartej na abstrakcji
nierównego i połączonego rozwoju (uneven and combined development). Konceptualizacja ta, poszukując genealogii międzynarodowości oferuje społeczną teorię
stosunków międzynarodowych poprzez odnajdywanie ich istoty w historycznie
zawsze nierównym i zawsze połączonym rozwoju wspólnot ludzkich. To zintegrowanie „wewnętrzności” i „międzynarodowości” w jednym schemacie eksplanacyjnym zmusza do nowego spojrzenia na historię stosunków międzynarodowych
ukazując, że „międzynarodowość” zawsze znajdowała się u podstaw tworzenia
społeczeństw ludzkich. Dysponując społeczną teorią stosunków międzynarodowych możemy realizować projekt, którego istotą jest próba rekonstrukcji społecznej
1
A. Gałganek, Czy istnieje teoria społeczna „międzynarodowości” i „wewnętrzności”?, „Przegląd
Politologiczny” 2007, vol. XII, nr 2, s. 21–38; idem, Abstrakcja nierównego i połączonego rozwoju
w wyjaśnianiu historii stosunków międzynarodowych, „Prawo i Polityka” 2009, vol. 1, nr 1, s. 53–84;
idem, Społeczna teoria stosunków międzynarodowych. Poza dychotomię «międzynarodowości» i «wewnętrzności», (w:) Metodologia badań politologicznych w Polsce, red. M. Pietraś, K. Marzęda, Lublin
2009; idem, Dlaczego nie istnieje teoria społeczna «międzynarodowości»? Analiza systemów-światów
i neorealizm: dwie strony tego samego medalu, „Problemy Humanistyki” 2010, nr 17, s. 7–27; idem,
Genealogia międzynarodowości. Społeczna teoria stosunków międzynarodowych, „Przegląd Politologiczny” 2010, vol. XV, nr 3, s. 7–22.
240
Andrzej Gałganek
historii stosunków międzynarodowych łączącej obie rozdzielane dotąd sfery życia
społecznego: „wewnętrzność” i „międzynarodowość”.
W artykule, posługując się społeczną teorią stosunków międzynarodowych,
podejmujemy próbę zrozumienia i reinterpretacji roli nomadów w społecznej
historii stosunków międzynarodowych od starożytności do współczesności. Włączamy nomadów do historii stosunków międzynarodowych i ukazujemy ich
fundamentalne znaczenie w kształtowaniu historycznego świata.
Artykuł składa się z czterch części. W części pierwszej (1) przedstawiamy teoretyczne wyjaśnienie politycznej wielości i ukazujemy genealogię międzynarodowości. Część druga (2) zawiera krótką rekonstrukcję rozumienia nomadyzmu
w tradycji historycznej. Omawiamy historyczne poglądy na temat nomadyzmu
w tradycji chińskiej, greckiej, islamskiej i zachodniej. W części trzeciej (3) ukazujemy nomadyzm jako konstrukt przedstawiając jego dwie odmienne interpretacje:
„stereotypową” i „alternatywną”. W części czwartej (4) artykułu rekonstruujemy
historię euroazjatyckich stosunków międzynarodowych od ich początków do
współczesności, rozumianą jako proces przemieszczania się ludów i kultur centralnej Euroazji w kierunku euroazjatyckich peryferii, a ludów i kultur peryferyjnych
ku centralnej Euroazji. Na zakończenie ilustrujemy procesy współczesnego odradzania się potomków nomadów zarówno w Azji Centralnej, jak i w Stanach
Zjednoczonych.
W artykule przekonujemy, że bez właściwego zrozumienia nomadyzmu i uznania konstytutywnej roli nomadów w tworzeniu współczesnego świata nie zrozumiemy właściwie historii stosunków międzynarodowych. Usuwanie nomadów
z historii świata jest bowiem równoznacze z usuwaniem tysięcy lat historii ludzkich
społeczności, które w fundamentalnym stopniu ten świat stworzyły.
1. WYJAŚNIENIE POLITYCZNEJ WIELOŚCI
W KONCEPCJI BARRY BUZANA i Richarda Little sekwencja rozwoju „osiadłość–
–rolnictwo–jednostki polityczne” stanowi kamień węgielny socjologicznej derywacji „międzynarodowości”2. Kiedy wyjaśniają oni tę sekwencję, nierówny i połączony charakter rozwoju jest już zawarty w ich przyczynowym schemacie. Nie
rozwiązuje tego problemu ogólne pojęcie rozwoju oparte wyłącznie na różnicowa2
B. Buzan, International Systems in World History. Remaking the Study of International Relations,
New York 2000, rozdz. 6 i 7.
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
241
niu się społeczeństw. Takie rozumienie rozwoju odwołuje się do wyjaśnień opartych
na faktach, których poszukuje się poprzez teoretyzacje poziomów rozwoju społecznego (oparty na pokrewieństwie, trybutarny, kapitalistyczny). Według Justina
Rosenberga dodanie do tego predykatów „nierówny” i „połączony” nie rozwiązuje
tego problemu. Jego rozwiązaniem może być jedynie ogólna koncepcja przyczynowych mechanizmów, które muszą być wewnętrzne wobec empirycznych procesów, które są przedmiotem analizy. Prowadzi to do wzmocnienia eksplanacyjnej
siły ogólnego pojęcia rozwoju.
Rosenberg ukazuje to rozpoczynając swoją argumentację od odwołania się do
archeologicznych danych sugerujących, że ludzkie osiedla pojawiały się początkowo sporadycznie, w miejscach gdzie naturalna obfitość pożywienia pozwalała
na całoroczne utrzymanie. Miejsc, gdzie taka obfitość obejmowała również
pożywne gatunki roślin nadające się do udomowienia, było jeszcze mniej. Liczbę
przypadków obejmującą możliwość niezależnych narodzin rolnictwa ocenia się
obecnie na mniej niż dziesięć. Prowadzi to do oczywistego wniosku, że rolnictwo
jako pierwsze pojawiło się w pewnych miejscach, a w innych nie. Ten element
partykularności związany z pojawieniem się rolnictwa ukazuje, że nie był to proces
równoczesny ani w czasie, ani w przestrzeni. Podstawowa kwestia, jaka wynika
z tego faktu, wiąże się z przyczynową teksturą procesu historycznego. Ukazuje ona,
że ogólne zmiany muszą mieć charakter interaktywny, osiągając różne miejsca
w różnych czasach. Te przestrzenno-czasowe „wydłużenia” procesu historycznego
mają krytyczne znaczenie. Z jednej strony, oznaczają one, że w każdym momencie
ogólny wzorzec rozwoju musi uwzględniać nierówny rozkład zarówno form społeczno-kulturowych, jak i materialnych możliwości koegzystujących ludzkich
społeczności. Z drugiej strony, ponieważ społeczności te koegzystują i wchodzą
w interakcje, uboczna nierówność form i możliwości sama staje się czynnikiem
w ich dalszym („połączonym”) rozwoju. Tylko z tego powodu społeczno-historyczny rozwój musi być wielolinearny i interaktywny. Obecność przyczynowej
struktury międzynarodowości można tym samym przewidywać w przestrzenno-czasowej charakterystyce samego rozwoju3. Buzan i Little demonstrują, że „międzynarodowość” jest rezultatem rozwoju związanym z narodzinami z czasem
„polityczności”, a zatem nie czymś co można wyprowadzić bezpośrednio z natury
samego rozwoju. Aby znaleźć polityczną wielość wyrastającą z procesu nierównego
i połączonego rozwoju (dalej NIPR), Rosenberg analizuje trzecie stadium sekwen3
J. Rosenberg, Basic problems in theory of uneven and combined development. Part II: unevness and
political multiplicity, „Cambridge Review of International Affairs” 2010, vol. 23, nr 1, s. 183.
Andrzej Gałganek
242
cji rozwoju zakładanej przez Buzana i Little’a – narodziny państwa. Celem tej
analizy jest wykazanie, że połączony rozwój odgrywa kluczową rolę w tym powstaniu „polityczności”.
W argumentacji Buzana i Little’a rola ta jest odnajdywana w sposobie, w jaki
osiadła (i rolnicza) egzystencja zmienia interaktywną logikę społecznej reprodukcji i rozwoju. W odróżnieniu od grup myśliwsko-zbierackich (dalej GMZ), podstawowym środkiem zabezpieczania się przed presjami środowiska staje się teraz
przejście od mobilnego utrzymywania powiązań z innymi grupami do gromadzenia żywności w stałym miejscu. Zmiana taka nie tylko prowadzi do nowej wrażliwości związanej z działaniami innych grup mającymi na celu zdobycie pożywienia,
ale zmienia także przestrzenną logikę bezpieczeństwa – od rozproszenia do
nukleacji. Dysponowanie nadwyżką żywności stwarza także nowe role społeczne
związane z możliwością jej wymiany z innymi grupami. Z jednej strony, nietrwała
żywność może być wymieniana na trwałe dobra luksusowe, które mogą być
wymieniane na powrót na żywność w okresie jej niedostatku. Z drugiej strony,
wymiana taka przyczynia się do gromadzenia stałego „bogactwa”, które może
służyć także innym celom. Zróżnicowany dostęp do prestiżowych dóbr odgrywa
znaczącą rolę w konsolidacji wewnętrznej hierarchii, w wyniku której powstaje
„polityczność”. Kontrola tego dostępu staje się kluczowym ogniwem powstania
wyższej władzy, dla której społeczny kontakt z zewnętrznym światem był absolutnie kluczowy. Stąd, wydaje się istnieć sprzężenie zwrotne między intensyfikacją
rolnictwa, nabywaniem bogactwa i powstaniem hierarchii4. Według Rosenberga
ta ewolucyjna opowieść, która wydaje się zgodna z nierekonstruowaną „wewnętrzną” koncepcją rozwoju, zawiera kluczowe interaktywne ogniwo: zewnętrzny
handel ułatwia hierarchię, zaś hierarchia poprzez generowanie stałej potrzeby
nowych i prestiżowych dóbr, promuje handel. Jeśli dodamy do tego również interaktywne przyczyny wyrastające ze zmienionej logiki bezpieczeństwa dostrzeżemy,
że wewnętrzna struktura tak modelowanego procesu rozwoju (to znaczy powstawania protopaństwa) jest nieuchronnie połączona. Obejmuje ona mechanizmy
wyrastające w szczególny sposób z koegzystencji więcej niż jednej społeczności.
Buzan i Little słusznie dowodzą, że model ten ukazuje zarówno, pomijaną
w realizmie strukturalnym, rolę jednostkowego poziomu różnicowania się (hierarchii) w narodzinach anarchicznej logiki i znaczenie protomiędzynarodowej
dynamiki w wyjaśnianiu zmiany społecznej. Jednak w takim ujęciu socjologiczne
4
B. Buzan, R. Little, op.cit., s. 153.
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
243
i protomiędzynarodowe przyczyny pozostają rezydualnie zewnętrzne względem
siebie. Według Rosenberga ten brak związku powinien zostać przezwyciężony.
Przyczyny te (interaktywna logika społecznej zmiany) są dynamikami zakorzenionymi wyraźnie w przestrzenno-czasowej nierównej i połączonej naturze samego
„rozwoju”. W ten sposób naprawiają one w ramach pojedynczej teorii – społeczną
teorię stosunków międzynarodowych5.
Jednak nawet ten krok według Rosenberga nie jest jeszcze wystarczający, aby
dokonać derywacji politycznej wielości z NIPR. Rosenberg dowodzi konieczności
wniesienia nierówności i połączoności do samego pojęcia rozwoju. Równocześnie
jednak należy dokonać również wniesienia na nowo pojęcia rozwoju w rozważania
o nierówności i połączoności. Bez tej operacji inwersji problematyczna linearność
klasycznych koncepcji rozwoju zostanie uzupełniona o równie problematyczną
różnicę i interakcję per se. Tym samym teza, że socjologiczny rozwój jest zawsze
nierówny i połączony będzie zaciemniała równie znaczącą tezę, że to co ukazują
te właściwości pozostaje tym niemniej „rozwojem”. Fakt ten wnosi nie mniej
znaczące determinanty (wyrastające z osiadłego życia, rolnictwa, formowania
państwa etc.) do argumentu. Wymaga to włączenia abstrakcji NIPR w szerszą
koncepcję rozwoju. W odróżnieniu od stanowiska Buzana i Little, ale nie w sprzeczności z nim, włączenie to dostarcza pełniejszego i bardziej zintegrowanego wyjaśnienia politycznej wielości6.
Aby to (wyjaśnienie politycznej wielości) zrobić spełnić trzeba trzy warunki: (1)
wykazać, że NIPR poprzedza międzynarodowość; (2) wykazać, że NIPR odgrywa
możliwą do teoretyzowania rolę w jej późniejszym powstaniu; i (3) że rola ta
ukazuje kluczową charakterystykę politycznej wielości.
NIPR (w pierwotnej formie wielości i interakcji w GMZ) poprzedzał powstanie
„społeczeństw”. GMZ były jednostkami o wystarczającej wielkości, aby zapewnić
najbardziej podstawowe wymogi biologicznej reprodukcji i utrzymania bez
potrzeby fundamentalnej i ciągłej symbiozy z sąsiadami. Grupy te były równocześnie czymś więcej niż zwykłym zgromadzeniem jednostek. Zachodziły w nich
procesy różnicowania się i stratyfikacji, które prowadziły do powstania zarówno
nowej społecznej przestrzeni „polityczności” wewnątrz, a w swojej konsekwencji
również do powstania bardziej znaczącej dystynkcji między „wewnątrz” i „na
zewnątrz”. Tutaj zatem znajdują się socjologiczne źródła międzynarodowości.
Jednak żaden z wcześniejszych teoretyków społecznych, także Buzan i Little, nie
5
6
J. Rosenberg, op.cit., s. 184.
Ibidem, s. 184.
244
Andrzej Gałganek
traktowali sekwencji rozwojowej prowadzącej do takich rezultatów jako zawartej
wyłącznie w powstających społeczeństwach. Dla wszystkich wariacje i interakcje
między nimi są zarówno implicité konieczne do generowania empirycznej konfiguracji umożliwiającej wprowadzenie tych warunków lub explicité konstytutywną
częścią przyczynowych mechanizmów samego rozwoju społecznego. Rozumienie
rozwoju jako nierównego i połączonego pozwala na umieszczenie tych czynników
w należnym im miejscu w ustanawianej teorii społecznej.
Ostateczny warunek wymaga zatem socjologicznego wyjaśnienia faktu politycznej wielości, a nie tylko wpływu powstania „polityczności” na formę tej wielości.
Zatem, z jednej strony, ponieważ poziom rozwoju wczesnych państw nie pozwalał
żadnemu z nich na objęcie całego ludzkiego świata, ich twardniejący podział
wewnątrz/na zewnątrz w konieczny sposób prowadził do ich okrzepnięcia jako
osobnych jednostek. Z drugiej strony, ponieważ przyczynowe działanie społecznych
stosunków i interakcji, w ramach których one krzepły przekraczało granicę
(poprzez wymianę, komunikację i geopolitykę) zasięgu każdej scentralizowanej
władzy politycznej, istnienie tych wczesnych państw stymulowało reaktywnie
rozwój społecznego różnicowania się i formowania protopaństw poza nimi samymi
prowadząc do powstawania kolejnych „politycznych” jednostek7.
Proces taki wydaje się leżeć u podstaw historii narodzin pierwszego znanego
nam systemu państw. Sumeryjskie miasta-państwa rozwinęły się w miejscach
krzyżowania się wodnych i lądowych sieci handlowych. Chociaż ich środowisko
naturalne sprzyjało aktywności rolniczej, pozbawione było niezbędnych surowców
(drewna, rud metali, kamienia), które były dostępne w syryjskim, anatolijskim
i irańskim hinterlandzie pozostającym poza zasięgiem sumeryjskiej ekspansji
militarnej, ale nie handlowej. Konsekwencją tego dla hinterlandowych wspólnot
było przyspieszenie zachodzących w nich procesów społecznej stratyfikacji. Wyłoniły one liderów kierujących wytwarzaniem dóbr przeznaczonych na eksport do
Sumeru i kontrolujących dystrybucję importowanych stamtąd towarów8. Z rozwojem rolnictwa proces rozwojowy (społecznego różnicowania się) wytwarzając
„polityczność” w jednym miejscu generuje ubocznie przyczyny, poprzez które
w nierównomierny i interaktywny sposób powstaje wiele jednostek politycznych.
Tym samym NIPR jest nie tylko istotą dzisiejszej międzynarodowości, ale także jej
„przedpotopowym” źródłem9.
7
8
9
Ibidem, s. 185.
R. Smith, Premodern trade in world history, Abingdon 2009, s. 25.
J. Rosenberg, op.cit., s. 185, 187.
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
245
2. NOMADZYM W TRADYCJI HISTORYCZNEJ
WIELU HISTORYKÓW PRZYZNAJE ludom nomadycznym centralną rolę w historii świata w okresie między 1000 a 1500 r.10 Jerry Bentley nazywa ten okres „erą
transregionalnych nomadycznych imperiów”11. Nicola Di Cosmo podejmuje próbę
włączenia historii wewnętrznej Azji („politycznej kreacji stepowych nomadów”)
w historię globalną12. Chiński autor Xinru Liu podkreśla, że interakcje i współzależność między nomadami i ludami rolniczymi stanowią istotny problem historii
świata. Nomadzi odegrali jednak kluczową rolę w historii świata i narodzinach
międzynarodowości znacznie wcześniej.
Zarówno kultura chińska, jak i indyjska powstały w rezultacie interakcji nomadycznych i osiadłych kultur. To samo można powiedzieć o Iranie, Turcji i wielu
częściach Europy13. Również w starożytności („erze starożytnych szlaków jedwabnych”) drogi handlowe przecinały osiadło-nomadyczne podziały. Interakcje między
społecznościami osiadłymi i nomadycznymi wpływały na najwcześniejsze rozumienie historii i kultury w euroazjatyckim świecie. Granica między osiadłymi
cywilizacjami i społecznościami nomadyczno-pasterskimi przebiegała od dzisiejszej Mołdawii przez całą Azję zachodnią i centralną aż po „Wielki Mur” sięgający
Morza Żółtego. Po północnej stronie tej granicy leżało „morze traw” (William
McNeill) zajmowane przez nomadów; po południowej znajdowało się locus narodzin wszystkich wielkich osiadłych cywilizacji od Chin, Indii i Iranu po Mezopotamię, Egipt, Grecję i Rzym. Granica ta była płynną pośrednią strefą konfrontacji,
ale też handlu między różnymi kulturami. Nie dziwi zatem, że dialektyka „cywili10
J.H. Bentley, Cross-Cultural Interaction and Periodization in World History, „American Historical
Review”, June 1996, vol. 101; W. McNeill, The Rise of the West: A History of the Human Community,
Chicago 1963, s. 484–562.
11
J.H. Bentley, op.cit., s. 766.
12
N. Di Cosmo, State Formation and Periodization in Inner Asian History, „Journal of World
History” 1999, vol. 10, nr 1, s. 3. Termin Azja Wewnętrzna jest trudny do precyzyjnego określenia. Di
Cosmo proponuje odnosić to określenie do obszaru opisywanego przez niektórych historyków jako
większa Azja Centralna (tzn. obszar nieograniczany do dawnych sowieckich republik) lub centralna
Euroazja, w przeszłości określana jako Wyższa Azja. Obszar ten obejmuje zatem regiony do północnej
i wschodniej części Morza Czarnego, północy Iranu i Himalajów oraz do zachodnich i północnych
Chin wraz z Mandżurią. Historycznie zasięg geograficzny tego regionu fluktuował w zależności od
ekspansji zamieszkujących go ludów lub kontrakcji wychodzącej ze strony rolniczych jednostek
politycznych Azji Wschodniej, Indii, Azji Mniejszej, Rosji i Anatolii. Graniczne strefy przesuwały się
w zależności od stopnia równowagi między pasterskimi i osiadłymi ludami.
13
X. Liu, Migration and Settlement of the Yuezhi-Kushan: Interaction and Interdependence of
Nomadic and Sedentary Societies, „Journal of World History” 2001, vol. 12, nr 2, s. 262.
246
Andrzej Gałganek
zowanego” i „barbarzyńcy”, osiadłego i nomada, stanowiła organizująca zasadę
starożytnej historiografii i jest obecna zarówno w dziele Herodota, jak i chińskiego
historyka okresu dynastii Han – Sima Qian. W szczególności IV księga Histories
Herodota poświęcona jest Scytom zajmującym tereny na północ od Morza Czarnego, zaś w Shiji Sima Qian w sześciu rozdziałach zajmuje się ludami „barbarzyńskimi”. W jednym z najbardziej obszernych rozdziałów swego dzieła Sima Qian
opisuje lud Xiongnu zajmujący tereny na północ od Wielkiego Muru.
Dla Herodota odmienność Scytów wyraża się życiem bez miast i sposobem
prowadzenia wojny. Sposób ten jest całkowicie odmienny od taktyki pieszych
hoplitów praktykowanej przez Greków i pieszych wojsk Persów oraz innych osiadłych cywilizacji. Herodot jest świadomy długiej historii grecko-scytyjskich kontaktów. Od ponad dwóch wieków przed Herodotem istniały greckie kolonie na
północnym wybrzeżu Morza Czarnego, greccy kupcy podróżowali na ziemie
Scytów, a scytyjscy łucznicy byli zatrudniani jako siła „policyjna” w Atenach.
Herodot interesuje się w szczególny sposób Scytami również z tego powodu, że
byli wrogami Persów. Porażkę Persów w kampanii przeciw Scytom prowadzonej
przez Dariusza w 512 r. p.n.e. wyjaśnia brakiem ich zdolności do zrozumienia
funkcjonowania społeczeństwa scytyjskiego. Równocześnie Herodot wyraża swój
podziw dla technologii militarnej nomadów polegającej na połączeniu mobilnych
oddziałów z łucznikami.
W 221 r. p.n.e. dynastia Qin dokonała unifikacji Chin. W okresie życia Sima
Qian (145–86 r. p.n.e.) władza należała do dynastii Han. Cesarze byli przekonani,
że chińska cywilizacja jest najbardziej zaawansowana na świecie, ale byli również
świadomi istnienia innych osiadłych i miejskich cywilizacji. Jednak za największą
zewnętrzną siłą nie uważali żadnej osiadłej cywilizacji, ale federację nomadycznych
plemion Xiongnu. Federacja ta powstała w celach defensywnych związanych
z przeciwstawianiem się chińskiej ekspansji zapoczątkowanej jeszcze w okresie
dynastii Qin i zagrażającej dostępowi nomadów do terenów rolniczych. Nomadyczna ekonomia pasterska Xiongnu oparta była na symbiotycznych stosunkach
z regionami rolniczymi i miastami w regionach stepowych od Azji Centralnej do
południowej Syberii. Nomadowie angażowali się również w handel z północnymi
obszarami granicznymi Chin eksportując konie, futra i nefryt oraz importując
towary luksusowe i sezonowo niezbędne im produkty rolne. Ich siła militarna
opierała się na tej samej technologii militarnej, którą Herodot podziwiał u Scytów.
W stepowym środowisku ich taktyka militarna była skuteczna, choć unikali oni
zazwyczaj regularnych bitew z przeważającymi liczebnie siłami dynastii Han.
Xiongnu przeprowadzali ataki na północne Chiny, chociaż nigdy nie okupowali
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
247
chińskiego terytorium. Rezultatem była niestabilna równowaga, regulowana
traktatami pokojowymi. Chińczycy płacili roczny trybut Xiongnu, a linię demarkacyjną stanowił Wielki Mur. Ponieważ traktowali nomadyzm jako niższy sposób
życia i nie dostrzegali znaczenia rolniczych i miejskich elementów w życiu nomadów, odmawiali Xiongnu równego sobie statusu. Rozróżnienie między cywilizacją
i barbarzyństwem miało starsze korzenie niż okres dynastii Han. Już w okresie
Walczących Królestw (od 453 r. p.n.e.) wyższość chińskich wartości była uważana
za oczywistą. Dla Sima Qian jedynie Chiny dynastii Han znajdują się zawsze po
cywilizowanej stronie konfliktu, choć w innych przypadkach dostrzega on
„etniczną mieszankę” Chin. Uważa, na przykład, że połączenie zwyczajów dynastii
Qin i ludów barbarzyńskich stanowiło przyczynę przemocy i okrucieństwa tego
reżimu. Podkreśla, że sami Qin byli uważani za barbarzyńców przez państwa
usytuowane bardziej centralnie w preimperialnych Chinach.
Dla Sima Qian i jemu współczesnych problem Xiongnu stanowił największe
wyzwanie dla chińskiej polityki zagranicznej. W 133 r. p.n.e. cesarz Wu odrzucił
system traktatów z nomadami i rozpoczął trwające wiek wojny. Siam Qian należał
do tego nurtu opinii, który kwestionował słuszność prowadzonej przez Wu agresywnej polityki zagranicznej, wskazując na niepewność zwycięstwa oraz ekonomiczne i demograficzne koszty wojny prowadzące do wewnętrznych buntów.
Podobnie jak Herodot, Siam Qian krytykuje imperializm i związane z nim despotyczne rządy. Jego opis Xiongnu jest emblematyczny: przybywają z zewnątrz, nie
mają ufortyfikowanych miast i stałych osiedli, nie zajmują się rolnictwem, nie znają
pisma i własności, praktykują ojcobójstwo. W czasach kryzysu sięgają po broń
i organizują łupieżcze wyprawy. Takie postępowanie należy do ich wrodzonej
natury. Pozytywne elementy opisu dotyczą przede wszystkim ich umiejętności
militarnych. Siam Qian podkreśla również skuteczność ich organizacji politycznej
będącej umiejętnym połączeniem scentralizowanej kontroli i zdecentralizowanej
administracji. Dla niego Wieki Mur jest przepuszczalną granicą w obu kierunkach
z licznymi przykładami Chińczyków przyjmujących elementy sposobu życia
Xiongnu. W okresie wczesnej dynastii Han znajdujemy liczne przykłady wzajemnych kulturowych adaptacji. Wielu chińskich generałów przechodzi na stronę
Xiongnu, inni Chińczycy ostrzegają nomadów przed przyjmowaniem chińskich
zwyczajów nieprzydatnych i niebezpiecznych dla ich sposobu życia. Ostatecznie,
również „barbarzyńska perspektywa” pozwala na interpretację kultury Han, jeśli
skorzystają z niej wyedukowani Chińczycy. Perpektywa przyjmowana przez Siama
Qian daleka jest zatem od koncentrowania się wyłącznie na „dzikości” i „barbarzyństwie” nomadów. Po pierwsze, dowodzi on, że sposób życia Xiongnu jest
248
Andrzej Gałganek
adaptacją do ich stepowego środowiska. Po drugie, „babarzyńskie” zwyczaje służą
ich przetrwaniu jako społeczeństwu zaangażowanemu w ciągłe wojny. Po trzecie,
ich technika militarna pozwala im na uniknięcie dominacji przez liczebniejszych
Chińczyków14.
Zazwyczaj historycy przedstawiają dynamikę społeczną Azji Wewnętrznej
w kategoriach „naturalnych katastrof ”. Fernand Braudel formułuje analogię między
inwazjami nomadów i biblijnymi plagami. Zgodnie z tym obrazem aktywność
pasterskich ludów aż do poł. XVII w. wiąże się zazwyczaj z przemocą, okrucieństwem i zniszczeniami. Ich znaczenie w historii stosunków międzynarodowych
określa się w kategoriach mniej lub bardziej rujnującego wpływu na rozwój
sąsiadujących z nimi cywilizacji: chińskiej, indyjskiej, islamskiej i chrześcijańskiej.
Imperiów Azji Wewnętrznej nie traktuje się jak wytworów procesu historycznego,
ale jak biologiczne lub naturalne wydarzenia. W istocie ludy te wyklucza się
z historii jako aktywne podmioty sprawcze15.
Inne podejście uznaje, że nomadyczne jednostki polityczne mogą podlegać
procesom zmiany i różnicowania. William McNeill zauważa, że aczkolwiek ekonomiczne, polityczne i militarne wzorce nomadów zmieniały się w nieznacznym
stopniu, to zdobywana przez nich wiedza o cywilizowanych sposobach życia,
kontakty handlowe i inne czynniki czyniły nomadów coraz bardziej świadomymi
bogactwa południowych cywilizacji16. Jerry Bentley dostrzega podobny proces
zmiany w sferze politycznej, związany z ustanawianiem silnych państw17. Porównując jednostki polityczne nomadów historycy dostrzegają przede wszystkim
podobieństwa. Określa się ich jako niezdolnych do zachowania własnej kultury
i podkreśla łatwość asymilacji z kulturami, które podbili. Historycy rolę nomadów
widzą w ułatwianiu przez nich komunikacji na długie dystanse, uznawaniu roli
handlu, dyfuzji religii, zdobywaniu wiedzy geograficznej i wymianie technologii.
Stepowe imperia tworzyły płynne środowiska, użyteczne dla podróży i handlu,
a nade wszystko warunki do nawiązania kontaktów między różnymi cywilizacjami.
Uznaje się często, że po opadnięciu wojennego pyłu, nomadowie stawali się
14
S. Stuurman, Herodotus and Sima Qian: History and the Anthropological Turn in Ancient Greece
and Han China, „Journal of World History” 2008, vol. 19, nr 1, s. 28–33.
15
N. Di Cosmo, op.cit., s. 3–4.
16
W. McNeill, op.cit., s. 486–487.
17
J. Bentley, Old World Encounters: Cross-Cultural Contacts and Exchanges in Pre-Modern Times.
New York 1993, s. 136.
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
249
pasywni „statystami”, a na czoło wysuwali się weneccy kupcy, arabscy żeglarze,
chińscy wynalazcy i europejscy misjonarze18.
Jedną z kluczowych idei leżących u podstaw „historii świata” (Kitâb al-‘Ibar)
znanej bardziej pod tytułem wstępu jako Muqaddimah (1377–1399) napisanej
przez XIV-wiecznego muzułmańskiego myśliciela i historyka ‘Abd-ar-Rahmâna
Ibn Khaldûna jest rozróżnienie między ludami nomadycznymi i osiadłymi. Ibn
Khaldûn rozumie historię jako cykliczną walkę między barbarzyństwem i cywilizacją albo inaczej między „plemionami” i „miastami”. W historii tej nomadzi
prowadzą prymitywne i dzikie życie zmuszeni przez ich wymagające pustynne
środowisko do przetrwania przy dysponowaniu niewielkimi zasobami i ciężkiej
pracy koniecznej do ich zdobycia. Jednostki w tym środowisku nie mogłyby
przetrwać, dlatego plemię działa jak jednostka, szczególnie wobec zewnętrznego
zagrożenia. Ponieważ odwaga i hart ducha są niezbędne, członkowie plemienia
popierają się wzajemnie wobec obcych.
Ludy prowadzące osiadłe życie są stabilne i bogate. Łatwiejszy sposób życia
formuje bardziej miękkie charaktery, którym brakuje męstwa nomadów. Zabiegają
oni bardziej o swoje interesy, a mniej obchodzi ich los sąsiadów. Kierują się
w stronę magistratów i rządzących w celu obrony przed współobywatelami
i zewnętrznym zagrożeniem. Zależą oni od praw, a nie osób19.
Ibn Khaldûn dowodzi, że kontakt między tymi dwoma typami społeczeństw
prowadzi do napięcia między nimi. Sprostanie wymagającym warunkom życia
czyni z nomadów społeczności silne i gwałtowne, co pozwala im podbijać bardziej
miękkie społeczności prowadzące osiadły tryb życia. W wyniku podboju stają się
oni rządzącymi, którzy z czasem osiedlają się i przyjmują cywilizowany sposób
życia ich podbitych poddanych. Prowadząc przez kilka generacji osiadłe życie tracą
oni swoją jedność i zostają podbici przez następną falę barbarzyńców. Ibn Khaldûn
objaśniał historię swego rodzinnego Maghrebu, świata islamskiego, a także świata
śródziemnomorskiego od czasów rzymskich, jako cykliczną historię następujących
po sobie podbojów. Nomadzi podbijali miasta, stawali się cywilizowani i byli
podbijani przez innych nomadów.
18
N. Di Cosmo, op.cit., s. 4.
J.V. Spickard, Tribes and Cities: Towards an Islamic Sociology of Religion, „Social Compass” 2001,
vol. 48, nr 1, s. 105.
19
250
Andrzej Gałganek
3. NOMADYZM JAKO KONSTRUKT
NOMADYZM DEFINIUJE SIĘ jako formę społeczeństwa, w której wytwórcy środków utrzymania łączą się głównie, ale niewyłącznie, za pośrednictwem migrujących
stad kierowanych przez grupę ludzi. Nieustanna potrzeba nowych terenów wypasu
w półsuchych obszarach euroazjatyckiego stepu wymuszała stałe przemieszczanie
się stad, a tym samym również ich pasterzy-nomadów. Ta przestrzenna mobilność
nomadów zdecydowała o charakterystyce politycznej i organizacyjnej ich grup
społecznych tworząc podstawę ich szczególnego stosunku i relacji z osiadłymi
społeczeństwami i przesądzała o specyficznych skutkach ich kontaktu20.
Mobilność jako podstawa procesu reprodukcji decydowała o stosunku nomadów
do ziemi. W odróżnieniu od własności stad, ziemia nie mogła być własnością.
I chociaż wiedziano kto jest „właścicielem” prawa do wypasu i wody na określonym
terenie w określonej porze roku, nie istniały ogólne wyznaczniki podziału terytorium między poszczególne ludy. Wspólnota wydaje się nomadom ufundowana
przed jakąkolwiek formą aktywności produkcyjnej, na poziomie superstrukturalnym, tj. pokrewieństwa, wrodzonego związku, wspólnego języka etc. W prymitywnych wspólnotach rolniczych, przeciwnie, dostęp do ziemi i jej uprawa decydują
o przynależności do wspólnoty.
Nomadyzm jest tym samym strukturalnie przeciwny wszelkim formom suwerenności i władzy, które opierają się na prywatnym roszczeniu do własności ziemi.
Stosunek do ziemi może polegać na przejściowym prawie dostępu realizowanym
i zapośredniczanym przez plemię. Prawo to jest ucieleśniane w osobie plemiennego
wodza, który reprezentuje „wyższą jedność” podzielonego na rodzinne linie plemienia. Na poziomie międzyplemiennym (konfederacyjnym) funkcję tą realizuje
wyższy wódz (chan), któremu wodzowie plemion winni są bezwarunkowe, aczkolwiek nie stałe, podporządkowanie. Te same warunki, które decydują o mobilności, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i zbiorowym, są decydujące dla
cech militarnych nomadów (zdolności militarne, kontrola ruchu zwierząt, zdolność
do znoszenia niebezpieczeństw i fizyczna twardość, wysoki status, niska afektywność, uprzedmiotowienie osób etc.)21. W tym kontekście osobiste jakości plemiennych wodzów nabierają wielkiego znaczenia. W społecznościach nomadów pań20
K. Matin, Uneven and Combined Development in World History: The International Relations of
State-formation in Premodern Iran, „European Journal of International Relations” 2007, vol. 13, nr 3,
s. 431.
21
Ibidem.
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
251
stwo jest zawsze „personifikowane” w osobie chana. Militarna organizacja
i umiejętności są czynnikami i warunkami nomadycznej (re)produkcji.
Wysoką mobilność, drapieżczość i wojennie nastrojoną naturę nomadyzmu
uznaje się za decydujące czynniki kształtujące wynik i formy wzajemnych relacji
między nomadyczną „ekstensywną ekonomią” a „intensywną ekonomią” społeczeństw osiadłych regulujące wymiany między tymi dwoma ekonomiami. Mobilność całej populacji i jej cechy skłaniały nomadów do prowadzenia imperialnych
ekspedycji na stepie, podczas gdy szczególna zręczność i zdolności manewrowe
nomadycznej kawalerii czyniły ją istotną siłą w najazdach i pod pewnymi warunkami w podbijaniu osiadłych społeczności. Mimo to pokojowa koegzystencja
i wymiana mogły trwać długie okresy, często zabezpieczane płaceniem trybutu
przez rolnicze imperia, jak w przypadku relacji między cesarstwem chińskim
i Mongołami. Zasadniczo jednak uznaje się, że akumulacja nomadycznych państw
opierała się na strategii wymuszania.
Konfliktowa i asymetryczna natura tych stosunków prowadziły do ich strukturalnej niestabilności. Ich okresowe przekształcanie się w wojnę często wiązało się
z przypadkowymi zmianami ilości opadów lub skutkami wewnętrznej dezintegracji osiadłych społeczeństw. Wystąpienie takich czynników i ich skutki były z reguły
mniej kosztowne dla społeczności nomadów, co wywoływało wśród nich silniejszą
tendencję do akumulacji za pośrednictwem wojny. Zmuszało to społeczności
osiadłe wchodzące w interakcje z nomadami do tworzenia podobnych organizacji
militarnych poprzez centralizację wojny i tym samym ekonomicznych zasobów.
Proces ten prowadził do koncentracji władzy politycznej i redukcji liczby jej
poziomów, prowadząc ostatecznie do imitacji (mimowolnej) nomadycznych
struktur politycznych, znajdującej szczególny wyraz w spersonifikowanych, scentralizowanych i arbitralnych formach władzy22.
Przedstawione rozumienie nomadyzmu dominuje we współczesnej literaturze
stanowiąc w istotnym stopniu dziedzictwo szeroko akceptowanych przez współczesnych historyków negatywnych ocen ludów centralnej Euroazji zawartych
w historycznych i literackich źródłach rolniczych ludów peryferyjnych.
Rozumienie to można traktować jako prawie całkowicie stereotypowe i oparte
na nadawaniu szczególnego znaczenia jednemu tylko aspektowi centralnoeuroazjatyckich społeczności, a mianowicie traktowaniu ich jako „czystych” nomadów,
odrębnych i izolowanych od osiadłych społeczności centralnej Euroazji. Istotne
jest zatem zrozumienie tych stereotypów i błędnych interpretacji kształtujących
22
Ibidem, s. 432–433.
252
Andrzej Gałganek
także współczesne wyjaśnianie nomadyzmu. Za najważniejsze stereotypy można
uznać: (1) Przekonanie, że nomadzi centralnej Euroazji byli w szczególny sposób
wojowniczy (dzicy i okrutni) z powodu surowego środowiska i związanego z nim
sposobu życia. Sprostanie warunkom środowiska prowadzące do nabycia umiejętności jazdy konnej i polowania z użyciem łuku w bezrefleksyjny sposób przekłada
się na ich szczególne umiejętności militarne. (2) Sposób życia nomadów centralnej
Euroazji ocenia się jako ubogi zakładając, że ich produkcja była niewystarczająca
dla zaspokojenia ich potrzeb. Skutkiem tego jest teza o konieczności grabienia
bogatych rolniczych ludów peryferyjnych, a w konsekwencji określony model
stosunków nomadów z peryferyjnymi państwami. (3) Ponieważ nomadzi byli
„naturalnymi wojownikami” znajdującymi się w nieustannym ruchu byli bardzo
trudni do pokonania. Stanowili zatem stałe militarne zagrożenie dla osiadłych
ludów peryferyjnych, które nieustannie atakowali i pokonywali. Wyprowadzana
stąd teza brzmi: centralni Eurozjaci zdominowali militarnie Euroazję do czasów
wczesnej nowożytności.
Tezy te są niewiele różniącą się wersją starożytnej grecko-rzymskiej idei (fantazji) barbarzyństwa. Tymczasem, pasterscy nomadzi centralnej Euroazji nie byli
bardziej „naturalnymi wojownikami” niż mieszkający w miastach Euroazjaci
„naturalnymi kupcami” lub osiadli rolnicy „naturalnymi chłopami”. Społeczności
prowadzące osiadły tryb życia były z reguły liczniejsze i bogatsze, co umożliwiało
im tworzenie armii złożonych z profesjonalnych żołnierzy dysponujących przewagą
nad nomadami w większości konfliktów.
Nomadzi nie byli także „biedni”. Rozkład bogactwa w ich społeczeństwach był
podobny do rozkładu w każdej innej strefie kulturowej. Warto podkreślić, że
średnia jakość życia nomadów była nawet wyższa od średniej jakości życia peryferyjnych społeczeństw rolniczych, w których status ich członków był często bliski
niewolniczemu. Wreszcie, największym mitem jest przekonanie, że nomadzi stanowili nadzwyczaj poważną groźbę militarną dla państw peryferyjnych. Ocena
Christophera I. Beckwitha: centralni Euroazjaci byli dynamicznymi i kreatywnymi
ludźmi. Centralna Euroazja była miejscem pochodzenia Indo-Europejczyków,
którzy rozprzestrzenili się na całym kontynencie ustanawiając podstawy światowej
cywilizacji. W średniowieczu centralna Azja była ekonomicznym, kulturowym
i intelektualnym centrum świata, a dziełem centralnych Azjatów jest istotny wkład
w nowożytną naukę, technologię i sztukę23.
23
Ch.I. Beckwith, Empires of the Silk Road. A History of Central Eurasia from the Bronze Age to
the Present, Princeton–Oxford 2009, s. XXII–XXIV. Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
253
4. HISTORIA EUROAZJATYCKICH STOSUNKÓW
MIĘDZYNARODOWYCH
HISTORIĘ EUROAZJATYCKICH STOSUNKÓW międzynarodowych od ich początków do czasów współczesnych można zrozumieć jako proces przemieszczania się
ludów i kultur centralnej Euroazji w kierunku euroazjatyckich peryferii, a ludów
i kultur peryferyjnych ku centralnej Euroazji24.
Okres klasycznej starożytności od III w. p.n.e. do III w. n.e. wiąże się w szczególny sposób z rozwojem imperium rzymskiego i chińskiego. Oba imperia były
rolniczymi, częściowo zurbanizowanymi kulturami, które poprzez ekspansję
zdominowały odpowiednio zachodni i wschodni biegun kontynentu euroazjatyckiego. Oba imperia wkroczyły głęboko w w obszary centralnej Euroazji zajmowane
przez nomadów. Wolumen handlu prowadzonego w centralnej Euroazji (Jedwabny
Szlak) rozszerzył się do takich rozmiarów, że przyciągnął uwagę zarówno rzymskich, jak i chińskich autorów. Jednak mimo handlu istniało niewiele długodystansowych kontaktów dyplomatycznych między Rzymianami i Chińczykami, którzy
pozostali rozdzieleni zarówno geograficznie, jak i kulturowo. Ich wiedza o sobie
i reszcie świata poza najbliższymi sąsiadami była niewielka.
Agresywna ekspansja obu imperiów ostatecznie pociągnęła za sobą katastrofalne
skutki. Częściowe zamknięcie własnych granic przed handlem i destabilizacja
centralnej Euroazji wskutek nieprzerwanych ataków prowadziły do wzajemnie
wyniszczających się wojen. W ich wyniku nastąpił upadek handlu prowadzonego
Jedwabnym Szlakiem i zmniejszenie się rozmiaru miast w Azji Centralnej. Skutkiem tego była długotrwała recesja, która mogła przyczynić się do upadku zarówno
zachodniego imperium rzymskiego, jak i wschodniego imperium Han oraz jego
sukcesora (dynastia Xin)25.
W III w. n.e. ludy północnej Euroazji zaczęły migrować na południe. Wydarzenie to znane jako Wielka Wędrówka Ludów (Völkerwanderung) zapoczątkowało
procesy o dalekosiężnym znaczeniu historycznym. W początkowej fazie uczestnikami tej wędrówki były liczne grupy Germanów zajmujące zachodnią część
imperium rzymskiego; mało znane ludy Chionitów, Heftalitów i innych przemieszczające się ku imperium perskiemu oraz ludy mongolskie zajmujące północną
część dawnego imperium chińskiego. Chociaż przyczyny tego przemieszczenia
pozostają nieznane i trudne do odkrycia, jego rezultaty okazały się rewolucyjne
24
25
Ibidem, s. XXI. Ibidem, s. 92.
Andrzej Gałganek
254
dla Europy Zachodniej, a także Euroazji i całego świata. Jednymi z najbardziej
istotnych uczestników tej migracji byli Hunowie, Alanowie i Goci.
Skutkiem Wielkiej Wędrówki Ludów było włączenie, niejako na nowo, prawie
całej Europy Zachodniej do centralnego euroazjatyckiego kompleksu kulturowego
obejmującego północną strefę umiarkowanego klimatu Euroazji od Japonii do
Brytanii. Z perspektywy stosunków międzynarodowych, politycznie i lingwistycznie, migracje doprowadziły do zajęcia przez ludy mówiące językiem germańskim
i mongolskim dominujących pozycji na większości obszarów należących do
odpowiednio zachodniego i wschodniego bieguna Euroazji. Demograficzne znaczenie germańskich i mongolskich migracji na tereny imperium rzymskiego
i chińskiego oznaczało przywrócenie normalnego, z punktu widzenia centralnych
Euroazjatów, stanu rzeczy: zniesienie granic między centralną Azją i jej peryferiami
oraz wolność przemieszczania się ludów między miejskimi i wiejskimi obszarami,
niezależnie od etnolingwistycznych i politycznych podziałów. Jednak rezultaty tej
wędrówki były różne na Wschodzie i na Zachodzie. Jedną z istotnych przyczyn tej
różnicy może być istnienie znacznie liczniejszej populacji Chińczyków w północnych Chinach w porównaniu z relatywnie niską liczbą ludności rzymskiej
w zachodnim imperium rzymskim26.
Skutkiem wędrówki przede wszystkim germańskich ludów (Anglów, Saksonów,
Wandalów, Wizygotów, Franków) na tereny byłego zachodniego imperium rzymskiego była kulturowa mieszanka centralnoeuroazjatyckich germańskich ludów
i ich zromanizowanych poddanych, tworząca fundament, na którym powstała
nowa europejska cywilizacja. W Chinach panowanie wschodniej dynastii Han
(25–220 r.), która była restauracją i kontynuacją zachodniej dynastii Han (202 r.
p.n.e.–9 r. n.e.) ostatecznie załamało się. Terytorium imperium zostało podzielone
na liczne nietrwałe królestwa toczące między sobą wojny trwające przez ok. pół
wieku. Wojny zakończyły się wyłonieniem dynastii Jin (265–419 r.) będącej kontynuacją dynastii Han, aczkolwiek słabszą militarnie. Wraz z upadkiem dynastii
Jin reakcją północnych nomadycznych ludów na agresywną i ekspansjonistyczną
politykę dawnego zjednoczonego imperium było wkroczenie mongolskiego ludu
Hsien-pei i założenie nowej, chociaż chińskiej w stylu dynastii Wei, która dominowała w północnych Chinach przez następne blisko dwa wieki. W okresie tym
południowa część Chin, region na południe od Rzeki Jangcy, była podzielona na
liczne państwa rządzone przez dynastie chińskie.
26
Ibidem, s. 93–94.
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
255
Wcześniejsze przekonania historyków, że „barbarzyńskie podboje” były punktem
zwrotnym między klasyczną starożytnością a średniowieczem wymagają na nowo
przemyślenia z punktu widzenia centralnego euroazjatyckiego kompleksu kulturowego27. Nie budzi wątpliwości teza, że germańska forma tego kompleksu została
wprowadzona do Europy Zachodniej i stała się dominującym społeczno-politycznym systemem, który rozwijał się stopniowo przyjmując formę znaną jako „średniowieczna” kultura. Kultura ta obejmowała „feudalny” system/y, specjalny status
miast handlowych i specjalny status klasy wojowników/rycerzy. Nie budzi również
wątpliwości trwałość grecko-rzymskich elementów kulturowych (np. dominacja
łaciny jako powszechnego języka literackiego Europy Zachodniej) i trwałość na
pewnych obszarach południa Europy wiejskich struktur starożytności. Rzymianie
i zromanizowane ludy żyły w nowych germańskich królestwach podlegając procesom połączonego rozwoju. Głównym rezultatem tej reeuroazjanizacji zromanizowanej Europy Zachodniej była kulturalna rewolucja nazywana średniowieczem28.
W Europie i ludach bez historii (1982) Eric Wolf zabiera swego czytelnika na
wędrówkę wokół świata ok. 1400 r. Świat jaki widzimy uzmysławia nam jak znaczna
jego część nie została jeszcze włączona do rolniczych cywilizacji. Około 1000 r.
rolnicze cywilizacje obejmowały zaledwie 15% terytoriów kontrolowanych przez
współczesne państwa. W praktyce bezpaństwowe wspólnoty rolników północnej
Europy lub Mandżurii, pasterskie plemiona Mongolii lub scytyjskich stepów, stanowiły poważne militarne zagrożenie dla największych rolniczych imperiów.
Stosunki między tymi różnymi typami wspólnot w równym stopniu kształtowane
były przez wymiany, jak i przez konflikty. Analityczne kategorie, którymi się posługujemy skłaniają nas do traktowania tych odmiennych sposobów życia jako
absolutnie rozdzielnych. Wolf podkreśla, że stanowisko takie może rodzić błędny
obraz rzeczywistości historycznej ok. 1400 r. Wszędzie istniały powiązania między
różnymi populacjami. Wspólnoty określające się jako kulturowo odrębne były
powiązane poprzez pokrewieństwo, ekspansję państw, następowanie po sobie elit,
rozszerzanie kontroli przez rolnicze populacje i ustanawianie nowych politycznych
i symbolicznych porządków29.
Elity rolniczych cywilizacji traktowały społeczności żyjące poza ich granicami,
a często także wewnątrz nich, jako „barbarzyńców”. Określeniem tym obejmowano
wspólnoty tworzone przez plemiona zbieracko-myśliwskie, pasterskie, hortikultury
27
28
29
Ibidem, s. 111.
Ibidem.
E.R. Wolf, Europa i ludy bez historii, Kraków 2009, s. 71.
256
Andrzej Gałganek
i czasowych rolników, którzy często posługiwali się półnomadycznymi formami
rolnictwa i istotną część produktów uzyskiwali poprzez zbieractwo i polowanie.
Istotną rolę w łączeniu tych światów odgrywali różnego rodzaju kupcy, posługującymi się różnymi metodami, od drapieżczych do bardziej konsensualnych.
Większość ludzi nadal żyła w małych wspólnotach. Pokrewieństwo stanowiło
bardziej istotną siłę spajającą, aniżeli państwo.
Rolnicze, scentralizowane i biurokratyczne imperia chińskie postrzegały ludy
nomadyczne Azji Centralnej jako najniższą formę barbarzyństwa. Chiński Wielki
Mur przedstawia się często jako symbol tego podziału. Jednak najnowsze badania
podważają tę tezę o murze jako jedynej formie odnoszenia się Chin do ludów
nomadycznych. Przez większą część historii północne granice Chin były strefą
wymiany i komunikacji w takiej samej mierze, co wykluczenia i antagonizmu30.
Jeszcze dalej idącą interpretację proponuje Nicola Di Cosmo, który podkreśla, że
na wschodzie większość najlepszej pasterskiej ziemi została zajęta przez chińską
inwazję rozpoczętą w okresie Walczących Królestw. Zajęte terytoria zostały umocnione i zabezpieczone murami, włączając w to Wielki Mur łączący i wzmacniający
wcześniej istniejące umocnienia. Mury te budowano nie w celu zabezpieczenia
Chińczyków przed społeczeństwami nomadów, ale w celu utrzymania terytorium
podbitego przez Chińczyków. Zatem ich geneza ma charakter ofensywny, a nie
defensywny. Wyjaśnienia przedstawiające Chińczyków jako ofiary agresji ludów
nomadycznych nie znajdują poparcia w chińskich źródłach historycznych i badaniach archeologicznych31.
Ludy pasterskie wszędzie wywierały znaczący wpływ na sąsiadujące z nimi
wspólnoty, zarówno rolnicze, jak i zbieracko-myśliwskie. Ich ograniczona produktywność, a jednocześnie wielka mobilność skłaniała je do udziału w handlu
z sąsiadami, a jednocześnie ich militarne umiejętności pozwalały na odwoływanie
się do przemocy w celu pozyskiwania pożądanych produktów. Ich zbrojna aktywność wszędzie zmuszała do podobnej aktywności, od północnych Chin poprzez
Azję Centralną do Bałkanów. Posługujące się końmi pasterskie ludy euroazjatyckich
stepów tworzyły silne alianse militarne już od pocz. II tysiąclecia p.n.e. Ponieważ
stepy umożliwiały utrzymanie stosunkowo niewielkim populacjom, alianse takie
miały szansę przekształcić się w bardziej trwałe stuktury jedynie w sytuacji możliwości pozyskania znaczących zasobów od sąsiadujących rolniczych cywilizacji.
30
A. Colás, Imperium, Warszawa 2008, s. 56.
N. Di Cosma, Ancient China and Its Enemies. The Rise of Nomadic Power in East Asian History,
Cambridge 2002, s. 149–158.
31
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
257
Najsilniejsze armie pasterskie operowały zatem wzdłuż szlaków handlowych lub
na granicach cywilizacji rolniczych. Niektóre z tych struktur określa się mianem
państw lub imperiów, chociaż nie tyle były one produktem ludów pasterskich, ile
kompleksowym połączeniem obu sposobów społecznej organizacji. Najbardziej
znaną pasterską strukturą polityczną jest imperium stworzone przez Czyngis
Chana, które było pierwszym systemem politycznym obejmującym wszystkie
wielkie regiony Euroazji32.
Jednakże wiele innych inwazji o mniej poważnych skutkach miało miejsce
w północnych Chinach i północno-zachodnich Indiach. Xinru Liu podkreśla, że
nomadyczni najeźdzcy prawie zawsze tracili swoje języki, religie i inne atrybuty
kulturowe w okresie kilku generacji po udanym podboju. Przykładów tego rodzaju
procesu dostarczają nomadyczne ludy Xianbei, Qidan, Jerchenowie, Mandżurowie,
którzy stali się rządzącymi dynastiami w Chinach oraz Sakasowie, Kushanowie
i Heftalici, którzy dokonali udanych inwazji w Azji Południowej. Mimo utraty
swojej tożsamości ludy te wywierały istotny wpływ na kultury podbitych społeczeństw. Warto również dodać, że nie wszyscy nomadowie byli skłonni dokonywać
podbojów regionów rolniczych i osiedlać się. Znacznie częściej mieliśmy do czynienia z przenikaniem się wartości, aniżeli inwazjami lub podbojami33.
Nomadyczny lud Yuezhi zajmował obszar graniczny rolniczych Chin prawdopodobnie od początku historycznego okresu cywilizacji chińskiej i dostarcza tym
samym ilustrującego przykładu wzajemnych wpływów poprzez długotrwałe
kontakty handlowe, jak i inwazje, zarówno w kontekście interakcji północ – południe, jak i przepływu ludzi, rzeczy i idei w kierunku wschód – zachód. Starożytny
autor chiński Guan Zhong (645 r. p.n.e.) wspomina o Yuezhi jako ludzie dostarczającym Chińczykom nefryt. Yuezhi stanowili jedno z najsilniejszych plemion na
północy Chin do czasów wczesnej dynastii Han na pocz. II w. p.n.e. W rezultacie
konfliktu z Xiongnu, Yuezhi emigrowali na zachód w trakcie II w. p.n.e. podbijając
region zwany Daxia, prawdopodobnie hellenistyczną Baktrię (współczesny Afganistan), i sprawowali rządy na tym terytorium z miasta położonego nad Oxusem34.
32
Zob. J. Weatherford, Czyngis Chan, Warszawa 2006, s. 131–262.
X. Liu, op.cit., s. 263.
34
Nazwa Yuezhi i jej odmiany, takie jak Yuzhi, Wuzhi lub Yanzhi były znane jedynie w literaturze
chińskiej. Wielkie plemię, które osiedliło się w Bactrii w końcu II w. p.n.e., a następnie podbiło
znaczną część północnych Indii nazywało siebie Kushana. Współczesna indyjska literatura określa
ten lud jako Tukhara lub Tushara. Obecnie wielu badaczy uznaje, że nazwy te określają ten sam lud.
Również literatura grecka zawiera informacje o ludzie w Azji Centralnej nazywanym Tocharoi, który
podbił hellenistyczne królestwo Bactrii. Zob. X. Liu, op.cit., 265 i n.
33
Andrzej Gałganek
258
Rezultatem tych migracji i międzynarodowych interakcji była często utrata etnicznej homogeniczności. Ludzie przynależący do Yuezhi z czasem różnicowali się
fizycznie. Ich ekonomiczne i społeczne kontakty z Chińczykami, Hindusami, wojny
z Xiongnu, Wasunami i innymi ludami nomadycznymi, a także z państwami hellenistycznymi znajdowały swoje odzwierciedlenia w wymianach demograficznych.
Trzy chińskie „paszporty” wydane w latach 266–274 n.e. zawierają fizyczne opisy
trzech podróżnych identyfikujących siebie kulturowo i prawdopodobnie również
lingwistycznie jako Yuezhi. Dwóch z nich opisano jako czarnoskórych, zaś jednego
jako białego.
Utworzone przez Yuezhi kosmopolitycznego imperium zwanego Kushan, które
przetrwało dwa–trzy wieki, stanowi przykład przekształcania się nomadycznego
ludu w rządzących osiadłymi społeczeństwami we wczesnej historii stosunków
międzynarodowych. Okres od poł. II w. p.n.e., kiedy Yuezhi rozpoczęli podbój
Baktrii, do ok. 50 r. n.e., kiedy król Kushan Kujula Kadaphises przekroczył Hindukusz w celu podboju północnych Indii stanowi ramy, w których Yuezhi przekształcili się z nomadycznego plemienia w społeczeństwo osiadłe. Jako zdobywcy
Baktrii Yuezhi spotkali się z wieloma różnymi kulturami i tradycjami. Baktria
znajdowała się pod panowaniem perskich Achamenidów od poł. VI w. p.n.e.
i została podbita przez Aleksandra Wielkiego w końcu IV w. p.n.e. Wiele hellenistycznych państw przetrwało w tym regionie po wycofaniu się Aleksandra z Indii.
Także inne nomadyczne grupy, na przykład Scytowie, znaleźli się w tym regionie
przed przybyciem Yuezhi. Obecność Scytów w Baktrii pod rządami Kushan nie
budzi wątpliwości. Badania cmentarzy w Baktrii wykazują, że ludzie należący do
różnych antropologicznych typów byli grzebani w różnych obrządkach pogrzebowych od końca II do pocz. I w. p.n.e.35 Obecność hellenistycznej kultury w Ferganie,
Baktrii i Kandaharze wskazuje, że inwazje nomadów nie musiały być nagłe
i destrukcyjne. Relatywnie umiarkowana forma inwazji może wyjaśniać także
długookresową obecność Kushan w tych regionach.
Jack Weatherford dostrzega polityczne skutki ekspansji mongolskiej w Europie
Wschodniej – w zjednoczeniu słowiańskich księstw i grodów w wielkie państwo
ruskie; w Azji Wschodniej – w stworzeniu państwa chińskiego poprzez połączenie
części południowych ziem dynastii Sung, ziemi Dżurdżenów w Mandżurii, Tybetu
na zachodzie, królestwa Tangutów i terytoriów Ujgurów we wschodnim Turkiestanie; w powołaniu do życia Koreii oraz Indii. „Imperium Czyngis Chana złączyło
rozmaite cywilizacje, tworząc nowy porządek świata. W chwili narodzin wodza
35
Ibidem, s. 279.
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
259
w 1162 r. w skład Starego Świata wchodził szereg kręgów cywilizacyjnych o regionalnym znaczeniu, których wiedza o innych kulturach ograniczała się do znajomości tradycji najbliższych sąsiadów. (…) Do śmierci w roku 1227 Czyngis Chan
zdążył wykształcić między Europą a Chinami sieć kontaktów dyplomatycznych
i handlowych, które przetrwały po dziś dzień”36.
Dla rosyjskiego orientalisty Wasily W. Bartholda podbój przez Mongołów Azji
centralnej był naturalnym punktem zwrotnym umożliwiającym syntezę kultury
muzułmańsko-perskiej i chińsko-mongolskiej37. Janet Abu-Lughod uważa mongolski podbój za znaczący element XIII-wiecznego systemu światowego umożliwiający transfer dóbr i kupców z Europy do Chin38. Nicola Di Cosmo podkreśla,
że wyjaśnianie sukcesów rozmaitych państw zorganizowanych przez ludy nomadów, prócz czasu ich trwania i zakresu podbojów, powinno obejmować także
przyczyny trwałości ich obecności poza Euroazją Centralną. Polityczne formacje
nomadów Azji Centralnej nie powinny być wrzucane do jednego worka na podstawie powszechnej „nomadycznej” natury tworzących je ludów. Na przykład,
seldżuccy Turkowie i Mongołowie różnili się znacząco stylami rządzenia w związku
z wpływami środowiska islamskiego, w którym działali Seldżukowie, ale równocześnie wykazywali znaczące podobieństwo, którego korzeni można poszukiwać
w Azji Centralnej. Nie należy wyłącznie w oparciu o podobieństwa w stylach życia
i sposobach produkcji przyjmować, że istnieją wzorce politycznej organizacji
w regionach, w których nie były one historycznie zakorzenione39.
Znaczenie mongolskiego podboju dla Szlaku Jedwabnego i ogólniej, historii
stosunków międzynarodowych jest oceniane w różny sposób. Współcześnie
dominuje pogląd, że wydarzenie to miało fundamentalne znaczenie dzielące
historię Euroazji na przed i po podboju40. Niektórzy historycy uważają jednak, że
taka ocena nie znajduje potwierdzenia w danych historycznych. Znaczące etnolingwistyczne podziały Euroazji w okresie postmongolskiego imperium i te z okresu
premongolskiego w swej istocie pozostały niezmienne do XX w. Znaczącym
efektem mongolskiego podboju była transmisja niektórych praktycznych elemen36
J. Weatherford, op.cit., s. 15.
W.W. Barthold, Turkestan Down to the Mongol Invasion, Thetford 1977 (1900), s. 494.
38
J.L. Abu-Lughod, Before European Hegemony. The World System A.D. 1250–1350, New York
1989, s. 154.
39
N. Di Cosmo, State…, s. 7.
40
Idem, The Northern Frontier in Pre-imperial China, (w:) The Cambridge History of Ancient
China: from the Origins of Civilization to 221 B.C., red. M. Loeve, E.L. Shaughnessy, Cambridge 1999,
s. 5.
37
260
Andrzej Gałganek
tów chińskiej kultury i technologii do Europy Zachodniej. Wśród nich szczególnie
prochu i broni palnej. Inny skutek wiąże się z bodźcem jakiego swoim opisem
„sławnych ziem” dostarczył Europejczykom Marco Polo41.
Działania Mongołów widziane z perspektywy Szlaku Jedwabnego wymagają
uznania, że ustanowili oni lub co najmniej patronowali takiemu ustanowieniu,
pierwszy znany system długodystansowego handlu międzynarodowego i system
podatkowy (ortaq). Istotą tego systemu było stworzenie kupieckiego kartelu kierowanego przez muzułmanów, który świadczył usługi finansowania m.in. działalności handlowej, a także usługi zbierania podatków dla rządzących. Ponadto
otwartość imperium mongolskiego na handel i organizacja systemu gwarantującego bezpieczenstwo szlaków handlowych przyciągała kupców ze wszystkich stron
Euroazji.
Produkcja jedwabiu po przejściowym okresie spadkowym głównie z powodu
zniszczenia plantacji drzew morwowych została pod panowaniem Mongołów
stosunkowo szybko odbudowana, a nawet udoskonalona z punktu widzenia jej
ilości i jakości42. Do kupców, którzy skorzystali z politycznej konstelacji Pax Mongolica należeli m.in. Genueńczycy, którzy kupowali jedwab w Persji z przeznaczeniem na rynek europejski. Dzięki sieci międzynarodowych szlaków handlowych,
przeżywających bezprecedensowy rozwój w dobie Pax Mongolica, Azja Mniejsza
stała się osią światowego handlu i wiążącego się z tym rozwoju43. Handel odgrywał
także istotną rolę w nomadycznych społeczeństwach. One były zaś kluczowe dla
istnienia Szlaku Jedwabnego. Powiązane ludy nomadyczne i ludy osiadłe były
wzajemnie nierozdzielnymi komponentami44 każdego centralnoeuroazjatyckiego
imperium. Każde takie imperium łączyło w sobie pasterskich nomadów, rolników
i miasta. To, że rządzącymi w nich byli zazwyczaj nomadzi nie zmienia faktu, że
rozpoczynali oni wojny przede wszystkim w celu zmuszenia peryferyjnych imperiów do handlowania z nimi. Christopher I. Beckwith rozwija w oparciu o tę tezę
analogię między ludami centralnoeuroazjatyckich stepów a zachodnioeuropejskimi
ludami morskimi, które zbudowały i utrzymywały litoralny system. Wynikiem tej
aktywności ludów centralnoeuroazjatyckich był kwitnący Szlak Jedwabny – eko41
Ch.I. Beckwith, op.cit., s. 202.
T. Ertl, Silkworms, Capital and Merchant Ships: European Silk Industry in the Medieval World
Economy, „The Medieval History Journal” 2006, vol. 9, nr 2, s. 253.
43
H. Inalcik, D. Quataert, Dzieje gospodarcze i społeczne imperium osmańskiego 1300–1914,
Kraków 2008, s. 190.
44
Określenie zapożyczone od Ch.I. Beckwitha (mutually inseperable components). Zob. Ch.I. Beckwith, op.cit., s. 258.
42
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
261
nomia centralnej Euroazji. Szlak ten rozwijał się dopóty dopóki peryferyjne
imperia widziały w nim „kurę znoszącą złote jaja”. Poświęcały one wiele czasu
i środków w celu jego opanowania i wyeliminowania nomadów. Dopóki wysiłki te
nie przynosiły rezultatów Szlak Jedwabny rozkwitał. Kiedy cel peryferyjnych
imperiów został zrealizowany Szlak Jedwabny przestał istnieć45.
Destrukcja Szlaku Jedwabnego jest dobrze udokumentowana. W końcu XVII w.
Rosjanie i chińscy Mandżurowie podzielili centralną Euroazję między siebie.
Następnie władcy dynasti Qing (1644–1911) zniszczyli ostatnie imperium nomadów (Dżungarów), zajmując ich terytorium i zabijając większość populacji.
Rosjanie podbili i skolonizowali większość pozostałego obszaru centralnej Euroazji.
Ekonomia Szlaku Jedwabnego załamała się, a ludy centralnej Euroazji popadły
w ubóstwo i niedorozwój. Narody dominujące w historii centralnej Euroazji –
Scytowie, Hsiung-nu, Hunowie, Turcy, Tybetańczycy, Mongołowie, Dżungarowie
i wiele innych oraz ich potomkowie – zniknęli ze świadomości historycznej świata
na wiele wieków. Niektóre z nich odradzają się w ostatnich dziesięcioleciach,
niekiedy pod zmienionymi nazwami, w nowożytnym stylu europejskich państw
narodowych, jednak w prawie każdym przypadku pozbawione nadal realnej siły46.
Celem odkrywania społecznej historii stosunków międzynarodowych poprzez
abstrakcję NIPR powinno być poszukiwanie głębszych przyczyn masowych przemieszczeń ludów, społeczno-ekonomicznych i politycznych źródeł imperiów
tworzonych przez ludy pasterskie oraz przesłanek ich interakcji z innymi ludami
i państwami. Formowanie państw przez pasterskich nomadów jest często postrzegane jako produkt łączenia czynników wewnętrznego rozwoju z czynnikami
zewnętrznymi w formie kontaktów z innymi, wcześniej utworzonymi państwami.
Wśród czynników wewnętrznych wskazuje się zazwyczaj na rolę charyzmatycznych
„budowniczych imperiów” – wybitnych jednostek zdolnych poprzez środki militarne i dyplomatyczne tworzyć plemienne konfederacje lub nawet imperia o scentralizowanej politycznej i militarnej władzy. Upadek tych formacji wiąże się
zazwyczaj z nadmierną personalizacją władzy i ich rozpadem po śmierci założyciela. Innym wewnętrznym czynnikiem jest społeczna struktura, na przykład,
nomadyczny „feudalizm” lub wewnętrzna społeczna dynamika łącząca się z kontaktami z zewnętrznymi, osiadłymi społecznościami. Wśród zewnętrznych
czynników powstawania nomadycznych państw wskazuje się zazwyczaj transmisję
uniwersalnych wzorców organizacji politycznej od rolniczych imperiów (Chin,
45
46
Ibidem.
Ibidem, s. 321.
262
Andrzej Gałganek
Persji, Rosji), głównie w formie zapożyczeń wzorca organizacji aparatu biurokratycznego. Jednak liczne jednostki polityczne Azji Centralnej (Xiongnu, Turcy,
Ujgurowie) wykazywały wysoki stopień centralizacji politycznej i zdolności
mobilizowania zasobów ludzkich i materialnych. Co więcej, liczne państwa Azji
Centralnej często zapożyczały wzorce instytucji politycznych nie od dominujących
cywilizacji, ale od mniejszych i marginalnych jednostek politycznych. Kiedy faktycznie dochodziło do zapożyczeń instytucji od osiadłych sąsiadów proces ten
charakteryzował się selektywnością związaną z istniejącą wcześniej „ponadplemienną” strukturą i znajdował swój wyraz w powstawaniu „mieszanych” instytucji.
Granice między cywilizacjami rolniczymi i wspólnotami nomadyczno-pasterskimi mogą zostać uznane za najbardziej aktywne i kompeksowe ze wszystkich
stref granicznych. Mogą one stanowić ilustrację istoty społecznej historii stosunków
międzynarodowych w postaci najsilniejszych intelektualnych synergii jakie mogą
rodzić się kiedy wspólnoty o odmiennych technologiach i sposobach życia w sposób regularny wymieniają ludzi, dobra i idee. Wymiany takie uczyniły te graniczne
obszary najsilniejszym motorem innowacji w afro-azjatyckiej strefie świata.
Poprzez tego rodzaju powiązania dokonywał się transfer nowych technologii
(użycie konia, metalurgia, technika wojenna), a także idei religijnych od szamanizmu do buddzymu, islamu i chrześcijaństwa. Poprzez nie dokonywało się także
rozprzestrzenianie zarazków, genów i języków47.
Interpretacja taka unika jednostronności wyjaśnień dwubiegunowych typu
„handel lub atak” oraz jednostronności ewolucyjnego podejścia opartego na
stratyfikacji klasowej i endemicznym plemiennym konflikcie. Di Cosmo wskazuje
na co najmniej trzy różne sfery aktywności politycznej istotne w tworzeniu nomadycznych państw: między ludami nomadycznymi; między ludami nomadycznymi
i wielkimi państwami rolniczymi oraz między ludami nomadycznymi i mniejszymi
niezależnymi państwami rolniczymi. Ostatecznie analizuje on powstawanie państw
nomadów nie jako rezultatu naturalnej ewolucji czy odpowiedzi na powstanie
państw społeczeństw osiadłych, ale rodzaj społecznej odpowiedzi na stan kryzysu
w samych społecznościach nomadycznych wywoływany często różnymi czynnikami: surowymi zimami, suszami, epidemiami, konfliktami klanowymi, delegitymizacją tradycyjnych elit. I aczkolwiek nie wszystkie kryzysy prowadziły do
powstawania państw można często zaobserwować ich występowanie przed
powstaniem państw48.
47
48
D. Christian, Maps of Time. An Introduction to Big History, Berkeley 2005, s. 339.
N. Di Cosmo, State…, s. 14–16.
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
263
Jeden z kluczowych skutków „kryzysu” stanowiła militaryzacja dotkniętej nim
społeczności pasterskiej. W sytuacjach „niekryzysowych” konflikty były ograniczone, nawet jeśli militarna partycypacja była wysoka, a większość mężczyzn
angażowała się w obronę, polowanie lub napady. W okresie „kryzysu” aktywność
militarna męskiej populacji nabierała charakteru regularnego i profesjonalnego.
Wysoki procent populacji zaangażowany w aktywność militarną (w okresie zdobycia władzy przez Czyngis Chana liczbę mężczyzn zdolnych do służby militarnej
ocenia się na 50–100 tys., w 1206 r. mongolska armia liczyła ok. 100 tys. mężczyzn)
negatywnie wpływał na możliwości produkcyjne społeczności, co prowadziło do
powstawania szczególnie silnej presji na pozyskiwanie zewnętrznych zasobów.
W sytuacjach rzeczywistego podboju dokonywanego przez nomadów procesy
te nabierały bardziej kompleksowego charakteru. Nomadyczna organizacja polityczna była nakładana na osiadłą wspólnotę polityczną i wchodziła w bezpośredni
stosunek ze społeczno-ekonomiczną strukturą rolniczej społeczności. Kamran
Matin dokonuje szczegółowej analizy takiego procesu połączonego rozwoju na
przykładzie podboju przez nomadów rolniczej społeczności prenowożytnego Iranu
i powstaniu w wyniku tego nowej połączonej jednostki politycznej w postaci
uymaq: odrębnej nomadycznej instytucji tworzącej centrum nomadyczno-rolniczej
syntezy, która przesądziła o specyficznej prenowożytnej formie państwa w Iranie49.
Wnioski jakie wynikają z tej analizy uzasadniają tezę, że „azjatycki rozwój” nie
może być redukowany do jednowymiarowej kategorii ustanowionej na podstawie
przebiegu rozwoju w formie europejskiej. Tyrania takiego konstruktu oraz jednowymiarowość i „redukcjonizm” takiej historii są szczególnie widoczne właśnie
w zastosowaniu do prenowożytnego Iranu, którego specyfika jest konwencjonalnie
teoretyzowana w kategoriach jego kontrastu z rozwojem feudalnej Europy. Według
Matin rozwiązanie tego problemu jest możliwe jedynie poprzez przezwyciężenie
tradycyjnego stanowiska zajmowanego przez socjologów i polegającego na pomijaniu znaczenia „międzynarodowości”. Tymczasem brak lub niedorozwój prywatnej własności ziemi w prenowożytnym Iranie był rezultatem ciągłych irańskich
stosunków z ich nomadycznym otoczeniem. Ich skutkiem była „amalgamowa
forma państwa” – dynamiczne, międzynarodowo generowane połączenie (a nie
wyłącznie asymilacja lub zewnętrzne trybutarne stosunki) nomadycznej i agrarnej
wspólnoty politycznej. W celu uogólnienia wpływu nomadów na prenowożytną
49
K. Matin, op.cit., s. 433–438.
264
Andrzej Gałganek
Azję pojęcie amalgamowego tworzenia państwa jest użyteczne dla przemyślenia
rozwoju wielu innych azjatyckich i pozaazjatyckich społeczeństw50.
Upadek imperium mongolskiego ilustruje również skomplikowane procesy
odchodzenia od administracji mongolskiej. Korea, Ruś i Chiny wróciły pod panowanie lokalnych dynastii. Charakter tego procesu był bardziej skomplikowany na
terytoriach zamieszkałych przez muzułmanów. W miejsce dawnej strefy wpływów
Arabów powstała nowa hybryda kulturowa łącząca turecko-mongolski system
militarny z instytucjami prawnymi islamu i starożytną cywilizacją perską. Wschodnia część świata muzułmańskiego doświadczyła niespotykanych dotąd swobód.
Ludność mogła pozostać przy swojej religii po uwolnieniu się spod dominacji
arabskiej. Nowe dynastie Osmanów w Turcji, Safawidów w Persji i Mogołów
w Indiach wykorzystały mongolskie innowacje (uzbrojenie, organizację militarną,
kawalerię, broń palną) jako narzędzia w walce z zewnętrznymi przeciwnikami
umacniając swoją władzę nad zróżnicowaną etnicznie ludnością51. Na przykład,
rząd osmański podejmował liczne działania na rzecz dostosowania nomadów do
systemu imperialnego. Każdy klan turkmeńskich nomadów otrzymał ziemię
składającą się z zimowych i letnich pastwisk o wytyczonych granicach. Na obszarze tym Turkmeni poza hodowlą zwierząt zajmowali się także dorywczo rolnictwem. Z osmańskich spisów wynika, że na niektórych nizinach zachodniej Anatolii, Turkmeni uprawiali bawełnę sprzedawaną kupcom włoskim w portach w Efezie
i na wyspie Chios. W porozumieniach handlowych między turkmeńskimi emirami
a włoskimi państwami kupieckimi wymienia się przede wszystkim pszenicę,
suszone owoce, konie, owce, woły, niewolników, wosk, skóry i ałun, jako towary
eksportowane oraz wino, mydło i wyroby włókiennicze jako towary importowane.
Z czasem obszar ten stał się jedną z najbogatszych prowincji imperium52.
W innym miejscu dla XVII-wiecznych kolonistów angielskich w Ameryce
i późniejszych amerykańskich kolonistów w ich nowym państwie najbardziej
widoczną oznaką „barbarzyństwa” był również nomadyzm jego natywnych mieszkańców. Koncepcja terra nullius potwierdzała przekonanie, że Indianie raczej
„przebiegają ziemię niż ją zamieszkują”. Istotą „cywilizacji” była zdolność białych
Amerykanów do zastąpienia nomadyzmu natywnych ludów uprawą ziemi. Indianie powinni stać się rolnikami, a w razie niezdolności do takiej przemiany powinni
50
51
52
Ibidem, s. 438–439.
J. Weatherford, op.cit., s. 330–331.
H. Inalcik, D. Quataert, op.cit., s. 31–32.
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
265
zostać wytępieni53. Angielska rewolucja przemysłowa dokonująca się częściowo
w oparciu o bawełnę wpłynęła bezpośrednio na los amerykańskich nomadów.
Brytyjczycy musieli z oczywistych powodów importować bawełnę. W 1807 r.
ponad 60% tej bawełny pochodziło z byłej brytyjskiej kolonii, Stanów Zjednoczonych. Uprawa bawełny stała się najważniejszą bezpośrednią przyczyną ekspansji
gospodarki amerykańskiej po 1815 r. W latach 1815–1860 bawełna stanowiła
ponad 50% całkowitej wartości eksportu amerykańskiego. Aby zwiększać produkcję bawełny niezbędne było poszerzanie obszaru jej uprawy. Ziemię zajmowali
i użytkowali rdzenni Amerykanie. Główne indiańskie organizacje polityczne na
południu tworzyli Czirokezi, Krikowie i Czoktawowie oraz Czikasawowie i Seminole. Grupy te zajmowały się myślistwem oraz rolnictwem i nie były skłonne
dobrowolnie zrezygnować ze swoich terenów łowieckich i sposobu życia. Presje
połączonego rozwoju powodowały, że pod wpływem Europejczyków Indianie
zaczęli łączyć się w konfederacje przyjmując równocześnie w wyniku tych kontaktów niektóre europejskie uprawy, zwierzęta hodowlane i broń palną. Plemiona
indiańskie, szczególnie Krikowie i Czoktawowie, stały na drodze ekspansji ku
nowym ziemiom i godziły tym samym w podstawowy interes osadników jakim
było pozyskiwanie ziemi pod uprawę bawełny. Po kolejnych wojnach z Indianami
do 1817 r. zwyciężyła koncepcja wysiedlenia wszystkich Indian na zachód od
Missisipi. „Przejmowano indiańskie ziemie, zapasy i urządzenia, trzebiono zwierzynę, atakowano indiańskich myśliwych za polowanie w granicach stanów. (…)
Samo przesiedlenie uzyskało postać aktu prawnego w 1830 r. Tam gdzie grupy
Indian nie chciały opuścić ziemi dobrowolnie, wysyłano wojsko, które egzekwowało postanowienia prawa siłą. W latach 1820–1840 trzy czwarte ze 125 tysięcy
Indian mieszkających na wschód od Missisipi objęto rządowym programem
przesiedlenia. W tym samym okresie spośród wszystkich Indian żyjących na
Południu straciło życie od jednej czwartej do jednej trzeciej”54. W ten sposób
potomkowie europejskich nomadów wskutek procesów nierównego rozwoju
połączyli swój rozwój z nomadami Ameryki Północnej doprowadzając do ich
zagłady.
Europejskie spotkanie z natywnymi Amerykanami przed przekształceniem ich
w „rasę” przez długi czas toczyło się według reguł „polityki zagranicznej”. Perspektywa taka dominowała również po natywnej indiańskiej stronie. W 1847 r. wódz
Komanczów Janamata (Czerwony Byk) próbował bezskutecznie poinstruować
53
54
R. McVeigh, B. Rolston, Civilising the Irish, „Race & Class” 2009, vol. 51, nr 1, s. 8.
E.R. Wolf, op.cit., s. 321–323.
266
Andrzej Gałganek
majora armii Stanów Zjednoczonych Johna P. Cremony, o różnicy między euroamerykańską racją stanu i realizowaną przez niego apaczowską narodową polityką
poczucia urazy i krzywdy, która była właśnie stosowana w formie ataku na meksykańskie miasteczko położone po drugiej stronie rzeki Rio Grande. Cremony
wezwał Janamatę do zakończenia zbrojnych rajdów i stwierdził, że jest zmuszony
przekroczyć rzekę i zapewnić Meksykanom pokój. Janamata odpowiedział, że
słowa wypowiedziane przez majora nie zadawalają go, ponieważ Meksykanie są
naturalnymi wrogami Apaczów, a także, jeśli dobrze rozumie on wojnę amerykańsko-meksykańską, są także wrogami Amerykanów. Cremony stwierdził, że Meksykanie nie są już wrogami Stanów Zjednoczonych i wyjaśnił, że stosunki wróg–
–przyjaciel należy rozumieć w kontekście racji stanu, nie zaś tradycji lub historycznej urazy. Janamata odpowiedział na to, że twoja zemsta jest twoją zemstą i nie
stanowi zadośćuczynienia za krew Komanczów przelaną przez Meksykanów.
Cremony dysponujący większą siłą zbrojną, odmówił zaakceptowania tego pluralistycznego modelu prowadzenia wojny/utrzymywania pokoju.
To paradygmatyczne spotkanie między dwoma różnymi sposobami postrzegania stosunków z wrogami stanowiło jeden z wielu międzynarodowych problemów
zanim rząd Stanów Zjednoczonych efektywnie rozbroił indogenne plemiona
i narzucił im model jednostki politycznej w formie suwerennego, terytorialnego
państwa bez przestrzeni dla bardziej płynnej terytorialnej organizacji charakterystycznej dla większości natywnych amerykańskich narodów55.
ZAKOŃCZENIE
PRZEZWYCIĘŻANIE SKUTKÓW DESTRUKCJI Szlaku Jedwabnego może skłaniać
do bardziej regionalnej i optymistycznej interpretacji. W Rosji, jak pisze Karl
Schlögel, przez osłabioną starą strukturę administracyjną prześwieca kształtowany
przez stulecia krajobraz historyczny. Regiony nawiązują ze sobą bezpośrednie
kontakty bez pośrednictwa imperialnego centrum. Rozwija się ekonomia kierująca
się zapomnianą racjonalnością. Sztuczne podziały pracy wymyślone w sowieckich
centralnych komórkach planistycznych stały się nieaktualne. „Ukazują się nowe
związki, które jednak nie są aż tak nowe: przestrzenie gospodarcze, przestrzenie
kulturowe, pogranicza. (…) Ostry niegdyś kontur dzielący wnętrze od zewnętrza
55
M.J. Shapiro, The Demise of ‘International Relations’: America’s Western Palimpsest, „Geopolitics”
2005, vol. 10, nr 2, s. 224.
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
267
podlega dyfuzji. Nie istnieje już tylko jedno okno na świat (Moskwa), lecz jest ich
wiele. Rozpoczęły się ruchy migracyjne, przenikanie, dyfuzje, mieszanie się. Tereny
monoetniczne doświadczają wielorodności lub od nowa się tworzą. Duże miasta
stają się punktami docelowymi nowych wędrówek. Pogranicza przesuwają się.
Rosja na nowo się konfiguruje wraz z nowymi centrami, nowymi korytarzami,
nowymi drogami, nowymi prowincjami i peryferiami. Nagle znowu istnieje
jedwabny szlak (kursywa – A.G.)”56.
Współczesna historia stosunków między państwem amerykańskim a ludami
indogennymi jest interpretowana przez niektórych autorów jako dążenie do
zmniejszenia lub eliminacji plemiennej suwerenności, a tym samym jako kontynuacja kolonistycznych celów utrzymania indogennych plemion w pozycji zależności od amerykańskiego państwa. Zależność ta jest zakorzeniona instytucjonalnie,
kulturowo i prawnie w historycznym dziedzictwie tych stosunków. Dziedzictwo
prawne, które kształtowało punkt widzenia instytucji rządowych i amerykańskiej
kultury jako całości można wyprowadzać z decyzji amerykańskiego Sądu Najwyższego w sprawie Czirokezi przeciwko stanowi Georgia z 1831 r. W decyzji tej Sąd
Najwyższy zdefiniował polityczny status indogennych plemion jako „wewnętrznych
zależnych narodów”57. Problem nie dotyczy praw indywidualnych członków
indogennych ludów w systemie konstytucyjnym Stanów Zjednoczonych, ale praw
indogennych plemion dążących do wyrażania i zabezpieczania swojej niezależności wobec amerykańskiego państwa.
Współcześnie ten antytrybalizm wyraża się przeciwstawianiem się amerykańskich aktorów politycznych zbyt silnemu wyrażaniu plemiennej suwerenności.
W szczególności za zbyt silne uważane są plemiona, które odniosły ekonomiczne
korzyści z przedsięwzięć związanych z prowadzeniem kasyn (Indian Gaming
Regulatory Act, 1988). W 2003 r. całkowite dochody z kasyn 224 plemion wyniosły
16,7 mld dolarów. Plemiona, które osiągnęły szczególny udział w tych zyskach
nabyły również zdolności do wyrażania ekonomicznej i politycznej niezależności
oraz walki o zasięg i znaczenie plemiennej suwerenności. O ile jednak w 1871 r.,
jak przekonywał ówczesny senator James Harlan, plemiona nie były właściwą
i kompetentną władzą, aby móc je traktować jak suwerenne jednostki, z którymi
rząd Stanów Zjednocznych mógłby zawierać traktaty, o tyle współczesne plemiona
56
K. Schlögel, W przestrzeni czas czytamy. O historii cywilizacji i geopolityce, Poznań 2009, s. 406.
K. Bruyneel, The Colonizer Demands its “Fair Share,” and More: Contemporary American Anti-Tribalism from Arnold Schwarzenegger to the Extreme Right, „New Political Science” 2006, vol. 28,
nr 3, s. 298.
57
268
Andrzej Gałganek
czerpiące dochody z prowadzenia kasyn są uważane za posiadające zbyt silną
władzę, aby uznawać je za suwerenne jednostki58.
Według badań Josepha Kalta i Josepha Singera w czasie kilku ostatnich dekad
dokonało się istotne odrodzenie indiańskich narodów w Stanach Zjednoczonych.
Po wiekach gwałtu, opresji i ekonomicznej deprywacji indiańskie narody upomniały się o swoje prawa i tożsamości, odbudowały polityczne systemy w celu
realizacji zasady samorządzenia i zaczęły przezwyciężać problemy ubóstwa i społecznej dezorganizacji. Podstawą tego odrodzenia stała się samorządność realizowana przez ponad 560 uznawanych federalnie plemion indiańskich w Stanach
Zjednoczonych59. Jednak, jak podkreślają Kalt i Singer, mimo, lub być może
z powodu tego ekonomicznego, społecznego i politycznego sukcesu plemienna
suwerenność stała się przedmiotem ataków. Wielu Amerykanów legitymizuje
Indian tylko w takim zakresie w jakim spełniają oni ich stereotypy. Jeśli Indianie
są biedni lub „autentyczni” mogą oczekiwać federalnej pomocy jako kompensaty
za podbój, kiedy są bogaci i nowocześni, dlaczego nadal przyznawać im „specjalne”
prawa? Plemiona uważa się za legitymizowane wspólnoty jeśli działają na zasadzie
prywatnych klubów i odmawia się takiej legitymizacji jeśli działają jak suwereni.
Fakt ten świadczy o błędnym rozumieniu historii i prawa amerykańskiego. Tymczasem plemiona sprawują substancjalną, choć ograniczoną suwerenność. Suwerenność ta nie jest zestawem „specjalnych” praw. Jej korzenie wyrastają z faktu, że
narody indiańskie istniały przed Stanami Zjednoczonymi i choć ich suwerenność
została ograniczona, nie zostały jej pozbawione. Plemienna suwerenność jest
uznawana i zabezpieczana przez konstytucję Stanów Zjednoczonych, prawne
precedensy i traktaty, a także zasady praw człowieka. W dominującym dyskursie
uważa się, że „amerykańscy Indianie zostali podbici i utracili swoją suwerenność”.
W rzeczywistości niewiele plemion zostało podbitych w wyniku militarnych
kampanii. Większość zawarła traktaty ze Stanami Zjednoczonymi, szczególnie te,
które były zaangażowane w walkę militarną. Rezultatem tych traktatów nie było
włączenie indiańskich narodów do Stanów Zjednoczonych, ale raczej proces
odwrotny. Traktaty uznawały i zachowywały plemienną suwerenność. W zamian
za oddanie prawie całej ziemi Stanom Zjednoczonym, te złożyły określone obietnice plemionom. W szczególności zapewniły o respektowaniu praw plemion do
zachowanej ziemi i uznawały, że ziemie te będą rządzone przez plemiona, a nie
58
Ibidem, s. 311.
J.P. Kalt, J.W. Singer, Myths and Realities of Tribal Sovereignity: The Law and Economics of Indian
Self-Rule, „Joint Occasional Papers on Native Affairs” 2004, nr 3, s. 1.
59
Nomadzi w społecznej historii stosunków międzynarodowych
269
przez rządy stanowe. Niezależnie od tego jak Stany Zjednoczone wywiązywały się
z przyjętych na siebie zobowiązań w podpisanych traktatach, nie ulega wątpliwości,
że uznawały istnienie plemiennych rządów. Taka jest również obecna polityka
Stanów Zjednoczonych – uznawanie suwerenności plemion. Przeszkody w tym
względzie nie stanowi również „problem wielu suwerenności w tej samej przestrzeni geograficznej”, ponieważ Stany Zjednoczone są państwem federalnym.
W realnym znaczeniu istotą federalizmu jest uznawanie istnienia wielu suwerenów
i konstytucyjny podział władzy między poziom federacyjny i wielu suwerenów.
Rząd federalny koegzystuje z rządami stanowymi, które koegzystują również
między sobą60.
60
Zob. szerzej na ten temat w kontekście narodów indiańskich: J.P. Kalt, J.W. Singer, op.cit.,
s. 10 i n.
270
Andrzej Gałganek
Nomads in Social History of International Relations.
Tyranny of Construct
THE AIM OF the article is to comprehend and reinterpret nomadism in social history of
international relations. In a theoretical perspective of uneven and combined development,
the author includes nomadism in the history of international relations and presents its
fundamental significance in shaping historical and contemporary world.
The article consists of four parts. In the first part, the author presents theoretical explanation of political multiplicity, and at the same time, shows genealogy of internationalism.
The second part contains a short reconstruction of understanding nomadism in a historic
tradition. The author discusses historic ideas on nomadism in Chinese, Greek, Islamic and
Western traditions. In the third part, the author presents nomadism as a construct, presenting its two different interpretations: “stereotypical” and “alternative”. The fourth part of the
article presents a reconstruction of the history of Eurasian international relations from
their beginning till contemporary times, understood as a process of nations and peripheral
cultures of central Eurasia moving in the direction of Eurasian peripheries, and the peripheral people and cultures moving in the direction of central Eurasia. To conclude, the author
illustrates the processes of rebirth of nomads’ ancestors, both in central Asia and the United
States of America.
The author convinces one that without proper understanding of nomadism and recognizing its essential role in shaping contemporary world, one will not comprehend the
history of international relations properly. Removing nomadism from history of the world
is equivalent to removing thousands of years of history of human societies, which created
this world to a fundamental degree.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Andrzej Sepkowski
ZBAWIENIE W POSTĘPIE
MGLISTE, NIEDOPOWIEDZIANE IDEE postępu towarzyszyły człowiekowi od
zawsze, a intuicyjnie za postępowe uważał to, co ułatwia, usprawnia jego życie i cały
czas artykułował nadzieje na nowe ulepszenia potwierdzając je codzienną praktyką,
choć nie określił samej idei albo nie zauważając wtedy takiej potrzeby, albo ograniczany ideami czasu, jak filozofowie greccy, uwięzieni w kołach czasu. Później
także pojawiały się problemy z ich rozumieniem, a tłumaczenie ich żywotności
choćby tezą, iż zaspokajają ludzką potrzebę znaczenia zdecydowanie nie wystarcza1. Takie, „prymitywne” rozumienie idei postępu oznaczało dla ludzi z przeszłości wzrost ilości dóbr materialnych, zdolność samoorganizacji zbiorowości, spełnienie emocjonalne i wydaje się, że bez niej, bez tej nieokreślonej idei nie
kolonizowałby przyszłości tak szybko i skutecznie, nie byłby tak ekspansywny.
Nawet łatwo godził je z ideami regresu zgodny ze swoją Janusową dualnością. Idee
postępu bywały zwykle emanacjami nadziei zbiorowych, a ich rewersy strachu
i odnajdujemy je w niemal każdej kulturze jako niesprzeczne ze sobą wiary
w koniec z jednej strony, a z drugiej w możliwość odzyskania raju utraconego.
Wiarę w postęp, już w naszej erze, odnajdziemy choćby w ruchach millenarystycznych i herezjach kontestujących prowidencjalizm wraz z towarzyszącą mu apologią ubóstwa. A taka wiara nie była tożsama z kwestionowaniem chrześcijańskiej
postaci eschatonu, ona tyczyła tylko tego, co ziemskie.
Poszukując ich w dalekiej przeszłości raczej bez trudu zauważymy w wielu
kulturach archetyp rajski i idee upadku od wieku złotego do stanu ognia i kamienia, ale jakże często towarzyszy mu wiara w jego odzyskanie albo na mocy transcendentnych wyroków, albo za pośrednictwem zbawcy, albo bez niego. Właściwie
1
J. Gray, Czarna msza. Apokaliptyczna religia i śmierć utopii, Kraków 2009, s. 11.
272
Andrzej Sepkowski
wszystkie mitologie starożytne taką wiarę artykułowały nie tworząc spójnych
eschatologii. Nam samym nietrudno zauważyć, że będąc zwolennikami klasycznego degeneratywizmu jesteśmy skłonni zawierzać także w progresywizm zawierający wiarę w lepszą przyszłość, a czasami godzimy je orientując się na retrogresywizm, czyli cyklizm rozwojowy obejmujący i postęp, i regres. Nawet bez
godzenia ich retrogresją obie postaci wiary nie rywalizują ze sobą, one zdają się
uzupełniać tworząc z pozoru antynomiczną całość. Ale, jak wspominaliśmy,
traktujemy naszą dualność jak monolit, nie chcąc zauważać tego, niby naturalnego
rozdwojenia.
Przeniesione z transcendencji idee stały się integralną częścią wyobrażeń zbiorowych człowieka epoki, w jakiej zanegowano klasyczny prowidencjalizm – stałą
obecność Opatrzności w historii zaplanowanej przez boskiego ekonoma – i człowiek odrodzenia odsunął na plan drugi projekty świata i człowieka, które były tylko
częścią boskiego planu tworzenia universum, choć ich ślady pozostały w wielu
ideologiach wieków XIX i XX2 i, z pozoru będąc opozycją prowidencjalności, są
prowidencjalne, choć miejsce Boga zajęły inne postaci transcendencji (Rozum,
Natura, siły wytwórcze w marksizmie). Prowidencjalizm pozostał wzorem żywym
do dziś i mówiący także o wyrokach Opatrzności prezydenci Stanów zdają się to
potwierdzać tymi nadużywanymi metaforami, choć chyba nie są tak prowidencjalne, jak się czasami sądzi. Jednak to niepełne zanegowanie i reinterpretacje
prowidencjalizmu zrodziły także dystans wobec wizji zbawienia w transcendencji,
co widać w atrofii angelo i demonologii w wiekach XVII i XVIII. Projekty raju
i piekła pozostały takimi, jakimi tworzono je dla człowieka średniowiecza, oswojono się z nimi w czasie, w którym nowe wynalazki nie bywały już traktowane jak
piekielne wymysły.
W czasie początków wielkich odkryć naukowych i rozkwitu nowożytnej idei
postępu tworzono nowe raje na ziemi (mody na arkadyjskie ogrody) albo wieszczono takie zmiany, jak rewolucjoniści francuscy, z których wielu dopatrywało się
w rewolucji zamiaru Boga, który chce odmienić oblicze świata3. Wielkie szkoły
filozoficzne powodowały się przekonaniem, że społeczeństwa rozwijają się w przewidywalnym, rządzonym przez określone prawa kierunku zastępując Boga Rozumem czy Naturą4. Postęp dokonywany dzięki tym siłom utożsamiano z radykalną
poprawą doli milionów nędzarzy, z ruchem w czasie ku lepszym stanom i nietrudno
2
3
4
C.M. Young Portrait of an Age, London 2002, s. 5.
A. de Tocqueville, Dawny ustrój i rewolucja, Warszawa 2005, s. 37.
I. Berlin, Zmysł rzeczywistości, Poznań 2002, s. 33.
Zbawienie w postępie
273
zauważyć, że taka idea niosła w sobie ogromne niebezpieczeństwo dla rządzących
w każdym czasie, zbyt była „rewolucyjna”. Nietrudno było zauważyć, jak czynił to
pozytywista F. Harrison, że wiara w postęp na ziemi ma zastąpić oczekiwanie tego,
co w niebie5. W oczywisty sposób takie idee były wrogie Bogu i Kościołowi, bo oto
człowiek zbawiał na ziemi wyręczając Tego, który zapomniał o swoim tworze
skazując go na cierpienia i nędzę.
Poczucie radykalności przemian w XVIII w., wiązane z rewolucją przemysłowo-techniczną w jej fazie przemysłowej, zrodziło swoistą „religię postępu” z soteriologią postępu, tak mocną, że „ jakakolwiek próba podawania jej w wątpliwość była
uważana za niedorzeczność czy herezję” – pisał z niejaką emfazą Ch. Dawson6. Dla
D. Boorstina natomiast idea postępu była pierwszą nowoczesną ideologią, pierwszym, „naukowym” dogmatem dziejów ludzkich7. Ta swoista „religia”, dla prostoty
przypisywana Condorcetowi i Turgotowi jako jej twórcom, w naszym czasie została
uzupełniona „ewangelią przyspieszenia” i chyba nie sposób kwestionować sugestii,
że w naszym świecie myślenie o zmianie zostało zdominowane przez zmityzowane
idee postępu w setkach postaci8. Postępu utożsamianego przede wszystkim z technicznym, bo jeśli chodzi o zauważany przez jednego z autorów wzrost empatii,
stępienie agresywności, to wypada zachować dużą rezerwę9. Podobnie wypada
podchodzić do sugestii o stałym postępie moralnym ludzkości. Owszem, nie
potraktowalibyśmy publicznej egzekucji jako formy zabawy, nie dobijalibyśmy
rannych na polach bitewnych tłumacząc się litością, ale przyglądamy się wojnom
i kataklizmom inspirowanym przez człowieka z obojętnością dorównującą obojętności naszych przodków. Postęp techniczny zaś – zauważał J. Bobryk – dokonuje
się bez rozwoju i doskonalenia człowieka10 i mamy wątpliwości, czy naprawdę jest
formą postępu.
Zawierzyliśmy Condorcetowi twierdzącemu, że natura nie wyznaczyła żadnego
kresu ludzkim możliwościom11. Idee postępu reinterpretowane przez innych
„kapłanów postępu” obiecywały wszystkim spełnienie w doczesności, a ich nośnikami miały być wszystkie innowacje, wynalazki, które zadziwiały, odurzały zwykłego, żyjącego w ubóstwie, człowieka, odkrywającego, że otwierają się granice jego
5
J. Jedlicki, Świat zwyrodniały. Lęki i wyroki krytyków nowoczesności, Warszawa 2000, s. 147.
Ch. Dawson, Postęp i religia, Warszawa 1958, s. XXI. 7
D.J. Boorstin, Poszukiwacze. Dzieje ludzkich poszukiwań sensu świata, Warszawa 1998, s. 224.
8
P.J. Taylor, The Way the Modern World Works, New York 1996, s. 83.
9
K. Wilber, Integralna teoria wszystkiego, Poznań 2006, s. 41.
10
J. Bobryk, Spadkobiercy TEUTA. Ludzie i media, Warszawa 2001, s. 28.
11
J.A. de Condorcet, Szkic obrazu postępu ducha ludzkiego poprzez dzieje, Warszawa 1957, s. 213.
6
274
Andrzej Sepkowski
małego świata i pojawia szansa na spełnienie materialne, a przypomnijmy, że
przeważające części społeczeństw progu nowożytności żyły w biedzie bliskiej
nędzy. Nie tylko człowieka mitycznego, ale i ówczesnych mocarzy myśli, którzy
musieli zauważać inność czasu, zmian, przyspieszenia. Potwierdzały je rosnące
ilości dóbr, coraz większe bezpieczeństwo materialne i to, co Chaunu nazywał
„awansem ciała”12, czyli odwagą zaspokajania zakazanych, sublimowanych dotąd
potrzeb. Jego siła była tak ogromna, że nie kwestionowali go nawet romantycy,
zwykle przeciwni technice, temu wykwitowi postępu. Nie kwestionowali także
katoliccy reformatorzy poszukujący źródeł nędzy w kapitalizmie, jak ksiądz F. de
Lamennais, dla którego zmiana i postęp były siłami zbawczymi, pochodzącymi od
Boga13. Tak twierdząc, musiał kontestować nauki Kościoła, zbyt konserwatywnego,
zbyt zajętego sobą.
Degeneratywne wizje zmiany były powoli wypierane z pamięci zbiorowej, ale
nie wydaje się, by wielkie archetypy raju utraconego i stopniowego upadku ludzkości straciły swe sprawcze moce, bowiem przez ową wiarę w postęp cały czas
przebijały i przebijają „heretyckie” konceptualizacje tych, którzy nie zawierzyli
w postęp, przede wszystkim technologiczny. Nie zaufali dogmatom „religii
postępu”, które były tylko metaforami, stale konfrontowali wizje kumulatywnego
postępu z rzeczywistością konstatując, że praktyka młodego kapitalizmu wyraźnie
kłóci się z założeniami proponowanymi przez „kapłanów” postępu i mieli swoje
racje. Swego czasu zwolennicy Condorceta utrzymywali, że postęp jest nieodmiennie kumulatywny, że regres jest wręcz niemożliwy, co korygowali myśliciele XIX w.
obserwujący rozwój „postępowego”, wilczego kapitalizmu niosącego niebywały
pauperyzm, niszczącego z bezwzględnością stare struktury społeczne. Te wizje
postępu implantowano w teorie nowoczesności tworząc wiarę w to, że rozwój
produkcji przemysłowej, techniki, organizacji, stanowi gwarancję wzrostu dobrobytu materialnego wszystkich. Artykulacje takiej modernizacyjnej wiary spotykamy
już w pierwszej połowie XIX w., kiedy E.A. Poe mówił, że technika została podniesiona do rangi najwyższej, a kiedy zasiadła na swoim tronie, spętała łańcuchami
umysły, które ją stworzyły14.
Przez rytualizację umacniano zwycięski mit postępu umieszczając go w transcendencji jako siłę jasną, nieznaną, nowo objawioną, potężną, co było jakimś
efektem odwrotu od religii z jej soteriologią na rzecz nowej. Ludzie tamtego czasu
12
13
14
P. Chaunu, Cywilizacja wieku Oświecenia, Warszawa 1989, s. 283.
P.N. Stearns, Ksiądz Lamennais, Warszawa 1970, s. 100.
P. Virillo, Bomba informacyjna, Warszawa 2006, s. 34.
Zbawienie w postępie
275
byli przekonani, że postęp opiera się na odkryciach, wynalazkach, kreatywności
i projektowaniu, na czysto ludzkich dokonaniach, ale takich, za którymi kryją się
te jasne siły sprawcze. Uwierzywszy w jego siły zakładano, że dokonuje się tak czy
inaczej, sądzono, że i tak dokona się on przez przypadek albo dzięki kilku jednostkom mającym motywację, by iść naprzód miast poprzestawać na tym, co jest. Nowe
wizje miały budzić euforię zbawienia i wyglądały tak jak słynne hasło z magazynu
„Independent”: „Powrót do natury? Nigdy! Naprzód do Maszyny!”15. Technikę
poczęto traktować jako czynnik dynamiczny oraz autonomiczny i teoretycy, tacy
jak J. Ellul, poszukiwali tych narzędzi zbawienia w transcendencji16. Nie oglądali
się nawet na prawa ekonomiczne zauroczeni trendami postępu i każdy nowy
wynalazek, każda innowacja stawały się znamieniem postępu17. Duchem stulecia
stał się silnik. Nie tylko duchem, ale też metaforą mocno umocowaną w wyobrażeniach zbiorowych18. Jego wydajna doskonałość stawała się inspiracją dla wszystkich poszukiwaczy doskonałości, w tym doskonałości społecznych, co widać
w wielu formach inżynierii społecznej, nazwanej tak całkiem zasadnie.
Taki postęp oznaczał dla człowieka epoki atomowej zbawienie w dobrach, ale,
co zauważa wielu badaczy antroposfery, zagubienie duchowe. Został zmuszony do
życia w kilku światach na raz, tak szybkie stały się przemiany cywilizacji technicznej, tworzonej przez człowieka jakby obok niego. Taka akceleracja potęguje
odczucie wyobcowania, zrywa stare więzi, uzależnia od sił sprawczych, których
natury do końca nie rozumiemy. A zauważaliśmy już potrzebę homeostazy i to, że
dążenie do równowagi psychicznej, korelowane przez pragnienie poczucia bezpieczeństwa, jest tym tropizmem każdego z nas. Nie możemy go osiągać za sprawą
absolutyzowanej techniki – powiadają niektórzy. Wedle krytyków cywilizacji
technicznej, przypominających nieco XIX-wiecznych luddystów, technika ze
środka przekształciła się w cel sam w sobie, w autonomiczną siłę, której jednostka
musi się podporządkować, by móc funkcjonować w zbiorowości. Wielu krytyków
zauważało, że jako w pełni autonomiczna technika zniewala człowieka, pozbawia
go możliwości wyboru, narzuca środki, jakie muszą być stosowane przy wyborze
celów. Utrzymywali, że technika stawała się bytem transcendentnym i zdumiewać
może przyznawanie jej takiego statusu w naszym czasie. Wygląda to tak, jakby
permanentnie technicyzowany człowiek poszukiwał nowego podmiotu wiary
15
16
17
18
C. Purcell, The Machine in America. A Social History of Technology, Baltimore 1995, s. 229.
J. Ellul, The Technological Society, New York 1964, s. 128.
N. Postman, Zabawić się na śmierć, Warszawa 2002, s. 222.
P.N. Carroll, D.W. Noble, The Free and Unfree, New York 1989, s. 259.
276
Andrzej Sepkowski
i czynił nim własne dzieło godząc się także na technicyzację stosunków międzyludzkich z zasadą „korzystasz i płacisz” na czele19.
Ten swoisty wulgaryzm technologiczny, wynikający znowu z konieczności
zdobycia pewności, może zdumiewać, ale przede wszystkim był zjawiskiem
potwierdzającym naukową idolatrię ostatnich dekad wieku. Wpierw zachwycano
się niepojętymi możliwościami samej nauki i techniki, a po czasie okazało się, że
nie obudziliśmy się na czas z utopijnego snu i wpadliśmy w koszmar20. Udanym
komentarzem do takiej sytuacji są słowa Fromma: „Człowiek współczesny ma
wspaniałą inteligencję, a jego rozum dysponuje potęgą technologiczną – stanowi
zatem poważne zagrożenie dla samego siebie”21.
Dla dziesiątków autorytetów technosfera stała się ważniejsza od antroposfery.
Niewielu tylko dopatrywało się źródeł zła w systemach, przede wszystkim w ideach
affluent society i społeczeństwa masowego, a takie zauważał dawno temu Tocqueville. Podobne zagrożenia widzieli Ortega y Gasset i Ch. Reich, którzy sugerowali,
że zło tkwi nie w samej, obojętnej technice, ale w tworzonych i sankcjonowanych
przez człowieka strukturach władzy, postaciach nowej wiary służącej nie tylko
przetrwaniu, ale i zbawieniu „pospolitego człowieka masowego”22. On potrzebował
wiary w bardziej dostatnie życie, a gwarantem takiego stawała się mityzowana
technika. Ona tłumaczyła nie tylko jego coraz to wyższe statusy, ale także maskowała wszystkie niepowodzenia polityków, usprawiedliwiała poczynania monopoli.
Można ją było apologizować, ale i oskarżać bez obaw.
Wielki, rytualizowany przez dziesięciolecia, niedający się dyskutować mit
postępu ubezwłasnowolnił nas w dwojakim sensie – powiadali jego dawni i współcześni przeciwnicy, ale oni, jak i zwolennicy, utożsamiali ten postęp z „ideologią”
wzrostu gospodarczego odsuwając na plan dalszy tę pierwotną, a wiemy dobrze,
że postęp gospodarczy wcale nie musi oznaczać lepszego życia wszystkich, choć
stale się nam powtarza, że jest warunkiem numer jeden tego dobrego życia i wierzymy w to wbrew praktyce życiowej. To ubezwłasnowolnienie polega na tym, że
po pierwsze, obfitość powszechnie dostępnych dóbr, jakie niosły postępowe
zmiany, tworzy miękkie, neurotyczne, zewnątrzsterowne, zasiedziałe społeczeństwa, a po drugie, postęp techniczny niesie ze sobą nowe zagrożenia, w tym
hipertrofię organizacji i specjalizacji, co przekłada się na przeciążenie systemu
19
O. Spengler, Zmierzch Zachodu. Zarys morfologii historii uniwersalnej, Warszawa 2001, s. 284.
M. Equal, Divergent Paths. How Culture and Institutions have Shaped North American Growth,
New York 1996, s. 432.
21
E. Fromm, Zdrowe społeczeństwo, Warszawa 1996, s. 268.
22
J. Ortega y Gasset, Bunt mas, Warszawa 2004, s. 20.
20
Zbawienie w postępie
277
z jednej strony, a z drugiej prowadzi do redukowania jednostki do roli liczby.
Liczby zaś nie mogą nawet marzyć o samozbawieniu. One poddają się rachmistrzom, liczącym, organizującym szeregi cyfr w dobie tej supernowoczesnej
przynależności23.
Mit postępu, rytualizowany przez pokolenia, nie bywał naruszany przez mitoburców, a „wszelkie myślenie o zmianie zostało zdominowane przez ideę postępu”24.
Przyglądając się rytualizacji tego wielkiego mitu, zgadzamy się z politologiem, który
utrzymywał, że „historia idei wymaga ciągłego przepisywania”25. Wymaga tego
dynamiczna rzeczywistość, ale jeśli przyjrzymy się przepisywaniu idei postępu, to
chyba zauważymy, że od dziesiątków lat przepisujemy to samo jak sumienni kaligrafowie, zmieniając tylko kształty liter. Zwłaszcza wtedy, kiedy przyglądamy się
ideom umownej lewicy, która miast kumulatywnego postępu apologizuje Nowy
Początek – rewolucje, o których wiadomo, że były eksperymentami wielce kosztownymi. Rytualizując taką postać postępu faktycznie kwestionują, odrzucają go,
choć mają się za niezwykle postępowych.
Rytualizując „postęp” w jego wielu odmianach nie zauważano znamion regresu
będących jego konsekwencjami i awersami. Postęp Zachodu oznaczał przecież
regres krajów podległych, kolonialnych i neokolonialnych. Dla S. Ramphala 2/3
ludzkości to ofiary rozwoju świata, tego naszego postępu26. Tam, wśród biednych,
nie odnajdziemy takiego bałwochwalstwa technologii. Korzyści z niego nie są rozdzielane równo nawet w społeczeństwach zamożnych – zauważał D. Landes i takie
uwagi możemy konfrontować także z polską rzeczywistością27. Nędza i wykluczenie
miliardów to oczywista konsekwencja, całkiem inne jakościowo symptomy spotykamy tam, gdzie postępowi zawdzięcza się najwięcej. On także ma swoje drugie
oblicze, maskowane, skrywane przez wyznawców, o czym wspominaliśmy niżej. Po
trosze te problemy są skutecznie maskowane przez tych, którzy są zainteresowani
utrzymywaniem wiary w doskonałość tych „postępowych rozwiązań” w imię
przyziemnych korzyści i mamy tu na myśli „kapłanów” globalizacji.
W wirtualnej technotopii – przekonują nas amerykańscy badacze – powstaje
nowa klasa. Autokratyczna, arogancka, przekonująca do swoich statusów i racji28.
Jej przedstawiciele przekonują, że dziś postępowe jest oswobodzenie jednostek
23
24
25
26
27
28
Ch. Handy, Głód ducha. Poza kapitalizmem, Wrocław 1998, s. 80.
P.J. Taylor, The Way the Modern World Works, New York 1996, s. 83.
T. Bender, Intellectual and Cultural History, New York 1997, s. 6.
S. Ramphal, Our Country, the Planet, Washington 1992, s. 4.
D.S. Landes, Bogactwo i nędza narodów, Warszawa 2007, s. 17.
A. i M. Crocket, Code Warriors, (w:) The Cyberculture Reader, red. D. Bell, New York 2000, s. 59.
278
Andrzej Sepkowski
z form społeczeństwa przemysłowego; klasy, warstwy, rodziny29. Twierdząc tak,
przydają swojemu postępowi status bytu transcendentnego pragnąc uniemożliwić
korekty w wyobrażeniach zbiorowych, z dobrym zresztą skutkiem.
Sam postęp potocznie kojarzy się z dynamiką rozwojową, ale nie zawsze z kierunkowością samych zmian, bowiem coraz częściej zauważamy z drobiną goryczy,
że to właśnie postęp doprowadził nas do stanu godnego pożałowania. Choćby
„postępowa” industrializacja Polski w latach 70. XX w. doprowadziła do degradacji
środowiska naturalnego, stworzenia inertnego, wręcz irracjonalnego molocha
przemysłowego, a prostym następstwem takiej „postępowości” są dzisiejsze problemy z poszukiwaniem dróg do społeczeństwa informacyjnego, jakie budzi wiele
wątpliwości. Mając na uwadze nasze podwórko zauważamy, że z pewnością umiejętność poruszania się w przestrzeni wirtualnej może być dobra dla wielu Polaków,
ale wielu potrafiących się w niej poruszać traktuje ją tylko jak egzotykę i nie wynika
z tego nic produktywnego. I nie wydaje się to przesadą, jeśli zauważymy, iż kiedy
traktujemy tamte procesy w taki właśnie sposób, mylimy wtedy postęp z regresem.
Postępem są tylko takie procesy, które zbliżają nas do stanów lepszych od poprzednich i to bez relatywizacji. Postęp to spełnienie materialne i duchowe albo tworzenie warunków do takiego spełnienia. Przy czym nie mamy tu na uwadze tylko
dobra ludzi żyjących w naszym czasie, ale także dobro przyszłych pokoleń. Jeżeli
uznajemy, że jakiś proces, zmiana stanu rzeczy przesądza nawet o subiektywnej
ocenie tego stanu jako gorszego, uprawnia nas to do konstatacji, że nie jest on
postępowy dla nas samych, ale jeśli zbiorowe odczucie jest sprzeczne z naszym,
wówczas postęp „obiektywizuje” się. W sferze mitycznej staje się postępem, choć
na dobrą sprawę jest regresem.
Symplifikacje, a potem mityzacje idei często prowadzą do przypisywania na stałe
jakimś procesom dodatniego wartościowania, a nawet absolutyzacji, a to często
uniemożliwia nam zmianę wartości kierunkowej procesu, który może jakościowo
przekształcić się w swoje przeciwieństwo. Zbyt często zachwycamy się rzekomo
postępowym procesem nie chcąc zauważać, że ten staje się swoim negatywem, zbyt
często zmiana reorientacji, dostrzeżenie konieczności przewartościowania, zabiera
nam zbyt wiele czasu. W jakiejś mierze bywa to efektem zagubienia pierwszych
celów rozwoju, fetyszyzacji samej techniki widzianej jako Wielka Matka, która
zaspokaja wszystkie pragnienia30. Technika – Wielka Matka Technologia stała się
eschatologią z takim skutkiem, że technomania współczesnego świata pozostaje
29
30
U. Beck, Społeczeństwo ryzyka, Warszawa 2004, s. 111.
E. Fromm, Kryzys psychoanalizy, Poznań 2000, s. 114.
Zbawienie w postępie
279
przesiąknięta wiarą religijną – zauważał z duża przesadą twórca niezwykle popularnego dziełka31. Religijną taka wiara chyba nie jest, takie spojrzenie autora ciekawej pracy bierze się zapewne z automatycznego kojarzenia wiary z religią, ale
z pewnością taka wiara jest mocna, głęboka, do czego przekonują nawet pobieżne
obserwacje.
W jakiejś mierze jest to efekt zarówno fetyszyzacji techniki, jak i samej intencjonalności. Przyzwyczajenia do magicznej rytualizacji mitów prowadzą nas
choćby do tworzenia fałszywej teleologii intencjonalnej wobec nowych, supernowoczesnych urządzeń i maszyn, które, miast stać się wyzwoleniem, mogą stać się
koszmarem, a często stają się takim za sprawą nieprzewidywalnych skutków
zastosowania jakiejś innowacji. Niekiedy mówi się przecież o tym, że nasza cywilizacja jest efektem skutków niezamierzonych, a ubocznych zmian technicznych.
Być może przeceniamy siły takich mityzacji, ale zgadzamy się choćby z D. Algerem
powiadającym, że „mitologia rządzi nami wszędzie i w polityce i ekonomii i stosunkach międzynarodowych”32.
Postaciami mityzacji, jakie miały dodać społecznościom aktywizmu, były
zachodnie, optymistyczne projekcje kreowane przez przedstawicieli establishmentu, czasami wręcz absolutyzujące dobrodziejstwa rewolucji naukowo-technicznej. Technokratyczno-konwergencyjne, oficjalnie promowane wizje społeczeństw
przybierały różne postaci, acz wszystkie zdają się oparte na zasadzie harmonii przy
założeniu jedności, ku której zmierza świat: ekonomicznej, politycznej, kulturowej.
Teoretycy schyłku II fali, sięgający w przyszłość, mienili je wielorako: społeczeństwem obfitości, nowym społeczeństwem przemysłowym (J.K. Galbraight), społeczeństwem aktywnym lub postmodernistycznym (A. Etzioni), poprzemysłowym
społeczeństwem programowanym (A. Touraine), społeczeństwem masowej konsumpcji (W. Rostow), zabaw (E. Hoffer), czy społeczeństwem unaukowionym
(H. Schelsky). Choć czasami traktowano je niemal jak samosprawdzające się
prognozy, głośno dyskutowane w mediach, to ilościowo prezentowały się jak
margines, a niby optymistycznie nastawieni autorzy zbyt często tworzyli projekcje
opozycyjne, jakby nie do końca przekonani do takich legitymizacji systemowych.
Dziś oswajamy się z mitami wirtualnego świata, przekonywani, że on jest przyszłością. Zwłaszcza młodzi ludzie są karmieni iluzjami pełni, a takie iluzje ostatecznego spełnienia w wirtualnym świecie tworzy wielu zwolenników tego „wulgarnego” postępu. Pośród nich T. Leary, „guru” tego świata powiadający: wszystko,
31
32
E. Davis, TechGnoza, Poznań 2002, s. 327.
D.E. Alger, The Media and the Politics, Belmont 1996, s. 21.
280
Andrzej Sepkowski
co możesz pomyśleć, wyśnić może być zrealizowane w cyberprzestrzeni33. Nie
pozostając przy tym dłużej do pewnego stopnia zgadzamy się ze zwolennikami
optymistycznego postrzegania Internetu. Z pewnością zaspokaja on potrzeby
społeczne, pozwala na tak potrzebne kontakty bezpośrednie (prawie) z innymi, ale
gróźb jest także wiele i to poważnych, jeśli przed dziesięciu laty Amerykańskie
Towarzystwo Psychologiczne uznało korzystanie z Internetu za uzależnienie
traktowane na równi z narkomanią i alkoholizmem. Jest niebezpieczny, ale nie
tylko dla uzależnionych, niebezpieczny jako pole bitew. Cyberataki Rosjan dokonane na Estonię i Gruzję w czasie konfliktu o Osetię przez Russian Bussines
Network, pozostający na usługach FSB sparaliżowały ruchy Gruzinów i w jakiejś
mierze przesądziły o tak wstydliwej jednak klęsce chlubiących się swoją odwagą
i walecznością Gruzinów.
Powinniśmy pamiętać o tym, że postępowość techniczna bywa ograniczana
w czasie, a nowe wynalazki bywają wartościowane dodatnio tylko przez pewien
czas, potem zaś wiele z nich zdaje się obracać przeciw samemu człowiekowi,
egotycznemu, myślącemu tylko o doraźnych korzyściach, zapominającemu o regułach homeostazy, dobru gatunku, o tym także, że konsekwencje błędów zwykle
okazują się większe niż przypuszczano. Nadzieja na zbawienie niepostrzeżenie
zamienia się w źródło wielu strachów. Wiedząc o tym wiemy także, że nikt nie
zdejmie z nas brzemienia odpowiedzialności za los ludzkości i aby uniknąć katastrofy sami musimy wyznaczyć granice naszych pasji tworzenia i niszczenia – pisał
A. Camus w Człowieku zbuntowanym. Wiara w postęp nader często sprawia, że nie
chcemy nawet myśleć o szukaniu takich granic, gdyż ta wiara implikuje przekonanie o wszechmocy człowieka. Brak tej refleksji jest, być może, wynikiem zaburzenia
istoty podstawowej struktury przeżywania – bycia-ku34, być może naruszeniem
tego, co U. Eco nazywał dążeniem do stworzenia świata zgodnego z naszymi
marzeniami35. Być może, gdyż w nieustannym dyskursie ze światem nie potrafimy
nawet stawiać pytań na czas.
Przestaliśmy na dobre wierzyć w kumulatywny postęp – zauważał uczony
ryzykując karkołomną tezą36 i można by traktować ją ze zrozumieniem intencji,
gdyby badacz miał na myśli techniczny. Nie przestaliśmy wierzyć w postęp jako
33
K. Robins, Cyberspace and the World we Live in, (w:) Cyber Space, Cyber Bodies, Cyber Punk,
red. M. Featherstone, R. Burrows, London 1995, s. 138.
34
R. Spaeman, Osoby. O różnicy między kimś a kimś, Warszawa 2001, s. 53.
35
U. Eco, Dzieło otwarte. Forma i nieokreśloność w poetykach współczesnych, Warszawa 1994, s. 160.
36
J.B. Foster, In Defense of History, (w:) In Defense of History. Marxism and Postmodern Agenda,
red. E.M. Wood, J.B. Foster, New York 1997, s. 192.
Zbawienie w postępie
281
taki, a kumulatywny nie oznacza wiele dla zwykłego wyznawcy. Nasze przekonanie
do idei postępu to wiara w to, że dziś jest lepsze od wczoraj, a jutro będzie lepsze
od dziś37. Takiej wiary nie wyzbędziemy się chyba nigdy, nawet wtedy, gdy będziemy
w depresji. A wierząc, nawet głęboko, nie wyzbędziemy się także wiary w regres,
bo ta nie może istnieć bez tej pierwszej, jest jej alter ego, a także niepojętą inspiracją do zmian świata na lepsze. Kryzysy jakby tylko poświadczają, akcentują siłę idei
i bez nich postęp nie byłaby tak zauważalny, może nawet niemożliwy, jak zło nie
byłoby możliwe bez idei dobra. Zajmując się myślą prospektywną zauważamy, że
zdecydowana większość prospekcji obejmujących trójczas jest katastroficzna
i mamy tu na myśli i wizje przyszłości z przeszłości, i wielość profecji. Bezkompromisowo „postępowe” utopie są tylko marginesem takiej wizyjności. Zdecydowana
większość projekcji jutra to klasyczne wizje strachu. Ale sama idea postępu,
odrywana od techniki, rozumiana raczej jako wiara w lepsze jutro jest matką
postaw i zachowań, jakie zwiemy optymizmem. Nie pojawia się zbyt często
w nauce, ale nam musi towarzyszyć jako wykwit nadziei, a jej, jako jakościowego
czynnika zmian, nie można nie zauważać.
Katastrofizmy, rozumiane jako postaci wiary w naturalne kataklizmy, zdają się
być pochodną mitów tworzących degeneratywizm i w naszym mniemaniu są
czymś więcej niż odbiciem partykularnych, czasowo ograniczanych kryzysów
będące ich potwierdzeniami. Zmieniały się jakościowo w czasie generowane przez
nowe zagrożenia i w naszej ponowoczesności mają już zdecydowanie inne postaci,
choć ciągle żyjemy w cieniu wielkich katastrof i pozostaniemy w nim na długo.
Bywają okresy, w których ich natężenie rośnie i wydaje się znowu, że dziś mamy
do czynienia z ich nawrotem w postaci bardziej skondensowanej, co niektórzy
łączyli ze spodziewanym przesileniem czasu łączonym z końcem tysiąclecia, a co
nie wydaje się wyjaśnieniem satysfakcjonującym, jeśli zważymy, że nasilenie
nastrojów strachu zauważamy w okresie pełnego Odrodzenia i tam dostrzeżemy
katastrofistów, takich jak Leonardo i Bruno38. Nie tylko tam, gdyż każde pokolenie
ma swoje strachy, swoje wizje katastrof. Być może ich nasilenie jest przymiotem
„okresów przebudzenia do tożsamości”, choć jest to jeszcze jedna metafora
mówiąca o nieświadomych reakcjach zbiorowości na zmianę, której istoty nie
rozumieją39. Można ją jednak konkretyzować dodając, że były to przejawy strachu
37
L. Goodwyn, The Populist Moment. A Short History of the Agrarian Revolt in America, Oxford
1978, s. IX. 38
F. Cuomo, Wielkie proroctwa, Kraków 2004, s. 228.
39
W. Straus, N. Howie, Generations. The History of America’s Future, New York 1991, s. 348.
282
Andrzej Sepkowski
wiązane z czasową prosperity, pragnienia, by ten stan zatrzymać, zakonserwować,
bo przecież każde wieszczenie załamania aktywizuje, inspiruje nowe cele, które
mogą stanowić zagrożenie dla zdobytych już statusów.
Zauważając stałą obecność archetypu wielkiej katastrofy zauważmy i to, że każde
przesilenie budzi podskórne niepokoje, których nauka nie potrafi jeszcze rozpoznawać, jakieś przeświadczenia, że coś się kończy na zawsze i czeka coś innego,
nieznanego, a nieznane budzi lęk rywalizujący z nadzieją40. Bardziej konkretni zdają
się ci autorzy, którzy łączą obecność katastrofizmów w naszym czasie z tym, co
A. Toffler przed prawie trzydziestu laty nazywał „zderzeniem się fal”, Toffler, mówiący
o tym, że „agonia przeszłości przyćmiewa nadzieję, jaką daje przyszłość”41, zdawał
się powtarzać sugestie J. Huizingi analizującego zjawiska jakościowe towarzyszące
„jesieni średniowiecza”. Obaj zauważali powstawanie nowej, otwartej sytuacji
historycznej, początki wielkiej zmiany, jaką ludzie odbierają intuicyjnie, nie czekając, a diagnozy nauki, a poświadczeniami tej zmiany są dla nich budzące niepokoje
przekształcenia światów symbolicznych42. Członkowie społeczności naszego czasu
zauważają nagle, że nowy czas wyzwala ich z form społeczeństwa przemysłowego:
klasy, warstwy, rodziny, że ryzyko stopniowo narasta, a jest to pokłosie refleksji
tyczących stosunku człowieka do świata, uzgodnienia się z nim. Wyznając wiarę
w postęp jednostki i zbiorowości hołdują i jego opozycji, a nieumiejętność wyboru
albo odnalezienia się między skrajnościami przesądza o tym, że nie są w stanie nie
tyle wykorzystać, jak widział to K. Wittfogel, ale nawet rozpoznać tkwiących
w teraźniejszości możliwości43.
Miotając się między postępem-nadzieją a regresem-strachem ludzie czasami
zapominają o poszerzaniu horyzontów zbawiania w doczesności i poprzestają na
zachowywaniu tego, co mają tu i teraz zapewniając się, że to jest ta pełnia, ku
której dążyli, choć pewnie spora ich część nie wierzy w to do końca. Akceptują
stagnację nie przyjmując do wiadomości tego, że to właśnie rytm zmian na lepsze
i gorsze jest miarą czasu człowieka44. Do tego naturalną miarą czasu ludzkiego jest
wynikająca ze struktur adaptacyjnych umiejętność przystosowywania się przejawiająca się w tym, że jesteśmy krótkotrwałymi pesymistami i długotrwałymi
optymistami. Cykliczne badania placówek związanych z Klubem Rzymskim
40
41
42
43
44
Ch Lasch, The Culture of Narcissism, New York 1991, s. 3.
A. i H. Toffler, Budowa nowej cywilizacji. Polityka trzeciej fali, Poznań 1996, s. 11.
J. Fitoussi, P. Rosanvalon, Czas nowych nierówności, Kraków 2000, s. 5.
K. Wittfogel, Władza totalna, Toruń 2002, s. 513.
K. Lynch, What Time is this Place?, Cambridge 1990, s. 65.
Zbawienie w postępie
283
potwierdzają takie tendencje, a tym samym i to, że nadzieje długiego trwania są
jakościowo inne od tych krótkiego.
Według Tofflera i nie tylko jego, jesteśmy świadkami zderzenia się fali industrialnej z informacyjną i ten zwrot jest już trwały, ma charakter megatrendu i dla wielu
teoretyków już żyjemy w epoce informacyjnej, choć miewają poważne kłopoty
z określeniem jej charakteru. Druga, industrialna fala rozwojowa, przez wieki
opierana na „postępowym” rozwoju przemysłowym, przeżyła się, a wraz z nią
tradycyjne instytucje społeczeństwa przemysłowego, a między nimi systemy
edukacyjne oraz ustroje rządów „pseudoprzedstawicielskich”, czyli demokracja.
Dzisiejsze kryzysy funkcjonalne są wynikiem agonii cywilizacji drugiej fali opartej
na sile rąk. Trzecia zawierzyła sile umysłów kwestionując podstawowe wzory
drugiej: standaryzację, centralizację, maksymalizację, koncentrację i biurokratyzację. Wymaga nowych umiejętności, w tym elementarnej umiejętności adaptacji
do nowych warunków, ale jej postępowość i „zbawczość” może być kwestionowana
przez miliony obrońców drugiej fali, którzy nie są w stanie odnaleźć się w trzeciej
i dla nich skomplikowane społeczeństwo zwane informacyjnych, jest tylko przekleństwem, swoistą „sumą wszystkich strachów. Te miliony nie są w stanie redukować złożoności świata do poziomu rozumienia i stąd taka podatność na sugestie
z zewnątrz45, stąd ich wiara w to, że żyjemy w czasie, w którym kończy się stary
świat i trzeba zatrzymać go w sobie jak najwięcej.
Nierozpoznana przez człowieka ponowoczesność (niejako z rozpędu widziana
jako postępowa), swoisty wynik działania niepoprzedzonego detekcją efektów,
doprowadziła do pojawienia się setek skutków ubocznych, które postrzegane są
jako zagrożenia, poświadczenia nowych kryzysów sytuowanych na tle starych
katastrofizmów. Szybki, niekontrolowany wzrost zjawisk doby nazywanej także
„późnym kapitalizmem” zrodził specyficzne dla niego kryzysy limitujące systemy –
naruszenie równowagi ekologicznej i radykalne napięcia w stosunkach międzynarodowych – zauważał J. Habermas46 notując tylko niektóre efekty kryzysu ponowoczesności. Wiele z nich implantuje się w stare struktury, a nie jest to trudne,
gdyż choćby katastrofizm osobowościowy znany jest od setek lat.
Znaczące ich natężenie można zauważyć u progu lat 70. XX w. po wojnie bliskowschodniej i kryzysie paliwowym. Wtedy to, jak utrzymywał profetyczny
A. Toffler, na dobre załamała się scjentystyczna i technicystyczna arogancja.
45
B. Reeves, Media i ludzie, Warszawa 2000, s. 295.
J. Habermas, Legitimated Crisis, (w:) Comparative Politics, red. B.E. Brown, R.C. Macridis,
Belmont 1996, s. 68.
46
284
Andrzej Sepkowski
„Ogłupiano się nawzajem – pisał – najtęższe umysły próbowały utrzymać stan
jakiegoś niejasnego status quo, co musiało rozpaść się w drzazgi pod naporem
przyspieszenia”47. Wtedy to odczuto, że zbieramy owoce nieczynienia niczego dla
przyszłości, wtedy zdawać się mogło, że wieszczenia katastrof mogą stać się bodźcem do zdecydowanych działań prewencyjnych. Ale tak się tylko zdawało. Po
przezwyciężeniu kryzysu wszystko znów wróciło w stare tory. Katastrofizmy jednak
pozostały w wyobrażeniach zbiorowych czekając jakby na swój czas.
Katastrofizmy, utożsamiane czasami z bardzo nieostrym pojęciem pesymizmu
zbiorowego, uwypuklają destrukcyjne efekty działania człowieka, on to przecież
tworzy nowe źródła zagrożenie w imię spełnienia, on przesądza o tym, że ich ilość
rośnie w postępie geometrycznym. Niektóre z nich są mutacjami mitycznego
przeświadczenia, że to sam człowiek przesądzi o swoim końcu i takim jest katastrofizm nuklearny – wykwit wielkiego mitu wojny jako remedium na problemy
świata. Gdzie indziej poświęcaliśmy mu więcej miejsca, tu zauważmy tylko, że
paraliżujące w latach 50. XX w. strachy zostały wyparte, oswojone w imię spokoju,
radości z życia pełnego dóbr materialnych. Żyjąc w strachu ludzie „korzystali
z chwili”, bo pragnienie życia w beztrosce okazywało się silniejsze od strachu. I teraz
nie boimy się nowych wojen, a ich kształty rysują się wyraźniej, choć są jeszcze
mgliste, poza mityzowaną wojną z terroryzmem.
Podobnie oswojono katastrofizm populacyjny, przeżywający apogea za sprawą
T. Malthusa i zauważyć można, że tak oswojone strachy nie są postrzegane jako
źródła kryzysów przez społeczności, choć są nimi dla decydentów. Doceniono ich
wagę, kiedy powróciły w Raportach dla Klubu Rzymskiego i kiedy pojawiły się
szacunki ich autorów. Wedle niektórych z nich ludzkość osiągnęła miliard około
1850 r., w 1950 r. było nas 2,5 miliarda a w roku 1997 5,9 miliarda. Oznaczało to,
że w ciągu zaledwie 47 lat ludność globu zwiększyła się o 132%. W 2050 r. (wg
szacunków World Population Prospect) ma wynieść około 10 miliardów. Swego
czasu głośne były ekstrapolacje brytyjskiego fizyka J. Fremlina, które zaprezentował
w 1964 r., gdy ludzkość przyrastała w tempie 1,9% rocznie. Według niego, przy
takim tempie wzrostu ludność globu będzie liczyła 260 miliardów za 400 lat, a za
następnych 370 lat wzrośnie do 3 bilionów48.
Jeszcze w latach 70. XX w. problemy i potencjalne zagrożenia z tym wiązane
budziły obawy zbiorowości, dziś zaś trudno zauważyć ślady tego katastrofizmu
w dysputach naukowych czy publicystyce, choć chyba trzeba znowu zacząć go
47
48
A. Toffler, Szok przyszłości, Warszawa 1974, s. 276.
A. Berry, Następne 500 lat, Warszawa 1997, s. 214.
Zbawienie w postępie
285
rytualizować. Problemy wojen głodowych zaszokowały opinię światową u końca
lat 90. XX w., okazały się zagrożeniami mogącymi owocować konfliktami o charakterze asymetryczny, jakich nie będzie w stanie rozwiązać nikt, bo wiara we
wspólnotę międzynarodową jest zawodna. Prostą i głośną dziś konsekwencją
nierównowagi demograficznej jest niepowstrzymany napływ imigrantów, który już
zmusił Stany Zjednoczone do przyznania sobie statusu oblężonej twierdzy, a Europę
może zmusić w najbliższym czasie. Oni będą atakować nawet twierdze w poszukiwaniu swoich wyobrażeń o raju, choć najczęściej spotykają ich upokorzenia, gwałty
rodzące nienawiść do kraju przyjmującego. Polityki multikulturalizmu, bardzo
wysublimowane, uzgadnianie z formami demokracji zawodzą i zawodzić będą, bo
przybysze nie chcą się asymilować, jak ci w Stanach. Oni chcą się samozbawiać
traktując ziemię obietnicy jak swoją, a ludzi zamieszkujących ją od wieków za
obcych.
Mieszane odczucia budzą społeczne reakcje na katastrofizm ekologiczny, bo
z jednej strony widzimy niby szczere manifestacje społeczności w obronie środowiska, a z drugiej oburzenie wtedy, kiedy nie chce się radykalnie ingerować w to
środowisko dla doraźnych korzyści mieszkańców. Wygoda czy namiastki bezpieczeństwa są zdecydowanie ważniejsze od tych dóbr, jakich nie da się odtworzyć.
Nasz stosunek do przyrody jest poświadczeniem braku myślenia prospektywnego,
dbania o dobro nasze, nie zstępnych i to cechuje nie tylko zwykłych obywateli, ale
elity, które nie myślą o tym, by stworzyć spójną doktrynę ochrony zasobów naturalnych49.
Ten katastrofizm, będący częścią archetypu raju utraconego, jest przyjmowany
z zadziwiającą obojętnością i zagrożenia są zbywane z łatwością, zwłaszcza wtedy,
kiedy nie dotykają nas bezpośrednio. Ludzkie doświadczenie przeszłości rodzi
fatalistyczne przekonanie, że tak było „od zawsze” i od zawsze człowiek radził sobie
z tymi problemami, jakie niesie czas, a jeśli radził, to poradzi sobie i tym razem.
One są jakby częścią doświadczeń gatunkowych i zakodowany w nas, postprowidencjalny fatalizm połączony z wiarą w transcendentną mądrość natury rodzi
przeświadczenia, które sprawiają, że jest tak nieczuły na argumenty „zielonych”
lub enviromentalistów50. Nie bez znaczenia pozostają tu przesłania religijne o ziemi
poddanej człowiekowi, mającej mu służyć.
Wyzwanie stało się ciałem dla całej ludzkości po ogłoszeniu raportu U’Thanta,
z którego wyrosła Światowa Karta Przyrody, swego rodzaju ekologiczny katechizm,
49
50
K. Lynch, What Time is this Place?…, s. 29.
A. Rand, Powrót człowieka pierwotnego, Poznań 2003, s. 9.
286
Andrzej Sepkowski
który przez lata pozostawał martwą literą. Już wtedy nie sposób było kwestionować
zasadności jego powstania ani sugestii, by użytkować zasoby biologiczne tak, by
nie przekraczało to ich zdolności reprodukcyjnych albo użytkowanie gleb przy
dbaniu o ich długoterminową użytkowość. Szlachetne apele pozostawały tylko
zapisami aż po czas, w którym zaczęto odkrywać, że zanieczyszczenie środowiska
stało się prawdziwą barierą wzrostu i przekłada się na poziomy życia. Uprzednio
nie poruszały nawet wtedy, kiedy dowodzono jak szkodliwe dla zdrowia są niektóre
zagrożenia. Wtedy też sprawdzało się powiedzenie mówiące, że w szczęściu i nieszczęściu jesteśmy samotni, a nadto, że zawsze mamy nadzieje na to, że takie nieszczęście dotknie kogoś innego. Zaliczano je w szereg wypadków losowych, ale
teraz, kiedy okazało się, że niszczenie odbije się na wszystkich bez wyjątku, poczęto
ponownie zastanawiać się nad wzajemnymi więziami człowieka i środowiska.
Jakieś role odegrali naukowcy dowodzący, że człowiek jest istotą biofilną, ustawicznie wiązaną wieloma nićmi z przyrodą żywą i dzięki E. Wilsonowi, E. Morinowi,
J. Monod, V. Pottersowi bioetyka zaczęła stawać się własnością milionów. Pojawiła
się zbawcza idea dla całej zielonej planety.
Ten katastrofizm od czasu raportu U’Thanta i Ekospazmu A. Tofflera zmieniał
się jakościowo. Od pierwszych ostrzeżeń, jakie przyniosły wymierne efekty, znowu
doszliśmy do bariery oswojenia strachu, czego symptomem są dyskutowane często
problemy wiązane z implementacją porozumień z Kioto zakładających daleko
idącą, ale wciąż niewystarczającą redukcję emisji gazów wywołujących efekt cieplarniany. W imię idei zbawienia całej planety warto przypomnieć, że 1997 r. został
ogłoszony jako najcieplejszy w dziejach Ziemi i wtedy pojawiły się przerażające
ekstrapolacje trendów, które mogły działać na wyobraźnię. Suponowano, że jeśli
nie uda się zahamować poziomu emisji, to 2030 r. będzie tym, w którym runie
bariera bezpieczeństwa i w latach następnych ogromne połacie lądów znikną pod
wodami mórz i oceanów na skutek topnienia lodów Arktyki i Antarktyki. Ale takie
przestrogi nie działają tak skutecznie, jak efekty anomalii pogodowych na ekranach
telewizorów. One są w stanie wywoływać traumy i budzić „sumienie ekologiczne”,
choć ich ozdrowieńczych ról przeceniać nie można.
Nietrudno zauważyć, że w obronie swoich ekosystemów część obciążeń świat
nazywany rozwiniętym spycha na barki krajów najbiedniejszych, choć wiadomo,
że ekosystem globalny nie jest w stanie przeciwstawić się inwazji odpadów i nowych
produktów, zwłaszcza chemicznych51. Takim sposobem przekonujemy do swego
karygodnego prezentyzmu, uwalniamy się na jakiś czas od problemów, ale jest to
51
A. Peccei, Przyszłość jest w naszych rękach, Warszawa 1987, s. 26.
Zbawienie w postępie
287
ledwie odsuwanie ich w czasie, gdyż konsekwencją tworzenia nowego środowiska
są także nowe choroby i mutacje starych52, a nie wiemy czy choćby ptasia grypa
taką konsekwencją nie jest. Politycy i ekonomiści zapewniają nas, że tego rodzaju
przykłady destrukcji są jedynie przejściowymi niedogodnościami w drodze do
nieograniczonego dobrobytu, ale nie dodają, że konsekwencje niektórych procesów
są już nie do odwrócenia.
Reakcje państw na zagrożenia cechują sprzeczności będące pokłosiem procesów
globalizacyjnych. Racjonalność partykularna konfrontuje się z racjonalnością
globalną ze szkodą dla biosfery i nas wszystkich. Ogromnie trudno osiągnąć
konsensus w sprawach niewątpliwego i zagrożonego dobra wspólnego. Szczyty
Ziemi, konwencje klimatyczne owocują ustaleniami, których nie można wyegzekwować, o czym przekonują zachowania Amerykanów, którzy nie mieli i nie mają
zamiaru przestrzegać postanowień z Kioto. I wydaje się, że politycy postępowali
tak rozumiejąc istotę wiary przeciętnego człowieka nastawionego na zbawienie
w doczesności. Amerykanie zdali się zapomnieć o wspomnianym obowiązku
zostawiania następcom bezpieczniejszego świata. Swoje role w kreowaniu takich
postaw grają różnego rodzaju wyjaśnienia, które można reinterpretować na wiele
sposobów, jak choćby przy pomocy modnej swego czasu koncepcji społeczeństwa
ryzyka. Teoretyk powiada, że „ryzyko generuje nowy typ społeczeństwa, w którym
solidarność jest oparta na poczuciu niepewności”53, ale takim wyjaśnieniom
przeczą obserwacje zachowań społecznych, gdyż biorąc je pod uwagę nietrudno
zauważyć, że ryzyko jest jednak dysjunktywne, atomizuje społeczność rozumiejącą
walkę o byt w mityzowanym, darwinowskim sensie.
Niewiele mówi się o poważnych barierach w usuwaniu zagrożeń ekologicznych.
Swego czasu autorzy Raportów dla Klubu Rzymskiego ostrzegali, że sumy mogące
stworzyć formy detekcji i usuwania takich zagrożeń mogą sięgać 0,2% dochodów
narodowych krajów rozwiniętych, a dziś mówi się, że mogą sięgać 1,5% dla niektórych krajów i ilość środków potrzebnych do zneutralizowania najpoważniejszych zagrożeń będzie rosła aż do poziomów niemożności uporania się z nimi –
przestrzegali aktywiści Greenpeace. Zresztą, wiele krajów nie stać już nawet na
próby zapobiegania, z jednej strony za sprawą braku środków, a z drugiej na presję
korporacji międzynarodowych, zupełnie niedbających o ochronę środowiska. Nie
tylko korporacje, ale wiele państw chcących osiągać takie poziomy samozbawienia
i tu przywołamy Chiny i Indie.
52
53
E.P. Eckholm, Człowiek i środowisko, Warszawa 1987, s. 39.
B.S. Turner, Mc Citizens, (w:) Resisting McDonaldization, red. B. Smart, London 1999, s. 86.
288
Andrzej Sepkowski
Z pewnością stać nas na ekstensywne formy zapobiegania zagrożeniom w imię
spełnienia w doczesności. Konsekwencje zanieczyszczeń dla środowiska są oczywiste, spada długość życia, wzrasta śmiertelność niemowląt, zachorowalność na
choroby krążenia i nowotworowe. Takimi formami, które choć nieco mogą pomóc
nam zdrowiej żyć są te mieszczące się w edukacji ekologicznej. Co prawda, nasze
myślenie staje się coraz bardziej holistyczne, naturalistyczne, ale te zmiany są zbyt
powolne wobec szybkości procesów degradacji środowiska. Wciąż zbyt wiele w nas
pozostałości oświeceniowych idei postępu tożsamego z „ujarzmianiem” dzikiej
przyrody dla dobra ludzkości, zbyt wiele ciasnego egoizmu.
Zamiast nad zagrożeniami dla wszystkich syty, zmęczony sobą biały świat woli
deliberować nad swoim katastrofizmem osobowościowym i wypływającymi z niego
kryzysami jednostek i zbiorowości. W dyskursie o statusie współczesnego człowieka mówi się o tym, że poszukiwanie tożsamości skierował poza siebie, że zabija
siebie i zbiorowość przez akceptację kultury narcyzmu, hołdowanie prymatowi
rozumu instrumentalnego, makdonaldyzacji w kontaktach interpersonalnych.
Uczeni amerykańscy bezustannie mówią o kryzysie moralności protestanckiej,
zagubieniu jednostki w społeczeństwie ryzyka. To, o czym jeszcze będziemy
wspominać dalej, zdaje się być eksponowaniem problemów drugiego i trzeciego
planu, a do tego czasami problemów sztucznie tworzonych, bo ilość odnajdywania
sposobów przywracania homeostazy przez jednostki jest ogromna, choć nie da się
ukryć, że rozsądnie pomyślana ekologia człowieka byłaby przydatna właśnie
w naszym czasie w tle innego myślenia o środowisku zewnętrznym. Nietrudno
zauważyć, że środowiska nas socjalizujące nie uczą jak żyć, jak się spełniać poza
dobrami czysto materialnymi. One wszystkie uczą nas tylko tego jak się najlepiej
przystosować, by odnosić jak największe korzyści, właśnie materialne. Przechodzimy całkiem dobre szkoły mimikry i myślimy przede wszystkim o formach
człowieka, nie treściach.
Przywołanie powyższych katastrofizmów nie może napawać optymizmem, rodzi
coś przeciwnego. I tu pojawia się proste pytanie dlaczego optymizm i pesymizm
pojawiają się w literaturze nie jak określone metafory, ale nic nieznaczące ozdobniki
i niekiedy czytamy, że taki czy ów polityk był nadmiernym optymistą i miało to
opłakane konsekwencje albo, że pesymizm innego przełożył się na to czy na to.
Optymizm i pesymizm, jednostkowy czy zbiorowy są koagulatami emocji, ulotnymi, zmiennymi i niekiedy starczy nawet mało znaczące wydarzenie, by zastąpić
jedno drugim. O ile łatwo wiązać je ze strachem, nadzieją, o tyle zdecydowanie
trudniej zdefiniować choćby dla własnych potrzeb. Nawet nie próbując kategoryzacji chcemy w tym miejscu tylko przekonywać do optymizmu zaczynając od
Zbawienie w postępie
289
A. Tofflera, który mówił, że żaden pesymista nie odkrył sekretu gwiazd ani nie
odkrył nieznanego świata czy nie otworzył nieba dla ludzkiego ducha54.
Jeszcze w latach 60. XX w. D. Gabor pytał o to, czy stać na pesymizm i odpowiadał, że nie, że koszty jednostkowe i społeczne braku odwagi wobec jutra są zbyt
wysokie55. Pesymizm jednostkowy, oznaczający przecież brak wiary w spełnienie,
charakteryzuje się nieufnością do przyszłości skojarzoną zwykle z nieufnością do
ludzi. Pesymista zwykle oczekuje najgorszego nawet ze strony bliskich i bywa, że
właśnie im przypisuje najgorsze cechy, egotyczne motywacje, chęć wykorzystywania innych i prawdziwą tragedią jest sąsiedztwo dwóch takich osobowości. Dla
pesymisty społeczeństwo to zbiorowość wroga, i, wedle jego przekonania, chcąca
wykorzystywać go na wszelkie sposoby. Negując jej istotę maluje ją zwykle w czarnych kolorach wszędzie poszukując wrogów, hołdując prymitywnym teoriom
spisku i spiskowym. Wobec możliwości tkwiących we jutrze pesymista jest zwykle
nieufny szukając najpierw przeszkód, trudności, minimalizując cel, niewart, jego
zdaniem zachodu. Pesymista indywidualny cechuje się tendencją do zarażania
pesymizmem, negatywizmem i pasywizmem innych i często jedna osoba potrafi
nim zainfekować setki.
Kreatywnego, zbawczego i prawdziwego optymizmu można się uczyć, jego
drobin możemy nabierać wraz z przekonaniami, że musimy zacząć częściej sięgać
po „jutro”, by móc lepiej zrozumieć „dziś” i odnajdywać w nim inspiracje do działań, bo takich wystarczających wyjaśnień nie znajdziemy w „wczoraj”. Pytając jak
najczęściej o to, co będzie, co być może, oswajamy się z koniecznościami coraz
częstszego stawiania przed sobą alternatyw i dokonywania wyborów. Jak powiadał
ongiś G. Picht, życie dokonuje się jako ciągłe wybieganie w przyszłość i jesteśmy
zmuszeni do orientowania się w niej zwodzeni fałszywymi wyobrażeniami o niej,
a ile razy myślimy o niej błędnie, tyle razy musimy za to pokutować56. A ta nasza
pokuta to symptomy wspomnianej schizochronii.
54
A. i H. Toffler, Revolutionary Health. How it will be Created and how it will Change our Lives,
New York 2006, s. 380.
55
D. Gabor, Inventing the Future, New York 1964, s. 204.
56
G. Picht, Odwaga utopii, Warszawa 1981, s. 45.
290
Andrzej Sepkowski
Salvation in Progress
IN THIS ARTICLE we will consider the usefulness of making questions about the myth of
progress, part oh human life from biblical times. As we see the possessions of common set
of ideas, rituals and symbols can supply an overarching sense of unity even in a society
riddled with conflicts . We are convinced that the search for salvation in progress is an
obviously component of the quest. For many people in this essentially individualistic
culture, it is preoccupation that virtually eclipses the ideas of future with social justice,
equality. Every dream about justice world also takes a political and social forms.
We are dualistic and our dualism provided the basis for an uneasy accommodation
between faith and knowledge. Faith means progress, knowledge retrogression. Man is homo
religious, he wants to believe as much, as he needs to breathe, he needs faith for living.
That’s why he believe in old myth of progress. The idea of cumulative progress was born
long time ago, together with the man, who believed in salvation on earth and is the part of
man’s life. It grows from hopes and fears and as we can to observe it’s changing in time, and
always be a part of man’s life.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Konrad Hennig
TEOLOGIA POSTĘPU
JAKO SEKULARNA WIZJA PROWIDENCJALIZMU
ŚREDNIOWIECZNA ŚWIADOMOŚĆ HISTORYCZNA opierała się na idei prowidencjalizmu. Zsakralizowana wizja dziejów funkcjonowała zarówno w refleksji
historiozoficznej, jak i w świadomości zbiorowej społeczeństwa. Jej najważniejszym
elementem było przekonanie, iż Bóg sprawuje pieczę nad dziejami ludzkości, będąc
źródłem władzy, praw rządzących społeczeństwem, a także opiekunem jednostek
i narodów. Stosunek do czasu, lecz również, w szerokim zakresie, do całego świata
zakładał ich uświęcenie i poddanie bożej władzy. W zbiorowej świadomości nie
mieściło się przypuszczenie o możliwości ingerowania przez człowieka w przyrodę,
rzeczywistość społeczną czy historię. Ludzie Średniowiecza uważali otaczającą ich
przestrzeń stosunków społecznych, idei, procesów politycznych i gospodarczych
za poddaną władzy sił nadprzyrodzonych. Przeświadczenie o zatopieniu świata
w transcendencji było w pełni uprawnione, jeśli przyjąć dosłowną interpretację
Starego Testamentu, który zawiera liczne opisy bezpośrednich interwencji Jahwe
w historię świata i narodu wybranego. Zresztą również w kulturze helleńskiej
wielka była rola przeznaczenia, wróżbiarstwa, a rolę sprawczą wielu zjawisk przypisywano bogom.
W epoce nowożytnej nastąpił odwrót od zainteresowań teologicznych i uzasadnień religijnych. Od czasów Renesansu i reformacji filozofowie prowadzili swoje
rozważania na bazie metodologii naukowej, stawiając prawdy wiary na uboczu
swoich dociekań. Nowe wyzwania badawcze i społeczne wymagały odejścia od
uzasadnień transcendentnych. Wobec nauk społecznych zaczęto w XVIII w. formułować podobne oczekiwania, jakie spełniały nauki przyrodnicze i ścisłe.
Wyzwanie aplikowalności wyników badań nauk społecznych wyznaczyło nowe
obszary działalności, a przede wszystkim wytworzyło nową wizję nauki, jako
dziedziny użytkowej, której symbolem na gruncie nauk o społeczeństwie stała się
292
Konrad Hennig
filozofia pozytywna A. Comte’a – obecnie zwana socjologią. Na przykładzie zmiany
postrzegania czasu historycznego, zamierzamy przyjrzeć się bliżej drodze, jaką
przeszły nauki społeczne od bliskiego związku z teologią do scjentyzmu dominującego w naszych czasach.
W KULTURZE EUROPEJSKIEJ NAUKOWA refleksja zrodziła się na gruncie filozofii. Możemy powiedzieć, że filozofia była pierwszą nauką, wzorcem i źródłem
wątków badawczych dla wszystkich kolejnych dziedzin wiedzy oraz, do czasów
współczesnych, koroną je zwieńczającą. Powstanie filozofii w starożytnej Grecji
było wynikiem unikalnej w skali świata reorientacji aktywności człowieka. Tym,
co odróżniło kulturę helleńską od kultur Wschodu była droga, jaką podążył rozum
w badaniu świata. Grecy poświęcili swoją aktywność intelektualną badaniom spraw
naturalnych: przyrodniczych, moralnych i społecznych. Jako pierwsi wytworzyli
pewną formułę racjonalizmu, którą posłużyli się do kształtowania stosunków
społecznych, rządzenia państwem, badania zjawisk przyrodniczych, jak również
konstytucji cielesnej i duchowej człowieka.
Konsekwencje nowego sposobu myślenia o świecie doprowadziły do powstania
formacji intelektualno-duchowej, wyznaczającej nowe sposoby współżycia społecznego. „W jego ramach (a następnie również poza nimi) upowszechnia się
szczególny sposób bycia człowiekiem, taki mianowicie, że żyjąc w skończoności,
człowiek kieruje się całym sobą ku biegunom nieskończoności. Wraz z tym
powstaje również nowa zasada jednoczenia osób we wspólnotę i nowa postać
trwałej wspólnoty, której życie duchowe, zjednoczone miłością idei, wytwarzaniem
idei i idealnym normowaniem życia, zawiera w sobie otwarty ku przyszłości
horyzont nieskończoności: horyzont nieskończoności pokoleń odnawiających się
z ducha idei”1.
Refleksja o świecie, której kształt nadali jońscy filozofowie przyrody i uczniowie
Sokratesa nie dążyła do znalezienia praktycznych zastosowań wniosków i wyników
badań. Mądrość stanowiła samoistne uzasadnienie dla samej siebie. Arystoteles
wręcz zalecał traktowanie filozofii jako niepraktycznego, nieużytecznego poszukiwania prawdy o świecie. Jako wzór stawiał osobę wolną od specjalizacji w jednym
zawodzie czy sztuce. Homo faber, człowiek specjalizujący się w jednym rzemiośle
(rolnictwie, produkcji, handlu czy wojowaniu) automatycznie stałby się, jego
zdaniem, środkiem do osiągnięcia zewnętrznego celu. Zaś skoro nie liczyłby się
1
E. Husserl, Kryzys europejskiego człowieczeństwa a filozofia, Warszawa 1993, s. 20–21.
Teologia postępu jako sekularna wizja prowidencjalizmu
293
on sam, ani jego życie, lecz wytwór, jaki jest efektem pracy, powinien dążyć do
doskonałości wytwarzanego dzieła, a nie swego życia. Rzemieślnik-niewolnik
spełniałby czysto funkcjonalną rolę – usługową i instrumentalną wobec reszty
społeczeństwa2. Arystoteles twierdził, że „(…) nie może istnieć wiedza wytwórcza;
albowiem końcowy wytwór musi być lepszy od tego, z czego ma powstać; ale nic
nie jest lepsze od filozoficznej refleksji (…). Wobec tego musimy twierdzić, że ta
forma wiedzy jest teoretyczna (spekulatywna), ponieważ nie można sobie wyobrazić, żeby jej celem było wytwarzanie czegoś”3.
Arystoteles i pierwsi helleńscy filozofowie utożsamiali filozofię z nauką. Mieściła
się w niej bowiem całość refleksji o świecie i człowieku. W filozoficznych rozważaniach zawierało się całe ówczesne dążenie do mądrości. Wywodzące się z filozofii dziedziny wiedzy odłączały się od niej w momencie, w którym znajdywały
praktyczne zastosowanie. „Wszelkie badania nieba, które dziś stanowią przedmiot
astronomii, niegdyś należały do filozofii. Wielkie dzieło Newtona nosiło tytuł
Matematyczne zasady filozofii przyrody. Podobnie badania nad ludzkim umysłem,
które stanowiły część filozofii, teraz zostały od niej oderwane i przeobraziły się
w naukę zwaną psychologią”4.
Chrześcijański sposób poznawania świata i wynikający z niego obraz rzeczywistości był niezwykle silnie złączony z teologią. Wszystkie nauki podporządkowane
były rozważaniom teologicznym, technika służyła architekturze sakralnej, sztuka
przybliżała sprawy boże. Cywilizacja łacińska była zatopiona w kontemplacji rzeczy
wiecznych, które stanowiły źródło odniesień dla wszystkich sfer życia społeczno-politycznego – zarówno budowania obrazu świata, jak i wizji czasu historycznego.
„(…) czas jest tylko momentem wieczności. Należy tylko do Boga, może być tylko
przeżyty. Schwycić go, zmierzyć, wykorzystać – to grzech. Zabrać jego cząstkę dla
siebie – to kradzież”5. W wyobrażeniach ludzi Średniowiecza, czas historyczny miał
swój wyraźny początek – stworzenie świata, oraz koniec – Sąd Ostateczny. To, co
wydarzyło się pomiędzy, wydarzyło się „w owym czasie” lub „wkrótce potem”.
Z faktu historyczności Objawienia wynikał sposób rozumienia historii i czasu
w porządku cywilizacji łacińskiej. „(…) w biblijnej religii rozumienie historii
zdecydowanie wyprzedza rozumienie czasu, a to ostatnie wywodzi się z tego
pierwszego. A dalej, historia wiąże się z czasem i jest mu podporządkowana, bie2
P. Kłoczowski, Rewolucja kartezjańska, (w:) Dziedzictwo greckie we współczesnej filozofii politycznej, red. idem, Kraków 2004, s. 53–54.
3
Arystoteles, Zachęta do filozofii, (w:) idem, Zachęta do filozofii. Fizyka, Warszawa 2010, s. 29.
4
B. Russell, Problemy filozofii, Warszawa 2004, s. 170.
5
J. Le Goff, Kultura Średniowiecznej Europy, Gdańsk–Warszawa 2002, s. 211.
294
Konrad Hennig
gnąc wewnętrznym nurtem jego ruchu. Wniosek drugi głosi, że historia ma znaczenie. Stąd zaś wynika, że również czas ma znaczenie, określa bowiem faktycznie
jedną z istotnych własności historii. (…) Trzeci i ostatni wniosek głosi, że istnieje
relacja wzajemności między czasem a historią rozpoczynająca się z Chrystusem,
pojawiającym się – w historii, którą wypełniła i zapoczątkowuje zarazem – w konkretnej chwili określonej jako »pełnia czasu«, wedle postanowienia, które Bóg
powziął przedtem, »dla dokonania pełni czasu«”6.
W czasach nowożytnych myśliciele zapragnęli zupełnie innego wykorzystania
nauki. Kartezjusz jako pierwszy uznał, że wiedza, jaką zdobywa filozof, może
posłużyć mu do zdobycia władzy nad naturą. Kartezjusz piał: „(…) jest rzeczą
możliwą dojść do wiadomości wielce użytecznych dla naszego życia i że zamiast
tej filozofii spekulatywnej, której uczą w szkołach, można znaleźć filozofię praktyczną, przy pomocy której znając siłę i działanie ognia, wody, powietrza, gwiazd,
niebios i wszystkich innych ciał, które nas otaczają, równie dokładnie jak znamy
rozmaite warsztaty rzemieślnicze, będziemy mogli podobnie zastosować ciała te
do celów, do których się nadają, i w ten sposób stać się panami i posiadaczami
przyrody”7. Rewolucji w myśleniu towarzyszył dynamiczny rozwój nauk przyrodniczych. Nowe teorie M. Kopernika, J. Keplera, Galileusza i I. Newtona na gruncie
astronomii, i fizyki dały początek niebywale dynamicznemu rozwojowi nauk ścisłych. Rację bytu straciły magiczne, animistyczne i teologiczne wyjaśnienia rzeczywistości. Ich miejsce zajęły prawa natury, których źródłem był rozum i doświadczenie, a nie wiara. Początkowo nieliczne supozycje na rzecz podniesienia pozycji
nauki, doprowadziły z czasem do wytworzenia światopoglądu, uznającego obowiązywanie metod i wyników badań nauk przyrodniczych w każdej dziedzinie –
scjentyzmu.
W czasach Oświecenia uważano już powszechnie, że wiedza stanowi źródło
władzy: „poznając naturę, opanowywano ją. Materia została ujarzmiona. Jak dobrze
zrobiono, porzuciwszy czcze poszukiwania pierwszych przyczyn, esencji i substancji. Nieważne były pierwsze przyczyny, skoro odkryto, w jaki sposób zmusić je do
tego, aby powodowały niezawodne skutki, których potrzebowano: rezultatem tej
zmiany była obfitość dóbr”8. Filozofia praktyczna, czyli poszczególne działy nauki
miały przynosić korzyści całemu społeczeństwu poprzez wzrost zamożności
6
G. Pattaro, Pojmowanie czasu w chrześcijaństwie, (w:) Czas w kulturze, red. A. Zajączkowski,
Warszawa 1988, s. 294.
7
Kartezjusz, Rozprawa o metodzie, Kraków 2002, s. 69.
8
P. Hazard, Myśl europejska w XVIII wieku od Monteskiusza do Lessinga, Warszawa 1972, s. 135.
Teologia postępu jako sekularna wizja prowidencjalizmu
295
i lepsze panowanie nad przyrodą. Celem nauki stało się dążenie do pełnego wykorzystania potencjału możliwości poznawczych człowieka i zasobów naturalnych
ziemi. „Zachód zna z jedyną w swym rodzaju stanowczością postulat, że człowiek
powinien kształtować świat. Ma poczucie sensu światowej rzeczywistości, który
oznacza nieskończone zadanie, mianowicie praktykowanie w samym świecie
i w jego świetle poznania, kontemplowania oraz realizowania”9. Celem współczesnych państw ukształtowanych przez filozofię polityczną Oświecenia wydaje się
być stworzenie warunków dla jak najpełniejszego panowania nad rzeczywistością
przyrodniczą i społeczną10.
Przyznanie nauce najwyższej pozycji w procesie poznawania świata sprawiało,
że teorie naukowe zaczęły kształtować społeczne oglądy rzeczywistości. Nauki
ścisłe, matematyczno-fizyczne, opierające się na paradygmacie racjonalizmu niosły
przekonania materialistyczne, przedstawiały rzeczywistość poprzez analogię do
mechanizmu i maszyny. Powyższe teorie do dzisiaj określają kształt dużej części
oglądów świata. „Prestiż biologii sprawił, że ludzie, których refleksja wypływała
z inspiracji nauką, ujmowali świat w kategoriach biologicznych (…) Wszystko
miało ewoluować i łatwo było wyobrazić sobie immanentny cel. (…) Za klucz do
naukowych, jak i filozoficznych wyjaśnień praw przyrody zaczęto uważać pojęcie
organizmu, natomiast osiemnastowieczne myślenie atomistyczne poczęło odchodzić w cień jako przestarzałe. (…) W polityce prowadzi naturalnie do akcentowania wspólnoty jako przeciwieństwa jednostki. Harmonizuje to z rosnącą władzą
państwa; odpowiada też nacjonalizmowi (…)”11.
Sukcesy nauk ścisłych nie wywarłyby takiego wpływu na sposób organizacji
życia społecznego, gdyby nie bezprecedensowy w dziejach świata rozwój gospodarczy. Wolność konkurencji i handlu, ciężka praca dla własnej korzyści, instytucja
własności prywatnej (również intelektualnej – prawo patentowe), chronionej przez
państwo, przyniosły niespotykany dotąd wzrost zamożności. Nowe formy organizacji społecznej sprzyjały doskonaleniu wszystkich sfer działalności człowieka.
Poza najważniejszym dla rozwoju gospodarczego obszarem badań naukowych nad
nowymi technologiami inżynieryjnymi, w XIX w. dynamicznie rozwijała się medycyna, ruch wydawniczy, kultura, oświata, organizacja państwa. Świat Zachodu
zyskał tak wielką dynamikę, że powszechna stała się wiara, że nic nie może już
9
K. Jaspers, O źródle i celu historii, Kęty 2006, s. 71.
I. Kant, Pomysły do ujęcia historii powszechnej w ujęciu światowym, (w:) T. Kroński, Kant,
Warszawa 1966, s. 180.
11
B. Russell, Dzieje filozofii Zachodu, Warszawa 2000, s. 824.
10
296
Konrad Hennig
zatrzymać tego wzrostu. Optymizm, jaki zapanował powszechnie w zachodniej
Europie był źródłem idei postępu, którą chcielibyśmy uczynić symbolem zachodzących w Nowożytności przemian w sferze idei.
Idea postępu stanowiła przede wszystkim alternatywny wobec chrześcijańskiego
prowidencjalizmu sposób tłumaczenia dziejów świata. Na jej gruncie stworzono
całościową teorię quasi-religijną, wyjaśniającą przeszłe losy ludzkości i, co najważniejsze, zbiorową nadzieję lepszej przyszłości. Wiara w postęp, w warstwie soteriologicznej, stanowiła oczekiwanie doskonałego rozwiązania wszelkich zagadnień
i problemów społecznych w ramach historii doczesnej12. Była zatem ideą zbawienia
w immanencji – wizją, która zastąpiła perspektywę zbawienia poprzez Bożą łaskę.
Dlatego też wydaje się, że zasadne byłoby posługiwanie się terminem „teologia
postępu”, aby podkreślić jej religijny wymiar. Wiara w postęp, w nieunikniony
rozwój społeczeństwa, który musi doprowadzić do urzeczywistnienia stanu doskonałego była również pewną formą utopii.
Nowa wizja filozofii, a szerzej nauki traktowanej jako jedyny dopuszczalny
sposób badania świata, zakładała podporządkowanie jej utylitarnym celom przekształcania, opanowywania i władania przyrodą, i społeczeństwem. Wyznawcy
postępu byli politycznymi aktywistami, tworzącymi projekty doskonałej organizacji stosunków społecznych. „W Epoce Rozumu Concordet stworzył ideę zjednoczonej, obejmującej całą ludzkość cywilizacji, w której wszyscy byliby francuskimi
intelektualistami”13. Idea postępu posłużyła jako uzasadnienie dla odejścia od
rozwiązań Ancien regime i ustanowienia nowego ładu opartego na wskazaniach
rozumu. Wiara w nieuniknione rozwiązanie historii po myśli francuskich filozofów
XVIII w. nie odwiodła ich od zaangażowania w bieżącą politykę – stanowiła wręcz
formę zachęty. Bywała nawet wykorzystywana instrumentalnie w ramach poszczególnych nurtów ideologicznych. Postęp definiowano jako liberalny wzrost wolności indywidualnej; socjalistyczny wzrost odpowiedzialności państwa; moralny
postęp indywidualny; grupowy postęp technologiczny, naukowy, standardu życia.
Podstawowym założeniem interesujących nas koncepcji historii jest umiejscowienie źródła nadającego jej sens poza nią samą. Było to założenie wspólne dla
prowidencjalizmu i teologii postępu. Podzielali je M. Bierdiajew, R. Niehbuhr,
A. Toynbee czy G. Hegel, a więc myśliciele prezentujący zupełnie rozbieżne orien12
Zdaniem J.A. Condorceta przyczyny doskonalenia rodzaju ludzkiego „(…) z natury swej muszą
stale oddziaływać i coraz bardziej rozszerzać swój zasięg”. J.A. Condorcet, Szkic obrazu postępu ducha
ludzkiego poprzez dzieje, Warszawa 1957, s. 243.
13
E. Voegelin, Nowa nauka polityki, Warszawa 1992, s. 120.
Teologia postępu jako sekularna wizja prowidencjalizmu
297
tacje filozoficzne14. Teologia postępu opiera się na metodologicznym założeniu
obowiązywania w historii pewnych praw, których odkrycie pozwala lepiej rozumieć
i zarządzać społeczeństwem. Podstawową zasadą rządzącą dziejami ludzkości jest
„lepszość” każdej kolejnej fazy czy stanu. A. Comte i J.S. Mill uczynili z uniwersalnych praw podstawową zasadę badań historycznych. Wprowadziwszy pojęcie
unikalnego historycznie stanu społeczeństwa, przeszli do poszukiwania związków
między jednym stanem a drugim. „Podstawowym więc zagadnieniem nauki
o społeczeństwie jest znaleźć te prawa, z którymi zgodnie każdy stan społeczeństwa
wywołuje stan, jaki po nim następuje i zajmuje jego miejsce”15. Tę samą myśl
A. Comte wyraził następującymi słowami: „Historyczne porównywanie kolejnych
stanów ludzkości stanowi najważniejszy zabieg naukowy socjologii (…)”16. Metodę
historyczną, wyprowadzającą prawa łączące i porządkujące stany po sobie następujące, przeciwstawiał metodzie porównawczej. „Chaotyczność obserwacji
porównawczych nie pozwala dostrzec związków pochodzenia różnych systemów
społecznych”17. O ile A. Comte pozostawał na gruncie badań społecznych, to
J.S. Mill również przedmiotu psychologii dopatrywał się w poszukiwaniu praw,
„wedle których jeden stan psychiczny następuje po innym”18.
Wiara w postęp, determinujący charakter przejścia jednego stanu w kolejny
doprowadziła do rozpatrywania historii społeczeństw jako stadiów rozwojowych
na wzór organizmów żywych. Atrakcyjność owej metafory przesłoniła O. Spenglerowi jasność spojrzenia na dzieje narodzin i upadku cywilizacji. Niemiecki myśliciel pisał: „kultura rodzi się wówczas, (…) gdy wyodrębnia się – kształt z bezkształtności, ograniczenie i przemijanie z bezgranicznego i trwającego. (…) Kultura
umiera, gdy dusza ta urzeczywistni pełnię swych możliwości pod postacią ludów,
języków, dogmatyk religijnych, sztuk, państw, nauk i tym samym powróci znów
do stanu praduchowości (…). Każda kultura przebywa etapy rozwoju jednostki
ludzkiej. Każda ma swe dzieciństwo, młodość, wiek męski i starość”19. Klarowność
i inteligibilność historii w oglądach teologów postępu wyraża się w obowiązywaniu
uniwersalnej zasady przechodzenia stanu gorszego w lepszy. Powyższa zasada
obowiązuje nie tylko w sferze organizacji stosunków społecznych, lecz również
14
15
16
17
18
19
E. Carr, Historia. Czym jest, Poznań b.r.w., s. 136.
J.S. Mill, System logiki, t. II, b.m.w. 1962, s. 650.
A. Comte, Metoda pozytywna, b.m.w. 1961, s. 199.
Ibidem, s. 198.
J.S. Mill, op.cit., s. 560.
A. Kołakowski, Spengler. Wybór pism, Warszawa 1981, s. 217–219.
298
Konrad Hennig
w obszarze kultury i nauki. Zgodnie z teorią kumulatywnego charakteru wiedzy
ludzkiej, wraz z upływem czasu stale ona narasta i rozpowszechnia się20.
Pierwsi apostołowie postępu twierdzili, że jest on bezwarunkowym, absolutnym
trendem. „Jest istotnie moim przeświadczeniem, że ogólną tendencją jest tendencja do doskonalenia i że będzie ona trwała poza wyjątkami czasowymi i wynikającymi z pewnych okoliczności: jest to tendencja ku stanowi lepszemu i bardziej
szczęśliwemu”21. Prawo postępu wyprowadzali z ludzkiego dążenia do ciągłego
samodoskonalenia. „Myśl przewodnia metody historycznej polega na posiłkowaniu się seriami społecznymi, to znaczy na ocenie różnych stanów ludzkości,
wykazując zgodnie z ogółem faktów historycznych stały wzrost dyspozycji fizycznej, umysłowej, moralnej lub politycznej w połączeniu z odpowiednim zmniejszaniem się dyspozycji przeciwnej”22. Postęp miał się dokonać dzięki wzrostowi
wiedzy i edukacji. „(…) z chwilą, gdy wyrówna się poziom wykształcenia, nastąpi
również wyrównanie w przemyśle, a zatem i w majątkach; zaś równość majątków
z konieczności przyczyni się również do równości wykształcenia (…)”23. J.A. Condorcet uważał, że zarówno wzrost zamożności spowoduje większe zainteresowanie
się nauką, jak i wzrost równości przyspieszy postęp nauk. Prostą konsekwencją
było uznanie, że wypracowane przez naukę zasady polityki i moralności zlikwidują
nienawiści narodowe, a wraz z nimi wszelkie wojny i konflikty między ludźmi”.
Filozofię pozytywną, którą sformułował A. Comte „można uważać za podstawę
reorganizacji społecznej”24. Socjologia dynamiczna prowadziła nie tylko do uznania za cel nauki „wykrycie praw, których ogół wyznacza przebieg rozwoju społecznego”25. Najważniejszym jej celem było bowiem „kierowanie gruntownym
przeobrażeniem naszego systemu wychowania”26. J.A. Condorcet stwierdził autorytatywnie, że „u podstaw wszelkich błędów polityki i moralności leżą błędy filozoficzne, które z kolei wiążą się z błędami nauk”27. Naprawa tych błędów może się
odbyć jedynie poprzez rozwój nauki, a przeobrażenie struktur społecznych poprzez
upowszechnienie edukacji. Celem powszechnej oświaty jest zatem stopniowe
20
21
22
23
24
25
26
27
B. Baczko, Rousseau: samotność i wspólnota, Warszawa 1964, s. 206.
Ibidem, s. 652.
A. Comte, op.cit., s. 201.
J.A. Condorcet, Szkic obrazu…, s. 224.
A. Comte, op.cit., s. 22.
Ibidem, s. 178.
Ibidem, s. 21.
J.A. Concordet, Szkic obrazu…, s. 199–200.
Teologia postępu jako sekularna wizja prowidencjalizmu
299
i powszechne doskonalenie rodzaju ludzkiego – zapewnienie faktycznej równości28.
„Nadzieje nasze co do przyszłości rodzaju ludzkiego sprowadzają się do trzech
zasadniczych punktów: obalenie nierówności między narodami, większa równość
w obrębie tego samego ludu i rzeczywiste udoskonalenie się człowieka”29.
Idea postępu wynikała z pozytywnie pojmowanej natury ludzkiej. „Każde prawo
społecznego następstwa, poparte całym możliwym autorytetem metody historycznej dopiero wtedy może być ostatecznie przyjęte, gdy zostanie powiązane z pozytywną teorią o naturze człowieka”30. Postęp według A. Comte’a wynika ze skłonności każdego człowieka do udoskonalania świata, a przede wszystkim swojego
otoczenia. Każde jednostkowe dążenie do wygody i najlepszego zaspokojenia
własnych pragnień miało prowadzić do stałego postępu całego społeczeństwa.
Destrukcyjne skłonności człowieka apostołowie postępu pragnęli wykorzenić na
drodze powszechnej oświaty i państwowego systemu nacisku prawno-instytucjonalnego.
Kolejnym źródłem idei postępu było przekonanie, że racjonalistyczna metodologia stworzyła narzędzia doskonalenia rzeczywistości. Głównym narzędziem,
jakim pragnęli posługiwać się teologowie postępu była instytucja państwa. Wedle
Kanta polityka edukacyjna, aby była skuteczna, to znaczy doprowadziła do postępu
moralnego, musi być realizowana zgodnie z „przemyślanym planem najwyższej
władzy państwowej i zgodnie z jej celami (…)”31. Kant postawił także warunek
ujednolicenia treści wpajanych nowym pokoleniom najpierw w domu, potem
w szkole tak, aby nic nie zaburzało jednolitego programu nauczania zatwierdzonego przez państwo. W ten sposób odpowiedzialność za postęp społeczeństwa
przeniesiona została na poziom instytucji politycznych, a jednostki pozbawiono
wolności w imię progresywnego programu reform społecznych.
Teologia postępu dążyła do eksplantacji wszystkich obszarów życia ludzkiego
w kierunku uniwersalizmu, jaki posiadał prowidencjalizm w tłumaczeniu losów
indywidualnych i społecznych. Dla J.A. Condorceta postęp był nieodwołalny
i jednokierunkowy. Co raz uległo poprawie nie może obniżyć swego poziomu32.
Postęp jest wieczny i uniwersalny, gdyż „(…) natura nie wyznaczyła żadnego kresu
naszym nadziejom i możliwościom”33. A. Comte, będąc przekonanym o absolut28
29
30
31
32
33
Idem, Projekt organizacji wychowania publicznego, Warszawa 1948, s. 13–14.
Idem, Szkic obrazu…, s. 212.
A. Comte, op.cit., s. 204.
I. Kant, Problem postępu, (w:) Z. Kuderowicz, Kant, Warszawa 2000, s. 220.
J.A. Condorcet, Szkic obrazu…, s. 206.
Ibidem, s. 213.
300
Konrad Hennig
nym charakterze prawa postępu, widział możliwość zrozumienia bez znajomości
faktów pierwszych faz procesu historycznego, a następnie wszystkich kolejnych34.
Przypisanie rozwojowi nauki i edukacji ważnej roli w procesie postępu społecznego nie było przypadkiem. W istocie retoryka scjentystyczna i pozytywistyczna
zespoliły się z teologią postępu. Apoteoza naukowości dokonana w XVIII i XIX w.
opanowała w równej mierze nauki przyrodnicze (gdzie była uzasadniona) i społeczne. Doprowadziła do tak paradoksalnych tez, jak uznanie za wartościowe
samego przebiegu badań, nawet, gdy ich rezultaty nie są zadowalające. Scjentyzm
wyłącznie nauce przyznawał kompetencję pełnego poznania rzeczywistości, którego ostatecznym rezultatem będzie wyjaśnienie całokształtu zjawisk.
Zespolenie teologii postępu i scjentyzmu odnajdujemy w projektach przebudowy społeczeństwa J.A. Condorceta czy A. Comte’a. „Najważniejszym filarem
w budowie przyszłego świata miała być nauka, która zapewni skuteczną reorganizację społeczeństwa, jego racjonalny rozwój i postęp (…)”35. Władzę, podobnie jak
u Platona, mieli sprawować uczeni, religią spajającą społeczeństwo powinna być
właśnie pozytywistyczna nauka. Czysto scjentystyczny charakter miał kult Newtona stworzony przez C. Saint-Simona. „Saint Simon w Listach poszukiwał finansowego wsparcia dla projektu Rady Newtona, do której darczyńcy nominowaliby
członków spośród matematyków, fizyków, chemików, fizjologów, pisarzy, należy
oraz muzyków epoki. Wybrana w ten sposób przez »ludzkość« rada złożona z 21
członków obradowałaby pod przewodnictwem matematyka, który uzyskałby
największą liczbę głosów. Miała ona reprezentować Boga na ziemi i znieść urząd
papieża, nie pojął on bowiem boskiej nauki, która pewnego dnia doprowadzi do
stworzenia ziemskiego raju. Rada miała również podzielić świat na regiony, tworząc
w nich lokalne rady Newtona z kultem, badaniami i nauczaniem skoncentrowanymi w świątyniach Newtona”36.
Pierwotnie scjentyzm odnosił się wyłącznie do epistemologii. Był uznaniem
wyższości metodologii nauk przyrodniczych i próbą przeniesienia jej do nauk
o społeczeństwie. Odbyło się to niestety „w niewłaściwy sposób, w sposób ujawniający jej błędne rozumienie”37. Nieadekwatność tych metod wynikała w szczególności z odmienności badanego przedmiotu. „Nauki przyrodnicze są w stanie
obserwować podczas laboratoryjnego eksperymentu konsekwencje wyizolowanej
34
35
36
37
A. Comte, op.cit., s. 226–227.
W. Parniewski, Szkice z dziejów myśli utopijnej (od Platona do Zinowiewa), Łódź 2000, s. 65.
E. Voegelin, Od Oświecenia do Rewolucji, Warszawa 2011, s. 262.
K. Popper, Wiedza obiektywna, Warszawa 1992, s. 244.
Teologia postępu jako sekularna wizja prowidencjalizmu
301
zmiany tylko jednego elementu, podczas gdy inne elementy pozostają niezmienione”38. Przedmiot nauk społecznych nie pozwala wyodrębnić jednego elementu
z całości. System, czy organizm, jakim jest społeczeństwo, nie poddaje się mechanicznemu rozbiorowi na czynniki. Rozerwanie istniejących relacji prowadzi do
destrukcji całości, która składa się z czegoś więcej niż tylko sumy składających się
na nią części.
Scjentyzm obok socjologii wielką popularność zdobył w naukach ekonomicznych. Prawo Greshama i prawa rynku Smitha, prawo populacji Malthusa, żelazne
prawo płac Lasalle’a świadczą o przejęciu języka i procedur nauk ścisłych. Zamiast
analizować ekonomię jako naukę o ludzkim działaniu, ekonomiści tworzyli modele
matematyczne opisujące gospodarkę i pozwalające przewidywać jej dynamikę.
Apoteoza przyrodniczego światopoglądu doprowadziła do przyjęcia przez E. Burke’a praw ekonomii za wolę Opatrzności i rozciągnięcie ich przez Marksa na
całościowy rozwój społeczeństw39.
E. Voegelin uważał scjentyzm za najsilniejszy ruch gnostycki w drugiej połowie
XX w. Zwrócił uwagę na rozszerzenie zasięgu oddziaływania nauki z życia doczesnego na eschatologię. Fizyka, ekonomia, socjologia, biologia i psychologia wytworzyły własne odmiany zbawienia, które mieściły się w ramach soteriologicznej
perspektywy teologii postępu40. Odrzucenie świata pozanaukowego objęło w ideologii scjentystycznej całość zagadnień religijnych. Scjentyści dążyli do objęcia
nauką absolutu, pragnęli sięgnąć doskonałości, ujmując całokształt rzeczywistości
w formie prawd ostatecznych i bezwzględnie pewnych. Scjentyzm był dążeniem
do absolutnej pewności i ścisłości, próbą osiągnięcia doskonałości przy pomocy
racjonalistycznego opisu świata. Współczesne oglądy rzeczywistości są owocem
powyższych ambicji.
CHRZEŚCIJAŃSTWO BYŁO ZESPOŁEM idei, symboli i wartości, który ukształtował
społeczeństwa średniowieczne. W wymiarze historycznym heurystyką rozumienia
dziejów świata był prowidencjalizm. Dla czasów nowożytnych źródłem ładu
świadomości i porządku społecznego stała się nauka. Na gruncie jej skuteczności
i popularności tłumaczono zasady rządzące dziejami ludzkości ideą postępu,
prowadzącą do nieuniknionego zbawienia rodzaju ludzkiego w immanencji przy
38
39
40
L. von Mises, Planowany chaos, Lublin–Chicago–Warszawa 2005, s. 91.
H. Carr, op.cit., s. 75–76.
E. Voegelin, Nowa nauka…, s. 120.
302
Konrad Hennig
wyłącznym udziale naszego aktywizmu i progresywizmu. Idea postępu to zatem
zsekularyzowana „starożytna idea judaistyczna, głosząca mesjańskie rozwiązanie
historii, głosząca nadchodzącego Mesjasza, ziemskie rozstrzygnięcie losu Izraela,
co przekształciło się w los wszystkich narodów, w ideę nadejścia królestwa Bożego,
królestwa doskonałości, królestwa prawdy i sprawiedliwości, które wcześniej lub
później powinno się zrealizować”41. Wiara w postęp jest tym samym, co millenarystyczna wiara w nastanie Królestwa Bożego, a więc stanu doskonałego. Aby
historia miała sens (co jest głównym motywem poszukiwań współczesnych filodoksów), musi mieć swój koniec.
Według kapłanów postępu wszystko jest środkiem do realizacji kresu historii,
a więc zrealizowania jej celu – osiągnięcia doskonałości. I. Pańków uważa, że
„chiliastyczne nastawienie zostało włączone w strukturę narzuconą przez akceptację idei (postępu)”42. Jej zdaniem, już w czasach T. Campanelliego teologia
postępu stała się obowiązującą perspektywą interpretacyjną, wchłaniając poszczególne nurty intelektualne. Sekularyzację świata, obejmującą swym zasięgiem
również przebudowę porządku społeczno-politycznego, uzasadniano teoriami
naukowymi, w tym ideą postępu. Podobnie jak sojusz tronu i ołtarza był podporą
dawnego ładu, państwa nowożytne oparły się na sojuszu republikańskiego gabinetu
i filozoficznego salonu. Teorie naukowe były inspiracją dla programów reform
politycznych, a teologia postępu uzasadniała destrukcję tradycyjnych form organizacji społecznej. Postęp wymagał wciąż nowych instytucji, niesłabnącego tempa
zmian.
W XX W. PODEJMOWANO próby częściowego odchodzenia od linearnej koncepcji postępu. W szczególności tragiczny przebieg dwóch wojen światowych, przychylna recepcja, z jaką powszechnie spotkały się totalitaryzmy sowiecki i nazistowski, wielkie rzezie przeprowadzone przez Niemców, Rosjan i Chińczyków skłaniały
do refleksji nad stanem współczesnej cywilizacji. B. Russell przedstawił teorię
cyklicznego rozwoju „od luźnego i pierwotnego typu organizacji do stopniowo
coraz bardziej zorganizowanego rządu, obejmującego coraz większy obszar i regulującego coraz większą część życia jednostek”43. Jego zdaniem prymitywne społeczeństwa, aby zapewnić sobie dostatnie życie podlegały impulsom skłaniającym
41
42
43
M. Bierdiajew, Sens historii, Kęty 2002, s. 124.
I. Pańków, Filozofia utopii, Warszawa 1990, s. 78.
B. Russell, Władza i jednostka, Warszawa 1997, s. 48.
Teologia postępu jako sekularna wizja prowidencjalizmu
303
do podejmowania ryzyka, przedsiębiorczości, twórczości we wszystkich wymiarach
życia. Udzielała się im energia, która nie ograniczała się tylko do spraw bytowych,
lecz również aktywności artystycznej, intelektualnej, duchowej. Okres rozwoju
kończy się wraz z utrwaleniem się władzy obyczaju, tradycji, systemu władzy, prawa,
które narzucają reguły na tyle sztywne, że zanika spontaniczna przedsiębiorczość
społeczeństwa. „Ludzie wykorzystują dokonania swoich przodków, ale już nie
potrafią im dorównać, sztuka staje się konwencjonalna, a rozwój nauki jest tłumiony przez wzgląd na szacunek do władzy”44.
Czasy zimnej wojny bardziej sprzyjały wizjom apokaliptycznym niż millenarystycznym. W teorii stosunków międzynarodowych utopijny idealizm został
zastąpiony przez nurt realizmu. Trudne doświadczenia ostatniego wieku nie
doprowadziły jednak do ostatecznego odrzucenia wiary w postęp. Terminologia
z nią związana wciąż zajmuje poczesne miejsce w dyskursie politycznym. Wynika
to prawdopodobnie z faktu jej silnego złączenia z wysoką pozycją wyjaśnień
naukowych, która nie została dotychczas podważona. Idea wiecznego, niczym nie
skrępowanego postępu okazała się na tyle atrakcyjna, że przetrwała klęskę stworzonych w oparciu o nią teorii. Zasadne jest więc analizowanie jej roli, jako aktualnego nurtu intelektualnego, zajmującego istotne miejsce w przestrzeni wyobrażeń
zbiorowych współczesnych społeczeństw.
44
Ibidem, s. 48–49.
304
Konrad Hennig
The Theology of Progress as a Secular Vision of Providentialism
CHRISTIAN WORLDVIEW WHICH dominated Middle Ages was fully deepened in transcendental references. The whole culture: art, architecture, sciences, politics were driven
by christian spirit. People believed that their history is ruled by providence. In modernity
everything changed, the world become secular. I wanted to depict how the idea of progress
replaced providence in explaining history of mankind. I have shown religious character of
all the theories progress and pictured its advocates as apostles and followers. So called
theology of progress is a symbol of huge transition of people’s worldviews that was caused
by great success of science in explaining nature. As Christianity was main source of ideas
in the past, for modern societies such source lies in scientism – a belief that only scientific
claims may be sources for our worldviews and rules of social interactions.
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Szymon Niedziela
WSPÓŁCZESNY FUNDAMENTALIZM
MUZUŁMAŃSKI: MITY I RZECZYWISTOŚĆ
WSTĘP
FUNDAMENTALIZM JEST POWSZECHNYM zjawiskiem występującym we wszystkich religiach monoteistycznych (islam, chrześcijaństwo, judaizm). Apogeum jego
rozwoju nastąpiło w XX w. i na początku XXI w. Postawa ta jest odpowiedzią
ludzkości na wyzwania współczesności, zwłaszcza w dynamicznych warunkach
globalizacji. Religia staje się jedynym kodeksem aksjologicznym i drogowskazem
życia. W świecie zglobalizowanym niezmienne dogmaty natury teologicznej dają
poczucie pewności.
We współczesnym świecie najbardziej ekspansywny wydaje się fundamentalizm
muzułmański. W islamie zjawisko postaw integrystycznych obecne było w przeszłości (harydżytyzm, ruch asasynów, sudańscy mahdyści) oraz w procesach
społeczno-politycznych XX–XXI w. Fundamentalizm należy rozpatrywać jako
ogniwo łańcucha postmodernizmu, czyli odwoływanie do swoich tradycji w celu
rozwiązania problemów współczesności. Percepcja tego zjawiska przez świat
pozamuzułmański jest tendencyjna i jednostronna. Fundamentalistów en bloc
postrzega się w kategoriach terrorystów dążących do zniszczenia innych cywilizacji oraz wprowadzenia globalnej ummy. Błędne interpretacje dotyczą też pojęcia
dżihadu. Pojmowany jest on jako wojna wypowiedziana przez muzułmanów
chrześcijanom i Żydom.
Celem eksplanacyjnym prezentowanego artykułu jest wykazanie – na podstawie
analizy historycznej oraz w oparciu o najnowsze wydarzenia – że fundamentalizm
muzułmański rozwijał się w sposób dychotomiczny: miał oblicze ekstremistyczne
i umiarkowane. Podkreślono istotne znaczenie terminu dżihad. W świetle cytatów
koranicznych dowiedziono, że należy rozumieć to określenie przede wszystkim
306
Szymon Niedziela
jako walkę wewnętrzną ze swoimi słabościami, które oddalają muzułmanina od
Boga. Tymczasem współcześnie dżihadem nazywa się wszelkie zamachy terrorystyczne dokonywane przez muzułmańskie organizacje integrystyczne. Najważniejszą konstatacją pracy jest wyraźne rozróżnienie między fundamentalizmem jako
postawą religijną, której celem jest dążenie do perfekcjonizmu w relacji człowiek–
–Bóg, a terroryzmem motywowanym dogmatami religijnymi, który jest patologiczną aberracją fundamentalizmu muzułmańskiego.
1. CZYM JEST FUNDAMENTALIZM?
FUNDAMENTALIZM MUZUŁMAŃSKI JEST jednym z najważniejszych procesów
społeczno-politycznych mających miejsce we wspólnocie państw islamskich.
Apogeum jego rozwoju nastąpiło w drugiej połowie XX w. Swój udział w nadaniu
wielu impulsów mają Stany Zjednoczone. Amerykanie popierali w okresie zimnej
wojny wiele ugrupowań mudżahedinów islamskich, m.in. w Afganistanie sądząc,
że skoro walczą one przeciwko Armii Czerwonej i komunizmowi, to są prozachodnie i proamerykańskie. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała ten paradygmat1.
Wielu radykałów w kregu cywilizacji muzułmańskiej kształtowało swoją ideologię
na bazie negatywnych doświadczeń interakcji z innymi mocarstwami. W islamie
bardzo silne jest przeświadczenie o cierpieniu, prześladowaniu i wykorzystaniu
przez Turków, Europejczyków, Żydów i Amerykanów (Mustadh’afin). Współczesna
walka z cywilizacją Zachodu jest – ich zdaniem – usprawiedliwionym rewanżem
(Mustakbarin)2. Ponadto współczesne próby uniwersalizacji, również na obszar
świata arabsko-muzułmańskiego, takich wartości i rozwiązań społeczno-politycznych, jak: demokracja, wolny rynek bądź prawa człowieka, postrzegane są w kategoriach ingresji neokolonializmu3.
Ogólne zjawisko przebudzenia religijnego we współczesnym świecie wynika
z bardzo silnej potrzeby posiadania tożsamości przez uczestników stosunków
międzynarodowych w epoce globalizacji i powolnej atrofii dotychczasowego
określania się za pośrednictwem świeckich paradygmatów ideologicznych.
Zapewne w dużym stopniu to samonapędzający się mechanizm globalizacji spo1
D. Rapoport, Terrorism Critical Concepts in Political Science, Nowy Jork 2006, s. 69.
G. Fuller, I. Lesser, Geopolitica dell’islam I paesi musulmani, il fondamentalismo, l’Occidente,
Rzym 1995, s. 122.
3
Ibidem, s. 95.
2
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość
307
wodował umiędzynarodowienie i wzrost religijności w wymiarze pozytywnym
i negatywnym4. Czynnik ekstremizmu religijnego powrócił na grunt wszystkich
największych wyznań monoteistycznych i politeistycznych. Jednak wśród analiz
politologicznych najczęściej mówi się o fundamentalizmie muzułmańskim5.
Główną tego przyczyną jest posługiwanie się przez wiele organizacji terrorystycznych w rodzaju Al-Kaidy ideologią religijną.
Media o globalnym zasięgu nasycone są sensacyjnymi doniesieniami o zamachach terrorystycznych dokonywanych przez muzułmańskich fanatyków. Wytworzyło to pewien mit medialny, którego efektem jest stopniowe utożsamianie
muzułmanina z terrorystą, co jest rażącą symplifikacją, mogącą w sposób trwały
wpłynąć na wzrost wzajemnej nieufności i nienawiści pomiędzy religiami i cywilizacjami. Ponadto dość często stawia się tezę, jakoby islam był immanentnie
związany z autorytaryzmem politycznym6. Innymi słowy, w państwach muzułmańskich zawsze rządzą despoci, a wszelkie przejawy demokracji są bezwzględnie
duszone7. Manichejskie oceny i wartościowanie tego zjawiska doprowadziły do
odrzucenia możliwości nawiązania dialogu z nurtem umiarkowanym i modernistycznym, który jest w islamie mocno reprezentowany8. Szkoda, iż w bieżących
debatach na tematy islamistyczne nie przypomina się powiedzenia ludowego
popularnego wśród muzułmanów, że słowa mędrca są więcej warte niż krew
męczenników9.
Antytezą twierdzenia o niekompatybilności muzułmańskich i europejskich
systemów polityczno-społecznych niech będzie przypomnienie uświęconej tradycją w świecie islamu instytucji szury, stanowiącej w tamtym kręgu cywilizacyjnym
odpowiednik naszego parlamentaryzmu. Jak zauważa polski arabista Janusz
4
L.R. Iannaccone, Voodoo Economics? Reviewing the Relation Choice Approach to Religion, „Journal for the Scientific Study of Religion” 1995, nr 1, s. 297–314.
5
Istnieje bardzo dużo terminów medialnych i politologicznych opisujących zjawisko odrodzenia
religijnego w świecie islamu. Muhammad Rabi w swej książce Poglądy na odrodzenie muzułmańskie
(Ara fi as-sahwa al-islamijja, Kair 1985) podaje między innymi: odrodzenie muzułmańskie (islamic
revivalism), neoislamizm, fundamentalizm, muzułmańskie ożywienie (islamic resurgence), aktywizacja
islamu, polityzacja islamu. Za: J. Zdanowski, Bracia Muzułmanie i inni, Szczecin 1986, s. 6–7.
6
F. Caratorta, Civil Society, Islamism and Democratization, „Journal of Modern Studies” 2006,
nr 2, s. 203–222.
7
M.J. Midlarsky, Democracy and Islam: Implications for Civilizational Conflict and the Democratic
Peace, „International Studies Quarterly” 1998, nr 3, s. 458–511.
8
J.A. Clark, The Conditions of Islamist Moderation, „International Journal of Middle East Studies”
2006, nr 6, s. 539–560.
9
Entenda os preceitos do islamismo e os mitos e generalizações que envolem o Islão, „Folha”,
25.01.2009.
308
Szymon Niedziela
Danecki, pojawiła się krzywdząca setki milionów wyznawców Allaha triada skojarzeniowa: islam–fundamentalizm–terroryzm10. Uczony ten zwraca uwagę na
pułapki interpretacyjne wielu używanych dzisiaj przez specjalistów oraz mass
media pojęć z zakresu arabistyki oraz islamistyki. Jego zdaniem fundamentalizm
i integryzm należy rozpatrywać na oddzielnych płaszczyznach. Fundamentalizm
jako ideologia nawołująca do powrotu do przeszłości znajduje się na obszarze
diachronii. Integryzm jest terminem synchronicznym, gdyż oznacza wszechobejmujący charakter islamu11. Należy wyraźnie odróżnić koncepcję państwa muzułmańskiego, nawiązującą do doktryny społecznej islamu i prawa religijnego od
państwa muzułmańskiego, w którym władzę absolutną sprawują teolodzy12. W tym
kontekście warto też przypomnieć opinię włoskiego socjologa Renzo Guolo.
Rozróżniał on fundamentalizm oddolny: islamizzazione dal basso (odrodzenie
religijne, fundacja nowych świątyń, opieka duchowa nad społeczeństwem, dobroczynność) oraz fundamentalizm odgórny: islamizzazione dall’alto (przejęcie władzy,
obalenie dotychczasowego systemu i oktrojowanie państwa opartego na szariacie)13.
W języku arabskim na określenie tego, co na Zachodzie rozumie się pod pojęciem fundamentalizm, używa się słowa usulijja. Oznacza ono tych, którzy zajmują
się usul ad-din (teologowie) oraz usul al-fikh (prawnicy). W tekstach arabskich
traktujących o narastającym zjawisku powrotu do źródeł islamu i obyczajów
przodków napotkamy termin mutatarrifuna, co może być przetłumaczone na język
polski jako ekstremizm, ale nie w europocentrycznym, pejoratywnym świetle14.
W języku tureckim adekwatnym słowem na zobrazowanie interesującego nas
zjawiska jest köktendincilik (radykalizm). Bassam Tibi pisze, że zjawisko fundamentalizmu można by porównać do „widma”, o którym mówił w Manifeście
Komunistycznym Karol Marks. Według tego filozofa widmo komunizmu krążyło
nad Europą. Współcześnie podobne zagrożenie nadchodzi ze strony cywilizacji
islamu15. Historyk Walter Laquer używa nawet określenia „faszyzm klerykalny”
mówiąc o narastaniu fali fundamentalizmu religijnego, zwłaszcza na gruncie
10
J. Danecki, Podstawowe wiadomości o islamie, Warszawa 2007, s. 484–485.
Ibidem.
12
Na takie rozróżnienie zwrócili uwagę dwaj filozofowie arabscy: Fahmi Huwajdi oraz Muhammad al-Ghazzali. Zob. J. Zdanowski, Islam wobec wyzwań zacofania i rozwoju, (w:) Islam a globalizacja,
red. A. Mrozek-Dumanowska, J. Zdanowski, Warszawa 2005, s. 59.
13
R. Guolo, Il partito di Dio. L’islam radicale contro l’occidente, Mediolan 1994, s. 120.
14
M.V. Morera, El islamismo político hoy, „Ensayos Incipe” 1996, nr (publikacja Instituto de
Cuestiones Internacionales y Política Exterior), s. 1–49.
15
B. Tibi, Fundamentalizm religijny, Warszawa 1997, s. 13.
11
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość
309
muzułmańskim. Francuski uczony Jean-François Revel postrzega fundamentalizm
muzułmański, jako największe zagrożenie dla cywilizacji Zachodu po upadku
komunizmu, ze względu na chęć restytucji kalifatu, który obejmuje również ziemie
współczesnej Europy (Andaluzja w Hiszpanii). Jak zauważa Revel, integryści
islamscy przywracają pierwotne zasady wiary z pomocą najnowocześniejszych
środków technicznych. Chcą zniszczyć cywilizację zachodnią, z której dorobku
korzystają16.
2. INTERPRETACJA POJĘCIA DŻIHAD
JEDNYM Z NAJCZĘŚCIEJ UŻYWANYCH terminów w kontekście fundamentalizmu
muzułmańskiego jest dżihad17. Z leksykalnego punktu widzenia pojęcie to wywodzi się z arabskiego rdzenia: dża-ha-da (wysiłek). Równocześnie w islamie funkcjonują określenia: qital (walka) – od rdzenia qa-ta-la oraz harb (wojowanie) od
rdzenia: ha-ra-ba18. Niestety, inkorporacja słowa dżihad na grunt semantyki
politologicznej w Europie i Stanach Zjednoczonych doprowadziła do nieporozumień i wyciągania niewłaściwych wniosków. W Encyclopedie de l’islam czytamy, że
dżihad to upowszechnienie islamu z użyciem broni (la propagation de l’islam par
les armes). Równocześnie w tym monumentalnym dziele wyraźnie podkreślono,
że w mentalności muzułmanów należy oddzielić okres mekkański, charakteryzujący się odrzuceniem przemocy i skłonnością do ugody, od okresu medyneńskiego,
w czasie którego niewiernych Mekkańczyków zaczęto uważać za wrogów, z którymi
należy walczyć19. Narosło wokół terminu „dżihad” wiele mitów oraz nadinterpretacji głównie w języku medialnym. Przyczyną tego jest posługiwanie się tym słowem w znaczeniu potocznym bez jego szczegółowej egzegezy leksykalnej oraz
16
M. Żmigrodzki (red.), Encyklopedia politologii, t. V: Stosunki międzynarodowe, red. T. Łoś-Nowak, Kraków, s. 111–112.
17
Na temat teorii dżihadu zob.: P. Partner, God of Battles Holy Wars of Christianity and Islam,
Princeton 1997, s. 31–41; B. Batley, The Justifications for Jihad, War and Revolution in Islam, „Working
Paper”, 06.2003 (publikacja Strategic and Defence Studies Centre w Canberze); D. Streusand, What
Does Jihad Mean?, „Middle East Quarterly”, 09.1997, s. 9–17; E. Fethi Caner, E. Mehmet Caner, Mas
que un Profeta: respuestas a ciento cinquenta preguntas acerca de la fé musulmana y Cristiana, Grand
Rapids 2006, s. 251–258.
18
M. Bonner, Jihad in Islamic History Doctrines and Practice, Princeton 2006, s. 21–22.
19
Encyclopédie de l’islam Dictionnaire Géografique, ethnografique et biographique des peuples
musulmans, red. M.T. Houtsma, R. Basset, T.W. Arnold, R. Hartmann, Paryż 1913, s. 1072–1073.
310
Szymon Niedziela
teologicznej w oparciu o najważniejsze źródła, czyli Koran oraz sunnę Proroka20.
Tariq Ramadan zaznacza, iż termin ten należy rozumieć nade wszystko jako walkę
przeciwko negatywnym cechom, które są w nas samych, oraz opór przeciwko
niebezpieczeństwu, które zagraża cywilizacji islamu. Nie ma to nic wspólnego
z ekspansjonizmem terytorialnym motywowanym prozelityzmem21.
Wypaczenie znaczenia dżihadu leży u podstaw krzywdzącej muzułmanów tezy:
islam równa się terroryzm. W tym kontekście każdy zamach przeprowadzony przez
Al-Kaidę przedstawiany jest w mediach jako przejaw dżihadu. Za sprawą mediów
zachodnioeuropejskich i amerykańskich ukuto bardzo mylny synonim dżihadu,
jako świętej wojny. Zaczęto stawiać apokaliptyczne pytania, czy grozi nam globalna
intifada?22
Islam nie dzieli rzeczywistości według dychotomii sacrum-profanum, gdyż cały
świat jest dziełem Boga, więc jest święty, w tym również każda wojna. Nie ma wojen
nie świętych. Dodatkowym czynnikiem wprowadzającym chaos semantyczny jest
używanie słowa dżihad przez niektóre organizacje o charakterze stricte politycznym
w rodzaju palestyńskiego ugrupowania Islamski Dżihad. W ten sposób szczególnie
od 11 września 2001 r. mamy do czynienia z kształtującą się islamofobią23. Należy
podkreślić, że muzułmanie stosują różną gradację środków w celu wspierania wiary
zagrożonej od wewnątrz lub od zewnątrz: islah (reforma), tadżdid (odnowa),
da’awa (propagowanie, upowszechnianie wiary), dżihad (święta wojna)24. Wyróżnia
20
Głębokie różnice w rozumieniu dżihadu spotykamy nie tylko porównując opinie Arabów
z analizami zachodnioeuropejskich arabistów lecz również w poglądach teologów i filozofów
muzułmańskich.
21
Jak czytamy we włoskojęzycznej monografii Intrevista sull’islam – „Per la stragrande maggioranza dei musulmani, la nozione di jihad fa riferimento allo sforzo spirituale e, più ampiamente, alla
resistenza. Non si parla più di guerra santa ma l’idea di essere i portatori della sola e unica civiltà
sempre implicite nel discorso americano e più largamente occidentale. La jihad è anzitutto un sforzo
personale, per opporsi alle forze negative che abitano in noi. È un lavoro di resistenza contro le propie
ire, la propia violenza, la propia cupidigia”. Za: A. Gresh, T. Ramadan, Intrevista sull’islam a cura di
Françoise Germain-Robin, Bari 2001, s. 111.
22
A. Moghaddam-Adib, Global Intifadah? September 11th and the Struggle within Islam, „Cambridge Review of International Affairs” 2002, nr 2, s. 203–216.
23
We współczesnym świecie oprócz zjawiska islamofobii istnieje też islamofilia. Ten drugi nurt
jest swoistą formą auto-cenzury zabraniającej przedstawiania w pejoratywnym świetle historii oraz
teraźniejszości islamu. Doprowadziło to do niebezpiecznej formy poprawności politycznej, którą
Alexndre del Valle nazywa „islamską poprawnością” – islamiquement correct. W konsekwencji zamiast
obiektywnej dysputy mamy do czynienia z mitologią lub cenzurą. Zob. A. del Valle, Naissance d’un
fascisme islamiste, „Politique Internationale”, lato 2003.
24
R.W. Bulliet, Islam The View from the Edge, Nowy Jork 1994, s. 187.
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość
311
się tzw. mały dżihad (al-dżihad al-saghir) oraz ważniejszy, tzw. wielki dżihad (al-dżihad al-akbar)25.
Dżihad w znaczeniu pierwotnym oznaczał wszelkie czyny i wysiłki służące
szeroko pojętemu dobru islamu i muzułmanów26. Podmiotem tego wysiłku i wytężonej pracy jest człowiek. Islam wyraźnie stara się, aby fundamentem pokoju,
dobra i porządku w skali całej ludzkości i świata był ustabilizowany wewnętrznie
i ukierunkowany ku Bogu człowiek. Dlatego organizowanie i poprawianie świata
zaczynać należy od walki ze złem, które tkwi w nas. Nie może być to jednak tylko
jednorazowa próba zniszczenia w sobie potencjalnego zła, lecz proces, który każdy
toczy przez całe życie (jest to al-dżihad al-akbar). Czasami należy kontynuować
i nasilić dżihad poza swoje ciało i duszę, gdy wymaga tego dobro ummy zagrożonej
przez niewiernych (jest to al-dżihad al-saghir). Muzułmanie muszą więc zjednoczyć
się w dzihadzie wewnętrznym i zewnętrznym by chronić równowagę boską, będącą
istotą życia w islamie27.
Analizę znaczeniową tego bardzo ważnego dla muzułmanów terminu należy
rozpocząć od pojęcia walki. W tradycyjnym przedmuzułmanskim kodeksie aksjologicznym Beduinów bicie się, krwawa zemsta i rywalizacja zbrojna, były bardzo
silnie zakorzenionym atawizmem. Waleczność, męstwo i odwaga koczowników
(gazawat) mogą stanowić swoistą antecedencję późniejszej walki za wiarę. Trzymając się litery Koranu należy wyraźnie dokonać dychotomicznego rozróżnienia
pomiędzy dżihadem a qitalem28. W tradycji i kulturze islamu walka to qital29.
W Koranie rozumiany jest: jako walka obronna i zaczepna. Jest obowiązkiem wtedy,
gdy muzułmanie są zaatakowani z zewnątrz. Jak czytamy w Koranie (2:216):
25
D. Bukay, From Muhammad to Bin Laden. Religions and Ideological Sources of the Homicide
Bombers Phenomenon, Waszyngton 2007, s. 48 oraz Studies in Islamic History and Civilization in
Honour of Profesor Ayalon, Jerozolima 1986, s. 234. Istnieją też nazwy: dżihad duchowy (dżihad al-nafs) oraz dżihad miecza (dżihad bil-sajf). Za: D.R. Springer, J.L. Regens, D.N. Edger, Islamic Radicalism and Global Jihad, Waszyngton 2008, s. 18.
26
C. Gutiérrez Espada, Radicales y reformistas en el islam (sobre el uso de la violencia), „Revista
Española de Derecho Internacional” 2009, nr 1, s. 13–38.
27
S. Husein Nasr, El significado espiritual del Yihad, „Revista Alif Nûn”, 11. 2007.
28
J. Danecki, op.cit., s. 243–245.
29
Rzeczownik arabski qital pochodzi od czasownika qa-ta-la. W języku arabskim ma on jednak
wiele znaczeń: walczyć, zabijać, mordować. Skrajnie odmienna może być więc interpretacja tego
pojęcia chociażby w kontekście jednego z fragmentów Koranu (4:75) gdy Allah pyta ludzi – „Jak
możecie odmówić obowiązku walki z uwagi na Boga w obronie tych mężczyzn, kobiet i dzieci uciśnionych, które wołają: Panie ratuj nas z tego miasta prześladowców?”. Zob. J. Kelsay, Reflexiones
sobre la guerra en el contexto del islam, „Revista Alif Nûn”, 03.2009.
312
Szymon Niedziela
„Przepisana wam jest walka, chociaż jest wam nienawistna”30. Qital jest ostatecznością, środkiem obrony, po który należy sięgać, gdy wyczerpane zostaną sposoby
pokojowe. Walczcie na ścieżce Boga (wa-qatilu fi sabil Allah), jednak ciągle z przeświadczeniem, że bardziej pożądany i miły Bogu jest pokój. Jak czytamy w innym
fragmencie Koranu (2:190): „Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają,
lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę Bóg nie miłuje najeźdźców”31. W kolejnej
części znajdujemy następujące słowa (2:191): „I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich
spotkacie i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili! Prześladowanie jest gorsze niż
zabicie. I nie zwalczajcie ich przy Świętym Meczecie, dopóki oni będą was tam
zwalczać. Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich! Taka jest
odpłata niewiernym”32.
Pierwotnie islam odrzucał przemoc, o czym świadczy zachowanie się Mahometa
i jego uczniów. Muzułmanie wyraźnie rozróżniali pojęcie agresora od nieprzyjaciela. Atak z zewnątrz musi doprowadzić do jego odparcia, natomiast samo zjawisko nieprzyjaźni pomiędzy ludźmi bądź narodami i państwami, nie musi skutkować wojną33. Dżihad obronny porównywano do pojęcia wojny sprawiedliwej
(bellum iustum), obecnej w tradycji chrześcijaństwa. Tym tropem szedł w swych
rozważaniach Ibn Chaldun, gdy pisał o wojnach sprawiedliwego dżihadu (hurub
dżihad wa-‘adl)34.
Kiedy Mahomet został odrzucony przez Kurajszytów mekkańskich, nie zdecydował się na walkę przeciwko nim. Prorok nie angażował się w walkę twierdząc,
że został wysłany przez Boga, by głosić jego słowo językiem, a nie mieczem. Pierwsi
muzułmanie unikając konfrontacji uciekli do miasta Jasrib (dzisiejsza Medyna)
gdzie po okrzepnięciu i zorganizowaniu odpowiednich sił, powrócili do Mekki, by
ustanowić tam siłą królestwo Allaha.
Za twórcę muzułmańskiej doktryny dżihadu uważany jest teolog z VIII w. Asz-Szajbani. Swoje poglądy wyraził w dziele Kitab as-sijar al-kabir. Należy mówić
o czterech sposobach prowadzenia dżihadu: sercem (chodzi o walkę wewnętrzną
z własnymi słabościami, które oddalają człowieka od Boga), językiem, rękoma
i mieczem. Dżihad zgodnie z nauką islamu wyłożoną w Koranie to nade wszystko
poświęcenie siebie samego, swojego majątku, czasu i zaparcie się własnego dobra
30
Koran, tłum. J. Bielawski, Warszawa 1986, s. 42.
Ibidem, s. 37.
32
Ibidem, s. 37.
33
M. Wahiduddin Khan, The True Jihad. The Concepts of Peace. Tolerance and Non-Violence in
Islam, Islamic Centre New Delhi (brw.), s. 37–38.
34
D. Bukay, op.cit.
31
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość
313
i przyjemności ad maiorem Dei gloriam – używając sentencji z kręgu kultury
chrześcijańskiej. Mówi Koran ( 61:11)35: „Będziecie wierzyć w Boga i Jego Posłańca!
Będziecie walczyć na drodze Boga waszym majątkiem i waszymi duszami! To
będzie lepsze dla was – o gdybyście tylko mogli to wiedzieć! (wa-tudżahiduna fi
sabil Allah bi-amwalikum wa-anfusikum)”36. Spotykamy również podział dżihadu
na obronny i ofensywny. Przykładem obronnego był sprzeciw wobec inwazji na
Afganistan, najpierw w 1979 r. Sowietów, a następnie w 2001 r. Amerykanów i sił
NATO. Przez większość muzułmanów zostało to uznane za agresję na świętą ziemię
islamu, co nakłada na całą ummę obowiązek przyjścia z pomocą oraz udzielenia
wsparcia materiałowego oraz modlitewnego37. Współcześnie zwolennicy dżihadu
opierają się głównie na opracowaniu The Call for a Global Islamic Resistance. Jej
autor, Abu Musab al-Suri, przedstawił koncepcję decentralizacji walki z „niewiernymi” i rozpalania autonomicznych ognisk walki w wielu punktach świata, m.in.
w Maghrebie i w Sahelu38. Dokonuje się nawet porównania tej strategii do koncepcji walki komunistów chińskich pod wodzą Mao Tse-tunga: strategiczna centralizacja i taktyczna decentralizacja39.
Trudno w sposób jednoznaczny ocenić zjawisko dżihadu w dziejach cywilizacji
islamu oraz współcześnie. W wizji najbardziej radykalnych ulemów, jest to obo-
35
Koran…, s. 667.
W Koranie ani razu nie występuje słowo dżihad w formie rzeczownika, lecz rdzeń czasownikowy dża-ha-da, oznaczający wysiłek lub usilne staranie się.
37
Na obligatoryjny charakter dżihadu w sytuacji zaatakowania kraju muzułmańskiego przez siły
„niewiernych” wskazywał jeden z teoretyków fundamentalizmu muzułmańskiego Abu al-Ala Maududi w swym dziele Risala-e-Dinijat (Traktat o religii): „Szczególnym znaczeniem słowa dżihad jest
wojna prowadzona w imię Boga, przeciwko wszystkim, którzy dopuszczają się ucisku i terroru jako
wrogowie islamu. Obowiązuje ona wszystkich muzułmanów. Jeżeli grupa wiernych zobowiąże się do
uczestnictwa w dżihadzie, to reszta społeczeństwa zwolniona jest z tego obowiązku. Jeśli jednak nikt
nie wystąpi, odpowiedzialność spada na wszystkich. Koncesja ta nie ma prawa bytu w przypadku gdy
Państwo Islamskie zostanie zaatakowane przez siły niemuzułmańskie, każdy wówczas musi wziąć
udział w dżihadzie. Jeżeli zaatakowany kraj jest zbyt słaby, wtedy religijnym obowiązkiem muzułmańskich krajów ościennych jest udzielenie mu pomocy, gdyby i to nie wystarczyło, wówczas muzułmanie z całego świata zobowiązani są walczyć ze wspólnym wrogiem. Dżihad w takich przypadkach jest takim samym podstawowym obowiązkiem jak modlitwa, post, jałmużna i pielgrzymka,
a nawet ważniejszym, bo jest sprawdzianem naszej wiary. Osoba, która odmawia dżihadu, jest
grzesznikiem, jej pobożność jest pusta i bez znaczenia, zarówno dla niej jak i dla Boga”. Za: idem,
Zrozumieć islam, Gdańsk 1990, s. 88–89.
38
D.R. Springer, J.L. Regens, D.N. Edger, Islamic Radicalism and Global Jihad, Waszyngton 2009,
s. 108
39
Ibidem, s. 113.
36
314
Szymon Niedziela
wiązek walki z wrogami islamu, gdziekolwiek oni się znajdują40. Zdaniem bardziej
umiarkowanych teologów, dżihad to dążenie do perfekcji na drodze do Boga41.
Dążąc do pełnego i obiektywnego zrozumienia tego zjawiska należy przyjąć tezę
wyjściową, że obydwa nurty interpretacyjne wykazują uproszczenia42.
Jeżeli dzisiaj ktoś dokonuje zamachów terrorystycznych posługując się retoryką
dżihadu, na pewno jest to jawne sprzeniewierzenie się nakazom Koranu i elementarnym wartościom islamu, którego semantyczną kwintesencją jest słowo salam
(pokój). Współczesny terroryzm muzułmański należy jednoznacznie określić
mianem kryminalnej patologii fundamentalizmu i dżihadu43. Jego głównym celem
jest utrzymanie klimatu zastraszenia, niepewności i chaosu, co ma skłonić narody
i rządy do podporządkowania się określonym zasadom44.
3. ABU AL-ALA MAUDUDI:
INDYJSKI TEORETYK FUNDAMENTALIZMU
ZJAWISKO FUNDAMENTALIZMU MUZUŁMAŃSKIEGO automatycznie kojarzone
jest ze strefą państw arabskich, jednak wszyscy myśliciele tego nurtu odnowy
religijnej z Egiptu bądź Syrii kształtowali swą postawę oraz czerpali natchnienie
40
M. Griffiths, T. O’Callaghan, S.C. Roach, International Relations The Key Concepts, Nowy Jork
2008, s. 178–180.
41
G. Kepel, Les stratégies islamistes de légitimation de la violence, „Raisons Politiques” 2003, nr 1,
s. 81–95.
42
Historyk-arabista z Uniwersytetu Michigan Michael Bonner podkreśla w swej monografii Jihad
in Islamic History: Doctrines and Practice, że dżihad można równolegle opisywać w sensie pozytywnym i negatywnym. Poza tym, jest to konglomerat bardzo często sprzecznych wewnętrznie zasad
i nakazów, które są zmienne w czasie i przestrzeni. Dżihad w poszczególnych epokach historycznych
zasadniczo różnił się od siebie.
43
Teza, według której terroryzm motywowany ideologią fundamentalistyczną jest patologią
każdej religii, w tym również islamu, broniona jest przez włoskiego filozofa Giuseppe Bailone.
W jednej z monografii uczony ten napisał – „Si può anzi considerare il fondamentalismo come sviluppo patologico della religijne e il terrorismo come ulteriore salto della degenerazione patologica”.
Za: G. Bailone, Viaggio nella filosofia europea, Turyn 2006, s. 131.
44
W interpretacji współczesnego terroryzmu bardzo często podkreśla się to, że używając narzędzia przemocy dąży się do zasiania strachu i braku bezpieczeństwa. W takich warunkach jedynym
rozwiązaniem stają się hasła fundamentalistyczne – „Le terrorisme est une séquence d’actes de violence, dûment planifiée et fortement médiatisée, prenant délibérément pour cible des objectives
non-militaires, afin de créer un climat de peur et d’insécurité”. Za: J.M. Balencie, Les mille et un visages
du terrorisme contemporain, „Questions Internationales” 2004, nr 8, s. 6.
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość
315
ideologiczne z prac pakistańskiego filozofa Abu al-Ali Maududi’ego45. Artykuły
publicystyczne oraz monografie pisane w języku urdu tłumaczone następnie na
język arabski, angielski lub francuski wywarły ogromny wpływ na większość ideologów fundamentalizmu. Centrum intelektualne i duchowe reformacji religijnej
wśród muzułmanów przesunęło się z Półwyspu Arabskiego i Afryki Północnej do
Indii46.
Rozwiązanie w 1954 r. przez władze Egiptu Stowarzyszenia Bracia Muzułmanie
w dużym stopniu ograniczyło możliwości rozwoju myśli fundamentalistycznej
w regionie Maghrebu i Maszreku. Wielu aktywnych działaczy ruchu aresztowano,
pozostali działali w podziemiu. Ustała intensywna akcja propagandowa, dzięki
której Bracia mogli dotrzeć do milionów muzułmanów. Odmienna sytuacja panowała na subkontynencie indyjskim. W czasie, gdy Sajjid Kutb47 przebywał w więzieniu Abu al-Ala Maududi stworzył kulturowe podstawy państwa wyznaniowego
jako antytezę islamskiego nacjonalizmu. W swej pierwszej pracy opublikowanej
jeszcze w latach dwudziestych Al-Dżihad fi al-islam (Dżihad w islamie) wyjaśniał
nieprzydatność rozwiązań europejskich w zakresie organizacji politycznej muzułmanów. Jego zdaniem każdy nacjonalizm był przejawem bezbożności (kufr).
W konsekwencji Abu al-Ala Maududi kontestował ideę narodu i państwa – dwa
pojęcia będące kamieniami milowymi zachodniej myśli politycznej. Filozof pakistański podkreślał, iż polityka i religia są współzależne. Islam musi posiadać siłę
polityczną, aby zaprowadzić ład Koranu i sunny Proroka. Jego zdaniem pięć tradycyjnych filarów islamu48 to zaledwie grunt, na którym można zrealizować najważniejsze zadanie i obowiązek każdego muzułmanina – dżihad. Według Maududiego oznaczało to nakaz walki przeciwko tym, którzy zagarnęli władzę na ziemi,
45
Na temat życia i działalności politycznej Abu al-Ali Maududiego zob. V.R. Nasr, Mawdudi and
the Making of Islamic Revivalism, Oxford 1996.
46
Warto nadmienić, że większość współczesnych ugrupowań fundamentalistycznych i organizacji
terrorystycznych związanych z nurtem islamskim w Pakistanie i w Afganistanie wzoruje się i wciela
w życie program oraz cele walki opracowane przez mułłów ze słynnej medresy Deoband powstałej
na północ od Delhi w 1867 r.
47
Sajjid Kutb (1906–1966) był jednym z najwybitniejszych przywódców duchowych egipskiego
Stowarzyszenia Bracia Muzułmanie. Kierował tą organizacją w czasie odbywania kary w więzieniu
w latach 1954–1966. Opracował pojęcie dżahilijji, czyli niewiedzy przedmuzułmańskiej. Jego zdaniem, cały współczesny świat znajdował się w tej sferze. Z tego powodu Kutb postulował reislamizację
świata muzułmańskiego. Został skazany na karę śmierci w okresie prezydentury Nasera. Wyrok
wykonano w 1966 r.
48
Według tradycji islamskiej pięć filarów islamu stanowią: wyznanie wiary (szahada), modlitwa
(salat), post w ramadanie (zakat), jałmużna na rzecz ubogich (saum) oraz pielgrzymka do Mekki
(hadżdż).
316
Szymon Niedziela
należną tylko Allahowi. Pakistański teoretyk wyeksponował też pojęcie dżahilijji –
niewiedzy, braku prawdziwej wiary oraz głupoty z czasów przedmuzułmańskich.
Współczesny świat – jak pisał Maududi – to neodżahilijja, gdyż państwa i narody
muzułmańskie bardzo często nadały priorytet wartościom kultury technicznej
Zachodu zapominając o supremacji islamu. Boga odrzucił w równej mierze kapitalizm i komunizm. Zadaniem każdego muzułmanina jest podjęcie walki z neodżahilijją objawiającą się pod wieloma postaciami. Ostatecznym celem będzie
panowanie Boga nad światem, czyli hakimijjat Allah. Nie jest to jednak tożsame
z teokracją lub islamską odmianą bizantyjskiego cezaropapizmu, lecz stworzeniem
globalnej ummy wypełniającej nakazy Koranu i szariatu.
Swe koncepcje religijno-polityczne Abu al-Ala Maududi starał się instytucjonalizować, by współkształtować życie polityczne muzułmanów w Indiach Brytyjskich.
W celu prowadzenia dżihadu założył w 1941 r. partię Dżama’at-i Islami, która miała
być awangardą islamskiej odnowy. W zamyśle inicjatora i duchowego przywódcy
nie należało wkraczać na grunt podziemnej i zbrojnej konspiracji na wzór partii
bolszewickich. Nie nawoływano do rewolucji. Maududi zachęcał Dżama’at-i Islami
do legalizmu i uczestnictwa w życiu politycznym kraju. Marzył o państwie islamu
w Indiach, które będzie płaszczyzną instytucjonalną dla dziesiątków milionów
muzułmanów z subkontynentu. Widział to jako wspólnotę religii i języka49. Pakistan
powstał w 1947 r., jednak ideologią, która zatriumfowała, był nacjonalizm, nie zaś
religia.
Fundamentalizm był ideologiczną odpowiedzią części świata arabsko-muzułmańskiego na marazm, stagnację i kulturową okcydentalizację. Zasadniczym celem
nie było zidentyfikowanie i zniszczenie potencjalnego wroga, lecz autorefleksja
i uświadomienie sobie, że bez głębokich reform islam przegra rywalizację z innymi
kręgami cywilizacyjnymi. Wskazywano, że możliwa jest spójność islamu i nowoczesności. Modernizm jest również zamierzeniem Boga, więc dlaczego muzułmanie mają być pominięci w korzystaniu z jego owoców. Jednak importowana
z Zachodu nowoczesność nie może być substytutem islamu. Wzywano do szero-
49
Unitaryzm terytorialny oraz homogeniczność etniczno-językowa muzułmanów w Indiach była
niezwykle problematyczna ze względu na ich rozmieszczenie geograficzne. Stworzenie takiego narodu
wymagało wędrówek i przemieszczenia się ogromnych mas ludności. Przebiegało to w bardzo napiętej
atmosferze i zakończyło się masowymi masakrami. Kraj składał się z dwóch odrębnych stref oddalonych od siebie o ponad 2000 kilometrów: obecnego Pakistanu (ówczesnego Pakistanu Zachodniego)
oraz obecnego Bangladeszu (ówczesnego Pakistanu Wschodniego). Promowanie języka urdu całkowicie obcego Bengalczykom nie mogło stanowić spoiwa cementującego przyszłą wspólnotę.
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość
317
kiego ruchu odnowy i uwspółcześnienia50. Znany myśliciel muzułmański Muhammad Abduh twierdził, iż można naśladować i korzystać z osiągnięć cywilizacji
Zachodu, bez odchodzenia od islamu. Możliwa jest w tym zakresie konstruktywna,
nieantagonistyczna synteza51.
4. AL-KAIDA:
PATOLOGICZNA ABERRACJA FUNDAMENTALIZMU
MUZUŁMAŃSKIEGO
IDEA RESTYTUCJI KALIFATU w koncepcjach takich teoretyków, jak Usama Ibn
Ladin czy Ajman al-Zawahiri zakłada stworzenie podmiotu geopolityczno-cywilizacyjnego rozciągającego się od Andaluzji po Indie, Pakistan, Indonezję i Malezję.
Jednym z najważniejszych zadań jest obalenie w każdym islamskim kraju władzy
laickiej odrzucającej szariat i hakimijjat Allah. W strategii politycznej Al-Kaidy
napotykamy aspiracje uniwersalistyczne i chęć podporządkowania całej ludzkości
jednemu Bogu i jednemu prawu – islamowi52. W tej obłędnej ideologii dokonała
się synteza religii i geopolityki. Celem ostatecznym jest rozciągnięcie dar al-islam
na cały świat53. Aspiracje takie nie mają jednak żadnej legitymacji i uzasadnienia
w Koranie i sunnie Proroka. W żadnej surze nie ma wezwania do wojny przeciwko
całemu światu. Wręcz przeciwnie, są słowa (Koran 8: 61): „A jeśli skłonią się do
50
Na temat ideologii Stowarzyszenia Bracia Muzułmanie zob. szerzej: R. Marín Guzmán, El
fundamentalismo islámico en Egipto. Ideología y práctica política de los Al-Ikhwan al-Muslimun (Los
Hermanos Musulmanes) en Egipto, „Estudios de Asia y África” 2001, nr 3; S.E. Ibrahim, An Islamic
Alternative in Egypt: the Muslim Brotherhood and Sadat, „Arab Studies Quarterly” 1982, nr 1–2,
s. 75–93; N. Ayubi, The Political Revival of Islam: the Case of Egypt, „International Journal of Middle
East Studies” 1980, nr 2, s. 481–500.
51
P. Bannerman, Islam in Perspective. A Guide to Islamic Society. Politics and Law, Londyn 1988,
s. 134.
52
Islam Fundamentalism and the Betrayal of Tradition, red. J.E.B. Lumbard, Bloomington 2009,
s. 13–29 oraz J. Morrison Skelly, Political Islam from Muhammad to Ahmadinejad. Defenders, Detractors and Definitions, Nowy Jork 2010, s. 35–50.
53
W islamie od początku istniał podział świata na dar al-islam – czyli terytoria pod panowaniem
muzułmanów. Kolejną strefą był dar al-harb: obszar wojny, czyli ziemie zamieszkałe przez niewiernych. W dar al-islam muzułmanie dopuszczają istnienie innych wspólnot monoteistycznych, tj.
chrześcijan i Żydów. W przypadku dar al-harb bardzo prawdopodobny jest scenariusz konfrontacyjny,
jednak możliwe jest tymczasowe modus vivendi na danym obszarze poza strefą wpływów islamu,
gdzie muzułmanie mogą swobodnie przebywać i sprawować swój kult. Nawiązywany jest wtedy
z takim państwem układ o współistnieniu, a kraj taki staje się ziemią głoszenia słowa bożego lub
ziemią świadectwa (dar al-suhl; dar al-ahd lub dar al-szahada). Zob. A. del Valle, op.cit.
318
Szymon Niedziela
pokoju, to i ty się ku niemu skłoń i zaufaj Bogu”. Współczesnym fanatykom wysadzającym się w powietrze w imię Allaha należy przypomnieć wspaniały przykład,
jaki wszystkim muzułmanom dał Mahomet zawierając słynny pokój z Kurajszytami
w Hudajbijji54. Niestety spektakularna działalność fanatyków muzułmańskich
doprowadziła nawet do pojawienia się w języku medialnym neologizmu „islamofaszyzm”, co tworzy atmosferę grozy, pandemicznego zagrożenia i unicestwienia
cywilizacji ludzkiej przez ekstremistów islamskich55. W potocznym języku medialnym dżihad stał się synonimem prowadzenia walki ideologicznej poprzez akty
terroru56.
Współcześnie największym niebezpieczeństwem w skali regionalnej i globalnej
jest aktywna w wielu państwach organizacja Usamy Ibn Ladina Al-Kaida, będąca
przejawem patologiczno-kryminalnej odmiany ekstremizmu religijnego. Ten
rodzaj radykalizmu budowanego w oparciu o doktryny konfesjonale nazywany
bywa „postmodernistycznym terroryzmem”57. Działa ona w warunkach globalizacji, trudno ją utożsamiać z jakimś konkretnym krajem muzułmańskim58. To
wskutek działalności tej organizacji, która całkowiecie wypaczyła i sprowadziła
islam do przestrzeni patologicznej, fundamentalizm jest jednoznacznie łączony
z terroryzmem. Niemające precedensu zamachy dokonane przez muzułmanów
w Stanach Zjednoczonych 11 września 2001 r. sprawiły, że w języku politologicznym pojawił się nowy termin „hiperterroryzm”. Posłużył się nim François Heisbourg z Fundacji Badań Strategicznych. Francuski specjalista w zakresie stosunków
międzynarodowych uważa, że hiperterroryzm charakteryzuje się zdolnością i wolą
masowego zniszczenia59. Analizując percepcję społeczną w wielu państwach
dotkniętych działalnością terrorystycznych ugrupowań muzułmańskich, należy
stwierdzić, że brutalne i niehumanitarne metody walki politycznej sprawiły, że
szerokie warstwy ludności odrzuciły tę formę osiągania celów. Ma to miejsce
w Algierii, Iraku, Pakistanie, Afganistanie, Autonomii Palestyńskiej i w Indonezji.
54
55
56
E. Machut-Mendecka, Archetypy islamu, Warszawa 2006, s. 134.
Islamofascists: a Dangerous Label, „The Times”, 01.10.2006.
D.R. Springer, J.L. Regens, D.N. Edger, Islamic Radicalism and Global Jihad, Waszyngton 2008,
s. 18.
57
I.O. Lesser, B. Hoffman, J. Arguilla, D. Ronfeldt, M. Zanini, B.M. Jenkins, Countering the New
Terrorism, Washington 1999, s. 101.
58
P. Brieger, Al-Qaeda: un movimiento no tradicional, „Revista Relaciones Internacionales” 2007,
nr 32.
59
F. Heisbourg, Hyperterrorisme: la nouvelle guerre, Paryż 2001, „Politique Étrangère”, lato 2002,
s. 803–804.
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość
319
Totalny terror generuje totalne retorsje ze strony rządowych struktur bezpieczeństwa, co z kolei czyni życie w tych krajach niezwykle uciążliwym dla większości społeczeństwa. Ludzie nie chcą udzielać poparcia partiom, które w imię Boga
zabijają innych muzułmanów. Okrucieństwo i terror traktowane są jako przejaw
słabości i nieumiejętności stworzenia alternatywnego programu politycznego.
Dlatego paradoksalnie obserwując kolejne zamachy Al-Kaidy w Iraku bądź w Afganistanie dochodzimy do konstatacji, że jest to zwiastun stopniowej degrengolady
oraz niemocy fundamentalistów, a nie przejaw ich rosnących wpływów i potęgi.
Ograniczenie wpływów organizacji ekstremistycznych oraz próba ich całkowitego wyeliminowania będzie miała charakter starcia asymetrycznego60. Al-Kaidy
nie można zniszczyć za pomocą dywizji pancernej bądź eskadry myśliwców startujących z lotniskowca. W swej aktywności wykracza ona poza granice państwowe,
sama będąc podmiotem ponadpaństwowym i ponadnarodowym. Stanowi przykład
potwierdzający tezę o deterytorializacji współczesnych stosunków międzynarodowych (the deterritorialization of world politics)61. Bazą społeczną ruchów radykalnych jest przede wszystkim miejski proletariat bez perspektyw na awans ekonomiczny i zawodowy. Pozbawieni szansy partycypacji w procesach globalizacji,
młodzi ludzie znajdują jako jedyną alternatywę ideologię fundamentalistyczną
pomagającą podtrzymać wiarę we własną tożsamość narodowo-religijną. Państwa
muzułmańskie muszą podjąć wyzwanie modernizmu, by odebrać terrorystom
możliwości werbunku nowych adeptów spośród wykluczonych członków społeczeństwa62.
Niestety ogólny obraz cywilizacji islamskiej kształtowany jest na podstawie
konfliktów wewnętrznych i spektakularnych zamachów terrorystycznych w Afganistanie, Pakistanie, Iraku, Algierii, Somalii, Indonezji, na Filipinach i w Autonomii Palestyńskiej. Percepcja świata arabsko-muzułmańskiego przez Europę i Stany
Zjednoczone jest więc negatywna. Ten obszar stosunków międzynarodowych
kwalifikuje się jednoznacznie, jako epicentrum destabilizacji mogącej ulec szybkiej
proliferacji oraz bastion islamskiego terroryzmu. Rzeczywistość wyraźnie weryfikuje ten tendencyjny pogląd. Większość państw Bliskiego i Środkowego Wschodu
60
P.C. Revilla Montoya, El terrorismo global: un desafío asimétrico que la comunidad internacional
debe enfrentar, publikacja Centro de Estudios Estratégicos de Relaciones Internacionales. Źródło:
URL-http://www.ceeri.org.ag.
61
S. Burchill, A. Linklater, R. Devetak, J. Donnelly, T. Nardin, M. Paterson, C. Reus-Smit, J. True,
Theories of International Relations, Nowy Jork 2009, s. 82.
62
B. Ghalioun, Les sociétés arabes contemporaines, „Confluences Méditerranée”, wiosna 2000,
s. 25–34.
320
Szymon Niedziela
oraz Afryki Północnej utrzymuje poprawne stosunki z innymi podmiotami.
Wyjątkiem jest oskarżany o posiadanie arsenałów nuklearnych Iran.
Najważniejszym zjawiskiem jest antagonizm rozgrywający się wewnątrz społeczeństw muzułmańskich, który przybrał swoistą formę Kulturkampfu między
trzema głównymi adwersarzami: obrońcami konserwatywnej wersji islamu,
reżimami autorytarnymi i frakcją intelektualistów proponującym konwergencję
islamu i modernizmu63. Zagrożeniem dla współczesnych stosunków międzynarodowych nie są państwa islamu bądź społeczeństwa muzułmańskie skłaniające się
ku hasłom fundamentalistycznym, lecz posługująca się metodami kryminalnymi
Al-Kaida. Należy wyraźnie zaznaczyć, że Al-Kaida to nie tylko podmiot organizacyjny posiadający określone dowództwo, bojowników i plan działań. To przede
wszystkim metoda działania: masowy terror skierowany przeciwko wrogom
islamu (Zachód i zdegenerowane, laickie reżimy arabskie)64. Niestety, skutki
zbrodniczych metod stosowanych przez ekstremistów z tej organizacji odczuwane
są przez cały świat muzułmański. Przede wszystkim pojawiło się pojęcie „terrorysta muzułmański”. Jak mówi szejk Hisham Kabbani, przewodniczący Rady
Islamu Ameryki, taki termin zawiera w sobie sprzeczność, gdyż nie można być
zarazem wyznawcą nauk Mahometa i terrorystą, gdyż islam kategorycznie zabrania posługiwania się przemocą w celu propagowania wiary. Kto tak czyni, z definicji nie jest muzułmaninem65.
Specjalizujący się w tematyce międzynarodowego terroryzmu muzułmańskiego
M. Hecker i T. Rid wysunęli tezę, iż Al-Kaida przejdzie głęboką reformę strukturalną, zamieniając się w luźny konglomerat wielu samodzielnych komórek liczących maksimum osiem osób. Określane jest to w języku arabskim jako Nizam la
tanzim (system, nie organizacja). Scenariusze dalszego rozwoju Al-Kaidy są
następujące:
63
S. Naïr, Varios intelectuales libran una batalia por el reformismo en las sociedades islámicas, „El
País”, 10.08.2009.
64
Jeden z najważniejszych teoretyków i ideologów Al-Kaidy Abu Musab al-Suri w swym głównym
dziele (liczącym ponad 1500 stron) L’Appel à la résistance islamique globale napisał: „Al-Kaida nie
jest już organizacją. To nie jest żadna grupa i nie chcemy, aby się nią stała. To pewien symbol, odnośnik
i metoda”. („Al-Qaïda n’est pas une organisation, ce n’est pas un groupe et nous ne voulons pas qu’elle
le devienne. C’est un appel, une référence, une méthodologie”). Za: M. Hecker, T. Rid, Jihadistes de
tous les pays dispersez-vous, „Politique Internationale”, wiosna 2009.
65
J. Esteban, La geopolítica del corazón (conversación con el Sheik Hishman Kabbani), (w:) Politeísmo y encuentro con el Islam. Hermenéutica entre Civilizaciones II, red. G. Vattimo, T. Oñate, A. Nuñez,
F. Arenas, Madryt 2008, s. 485–494.
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość
321
• Ostateczne zwycięstwo – w historii najnowszej można wskazać ugrupowania
posługujące się terroryzmem, które po pokonaniu przeciwnika zaprzestały
dotychczasowej działalności i rozpoczęły funkcjonowanie w nowej rzeczywistości. Dotyczy to żydowskiej organizacji bojowej Irgun, która złożyła broń po
uzyskaniu niepodległości przez Izrael w 1948 r. oraz Afrykańskiego Kongresu
Narodowego. Po upadku apartheidu ugrupowanie to weszło do struktury
władzy demokratycznego państwa. Wyjątkiem od tej zasady jest przykład
żydowskiej grupy ekstremistycznej Lehi postulującej ideę Wielkiego Izraela.
Terroryści z tej formacji zastrzelili wysłannika ONZ hrabiego Folke Bernadotte we wrześniu 1948 r., a więc po proklamowaniu Państwa Żydowskiego.
Podobny algorytm wydarzeń jest niemożliwy w przypadku Al-Kaidy, gdyż
ostateczne zwycięstwo Usamy Ibn Ladina oznaczałoby fizyczne unicestwienie
cywilizacji zachodniej oraz ustanowienie globalnej ummy66.
• Konwersja ugrupowania terrorystycznego w partię polityczną niestosującą
przemocy – reformę taką przeszły organizacje irlandzkie (polityczne skrzydło
IRA partia Sinn Fein) oraz baskijskie (polityczne skrzydło ETA, partia Herri
Batasuna). Precedensem takiej postawy w Al-Kaidzie był egipski działacz tej
organizacji Sajjid Imam al-Szarif, znany pod pseudonimem doktora Fadla.
Przebywając w więzieniu wezwał on wszystkich mudżahedinów do zejścia
z drogi terroru. Jak na razie jest to jednak postawa odosobniona i trudno
prognozować, by przywódcy „Bazy” poszli w ślady Fadla67.
• Dezintegracja Al-Kaidy po zlikwidowaniu jej głównych dowódców – przykładem może być peruwiańska organizacja terrorystyczna Świetlisty Szlak (El
Sendero Luminoso). Aktywność tej formacji znacznie osłabła, gdy aresztowany
został jej charyzmatyczny przywódca Abimael Guzman. Podobnie było
w przypadku japońskiej sekty Najwyższa Prawda Aum (Aum Shinri Kyo). Od
czasu, gdy policji udało się schwytać jej guru Shoko Asaharę, Aum nie przeprowadziła żadnego zamachu terrorystycznego. W kontekście organizacji
islamskich zaznaczyć trzeba, że męczeńska śmierć Ibn Ladina lub Ajmana
al-Zawahiriego mogłaby mieć odwrotny skutek i przyciągnąć do organizacji
tysiące nowych mudżahedinów.
66
J. Bowyer Bell, Terror out of Zion The Fight for Israeli Independence, New Brunswick 2009,
s. 262–289; H. Hillel Ben-Sasson, A History of the Jewish People, Cambrigde 1976, s. 1044–1045.
67
Dr Fadl był na początku lat 90. fundamentalnych dzieł z punktu widzenia Al-Kaidy. Zob.
R. Spencer, Stealth Jihad How Radical Islam is subverting America without Guns and Bombs, Waszyngton 2008, s. 2; B. Lia, Architect of Global Jihad The Life of Al-Qaida Strategist Abu Musa’ab al Suri,
Nowy Jork 2008, s. 89.
322
Szymon Niedziela
• Antagonizmy wewnętrzne – organizacje terrorystyczne ulegają osłabieniu na
skutek animozji na przykład na tle ambicjonalnym. Tak jest w Algierii gdzie
nurt fundamentalistyczny zdominowany jest przez dwóch protagonistów:
Hassana Hattaba szef GSPC oraz Abdelmaleka Droukdala z Al-Kaidy w Islamskim Maghrebie.
• Osłabienie organizacji na skutek wzmożonej akcji antyterrorystycznej – najnowsze wydarzenia w Afganistanie i Pakistanie pokazują, że trudno jest
pokonać Al-Kaidę manu militari. Instrumentarium wojskowe to niewystarczający oręż w walce z ekstremistami używającymi narzędzi terroru. Należy
zastosować metodę infiltracji wywiadowczej tych organizacji, podobnie jak
służby specjalne Wielkiej Brytanii zrobiły w przypadku IRA. Gerry Adams
przywódca Sinn Fein przyznał, że Denis Donaldson przez 20 lat był szpiegiem
angielskim w łonie niepodległościowego ruchu Irlandii Północnej68.
Jaką strategię wybrać, by ograniczyć wpływy terrorystycznych organizacji
islamskich w rodzaju Al-Kaidy i pokonać ich struktury bojowe?69 Prowadzona
obecnie pod przywództwem Stanów Zjednoczonych krucjata antyterrorystyczna
pod nazwą global war on terror ma charakter wojny asymetrycznej, w której
trudno doszukiwać się pokonanych i zwycięzców. Posługując się metaforą, można
by powiedzieć, że zawsze gdzieś powstanie kolejna Tora Bora, w której ekstremiści ukryją się i przeczekają bombardowanie. Niezbędny jest wysiłek pozytywistyczny i praca u podstaw. Odcięcie źródeł werbunku dla organizacji terrorystycznych, to przede wszystkim takie kształtowanie światowej koniunktury
gospodarczej, aby społeczeństwa państw muzułmańskich partycypowały
w rozwoju ekonomicznym i dobrobycie. Walka z ubóstwem jest ważniejsza od
lotniskowców i dywizji pancernych. Kolejne ważne zadanie to zachęcanie i popieranie tych państw oraz ugrupowań islamskich, które głoszą hasła syntezy tradycji i nowoczesności oraz pragną dostosowania islamu do wymogów współczesności. Mobilizującym przykładem są takie państwa, jak Maroko, Tunezja, Turcja
i Malezja70.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa cywilizacji Zachodu należy sobie uzmysłowić, że ekstremiści muzułmańscy traktują laicką i indyferentną religijnie
68
Ibidem.
P.C. Revilla Montoya, El terrorismo global: un desafío asimétrico que la comunidad internacional
debe enfrentar, URL – http://www.ceeri.org.ag, odczyt z dn. 22.11.2010. Publikacja Centro de Estudios
Estratégicos y de Relaciones Internacionales w Buenos Aires.
70
G. Causse, Can Democracy Stop Terrorism?, „Foreign Affairs”, 08–09.2005, s. 62–76.
69
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość
323
Europę, jako teologiczny ugór, na którym należy zasiać ziarno islamu. Stary
kontynent traktowany jest przez islamistów jako ziemia świadectwa (dar al-szahada). W okresie zimnej wojny w Afganistanie Związek Radziecki chciał
pokonać Mahometa Marksem. Armia Czerwona poniosła absolutne fiasko.
Materializm i ateizm nie był odpowiednim orężem w walce z islamem. Dzisiaj
jest podobnie. Mahomet nie boi się amerykańskich czołgów i myśliwców F-16.
Jak więc uchronić Europę przed perspektywą restytucji kalifatu głoszoną przez
terrorystów z Al-Kaidy?
Trzeba przede wszystkim zastanowić się nad kondycją duchową naszych społeczeństw. Czy jesteśmy w stanie walczyć i poświęcać się w imię transcendentalnych
wartości? Gdy choć jedna z europejskich bądź amerykańskich gazet zamieści
karykaturę Mahometa, od Maroka po Indonezję miliony muzułmanów wychodzą
na ulicę by zaprotestować. A kiedy ktoś w Arabii Saudyjskiej obrazi chrześcijan, czy
reaguje na to Londyn, Paryż, Rzym lub Warszawa? Egipski filozof i teolog Bat Yé’Or
słusznie zauważa, że współcześnie Europa zatraciła busolę aksjologiczną. Odcina
się od własnych korzeni cywilizacyjnych, uznając na wielu płaszczyznach wyższość
islamu. Bat Yé’Or określa to pojęciem dhimmitude (dobrowolne podporządkowanie
się). Ilustruje to bardzo wyrazistym przykładem. Muzułmanie w Europie bez
przeszkód mogą wznosić kolejne meczety. Ile chrześcijańskich świątyń wybudowano
ostatnio w Iranie, Pakistanie, Arabii Saudyjskiej lub Egipcie?71
Jeżeli będziemy silni ciałem i duchem, fundamentalizm muzułmański nie będzie
dla nas zagrożeniem. Jezus i Ewangelia są najlepszą odpowiedzią na Mahometa
i Koran. Nie chodzi wcale o wzniecanie antagonizmu cywilizacyjnego. Całkowicie
nieuzasadnione jest stawianie znaku równości między islamską myślą teologiczną,
a terroryzmem. Nie ma tu związku przyczynowo-skutkowego72. Jeżeli w Europie
chorał gregoriański zagłuszy śpiewy muezzinów, islamiści zrozumieją, że na Starym
Kontynencie grozi im bezrobocie. Europa potrzebuje puklerza duchowego, a nie
tarczy antyrakietowej.
71
A. del Valle, op.cit.
S. Vertigans, D. Marron, P.W. Sutton, Militant Islam: a Sociology of Characteristics, Causes and
Consequences, Nowy Jork 2009, s. 20.
72
324
Szymon Niedziela
5. ZAKOŃCZENIE
Pod względem struktury wewnętrznej fundamentalizm nie jest zjawiskiem
homogenicznym, przebiegającym w taki sam sposób i z taką samą intensywnością
w każdym kraju. Jak wykazano powyżej, może on mieć oblicze stricte teologicznego
ruchu, którego celem jest nawracanie zagubionych dusz lub nurtu politycznego
mającego aspirację narzucenia odgórnie reżimu teokratycznego73.
Rosnący w siłę nurt radykalizmu muzułmańskiego bezpośrednio wpływa nie
tylko na sytuację wewnętrzną w poszczególnych krajach, ale pośrednio na stosunki
międzynarodowe w danym regionie oraz w skali całego świata. Proliferacja fundamentalizmu muzułmańskiego, a szczególnie jego patologicznych, terrorystycznych odłamów jest stymulatorem napięć i konfliktów na wielu obszarach. W ten
sposób internalizacja fundamentalizmu muzułmańskiego, czyli przejęcie władzy
przez ugrupowania ekstremistyczne w danym państwie ulega eksternalizacji,
oddziaływując na inne podmioty. Tworzą się regionalne centra radykalizmu, które
na zasadzie reakcji łańcuchowej angażują inne kraje. Egzemplifikację tych zjawisk
i procesów znajdziemy w: Pakistanie, Afganistanie, Iranie, Sudanie, Indonezji,
Uzbekistanie, Somalii, Autonomii Palestyńskiej, Nigerii i w Czeczenii.
We współczesnych stosunkach międzynarodowych fundamentalizm muzułmański to jedno z potencjalnych źródeł napięć i turbulencji mogących pośrednio
i bezpośrednio oddziaływać w wymiarze regionalnym i globalnym. Ugrupowania
integrystów muzułmańskich rozszerzają swe wpływy dwoma podstawowymi
kanałami. Islamiści zdobywają władzę w wyborach i jako legalny rząd wprowadzają nowe porządki lub działają w legalnej bądź nielegalnej opozycji dążąc do
destrukcji politycznego status quo w danym kraju, by przejąć władzę. Skrajną
formą działalności są ponadnarodowe i ponadpaństwowe struktury terrorystyczne
w rodzaju Al-Kaidy mającej swe komórki w większości państw islamskich. Obserwujemy dwa procesy: internalizacji oraz internacjonalizacji fundamentalizmu
muzułmańskiego. Rezonans tych zjawisk pobudza nowe impulsy w zakresie stosunków międzynarodowych i polityki zagranicznej. Narasta antagonizm pomiędzy
państwami o rosnących wpływach ekstremistów a Unią Europejską i Stanami
Zjednoczonymi. W przypadku kontynentu afrykańskiego pogarszają się stosunki
na linii: cywilizacja islamska – cywilizacja animistyczno-chrześcijańska. Na
73
J.J. Sáenz-Diez, El fundamentalismo islámico, „Cuadernos de Historia Moderna y Contemporánea” 1986, nr 7, s. 189–206.
Współczesny fundamentalizm muzułmański: mity i rzeczywistość
325
subkontynencie indyjskim swoje apogeum osiąga paroksyzm na linii: islam –
hinduizm.
Wszystkie te zjawiska stanowią wystarczający materiał dowodowy na postawienie tezy, że w podwubiegunowym, poliarchicznym układzie stosunków międzynarodowych czynnik religijny, a szczególności fundamentalizm muzułmański
może okazać się jednym z największych zagrożeń dla stabilności świata. Nie należy
tu naturalnie winić Bogów, lecz raczej teologów, którzy w przewrotny sposób
posługują się religią dla osiągnięcia celów politycznych.
326
Szymon Niedziela
Contemporary Islamic Fundamentalism:
Myths and Reality
ISLAMIC FUNDAMENTALISM HAS become an issue of international concern and international relations. It is a diverse religious movement. Contemporary islamic fundamentalism
has swept cross much of the muslim world. The term „islamic fundamentalism” is regarded
by many misleading. The term „fundamentalism” is laden with Christian presuppositions
and western stereotypes and it implies a monolithic threat. Radical extremists like Islamic
Jihad, Al-Qaeda and Hamas have continued to exist in many parts of the muslim word.
However, Islamic activism is also a social and political force operating within the system.
Islamically inspired organizations offer a wide array of social welfare services. It is very
important to distinguish between authentic populist movements that are willing with the
system and extremists using violence and global terror.
RECENZJE
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
Immanuel Wallerstein, The Modern
World-System IV: Centrist Liberalism
Triumphant, 1789–1914, University
of California Press, Berkeley 2011,
ss. 395.
The Modern World-System IV to czwarty tom serii stanowiącej zarys ogólnej teorii
nowoczesnego systemu-świata. Książka została zapowiedziana jeszcze w 1974 r. jako
ostatnia z serii. Od ukazania się trzeciego
tomu czytelnicy musieli jednak poczekać
ponad 20 lat, z czego z resztą Wallerstein
tłumaczy się we wstępie. Autor zmienił też
pierwotny zamysł i nie zamierza poprzestać
na czterech częściach. Ogłosił chęć napisania jeszcze dwóch tomów przestawiających
rozwój systemu-świata w XX w.
Każda z dotychczasowych części była poświęcona innemu aspektowi systemu-świata. Pierwsza opisywała powstanie nowoczesnego systemu-świata w XVI w., druga zespolenie gospodarki-świata w XVIII w.,
część trzecia ekspansję gospodarki świata.
Tematem części czwartej jest powstała po
Wielkiej Rewolucji Francuskiej geokultura
systemu-świata, czyli „powszechnie przyjmowany w systemie-świecie zbiór idei, wartości i norm, którego istnienie hamuje działanie społeczne” (s. xvi).
Główna teza książki brzmi w skrócie następująco: rewolucja francuska była próbą
rozbicia systemu-świata i głębokiej zmiany porządku społecznego. Udało się to tylko częściowo, ale rewolucja usankcjonowała normalność przemian politycznych. Było
to nowością w historii nowoczesnego systemu-świata. Przemiany społeczne stały się
oczekiwane, co z kolei doprowadziło do wykształcenia się trzech ideologii: konserwatyzmu, liberalizmu, radykalizmu. Niezależnie od tego, że ideologie są zestawami idei,
wartości i norm, są także metastrategiami
politycznymi, tj. szerokimi planami działania tych, którzy sprawują władzę polityczną. W XIX w. służyły utrzymaniu porządku
społecznego wobec rosnących oczekiwań
odnośnie zmiany społecznej (s. 1). Prezentowały odmienne propozycje jak ów porządek utrzymać i przez to ze sobą rywalizowały. Wallerstein dowodzi, że rywalizację
330
Recenzje
wygrał liberalizm i to on zdominował geokulturę systemu-świata w XIX w.
Jest to oryginalna, choć niezupełnie
nowa teza tego autora. Wallerstein przedstawiał ją w postaci szczątkowej w licznych
artykułach, komentarzach i we wcześniejszych książkach, m.in. w wydanej w 1995 r.
After Liberalism. Recenzowana praca jest
obszernym, szczegółowym omówieniem
historycznych aspektów powstania geokultury. Liczy 273 strony tekstu zasadniczego,
została podzielona formalnie na sześć rozdziałów, przy czym szósty rozdział pełni
rolę podsumowania i jest wyraźnie krótszy
niż inne. Dołączono do niej siedmiostronicowe wprowadzenie, indeks nazwisk, nazw
i rzeczy oraz imponującą bibliografię, na
którą złożyło się ok. półtora tysiąca pozycji.
Rozdział pierwszy przedstawia liberalizm
jako ideologię na tle konserwatyzmu i radykalizmu. Dwa kolejne poświęcono wydarzeniom politycznym i tworzeniu się liberalnego państwa w XIX w. Rozdział czwarty omawia pojęcie obywatela oraz jego rolę
w liberalnym państwie. Ostatni pełnowymiarowy rozdział opisuje zależności między rozwojem nowoczesnej nauki a geokulturą systemu-świata.
U podstawy wszystkich trzech ideologii leżała niezgoda grup społecznych wobec rzeczywistości. Konserwatyści postulowali ograniczenie społecznych konsekwencji rewolucji tak bardzo, jak to tylko było
możliwe. Radykałowie przyjęli przeciwne stanowisko: żądali intensyfikacji działań w celu zmiany społecznej tak szybko,
jak to tylko było możliwe. Na tym tle libe-
rałowie przyjęli bezpieczną, środkową pozycję: dla nich kluczowy problem polegał
na tym, jak stworzyć stabilną strukturę wewnątrz systemu-świata po rewolucji francuskiej, akceptując jednocześnie normalność przemian. Proponowali, by konieczne
zmiany społeczne wprowadzane były stopniowo (s. 6). Program polityczny liberałów
zmierzał do zdefiniowania tej stopniowości i pozyskania dla takiej definicji poparcia w systemie-świecie.
Wallerstein interesująco wyjaśnia ten
proces. Twierdzi on, że wbrew powszechnemu wyobrażeniu i wbrew stosowanej retoryce, liberałowie nie byli przeciwnikami
państwa, lecz jego zwolennikami. Choć dla
liberałów realizacja postulatu suwerenności ludu oznaczała wolność jednostki, to
jednak gwarantem owej wolności miało
być właśnie państwo (s. 9). Należało uzyskać poparcie wystarczająco dużej grupy
ludzi, by stworzyć wrażenie legitymizacji
władzy państwowej przez nowego suwerena – lud – jednocześnie odwlekając ryzyko istotnych zmian w systemie-świecie.
Sukces liberałów w rywalizacji geokulturowej polegał właśnie na tym, że najsprytniej
wykorzystali instytucję państwa do realizacji programu politycznego. Takie instytucje,
jak nowoczesny, pozytywny system prawny,
sterowany „niewidzialną ręką” rynek i nowo
powstała nauka społeczna zostały powiązane z koncepcjami „rozwoju”, „postępu”,
czyli polityką stopniowych, „racjonalnych”
zmian, wprowadzanych i gwarantowanych
przez liberalne państwo. Państwo, legitymizowane przez lud zyskało także przywilej
Recenzje
wykluczania „klas niebezpiecznych”, a więc
tych, których postulaty mogłyby zagrozić
stabilności systemu-świata. Także konserwatyści i radykałowie, oczywiście realizując odmienne cele, dążyli do wzmocnienia
państwa co, w sposób dla nich niezamierzony, wzmacniało także liberałów, dając im
dominację w geokulturze.
W ten sposób Wallerstein interpretuje najważniejsze wydarzenia XIX w., m.in.:
rewolucję belgijską, rewolucję lipcową,
Wiosnę Ludów, wprowadzenie i zniesienie
ustaw zbożowych w Wielkiej Brytanii oraz
niezwykle pouczający przypadek wzlotu
i upadku francuskiego banku Crédit Mobilier. Narracja Wallersteina jest w tym względzie precyzyjna i oszczędna, konsekwentnie pomija on opis przebiegu wydarzeń,
by skupić się na przyczynach i konsekwencjach zjawisk.
Jednak momentami wyjaśnienia Wallersteina są nieprzekonujące. Po pierwsze, dlatego, że Wallerstein co rusz spycha na margines wszelkie argumenty, które mogłyby
świadczyć na rzecz falsyfikacji teorii systemów-światów. Wypomniał mu to zresztą przed laty Francis Fukuyama, recenzując After Liberalism na łamach Foreign Affairs. Czytając teraz The Modern World-System IV znów można odnieść wrażenie, że
niemal wszystkie wydarzenia XIX w. przemawiają na korzyść teorii systemów-światów, łącząc się w jedno, prawie perfekcyjnie
spójne wyjaśnienie.
Po drugie, Wallerstein koncentruje się
niemal wyłącznie na Francji i Wielkiej Brytanii, ledwie zahaczając o inne kraje rdze-
331
nia. Uzasadnienie autora jest proste: skoro rywalizacja geokulturowa toczyła się
w pierwszej kolejności w Wielkiej Brytanii,
we Francji oraz między nimi, to właśnie te
kraje należy omówić, a na resztę nie ma już
miejsca. Nawet jeśli geokultura kształtowała się przede wszystkim w Wielkiej Brytanii i we Francji, to to, jak wyglądała reakcja
na polityczne metastrategie rdzenia na peryferiach systemu-świata jest co najmniej
równie interesujące; a i źródeł przecież nie
brakuje. W recenzowanej książce Wallerstein na ten temat milczy, ale dzięki temu
otwiera ciekawe pole badawcze dla innych.
„ Michał Bukowski
Vincent Miller, Understanding Digital
Culture, Sage, London 2011, ss. 254.
Nauka o komunikowaniu podlega w ostatnich latach niezwykle dynamicznym zmianom. Znaczna część badań skupia się na
komunikacji zapośredniczonej przez nowe
media, jako że to właśnie ten jej kanał rozwija się najszybciej i wywołuje najbardziej
widoczne rezultaty. Podział na sferę „realną” – to, co prawdziwe, mierzalne i rzeczywiste, oraz „wirtualną” – to, co złudne, płynne, odrealnione, zatracił znaczenie. Cyberprzestrzeń i aktywności, które są w niej podejmowane, mają realne skutki, odczuwalne gospodarczo, społecznie i politycznie. Internauci wytworzyli już określone procedury, reguły, normy postępowania, składające się na swoistą kulturę – jej zrozumienie
obrał za cel Vincent Miller w swojej pracy
Understanding Digital Culture, opublikowa-
332
Recenzje
nej w 2011 r. nakładem wydawnictwa Sage,
kluczowego na światowym rynku publikacji z zakresu nauki o komunikowaniu, publikującego również prace takich autorów,
jak Manuel Castells, Anthony Giddens czy
Denis McQuail.
Praca Millera jest jedną z najnowszych
i najpełniejszych monografii, obejmujących
wpływ Internetu i nowych technologii komunikacyjnych w sposób tak obszerny,
systematyczny i – wydawałoby się – zbliżony do całościowego sposób. Nie należy,
rzecz jasna, zapominać choćby o Teorii komunikowania masowego Denisa McQuaila,
w ostatnich wydaniach uzupełnionej o obszerną część dotyczącą Internetu i jego implikacji czy pozycji Nowe nowe media Paula
Levinsona, w znacznej mierze poświęconej
praktycznym aspektom oddziaływania sieci
na funkcjonowanie sfery offline. Praca Millera wydaje się jednak w ciekawy i możliwie aktualny sposób łączyć pogłębioną analizę problemu badawczego z jego praktyczną egzemplifikacją.
Understanding Digital Culture podzielono na dziewięć rozdziałów, ujętych w trzy
sekcje, poprzedzonych obszernym wstępem, w którym autor, nawiązując do wywodu Raymonda Williamsa, poświęconego
zmianom, które telewizja wywołała w kulturze1, wykłada swój punkt widzenia na podobną ewolucję, która dokonała się za pośrednictwem lub raczej przy wykorzysta-
1
R. Williams, Television: Technology and Cultural
Form, London 1990, s. 11–12.
niu Internetu. Miller rozwija myśl Williamsa w kontekście takich kategorii, jak determinizm społeczny i technologiczny, rozszerzenie przestrzeni przepływów, superstruktury i infrastruktura komunikacyjna.
Pierwszą z sekcji poświęcono ostatniemu z wymienionych zagadnień, poruszając kwestię technologicznych i ekonomicznych kontekstów, z których wynikają innowacyjne aspekty kultury cyfrowej, jak określa ją Miller. W ramach tejże sekcji kolejne rozdziały dotyczą kluczowych cech mediów cyfrowych, takich jak sieciowość, interaktywność, hipertekstualność, automatyzacja; ekonomicznych podstaw ery informacji – Miller porusza tu takie wątki, jak
postfordyzm, globalizacja, przestrzeń przepływów, „bezczasowy czas”, ekonomia sieci,
usieciowienie przedsiębiorstw, „feudalizm
informacyjny”. Ostatni rozdział pierwszej
sekcji w całości dotyczy zagadnienia konwergencji, którą Miller obszernie i wyczerpująco definiuje, przekładając ją na takie
obszary, jak tworzenie cross-mediów, kultura mediów partycypacyjnych czy kolektywna inteligencja. Autor opiera się tu na stanowiskach takich badaczy, jak Lev Manovich,
Roland Barthes, Gilles Deleuze czy Jean
Baudrillard. Poszukując gospodarczych
podstaw ery informacji, Miller przytacza
twierdzenia i badania Josepha Shumpetera, Manuela Castellsa, Daniela Bella. W dyskusji nad konwergencją, autor przedstawia
koncepcję „kultury konwergencji” Henry’ego Jenkinsa w kontekście praktyk partycypacyjnych w mediach oraz koncept „produżycia” (produsage) Axela Brunsa.
Recenzje
Kolejna sekcja dotyczy socjologicznych
aspektów nierówności, polityki oraz prywatności i sposobów ich ujmowania w erze
informacyjnej. Miller przedstawia problem
nierówności w kontekście podziałów cyfrowych, dowodząc, że wykluczenie w tym zakresie wynika nie tylko z braku dostępu
do odpowiedniej infrastruktury, lecz także społeczno-kulturowych wzorców wykorzystywania Internetu. Badacz śledzi także ewolucję pojęcia prywatności i sposobu,
w jaki rozwój nowych technologii wpływa
na jej zachodnią koncepcję. Miller porusza
także niezwykle istotną z punktu widzenia badań nad usieciowionym społeczeństwem obywatelskim kwestię aktywności
społeczno-politycznej w Internecie, badając
jak prowadzone są działania obywatelskie
w Sieci i poddając krytyce dotychczasowe
badania nad nowymi ruchami społecznymi, zestawiając je z zagadnieniem „cyberprotestów”, mających coraz większe znaczenie socjopolityczne i opartych właśnie na
zdecentralizowanych sieciach społecznych.
Ostatnia, trzecia sekcja skupia się na zagadnieniu kultury w społeczeństwie informacyjnym. Miller bada tu zagadnienia tożsamości i wspólnoty, postrzeganych przez
pryzmat kultury cyfrowej, przedstawiając sposób, w jaki elementy te są ujmowane w „codziennych kontekstach kultury cyfrowej”2. Warto podkreślić nowatorskie podejście do koncepcji społeczności w Sieci –
Autor w rzetelny sposób przedstawia do2
V. Miller, Understanding Digital Culture, New
York 2011, s. 10.
333
tychczasową dyskusję wokół tego zagadnienia, dotyczącą roli przestrzeni w formowaniu się relacji i organizacji społecznych oraz ewolucji owych relacji w zależności od zmian w przestrzeni, korygując
ją o własne wnioski, powiązane z funkcjonowaniem przedmiotu badań w Internecie. Pojęcie „społeczności” jest dyskutowane i osadzone w kontekście pojęcia mobilności oraz indywidualizmu, a finalnie zestawione (a raczej skontrastowane) z pojęciem
sieci. Miller dochodzi do wniosku, że najlepszym sposobem postrzegania zarówno
sieciowych, jak i pozasieciowych współczesnych form przynależności jest uznanie ich
raczej za aprzestrzenne sieci niż za społeczności. Autor porusza również kwestię znaczenia sieci społecznych, blogowania i mikroblogowania dla ustalania i utrzymywania ładu w społeczeństwie sieciowym.
Miller w Understanding Digital Culture
stawia sobie szeroko zakrojone cele: stworzyć zbalansowaną, niemniej krytyczną
ocenę ekonomicznego, społecznego i kulturalnego wymiaru społeczeństwa informacyjnego; usytuować kwestię rozwoju
społeczeństwa informacyjnego w ramach
szerszej debaty dotyczącej globalizacji, indywidualizacji i konsumeryzmu; podkreślić i skontekstualizować rosnące znaczenie
mobilnych, bezprzewodowych i konwergencyjnych technologii medialnych w codziennych czynnościach; zbadać nowe wyzwania, które rozwój społeczeństwa informacyjnego stawia tradycyjnym kategoriom
społeczno-kulturowym, takim jak nierówność, władza, tożsamość, społeczność, przy-
334
Recenzje
należność; prześledzić transformację form
kulturowych, powiązanych z rozwojem nowych mediów oraz przywołać serię przykładów, ilustrujących wysnute przez autora wnioski.
Recenzowana praca jest czymś więcej
niż tylko kolejną książką, poświęconą społecznym aspektom nowych mediów. Miller
uważnie śledzi wpływ nowych, cyfrowych
mediów na współczesną kulturę i inne
aspekty życia społecznego. Praca łączy społeczno-ekonomiczne analizy społeczeństwa
informacyjnego z, właściwym studiom kulturowym, podejściem do tworzenia, wykorzystania i „konsumpcji” cyfrowych mediów i multimediów.
Understanding Digital Media to ciekawa,
naukowa pozycja, kompleksowo traktująca
o większości aspektów, jakich dotyka „kultura cyfrowa” – od profilowania baz danych
po motywacje, prowadzące do cyberseksu.
Vincentowi Millerowi udało się wykroczyć
ponad klasyczne medioznawstwo i połączyć różne dziedziny, dzięki czemu uzyskał złożony, wyważony obraz społecznego, kulturowego i ekonomicznego wymiaru społeczeństwa informacyjnego. Miller
skutecznie łączy zniuansowany teoretyczny namysł nad usieciowieniem życia społecznego z empirycznymi studiami przypadku, analizującymi współczesne zjawiska, charakteryzujące społeczeństwa ery
informacji. Pole badawcze książki jest niezwykle szerokie, sięgające od zagadnienia
nierówności cyfrowych do emergencji nowych form cyberpolityki. Autorowi udaje się jednak uniknąć chaosu poznawcze-
go i – co częste przy analizowaniu wielowątkowych problemów – spłycania owych
wątków i ich pobieżnej analizy.
Pracę Millera, z uwagi na poruszaną tematykę, lecz także przejrzystość treści,
przystępność języka, który wszakże, z uwagi na materię specjalistyczną, mógłby stanowić przeszkodę w odbiorze książki, oraz
różnorodność poruszanych wątków, można polecić zarówno badaczom zajmującym się komunikowaniem oraz medioznawstwem, jak i studentom, lecz także innym osobom zainteresowanym tematyką
nowych mediów, chcącym poszerzyć swoją
wiedzę w tej kwestii. Understanding Digital
Culture to cenne kompendium wiedzy o cechach nowych mediów oraz skutkach, które
wywołuje ich rozwój, wzbogacone o studia
przypadków, poświęcone ostatnim zjawiskom w cyberprzestrzeni – obwołane sukcesem na anglojęzycznym rynku wydawniczym, przełożone na język polski bez wątpienia wzbogaciłoby również lokalny rynek.
„ Marta Dorenda-Zaborowicz
Łukasz Dominiak, Wartość wspólnoty.
O filozofii politycznej komunitaryzmu.
Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2010, ss. 351.
Wartość wspólnoty. O Filozofii politycznej komunitaryzmu Łukasza Dominiaka
jest jedną z niewielu prób w polskiej literaturze poświęconej kwestii komunitaryzmu, a na pewno jedną z pierwszych traktującą temat w tak szerokim spektrum. Autor wskazuje w jaki sposób należy rozpo-
Recenzje
cząć proces poszukiwania odpowiedzi na
takie pytania: Czym jest komunitaryzm? Na
czym polega? Jakie m.in. występują różnice w postrzeganiu przez Twórców tej jednej
z najnowszych teorii politycznych.
Ł. Dominiak, stwierdza, że „zasadniczym
i najogólniejszym przedmiotem niniejszej
książki jest komunitaryzm jako samodzielny nurt filozoficzny”. Dodatkowo podkreśla
też, że „rudymentarnym problemem, który
związany jest z przedmiotem naszych dociekań, jest fakt, iż zarówno w zagranicznej,
jak i polskiej literaturze przedmiotu brak –
co musi budzić zdziwienie, i irytację – zgody co do, tego czym jest komunitaryzm”.
Stwierdza również, że „komunitaryzm jest
nurtem antyliberalnym we współczesnej anglosaskiej filozofii politycznej powstałych
w latach 80. XX w., afirmującym wspólnotę jako niezbędną do osiągnięcia przez jednostkę wymiaru moralnego zakorzenienia”,
a jako głównych twórców postrzega: Alasdaira MacIntyrea, Michaela Sandela, Charlesa Taylora, Michaela Walzera. Autor powołuje się również na źródła literatury z krajów romańskich, iberoamerykańskich oraz
polskich (m.in: Andrzeja Szahaja, Jednostka czy wspólnota?”, Rafała Prostaka Rzecz
o sprawiedliwości. Komunitarystyczna krytyka współczesnego liberalizmu amerykańskiego; Jacka Bartyzela, Konserwatyzm bez
kompromisu. Studium z dziejów zachowawczej myśli politycznej w Polsce w XX wieku
oraz Anetę Gawkowską„Komunitaryzm czy
Biorąc wspólnotę poważnie?).
Pierwsza część pracy to: teoretyczno- lub
metodologiczno-terminologiczna (stanowi
335
ją rozdział I); druga to interpretacyjna składająca się z czterech rozdziałów, ale autor
mylnie podaje liczbę pięć (s. 16 pierwszy
akapit) jako określającą część drugą (w tym
przypadku dzieło musiałoby mieć 6 rozdziałów) i zakończenia.
Autor stara się przedstawić komunitaryzm w sposób możliwie szeroki. Przeprowadza m.in. genezę użycia terminu, po raz
pierwszy, zapożyczenia z języka anglosaskiego oraz prawidłowości jego stosowania
w języku polskim. Wskazuje na występowanie nurtu w innych krajach, m.in.: Argentynie, Chile, Belgii, Boliwii, Francji, Hiszpanii,
Kolumbii, Niemczech.
O polskim nurcie autor stwierdza, że
„w krajowej literaturze przedmiotu nie
podjęto dotychczas problematyki polskich
komunitarystów” w odniesieniu współczesnego znaczenia pojęcia komunitaryzmu. Czy tak jest do końca? Niemniej jednak wskazuje on na historyczne ślady od
1937 r., nie dookreślając precyzyjniej o jakie wydarzenie chodziło (możliwe, że odnosi się do kwestii powstania Klubu Demokratycznego powstałego z inicjatywy
Kwaśniewskiego, które przekształciło się
w 1939 r. w Stronnictwo Demokratyczne).
Wyraża wątpliwość: „Jednak analizując dynamikę ruchu polskich komunitarystów,
należałoby wyrazić wątpliwość, czy projekt
ten ma jakiekolwiek szanse powodzenia”.
Jako pierwszą polską organizację praktycznie w pełni przyjmującej założenia komunitaryzmu, która powstała 1 kwietnia 2006 r.,
jest stowarzyszenie Polscy Wolni Demokraci. I właściwie kończy proces analizy pol-
336
Recenzje
skiego ruchu, nie rozwija wzmianek, które
wymienia odnośnie innych prób stworzenia tychże organizacji.
Dominiak angażuje się w proces analizy logicznej oraz wyciąga ostateczne wnioski w oparciu o badania metodologiczne
w kwestii komunitarianie czy komunitaryści. Stara się pokazać na przykładach rozważań, że to właśnie jego wnioski są prawidłowe i że termin komunitaryzm jest właściwy. Przytoczenie Komunitarystycznej
Platformy Programowej (swoistego manifestu politycznego), aby wskazać źródło idei.
Alasdaira MacIntyre’a komunitaryzm bez
kompromisu. Ł. Dominiak pisze: „zasadniczym szczegółowym przedsięwzięciem teoretycznym tego rozdziału jest wypracowanie hermeneutycznej hipotezy wąskiej racjonalności, która pozwala odrzucić część
stanowisk imputujących MacIntyre’owi relatywizm i stworzyć szerszą matrycę interpretacyjną jego filozofii”.
Projekt oświeceniowy i zamęt moralny współczesności – Dominiak analizuje
i odnosi się tu do słów Alasdaira MacIntyre’a głównie w oparciu o Dziedzictwo cnoty i Whose Justice? Which Rationality? poruszając się w przedziale od Arystotelesa
przez Marcina Lutra, Machiavellego, Thomasa Hobbsa, Diderot’a, Hume’a, Immanuela Kanta do Sørena Kirkegaarda. Wykazuje, że „załamanie się kolejnych prób uniwersalnego i racjonalnego uzasadnienia moralności prowadzi w konsekwencji do pojawienia się teorii emotywistycznych…”, „innymi słowy, skutkiem niepowodzenia projektu oświeceniowego jest całkowity upadek
moralności, którego filozoficznym źródłem
są metaetyczne koncepcje emotywistyczne”.
Wokół emotywizmu i jaźni emotywistycznej – rozwija teorię emotywistyczną
i przybliża istotę materii w odniesieniu do
pozytywizmu i słów MacIntyre’a. Dominiak
przyznaje tu rację autorowi Dziedzictwa
cnoty, mówiąc: „argumenty krytyczne autora … demaskują fałszywość i ideologiczny charakter głównych nurtów intelektualnych modernizmu. Jednak zasadnicze źródło kryzysu widzi MacIntyre w Oświeceniu.
Perfekcjonistyczny komunitaryzm Michaela Sandela – Ł. Dominiak stara się
przybliżyć postać, koncepcję filozofii i wejść
w polemikę z twórcą Liberalism and the Limits of Justic. Autor w Republikanizm Michaela Sandela w świetle pytania o dobro,
przedstawia tu koncepcję republikańską,
dopełnia w pewien sposób i naświetla obraz propozycji M. Sandela.
Dominiak porusza również Problem homoseksualizmu w kontekście idei szerszego
rozumu publicznego i agatologicznej równowagi refleksyjnej i bioetyki w odniesieniu do liberalnego języka moralnego oraz
mocnego republikanizmu.
Komunitaryzm Charlsa Taylora w obronie modernitas – analiza koncepcji przeprowadzona przez autora doprowadza
do wniosku, że istnieje podobieństwo do
trzech poprzednich koncepcji myślicieli komunitarystów: MacIntyre’a, Sandela i Walzera. Tworzy dwie osie porównawcze, na
których usytuowani zostają czterej Twórcy.
Taylor, podobnie jak MacIntyre, koncentruje się głównie na dziejach kultury moral-
Recenzje
nej, a nie na liberalizmie, jak Sandel i Walzer. Autor Źródła podmiotowości. Narodziny tożsamości nowoczesnej czy The Modern Identity, bada dzieje kultury moralnej
od zarania w starożytnej Grecji po współczesność. Taylor odcina się od tych krytyków nowoczesności, którzy nie dostrzegając
moralnej siły ideałów właściwych modernitas odrzucają ją w całości, ponieważ dobro, które wydaje się być zmarginalizowane
lub zapomniane ukazują jako zło istotowe,
jako nienaprawialne czy nie warte negocjacji. Za Andrzejem Szahajem Jednostka czy
wspólnota?, Dominiak stwierdza, że „Taylor
opowiada się więc za republikańską korektą
liberalizmu, której przesłanką jest korekta
ontologiczna, którego bohaterem jest holistyczny indywidualista”. Ł. Dominiak wskazuje na niezgodę między republikanizmem
Taylora a liberalizmem proceduralnym powstałą na gruncie koncepcji wolności i patriotyzmu. Dodatkowo podkreśla, że Taylor krytykuje przede wszystkim neutralizm
w odniesieniu do patriotyzmu.
Autor przyznaje prymat taylorowskiej
koncepcji antropologicznej, jako jednej
z największych i najdonioślejszych w XX w.
Podsumowuje słowami: „Rozum instrumentalny odpowiedzialny jest więc za zasadnicze malaises nowoczesności – utratę
horyzontów moralnych, zniszczenie teleologicznej orientacji jaźni (o czym Taylor
pisze wprost w Etyce autentyczności), atomizm i utratę wolności – choć przyczyny
owych bolączek są bardziej złożone, to negatywna rola rozumu instrumentalnego jest
tu kluczowa”.
337
W dalszej części autor idzie „w stronę
szerszego pojęcia moralności”. Próbuje odpowiedzieć na pytania: Jaki dokładnie mają
charakter ramy pojęciowe Taylora? Czym są
prawdziwe ideały moralne? Jaką naturę ma
rozumowanie praktyczne? Podejmuje się
próby ostatecznego naświetlenia myśli autora Źródeł podmiotowości. Robi to w sposób rzeczowy i merytoryczny.
Podjęcie próby odpowiedzi na pytanie
czy Walzer jest komunitarystą, czy może
raczej liberałem? Przedstawienie koncepcji „sprawiedliwości sferycznej” oraz próba
rekonstrukcji koncepcji jaźni.
Idąc za słowami Andrzeja Szahaja, autor pracy stwierdza, że Walzer w odmienny sposób podchodzi do komunitaryzmu
niż MacIntyre, ponieważ jego komunitaryzm jest komunitaryzmem kompromisowym, ale kompromisowym wobec liberalizmu; polegającym „na przychylnym nastawieniu do liberalizmu jako myśli politycznej wyrażającej względnie adekwatnie samorozumienie naszej kultury zachodniej”.
Dominiak przechodząc przez metodologiczny charakter krytyki liberalizmu w myśli Walzera, przedstawia w możliwie skrupulatny sposób kwestię pojmowania i rozwijania myśli liberalnej.
Przeciw uniwersalistycznej metodologii
w refleksji nad sprawiedliwością, zawiera
stwierdzenie, że „Walzer argumentuje, iż liberalizm nie jest w wystarczającym stopniu
kompatybilny z samorozumieniem kultury zachodniej i że owa niekompatybilność
związana jest z ograniczonym egalitaryzmem i demokratyzmem liberalizmu”. Au-
338
Recenzje
tor pracy, wskazuje również na fakt tworzenia przez autora Interpretacji i krytyki społecznej, teleologicznej koncepcji moralnej,
w której stwierdza, iż dobro jest ważniejsze wobec sprawiedliwości i to jego charakter decyduje, jakie zasady dystrybucji
są słuszne.
Uwagi o relatywistycznych implikacjach
filozofii politycznej Michaela Walzera,
przedstawia tu przykłady sprawiedliwości
i społeczeństw sprawiedliwych oraz moralności, dochodząc do tematyki wojny sprawiedliwej, ale tylko sygnalizując ten aspekt,
bez rozwijania i zagłębiania.
Podsumowanie stanowi merytoryczne
zakończenie tematyki poruszanej w dziele.
Twórca pracy w sposób przejrzysty i dostępny rozwija wątki oraz przedstawia metodologicznie dążenie do uzyskania wniosków.
Wartość wspólnoty. O Filozofii politycznej
komunitaryzmu jest pracą, w której autor
obszernie podchodzi do kwestii komunitaryzmu. Opiera on swe dociekania na różnych płaszczyznach, łącząc aspekty z różnych dziedzin, dokonując merytorycznego wyjaśnienia i podsumowania w logiczny sposób. Czy autor odpowiada nam na
wszystkie pytania? Czy jest w stanie rozwiać wszelkie wątpliwości metodologiczne,
terminologiczne, ideologiczne, filozoficzne?
Czy jest to możliwe żeby na przestrzeni jednej pracy można było stwierdzić, że wszystko zostało wyjaśnione, opisane i zrozumiane? Fakt, iż autor porusza zagadnienia z obszarów: filozofii, socjologii, logiki, politologii i innych nauk społecznych, stanowi dodatkowy atut i podnosi atrakcyjność dzie-
ła, ponieważ jest bardzo dobrym materiałem i punktem odniesienia dla wszystkich
chcących przybliżyć kwestię filozofii komunitaryzmu. Praca, pomimo pewnych niedoskonałości (brak bibliografii, skorowidzu
nazwisk), jest zdecydowanie godna uwagi i z pewnością stanowić będzie materiał
obowiązkowy dla przyszłych pokoleń studentów nauk społecznych, tym bardziej, że
zawiera wiele zaskakujących narracyjnych
zabiegów, które przeprowadzają nas przez
proces analizy poszczególnych wątków. Publikacja jest doskonałym źródłem wiedzy
i jako bardzo dobra, jest pierwszą pozycją
na polskim rynku wydawniczym, która aż
w tak szerokim i kompleksowym zakresie
podchodzi do tematyki komunitaryzmu.
Można umieścić ją pośród takich pozycji,
jak Komunitarianie. Wybór tekstów Pawła
Śpiewaka i innych.
„ Jędrzej Fostiak
M. Chmaj, W. Skrzydło, System wyborczy w Rzeczypospolitej Polskiej,
Wydawnictwo Lex, Warszawa 2011,
ss. 182.
W 2011 r. nakładem Wydawnictwa Lex
ukazało się długo oczekiwane czwarte wydanie książki zatytułowanej System wyborczy w Rzeczypospolitej Polskiej, które
uwzględnia uchwaloną w 2011 r. kodyfikację prawa wyborczego. Autorami prezentowanego opracowania są dwaj wybitni polscy konstytucjonaliści.
Wiesław Skrzydło jest doktorem honoris
causa Uniwersytetu im. I. Franko we Lwo-
Recenzje
wie, był prorektorem Uniwersytetu Marii
Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Jest wieloletnim redaktorem naczelnym „Przeglądu Sejmowego” oraz stosunkowo nowego, „Przeglądu Prawa Konstytucyjnego”. W. Skrzydło opublikował kilkadziesiąt
monografii, m.in. O partii i systemach partyjnych, Ustrój polityczny PRL, Ustrój polityczny Francji, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, Ustrój polityczny
RP w świetle Konstytucji z 1937 roku, Leksykon wiedzy o państwie i konstytucji. Jest
współautorem i redaktorem ponad dwustu
prac, w tym: Ustrój i struktura aparatu państwowego i samorządu terytorialnego, Prawo konstytucyjne, Polskie prawo konstytucyjne, Ustroje państw współczesnych.
Marek Chmaj jest autorem lub współautorem ponad dwustu publikacji książkowych, które dotyczą szeroko pojętego systemu konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej. Jest też redaktorem kilkudziesięciu innych prac. Pełni również m.in. funkcję eksperta Sejmu RP i Senatu RP oraz Instytutu
Spraw Publicznych.
Warto przypomnieć, że w okresie III RP,
do chwili uchwalenia Kodeksu wyborczego1 obowiązywało kilkanaście ustaw wyborczych. Jak pokazała praktyka polskiej
sceny politycznej, postanowienia ordynacji
wyborczych zmieniano najczęściej i naj1
Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. Kodeks wyborczy,
Dz.U. Nr 21, poz. 112. Prezydent RP podpisał ja w dniu
19 stycznia 2011 r. Zob. „Przegląd Prawa Konstytucyjnego” 2001, nr 3 (7), Toruń 2011; Ustawa z dnia
5 stycznia 2011 r., Przepisy wprowadzające ustawę
Kodeks Wyborczy, (Dz.U. Nr 21, poz. 113).
339
chętniej w obliczu zbliżających się wyborów. Część z nich nawet została wykorzystana tylko jeden raz. Co więcej, zapał reformatorski motywowany był z reguły interesem partyjnym. W rezultacie zwolenników w doktrynie zyskiwał pogląd wskazujący na potrzebę kompleksowego uregulowania w jednym akcie prawnym całej materii wyborczej. Ten pogląd wyrażali m.in.
Jerzy Buczkowski, Krzysztof Skotnicki, Arkadiusz Żukowski.
Prace nad Kodeksem w sejmowej Komisji Nadzwyczajnej ds. Ordynacji Wyborczych trwały od 2009 r. Po wielu ożywionych
dyskusjach w gronie konstytucjonalistów,
wspieranych przez Instytut Spraw Publicznych, w dniu 1 sierpnia 2011 r. wszedł w życie nowy akt prawny, który reguluje tryb
przeprowadzania wyborów w Polsce2. Ce2
Choć nie obyło się to bez problemów. Kodeks
wyborczy jeszcze przed wejściem w życie był bowiem
wielokrotnie nowelizowany. Zob. 1. nowelizacja ustawy z dnia 3 lutego 2011 r. (Dz.U. Nr 26, poz. 134),
2. nowelizacja z dnia 1 kwietnia 2011 r. (Dz.U. Nr 94,
poz. 550), 3. nowelizacja z dnia 15 kwietnia 2011 r.
(Dz.U. Nr 102, poz. 588) i 4. nowelizacja z dnia
27 maja 2011 r. (Dz.U. Nr 147, poz. 881). Ponadto
konstytucyjność wielu jego postanowień była przedmiotem oceny Trybunału Konstytucyjnego, który
rozpatrywał m.in. kwestie: terminu vacatio legis nowej
regulacji, głosowania przez pełnomocnika i głosowania korespondencyjnego, zakazu używania w kampanii przez sztaby wyborcze bilbordów o powierzchni
większej niż 2 m², płatnych spotów wyborczych
w radiu i telewizji, JOW-ów. Patrz: orzeczenie TK
z dnia 20 lipca 2011 r. (K 9/11, Dz.U. Nr 149, poz. 889).
W ocenie sędziów TK niekonstytucyjne były te regulacje Kodeksu Wyborczego, które przewidywały
możliwość przeprowadzenia dwudniowych wyborów
do Sejmu i Senatu oraz na urząd Prezydenta RP,
340
Recenzje
lem nowej regulacji jest stabilizacja3 i unowocześnienie polskiego prawa wyborczego (m.in. wprowadzono jednomandatowe
okręgi wyborcze w wyborach do Senatu RP,
możliwość głosowania korespondencyjnego dla Polaków przebywających za granicą,
możliwość przez pełnomocnika dla wyborców niepełnosprawnych i powyżej 75 roku
życia, ujednolicono godziny otwarcia lokali wyborczych, określono procedury finansowania kampanii wyborczych)4.
Warto w tym miejscu odnotować, i choć
niewątpliwie przyjęcie Kodeksu5 wyborczego należy ocenić pozytywnie, to jednak zdaniem wielu przedstawicieli doktryny, ustawodawcy nie udało się uniknąć wad. Błędem jest niewątpliwie to, że ustawodawca nie przyjął wielu zgłaszanych wcześniej
wprowadzały zakaz używania w kampanii wielkoformatowych bilbordów oraz zakaz płatnych ogłoszeń
wyborczych w radiu i telewizji. TK za sprzeczne
z Konstytucją RP uznał również te postanowienia
ustawy – Przepisy wprowadzające Kodeks Wyborczy,
które wiązały termin wprowadzenia w życie nowej
regulacji kodeksowej z terminem zarządzenia
wyborów.
3
Zob. A. Rakowska, K. Skotnicki, Kodeks wyborczy jako szansa na stabilizację prawa wyborczego, (w:)
Księga pamiątkowa z okazji obchodów 20-lecia wolnych wyborów w Polsce, Warszawa 2011, s. 107–120.
4
Zob. J. Zbieranek, Kodeks wyborczy: We wszystkich wyborach będą jednolite zasady głosowania, „Gazeta Prawna”, 16.02.2011, http://prawo.gazetaprawna.
pl/artykuly/487592, kodeks_wyborczy_we_wszystkich_wyborach_beda_jednolite_zasady_glosowania.
html?utm_source=feedburner&utm_medium=feed&utm_campaign=Feed%3A+GazetaPra wnaPrawo+(Gazeta+Prawna+-+Prawo+i+wymiar+spra
wiedliwosci).
5
Od. łac. codex, co oznacza księga, zbiór prawa.
postulatów dotyczących reformy prawa wyborczego, np. nie wprowadzono, wzorem innych państw europejskich, centralnego rejestru wyborców. Jak wskazuje Piotr Uziębło, w dalszym ciągu poza regulacją kodeksową pozostaje również szereg innych ważnych kwestii, które wiążą się z organizacją
wybór. W nowym akcie należało więc również zamieścić m.in. problematykę partii
politycznych oraz referendów. Po drugie,
jak zauważa P. Uziębło, wiele z przyjętych
rozwiązań przeniesiono do tekstu Kodeksu bez poważniejszej, merytorycznej debaty nad nimi. Mimo wszystko, nowy Kodeks
wyborczy zwiększa „transparentność problematyki wyborczej w Polsce”6.
Fakt uchwalenia Kodeksu wyborczego
zmienił i uporządkował istniejące w Polsce prawo wyborcze. Z tego właśnie powodu tak obecnie ważne i potrzebne jest przygotowane przez M. Chmaja i W. Skrzydłę
opracowanie zatytułowane System wyborczy w Rzeczypospolitej Polskiej.
Co jest istotne dla każdego Czytelnika,
szata graficzna recenzowanej książki jest
przejrzysta i czytelna. Konstrukcja pracy,
ułożenie rozdziałów są zaś spójne i logiczne. Recenzowana praca składa się z dziewięciu części. W rozdziale pierwszym autorzy przedstawili ogólnie kwestie związane z demokracją bezpośrednią i pośrednią. Poruszono tu m.in. zagadnienia związane z funkcjami wyborów oraz manda6
P. Uziębło, Wprowadzenie do Kodeksu wyborczego, „Przegląd Prawa Konstytucyjnego” 2011, nr 3 (7),
Toruń 2011, s. 7.
Recenzje
tem przedstawicielskim. W tej części pracy omówiono również funkcje wyborów
oraz scharakteryzowano mandat przedstawicielski. Rozdział drugi to szeroki wykład
poświęcony przedstawieniu zasad polskiego prawa wyborczego (tj. zasady powszechności, równości, bezpośredniości, tajności
głosowania, wyborów większościowych
oraz proporcjonalnych). W rozdziale trzecim monografii omówiono wszelkie kwestie związane z organizacją wyborów oraz
głosowania, protestami wyborczymi, administracją wyborczą, jak również przedstawiono zasady finansowania kampanii
wyborczej. Rozważania na temat systemu
wyborczego do polskiego Sejmu oraz Senatu RP zawarto odpowiednio w rozdziale
IV i V pracy. Wybory na urząd Prezydenta RP, do Parlamentu Europejskiego, do organów stanowiących samorządu terytorialnego oraz na urząd wójta, burmistrza, prezydenta miasta omówiono natomiast kolejno w rozdziałach od szóstego do dziewiątego.
Omawiana prawa ukazała się w serii
akademickiej wydawnictwa Lex a Wolters Kluwer business. Mimo wszystko jednak pewien niedosyt pozostawia fakt pominięcia w pracy kwestii ocennych nowej
regulacji kodeksowej. Tym bardziej, że Autorzy pracy, jako uznane autorytety z dziedziny prawa, wielokrotnie publicznie przy
różnych okazjach prezentowali własne opinie dotyczące Kodeksu. W moim przekonaniu w kolejnym wydaniu książki warto także przybliżyć Czytelnikowi stanowiska innych przedstawicieli doktryny w tej mate-
341
rii. Może to być o tyle interesujące, że zmieniła się nam perspektywa, która pozwala recenzować zastosowanie w praktyce nowego
aktu wyborczego.
Jak już wcześniej wspomniano, atutem
omawianej publikacji jest aktualność prezentowanych informacji oraz imponująca bibliografia, którą autorzy wykorzystali w pracy. Co warto podkreślić, na końcu
każdego rozdziału zamieszczono wykaz literatury, z której korzystano podczas opracowywania danej części monografii.
Niezaprzeczalnym walorem recenzowanej książki jest również prosty, acz rzeczowy język pozbawiony naukowego zacięcia,
którym posługują się badacze. Co ważne,
ten sposób narracji nie umniejsza wartości
pracy. Wręcz przeciwnie, autorzy posiedli
umiejętność wyjaśniania skomplikowanych
kwestii prawnych w przystępny sposób.
Dzięki temu System wyborczy w Rzeczypospolitej Polskiej to praca, która powinna zainteresować znawców tej materii. Może być
również ciekawą propozycją dla tych czytelników, którzy interesują się polską sceną polityczną. Prezentowana monografia
to aktualne i przejrzyste kompendium informacji na temat wyborów w Polsce, która
może być wykorzystana tak przez pracowników naukowych, polityków, dziennikarzy,
publicystów, ale też studentów i uczniów zainteresowanych tą problematyką.
W moim przekonaniu, System wyborczy
w Rzeczypospolitej Polskiej to udana próba
całościowego przedstawienia problematyki wyborczej w Polsce. Reasumując, jest
to książka wartościowa poznawczo, która
342
Recenzje
wkomponowuje się w istniejącą już w tym
zakresie literaturę przedmiotu, poważnie ją
przy tym uzupełniając. Jest to jednak także
po prostu ciekawa lektura.
„ Joanna Marszałek-Kawa
Danuta Karnowska, Spór o wspólnoty. Idee komunitarystyczne we współczesnej polskiej myśli politycznej, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń
2011, ss. 320.
Dokonanie konceptualizacji pojęcia komunitaryzm jest trudne z uwagi na złożony charakter zjawiska. Wskazana trudność
znajduje odzwierciedlenie w braku zgody wśród badaczy na płaszczyźnie rozważań o jego naturze i cechach dystynktywnych. W ramach podejmowanych w dyskursie, zarówno na gruncie polskim, jak
i w ujęciu ogólnoświatowym, prób eksplikacji zjawiska, nie pozostawia wątpliwości jedynie fakt istnienia jej konstytutywnej właściwości, czyli relacji zachodzących
pomiędzy jednostką a wspólnotą. Stąd, podejmując się charakterystyki problematyki, trzeba mieć zawsze na uwadze kontekst,
w jakim dochodzi do zainicjowania tychże
relacji, czy kształtowania się więzi. Świadomość istnienia tej zależności zdaje się być
szczególnie ważna w świetle poszukiwania
odpowiedzi na pytania związane z przemianami ustrojowymi rozpoczętymi w Polsce
w 1989 r., które dotyczyły bezpośrednio
kwestii związanych z jednostką oraz wspólnotą. Ze względu na specyfikę sfer: ekono-
micznej, politycznej, czy kulturowej, jakie
zostały objęte jej zasięgiem, wpisane w nie
problemy wspólnoty i jednostki zyskały popularność idącą w parze z ich emocjonalnym i intuicyjnym pojmowaniem. Tak więc,
charakter komunitaryzmu w sferze współczesnej polskiej myśli politycznej będzie zupełnie inny aniżeli w zachodniej, bo uzależniony od podłoża ideowego zdeterminowanego uwarunkowaniami społeczno-politycznymi znamiennymi dla Polski, co również rodzi pewne utrudnienia w definiowaniu zjawiska.
W literaturze koncentrującej się na problematyce związanej z myślą polityczną bez
wątpienia występowała do tej pory pewna
luka wymagająca zagospodarowania, a tym
samym podjęcia próby zbadania i opisania
pewnych istotnych zjawisk, mianowicie relacji zachodzących pomiędzy jednostką
a wspólnotą oraz ich umieszczenia na kanwie współczesnej polskiej myśli politycznej.
Brakowało badań podjętych z perspektywy
pojmowania tychże relacji jako konsekwencji doświadczeń polskiego społeczeństwa.
Uzasadnienia takiego stanu rzeczy należy
się dopatrywać w skłonności badaczy do
poszukiwania odpowiedzi na nieprecyzyjnie postawione pytania wśród teorii skonstruowanych na bazie doświadczeń państw
świata zachodniego. Niemniej jednak w obliczu dokonywania prób recepcji idei komunitarystycznych, czy też spoglądania na
polską scenę polityczną z komunitarystycznej perspektywy, ważne jest uwzględnianie
polskiej spuścizny oraz specyfiki społeczno-politycznej kraju, a nie tylko globalnych
Recenzje
trendów. Interpretacja zjawisk nieuwzględniająca tych czynników, a zwłaszcza wpisanego w nie systemu aksjologicznego warunkującego istnienie symptomatycznego charakteru myśli politycznej, będzie zawsze podstawą do konstruowania fałszywych przeświadczeń dotyczących porządku społeczno-politycznego. Doskonały materiał na wypełnienie opisanej luki stanowi
monografia autorstwa Danuty Karnowskiej
zatytułowana Spór o wspólnoty. Idee komunitarystyczne we współczesnej polskiej myśli
politycznej. Praca ta jest bowiem wolna od
zarysowanych słabości i ograniczeń.
Podjęcie się dokonania opisu problematyki wspólnot przez badaczkę skupiającą swe zainteresowania między innymi
na współczesnej myśli politycznej, transformacji ustrojowej państw Europy Środkowo-Wschodniej, przemianach społecznych i jednocześnie autorkę książki W kierunku liberalizmu? Recepcja idei liberalnych w Polsce w warunkach transformacji
ustrojowej, stanowi niejako naturalną konsekwencję analiz i rozważań opublikowanych przez D. Karnowską w licznych artykułach naukowych i pracach. Dzięki swym
rozległym zainteresowaniom badawczym,
zaprezentowała bowiem szeroką perspektywę ułatwiającą zrozumienie istoty sporu o wspólnoty i dostrzeżenie konieczności pojmowania idei komunitarystycznych
obecnych we współczesnej polskiej myśli
politycznej w sposób kompleksowy, to znaczy z uwzględnieniem wszystkich czynników niezbędnych do ich właściwej interpretacji, zwłaszcza kontekstu społeczno-poli-
343
tycznego. Bez wątpienia dużym walorem,
będącym skądinąd efektem takich, a nie
innych zainteresowań badawczych autorki, jest uwzględnienie roli mentalności Polaków w procesie transformacji ustrojowej
Polski i związanych z tym przemian społecznych stanowiących tło dla podjętych
rozważań.
Tematyka rozprawy nie została ograniczona ramami polityki, lecz dotyczy również społeczeństwa, gospodarki, moralności znamiennej dla danych wspólnot, czy
propagowanych przez nie systemów aksjologicznych. Stanowi to konsekwencję koncentracji badaczki na dokonaniu eksplikacji rodzaju wspólnot wybieranych przez ludzi oraz określeniu miejsca i zadań jednostki w ramach wspólnoty wyróżnionej w myśli politycznej. Zaznaczyła bowiem, że spory o wspólnoty, będące przedmiotem rozważań zawartych w monografii, oraz ich
zakres wpływania na jednostkę determinują kryteria podziałów zarysowujące się
w nurcie myśli politycznej, jakim jest komunitaryzm. Autorka uwypukliła tym samym problemy badawcze dotyczące pojmowania wspólnot i ukazała potrzebę ich analizy i refleksji politologicznej.
W związku z powyższym, głównym celem monografii było wykazanie obecności
idei wspólnoty i jednostki we współczesnej
polskiej myśli politycznej i zdefiniowanie
ich w ujęciu komunitarystycznym. Za ważne należy uznać podporządkowanie celowi
głównemu oraz zrealizowanie celów szczegółowych, czyli odnalezienie w przeanalizowanych dokumentach partii politycznych,
344
Recenzje
decyzjach i działaniach odbicia idei wspólnoty i jednostki oraz ukazanie jej wpływu
na proces kształtowania kultury politycznej społeczeństwa. Szczególnie cenne jest
umieszczenie podejmowanych wątków
w szerszym kontekście społecznym, co stało się istotnym źródłem porównań przytaczanych aspektów rzeczywistości. Innymi
słowy, przyjęcie idei wspólnoty za wzorzec
dyskursu publicznego, dało w konsekwencji
odniesienie dla pojmowania jednostki, roli
państwa, czy modelu gospodarki na przestrzeni lat, ze względu na określone ramy
czasowe – od 1989 r. Godne uznania jest, że
wskazane cele autorka realizowała w sposób konsekwentny w kolejnych rozdziałach
recenzowanej monografii.
Rozprawa składa się z pięciu rozdziałów.
W pierwszym, zatytułowanym Idee komunitarystyczne we współczesnym świecie, autorka zarysowała kwestie dotyczące stosunku indywidualizmu do myśli komunitarystycznej, omówiła genezę, nurty, idee
i przedstawicieli komunitaryzmu, a także
dokonała ekspozycji roli wspólnoty będącej ważną kategorią dla współczesnej myśli politycznej. Tym samym usystematyzowała w niezwykle przejrzysty sposób założenia teoretyczne zaadaptowane na potrzeby monografii. Co więcej, zestawiła wspólnotę wyobrażoną ze wspólnotą autentyczną, dając tym samym pogląd na niejednorodność różnych jej wariantów, mających
związek z preferowanymi przez nie wartościami. Analiza pozwoliła autorce na wydobycie różnic obecnych w sposobach pojmowania idei, a tym samym na dokonanie
klasyfikacji wyszczególnionych nurtów.
Poza tym, w woli uporządkowania, dokonała eksplikacji rodzajów demokracji preferowanej na płaszczyźnie rozważań o charakterze teoretycznym przez przedstawicieli nurtów, co przyczyniło się do nadania
rozważaniom przystępnej i czytelnej dla odbiorców formy. W drugim rozdziale pod tytułem Komunitaryzm ekskluzywny w partiach politycznych po 1989 roku, D. Karnowska, opierając się na zgromadzonym, bogatym materiale empirycznym, scharakteryzowała przykład Prawa i Sprawiedliwości
jako partii politycznej odwołującej się do
wspólnoty ekskluzywnej. Poddała tu dogłębnej analizie idee znamienne dla ugrupowania, to znaczy między innymi kategorię narodu mającą konstruktywny wpływ
na formowanie tożsamości partii, odwoływanie się do katolickiego systemu wartości, współpracy z Kościołem, koncepcji
IV RP, czy demokracji substancjalnej. Autorka zwróciła słusznie uwagę na naruszenie zasady koherencji wewnętrznej w obrębie artykułowanych poglądów w przypadku Prawa i Sprawiedliwości, mianowicie na
propagowanie koncepcji silnego państwa
w obliczu reprezentowanej wspólnoty ekskluzywnej. Wskazuje to na świadome dążenie badaczki do ujmowania w sposób holistyczny podejmowanych problemów. Godne podkreślenia jest bez wątpienia także to,
że autorka uniknęła powielania poglądów
dotyczących wielonurtowości konserwatyzmu przejawiającego się w myśli politycznej Prawa i Sprawiedliwości, a obecnych
w literaturze, i zasygnalizowała jedynie ich
Recenzje
obecność, odsyłając jednocześnie do konkretnych rozpraw naukowych autorstwa
między innymi Jacka Bartyzela, czy Rafała Matyi. Pozwoliło to na uniknięcie dygresji lub zagłębienia się w tematykę niebędącą bezpośrednim przedmiotem analiz i zagwarantowało konsekwencję w realizowaniu obranych celów. Inne oblicze komunitaryzmu zostało zaprezentowane w rozdziale Platforma Obywatelska – wspólnota
otwarta?, przy czym należy podkreślić, że
przyjętą perspektywą czasową zostały objęte również ideowe poprzedniczki Platformy Obywatelskiej. Autorka, uwzględniwszy
proweniencję partii oraz dynamikę zmian,
nakreśliła związek komunitaryzmu inkluzywnego preferowanego przez ugrupowanie z doktrynami liberalnymi i nawiązaniami do konserwatyzmu. Godne zaznaczenia jest, że autorka nie zawiesiła rozważań
w próżni poznawczej, lecz dogłębnie omówiła kontekst, przykładowo zwróciła uwagę
na ścieranie idei reprezentantów środowisk
skupionych wokół Platformy Obywatelskiej
oraz Prawa i Sprawiedliwości, czy ukazanie
idei wspólnoty w świetle koncepcji polityki
zagranicznej. Warto zaznaczyć wagę rozważań zawartych w podrozdziale Gospodarka
na rzecz wspólnoty, które stały się przesłanką dla konstatacji o obecności cech wspólnoty zwłaszcza w sferze werbalnej i ich braku w praktyce politycznej uzasadnionym
czynnikami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Niezwykle interesujący poznawczo jest
rozdział czwarty, „Wspólnota responsywna
w polskich partiach politycznych. Od Unii
Demokratycznej i Socjaldemokracji Rze-
345
czypospolitej Polskiej do Lewicy i Demokratów”. Stanowi bowiem swoiste poszukiwanie partii politycznej, która w swoich
deklaracjach i postulatach programowych,
podejmowanych decyzjach i działaniach
odnosiłaby się do pojmowania wspólnoty
jako responsywnej. Dokonawszy szczegółowej analizy materiału, D. Karnowska wskazała na obecność tegoż sposobu pojmowania wspólnoty w przypadkach Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Partii Demokratycznej – demokraci.pl. Warto jednak zauważyć, że badaczka nie pominęła w analizie spuścizny Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej i Unii Demokratycznej, czego konsekwencję stanowi wyliczenie cech
wspólnoty responsywnej, które wystąpiły
w ich obrębie. Na uwagę zasługuje podrozdział „Prawa człowieka jako wyraz wspólnoty responsywnej”, gdyż porusza z perspektywy komunitarystycznej ważne i szeroko dyskutowane współcześnie problemy.
Ostatni rozdział książki, „Społeczeństwo
polskie wobec idei komunitarystycznych”
jest natomiast pełen interesujących pytań
i odpowiedzi skupionych na ideach komunitarystycznych przejawiających się w myśleniu polskiego społeczeństwa. Wyszedłszy od omówienia konstytutywnej cechy
komunitaryzmu, związanej z jego stosunkiem do indywidualizmu, autorka dokonała ciekawego zestawienia antyindywidualizmu z proindywidualizmem. Warto dodać,
iż przytoczone w rozprawie badania, przeprowadzone przez TNS OBOP, przyczyniły się do lepszego zobrazowania omawianej
rzeczywistości społecznej. Wysunięte na ich
346
Recenzje
podstawie wnioski i rozważania dały podstawę dla bardziej szczegółowych pytań o to
jaka wspólnota i o miejsce idei wspólnoty
w kulturze Polaków.
Należy podkreślić, że autorka opatrzyła
monografię jasnym i uporządkowanym zakończeniem, w którym zawarła cenne konkluzje dotyczące rozpatrywanej problematyki. Podsumowanie to daje czytelnikowi
pogląd na trudności tkwiące w niejednoznaczności towarzyszącej procesowi klasyfikacji wspólnot. Istotna jest także konstatacja wynikająca z analizy wspólnot w perspektywie komunitarystycznej, skłaniająca
do przychylenia się ku stanowisku traktującemu o asymptotycznym charakterze przyjętych ujęć wspólnot we współczesnej polskiej myśli politycznej. Warto przy ty podkreślić eklektyczny charakter zaproponowanych modeli, albowiem, co D. Karnowska wyraźnie podkreśliła, rozważania o myśli politycznej nigdy nie są wolne od wpływów i zawsze wymagają uwzględniania roli
kontekstu i szerokich ram czasowych. Przy
czym istotne jest, że spory o wspólnoty stanowią nieodzowną część współczesnej sfery społeczno-politycznej, a zarazem znajdują odzwierciedlenie w myśli politycznej.
Zważywszy na złożoność pracy, w pełni
uzasadnione jest wykorzystanie przez autorkę różnych metod badawczych, zwłaszcza analizy decyzyjnej, sytuacyjnej, porównawczej. Na szczególną uwagę zasługuje efektywne użycie metody systemowej.
Warto podkreślić, że D. Karnowska zaznaczywszy świadomość ograniczeń związanych z wykorzystaniem analizy systemowej,
wykorzystała bez wątpienia możliwości jakie daje ona badaczowi. Dzięki dostrzeżonemu potencjałowi zdołała ująć w sposób
modelowy nurty komunitayzmu obecne
we współczesnej, polskiej myśli politycznej
oraz zarysować sieć powiązań i zależności
pomiędzy stanem reprezentowanej rzeczywistości politycznej a koncepcjami obecnymi w sferze myśli politycznej, a także artykułowanymi poglądami a implementowanymi przez partie polityczne decyzjami.
Bez wątpienia wielką zaletę rozprawy stanowią zawarte w obszernym wstępie uzasadnienia dotyczące wykorzystanej
metodologii. Przybliżyły one bowiem perspektywę badawczą obraną w monografii. Niekwestionowanym atutem recenzowanej książki jest fakt, że autorka dokonała precyzyjnej operacjonalizacji kategorii
poznawczych, które wykorzystała do opisu rzeczywistości będącej przedmiotem jej
badań. Dzięki zaprezentowaniu wyczerpujących objaśnień, związanych z pojmowaniem myśli politycznej w jej szerokim
znaczeniu, uzasadniła słuszność dokonywanych interpretacji w świetle zebranego materiału empirycznego, zwłaszcza dokumentów partii politycznych oraz deklaracji i działań podejmowanych przez tworzące je środowiska. Z kolei przyjęcie definicji wspólnoty, w której autorka podkreśliła znaczenie poczucia istoty świadomości więzi skonstruowanych na kanwie przekonań aksjologicznych, rzutuje na jasność
metodologiczną rozprawy naukowej. Zabieg ten przyczynił się do podkreślenia
wagi pojmowania wspólnoty przez pry-
Recenzje
zmat komunitaryzmu, co wiąże się bezpośrednio z uwydatnieniem znaczenia kontekstu filozoficznego oraz posłużył zaprezentowaniu jej obecności w sferze świadomości Polaków. D. Karnowska konsekwentnie stosowała w monografii wskazane pojęcia, to znaczy w zgodzie z przyjętym sposobem ich pojmowania, co wpłynęło na jasność wywodu. Należy docenić dużą świadomość metodologiczną i badawczą autorki, czego przejaw stanowi chociażby fakt
zaznaczenia, że przyjąwszy pewne uproszczenia w kwestii pojmowania wspólnoty dokonała pominięcia określonych cech
dystynktywnych, takich jak na przykład terytorium.
Pomimo istnienia, słusznie zauważonych przez autorkę, trudności z teoretycznym ujęciem komunitaryzmu posłużył on
jako punkt odniesienia w obszarze metodologii. W konsekwencji umożliwiło to badaczce obranie idei wspólnoty jako paradygmatu dyskursu publicznego. Cenne,
z punktu widzenia odbiorcy i ideowego
rozpoznania, jest to, że D. Karnowska dokonała uporządkowania stanu dotychczasowego dorobku myśli komunitarystycznej
w sferze niezbędnej do zrozumienia poruszanych problemów. Przykładem jest wyselekcjonowanie cech traktujących o istocie
komunitaryzmu oraz naświetlenie silnych
stron i słabości tegoż nurtu. Ważne są także podjęte przez autorkę rozważania w sferze metodologicznej, dotyczące płaszczyzny
leksykalnej, a ściślej obrania paradygmatu
językowego i systematycznego jego stosowania, pomimo istnienia, co autorka słusz-
347
nie zaznaczyła, niejasności terminologicznych, sceptycyzmu, braku spójności w jego
pozytywnej interpretacji.
Komunitaryzm posłużył autorce również jako punkt odniesienia w procesie dążenia do wyodrębnienia wspólnot w polskich realiach. To bez wątpienia trafny zabieg w kontekście dążenia do usystematyzowania rozważań o charakterze akademickim w dyskursie. Przystępność formy oraz
mnogość objaśnień dotyczących zasadności podejmowania nawiązań do sfery teorii, przy interpretacji materiału empirycznego oraz dążenie do uchwycenia holistycznej wizji podjętej problematyki nadają dużą
wartość merytoryczną rozprawie naukowej.
Wartościowe poznawczo są również wyniki badań polskiej myśli politycznej ostatnich dwóch dekad uzyskane na podstawie
analizy, już wcześniej wskazanych w recencji, wypowiedzi, deklaracji ideowych,
programów partii politycznych, zapowiedzi wyborczych, decyzji politycznych oraz
działań będących konsekwencją ich implementacji. Zawarte w nich wątki dotyczące
wspólnoty stały się podstawą do określenia
ich wpływu na kulturę polityczną. Interesujące, i uzasadnione ze względu na dążenie
do uzyskania pełnego obrazu zjawiska, jest
wzbogacenie materiału o analizę treści materiałów zaczerpniętych z prasy. Umożliwiło to ukazanie roli osób tworzących otoczenie partii politycznych, to znaczy publicystów, badaczy naukowych, literatów, w procesie formowania myśli politycznej. Autorka trafnie ujęła problem związany z recypowaniem idei znamiennych dla komuni-
348
Recenzje
taryzmu na gruncie polskim, mianowicie
pomimo to, że funkcjonują one na polskiej
scenie politycznej, znamionuje je pewna
ograniczoność i intuicyjność w stosowaniu.
Niemniej jednak, jak zauważyła badaczka,
choć pojęcia wspólnoty, czy dobra wspólnego rzeczywiście istnieją, a zasady demokracji republikańskiej są w istocie eksponowane i afirmowane to rzadko dochodzi to
wykorzystywania tych kategorii w sposób
przemyślany, co utrudnia dostrzeżenie ich
konkretyzacji. Wskazane zależności stanowią przesłanki dla konieczności uwzględniania kontekstów, zapożyczeń, czy analogii w wyjątkowej sferze, jaką stanowi polska
myśl polityczna.
D. Karnowska dokonała charakterystyki pojmowania relacji pomiędzy jednostką
a wspólnotą w myśli politycznej zogniskowanej wokół Prawa i Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Partii Demokratycznej – demokraci.pl. Na uznanie zasługuje przyjęcie szerszej ramy czasowej i uwzględnienie
proweniencji partii, to znaczy nawiązanie
do Porozumienia Centrum, Kongresu Liberalno-Demokratycznego, Unii Wolności,
Socjaldemokracji Rzeczpospolitej Polskiej
i Unii Demokratycznej. Taki wybór pozostaje w zgodzie z przyjętymi przez autorkę kryteriami ideowymi. Badaczka w sposób precyzyjny uchwyciła ważną, bo umożliwiającą wyszczególnienie nurtów komunitaryzmu we współczesnej polskiej myśli politycznej, różnicę tkwiącą w sposobie postrzegania relacji między jednostką
a wspólnotą. I tak autorka zaproponowa-
ła trzy zasadnicze nurty: ekskluzywny, inkluzywny i responsywny. To funkcjonalne
ujęcie dało podłoże do zobrazowania ewolucji programowej pomiędzy opisywanymi
ugrupowaniami politycznymi i dokonanie
ich dystynkcji na podstawie różnic o charakterze aksjologicznym i organizacyjnym.
Efekt analiz stanowi ważny wkład w dorobek badaczy koncentrujących swe zainteresowania na myśli komunitarystycznej.
Godna uwagi jest bibliografia, którą
zgromadziła i wykorzystała autorka. To
z jednej strony traktaty filozoficzne przedstawicieli nurtu, czyli na przykład dzieła
autorstwa Alasdaira MacIntyre’a, Charlesa Taylora, czy Michaela Sandela, a z drugiej strony studia proponujące interpretację traktatów autorstwa Andrzeja Szahaja,
Adama Chmielewskiego, czy Łukasza Dominiaka. Studia, artykuły naukowe, monografie zostały wzbogacone o analizę licznych dokumentów i aktów prawnych oraz
publicystyki. Zróżnicowane źródła umożliwiły badaczce analizę problematyki z różnych perspektyw i uwiarygodniły prawdziwość przyjętych założeń teoretycznych.
Autorka, wykorzystując przystępny język
i w neutralny emocjonalnie sposób, zaprezentowała wyniki swoich badań dotyczących wspólnoty. Omówiła zagadnienia ważne dla współczesnej polskiej myśli politycznej, zwłaszcza dla tematyki skupionej wokół relacji zachodzących pomiędzy jednostką a wspólnotą. Wieloaspektowe i kompleksowe ujęcie problematyki, uwzględniające
zagadnienia oscylujące w obrębie polityki,
społeczeństwa, moralności, systemów ak-
Recenzje
sjologicznych, kultury, gospodarki przyczyniło się do pełnego ukazania idei wspólnoty i jej odbicia w dokumentach partii politycznych, decyzjach i podejmowanych działaniach, co stanowi duże osiągnięcie pracy.
Obrazu dopełnia interpretacja konsekwencji ich wpływu na kulturę polityczną polskiego społeczeństwa, co świadczy o dużej
wartości poznawczej monografii. Bez wątpienia należy pozytywnie ocenić także metodologiczną koncepcję pracy. Książka ta to
konstrukcja o solidnym podłożu teoretycznym wzbogaconym o pogłębione badania
empiryczne.
Recenzowana rozprawa naukowa może
stanowić źródło inspiracji dla zainicjowania kolejnych badań na tle sporu o wspólnoty. Szereg uwag zwerbalizowanych przez
D. Karnowską to cenne wskazówki dla ba-
349
daczy zamierzających podjąć się realizacji
analiz dotykających tematyki relacji wspólnot i jednostki. Wartościowe są w tym kontekście wątpliwości zarysowane przez badaczkę, postawione pytania i wskazania
związane z przyjmowaniem perspektywy
komunitarystycznej.
Publikacja jest istotnym dziełem nie
tylko dla politologów i osób koncentrujących swe zainteresowania badawcze wokół
współczesnej myśli politycznej, czy też jej
nurtu, ale i ludzi, których zajmuje polityka, kultura polityczna, historia, czy też przemiany społeczne. Monografia D. Karnowskiej to ważna pozycja w literaturze dotyczącej komunitaryzmu, która bez wątpienia, w satysfakcjonujący sposób, wypełniła
obecną w niej do tej pory lukę poznawczą.
„ Joanna Rak
BIBLIOGRAFIA
vol. 34/2012 ISSN 1505-2192
POLSKA BIBLIOGRAFIA POLITOLOGICZNA
1. TEORIA POLITYKI
Monografie
Bäcker Roman, Nietradycyjna teoria polityki, Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń
2011, ss. 223.
Hudzik Jan, Prawda i teoria, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2011, ss. 249.
Modrzejewski Arkadiusz, Metodologiczne i filozoficzne podstawy politologii. Zarys
wykładu, Oficyna OKO, Gdańsk–Elbląg 2011, ss. 120.
Prace zbiorowe
Encyklopedia politologii, red. M. Żmigrodzki, t. 4: Myśl społeczna i ruchy polityczne
współczesnego świata, red. M. Marczewska-Rytko, E. Olszewski, Wolters Kluwer
business, wyd. 2, Warszawa 2011, ss. 550.
Politologia. Polityka społeczna. Praca socjalna, red. Tadeusz Kamiński, Wydawnictwo UKSW, Warszawa 2011, ss. 248.
„Rocznik politologiczny”, red. Agnieszka Kasińska-Metryka, 2010, nr 6, ss. 137.
Teoretyczne problemy ruchów społecznych i politycznych, red. Sylwester Wróbel,
Wydawnictwo Naukowe Grado, Toruń 2011, ss. 244.
Zasada pomocniczości – wymiar europejski, narodowy, regionalny i lokalny, red.
Agnieszka Pawłowska, Sabina Grabowska, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, ss. 380.
354
Bibliografia
Artykuły w pracach zbiorowych
Astramowicz-Leyk Teresa, Prawa człowieka, (w:) Oblicze olsztyńskiej politologii,
red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3:
Studia i szkice politologiczna. Z filozofii i teorii polityki, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 57–67.
Bartyzel Jacek, (w:) Encyklopedia katolicka, red. E. Gigilewicz, Towarzystwo
Naukowe KUL, t. 15, Lublin 2011, hasła: Patriotyzm, s. 51–53; Plutokracja,
s. 838–841; Polityka, s. 1117–1124.
Chodubski Andrzej, (w:) Encyklopedia politologii, red. M. Żmigrodzki, t. 4: Myśl
społeczna i ruchy polityczne współczesnego świata, red. M. Marczewska-Rytko,
E. Olszewski, Wolters Kluwer business, wyd. 2, Warszawa 2011 – hasła: Eksterminacja, s. 131–133; Europocentryzm, s. 150–152; Geopolityka, s. 175–177;
Hegemonizm, s. 190–192; Inżynieria społeczna, s. 217–219; Izolacjonizm,
s. 222–224; Konfucjanizm, s. 251–253; Kontestacja, s. 259–260; Kontrkultura,
s. 260–262; Niewolnictwo, s. 355–357; Panarabizm, s. 376–378; Paneuropeizm,
s. 378–380; Panturkizm, s. 382–384; Poliarchia, s. 394–396; Racjonalizm,
s. 417–418; Reformizm, s. 425–426; Rewolucja naukowo-techniczna, s. 447–449;
Tyrania, s. 521–522; Uniwersalizm, s. 524–525; Urbanizacja, s. 526–527; Wolność,
s. 534–536.
Dudzicz Martyna, Szwedzki ruch związkowy, (w:) Teoretyczne problemy ruchów
społecznych i politycznych, red. S. Wróbel, Wydawnictwo Naukowe Grado, Toruń
2011, s.165–185.
Górski Eugeniusz, Transnational vs. Global Democracy, (w:) Philosophy in Limes
of Social Crisis: Integrity and Dialogue. Essays in Honor of George F. McLean, red.
P. Makariev, A. Blasko, D. Dobrzański, Minerva Publishing House, Sofia 2010,
s. 155–180.
Hartliński Maciej, Przywództwo partyjne jako problem badawczy, (w:) Oblicze
olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice politologiczna. Z filozofii i teorii polityki,
Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 121–131.
Kamiński Tadeusz, O nieoczywistości oczywistych związków politologii, polityki
społecznej i pracy socjalnej, (w:) Politologia. Polityka społeczna. Praca socjalna,
red. T. Kamiński, Wydawnictwo UKSW, Warszawa 2011, s. 7–15.
Kantyka Zbigniew, Ruchy społeczne jako podmioty polityki, (w:) Teoretyczne problemy ruchów społecznych i politycznych, red. S. Wróbel, Wydawnictwo Naukowe
Grado, Toruń 2011, s. 11–28.
Polska bibliografia politologiczna
355
Marzęcki Radosław, Demokracja i konflikt. Próba dookreślenia funkcji konfliktu
i konsensu we współczesnej polityce, (w:) Polaków portret niedokończony. Studia
z zakresu historii, prawa, politologii, red. A. Kozera, R. Kłaczyński, Ł. Kozera,
Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego, Kraków 2011,
s. 350–359.
Mikułowski Pomorski Jerzy, Demokracja jako współczesny dylemat, (w:) Transformacje demokracji, red. L.W. Zacher, Wydawnictwo Difin, Warszawa 2011,
s. 409–423.
Mikułowski Pomorski Jerzy, Pierwiastek irracjonalny w nauce i kulturze według
Pawła Rybickiego, (w:) Obszary społecznego świata. Wokół socjologii Pawła
Rybickiego, red. K. Frysztacki, A. Karwińska, M. Smagacz-Poziemska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011, s. 37–52.
Mitręga Marian, Wykluczenie jako kategoria badawcza nauk społecznych, (w:) Aby
pomagać lepiej. Diagnoza skuteczności rzeczowej pomocy społecznej jako czynnika
przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu. Raport z badań, red. B. Pawlica,
E. Wiszczun, B. Zasępa, Częstochowa 2011, s. 11–19.
Pietrzko Bożena, Ruchy młodzieżowe we współczesnej Rosji, (w:) Teoretyczne problemy ruchów społecznych i politycznych, red. S. Wróbel, Wydawnictwo Naukowe
Grado, Toruń 2011, s. 128–138.
Piotrowski Przemysław, Współczesne spory o podmiotowość władzy oraz rangę
polityki, (w:) Oblicze olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek,
B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice politologiczne.
Z filozofii i teorii polityki, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011,
s. 89–106.
Podsiadło Bogusława, Od ruchów społecznych do partii politycznej. Przykład partii
Zielonych w Niemczech, (w:) Teoretyczne problemy ruchów społecznych i politycznych, red. S. Wróbel, Wydawnictwo Naukowe Grado, Toruń 2011, s. 228–244.
Rekść Magdalena, Teorije o etnogenezi Crnogoraca i njena politizacija, (w:) Njegoševi
Dani 3 – Zbornik radova, red. T. Bečanović, R. Glušica, Ž. Andrijašević, N. Jovović, Nikšić 2011, s. 419–431.
Sepkowski Andrzej, Uwagi o treściach i formach demokracji, (w:) Stan i perspektywy
demokracji bezpośredniej we współczesnym świecie, red. M. Marczewska-Rytko,
Wydawnictwo, UMCS, Lublin 2011, s. 15–39.
Sepkowski Andrzej, Teoria a przewidywanie w polityce, (w:) Czym jest teoria
w politologii, red. Z. Blok, Elipsa, Warszawa 2011, s. 171–188.
Sepkowski Andrzej, Polska soteriologia, (w:) Oblicza polskiej modernizacji, red.
E. Krasicki, T. Sikorski, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 616–637.
356
Bibliografia
Węgrzecki Janusz, Modele polityki w społeczeństwie wielokulturowym, (w:) Przemiany w Europie Środkowej.Teoria i praktyka, red. P. Mazurkiewicz, R. Zenderowski, Wydawnictwo UKSW, Warszawa 2011, s. 13–29.
Wróbel Sylwester, Teoretyczne problemy miejskich ruchów politycznych, (w:) Teoretyczne problemy ruchów społecznych i politycznych, red. S. Wróbel, Wydawnictwo
Naukowe Grado, Toruń 2011, s. 29–57.
Artykuły w czasopismach i w Internecie
Kosmynka Stanisław, El papel del carisma en el liderazgo político a la luz de determinadas concepciones teóricas. La perspectiva latinoamericana, „Estudios Latinoamericanos” (Warszawa) 2011, nr 31, s. 99–119.
Potulski Jakub, Path in the Evolution of the Contemporary Theory of the State,
„Athenaeum. Polish Political Science Studies” 2011, nr 29, s. 73–87.
Potulski Jakub, Perspektywa feministyczna w geopolityce – geopolityka feministyczna,
„Przegląd Geopolityczny” 2011, nr 3, s. 99–109.
Turska-Kawa Agnieszka, Osobowościowe predykatory zachowań wyborczych.
Rozważania w kontekście modelu „Wielkiej Piątki”, „Preferencje Polityczne” 2011,
nr 2, s. 165–186.
Żebrowski Waldemar, Demokracje skonsolidowane i nieskonsolidowane. Stan
i przyszłość demokracji, „Szkice Humanistyczne” 2011, nr 1–2, s. 289–297.
2. FILOZOFIA POLITYKI
Monografie
Borowik Bogdan, Partie konserwatywne w Polsce (1989–2001), Wydawnictwo
UMCS, Lublin 2011, ss. 416.
Broda Marian, „Zrozumieć Rosję”? O rosyjskiej zagadce-tajemnicy, Wydawnictwo
Ibidem, Łódź 2011, ss. 544.
Chrobaczyńska-Plucińska Edyta, Idea wodza w świetle polskiej prasy politycznej
dwudziestolecia międzywojennego, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego, Kraków 2011, ss. 257.
Karnowska Danuta, Spór o wspólnoty. Idee komunitarystyczne we współczesnej
polskiej myśli politycznej, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, ss. 320.
Polska bibliografia politologiczna
357
Kaute Wojciech, W poszukiwaniu „dobrego życia”. U filozoficznych podstaw głównych orientacji politycznego myślenia, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego,
Katowice 2011, ss. 264.
Kończak Izabella, Kształtowanie się rosyjskiej terminologii islamistycznej na podstawie czterech rosyjskich przekładów Koranu, Wydawnictwo Ibidem, Łódź 2011,
ss. 277.
Sanecka-Tyczyńska Joanna, Państwo obywatelskie i wspólnota polityczna: Studium
o myśli politycznej Prawa i Sprawiedliwości, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011,
ss. 302.
Prace zbiorowe
Die Grundlagen der Sozialdoktrin der Russisch-Orthodoxen Kirche. Deutsche Übersetzung mit Einführung und Kommentar, red. Rudolf Uertz, Josef Thesing, Sankt
Augustin 2001, ss. 196.
Sprawiedliwość w kulturze europejskiej, red. Wojciech Kaute, Tomasz Słupik,
Agnieszka Turoń, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, ss. 348.
Władza czy służba? Problem dobra wspólnego w polityce, red. Agnieszka Kasińska-Metryka, Katarzyna Bochenek-Cichoń, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń
2011, ss. 289.
Artykuły w pracach zbiorowych
Bartyzel Jacek, Demokratyczna idolatria i arystofobia w ujęciu konserwatywnej
krytyki demokracji, (w:) Dylematy współczesnej demokracji, red. S. Wróbel,
Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 17–29.
Bartyzel Jacek, Tradycjonalizm po nowoczesności. Filozofia polityczna tradycjonalizmu hiszpańskiego wobec wyzwań modernizmu, (w:) Filozofia polityczna po
roku 1989. Teoria – historia – praktyka, red. J. Miklaszewska, J. Szczepański,
Wydawnictwo UJ, Kraków 2011, s. 193–206.
Bąk Bartosz, Sanecka-Tyczyńska Joanna, Koncepcje PiS polityki zagranicznej RP
wobec RFN, (w:) Polityka zagraniczna III RP. 20 lat po przełomie, t. 1: Koncepcje,
bezpieczeństwo, kwestie prawne i polonijne, red. K. Olszewski, A. Jarosz, Wydawnictwo UMK, Toruń 2011, s. 219–231.
Bulira Waldemar, Konstruktywizm społeczny Charlesa Taylora, (w:) Charlesa
358
Bibliografia
Taylora wizja nowoczesności. Rekonstrukcje i interpretacje, red. C. Garbowski,
J.P. Hudzik, J. Kłos, Oficyna Wydawnicza Łośgraf, Warszawa 2012, s. 59–74.
Burgoński Piotr, Braterstwo – mit, partykularyzm, utopia?, (w:) Caritas in veritate
zasadą polityki społecznej. Refleksje na kanwie encykliki Benedykta XVI o integralnym rozwoju ludzkim, red. T. Adamczyk, J. Mazur, Wydawnictwo KUL,
Lublin 2011, s. 159–186.
Chodubski Andrzej, The Importance of Universal Values in the Process of Polish
Integration with Europe, (w:) Challenges of Integration and Globalization, red.
G. Gamkrelidze, A. Modrzejewski, SfN Press, Tbilisi 2011, s. 48–55.
Dylus Aniela, Czy przegraliśmy niedzielę? O sensie świętowania, (w:) Zmagania
początku tysiąclecia, red. M. Gierycz, J. Grosfeld, Oficyna Wydawnicza Łośgraf,
Warszawa 2012, s. 89–99.
Dylus Aniela, Działanie w obrębie „struktur grzechu”. Refleksje etyczne, (w:) Spowiednik wobec problemów współczesności, red. K. Glombik, Wydział Teologiczny
UO, Opole 2011, s. 15–26.
Dylus Aniela, Idea solidarności w nauczaniu Jana Pawła II. Potencjał społeczno-polityczny, (w:) Myśl społeczno-polityczna Jana Pawła II. Wskazania dla polityków, red. M. Lipińska, Kancelaria Senatu, Warszawa 2011, s. 129–146.
Filipkowski Janusz, Koncepcja filozofii polityki w ujęciu Leo Straussa, (w:) Oblicze
olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice politologiczna. Z filozofii i teorii polityki,
Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 35–45.
Filipkowski Janusz, Paternalizm, (w:) Encyklopedia katolicka, t. 15, red. E. Gigilewicz, KUL, Lublin 2011, kol. 32–33.
Gierycz Michał, Teologia polityczna. O czterech typach relacji religii i polityki, (w:)
Przemiany w Europie Środkowej. Teoria i praktyka, red. P. Mazurkiewicz, R. Zenderowski, Wyd. UKSW, Warszawa 2011, s. 31–53.
Goćkowski Janusz, Nacjonalizmy w wojnie światopoglądowej o ład cywilizacyjny
ekumeny świata zachodniego, (w:) Action Française i jej promieniowanie / Le
nationalisme face au conservatisme et au monarchisme. Action française et son
rayonnement, red. J. Bartyzel, D. Góra-Szopiński, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 464–475.
Grabowski Wojciech, Islam a decyzje polityczne i militarne, (w:) Spotykając innego.
Polacy w Afganistanie, red. J. Kojkoł, M. Malinowski, Polskie Towarzystwo
Religioznawcze, Warszawa 2011, s. 27–42.
Hołub Adam, Koncepcje polskiej polityki zagranicznej środowiska miesięcznika
„Dziś. Przegląd społeczny” a apel wyborczy KW Sojuszu Lewicy Demokratycznej
Polska bibliografia politologiczna
359
w 1993 roku, (w:) 20 lat transformacji systemowej w Polsce, red. W. Tomaszewski,
M. Chełminiak, Instytut Nauk Politycznych UWM w Olsztynie, Olsztyn 2011,
s. 93–107.
Hołub Adam, Radykalizm polityczny – zagrożenie dla globalizacji?, (w:) Oblicze
olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice politologiczna. Z filozofii i teorii polityki,
Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 107–120.
Hudzik Jan, Poetyka opowiadania o nowoczesności, (w:) Charlesa Taylora wizja
nowoczesności. Rekonstrukcje i interpretacje, red. C. Garbowski, J.P. Hudzik,
J. Kłos, Oficyna Wydawnicza Łośgraf, Warszawa 2012, s. 19–40.
Kasprowicz Dominika, Styczyńska Natasza, Charyzmatyczni przywódcy i zapowiedzi odnowy. Wschodnioeuropejski populizm na przykładzie Bułgarii i Rumunii,
„Krakowskie Studia Międzynarodowe” 2011, nr 4, s. 239–255.
Kosiba Beata, Spory wokół rozumienia liberalizmu, (w:) Oblicze olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice politologiczna. Z filozofii i teorii polityki, Instytut Nauk
Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 79–88.
Modrzejewski Arkadiusz, Uniwersalistyczna wizja stosunków międzynarodowych
w myśli społecznej i filozoficznej Karola Wojtyły – Jana Pawła II, (w:) Jan
Paweł II. Posługa myślenia, red. J. Kupczak, D. Radziechowski, Wydawnictwo
Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, Kraków 2011, s. 179–195.
Obirek Stanisław, Aborcja, Kościół i duch niezgody, (w:) A jak hipokryzja. Antologia
tekstów o aborcji, władzy, pieniądzach i sprawiedliwości, red. C. Snochowska-Gonzalez, Wydawnictwo O Matko!, Warszawa 2011, s. 44–54.
Opara Stefan, Filozofia społeczeństwa obywatelskiego, (w:) Oblicze olsztyńskiej
politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice politologiczna. Z filozofii i teorii polityki, Instytut Nauk
Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 47–55.
Paruch Waldemar, Rydel Marcin, Założenia strategiczne w koncepcji polityki zagranicznej RP – analiza myśli politycznej Prawa i Sprawiedliwości, (w:) Polityka
zagraniczna III RP. 20 lat po przełomie, t. 1: Koncepcje, bezpieczeństwo, kwestie
prawne i polonijne, red. K. Olszewski, A. Jarosz, Wydawnictwo UMK, Toruń 2011,
s. 193–218.
Pawlik Grażyna, Idea sprawiedliwości a nierówności społeczne, (w:) Sprawiedliwość
w kulturze europejskiej, red. W. Kaute, T. Słupik, A. Turoń, Uniwersytet Śląski /
Remar, Katowice 2011, s. 295–306.
Pioskowik Elżbieta, Idea sprawiedliwości społecznej w myśli politycznej lewicy pol-
360
Bibliografia
skiej w dobie transformacji ustrojowej, (w:) Sprawiedliwość w kulturze europejskiej,
red. W. Kaute, T. Słupik, A. Turoń, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011,
s. 245–257.
Ponczek Eugeniusz, Z myślą o integralnej refleksji teoretycznej w kwestii polityki
historycznej, (w:) Czym jest teoria w politologii?, red. Z. Blok, Dom Wydawniczy
Elipsa, Warszawa 2011, s. 264–282.
Radziszewska-Szczepaniak Danuta, Błąd antropologiczny w polityce. Apel Filozofa
o „ludzką politykę”, (w:) Oblicze olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski,
T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice
politologiczna. Z filozofii i teorii polityki, Instytut Nauk Politycznych UWM,
Olsztyn 2011, s. 25–33.
Rekść Magdalena, Idea narodowa w jednoczącej się Europie. Między liberalizmem,
patriotyzmem i szowinizmem narodowym, (w:) Dialog idei w Europie w XX i XXI
wieku, red. E. Ponczek, A. Sepkowski, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń
2011, s. 301–337.
Romejko Adam, Problem ubóstwa we współczesnej Afryce w nauczaniu społecznym
Kościoła katolickiego, (w:) Problemy bogactwa i biedy we współczesnej Afryce, red.
A. Żukowski, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 127–165.
Rydel Jan, Polityka historyczna na kierunku zachodnim po 1989 roku – obserwacje
własne, (w:) Historycy i Polityka. Polityka pamięci w III RP, red. P. Skibiński,
T. Wiścicki, M. Wysocki, Wyd. DiG, Warszawa 2011, s. 179–191.
Sanecka-Tyczyńska Joanna, Państwo czy społeczeństwo obywatelskie? Relacje między
władzą państwową i społeczeństwem obywatelskim w myśli politycznej Prawa
i Sprawiedliwości, (w:) Cechy – procesy – przebudowa: Przestrzeń publiczna we
współczesnych systemach politycznych, red. W. Paruch, P. Maj, T. Koziełło,
Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, s. 210–220.
Sepkowski Andrzej, Demokracja w ponowoczesności, (w:) Europa XX wieku – między totalitaryzmem, autorytaryzmem a demokracją, red. A. Adamczyk,
P. Biniecka, K. Kaźmierczak, Naukowe Wydawnictwo Piotrkowskie, Piotrków
Trybunalski 2011, s. 91–113.
Sepkowski Andrzej, Kontynent bez właściwości. Dylematy w kwestii wyboru idei,
(w:) Dialog idei w Europie w XX i XXI wieku, red. E. Ponczek, A. Sepkowski,
Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 139–169.
Stawrowski Zbigniew, Najważniejsze problemy filozofii polityki po 1989 roku, (w:)
Filozofia polityczna po roku 1989. Teoria, historia, praktyka, red. J. Miklaszewska,
J. Szczepański, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011,
s. 53–60.
Polska bibliografia politologiczna
361
Stawrowski Zbigniew, Solidarność a idea doskonałej wspólnoty, (w:) Polska solidarności. Kontrowersje, oblicza, interpretacje, red. J. Kloczkowski, OMP, Kraków
2011, s. 203–215.
Stawrowski Zbigniew, Wszechświat a człowiek – perspektywa humanisty, (w:)
„Adamie, gdzie jesteś?” (Rdz 3,9) – współczesne dysputy o człowieku, red. J. Bagrowicz, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, Toruń 2011, s. 15–22.
Artykuły w czasopismach i w Internecie
Bartyzel Jacek, Sens ideowy amerykańskiego neokonserwatyzmu, „Arcana” 2011,
nr 4, s. 226–240.
Bartz Brunon, Pryncypia sprawiedliwości społecznej, „Doctrina” 2011, s. 7–14.
Bombała Bronisław, Fenomenologia przywództwa: być kimś – czynić coś, „Prakseologia” 2011, nr 151, s. 11–33.
Dylus Aniela, Niemoralna bezkompromisowość w polityce. Inspiracje teologiczne,
„Studia Teologiczne i Humanistyczne” 2011, nr 1, s. 39–53.
Dylus Aniela, Die Impulskraft Christlicher Soziallehre in Polen, „Jahrbuch für
Christliche Sozialwissenschaften“ 2011, nr 52, s. 43–58.
Grosfeld Jan, U źródeł społecznego nauczania Kościoła, „Ethos“ 2011 nr 4, s. 25–40.
Kamińska Katarzyna, Dobrodziejstwa populizmu na przykładzie Francji, „Gdańskie
Studia Międzynarodowe” 2011, nr 9, s. 105–114.
Marczewska-Rytko Maria, Teoretyczne aspekty współczesnego populizmu, „Krakowskie Studia Międzynarodowe” 2011, nr 4, s. 7–17.
Piotrowski Przemysław, Toryzm tradycyjny według Arthura Aughey’a, „Szkice
Humanistyczne” 2011, nr 3, s. 101–118.
Sanecka-Tyczyńska Joanna, Model bezpieczeństwa zewnętrznego państwa w myśli
politycznej Prawa i Sprawiedliwości, „Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych” 2011, nr 3, s. 218–231.
Sanecka-Tyczyńska Joanna, Polska Rzeczypospolita Ludowa w myśli politycznej
Prawa i Sprawiedliwości, „Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis.
Studia Politologia VI”, 2011, nr 91, s. 194–207.
Sepkowski Andrzej, Amerykańskie przeznaczenie, „Zbliżenia Cywilizacyjne” 2011,
nr 7, s. 35–49.
Sieradzan Przemysław, Bodio Tadeusz, Tryumf Dionizosa. Rzecz o kulturze politycznej polskiego sarmatyzmu i romantyzmu, „Cywilizacja i Polityka” 2011, nr 9,
s. 64–79.
362
Bibliografia
Stawrowski Zbigniew, Natural Law and Political Order, „Thinking in Values. The
Tischner Institute Journal of Philosophy” 2011, nr 3, s. 181–222.
Stawrowski Zbigniew, O republice i postawie republikańskiej, część III: Rzeczpospolita Cycerona, „Rzeczy Wspólne” 2011, nr 4, s. 148–156.
Stawrowski Zbigniew, O republice i postawie republikańskiej, część IV: Czy chrześcijanin może być dobrym obywatelem?, „Rzeczy wspólne” 2011, nr 6, s. 168–177.
3. METODOLOGIA
I METODYKA BADAŃ POLITOLOGICZNYCH
Monografie
Rechlewicz Wojciech, Zarys logiki ogólnej. Podręcznik dla studentów kierunków
humanistycznych, Campus, Kielce 2011, ss. 216.
Artykuły w pracach zbiorowych
Chodubski Andrzej, Poszukiwania metodologiczne w badaniach politologicznych,
(w:) Politologiae Miscellanea. W świecie wielu rzeczywistości, red. A. Chodubski,
A. Frączek, B. Słobodzian, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011,
s. 15–28.
Filipkowski Janusz, Pluralizm w naukach politycznych, (w:) Encyklopedia katolicka,
t. 15, red. E. Gigilewicz, KUL, Lublin 2011, kol. 832–833.
Gładkowski Krzysztof, Antropologizacja nauk o polityce, (w:) Oblicze olsztyńskiej
politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice politologiczna. Z filozofii i teorii polityki, Instytut Nauk
Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 9–23.
Hudzik Jan, Prawda w naukach społecznych. Zarys problematyki, (w:) Prawda, red.
D. Leszczyński, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2011,
s. 363–394.
Hudzik Jan, Teoria polityki w komentarzach filozoficznych i metodologicznych, (w:)
Czym jest teoria w politologii?, red. Z. Blok, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa
2011, s. 109–140.
Jarosiński Bartosz, Szkurłat Jacek, Rola i miejsce polityki społecznej w programach
studiów na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach. Przykład Wydziału
Pedagogicznego i Artystycznego oraz zarządzania i Administracji, (w:) Badania
Polska bibliografia politologiczna
363
społeczne środowiska polityków społecznych, red. K. Głąbicka, M. Gagacka,
Politechnika Radomska, Radom 2011, s. 19–29.
Kurzyński Sławomir, Zastosowanie teorii gier w analizie politologicznej, (w:) Oblicze
olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice politologiczna. Z filozofii i teorii polityki,
Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 161–170.
Obrębska Joanna, Opis zmian w logikach zmian dychotomicznych, (w:) Oblicze
olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice politologiczna. Z filozofii i teorii polityki,
Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 171–178.
Paruch Waldemar, Instytucja suwerena w autorytaryzmie: paradygmat badań nad
przywództwem politycznym w systemie autorytarnym, (w:) Kryzys przywództwa
we współczesnej polityce, red. W. Konarski, A. Durska, S. Bachrynowski, Warszawa 2011, s. 40–59.
Tomala-Wawrowska Justyna, Sondaże w badaniach nad stosunkami międzynarodowymi – czyli rzecz o tym dlaczego z nich korzystam, ale ich nie przeprowadzam,
(w:) Prowadzenie, zarządzanie i komercjalizacja badań naukowych. Zbiór esejów
uczestników projektu pt. „Warsztaty naukowo-praktyczne z zakresu prowadzenia,
zarządzania i komercjalizacji badań naukowych”, Górnośląska Wyższa Szkoła
Handlowa, Katowice 2011, s. 38–42.
Artykuły w czasopismach i w Internecie
Chodubski Andrzej, On the Formation of Method in Political Science, „Polish
Political Science Yearbook” 2011, s. 66–81.
4. SYSTEMY POLITYCZNE
Monografie
Bajda Piotr, Elity polityczne na Słowacji. Kręta droga do nowoczesnego pańśtwa,
Instytut Wydawczniczy Pax, Warszawa 2011, ss. 320.
Czyż Anna, Kubas Sebastian, Doświadczenia węgierskiej transformacji ustrojowej
od Janosa Kadara do Viktora Orbana, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice
2011, ss. 148.
364
Bibliografia
Godlewska Ewa, Ochrona praw grup narodowościowych w Republice Austrii,
Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, ss. 228.
Hartliński Maciej, Przywództwo partyjne w Polsce, Wydawnictwo Adam Marszałek,
Toruń 2011, ss. 395.
Kotarba Bogusław, Walka polityczna na forum Rady Miasta Rzeszowa w latach
2002−2010, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, ss. 244.
Kubas Sebastian, Konsolidacja demokracji w systemie politycznym. Przykład powojennej Japonii (1945–2010), Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, ss. 240.
Madera Andrzej, Sejmowe komisje śledcze. Polskie tradycje i doświadczenia współczesne, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, ss. 380.
Radek Robert, System konstytucyjny Kanady, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa
2011, ss. 110.
Wojnicki Jacek, Skupsztina. Zgromadzenie Republiki Czarnogóry, Wydawnictwo
Sejmowe, Warszawa 2011, ss. 42.
Wojtas Kinga, Partie populistyczne w Czechach i na Słowacji, Wydawnictwo
Naukowe Scholar, Warszawa 2011, ss. 269.
Wrońska Iwona, Kanadyjski system federalny: determinanty i tendencje, Wydawnictwo Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, Kielce 2011, ss. 248.
Żukowski Arkadiusz, Partycypacja wyborcza kobiet – wyzwania i dylematy, Centrum Studiów Wyborczych, Toruń 2011, ss. 68.
Prace zbiorowe
20 lat transformacji systemowej w Polsce, red. Waldemar Tomaszewski, Marcin
Chełminiak, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, ss. 206.
Doświadczenia transformacji politycznej w państwach Europy Środkowej i Wschodniej, red. Marek Barański, Sebastian Kubas, Marianna Zięba, Wydawnictwo
Naukowe Śląsk, Katowice 2011, ss. 377.
Dwie dekady transformacji w Europie Środkowej i Wschodniej 1989–2009, red.
Alicja Stępień-Kuczyńska, Michał Słowikowski, Maciej Potz, Wydawnictwo
Adam Marszałek, Toruń 2011, ss. 355.
Two Decades of Transformation, red. Alicja Stępień-Kuczyńska Alicja, Maciej Potz,
Versita, London 2011, ss. 71.
Przemiany w Europie Środkowo-Wschodniej. 20 lat doświadczeń, red. Adam Koseski, Jacek Wojnicki, Akademia Humanistyczna, Pułtusk 2011, ss. 280.
Systemy polityczne wybranych państw basenu Morza Śródziemnego, red. Małgorzata
Polska bibliografia politologiczna
365
Myśliwiec, Krzysztof Krysieniel, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Bankowej,
Poznań–Chorzów 2011, ss. 230.
Wybory prezydenckie 2010, red. Janusz Okrzesik, Waldemar Wojtasik, Wydawnictwo Remar, Katowice 2011, ss. 448.
Wybory samorządowe 2010, red. Mariusz Kolczyński, Waldemar Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, ss. 462.
Artykuły w pracach zbiorowych
Astramowicz-Leyk Teresa, Stosunek państwa do związków wyznaniowych w okresie
PRL, (w:) Szkice europejskie. Historia – gospodarka – polityka, red. B Gaziński,
Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 115–128.
Bäcker Roman, Kommunikation im totalitären System: Formales Kommunikationsmonopol vs. Informelle Kommunikation im gesellschaftlichen Raum, (w:) Mobilität und Regionale Vernetzung zwischen Oder und Memel: Eine Europäische
Landschaft neu zusammensetzen, red. O. Kurillo, Berliner Wissenschafts-Verlag,
Berlin 2011, s. 94–104.
Bäcker Roman, Potencjały zmienności rosyjskiego systemu politycznego, (w:) Rozpad
ZSRR i jego konsekwencje dla Europy i świata, t. 1: Federacja Rosyjska, red. A. Jach,
Wydawnictwo Księgarnia Akademicka, Kraków 2011, s. 477–490.
Baluk Walenty, Demokracja bezpośrednia na Ukrainie w okresie transformacji, (w:)
Stan i perspektywy demokracji bezpośredniej we współczesnym świecie, red.
M. Marczewska-Rytko, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 285–300.
Barański Marek, Kubas Sebastian, Zięba Marianna, Uniwersalne i specyficzne
doświadczenia procesów transformacji w Europie Środkowej i Wschodniej, (w:)
Doświadczenia transformacji politycznej w państwach Europy Środkowej
i Wschodniej, red. M. Barański, S. Kubas, M. Zięba, Wydawnictwo Naukowe
Śląsk, Katowice 2011, s. 7–24.
Barański Marek, Rola samorządu terytorialnego w budowie społeczeństwa obywatelskiego, (w:) Myśli społecznych splątanie, red. K. Czekaj, J. Sztumski, Z. Żechowski, Wydawnictwo Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej, Katowice 2011,
s. 19–40.
Beracka Wioletta, Wymiar latynoamerykańskiej demokracji bezpośredniej na
przykładzie Meksyku, (w:) Stan i perspektywy demokracji bezpośredniej we
współczesnym świecie, red. M. Marczewska-Rytko, Wydawnictwo UMCS, Lublin
2011, s. 555–568.
366
Bibliografia
Bojarowicz Tomasz, Partie polityczne w procesie konsolidacji demokracji w Polsce,
(w:) Oblicze olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba,
D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 4: Studia i szkice politologiczne. W kręgu problemów polskiej polityki. Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 87–102.
Bojarowicz Tomasz, Polskie partie i ugrupowania prawicowe w III RP, (w:) Partie
i system partyjny III RP, red. K. Kowalczyk, Wydawnictwo Adam Marszałek,
Toruń 2011, s.150–181.
Brzezińska Monika Maria, W poszukiwaniu homeostazy. Republika Federalna
Niemiec między Zjednoczeniem a integracją europejską, (w:) Przemiany w Europie Środkowej. Teoria i praktyka, red. P. Mazurkiewicz, R. Zenderowski, Wydawnictwo UKSW, Warszawa 2011, s. 119–137.
Chazbijewicz Selim, Droga do Mekki, (w:) Drogi do Boga. Żydzi, chrześcijanie
i muzułmanie o sobie, red. B. Deskur, T. Królak, Wydawnictwo Św. Pawła, Warszawa 2011, s. 51–61.
Chazbijewicz Selim, Olsztyńskie środowisko literackie, (w:) Dwadzieścia lat transformacji systemowej na Warmii i Mazurach, red. B. Gaziński, Instytut Nauk
Politycznych UWM w Olsztynie, Olsztyn 2011, s. 67–73.
Chazbijewicz Selim, Tatarzy krymscy w procesie rozpadu Związku Sowieckiego.
Techniki walki opozycyjnej oraz współpraca z opozycją rosyjską w ramach ruchu
Komitetu Helsińskiego, (w:) Rozpad ZSRR i jego konsekwencje dla Europy i świata,
t. 2: Wspólnota Niepodległych Państw, red. M. Smoleń, M. Lubina, Księgarnia
Akademicka, Kraków 2011, s. 327–347.
Chełminiak Marcin, Żukowski Arkadiusz, Obwód kaliningradzki a rozpad Związku
Radzieckiego – kwestie geopolityczne, (w:), Rozpad ZSRR i jego konsekwencje dla
Europy i świata, t. 1: Federacja Rosyjska, red. A. Jach, Księgarnia Akademicka,
Kraków 2011, s. 235–250.
Cyran-Mądzik Anna, Роль президента Республики Полъща в системі внутрішньої безпеки, (w:) Соціально економічна політика держави в умовах
трасформаційних змін: макро – та мікроекономічні аспекти, Міністерство
Аграрної Політики та Продовольства України, Kyiv 2011, s. 37–43.
Czyż Anna, Wybory samorządowe w państwach Grupy Wyszehradzkiej w 2010 roku,
(w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet
Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 61–77.
Czyżniewski Marcin, Symbolický význam Senátu v diskusi o podobě polského parlamentu, (w:) Ustavní system České republiky a Polské republiky po přistoupení k EU,
red. V. Jírasková, Z. Witkowski, Nakladatelství Leges, Praha 2011, s. 190–195.
Czempa Olaf, Wybory samorządowe w województwie lubuskim w 2010 roku, (w:)
Polska bibliografia politologiczna
367
Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski
/ Remar, Katowice 2011, s. 213–227.
Demczuk Agnieszka, Rozwój standardu dostępu do informacji publicznej w Polsce
na tle postulatu dobrej administracji, (w:) Problemy penologii i praw człowieka
na początku XXI stulecia. Księga poświęcona pamięci Profesora Zbigniewa Hołdy,
red. B. Stańdo-Kawecka, K. Krajewski, Wydawnictwo Lex, Wolters Kluwer
business, Warszawa 2011, s. 571–585.
Dziemidok-Olszewska Bożena, Kształtowanie się odpowiedzialności prawnej Prezydenta III Rzeczypospolitej Polskiej, (w:) Dwadzieścia lat procesu demokratyzacji systemu politycznego RP, red. B. Dziemidok-Olszewska, T. Bichta, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 101–116.
Gajowniczek Tomasz, Urząd do spraw Wyznań wobec kościelnych prób pojednania
polsko-niemieckiego w latach 1965–1966, (w:) Oblicze olsztyńskiej politologii, red.
J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 4:
Studia i szkice politologiczne. W kręgu problemów polskiej polityki, Instytut Nauk
Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 39–49.
Gaziński Benon, Dwadzieścia lat polskich przemian: transformacja systemowa
a polska droga do Unii Europejskiej, (w:) Dwadzieścia lat transformacji systemowej na Warmii Mazurach: doświadczenia – oceny – perspektywy, red. B. Gaziński,
Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 157–168.
Glajcar Rafal, Wojtasik Waldemar, Społeczny kontekst zmiany systemowej a partycypacja polityczna kobiet w Polsce, (w:) Polityczne aspekty nowych mediów, red.
M. Jeziński, A. Seklecka, W. Peszyński, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń
2010, s. 161–176.
Glajcar Rafał, Aktorzy polityczni wobec modelu struktury wewnętrznej polskiego
parlamentu w okresie transformacji, (w:) Parlamentaryzm w świecie współczesnym. Między ideą a rzeczywistością, red. T. Mołdawa, J. Zaleśny, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2011, s. 206–222.
Glajcar Rafał, Podmioty rywalizacji wyborczej w miastach na prawach powiatu (na
przykładzie województwa śląskiego), (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 121–141.
Grabowska Sabina, Konstytucyjna odpowiedzialność głowy państwa przed parlamentem na przykładzie republik europejskich, (w:) Parlamentaryzm w świecie
współczesnym. Między ideą a rzeczywistością, red. T. Mołdawa, J. Zaleśny, Dom
Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2011, s. 326–349.
Grabowska Sabina, Zróżnicowanie odpowiedzialności konstytucyjnej głowy państwa
w republikach europejskich, (w:) Transformacja systemów wymiaru sprawiedli-
368
Bibliografia
wości. Proces transformacji i dylematy wymiaru sprawiedliwości, t. 2, red.
J. Jaskiernia, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 435–461.
Grabowski Radosław, Problem konstytucyjności zmian ustaw zasadniczych w państwach europejskich, (w:) Transformacja systemów wymiaru sprawiedliwości.
Proces transformacji i dylematy wymiaru sprawiedliwości, t. 2, red. J. Jaskiernia,
Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 321–339.
Grzonka Przemysław, Wybory samorządowe w województwie wielkopolskim w 2010
roku, (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 419–440.
Jabłonowski Marek, Anschluss Austrii w ocenie Władysława E. Sikorskiego oraz
Winstona S. Churchilla – publicystów Kuriera Warszawskiego w 1938 roku, (w:)
Oblicze olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba,
D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 5: Studia i szkice politologiczne: Sprawy międzynarodowe, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 9–27.
Jabłonowski Marek, Jak było naprawdę?, (w:) 1920 Bitwa Warszawska. Dzieje bitwy.
Dzieje filmu. Album, Wydawnictwo Marpress / Jerzy Hoffman Film Production,
Gdańsk–Warszawa 2011, s. 7–15.
Jabłonowski Marek, Stawecki Paweł, Rola wojska II Rzeczypospolitej w jednoczeniu
narodu i społeczeństwa, (w:) Historia i pamięć. Studia z dziejów XX wieku, red.
W. Giżyński, W. Łach, K. Sacewicz, Wydawnictwo UWM, Olsztyn 2011,
s. 377–416.
Jakubowski Wojciech, Partie polityczne i organizacje społeczne Turkmenistanu, (w:)
Oblicze olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba,
D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 5: Studia i szkice politologiczne: Sprawy międzynarodowe, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 215–230.
Jarentowski Marek, Reforma zasad tworzenia ministerstw z lat 1996–99 i późniejsza
praktyka, (w:) Administracja publiczna w III RP: dwie dekady doświadczeń, red.
M. Mazuryk, S. Jaśkiewicz, Idealit, Warszawa–Siedlce 2011, s. 350–366.
Jarentowski Marek, Senackie postępowanie legislacyjne w sprawie ustawy budżetowej: zagadnienia procedury i zachowań senatorów, (w:) Parlamentaryzm w świecie współczesnym: między ideą a rzeczywistością, red. T. Mołdawa, J. Zaleśny,
Elipsa, Warszawa 2011, s. 271–293.
Jarocki Tomasz, Władza a racjonalne wykorzystanie środków publicznych na przykładzie pomocy publicznej w Polsce, (w:) Władza czy służba? Problem dobra
wspólnego w polityce, red. A. Kasińska-Metryka, K. Bochenek-Cichoń, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 194–206.
Jaruga Kinga, Wybory samorządowe w województwie małopolskim w 2010 roku,
Polska bibliografia politologiczna
369
(w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet
Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 247–265.
Hartliński Maciej, Przywództwo w polskich partiach politycznych, (w:) Partie
i system partyjny III RP, red. K. Kowalczyk, Wydawnictwo Adam Marszałek,
Toruń 2011, s. 80–96.
Kandzia Agnieszka, Wybory samorządowe w województwie pomorskim w 2010
roku, (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 339–360.
Kasprowicz Dominika, System partyjny Bułgarii, (w:) Systemy partyjne państw Unii
Europejskiej, red. B. Kosowska-Gąstoł, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011, s. 41–55.
Kaute Wojciech, Małgorzata Kaute, Jednostka i jej wolność w polskiej kulturze
politycznej. Na marginesie kampanii prezydenckiej 2010, (w:) Wybory prezydenckie 2010, red. J. Okrzesik, W. Wojtasik, Wydawnictwo Remar, Katowice 2011,
s. 45–59.
Klimek Rafał, Wpływ mniejszości niemieckiej na politykę regionalną i lokalną
województwa opolskiego w kontekście wyborów samorządowych w 2010 roku, (w:)
Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski
/ Remar, Katowice 2011, s. 143–157.
Kolczyński Mariusz, Pochwała samorządności – paradox politycznego „zmęczenia
materiału”, (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik,
Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 9–27.
Kornacka Monika, Wybory samorządowe w województwie śląskim w 2010 roku,
(w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet
Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 361–381.
Koseski Adam, Bułgarska transformacja, (w:) Przemiany w Europie Środkowo-Wschodniej. 20 lat doświadczeń, red. A. Koseski, J. Wojnicki, Akademia Humanistyczna, Pułtusk 2011, s. 183–202.
Kowalik Janina, Walory i deficyty samorządowego władztwa na regionem w Polsce,
(w:) Europa regionów, red. M. Gołoś, A. Kasińska-Metryka, Wydawnictwo Adam
Marszałek, Toruń 2011, s. 303–321.
Kowalska Monika, Funkcja kontrolna Sejmu w świetle konstytucyjnych przepisów
okresu przekształceń ustrojowych, (w:) Dwadzieścia lat demokratyzacji systemu
politycznego RP, red. B. Dziemidok-Olszewska, T. Bichta, Wydawnictwo UMCS,
Lublin 2011, s. 29–46.
Kowalska Monika, Geneza i kształt systemu konstytucyjnego Federacji Rosyjskiej,
(w:) Rozpad Związku Radzieckiego i jego konsekwencje dla Europy i świata.
370
Bibliografia
Federacja Rosyjska, cz. 1, red. A. Jach, Księgarnia Akademicka, Kraków 2011,
s. 375–394.
Kowalska Monika, Pozycja Prezydenta RP w okresie przekształceń ustrojowych, (w:)
Aksjologiczny i pragmatyczny wymiar współczesnej polityki, red. D. Walczak-Duraj, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2011, s. 99–118.
Kowalska Monika, Warunki efektywności i wszechstronności sejmowej kontroli
Rządu i jego odpowiedzialności, (w:) Polityczne wyzwania współczesnych państw.
Perspektywa państw narodowych i Unii Europejskiej, t. 2, red. W. Gizicki, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 225–239.
Krawczyk Żaneta, Wybory samorządowe w województwie opolskim w 2010 roku,
(w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet
Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 285–302.
Kubas Sebastian, Dwie dekady polskich wyborów samorządowych, (w:) Wybory
samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar,
Katowice 2011, s. 43–60.
Kubka Andrzej, Poszukiwania nowych form demokracji bezpośredniej w krajach
skandynawskich, (w:) Stan i perspektywy demokracji bezpośredniej we współczesnym świecie, red. M. Marczewska-Rytko, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011,
s. 483–495.
Kucharski Michał, Wybory samorządowe w województwie świętokrzyskim w 2010
roku, (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 383–400.
Kurpanik Anna, Wybory samorządowe w województwie dolnośląskim w 2010 roku,
(w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet
Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 161–178.
Leszczyńska Krystyna, Pozycja socjaldemokratów w rządach Leszka Millera
i Marka Belki, (w:) Ruch socjaldemokratyczny w Rzeczypospolitej Polskiej
(1989–2010), red. K. Leszczyńska, E. Olszewski, Wydawnictwo UMCS, Lublin
2011, s. 81–103.
Leszczyńska Krystyna, Zwoływanie, ustalanie porządku dziennego oraz uczestnicy
posiedzeń Rady Ministrów w latach 1989–2005, (w:) Dwadzieścia lat demokratyzacji systemu politycznego RP, red. T. Bichta, B. Dziemidok-Olszewska, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 117–129.
Lorencka Małgorzata, Grecja, (w:) Systemy polityczne wybranych państw basenu
Morza Śródziemnego, red. M. Myśliwiec, K. Krysieniel, Wydawnictwo Wyższej
Szkoły Bankowej, Poznań–Chorzów 2011, s. 201–224.
Lorencka Małgorzata, Włochy, (w:) Systemy polityczne wybranych państw basenu
Polska bibliografia politologiczna
371
Morza Śródziemnego, red. M. Myśliwiec, K. Krysieniel, Wydawnictwo Wyższej
Szkoły Bankowej, Poznań–Chorzów 2011, s. 75–111.
Marczewska-Rytko Maria, Szwajcarski model demokracji bezpośredniej, (w:) Stan
i perspektywy demokracji bezpośredniej we współczesnym świecie, red. M. Marczewska-Rytko, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 323–346.
Marczewska-Rytko Maria, Wymiar populistyczny funkcjonowania partii politycznych w Polsce, (w:) Partie i systemy partyjne III RP, red. K. Kowalczyk, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 268–288.
Marzec Magdalena, Wybory samorządowe w województwie łódzkim w 2010 roku,
(w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet
Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 229–245.
Moll Łukasz, Wybory samorządowe w województwie zachodniopomorskim w 2010
roku, (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 441–460.
Moraczewska Anna, Etiologia nieskutecznej integracji gospodarczej na obszarze
WNP, (w:) Wspólnota Niepodległych Państw: fragmegracja-bezpieczeństwo-konflikty etniczne, red. T. Kapuśniak, Wydawnictwo KUL, Lublin–Warszawa 2011,
s. 25–41.
Myśliwiec Małgorzata, Hiszpania, (w:) Systemy polityczne wybranych państw basenu
Morza Śródziemnego, red. M. Myśliwiec, K. Krysieniel, Wydawnictwo Wyższej
Szkoły Bankowej, Poznań–Chorzów 2011, s. 113–153.
Myśliwiec Małgorzata, Maroko, (w:) Systemy polityczne wybranych państw basenu
Morza Śródziemnego, red. M. Myśliwiec, K. Krysieniel, Wydawnictwo Wyższej
Szkoły Bankowej, Poznań–Chorzów 2011, s. 155–176.
Myśliwiec Małgorzata, Problem przywództwa w partiach etnoregionalnych, (w:)
Kryzys przywództwa we współczesnej polityce, red. W. Konarski, A. Durska,
S. Bachrynowski, Wydawnictwo SWPS Academica, Warszawa 2011, s. 112–123.
Myśliwiec Małgorzata, Scentralizowane czy zdecentralizowane? Przyczynek do
dyskusji o państwie sprawiedliwym, (w:) Sprawiedliwość w kulturze europejskiej,
red. W. Kaute, T. Słupik, A. Turoń, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011,
s. 287–273.
Myśliwiec Małgorzata, U źródeł nacjonalizmu katalońskiego. Od Jaime’a Luciana
Balmesa y Urpiá do Enrica Prata de la Riba i Sarrà, (w:) Nacjonalizm a konserwatyzm i monarchizm. Action Française i jej promieniowanie / Le nationalisme
face au conservatisme et au monarchisme. Action française et son rayonnement,
red. J. Bartyzel, D. Góra-Szopiński, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011,
s. 229–248.
372
Bibliografia
Obrzut Agata, Geneza idei jawności a proces jurydyzacji prawa do informacji
publicznej w polskim porządku prawnym, (w:) Polaków portret niedokończony.
Studia z zakresu historii, prawa, politologii, red. A. Kozera, R. Kłaczyński,
Ł. Kozera, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego, Kraków 2011,
s. 499–537.
Obrzut Agata, Nowa regulacja prawna ochrony informacji niejawnych a realizacja
prawa do informacji publicznej, (w:) Media – czwarta władza?, t. 2, red.
M. Gołda-Sobczak, W. Machura, J. Sobczak, Wydawnictwo Naukowe Scriptorium, Poznań–Opole 2011, s. 29–46.
Obrzut Agata, Wtórne wykorzystanie informacji sektora publicznego w świetle
założeń dyrektywy 2003/98/WE Parlamentu Europejskiego i Rady a prawo dostępu
do informacji publicznej, (w:) Studia europejskie z zakresu prawa, polityki, gospodarki, red. R. Kłaczyński, Wyższa Szkoła Umiejętności Zawodowych w Pińczowie, Kielce 2011, s. 136–150.
Okraska Tomasz, Janusz Korwin-Mikke w wyborach prezydenckich 2010 roku.
Pochwała konsekwencji?, (w:) Wybory prezydenckie 2010, red. J. Okrzesik,
W. Wojtasik, Wydawnictwo Remar, Katowice 2011, s. 323–337.
Okraska Tomasz, Wybory samorządowe w województwie kujawsko-pomorskim
w 2010 roku, (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik,
Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 179–197.
Olchowski Jakub, Islam, jako czynnik bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, (w:) Wspólnota Niepodległych Państw: fragmegracja – bezpieczeństwo – konflikty etniczne, t. 1,
red. T. Kapuśniak, Wydawnictwo KUL, Lublin–Warszawa 2011, s. 214–258.
Olszewski Edward, Polskie partie polityczne w organizacjach międzynarodowych,
(w:) Transformacja polska – oczekiwania i rzeczywistość, część II, red. J. Dzwończyk, J. Kornaś, Uniwersytet Ekonomiczny, Kraków 2011, s. 117–134.
Pawłowska Sandra, Wybory samorządowe w województwie warmińsko-mazurskim
w 2010 roku, (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik,
Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 401–417.
Piasecki Andrzej Konrad, Bilans wewnętrznych zróżnicowań Polski jako wynik
modernizacji, (w:) Oblicza polskiej modernizacji. Próba bilansu transformacji
systemowej III Rzeczypospolitej, red. E. Krasucki, T. Sikorski, A. Szczepańska,
Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 29011, s. 255–273.
Podolak Małgorzata, Model przywództwa w systemie autorytarnym Republiki
Białoruś, (w:) Kryzys przywództwa we współczesnej polityce, red. W. Konarski,
A. Durska, Sz. Bachrynowski, Wydawnictwo SWPS Academica, Warszawa 2011,
s. 498–512.
Polska bibliografia politologiczna
373
Podolak Małgorzta, Referenda w państwach postradzieckich, (w:) Stan i perspektywy
demokracji bezpośredniej we współczesnym świecie, red. M. Marczewska-Rytko,
Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 301–319.
Podolak Małgorzata, Rozwój form demokracji bezpośredniej w państwach europejskich po upadku Związku Radzieckiego, (w:) Rozpad ZSRR. Kontekst międzynarodowy, red. J. Diec, Księgarnia Akademicka, Kraków 2011, s. 341–360.
Podolak Małgorzata, Rozwój ludowej inicjatywy ustawodawczej w Polsce, (w:)
Dwadzieścia lat demokratyzacji systemu politycznego w Polsce, red. B. Dziemidok-Olszewska, T. Bichta, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 47–58.
Potz Maciej, Disentangling Democracy, (w:) European Culture in Diversity, red.
K. Kujawińska Courtney, M. Łukowska, E. Williams, Cambridge Scholars
Publishing, Cambridge 2011, s. 7–22.
Rajca Lucyna, Wybory lokalne w Wielkiej Brytanii, (w:) Stan i perspektywy demokracji bezpośredniej we współczesnym świecie, red. M. Marczewska-Rytko,
Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 403–424.
Rajca Lucyna, Wybrane zagadnienia odnoszące się do państw narodowych i regionów
w Europie Zachodniej, (w:) Europa regionów, red. M. Gołoś, A. Kasińska-Metryka, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 74–87.
Redo Jacek, Wybory samorządowe w województwie podkarpackim w 2010 roku,
(w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet
Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 303–319.
Radek Robert, Ewolucja systemu wyborczego do polskiego samorządu terytorialnego
w okresie transformacji (wybrane problemy), (w:) Wybory samorządowe 2010,
red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011,
s. 79–99.
Słobodzian Beata, Reforma administracji publicznej jako wyzwanie przemian
ustrojowych w Polsce po 1989 roku, (w:) Sukces czy porażka roku ’89? Wokół
polskiej myśli politycznej i ustrojowej czasu transformacji, red. M. Kaute, Wydawnictwo PWSZ, Oświęcim 2011, s. 87–100.
Słobodzian Beata, Samorząd terytorialny w federalnej strukturze Republiki Austrii,
(w:) Politologiae Miscellanea. W świecie wielu rzeczywistości, red. A. Chodubski,
A. Frączek, B. Słobodzian, Wydawnictwo Adam Marszałek, Gdańsk 2011,
s. 138–151.
Sokół Wojciech, Ewolucja systemów wyborczych do Sejmu, (w:) Dwadzieścia lat
demokratyzacji systemu politycznego RP, red. B. Dziemidok-Olszewska, T. Bichta,
Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 195–209.
Sokół Wojciech, Ewolucja systemów wyborczych na Ukrainie, (w:) Dylematy rozwoju
374
Bibliografia
Ukrainy, red. L. Hurska-Kowalczyk, Wydawnictwo Uniwersytetu Szczecińskiego,
Szczecin 2011, s. 51–78.
Sokół Wojciech, Ewolucja systemu partyjnego w latach 1989–2010, (w:) Partie
polityczne i system partyjny III RP, red. K. Kowalczyk, Wydawnictwo Adam
Marszałek, Toruń 2011, s. 325–354.
Sokół Wojciech, Geneza i ewolucja systemu wyborczego w Rosji, (w:) Rozpad ZSRR
i jego konsekwencje dla Europy. Federacja Rosyjska, red. A. Jach, Wydawnictwo
Księgarnia Akademicka, Kraków 2011, s. 325–353.
Sokół Wojciech, Systemy wyborcze w koncepcjach partii socjaldemokratycznych
w Polsce, (w:) Ruch Socjaldemokratyczny w Rzeczypospolitej Polskiej (1989–2010),
red. K. Leszczyńska, E. Olszewski, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 35–60.
Sokół Wojciech, Systemy wyborcze w wyborach parlamentarnych i oceny ich politycznych skutków, (w:) Parlamentaryzm w świecie współczesnym. Między ideą a rzeczywistością, red. T. Mołdawa, J. Zaleśny, Wydawnictwo Elipsa, Warszawa 2011,
s. 61–83.
Sokół Wojciech, Эволюция партийной системы в Польше, (w:) Респуъљика
Рољша 1989–2009. Иэбраннље проблемљ, red. K. Leszczyńska, Wydawnictwo
Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 112–138.
Stelmach Michał, Las relaciones cívico-militares en la América Central del siglo XXI,
(w:) Antropologia polityki w Ameryce Łacińskiej na początku XXI w., red. M. Śniadecka-Kotarska, (seria: Studia i Materiały Latynoamerykańskie WSMiP Uniwersytetu Łódzkiego, nr 1), Zakład Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu
Łódzkiego, Polskie Towarzystwo Studiów Latynoamerykańskich, Ośrodek Badań
Prekolumbijskich UW, Wydawnictwo Topcan, Warszawa 2011, s. 381–401.
Stępień Stefan, Demokracja bezpośrednia w koncepcjach polityczno-ustrojowych
partii w początkowym okresie III Rzeczypospolitej Polskiej, (w:) Stan i perspektywy
demokracji bezpośredniej we współczesnym świecie, red. M. Marczewska-Rytko,
Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 175–220.
Stępień Stefan, Od Okrągłego Stołu do Planu Balcerowicza. Rozważania nad kształtem systemu gospodarczego, (w:) Oblicza polskiej modernizacji. Próba bilansu
transformacji systemowej III Rzeczypospolitej, red. E. Krasucki, T. Sikorski,
A. Szczepańska, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 161–184.
Stępień Stefan, Polska Partia Socjalistyczna: nieudana próba powrotu na scenę
polityczną, (w:) Ruch socjaldemokratyczny w Rzeczypospolitej Polskiej (1989–2010),
red. K. Leszczyńska, E. Olszewski, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 125–143.
Stępień-Kuczyńska Alicja, Dośpiał-Borysiak Katarzyna, Rączkiewicz Małgorzata,
Potz Maciej, European Political Systems, (w:) European Culture in Diversity, red.
Polska bibliografia politologiczna
375
K. Kujawińska Courtney, M. Łukowska, E. Williams, Cambridge Scholars
Publishing, Cambridge 2011, s. 91–106.
Tomaszewski Waldemar, Ewolucja systemu organów państwowych w Polsce w latach
1989–1997, (w:) Oblicza polskiej modernizacji. Próba bilansu transformacji systemowej III Rzeczypospolitej, red. E. Krasucki, T. Sikorski, A. Szczepańska,
Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 122–135.
Tomaszewski Waldemar, Mała Konstytucja 1947 roku – początek erozji systemu
prawa, (w:) Oblicze olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek,
B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 4: Studia i szkice politologiczne.
W kręgu problemów polskiej polityki, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn
2011, s. 6–20.
Tomaszewski Waldemar, Normatywne podstawy transformacji systemowej w Polsce,
(w:) 20 lat transformacji systemowej w Polsce, red. W. Tomaszewski, M. Chełminiak, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 15–24.
Topolski Ireneusz, Instrumenty militarne Federacji Rosyjskiej na obszarze Wspólnoty
Niepodległych Państw, (w:) Rosja między imperium a mocarstwem nowoczesnym,
red. A. Dudek, R. Mazur, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2010, s. 424–439.
Turska-Kawa Agnieszka, Kampania wyborcza Jarosława Kaczyńskiego w wyborach
prezydenckich 2010, (w:) Wybory prezydenckie 2010, red. J. Okrzesik, W. Wojtasik, Wydawnictwo Remar, Katowice 2011, s. 289–306.
Turska-Kawa Agnieszka, Profile psychologiczne kandydatów na prezydenta RP, (w:)
Wybory prezydenckie 2010, red. J. Okrzesik, W. Wojtasik, Wydawnictwo Remar,
Katowice 2011, s. 133–154.
Turska-Kawa Agnieszka, Wybory samorządowe w świadomości społecznej – postawy,
zaangażowanie, percepcja, (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński,
W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 27–42.
Tybuchowska-Hartlińska Karolina, Wybory do samorządu terytorialnego – zarys
uwarunkowań, (w:) Oblicze olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 4: Studia i szkice politologiczne.
W kręgu problemów polskiej polityki, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn
2011, s. 103–113.
Wichura Jarosław, Wybory samorządowe w województwie mazowieckim w 2010
roku, (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 267–283.
Wojnicki Jacek, Blamaż Olechowskiego czyli fiasko pewnego projektu, (w:) Wybory
prezydenckie 2010, red. J. Okrzesik, W. Wojtasik, Remar, Katowice 2011,
s. 339–356.
376
Bibliografia
Wojnicki Jacek, Determinanty i ograniczenia modernizacji politycznej w postkomunistycznych państwach bałkańskich, (w:) Przemiany w Europie Środkowo-Wschodniej. 20 lat doświadczeń, red. A. Koseski, J. Wojnicki, Akademia
Humanistyczna, Pułtusk 2011, s. 131–148.
Wojnicki Jacek, Formowanie się instytucji Prezydenta Republiki Macedonii, (w:)
Parlamentaryzm w świecie współczesnym. Między ideą a rzeczywistością, red.
T. Mołdawa, J. Szymanek, Elipsa, Warszawa 2011, s. 359–372.
Wojnicki Jacek, Polski model samorządu na tle rozwiązań europejskich (w świetle
rozwiązań konstytucyjnych), (w:) Wieloaspektowość samorządności gminnej
w Polsce, red. B. Nawrot, J. Pokładecki, UAM, Poznań 2011, s. 81–94.
Wojnicki Jacek, Recepcja instytucji V Republiki w państwach Europy Środkowo-Wschodniej (Chorwacja, Rumunia), (w:) 50 lat Konstytucji V Republiki. Związki
konstytucjonalizmu francuskiego i polskiego, red. M. Granat, K. Wojtyczek (seria:
„Studia i Materiały Trybunału Konstytucyjnego”, t. 38), Biuro Trybunału Konstytucyjnego, Warszawa 2011, nr 38, s. 295–312.
Wojnicki Jacek, Wybory 2010 w państwach Grupy Wyszehradzkiej (Czechy, Słowacja, Węgry), (w:) Wybory 2010. Polska i świat, red. M. Jeziński, W. Peszyński,
A. Seklecka, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 164–180.
Wojnicki Jacek, Specyfika systemu partyjnego Bośni i Hercegowiny, (w:) Bośnia
i Hercegowina 15 lat po Dayton. Przeszłość – teraźniejszość – perspektywy, Uniwersytet Łódzki, Łódź 2011, s. 327–342.
Wojtas Kinga, Wybory w 2010 r. w Republice Czeskiej a układ rywalizacyjny, (w:)
Parlamentaryzm w świecie współczesnym. Między ideą a rzeczywistością, red.
T. Mołdawa, J. Zaleśny, Warszawa 2011, s. 141–158.
Wojtasik Waldemar, Pojedynek z własną legendą. Kampania wyborcza Kornela
Morawieckiego, (w:) Wybory prezydenckie 2010, red. J. Okrzesik, W. Wojtasik,
Wydawnictwo Remar, Katowice 2011, s. 393–407.
Wojtasik Waldemar, Wpływ wyborów prezydenckich w 2010 roku na polski system
partyjny, (w:) Wybory prezydenckie 2010, red. J. Okrzesik, W. Wojtasik, Wydawnictwo Remar, Katowice 2011, s. 85–103.
Wojtasik Waldemar, Wpływ wyborów samorządowych z 2010 roku na system partyjny, (w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 101–120.
Wojtusiak Paweł, Wybory samorządowe w województwie podlaskim w 2010 roku,
(w:) Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet
Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 321–338.
Wolnicki Jan, Wybory samorządowe w województwie lubelskim w 2010 roku, (w:)
Polska bibliografia politologiczna
377
Wybory samorządowe 2010, red. M. Kolczyński, W. Wojtasik, Uniwersytet Śląski
/ Remar, Katowice 2011, s. 199–212.
Wrońska Iwona, Procedura nominacji sędziów a problem deficytu demokracji
w Kanadzie, (w:) Transformacja systemów wymiaru sprawiedliwości, t. 1, red.
J. Jaskiernia, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 508–518.
Wójcik Alicja, Liberalno-demokratyczny model demokracji III RP – refleksje o myśli
politycznej Unii Demokratycznej i Unii Wolności, (w:) Cechy – procesy – przebudowa: Przestrzeń publiczna we współczesnych systemach politycznych, red.
W. Paruch, P. Maj, T. Koziełło, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego,
Rzeszów 2011, s. 174–184.
Wójcik Alicja, Partie ludowe w III RP, (w:) Partie i system partyjny III RP, red.
K. Kowalczyk, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 233–247.
Ziętara Wojciech, Demokracja bezpośrednia w Polsce w kontekście rozwiązań
demokracji ateńskiej, (w:) Stan i perspektywy demokracji bezpośredniej we współczesnym świecie, red. M. Marczewska-Rytko, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011,
s. 157–174.
Ziętara Wojciech, Miejsce i znaczenie think tanks w polskim systemie politycznym
po 1989 r., (w:) Oblicza polskiej modernizacji. Próba bilansu transformacji systemowej III Rzeczypospolitej, red. E. Krasucki, T. Sikorski, A. Szczepańska, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 482–507.
Ziętara Wojciech, Polskie partie polityczne w strukturach ponadnarodowych, (w:)
Partie i system partyjny III RP, red. K. Kowalczyk, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 412–427.
Żebrowski Andrzej, Bezpieczeństwo informacji w administracji rządowej. Wybrane
aspekty, (w:) Administracja i bezpieczeństwo, red. T. Okrasa, Wyższa Szkoła
Administracyjno-Społeczna, Warszawa 2011, s. 107–144.
Żebrowski Andrzej, Bezpieczeństwo państwa a funkcja informacyjna służb specjalnych, (w:) Bezpieczeństwo Współczesnego świata – polskie aspekty i uwarunkowania, red. W. Stach, Wyższa Szkoła Handlowa i Usług, Poznań 2011, s. 315–333.
Żebrowski Andrzej, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa elementem zarządzania
kryzysowego Rady Ministrów, (w:) Polaków portret niedokończony. Studia z zakresu
historii, prawa, politologii, red. A. Kozera, R. Kłaczyński, Ł. Kozera, Wydawnictwo
Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego, Kraków 2011, s. 424–447.
Żukowski Arkadiusz, Ewolucja ordynacji wyborczych do parlamentu RP, (w:)
Partie i system partyjny III RP, red. K. Kowalczyk, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 307–324.
Żukowski Arkadiusz, Partycypacja wyborcza kobiet – wyzwania i dylematy, (w:)
378
Bibliografia
Księga Pamiątkowa z okazji obchodów 20-lecia demokratycznych wyborów
w Polsce, red. S. Jaworski, K. Czaplicki, Państwowa Komisja Wyborcza, Warszawa
2011, s. 241–271.
Żukowski Arkadiusz, Swoistość wyborów parlamentarnych we współczesnej Afryce,
(w:) Parlamentaryzm w świecie współczesnym. Między ideą a rzeczywistością,
red. T. Mołdawa, J. Zaleśny, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2011, s. 84–107.
Żukowski Arkadiusz, Z problematyki depozytów wyborczych na świecie, (w:)
Wybrane problemy systemów wyborczych, red. D. Dziewulak, Biuro Analiz Sejmowych, Warszawa 2011, s. 31–50.
Artykuły w czasopismach i w Internecie
Bojarowicz Tomasz, W cieniu katastrofy i powodzi. Wybory prezydenckie w Polsce
w 2010 r., „Studia Politologiczne” 2011, nr 19, s. 63–78.
Borski Maciej, Rząd Republiki Czeskiej jako naczelny organ władzy wykonawczej,
„Studia Politicae Universitatis Silesiensis” 2011, nr 7, s. 183–198.
Czyż Anna, Rozwój samorządu terytorialnego w państwach Europy Środkowej
i Wschodniej, „Studia Politicae Universitatis Silesiensis” 2011, nr 7, s. 134–157.
Dziemidok-Olszewska Bożena, Constitutional and Legal Regulations of Political
and Legal Responsibility of the President, The Council of Ministers and Its Members
in III Republic of Poland, „Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Informatyki, Zarządzania i Administracji w Warszawie” 2011, nr 4, s. 73–95.
Dziemidok-Olszewska Bożena, Konstruktywne wotum nieufności w Republice
Federalnej Niemiec i III Rzeczypospolitej Polskiej, „Środkowoeuropejskie Studia
Polityczne” 2011, nr 2, s. 101–120.
Glajcar Rafał, Silne państwo świadomych i aktywnych obywateli. Ustrój polityczny
państwa w programie i działalności Platformy Obywatelskiej Rzeczypospolitej
Polskiej, „Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Bankowości i Finansów w Bielsku-Białej. Wolność i bezpieczeństwo. Dwie twarze polskiej transformacji” 2010,
nr 3, s. 35–58.
Grabowska Sabina, Referendum jako instytucja odpowiedzialności konstytucyjnej
prezydenta w Europie „Acta Universitatis Wratislaviensis. Przegląd Prawa
i Administracji” 2011, nr 3368, s. 47–61.
Grabowski Radosław, Polskie symbole narodowe i państwowe. Geneza, ewolucja,
stan prawny, „Acta Universitatis Wratislaviensis. Przegląd Prawa i Administracji” 2011, nr 3368, s. 27–46.
Polska bibliografia politologiczna
379
Jarentowski Marek, Legislacyjne aspekty ustroju centralnych organów administracji
rządowej, „Przegląd Prawa Publicznego” 2011, nr 5, s. 6–19.
Jarentowski Marek, Zmiana systemu wyborczego do Senatu RP z 2011 roku, „Przegląd Sejmowy” 2011, nr 4, s. 33–48.
Jarentowski Marek, Opinia do ustawy o zmianie ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich, „Opinie Prawne” 2011, nr 90, s. 105.
Jaroń Anna, Les droits sociaux en Pologne, „Revue international de droit comparé”
2011, nr 2, s. 295–314.
Kandzia Agnieszka, Future of Australia as a Commonwealth Realm, „Antypody.
A Quarterly Magazine of Australia” (New Zealand and Oceania Research Association) 2011, nr 4, s. 15–25.
Krysieniel Krzysztof, Jugosławia na rozdrożu. Wybory do władz republikańskich
w 1990 roku, „Studia Politicae Universitatis Silesiensis” 2011, nr 7, s. 158–181.
Kubas Sebastian, Ewolucja postaw opozycyjnych wobec ustroju socjalistycznego na
przykładzie wybranych państw Europy Środkowej i Wschodniej, „Studia Politicae
Universitatis Silesiensis” 2011, nr 7, s. 81–114.
Leszczyńska Krystyna, Participation of the Presidents Wojciech Jaruzelski and Lech
Wałęsa in the Process of Cabinet Formation in Poland, ,,Polish Political Science
Yearbook” 2011, s. 43–65.
Lorencka Małgorzata, Ewolucja włoskiego systemu partyjnego po 1993 roku, „Toruńskie Studia Polsko-Włoskie. Studi Polacco-Italiani di Toruń” 2011, nr 7, s. 89–110.
Lutrzykowski Alfred, From Undivided State Power to the System of Deconcentrated
and Decentralised State Power. The Political Transformation of Poland, „Polish
Political Science Yearbook” 2011, s. 28–42.
Marzec Magdalena, Wichura Jarosław, Preferencje polityczne a opinia publiczna,
„Preferencje Polityczne” 2011, nr 2, s. 55–77.
Michalak Bartłomiej, Mieszane systemy wyborcze na przykładzie Włoch i Rosji.
Ordynacja doskonała czy niespełnione nadzieje?, „Studia BAS” 2011, nr 3, s. 51–71.
Michalak Bartłomiej, The Usefulness of the Index Method for the Analysis of the
Relevance of Political Parties, „Athenaeum. Polish Political Science Studies” 2011,
nr 29, s. 143–156.
Michalczuk-Wlizło Marta, Przesłanki formalne skargi konstytucyjnej w Polsce,
„Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Informatyki, Zarządzania i Administracji
w Warszawie” 2011, nr 2, s. 204–216.
Opara Stefan, Chrześcijańska utopia, „Rocznik Nauk Politycznych” 2011, nr 14,
s. 5–22.
Podolak Małgorzata, Żmigrodzki Marek, Instytucja referendum w polskich konsty-
380
Bibliografia
tucjach, „Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Informatyki, Zarządzania i Administracji w Warszawie” 2011, nr 3, s. 11–25.
Rączkiewicz Małgorzata, Wybory 4 czerwca 1989 a polski system polityczny, „Studia
Wyborcze” 2011, nr 1, s. 79–101.
Sokół Wojciech, Wybory prezydenckie na Ukrainie – system wyborczy w latach
1991–2010 i problemy jego stosowania w praktyce politycznej, „Athenaeum.
Polskie Studia Politologiczne” 2011, nr 27, s. 108–121.
Stanley Benjamin, Populism, Nationalism, or National Populism? An Analysis of
Slovak Voting Behaviour at the 2010 Parliamentary Elections, „Communist and
Post-Communist Studies” 2011, nr 4, s. 257–270.
Stelmach Michał, Actitud del ejército guatemalteco en relación a la población indigena en el periodo de la guerra civil y de la paz, „Estudios Latinoamericanos”
(Warszawa) 2011, nr 31, s. 57–72.
Stępień-Kuczyńska Alicja, Round Table Debate, „International Studies” 2011, nr 1,
s. 48–66.
Turska-Kawa Agnieszka, Wojtasik Waldemar, Zachowania wyborcze obywateli
w 2010 roku, „Preferencje Polityczne” 2011, nr 2, s. 11–29.
Wojnicki Jacek, Instytucja Rządu Republiki Czarnogóry w systemie organów władzy,
„Kwartalnik Kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH. Studia i prace” 2011,
nr 1, s. 47–62.
Wojnicki Jacek, Alternacja władzy w Europie Środkowowschodniej po 1990 roku,
„Studia Politicae Universitatis Silensis” 2011, nr 7, s. 115–133.
Wojtasik Waldemar, Istotność wyborów i jej czynniki w świadomości społecznej,
„Preferencje Polityczne” 2011, nr 2, s. 205–225.
Wojtasik Waldemar, Preferencje ustrojowe jako czynnik dyskrepancyjny identyfikacji ideologicznych i partyjnych, „Środkowoeuropejskie Studia Polityczne” 2011,
nr 2, s. 41–55.
Wojtasik Waldemar, Wybrane funkcje wyborów parlamentarnych w Polsce, „Studia
Politologiczne” 2011, nr 22, s. 54–75.
Ziętara Wojciech, Miejsce think tanks w polskim systemie prawno-politycznym,
„Politologia i Stosunki Międzynarodowe” 2011, nr 3, s. 130–161.
Żakowski Karol, Evolution of the Japanese Political Scene: Toward a Non-Issue-Oriented Two-Party System?, „Asian Journal of Political Science” 2011, nr 2, s. 186–207.
Żakowski Karol, Kōchikai of the Japanese Liberal Democratic Party and Its Evolution
After the Cold War, „The Korean Journal of International Studies” 2011, nr 2,
s. 179–205.
Żakowski Karol, Japonia po wyborach do Izby Reprezentantów w 2009 roku, (w:)
Polska bibliografia politologiczna
381
Współczesna Azja Wschodnia. Wybrane zagadnienia, red. Karol Żakowski,
Zakład Azji Wschodniej UŁ, Łódź 2011, s. 207–216, www.wsmip.uni.lodz.pl/
jednostki/strona_zakladu_azji/ Wspolczesna_Azja_Wschodnia.pdf.
5. HISTORIA MYŚLI POLITYCZNEJ
Monografie
Dziekan Marek M., Złote stolice Arabów. Szkice o współczesnej myśli arabskiej,
Czytelnik, Warszawa 2011, ss. 306.
Sepkowski Andrzej, Mity. Historia. Polityka, Wydawnictwo Adam Marszałek,
Toruń 2011, ss. 339.
Podgajna Ewelina, Stronnictwo Chłopskie (1926–1931). Studium z dziejów myśli
politycznej, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, ss. 276.
Prace zbiorowe
Ku „Nowemu Średniowieczu”. Myśl społeczno-polityczna Mariana Reutta w latach
30. XX wieku, red. Arkadiusz Meller, Klub Zachowawczo-Monarchistyczny,
Warszawa 2011, ss. 120.
Nacjonalizm a konserwatyzm i monarchizm. Action Française i jej promieniowanie
/ Le nationalisme face au conservatisme et au monarchisme. Action française et
son rayonnement, red. Jacek Bartyzel, Dariusz Góra-Szopiński, Wydawnictwo
Adam Marszałek, Toruń 2011, ss. 538.
Ustrój państwa w polskiej myśli politycznej XX–XXI wieku, red. Arkadiusz Lewandowski, Arkadiusz Meller, Witold Wojdyło, Wydawnictwo Naukowe UMK,
Toruń 2011, ss. 546.
„Życie i śmierć dla narodu!” Antologia myśli narodowo-radykalnej z lat 30. XX
wieku, red. Arkadiusz Meller, Patryk Tomaszewski, Prohibita, Warszawa 2011,
wyd. 2, ss. 452.
Artykuły w pracach zbiorowych
Bartyzel Jacek, El Carlismo visto desde Polonia, (w:) A los 175 años del Carlismo.
382
Bibliografia
Una revisión de la tradición política hispánica. Actas del Congreso Internacional
celebrado en Madrid los días 27 y 28 de septiembre de 2008, red. M. Ayuso, Itinerarios, Madrid 2011, s. 389–396.
Bartyzel Jacek, Nacjonalizm chrześcijański w Portugalii, (w:) Nacjonalizm a konserwatyzm i monarchizm. Action Française i jej promieniowanie / Le nationalisme
face au conservatisme et au monarchisme. Action française et son rayonnement,
red. J. Bartyzel, D. Góra-Szopiński, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011,
s. 249–268.
Bartyzel Jacek, Neorojalizm nacjonalistyczny Action Française w świetle zasad
legitymizmu monarchicznego, (w:) Nacjonalizm a konserwatyzm i monarchizm.
Action Française i jej promieniowanie / Le nationalisme face au conservatisme et
au monarchisme. Action française et son rayonnement, red. J. Bartyzel, D. Góra-Szopiński, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 158–181.
Bombała Bronisław, Wojciecha Lamentowicza spojrzenie na politykę – przyczynek
do historii „struktur poziomych” w PZPR, (w:) Oblicze olsztyńskiej politologii, red.
J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 4:
Studia i szkice politologiczne. W kręgu problemów polskiej polityki, Instytut Nauk
Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 51–58.
Cimek Henryk, Kluby i posłowie ludowi w Sejmie Ustawodawczym (1919–1922),
(w:) Polska, Słowacja, Europa Środkowa w XIX–XX wieku. Księga jubileuszowa
dedykowana Profesor Ewie Orlof, red. J. Pisuliński, E. Rączy, K. Żarna, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, s. 73–84.
Dawidowicz Aneta, Demokracja i liberalizm w poglądach ideologów Stronnictwa
Narodowego 1928–1939, (w:) Ustrój państwa w polskiej myśli politycznej XX i XXI
wieku, red. A. Lewandowski, A. Meller, W. Wojdyło, Wydawnictwo Naukowe
UMK, Toruń 2011, s. 53–65.
Dawidowicz Aneta, Jan Engelgard – publicysta tygodnika „Myśl Polska”, (w:) Prasa
Narodowej Demokracji od roku 1939 do początku XXI wieku, t. 2, red. A. Dawidowicz, E. Maj, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 149–161.
Dawidowicz Aneta, Zygmunt Balicki wobec Rosji, (w:) Obrazy Rosji i Rosjan w Polsce. Od końca XIX wieku do początku XXI stulecia. Myśl polityczna, media, opinia
publiczna, red. E. Kirwiel, E. Maj, E. Podgajna, Wydawnictwo UMCS, Lublin
2011, s. 141–153.
Delong Marek, Korporacjonizm i subsydiarność w nauczaniu papieża Piusa XI, (w:)
Zasada pomocniczości. Wymiar europejski, narodowy, regionalny i lokalny, red.
A. Pawłowska, S. Grabowska, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego,
Rzeszów 2011, s. 26–39.
Polska bibliografia politologiczna
383
Delong Marek, Środowisko PAX wobec nauczania Soboru Watykańskiego II w latach
1965–1980, (w:) Epigoństwo czy twórcza ciągłość? Ideowe dziedzictwo głównych
nurtów politycznych Drugiej Rzeczypospolitej w refleksji politycznej po zakończeniu II wojny światowej, red. E. Krasucki, T. Sikorski, A. Wątor, Wydawnictwo
Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 107–120.
Dubicki Andrzej, Poglądy Nicolae Titulescu na temat demokracji stosowania jej
zasad we współżyciu międzynarodowym, (w:) Dialog idei w Europie w XX i XXI
wieku, red. E. Ponczek, A. Sepkowski, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń
2011, s. 339–348.
Dziekan Marek M., Korespondencja Muhammada ‘Abduha (1849–1905) i Lwa
Tołstoja (1828–1910), (w:) The Middle East: Cultural Dimensions, red. J. Danecki,
M. Dziekan, (seria: „Studia Arabistyczne i Islamistyczne”, t. 14), Katedra Arabistyki i Islamistyki UW, Warszawa 2011, s. 73–81.
Gaziński Benon, „Lenin jako ekonomista” w ujęciu Stanisława Swianiewicza, (w:)
Stanisław Swianiewicz: ekonomista, sowietolog, historyk idei, red. B. Gaziński,
Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 47–55.
Góra-Szopiński Dariusz, Doktryna Action Française w ocenie Stolicy Apostolskiej,
(w:) Action Française i jej promieniowanie / Le nationalisme face au conservatisme
et au monarchisme. Action française et son rayonnement, red. J. Bartyzel, D. Góra-Szopiński, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 137–157.
Hofman Iwona, Myśl społeczno-ekonomiczna Stanisława Swianiewicza, (w:) Stanisław Swianiewicz, ekonomista, sowietolog, historyk idei, red. B. Gaziński, Instytut
Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 23–32.
Hofman Iwona, Rosja w myśli politycznej i publicystyce kręgu paryskiej „Kultury”,
(w:) Obrazy Rosji i Rosjan w Polsce od końca XIX wieku do początku XXI stulecia,
red. E. Kirwiel, E. Maj, E. Podgajna, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011,
s. 195–211.
Hrebenda Szymon, Idea sprawiedliwości społecznej w rozważaniach Towarzystwa
Demokratycznego Polskiego, (w:) Sprawiedliwość w kulturze europejskiej, red.
W. Kaute, T. Słupik, A. Turoń, Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011,
s. 113–126.
Kaute Wojciech, Idea sprawiedliwości w liberalizmie. Wokół myśli Johna Locke’a,
(w:) Sprawiedliwość w kulturze europejskiej, red. W. Kaute, T. Słupik, A. Turoń,
Uniwersytet Śląski / Remar, Katowice 2011, s. 57–69.
Kąkolewski Igor, Prawo oporu a kwestia rządów kobiecych, czyli o radykalizmie
i mizoginizmie w szkockiej myśli politycznej na początku 2 połowy XVI w., (w:)
Oblicze olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba,
384
Bibliografia
D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 3: Studia i szkice politologiczna. Z filozofii
i teorii polityki, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 133–160.
Koziełło Tomasz, Idea parlamentaryzmu w koncepcjach politycznych Narodowej
Demokracji (1918–1939), (w:) Ustrój państwa w polskiej myśli politycznej XX–XXI
wieku, red. A. Lewandowski, A. Meller, W. Wojdyło, Wydawnictwo Naukowe
UMK, Toruń 2011, s. 13–32.
Koziełło Tomasz, Miejsce Polski w Europie w koncepcjach politycznych Ligi Polskich
Rodzin jako kontynuacja narodowodemokratycznej myśli politycznej okresu
międzywojennego, (w:) Epigoństwo czy twórcza ciągłość? Ideowe dziedzictwo
głównych nurtów politycznych Drugiej Rzeczypospolitej w refleksji politycznej po
zakończeniu II wojny światowej, red. E. Krasucki, T. Sikorski, A. Wątor, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 163–181.
Koziełło Tomasz, Mniejszości narodowe jako instrument realizacji polityki zagranicznej w koncepcjach Ligi Polskich Rodzin, (w:) Kwestia narodowościowa
w Polsce i we Włoszech w XX wieku. Wybrane problemy, red. H. Cimek, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, s. 85–110.
Maj Ewa, Narodowa Demokracja wobec idei „kolorowego ułana”, (w:) Drogi do
niepodległości. Szanse, kontrowersje, problemy, red. G. Radomski, W. Wojdyło,
M. Zamojska, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2010, s. 34–43.
Maj Ewa, Partie narodowe w III RP, (w:) Partie i system partyjny III RP, red.
K. Kowalczyk, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 248–267.
Meller Arkadiusz, Cele państwa w myśli politycznej Ruchu Narodowo-Radykalnego
„Falanga” i Obozu Narodowo-Radykalnego „ABC” (1935–1939), (w:) O źródłach
państwa i władzy politycznej, red. A. Wielomski, C. Kalita, Wydawnictwo Arte,
Warszawa 2011, s. 164–183.
Meller Arkadiusz, Myśl polityczna Narodowego Odrodzenia Polski w latach 1994–
2004 – epigoństwo czy twórcze rozwinięcie dziedzictwa międzywojennych narodowych radykałów?, (w:) Epigoństwo czy twórcza ciągłość? Ideowe dziedzictwo
głównych nurtów politycznych Drugiej Rzeczypospolitej w refleksji politycznej po
zakończeniu II wojny światowej, red. E. Karuscki, T. Sikorski, A. Wątor, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 139–162.
Obirek Stanisław, Jezuici między Wschodem i Zachodem, (w:) Collegium/College/
Kolegium. Kolegium i wspólnota akademicka w tradycji europejskiej i amerykańskiej, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, Boston, Warszawa 2011, s. 113–121.
Obirek Stanisław, Odnaleziona tożsamość żydowska Aleksandra Hertza, (w:)
Żydowski Polak, polski Żyd. Problem tożsamości w literaturze polsko-żydowskiej,
red. A. Molisak, Z. Kołodzxiejska, Elipsa, Warszawa 2011, s. 21–31.
Polska bibliografia politologiczna
385
Olszewski Edward, Agraryzm – neoagraryzm. Współczesny polityczny ruch chłopski
w Europie, (w:) Myśl i polityka. Księga pamiątkowa dedykowana profesorowi
Jackowi Marii Majchrowskiemu, red. B. Szlachta, Wydawnictwo Akademii
Frycza Modrzewskiego, Kraków 2011, s. 123–141.
Paruch Waldemar, Mit Rzeczypospolitej w piłsudczykowskiej myśli politycznej: Między
wiedzą historyczną a wizją polityczną, (w:) Mity historyczno-polityczne – wyobrażenia zbiorowe – polityka historyczna: Studia i materiały, t. 1, red. E. Ponczek,
A. Sepkowski, Europejskie Centrum Edukacyjne, Toruń 2010, s. 320–330
Paruch Waldemar, Piłsudczykowski model decydowania politycznego w sprawach
międzynarodowych (1908–1939), (w:) Cechy – procesy – przebudowa: Przestrzeń
publiczna we współczesnych systemach politycznych, red. W. Paruch, P. Maj,
T. Koziełło, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, s. 185–197.
Pięta-Szawara Anna, Stanowisko ruchu ludowego wobec mniejszości narodowych
w Polsce w latach 1918−1926, (w:) Kwestia narodowościowa w Polsce i we Włoszech w XX wieku. Wybrane problemy, red. H. Cimek, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, s. 150−178.
Podgajna Ewelina, Miejsce jednostki w państwie w myśli politycznej Stronnictwa
Chłopskiego (1926–1931), (w:) Wieś – państwo – kultura. Księga Jubileuszowa
dedykowana Panu Profesorowi Stefanowi Józefowi Pastuszce z okazji 45-lecia
pracy dydaktyczno-naukowej, red. J. Sztejnbis-Zdyb, R. Turkowski, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2011, s. 329–337.
Podgajna Ewelina, Model samorządu terytorialnego w demokratycznym państwie
w myśli politycznej Stronnictwa Chłopskiego (1926–1931), (w:) Cechy – procesy
– przebudowa: Przestrzeń publiczna we współczesnych systemach politycznych,
red. W. Paruch, P. Maj, T. Koziełło, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego,
Rzeszów 2011, s. 77–90.
Podgajna Ewelina, Sąsiedzi wschodni w myśli politycznej Stronnictwa Chłopskiego
(1926–1931), (w:) Obrazy Rosji i Rosjan w Polsce od końca XIX wieku do początku
XXI stulecia. Myśl polityczna, media, opinia publiczna, red. E. Kirwiel, E. Maj,
E. Podgajna, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 41–59.
Ponczek Eugeniusz, Polska myśl polityczna w sytuacji zbliżającego się końca II wojny
światowej. Historyczny wymiar Testamentu Polski Walczącej, (w:) Epigoństwo czy
twórcza ciągłość. Ideowe dziedzictwo głównych nurtów politycznych Drugiej Rzeczypospolitej w refleksji politycznej po zakończeniu II wojny światowej, red. E. Krasucki, T. Sikorki, A. Wątor, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 9–25.
Szczepański Dominik, Polityka zagraniczna w koncepcjach programowych Unii
Wolności, (w:) Polityka zagraniczna III RP. 20 lat po przełomie, t. 1: Koncepcje,
386
Bibliografia
bezpieczeństwo, kwestie prawne i polonijne, red. A. Jarosz, K. Olszewski, Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń 2011, s. 163–176.
Śliwa Michał, Bolesław Limanowski i Bolesław Wysłouch – dwie wizje zmiany
społecznej, (w:) Państwo – wieś – kultura. Studia politologiczne, historyczne
i kulturoznawcze. Tom dedykowany Profesorowi Stefanowi Pastuszce, red.
J. Sztejnbis-Zdyb, R. Turkowski, Ludowe Towarzystwo Naukowo-Kulturalne,
Warszawa–Kielce 2011, s. 291–304.
Śliwa Michał, Idea państwowa Stanisława Kutrzeby, (w:) Polska leży na Zachodzie.
Studia z dziejów Polski i Europy dedykowane Pani Profesor Teresie Kulak, red.
W. Wrzesiński, M. Masnyk, K. Kawalec, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń
2011, s. 819–831.
Śliwa Michał, Litwa i Litwini w programie narodowościowym polskich socjalistów,
(w:) Inveniens Guairo. Ies’koti, rastr, nenurimti. Academico illustrissimo et potentissimo, viro nobilissimo, homini serenissimo Algirdo Gaezhuti septuagennaliis hic
liber dedicates est, Vilnae-Vilnius 2011, s. 612–623.
Śliwa Michał, Szukam antysemityzmu. O stosunku polskich socjalistów do kwestii
żydowskiej w Drugiej Rzeczypospolitej, (w:) Żydzi w Częstochowie. Losy Żydów
Częstochowian 1945–2009, red. J. Mizgalski, J. Sielski, Wydawnictwo Adam
Marszałek, Toruń 2011, s. 89–101.
Trembicka Krystyna, NSZZ „Solidarność” w myśli politycznej PZPR, (w:) Ustrój
państwa w polskiej myśli politycznej XX-XXI wieku, red. A. Lewandowski,
A. Meller, W. Wojdyło, Wydawnictwo UMK, Toruń 2011, s. 341–359.
Wielomski Adam, Meller Arkadiusz, Falange i Falanga. Polski ruch narodowo-radykalny i jego hiszpański pierwowzór w latach trzydziestych XX wieku – próba
ujęcia komparatystycznego, (w:) Ustrój państwa w polskiej myśli politycznej
XX–XXI wieku, red. A. Lewandowski, A. Meller, W. Wojdyło, Wydawnictwo
Naukowe UMK, Toruń 2011, s. 115–140.
Wójcik Alicja, Rosja w myśli politycznej ruchu ludowego do 1918 roku, (w:) Obrazy
Rosji i Rosjan w Polsce od końca XIX wieku do początku XXI stulecia. Myśl polityczna, media, opinia publiczna, red. E. Kirwiel, E. Maj, E. Podgajna, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 13–30.
Artykuły w czasopismach i w Internecie
Dziekan Marek M., Iracka pułapka, (w:) Historia Arabów. 14 wieków cywilizacji, której
nie znamy, „Polityka”, numer specjalny: „Pomocnik historyczny” 2011, s. 116–117.
Polska bibliografia politologiczna
387
Hofman Iwona, Kultura sąsiadów w programie edukacji narodowej Jerzego Giedroycia, „Przegląd Zachodni” 2011, nr 4, s. 170–186.
Obirek Stanisław, Czesław Miłosz wobec pokusy teokracji, „Znak” 2011, nr 12,
s. 54–58.
Piwnicki Grzegorz, Doktryna polityczna Nicolo Machiavellego. Ponadczasowe
rozważania, „Cywilizacja i Polityka” 2011, nr 9, s. 46–53.
Ponczek Eugeniusz, Polityka historyczna – od refleksji politycznej do racji stanu
(Ogląd z perspektywy polskiej), „Athenaeum. Polskie Studia Politologiczne” 2011,
nr 28, s. 167–191.
Rekść Magdalena, Historia sacra w dyskursach etnonacjonalistycznych, „Zbliżenia
Cywilizacyjne” 2011, nr 7, s. 21–34.
6. HISTORIA I GEOGRAFIA POLITYCZNA
Monografie
Chrzanowski Bogdan, Delegatura Rządu RP na Kraj na Pomorzu. Nieznane karty
z Frontu Walki Cywilnej podczas okupacji niemieckiej i po jej zakończeniu, Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej, Toruń 2011, ss. 413.
Galij-Skarbińska Sylwia, Uniwersytet wobec inwigilacji. Postawy polityczne środowiska akademickiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w latach
1970–1980 w świetle akt Służby Bezpieczeństwa, Wydawnictwo Naukowe Grado,
Toruń 2011, ss. 461.
Kirwiel Eleonora, Kresy Północno-Wschodnie Rzeczypospolitej Polskiej w latach
1918–1939: oblicze polityczne, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, ss. 220.
Mironowicz Antoni, Biskupstwo turowsko-pińskie w XI–XVI wieku, Wydawnictwo
Uniwersyteckie Trans-Humana, Białystok 2011, ss. 360.
Mironowicz Antoni, The Easter Christian Tradition in Poland and its Neighbours,
Wydawnictwo Libra, Białystok 2011, ss. 224.
Olędzki Marek, Wojny markomańskie 162–185 n.e., Bellona, Warszawa 2011, ss. 196.
Ponczek Eugeniusz, Tradycja trzeciomajowa, legenda kościuszkowska, symbolika
11 listopada: z badań nad dziejami idei niepodległości Polski w latach II wojny
światowej, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, ss. 339.
Sprengel Bolesław, Policja Państwowa a organy władzy publicznej w polityce ochrony
bezpieczeństwa wewnętrznego w Polsce w latach 1918–1939, Wydawnictwo
Naukowe UMK, Toruń 2011, ss. 472.
388
Bibliografia
Stępnik Krzysztof, Wojny bałkańskie lat 1912–1913 w prasie polskiej (Korespondencje wojenne i komentarze polityczne), Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, ss. 262.
Wróblewski Bartosz, Jordania, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2011, ss. 320.
Żarna Krzysztof, Między Berlinem a Budapesztem. Sytuacja polityczna Niemców
karpackich w latach 1933–1939, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011,
ss. 268.
Prace zbiorowe
Antropologia polityki w Ameryce Łacińskiej na początku XXI w., red. Magdalena
Śniadecka-Kotarska (seria: „Studia i Materiały Latynoamerykańskie WSMiP
Uniwersytetu Łódzkiego”, nr 1), Zakład Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Łódzkiego, Polskie Towarzystwo Studiów Latynoamerykańskich,
Ośrodek Badań Prekolumbijskich UW, Wydawnictwo Topcan, Warszawa 2011,
ss. 539.
Fundacje Kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego. Z dziejów budownictwa rezydencjonalno-obronnego na terenie dawnego województwa sandomierskiego, red.
Wojciech Iwańczak, Radosław Kubicki, Dariusz Kalina, Stowarzyszenie Ziemia
Świętokrzyska, Kielce–Ćmielów 2011, ss. 187.
Kwestia narodowościowa w Polsce i we Włoszech w XX wieku. Wybrane problemy,
red. Henryk Cimek, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011,
ss. 184.
O Polskę wolną! O Polskę solidarną! NSZZ Solidarność w latach 1980–1989, red.
Wojciech Polak, Sylwia Galij-Skarbińska, Violetta Kmiecik, Michał Białkowski,
Jakub Kufel, Przemysław Ruchlewski, Tatastudio, Gdańsk 2011, ss. 403.
Polska, Słowacja, Europa Środkowa w XIX–XXI wieku. Księga jubileuszowa dedykowana Profesor Ewie Orlof, red. Jan Pisuliński, Elżbieta Rączy, Krzysztof Żarna,
Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, ss. 576.
Problematyka narodowościowa i religijna w XX wieku. Wybrane aspekty, red.
Krzysztof Żarna, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011,
ss. 204.
Problemy społeczno-gospodarcze Syberii, red. Małgorzata Pietrasiak, Małgorzata
Stańczyk, Wydawnictwo Naukowe Ibidem, Łódź 2011, ss. 202, www.wsmip.uni.
lodz.pl/jednostki/ strona_zakladu_azji/Ksiazka-o-Syberii-INTERNET. pdf.
Z dziejów budownictwa rezydencjonalno-obronnego na ziemi iłżeckiej, red. Radosław
Kubicki, Dariusz Kalina, Urząd Gminy Iłża, Kielce–Iłża 2011, ss. 248.
Polska bibliografia politologiczna
389
Artykuły w pracach zbiorowych
Cimek Henryk, Białorusini w ruchu rewolucyjnym w II Rzeczypospolitej, (w:)
Kwestia narodowościowa w Polsce i we Włoszech w XX wieku. Wybrane problemy,
red. H. Cimek, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011,
s. 11–34.
Cimek Henryk, Źródła antyklerykalizmu polskich i ukraińskich chłopów w II Rzeczypospolitej, (w:) Kwestia narodowościowa w Polsce i we Włoszech w XX wieku.
Wybrane problemy, red. H. Cimek, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego,
Rzeszów 2011, s. 35–59.
Ciosek Ireneusz, Wychowanie fizyczne i sport w szkołach kieleckich w latach
1918–1939, (w:) Z dziejów kultury fizycznej i turystyki w Polsce, t. 1, red. T. Drozdek-Malolepsza, Wydawnictwo im. Stanisława Podobińskiego, Częstochowa
2011, s. 129–148.
Ciosek Ireneusz, Kolarstwo jako forma rekreacji i dyscyplina sportu kielczan w latach
1893–1939, (w:) Z dziejów kultury fizycznej i turystyki w Polsce, t. 1, red. T. Drozdek-Malolepsza, Wydawnictwo im. Stanisława Podobińskiego, Częstochowa
2011, s. 33–51.
Chrzanowski Bogdan, Działania operacyjne Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa
Publicznego w Bydgoszczy wobec pracowników bydgoskiej Ekspozytury Wewnętrznej Nr 3 Oddziału II Sztabu Głównego Wojska Polskiego (kryptonim „Targowica”)
w świetle zachowanych dokumentów, (w:) Wywiad wojskowy w II Rzeczypospolitej, red. P. Kołakowski, A. Pepłoński, Wydawnictwo Avalon, Kraków 2011,
s. 399–409.
Delong Marek, Stanowisko Episkopatu Polski w sprawie stosunków państwo – Kościół
w latach 1989–1997, (w:) Problematyka narodowościowa i religijna w XX wieku.
Wybrane aspekty, red. K. Żarna, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego,
Rzeszów 2011, s. 155–198.
Fogelzang-Adler Ewa, Na drodze demokracji. Konteksty rozważań o demokracji
w myśli politycznej konspiracyjnych ugrupowań politycznych w Polsce lat 1939–
1945, (w:) Europa XX wieku między totalitaryzmem, autorytaryzmem a demokracją, red. A. Adamczyk, P. Winiecka, K. Kaźmierczak, Instytut Stosunków
Międzynarodowych UJK, Piotrków Trybunalski 2011, s. 453–473.
Fogelzang-Adler Ewa, Obraz okupowanego Lwowa w „Biuletynie Ziemi Czerwieńskiej” (1941–1944), (w:), Кракіб – ЛЬбіб: книги, часописи, бібліотеки XIX i XX
ст., t. 10, red. G. Wrona, О. Колособська, Lwowski Narodowy Uniwersytet,
Lwów 2011, s. 320–331.
390
Bibliografia
Fogelzang-Adler Ewa, Obraz okupowanego Lwowa w „Biuletynie Ziemi Czerwieńskiej” (1941–1944), (w:) Kraków – Lwów. Książki, czasopisma, biblioteki XIX i XX
wieku, t. 10, red. H. Kosętka, G. Wrona, G. Nieć, Księgarnia Akademicka, Kraków
2011, s. 291–303.
Galij-Skarbińska Sylwia, Solidarności w małym miasteczku. NSZZ „Solidarność”
w Żninie w latach 1980–1989, (w:) O Polskę wolną! O Polskę solidarną! NSZZ
Solidarność w latach 1980–1989, red. W. Polak et al., Tatastudio, Gdańsk 2011,
s. 81–96.
Gaul Jerzy, Zwischen Österreich und Polen. Die galizischen Abgeordneten im Wierne
Parlament, (w:) Viribus Units? Polnische Parlamentarier in der Habsburgemonarchie 1848–1918, red. (b.d.), Polnische Akademie der Wissenschaften. Wissenschaftliches Zentrum im Wien, Wien 2011, s. 24–31.
Grata Paweł, Unifikacja systemu podatkowego Zaolzia w latach 1938–1939, (w:)
Polska – Słowacja – Europa Środkowa w XIX–XXI wieku. Księga jubileuszowa
dedykowana Profesor Ewie Orlof, red. J. Pisuliński, E. Rączy, K. Żarna, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, s. 92–107.
Gąsiorowski Andrzej, Polska działalność wywiadowcza w Wolnym Mieście Gdańsku
(1920–1939), (w:) Wywiad wojskowy II Rzeczypospolitej, red. P. Kołakowski,
A. Pepłoński, Wydawnictwo Avalon, Kraków 2011, s. 37–60.
Gąsiorowski Andrzej, Polski wywiad morski (1935–1945), (w:) Morze nasze i nie
nasze, red. T. Stegner, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdynia 2011,
s. 377–405.
Hebisz Maria Eleononra, Polityka edukacyjna w Peru w okresie kolonialnym, (w:)
Antropologia polityki w Ameryce Łacińskiej na początku XXI w., red. M. Śniadecka-Kotarska, (seria: „Studia i Materiały Latynoamerykańskie WSMiP Uniwersytetu Łódzkiego”, nr 1), Zakład Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu
Łódzkiego, Polskie Towarzystwo Studiów Latynoamerykańskich, Ośrodek
Badań Prekolumbijskich UW, Wydawnictwo Topcan, Warszawa 2011, s. 97–123.
Hofman Iwona, Rok 1956 w narracji diariuszowej Andrzeja K. Wróblewskiego i Jana
J. Lipskiego, (w:) Przez Kresy i historię po obrzeża polityki, t. 2, red. I. Hofman,
Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 216–232.
Jarosiński Janusz, Problemy współpracy międzypartyjnej PZPR, ZSL i SD w woj.
kieleckim w latach 1957–1975, (w:) Polaków portret niedokończony. Studia
z zakresu historii, prawa, politologii, red. A. Kozera, R. Kłaczyński, Ł. Kozera,
Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego, Kraków 2011, s. 76–89.
Kirwiel Eleonora, Ludność Kresów Północno-Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej
wobec władzy w okresie międzywojennym, (w:) Cechy – procesy – przebudowa:
Polska bibliografia politologiczna
391
Przestrzeń publiczna we współczesnych systemach politycznych, red. W. Paruch,
P. Maj, T. Koziełło, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011,
s. 107–119.
Kirwiel Eleonora, Układ sił politycznych na Kresach Północno-Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej w świetle wyborów parlamentarnych w 1922 roku, (w:) Zawsze
wierni Polsce. 115 lat Polskiego Ruchu Ludowego, red. E. Podgajna, M. Wichmanowski, Wydawnictwo Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Lublin–
–Warszawa 2011, s. 67–84.
Klewer Dorota, Michelle Bachelet a zmiany w pozycji politycznej kobiet w Chile, (w:)
Antropologia polityki w Ameryce Łacińskiej na początku XXI w., red. M. Śniadecka-Kotarska, (seria: „Studia i Materiały Latynoamerykańskie WSMiP Uniwersytetu Łódzkiego”, nr 1), Zakład Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu
Łódzkiego, Polskie Towarzystwo Studiów Latynoamerykańskich, Ośrodek
Badań Prekolumbijskich UW, Wydawnictwo Topcan, Warszawa 2011, s. 493–
511.
Kłaczyński Robert, Epizod z dziejów Polski doby rozbiorów – niezwykłe dzieje dwóch
branek z imperium osmańskiego na ziemie Rzeczpospolitej Obojga Narodów na
Ziemie Rzeczpospolitej przybyłych, (w:) Polaków portret niedokończony. Studia
z zakresu historii, prawa, politologii, red. A. Kozera, R. Kłaczyński, Ł. Kozera,
Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego, Kraków 2011, s. 90–100.
Kubicki Radosław, Inwentarz miasta Ćmielowa i folwarków w kluczu ćmielowskim
z 1618 roku, (w:) Fundacje Kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego. Z dziejów
budownictwa rezydencjonalno-obronnego na terenie dawnego województwa
sandomierskiego, red. W. Iwańczak, R. Kubicki, D. Kalina, Stowarzyszenie Ziemia
Świętokrzyska, Kielce–Ćmielów 2011, s. 154–174.
Kubicki Radosław, Opatów i dobra opatowskie za Szydłowieckich, (w:) Fundacje
Kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego. Z dziejów budownictwa rezydencjonalno-obronnego na terenie dawnego województwa sandomierskiego, red. W. Iwańczak,
R. Kubicki, D. Kalina, Stowarzyszenie Ziemia Świętokrzyska, Kielce–Ćmielów
2011, s. 141–153.
Kubicki Radosław, Przynależność administracyjna, lokacja, właściciele oraz władze
Iłży i klucza iłżeckiego do początków XIX w wieku. Zagadnienia prawno-ustrojowe, (w:) Z dziejów budownictwa rezydencjonalno-obronnego na ziemi ilżeckiej,
red. R. Kubicki, D. Kalina, Urząd Gminy Iłża, Kielce–Iłża 2011, s. 9–16.
Leska-Ślęzak Joanna, Dziedzictwo rozwoju kontaktów polsko-holenderskich od XI
do XVIII wieku, (w:) W kręgu pytań o tożsamość narodową i etniczną Pomorza
Gdańskiego, red. A. Chodubski, A. Frączek, H. Głogowska, A. Waśkiewicz,
392
Bibliografia
Wydawnictwo Gdańskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej, Gdańsk 2011,
s. 169–176.
Łabędź Krzysztof, Problemy i dylematy podziemnej „Solidarności”, (w:) O Polskę
wolną! O Polskę solidarną! NSZZ „Solidarność” w latach 1980–1989, red.
W. Polak, S. Galij-Skarbińska, V. Kmiecik, M. Białkowski, J. Kufel, P. Ruchlewski,
Tatastudio, Gdańsk 2011, s. 163–176.
Łaptos Józef, Meandry polityki UNRRA w odniesieniu do polskich i żydowskich
„dipisów”, (w:) Polaków portret niedokończony. Studia z zakresu historii, prawa,
politologii, red. A. Kozera, R. Kłaczyński, Ł. Kozera, Wydawnictwo Naukowe
Uniwersytetu Pedagogicznego, Kraków 2011, s. 135–147.
Łoś Robert, Niemcy wobec konfliktu w Bośni i Hercegowinie. Próba stabilizacji, (w:)
Bośnia i Hercegowina 15 lat po Dayton. Przeszłość – teraźniejszość – perspektywy,
red. P. Chmielewski, S. Szczesio, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź
2011, s. 159–174.
Maj Ewa, Miesięcznik „Nowy Przegląd Wszechpolski”, (w:) Prasa Narodowej Demokracji od roku 1939 do początku XXI wieku. Opracowanie zbiorowe, t. 2, red.
A. Dawidowicz, E. Maj, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 175–194.
Maj Ewa, Rosja w publicystyce tygodnika „Myśl Polska” i „Nowa Myśl Polska” w latach
2001–2010, (w:) Obrazy Rosji i Rosjan w Polsce od końca XIX wieku do początku
XXI stulecia. Myśl polityczna, media, opinia publiczna, red. E. Kirwiel, E. Maj,
E. Podgajna, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 215–230.
Mazurkiewicz Piotr, Année 1989. Une relecture après dix-huit ans, (w:) Przemiany
w Europie Środkowej. Teoria i praktyka, red. P. Mazurkiewicz, R. Zenderowski,
Wydawnictwo UKSW, Warszawa 2011, s. 67–69.
Mich Włodzimierz, III Rzesza w publicystyce „Naszej Przyszłości (1933–1939), (w:)
Myśl i polityka. Księga pamiątkowa dedykowana Profesorowi Jackowi Marii
Majchrowskiemu, red. B. Szlachta, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,
Kraków 2011, s. 99–122.
Michaluk Dorota, Inkorporacja Podlasia do Korony Królestwa Polskiego w 1569
roku, (w:) Liublino unija: ideja ir jos tęstinumas / Unia Lubelska: idea i jej kontynuacja, red. B. Piasecka, I. Makauskaite, L. Glemža, Muzeum Narodowe – Pałac
Wielkich Książąt Litewskich, Wilno 2011, s. 142–156.
Michaluk Dorota, Palenkes inkorporavimas i Lenkijos karalystę 1569 metais, (w:)
Liublino unija: ideja ir jos tęstinumas / Unia Lubelska: idea i jej kontynuacja, red.
B. Piasecka, I. Makauskaite, L. Glemža, Muzeum Narodowe – Pałac Wielkich
Książąt Litewskich, Wilno 2011, s. 128–141.
Michaluk Dorota, Попытки добиться признания независимости БНР в период
Polska bibliografia politologiczna
393
Версальской конференции, (w:) Версальско – вашингтонская международно
– правовая система возникновение, развитие, кризис 1919–1939 гг., red.
Э.Ю. Сергеев, Институт всеобщей исторрии РАН, Москва 2011, s. 169–179.
Mikołajczyk Jolanta, Obrońcy Lwowa – przestrzeń w świadomości pokoleń dwudziestolecia międzywojennego, (w:) Polityka historyczna literaturze polskiej. Obrazy
kultury polskiej, red. K. Stępnik, M. Piechota, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011,
s. 311–324.
Niwiński Piotr, Od „bandytów” do „kontrowersyjności”. Pamięć żołnierzy podziemia
niepodległościowego w latach powojennych, (w:) Damnatio memoriae w europejskiej kulturze politycznej, red. R. Gałaj-Dempniak, D. Okoń, M. Semczyszyn,
Wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej, Szczecin 2011, s. 237–258.
Obirek Stanisław, Szczęsny dar wolności, (w:) Szkice i eseje na dwudziestolecie
Międzynarodowego Centrum Kultury, Międzynarodowe Centrum Kultury,
Kraków 2011, s. 464–472.
Olszewski Edward, Tomaszów Lubelski w latach II wojny światowej i okupacji niemieckiej. 1939–1944, (w:) Tomaszów Lubelski. Monografia miasta, red. R. Szczygieł, Tomaszowskie Towarzystwo Regionalne, Lublin–Tomaszów Lubelski 2011,
s. 415–448.
Pawlikowski Grzegorz, Polityka centralnych i terenowych władz wobec ukraińskiej
mniejszości narodowej w Polsce (1944–1947), (w:) Kwestia narodowościowa
w Polsce i we Włoszech w XX wieku. Wybrane problemy, red. H. Cimek, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, s. 111–149.
Pietrasiak Małgorzata, Indochiny – na skrzyżowaniu cywilizacji, (w:) Azja Wschodnia i Azja Południowa w stosunkach międzynarodowych, red. J. Nakonieczna,
J. Zajączkowski, Wydawnictwo UW, Warszawa 2011, s. 46–58.
Pietrasiak Małgorzata, Cieciura Włodzimierz, East Asian Thought: An Inspiration
for the West?, (w:) European Culture in Diversity, red. K. Kujawińska Courtney,
M. Łukowska, E. Williams, Cambridge Scholars Publishing, Cambridge 2011,
s. 77–89.
Pietraszczyk-Sękowska Joanna, Aktywność Świetlistego Szlaku wśród ludności
chłopskiej środkowo-południowej sierry w okresie konfliktu wewnętrznego w Peru,
(w:) Antropologia polityki w Ameryce Łacińskiej na początku XXI w., red. M. Śniadecka-Kotarska, (seria: „Studia i Materiały Latynoamerykańskie WSMiP Uniwersytetu Łódzkiego”, nr 1), Zakład Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu
Łódzkiego, Polskie Towarzystwo Studiów Latynoamerykańskich, Ośrodek Badań
Prekolumbijskich UW, Wydawnictwo Topcan, Warszawa 2011, s. 401–437.
Piwnicki Grzegorz, Losy polskich zesłańców w Azerbejdżanie przez pryzmat ich
394
Bibliografia
dokonań cywilizacyjnych w XIX i na początku XX wieku, (w:) Politologiae Miscellanea w świecie wielu rzeczywistości, red. A. Chodubski, A. Frączek, B. Słobodzian, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 248–267.
Piwnicki Grzegorz, Zmagania o polskie „Dominium Maris Baltici”, (w:) Przez Kresy
i historię po obrzeża polityki. Profesorowi Marcelemu Kosmanowi w półwiecze
pracy naukowej, red. I. Hofman, W. Maguś, Wydawnictwo Adam Marszałek,
Toruń 2011, s. 396–416.
Ponczek Eugeniusz, Przełom systemowy roku 1989 w Polsce a możliwości i bariery
transformacji modernizacyjnej, (w:) Oblicza polskiej modernizacji. Próba bilansu
transformacji systemowej III Rzeczypospolitej, red. E. Krasicki, T. Sikorski,
A. Szczepańska, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 95–114.
Ponczek Eugeniusz, Rodzimość i europejskość kultury ojczystej w debacie politycznej
Polski Walczącej (1939–1945), (w:) Dialog idei w Europie w XX i XXI wieku, red.
E. Ponczek, A. Sepkowski, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 201–245.
Rekść Magdalena, Jeden kraj, trzy historie. Interpretacje przeszłości w podaytonowskiej Bośni i Hercegowinie, (w:) Bośnia i Hercegowina 15 lat po Dayton. Przeszłość
– teraźniejszość – przyszłość, red. P. Chmielewski, S.L. Szczesio, Wydawnictwo
Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2011, s. 381–409.
Rekść Magdalena, Narracje o etnogenezie Chorwatów, (w:) Poznać Bałkany. Historia – polityka – kultura, red. K. Taczyńska, S. Sochacki, M. Zečević, Wydawnictwo Adam Marszałaek, Toruń 2011, s. 137–152.
Romiszewska Beata, Słynne procesy sądowe dwudziestolecia międzywojennego na
łamach prasy lubelskiej, (w:) Sensacja w dwudziestoleciu międzywojennym (prasa,
literatura, radio, film), red. K. Stępnik, M. Gabryś, Wydawnictwo WSPiA, Lublin
2011, s.179–189.
Rydel Jan, Przewoźnik Andrzej, Erinnerungsort Katyn, (w:) Erinnerungsorte in
Ostmitteleuropa. Erfahrungren der Vergangenheit und Perspektiven, red.
M. Weber, B. Olschowsky, I.A. Petransky, A. Pók, A. Przewoźnik, Oldenbourg
Verlag, München 2011, s. 267–283.
Rydel Jan, Nowe elementy mozaiki. Nieznane niemieckie dokumenty dyplomatyczne
o Liście Biskupów z 1965 roku, „Więź” 2011, nr 1, s. 101–110.
Rydel Jan, Die polnische Exilarmee im Westen und die Besatzung des Emslandes,
(w:) Nationales Gedächtnis in Deutschland und Polen, red. B. Rill, Hans-Seidel-Stiftung, München 2011, s. 103–112.
Sowiński Sławomir, Solidarność bez egoizmu i wrogości?, (w:) Przemiany w Europie
Środkowej. Teoria i praktyka, red. P. Mazurkiewcz, R. Zenderowski, Wydawnictwo UKSW, Warszawa 2011, s. 55–64.
Polska bibliografia politologiczna
395
Stanley Benjamin, A Small Bottle of Champagne: The Polish Presidential Election of
2010, (w:) Visegrad Elections 2010: The Splendor and Misery of the Central
European Dream, red. G. Mesežnikov, O. Gyárfášová, Institute for Public Affairs,
Bratislava 2011, s. 97–119.
Stanley Benjamin, Poland 20 Years Later: The Long Arm of Transition, (w:) Europe
Today: A Twenty-First Century Introduction, red. R. Tiersky i E. Jones, Rowman
& Littlefield, Plymouth 2011, s. 243–273.
Stępnik Krzysztof, Izolacja i osaczenie. Obrazy sytuacji komunikacyjnych w prasie
Armii Polskiej na Wschodzie i II Korpusu Polskiego (na przykładzie artykułów
Ryszarda Piestrzyńskiego), (w:) Komunikowanie się Polaków w okresie II wojny
światowej, red. K. Stępnik, M. Rajewski, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011,
s. 103–123.
Śniadecka-Kotarska Magdalena, Kontekst społeczno-polityczny wizyty Jana Pawła II
w Peru, (w:) Jan Paweł II w Peru, red. o. T. Szyszka, Instytut Papieża Jana Pawła II,
Warszawa 2011, s. 45–71.
Trembicka Krystyna, Adaptacja i samoregulacja przywództwa politycznego w PZPR
do kryzysu w 1968 roku, (w:) Kryzys przywództwa we współczesnej polityce, red.
W. Konarski, A. Durska, S. Bachrynowski, Wydawnictwo SWPS Academica,
Warszawa 2011, s. 171–186.
Turower Barbara, Kolektywizacja olsztyńskiej wsi w latach 1949–1956, (w:) Oblicze
olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 4: Studia i szkice politologiczne. W kręgu problemów
polskiej polityki, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 21–37.
Wasiuta Serhyi, Czarnobylska katastrofa – kres radzieckiej totalitarnej polityki
pseudotechnologicznego rozwoju, (w:) Oblicze olsztyńskiej politologii, red. J. Filipkowski, T. Gajowniczek, B. Kosiba, D. Radziszewska-Szczepaniak, t. 5: Studia
i szkice politologiczne: Sprawy międzynarodowe, Instytut Nauk Politycznych
UWM, Olsztyn 2011, s. 119–140.
Wichmanowski Marcin, Chłopi z Królestwa Polskiego wobec Rosji i Rosjan w relacji
Aleksandra Bogusławskiego, (w:) Obrazy Rosji i Rosjan w Polsce od końca XIX
wieku do początku XXI stulecia. Myśl polityczna, media, opinia publiczna, red.
E. Kirwiel, E. Maj, E. Podgajna, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 125–140.
Wichmanowski Marcin, Działalność i myśl polityczna Polskiego Stronnictw Ludowego Piast, (w:) Zawsze wierni Polsce. 115 lat Polskiego Ruchu Ludowego, red.
E. Podgajna, M. Wichmanowski, Wydawnictwo Muzeum Historii Polskiego
Ruchu Ludowego, Lublin–Warszawa 2011, s. 33–46.
Wiśniewska-Rutkowska Lucyna, Dwie koncepcje historiozofii: Edward Dembowski
396
Bibliografia
i Henryk Kamieński, (w:) Polityka historyczna w literaturze polskiej, red. K. Stępnik, M. Piechota, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011, s. 85–100.
Wiśniewska-Rutkowska Lucyna, Dziewiętnastowieczna Rosja w „Rosja i Europa.
Polska” Henryka Kamieńskiego, (w:) Filozofia polska w tradycji europejskiej, red.
S. Pieróg et al., Wydział Filozofii i Socjologii UW, Warszawa 2011, s. 101–110.
Wróblewski Bartosz, Haszymidzkie Królestwo Jordanii – między autorytarną tradycją a demokratyzacją, (w:) Bliski Wschód coraz bliżej, red. J. Danecki, S. Sulowski, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2011, s. 264–280.
Wróblewski Bartosz, Powstanie i rozwój mniejszości czerkieskiej w Transjordanii
w aspekcie wewnętrznym i międzynarodowym, (w:) Problematyka narodowościowa i religijna w XX wieku. Wybrane aspekty, red. K. Żarna, Wydawnictwo
Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2011, s. 10–51.
Zamiatała Dominik, Działania represyjne władz komunistycznych wobec zakonów
męskich w PRL, „Kościół w Polsce. Dzieje i Kultura” 2011, nr 10, s. 211–236.
Ziemer Klaus, Die scheinbar vorbildliche Etablierung der Demokratie in Polen, (w:)
Jahre des Umbruchs. Friedliche Revolution in der DDR und Transition in Ostmitteleuropa, red. C. Vollnhals, Vandenhoeck & Ruprecht, Göttingen 2011, s. 267–288.
Zweiffel Łukasz, Republika Zjednoczonych Prowincji – geneza państwa, (w:) Polaków
portret niedokończony. Studia z zakresu historii, prawa, politologii, red. A. Kozera,
R. Kłaczyński, Ł. Kozera, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego, Kraków 2011, s. 285–294.
Żarna Krzysztof, W stronę narodowego socjalizmu: niemieckie organizacje gimnastyczne na terenie Słowacji w latach 1933–1938, (w:) Ideały wychowawcze i myśl
polityczna harcerstwa polskiego. Materiały z konferencji naukowej zorganizowanej z okazji 100-lecia harcerstwa w Polsce, red. G. Baziur, Wydawnictwo PWSZ,
Oświęcim 2011, s. 167–179.
Żebrowski Andrzej, Oddział II Sztabu Głównego Wojska Polskiego uczestnikiem
walki informacyjnej na kierunku Niemcy i Rosja, (w:) Wywiad wojskowy II Rzeczypospolitej, red. P. Kołakowski, A. Pepłoński, Avalon, Kraków 2011, s. 357–387.
Żebrowski Waldemar, Wybory parlamentarne w olsztyńskiem z czerwca 1989 roku
oraz ich pierwsze reperkusje, (w:) Szkice europejskie. Historia – gospodarka – polityka, red. B. Gaziński, Instytut Nauk Politycznych UWM, Olsztyn 2011, s. 129–139.
Artykuły w czasopismach i w Internecie
Dmochowski Tadeusz, Aliancka i amerykańska odpowiedź na notę Miljukowa
Polska bibliografia politologiczna
397
(z 1 maja 1917 r.) i jej wpływ na weryfikację alianckich celów wojny (maj–czerwiec
1917 r.), „Gdańskie Studia Międzynarodowe” 2011, nr 9, s. 236–251.
Grata Paweł, Spirytusowe mieszanki napędowe, czyli „biopaliwa” w II Rzeczypospolitej, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” 2011, nr 2, s. 195–216.
Grata Paweł, Kryzys gospodarczy lat osiemdziesiątych XX wieku w turystyce województwa rzeszowskiego, „Prace Historyczno-Archiwalne” 2011, nr 23, s. 119–135.
Jarosiński Janusz, Związki zawodowe w Polsce Ludowej – od dobrych początków do
totalnej klęski, „Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia Politologia V”, 2011, nr 87, s. 64–77.
Kącka Katarzyna, Udział polskiej dyplomacji w międzynarodowej debacie nad
problemem niemieckim po zakończeniu drugiej wojny światowej, „Historia
i Polityka. Półrocznik poświęcony myśli politycznej i stosunkom międzynarodowym” 2011, nr 5, s. 115–139.
Kąkolewski Igor, The Prussian Homage of 1525 As a „Site of Memory” in Old-Polish
culture, „History” (Polskie Towarzystwo Historyczne), www.history.pth.net.pl/
article,4.
Maj Ewa, Marketing polityczny Narodowej